Oś Świata/Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce

Posts Tagged ‘neurodydaktyka’

23.11
2011

Mózg zawsze pyta, dlaczego ma się czegoś uczyć.

„Większość ludzi kojarzy uczenie się ze szkołą, wkuwaniem, ryciem, potem i łzami, złymi ocenami, wyczerpującymi klasówkami. Nie okłamujmy się: uczenie się nie ma dobrej opinii. Uważane jest za coś nieprzyjemnego.”– twierdzi niemiecki badacz mózgu Manfred Spitzer (Jak uczy się mózg, Warszawa, 2007, PWN, str.21). A jednocześnie zapewnia, że powinno być zupełnie inaczej, bo rozumienie tego, czego się wcześniej nie rozumiało, zdobywanie nowych umiejętności i poznawanie nowego pobudza w naszych mózgach ośrodki nagrody i prowadzi do uwolnienia dopaminy, która z kolei aktywuje neurony produkujące endogenne opioidy, naturalne peptydy działające podobnie jak narkotyki. Substancje te mają wpływ zarówno na emocje, jak również na procesy uczenia się i zapamiętywania. Jeśli mózg nie produkuje dopaminy, to proces uczenia się ustaje. „Ponadto wiadomo, że kontakt z nowością prowadzi do uwalniania dopaminy w tym układzie. Dlatego dopominę określa się też mianem substancji ciekawości i zachowań eksploracyjnych, poszukiwania nowości (ang. novelty seeking behavior).” (Spitzer, tamże, str.137) Brak dopaminy w wewnętrznym układzie nagrody powoduje utratę zainteresowań. Manfred Spitzer wskazuje również na fakt, iż najsilniejszym wzmacniaczem w tym układzie jest współdziałanie z innymi ludźmi. Efektywne nauczanie powinno więc opierać się nie na pracy indywidualnej, ale grupowej. Dzięki współpracy z innymi osobami nauka odbierana jest jako coś przyjemnego. (Ulrich Herrmann, Gehirnforschung und die neurodidaktische Revision schulisch organisierten Lehrens und Lernens, w: Neurodidaktik. Grundlagen und Vorschläge für gehirngerechtes Lehren und Lernen, pod red. Herrmann Ulrich, Weinheim und Basel, Beltz Verlag, 2010, str.161)

Aby zrozumieć, dlaczego nauka w obecnej formule – wbrew naturze – kojarzy się raczej z ciężką pracą, a nie z przyjemnością, trzeba wyjaśnić kolejne mechanizmy sterujące pracą naszych mózgów. Zdaniem neuronaukowców zostały one stworzone do tego, żeby się uczyć. Nic nie przychodzi im z większą łatwością. Już widzę zdziwienie na ustach czytających te zdania nauczycieli! A mimo wszystko to prawda! „Jeśli miałbym wymienić jedną aktywność, do której człowiek nadaje się najlepiej, tak jak albatros do latania czy gepard do biegania, to jest to właśnie uczenie się. Nasze mózgi są jak niesamowicie efektywne odkurzacze, wciągające wszelkie otaczające nas informacje; nie potrafią inaczej, jak tylko odbierać wszystko, co wokół nas ważne i przetwarzać w najbardziej efektywny sposób.” (Spitzer, tamże, str. 21) Nie dość, że ludzie są stworzeni do uczenia się, Manfred Spitzer twierdzi wprost, że nasze mózgi uczą się cały czas. Niestety, nie zawsze tego, czego oczekiwaliby nauczyciele. Aby zachodził proces uczenia się, konieczne jest pobudzenie neuronów, w przeciwnym razie nie dojdzie do wzmocnienia synaps, które stają się tym silniejsze, im  intensywniej przetwarzają impulsy. Pewne czynności aktywizują sieć neuronalną silniej, a inne słabiej. Co zrobić, by uczniowie z lekcji zapamiętywali tyle samo, co z interesującego meczu piłkarskiego lub ciekawej książki? Jak organizować lekcje, by do rozwiązywania zadań matematycznych zabierali się z takim samym zapałem, z jakim poznają nowy telefon komórkowy?

 

Dzięki badaniom nad mózgiem wiadomo już, jakie aktywności prowadzą do intensywnego przetwarzania informacji, a tym samym inicjują proces efektywnego uczenia się. Z punktu widzenia nauczycieli ta wiedza ma najprawdopodobniej najbardziej istotne znaczenie. Dla osób zajmujących się szeroko pojętą edukacją informacje o tym, co jest naturalnym sposobem funkcjonowania mózgu, co przychodzi mu z łatwością, a co jest niejako wbrew jego naturze i dlatego stwarza problemy, ma zupełnie fundamentalne znaczenie. Można płynąć z prądem rzeki wykorzystując jej naturalną siłę, ale można też płynąć pod prąd. Mimo dużo większego wysiłku, efekt będzie dużo gorszy niż wtedy, gdy potrafimy wykorzystać, to co dała nam natura. Sposób, w jaki w dzisiejszych szkołach odbywa się nauka, nie ułatwia wykorzystania potencjału mózgu, a często wręcz go hamuje. Aby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, trzeba wiedzieć, co w naturalny sposób naszym mózgom przychodzi z łatwością.

Nasze mózgi:

– są przystosowane do rozwiązywania problemów i przetwarzania informacji, a nie do ich reprodukowania,

– dobrze zapamiętują informacje łączące wiedzę kognitywną z emocjami i aktywnością ciała,

– dużo lepiej kodują w pamięci długotrwałej informacje poznane w bezstresowej, przyjaznej atmosferze,

– uczą się dużo efektywniej w grupie,

– dużo lepiej zapamiętują to wszystko, co ma dla nich praktyczne znaczenie,

– dużo lepiej zapamiętują informacje, które potrafią odnieść do swoich dotychczasowych doświadczeń,

– łatwiej zapamiętują, to co widzą, niż to co słyszą,

– łatwo zapamiętują to, co mogły poznać dzięki aktywności rąk (ręce mają w mózgu bardzo dużą reprezentację, ich aktywność pobudza więc wiele struktur neuronalnych.)

 

Celem neurodydaktyki jest zbudowanie nowego modelu nauczania i uczenia się, który w oparciu o naturalne zdolności mózgu, pozwoli stworzyć optymalne warunki do jego rozwoju. Nie będzie to możliwe bez wiedzy o tym, co steruje naszą uwagą, co powoduje, że mózg ulega pobudzeniu, a co go wyłącza. Nauczyciele powinni wiedzieć, co aktywizuje sieci neuronalne, a tym samym inicjuje proces uczenia się. Droga do efektywnej nauki prowadzi przez emancypację uczniów. Trzeba więc skupić się nie – jak to robiła i robi tradycyjna metodyka – na nauczaniu, ale na procesie uczenia się. Ludzki mózg uczy się wprawdzie cały czas, ale tylko tego, co dana jednostka uzna za subiektywnie nowe, ważne lub potrzebne. Zewnętrzne argumenty mają na ten proces jedynie ograniczony wpływ. Czy nam się to podoba czy nie, musi przyjąć do wiadomości fakt, iż człowiek nie jest zewnątrzsterowny i efektywnie wykorzystuje swoje możliwości jedynie wtedy, gdy uruchamia się motywacja wewnętrzna. Dlatego wszystkie systemy oparte na przymusie i kontroli są tak mało efektywne. Ważne, że nasze mózgi same się włączają i inicjują proces efektywnej nauki, gdy tylko napotkają coś ciekawego, intrygującego i przydatnego. Dzieje się tak pod jednym warunkiem, bodziec musi być nowy i ważny dla danej osoby. (M.Żylińska, „Konstruktywistyczna dydaktyka języków obcych”, Języki obce w Szkole, 1/2009, str.9)

 

Fragment ten pochodzi z książki, nad którą obecnie pracuję:

„Neurodydaktyka, czyli jak uczyć w zgodzie z mózgiem”.

Osoby zainteresowane pogłębieniem tematu odsyłam do „Psychologii w Szkole”, gdzie od września tego roku ukazuje się cykl moich artykułów poświęconych neurodydaktyce.

 

Informacja dla osób zainteresowanych moją książką „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”

Ponieważ na rynku jest jeszcze inne wydanie „Neurodydaktyki” informuję, że prawa do mojej książki ma jedynie Wydawnictwo Naukowe UMK i tylko pod zawartymi w tej książce tezami mogę się podpisać. Za błędy zawarte w innym wydaniu, nie ponoszę odpowiedzialności. Swoim nazwiskiem firmuję jedynie „Neurodydaktykę” z pokazaną tu okładką. Jeśli ktoś chce przeczytać MOJĄ książkę, to proszę korzystać z wydania z  granatowym profilem twarzy.  Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, iż to autor odpowiada za treść i formę swojego dzieła. Ja miałam wpływ jedynie na formę i treść książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe UMK.

Neurodydaktyka

Kiążkę można kupić przez internet np. tu:

http://www.kopernikanska.pl/prod_193628_Neurodydaktyka_Nauczanie_i_uczenie_sie_przyjazne_mozgowi.html

20.11
2011

Zrozumieć tęczę – fizyka przyjazna mózgowi

Pod ostatnim moim postem „Czy nauka może być przyjemna?”, komentarz napisał pan Ksawery Stojda. Podał też link do strony, na której można znaleźć przykłady jego autorkich lekcji …… . No właśnie, jakich lekcji? Fizyki? Geografii? Matematyki? Sztuki? Myślenia? Budzenia motywacji i fascynacji?

 

Post ten ma inną formułę, ponieważ zwracam się w nim do autora, tych jakże innych od tego, co robi się dziś w szkole, przykładów dobrego uczenia!

 

Przykłady lekcji, o których tu mowa można znaleźć na stronie:

http://www.ceo.org.pl/pl/au/news/przyklady-doswiadczen-ksawerego-stojdy

 

Panie Ksawery,

Pana przykłady lekcji są genialne!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!  Pan jest genialny!!!!!!!!!!!!!!!!! (Nie jestem osobą zbyt łatwo wpadającą w zachwyt i egzaltacja jest mi raczej obca!)

Ja bym to wszystko, co Pan opisuje, chciała zrobić, …. i zrozumieć. I jestem przekonana, że wszyscy uczniowie też to chcą rozumieć.

Proszę napisać, czy zdarzają się uczniowie pozostający wobec opisanych przez Pana doświadczeń obojętni? Czy są tacy, którzy mówią, że nie chcą tego rozumieć, że to ich nie interesuje? Jesli tak, to ilu ich jest?

Poruszył Pan tyle ważnych spraw, że nie wiem, od czego zacząć.

Czy od pomysłu, by suszarką do włosów spowodować globalne ocieplenie i obserwować jego skutki, czy od budowania własnego lodowca i obserwowania sposobu jego topnienia, czy od tęczy, czy może od tego, że te same zjawiska mogą być opisywane i interpretowane na różne sposoby.

Uczy Pan swoich uczniów naukowego patrzenia na świat, ale jednocześnie łączy Pan tę naukową precyzję wywodu ze sztuką. Płynnie przechodzi Pan od zjawiska rozszepienia światła do tryptyku Memlinga. Fizykę łączy Pan z wiedzą z zakresu geografii, matematyki i biologii. To znaczy, Pan tego nie łączy, Pan tylko pokazuje, że to wszystko – inaczej niż w tradycyjnej szkole – jest z sobą połączone. Tylko pokazuje??? A ilu nauczycieli to potrafi?

Dla mózgu (ja znów straszę hipokampem, neuronami, dendrytami i peptydami :-)) ma to ogromne znaczenie, bo wiedza powstaje z informacji tylko wtedy, gdy można (gdy mózg potrafi) poszczególne elementy z sobą połączyć. Im więcej połączeń, tym lepszy mózg! Proszę sobie to tylko wyobrazić. Każdy z nas ma około 100 miliardów neuronów, a każdy neuron może mieć nawet do 10 tysięcy dendrytów zakończonych synapsami. Ile to połączeń!!! To pokazuje skalę trudności, jakie trzeba pokonać tworząc sztuczną inteligencję.

 

Czytając opis Pana eksperymentów znalazłam taki fragment:

„Głównym celem jest pokazanie zagadnień fizycznych: zmiany stanów skupienia, gęstości ciał i jej pomiaru, zjawiska wyporu, pływalności i prawa Archimedesa, metodologii doświadczalnej, a przy okazji opracowania wyników uczeń będzie musiał rozwiązać układ równań z wieloma niewiadomymi i policzyć objętości prostych brył.”

 

Ja w szkole średniej spytałam kiedyś na lekcji matematyki, do czego mogą się przydać układy równań z wieloma niewiadomymi i żadnej sensownej odpowiedzi nie dostałam. Podobno było to dla nas za trudne. Ale mój mózg, jak każdy inny, pytanie o przydatność i zastosowanie zadaje i chce wiedzieć, po co ma podejmować trud nauki. Nasze mózgi są racjonalne, również w szkole, nic na to nie poradzimy.

Pana uczniowie nie muszą o to pytać. Pan tak planuje lekcje, że mózgi uczniów te odpowiedzi niejako automatycznie dostają. Napisałam „lekcje”, ale czy to są jeszcze „lekcje”? To przecież projekty interdyscyplinarne.

 

Ucząc w opisany sposób wykorzystuje Pan wszystkie silne strony mózgu, a więc maksymalnie ułatwia Pan powiązanie pojedynczych elementów, pokazując ich wzajemne relacje. Prowokuje Pan, zachęca do zadawania pytań i oczekuje, że uczniowie sami udzielą prawidłowych odpowiedzi. Ale jestem przekonana, że jeśli ktoś poda błędną odpowiedź, to  nie będzie problemu. Inny uczeń lub Pan wyjaśni sprawę.

 

Inny fragment:

„Waga w rzeczywistości mierzy ciężar, a nie masę, przelicza go  na masę i to pokazuje.”

Nie wiedziałam, że waga pokazuje masę!!! Ilu rzeczy jeszcze nie wiem. I nawet nie w tym problem. Ja to chciałam wiedzieć i powinnam się tego dowiedzieć w szkole. Ale moje lekcje fizyki w liceum to po prostu zmarnowany czas. Nauczycielka fizyki rzetelnie i skrupulatnie realizowała kolejne hasła programowe, a większość klasy NICZEGO z tego nie rozumiała.Formalnie wszystko było w porządku, wszystkie tematy zostały zapisane w dzienniku, tylko z nami coś było nie tak … Czy takich nauczycieli, którym fakt, iż większość klasy nic z lekcji nie rozumie, zupełnie nie przeszkadza w kontynuowaniu dzieła „przerabianie materiału” jest wielu? W sali, w której odbywały się lekcje fizyki stał z przodu wielki stół, ale my żadnego doświadczenia nie widzieliśmy. Słowa, słowa, słowa … Tłumaczenie jednych abstrakcji z pomocą innych abstrakcji.

Czyja to wina??? Cztery lata po dwie godziny w tygodniu! Z tym marnotrastwem do dziś nie mogę się pogodzić. Ile czasu wciąż jeszcze marnotrawi się w szkole? Z ilu lekcji uczniowie wychodzą wiedząc jedynie, że nic nie wiedzą (ale nie w sensie filozoficznym) i niczego nie mogą zrozumieć??? A najgorsze jest dla mnie to, że ja miałam tyle pytań i naprawdę chciałam zrozumieć „przerabiane” fenomeny. I nie byłam żadnym wyjątkiem. Wszystkie dzieci idąc do szkoły nastawione są na to, żeby poznawać świat, wszystkie chcą to robić. Gdyby pozwolić im kierować się ciekawością poznawczą, mierzyć tęczę, sprawdzać, czy po obu stronach jest taka sama, topić w akwariach lodowce i tworzyć własne, to nie chciałyby wracać ze szkoły do domu.

 

Jestem przekonana, że po zajęciach z Panem uczniowie nie tylko mają ogromną wiedzę z zakresu fizyki, matematyki, geografii, biologii i sztuki, ale dostają jeszcze coś o wiele ważniejszego ….. przekonanie, że świat jest ciekawy, a odkrywanie zasad jego funkcjonowania, to fascynująca przygoda. W mózgu uwalnia się wtedy cały prysznic neuroprzekaźników (o peptydach nie wspominając J), a dopamina działa jak wewnętrzny narkotyk. W ten sposób wzrasta motywacja i budzą się fascynacje i człowiek chce powtarzać to, co dostarczyło mu tak pozytywnych przeżyć. To bardzo prosty mechanizm 🙂

W jakiej szkole Pan uczy????????????????

Z wyrazami najwyższego uznania,

m.ż.

 

Informacja dla osób zainteresowanych moją książką „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”

Ponieważ na rynku jest jeszcze inne wydanie „Neurodydaktyki” informuję, że prawa do mojej książki ma jedynie Wydawnictwo Naukowe UMK i tylko pod zawartymi w tej książce tezami mogę się podpisać. Za błędy zawarte w innym wydaniu, nie ponoszę odpowiedzialności. Swoim nazwiskiem firmuję jedynie „Neurodydaktykę” z pokazaną tu okładką. Jeśli ktoś chce przeczytać MOJĄ książkę, to proszę korzystać z wydania z  granatowym profilem twarzy.  Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, iż to autor odpowiada za treść i formę swojego dzieła. Ja miałam wpływ jedynie na formę i treść książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe UMK.

Neurodydaktyka

Kiążkę można kupić przez internet np. tu:

http://www.kopernikanska.pl/prod_193628_Neurodydaktyka_Nauczanie_i_uczenie_sie_przyjazne_mozgowi.html