Oś Świata/Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce

Sporu wokół „Neurodydaktyki” ciąg dalszy

07.04
2015

Odpowiedź na pismo prof. J. Mozrzymasa z 30.03.2015

 

W piśmie sygnowanym przez prof. J. Mozrzymasa z 30.03.2015 ponownie można znaleźć informacje o popełnionych przeze mnie błędach, nierzetelnych informacjach i szkodliwości proponowanych rozwiązań. Dla osób nieznających mojej książki takie słowa mają charakter dyskwalifikujący, wszak swoją opinię o mojej książce prof. Mozrzymas formułuje w imieniu tak szacownej instytucji jaką jest PAN.

Aby umożliwić osobom nieznającym „Neurodydaktyki” wyrobienie sobie zdania o mających dyskwalifikować mnie błędach, warto przyjrzeć się choćby jednemu z nich, na który już po raz drugi wskazuje Recenzent i na jego przykładzie wyrobić sobie własne zdanie.

Chodzi o wywołujący ostatnio bardzo żywe spory problem istotnych w edukacji różnic między chłopcami i dziewczynkami i pytanie o możliwość wyrównywania deficytów.

Oto fragment opinii prof. Mozrzymasa:

„Kwestia „wyrównywania deficytów” między chłopcami i dziewczynkami, które, jak twierdzi Autorka, są „efektem plastyczności mózgu” to kolejny kontrowersyjny wątek w „Neurodydaktyce”. Autorka postuluje „zachęcanie” dzieci by bawiły się w takim samym stopniu zabawkami wybieranymi najczęściej przez chłopców jak i tymi, które preferują dziewczynki i ma to stanowić antidotum na wspomniane „deficyty”. Z przytoczonych przez Autorkę badań Lise Eliot wynika, że jeśli chłopcy i dziewczęta bawią się tak wyselekcjonowanymi zestawami zabawek to faktycznie po kilku latach, naturalnie występująca tendencja do wyboru przez chłopców np. samochodzików a przez dziewczynki np. lalek stopniowo zmniejsza się. Nie ma jednak dowodów, by obserwowanym przez Eliot zmianom preferencji wyboru zabawek towarzyszyło niwelowanie „deficytów”, które dr Żylińska zamierza eliminować właśnie w taki sposób. W naszej ocenie, proponowane przez dr Żylińską metody wyrównywania „deficytów” w rozwoju intelektualnym chłopców i dziewczynek nie znajdują udokumentowanych podstaw w neuronauce.”

 (Pełen tekst odpowiedzi prof. Mozrzymasa można znaleźć na stronie: http://www.kneurobiologii.pan.pl/pl/aktualnosci-i-wydarzenia)

 

A to fragment „Neurodydaktyki” (str.154), do którego odnosi się prof. Mozrzymas.

Dlatego warto zastanowić się nad próbą równoważenia rozwoju i zachęcaniem dzieci do zabaw, które pozwolą na wzmacnianie ich słabszych stron.” „Może warto pójść tą (stosowaną w szwedzkich przedszkolach, M.Ż.) drogą i sprawdzić neuroplastyczne możliwości ludzkiego mózgu. Jeśli hipotezy badaczy są słuszne, to zachęcanie dziewczynek do gry w piłkę, budowania z klocków czy tworzenia modeli powinno poprawić u nich koordynację ręka – oko lub noga – oko i tym samym stworzyć podstawy dla rozwoju wyobraźni przestrzennej. To z kolei powinno skutkować większą łatwością w nauce matematyki. Z drugiej strony, jeśli chcemy, by dorośli mężczyźni potrafili rozmawiać o problemach i umieli okazywać uczucia, to powinniśmy zachęcać małych chłopców, by przyłączali się do dziewczynek, dzięki czemu będą mogli rozwijać te kompetencje. Podczas zabawy można w bezpieczny sposób ćwiczyć wchodzenie w role i symulować przebieg różnych interakcji, w tym również rozwiązywanie sytuacji konfliktowych. Rozwój mózgu dokonuje się najintensywniej w pierwszych latach życia. Wiele umiejętności musimy zdobyć w tzw. fazach wrażliwych (D.B. Bailey, J.T. Bruer, F.J. Symons, J.W. Lichtman, Critical Thinking about Critical Periods, Paul H. Brookes Publishing Co, Baltimore 2001.”)

 

 

Na czym zatem polega popełniony przeze mnie błąd?

 

Opisałam sposób organizowania zabaw w szwedzkich przedszkolach i prowadzone tam eksperymenty i badania, powołując się na tezy sformułowane przez amerykańską neurobiolog Lise Eliot w książce „Różowy mózg, niebieski mózg” (Poznań 2009). Mój stosunek do omówionych eksperymentów oddają przytoczone wyżej słowa: “Jeśli hipotezy badaczy są słuszne, to …”, „Warto zastanowić się … , „Może warto pójść tą drogą i sprawdzić neuroplastyczne możliwości ludzkiego mózgu …”.

Teza Lise Eliot, iż jako rodzice i nauczyciele poprzez odpowiednie stymulowanie możemy pomóc naszym dzieciom w eliminowaniu deficytów, jest moim zdaniem bardzo ważna. Na stronie 258 („Różowy mózg, niebieski mózg”) Lise Eliot pyta: „Co sprawia, że kobiety wypadają gorzej w matematyce i naukach ścisłych? (…) Na szczęście dysponujemy danymi, które pomagają wyjaśnić te sprawy i najwyższy czas zwrócić na nie uwagę opinii publicznej. Pewne cechy rzeczywiście predysponują chłopców do osiągania sukcesów w matematyce i fizyce. Jednak nie mają one ściśle wrodzonego charakteru i wynikają raczej z innych niż u dziewczynek zainteresowań, funkcjonowania w grupie rówieśniczej i doświadczeń. A przecież rodzice i nauczyciele mają wpływ na wszystkie te dziedziny … . ”

 

 

Tezę postawioną przez Lise Eliot potwierdza w swojej książce „Cyfrowa demencja” M. Spitzer. Uczniowie indyjskich szkół sanskryckich mają dużo lepiej rozwiniętą wyobraźnię przestrzenną niż ich rówieśnicy z innych typów szkół (str.42). Dzieje się tak dlatego, że w szkołach sanskryckich ćwiczy się umiejętność określania kierunków świata. W konkluzji Spitzer pisze: „Opisane eksperymenty są potwierdzeniem słów rzymskiego cesarza Marka Aureliusza, które dzisiejsi neurobiolodzy uważają za oczywistość: ‘Dusza z czasem przybiera kolor twoich myśli.’ Aureliusz, mimo, że nie wiedział nic na temat neuroplastyczności, miał rację!” (str.44).

 

Czy opisanie badań prowadzonych w Szwecji i przytoczenie tez sformułowanych przez Lise Eliot to naprawdę niedopuszczalny i dyskwalifikujący mnie błąd, czy może raczej przejaw osobistych poglądów prof. J. Mozrzymasa i jego negatywny stosunek do prób wyrównywania różnic między dziewczynkami i chłopcami?

 

Czy zachęcanie dziewczynek do gry w piłkę, zabaw klockami czy budowania modeli, co zdaniem Lise Eliot może poprawić wyobraźnię przestrzenną u dziewczynek i zachęcanie chłopców do rozwiązywania konfliktów poprzez dialog, a nie z użyciem pięści, może być szkodliwe?

 

Jednak podstawowy zarzut prof. J. Mozrzymasa znaleźć można w jego liczącej 26 stron recenzji mojej książki.   http://www.cen.uni.wroc.pl/Pliki/Wydawnicza/22_fragment.pdf

Istotę sporu oddaje następujące zdanie: „Bardzo charakterystyczne dla tej książki jest dołożenie starań by czytelnik nabrał przekonania, że prezentowane przez Autorkę tezy znajdują uzasadnienie we współczesnej wiedzy o mózgu.”

Tak rzeczywiście uważam i jestem gotowa bronić tej tezy. Dlatego w moim blogu (https://osswiata.pl/zylinska/) będę regularnie pisać o konkretnych wnioskach i tezach neurobiologów, które można i moim zdaniem warto, wykorzystać w szkołach.

W „Neurodydaktyce” upominam się o szkołę opartą na dialogu, która uczy współpracy, a nie rywalizacji. Namawiam nauczycieli, by stwarzali uczniom możliwości samodzielnego odkrywania świata, by umożliwiali im wchodzenie w role odkrywców i eksperymentatorów i wielozmysłowe poznawanie świata. Postuluję odejście od kultury błędu i budowanie lekcji na ciekawości poznawczej. Wyjaśniam, jak potężnym mechanizmem pchającym ludzi do odkrywania świata jest motywacja wewnętrzna. Marzy mi się odejście od szkoły transmisyjnej i umożliwienie dzieciom szukania własnych strategii rozwiązywania zadań. Opierając się na badaniach prof. J.Bauera wyjaśniam, że podstawą skutecznej edukacji są dobre relacje, a pozbawione ich dzieci nie mogą wykorzystać w szkole swojego potencjału.  Piszę o tym, jak ważne dla funkcjonowania mózgu jest zdrowe odżywianie i ruch. Jeśli prof. J.Mozrzymas uważa te postulaty za szkodliwe i zadaje sobie tak wiele trudu, by uniemożliwić ich popularyzowanie, to jest to wyraz określonego światopoglądu i osobistych poglądów na system edukacji.  W tej kwestii niewątpliwie wszystko nas dzieli.

Prezentowane w „Neurodydaktyce” poglądy nie są nowe, a podobne postulaty zgłaszane są od wielu stuleci przez licznych reformatorów edukacji. Podobne idee zgłasza wielu polskich pedagogów. Nowe w mojej książce jest jedynie to, że argumentów na rzecz tworzenia nowej kultury edukacyjnej dostarczają dziś neurobiolodzy. Prof. J.Mozrzymas to kwestionuje. Dlatego postanowiłam udostępniać w moim blogu cytaty z publikacji neurobiologów formułujących postulaty pod adresem nauczycieli i rodziców. Zacznę od wpływu zajęć artystycznych na rozwój mózgu i przedstawię problem na przykładzie cytatów z książek R. Douglasa Fieldsa „Drugi mózg”, Warszawa 2012 i J.Vetulaniego, „Bez ograniczeń”, Warszawa 2015. Czytelnikom pozostawiam ocenę, czy tę wiedzę warto wykorzystać w szkole, czy, jak twierdzi prof. J. Mozrzymas, jest jeszcze na to za wcześnie.

Nadal zamierzam korzystać z publikowanych na świecie prac neurobiologów i przenosić ich wyniki do polskiej praktyki edukacyjnej. Zapraszam wszystkich do konstruktywnej współpracy.

Marzena Żylińska

 

P.S.

Link do recenzji prof. J.Mozrzymasa można znaleźć w moim blogowym tekście z 25 marca.

44
Dodaj komentarz

12 Comment threads
32 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
20 Comment authors
avataravataravataravataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość
Agnieszka Pieniążek

No tak! Lektura odpowiedzi prof. Mozrzymasa, a szczególnie fragment dotyczący wyrównywania deficytów między chłopcami a dziewczynkami, pokazuje, o co toczy się spór. To jest spór ideologiczny! Ktoś dostrzegł tu upiór genderyzmu! A mówiąc poważnie, co można sądzić o człowieku, który upatruje zagrożenia w tym, że dziewczynki będą grać w piłkę i budować z klocków, a chłopcy będą zachęcani w przedszkolach do rozwiązywania konfliktów przez dialog. No to naprawdę byłoby straszne zagrożenie dla przyszłości narodu! A swoją drogą, czy to nie dziwne, że zestawy klocków dla chłopców i dziewczynek w tym samym wieku tak bardzo się od siebie różnią. Chłopcy naprawdę… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Patrzę na zaistniały spór, który niepotrzebnie przerodził się w kłótnię i przylepianie łatek, z punktu widzenia rodzica i dziecka: – moje wieloletnie doświadczenie i wiedza mówią mi, że polska szkoła jest szkodliwa i rozwija się w niewłaściwym kierunku – nie mogę, nie wolno mi mówić i pisać głośno o szkodliwych działaniach szkoły, nie mogę napisać petycji ani listu do PAN, kuratoriów i Polityki – neurodydaktycy proponują i próbują odmieniać działania edukacyjne. Poniższe credo Marzeny jest dla mnie jasne i podpisuję się pod nim. „W „Neurodydaktyce” upominam się o szkołę opartą na dialogu, która uczy współpracy, a nie rywalizacji. Namawiam nauczycieli,… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Panie Wiesławie, tym razem nieprzypadkowo komentuję w tym miejscu:) W całości zgadzam się z Pana wypowiedzią. Z tą dłuuugą na dole również. Myślę jednak – niestety – że stawianie tych pytań mija się z celem. Aktualnie mamy dwie strony, każdą z własnym okopem (mogłabym zaetykietować drugą stronę, tak jak ona to zrobiła, zgrabnie posługując się słowami pochodnymi od rzeczownika „sekta”, ale tego nie zrobię). Może i dojdzie do rozejmu, ale nie widzę szansy na przyjazne stosunki sąsiedzkie. Moim zdaniem, które wyrażam po uważnym przeczytaniu całego tekstu prof. Mozrzymasa „Neurodydaktyka, neurofakty i neuromity” oraz po zapoznaniu się z książką prof. Huethera,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Bożena Będzińska-Wosik

Dziwne wydają się zarzuty profesora Mozrzymasa. Wreszcie dociera do mnie przyczyna sporu. Niezgodność ideologiczna, nieradzenie sobie z wizją konieczności zmian w edukacji! Bo jakże inaczej interpretować negowanie dorobku innych neurobiologów.
Moja trzyipółletnia wnuczka chętnie bawi się zarówno lalkami, jak i samochodami, wspólnie z kolegami „przyrządza” obiadki na przedszkolnej kuchence, dzięki czemu ma możliwość budowania relacji ze wszystkimi dziećmi w przedszkolu. Akurat tej kompetencji brakuje wielu spośród nas, dorosłych. To, czego nie dała nam tradycyjna szkoła, możemy dać naszym dzieciom i wnukom. I to jest nasza szansa na dialog, szacunek dla drugiego człowieka, wreszcie na pokój na świecie!

avatar
Gość
Robert Raczyński

Skoro kwestie przyszłości naszych dzieci i wnuków oraz pokoju na świecie mamy z głowy, sprawą powinien zająć się inny KN – Komitet Noblowski. Może by tak przy okazji zająć się głodem w trzecim świecie? Może również dałoby się załatwić to tak szybko i równie tanim kosztem? Królewska Szwedzka Akademia Nauk nie powinna mieć wtedy żadnych wątpliwości… Zostawiając na boku tak drażliwe kwestie jak nauka i etyka, mam zastrzeżenie natury praktycznej – jaką to ilość godzin odpowiednich zajęć w curriculum mamy zapewnić by odwrócić te niekorzystne trendy i wyrównać „deficyty”, na które ewolucja pracowała miliony lat? Jak w praktyce sprawdzić, czy… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Joanna Górecka

Odnoszę wrażenie, że Pan Robert toczy jakąś niezwykle osobistą krucjatę. Zastanawia mnie dlaczego tak walecznie broni starego systemu, dlaczego takim okoniem stanął i „cynicznym hejtem” częstuje zwolenników neurodydaktyki?

avatar
Gość
Ania

Smutny ten spór…taki dzielący na „my” neurobiolodzy i „ona” dydaktyk. Szkoda że Panowie z PANu nie chcą wspierać zmian w polskiej edukacji, wielka szkoda. Zabiorę głos jako rodzic. Zapisałam wczoraj mojego 5,5 -letniego syna do szkoły, do 1 klasy i smutno mi z tym. Zapytałam dyrektora jak zorganizowana jest klasa, jak wyglądają lekcje? Usłyszałam że „normalnie”, są ławki, kawałka podłogi do wspólnej zabawy nie ma, bo nie ma na to miejsca itd…. „ normalnie”. Czyli od września mój chętny do zabawy i poznawania świata syn stanie sie „uczniem”. Przez 3 lata chodził do przedszkola, bardzo chętnie, jak będzie teraz zobaczymy,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Marta

Mam podobne doświadczenia jeśli chodzi o zabawy dziecięce. I widzę korzystny wpływ niedzielenia zabaw na chłopięce i dziewczęce. Nie muszę się upierać, że to wprost przekłada się na wyniki szkolnej edukacji. To co dla mnie najbardziej się liczy to nie oceny szkolne, choć te syn ma zawsze wysokie, ale poczucie satysfakcji z podejmowanych aktywności. Kto widział 3latkę entuzjastycznie wbiegającą na boisko by kopać piłkę z kolegami starszego brata wie o co mi chodzi…Szkoda, że szkolne zadania stają się coraz bardziej zniechęcające dla syna, bo często nie dzieje się nic ciekawego-jak to on sam ocenia. Nie rozumiem czemu ktokolwiek rozsądny miałby… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Aga Brzezińska

Podpisuję się pod słowami, które zostały już w komentarzach zacytowane, i dla mnie są także kluczowe: „W „Neurodydaktyce” upominam się o szkołę opartą na dialogu, która uczy współpracy, a nie rywalizacji. Namawiam nauczycieli, by stwarzali uczniom możliwości samodzielnego odkrywania świata, by umożliwiali im wchodzenie w role odkrywców i eksperymentatorów i wielozmysłowe poznawanie świata. Postuluję odejście od kultury błędu i budowanie lekcji na ciekawości poznawczej”. Negowanie dorobku innych neurobiologów przez profesorów z PAN, tym samym nieudolne podejmowanie próby blokowania zmian, jakie powinny docierać do szkół zadziwia bo powinna tutaj pojawić się raczej potrzeba dialogu i współdziałania.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Ponieważ „dialog” i „współpraca” są tutaj odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki, rad bym usłyszeć czego mianowicie miałyby wymienione dotyczyć, kto miałby być w nie zaangażowany, jakie kompetencje powinien posiadać i kto teoretycznie jest przeciw. „Dialog” tutaj wymieniany, wyprany jest zupełnie ze swojego pierwotnego znaczenia i jawi się jako statutowa działalność kółka wzajemnej adoracji, którego członkowie zgadzają się ze sobą prawie we wszystkim, a zwłaszcza w tym, że dialog jest potrzebny. Każda próba skierowania „dialogu” na konkretny problem postrzegana jest jako zagrożenie dla dialogu właśnie. Nie należy się dziwić, że taki „dialog” nie posuwa niczego naprzód, a już na pewno zmian,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Agnieszka Ważny

Czytam wpisy, czytam komentarze od samego początku „dyskusji”, gdybym miała skomentować jednym zadaniem musiałbym napisać niestety: „polska rzeczywistość, smutna polska rzeczywistość” i klasyczna polska postawa ze świata nauki, którą znam pracując naukowo i badawczo przez ok. 8 lat nad ogniwami paliwowymi, bywając i na krajowych i zagranicznych konferencjach, miałam okazję zaobserwować tę NIEsubtelną różnicę w podejściu do nowego na krajowych i między narodowych konferencjach. Kiedy jako początkująca doktorantka prezentowałam swoje badania na konferencjach krajowych, mimo, że na scenie czuję się jak ryba w wodzie, na konferencjach paraliżował mnie strach…czemu? bo wiedziałam, że zaraz po moim wystąpieniu będę zarzucona mnóstwem atakujących… Czytaj więcej »

avatar
Gość
KN

Przyglądam się dyskusji (a właściwie medialnej burzy, w której dawka wrogości dawno już przekroczyła granice przyzwoitości) od ponad tygodnia. I nie mogę uwierzyć, że tak nisko upadliśmy. Rozmawiać można na wiele tematów, nawet najbardziej burzliwe dyskusje powinny być prowadzone przez kulturalnych ludzi na określonym poziomie. Tymczasem już sama recenzja profesora neurobiologii, a tym bardziej sposób jej rozpowszechnienia pozostawiają wiele do życzenia. Swoją opinię formułuję z punktu widzenia pracownika naukowego (ale też matki, która system naszego szkolnictwa zna z obu stron). Książkę Marzeny Żylińskiej znam, bo czytałam (bez uprzedzeń i ze zdrowym dystansem, który nie opuszcza mnie nigdy w kontakcie ze… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Odniosę się to jednego fragmentu: „nie sposób odmówić książce Żylińskiej innowacyjności w podejściu do edukacji”. W neurodydaktyce można wyróżnić 2 części -neurologiczne podstawy oraz postulowane metody dydaktyczne. Te ostatnie za innowacyjne może uznać ktoś, kto przegapił ostatnie 100 lat rozwoju pedagogiki. Na pewno są one rewolucyjne w zestawieniu z herbartowskim modelem szkoły, ale dla pedagogów nie powinno być problemem wskazanie kilku systemów, w których wykorzystywane są podobne metody. Pozostaje więc innowacyjne zastosowanie w dydaktyce odkryć z dziedziny neurobiologii. I tu okazuje się, że odkryć, które miałyby zrewolucjonizować oświatę nie ma, większość badań jest na etapie niepozwalającym na bezpośrednie implementowanie ich… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Magdalena

W odpowiedzi na Pana propozycję „dobrym rozwiązaniem byłaby zapowiedź skonsultowanie części neurobiologicznej z fachowcem, tymczasem nic takiego nie nastąpiło” zadaje pytanie: Dlaczego Pan profesor, jako naukowiec, w trosce o jakość, w pierwszej kolejności nie zwrócił się bezpośrednio, życzliwie do Pani doktor z propozycją konsultacji? W ślad za recenzją został opublikowany list do samego Ministerstwa, publicznie, w formie ataku. Jedyna myśl jaka się nasuwa, to iż prawdziwą intencją była chęć przestraszenia. Wybór takiej formy komunikacji niestety bardzo mocno osłabia samą treść merytoryczną. I ja osobiście nie wierzę w dobre intencje. Konfrontacja zarzutu zawartego w odpowiedzi prof. Mozrzymasa i stosownych fragmentów „Neurodydaktyki”… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

1. O rzetelność predstawionej w książce wiedzy powinien dbać autor, jeśli zakres wiedzy wykracza poza jego kompetencje powinie zadbać o konsultacje fachowca. Stą zarzut do prof. Mozrzymasa, nie nie przyszedł do p. Żylińskiej z proozycją dokonania korekty w jej ksiażce, jest absurdalny. 2. Po wydrukowaniu książki normalną formą odpowiedzi jest recenzja i z taką mamy do czynienia. 3. P. Żylińska starała się zapobiec rozpowszechnianiu tej recenzji przynajmniej wśród uczestników tego forum. 4. Zarówno Żylińska jak i Mozrzymas spotykali się na konferencjach dla nauczycieli, często wygłaszając polemiczne referaty, nie jest więc prawdą, że mamy do czynienia z nagłym atakiem i niespodziewanym… Czytaj więcej »

avatar
Gość
KN

Ależ negatywny duch przykleił się do tego bloga… Sięgając po podobną porcję złośliwości jak zagorzały Krytykant, proponuję, żeby Pan zasiadł do komputera i wykorzystał ten czas jednak w sposób bardziej produktywny – proszę stworzyć coś swojego. Skoro ma się tak dużo pomysłów i przeświadczenie o własnej nieomylności… Jest tyle pięknych rzeczy na świecie, zdecydowanie piękniejszych niż uderzanie w kogoś i to jeszcze pod osłoną anonimowości.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Krytyka anonimowości. Podpisano, KN. Pouczające.

avatar
Gość

Stanowisko PAN i głosy krytyków prac Marzeny przyniosły dla mnie jeden pozytywny efekt: zacząłem zastanawiać się co może szkodzić mojemu dziecku w szkole, przed czym chciałbym je uchronić. Profesor Mozrzymas przestrzega przed szkodliwymi skutkami „Neurodydaktyki” i działań jej autorki, jednak nie wymienił takowych zagrożeń. Oto moja subiektywna lista szkód, czyli „czego boi się rodzic ?” (kolejność przypadkowa) 1. Zabijanie odwagi osobistej i cywilnej. 2. Niechęci do uczenia się. 3. Zabijania ciekawości. 4. Trywializacji wiedzy naukowej = lekceważenia nauki. 5. Zniechęcania do zadawania pytań. 7. Strachu. 8. Zabijania krytycyzmu. 9. Nie odróżniania wiedzy potocznej od naukowej. 10. Zabijania empatii. 12. Odcięcia… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Wiesław, ja całkiem serio nie wiedziałem, ze masz ze szkołą aż tak traumatyczne doświadczenia. Lista wszystkiego najgorszego pewnie i tak niepełna, ale i tej wystarczy by zorientować się, że nie powinniśmy wychodzić na ulicę – nic dziwnego, są to grzechy, które dotyczą szkoły w równym stopniu, co każdej innej instytucji czy społeczności.
Nauczycielka, która przeczytała Neurodydaktykę nie jest szkodliwa w najmniejszym stopniu, gorsza będzie ta, która przeczytała ją bezkrytycznie, a jeszcze gorsza taka, która traktuje ją ideologicznie. Ta ostatnia będzie stanowiła zagrożenie odpowiednio według punktów 1,2,4,5,8,9,13,15,20,21,22 i 24(23?) twojej listy, a w konsekwencji, wielu innych.

avatar
Gość

Robercie, tylko jeden wątek: ja nie piszę o sobie i moich przeżyciach, a przy najmniej staram się. Staram się pisać o problemach szkoły z punktu widzenia rodzica/rodziców i ucznia/uczniów.
CDN

avatar
Gość
Robert Raczyński

Ok, więc skąd tak głębokie przekonanie o tak katastrofalnej sytuacji? Nie będę cię przekonywał, że jest dobrze, bo sam obserwuję wiele nieprawidłowości, ale twój ogląd sytuacji jest wręcz skrajnie pesymistyczny. Skąd taka perspektywa?

avatar
Gość
monikasz

A ja jednak odnoszę wrazenie, że piszesz, zwłaszcza w tym roku, z pozycji rodzica, którego dziecko trafiło na złą szkołę. I stąd Twoje emocjonalne reakcje. Przepraszam za wtrącanie się w Twoje osobiste sprawy, chcę tylko powiedzieć, że to mnie nastawia przychylnie ku Tobie, bo wszak sama jestem matką i wiem, że sprawy naszych dzieci bolą nas często bardziej niż je same… Mnie udało się podwójnie: trafiliśmy na szkoły względnie dobre, zważywszy sytuację, a poza tym już jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że dla moich dzieci jest już za późno na zmiany, może moje wnuki mogłyby na nich skorzystać. Lista, którą… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Mariusz K.

Szanowni Państwo, Profesor prof. Teresa Hejnicka-Bezwińska z Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy napisała książkę „Praktyka edukacyjna w warunkach zmiany kulturowej”. Poleca ją prof. Śliwerski. Autorka pisze m.in.(powołuje się na wiele raportów), że „proces edukacji nie może już sprowadzać się jedynie do wyposażenia uczniów w wiedzę”. Liczy się jeszcze np. kształtowanie inteligencji i zmysłu krytycznego, lepsze rozpoznanie samego siebie i niwelowanie działań autodestrukcyjnych, zdobycie umiejętności pełnienia odpowiedzialnej roli w życiu oraz mądrego komunikowania się z innymi, pomaganie innym, wyrabianie większej operatywności i gotowości do rozwiązywania skomplikowanych problemów (s. 375). Sugeruje, że perspektywa scjentystyczna może (w myśl innego… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Janusz Dargiewicz

no proszę i nikt nie napisał na Panią profesor donosu do Ministry Oświaty, że nie powinna szerzyć takich szkodliwych tez? Nikt nie broni scjentyzmu pedagogiki?
A PAN się nie obraził o drut kolczasty? Szczęście! Niechby tylko Pani profesor dotknęła się interdyscyplinarnych tez opartych o światowe badania ale dotyczących czyjeś prywatnej piaskownicy w Polsce, to by się jej dostało!
A może Bydgoszcz może geodezyjnie więcej bo Stary Toruń na cenzurowanym w PAN???

avatar
Gość
dyrektorka

Szanowni Państwo, jestem dyrektorką szkoły, działam na rzecz edukacji, kontaktuje się z różnymi szkołami w całej Polsce. To, co bez wątpienia jest potrzebne polskiej szkole to zmiana. Zmiana głęboka, nie naskórkowa. Taka zmiana boli. To stąd ten atak, bo zmiana jest głęboka i neurodydaktyka jest coraz bardziej popularna. Przykre, że atakują ci, którzy powinni solidarnie występować na rzecz zmian, popularyzować współczesną wiedzę pedagogiczną, psychologiczną, dydaktyczną i też – neurodydaktyczną. Dr Żylińska propaguje spojrzenie nowe, ale oparte na uznanych badaniach. I nie potrzebuje być neurobiologiem, aby o tym pisać i mówić. I jeszcze parę słów o tych, którzy neurodydaktykę i płynące… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Agnieszka Pieniążek

Każda zmiana budzi opór i przedstawiciele świata opartego na dominująco-hierarchicznej kulturze, bronią się w typowy dla siebie sposób, czyli przez atak, reglamentację i zakazy. A użyte do tego ataku argumenty najlepiej odsłaniają prawdziwe intencje. J.Mozrzymas sam pisze w recenzji o dwóch uchybieniach, poza tym nie podoba mu się styl, reszta zarzutów jest po prostu nieprawdziwa. Wystarczy otworzyć „Neurodydaktykę” i przeczytać. Jeśli byłyby tam poważne błędy, to tak surowy recenzent nie musiałby wysuwać nieprawdziwych argumentów. Trudno przyznać, że cała akcja to próba obrony własnego terytorium, łatwiej krzyczeć, że chodzi o prawdę, rzetelność ….. Taka metoda stosowana jest w świecie akademickim od… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Świetnie ujęła to Pani. Tak myślących dyrektorów potrzeba w naszych szkołach. Takich dyrektorów potrzebują dzieci, nauczyciele i uczniowie. Co nam utrudnia zmienianie szkoły ? Nie tyle przeciwnicy (czy są tacy naprawdę ?), co może raczej postawy, nawyki, mechanizmy. Próbuję nazwać kilka z nich: – niechęć i lęk – przyzwyczajenie (jest niedobrze, ale umiem się w tym poruszać) – nie jest tak źle – podoba mi się, ale ja czy potrafię ? – wystający gwóźdź należy wbić – utrata władzy absolutnej (nad uczniem, rodzicem, szkołą) – dialog jest niewygodny, wymaga wysiłku Jedni boją się zmian, bo mogą wyjść na gorsze. Ja… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Maciej Piegat

Dr Carol Dweck w swojej ksiazce ” Nowa Psychologia sukcesu” opisała dwie postawy : nastawienie na trwanie i nastawienie na rozwój.
I właśnie takim symbolem trwania jest Paszkwil Mozrzymasa ;
trwanie, byle dotrwać do emerytury z comiesięcznym pobieraniem pensji , skrupulatnie przepisując bibliografię, pisząc recenzje cudzych książek i zabiegając o granty.
Sądzę że to właśnie nastawienie na rozwój, na ciągłe sięganie po nową wiedzę , opisane przez Dr Żylińską w „Neurodydaktyce” wywołało taką furię konserwatywnego środowiska PAN, wcale nie zainteresowanego jakimikolwiek zmianami programowymi w edukacji.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Totalne niezrozumienie słowa pisanego nie może być kwalifikacją do dowodu wyższości humanistyki erystycznej nad faktami. Nie znam żadnych faktów, które pozwoliłyby nam ocenić dorobek prof. Mozrzymasa, zakładam, że pan takowe posiada i zaraz nam je przedstawi. Już jednak samo robienie zarzutu z ewentualnego zabiegania o granty jest prymitywnym powielaniem mitu o wyższości ducha nad materią – śpieszę panu donieść, że dbałość o finansowanie badań jest absolutną podstawą ich przeprowadzania w przeciwieństwie do ssania palca. Jeżeli przeczytanie Neurodydaktyki było dla pana „sięgnięciem po nową wiedzę”, to z całą pewnością ani pedagogika, ani neurofizjologia nie leżały dotąd w sferze pańskich zainteresowań. Cóż,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Maciej Piegat

do Robert Raczyński, Szanowny Panie – tak, zabieganie o granty jest najważniejsze i skuteczność na tym polu decyduje o przetrwaniu naukowca i jego zespołu. A co z tematami nowymi ? w pedagogice , w programach edukacyjnych. Pańskie założenie że muszą to być opracowania od razu perfekcyjne, o idealnie rozłozonych akcentach, z doskonale wybranymi żródłami i cytatami – jest absurdalne. Rozumiem że w pedadogice proponuje Pan trwanie przy dotychczasowym systemie.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Nie wiem, skąd pan wytrzasnął moje rzekome przekonanie o możliwości istnienia „opracowań perfekcyjnych”, a i pański wniosek końcowy jest równie merytorycznie uzasadniony, co cały wpis poprzedni. Odnoszenie się do konkretów nie jest mocną stroną tej dyskusji. Zmiana, dialog, współpraca i do przodu… Pustosłowie.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Z tak skonfrontowanych zdań nic nie wynika. Jest to cytat z opinii. Każdemu wolno wygłaszać swoje opinie, nie powinien jednak traktować ich jako prawd objawionych. Jakie to konkretne fakty przywołuje prof Spritzer na potwierdzenie swojej tezy? Jak miałaby wyglądać weryfikacja tego stwierdzenia? Powtórzę po raz kolejny, ja przy drobnych zastrzeżeniach mógłbym się zgodzić, że takie wnioski wolno nam wysnuwać – problem w tym, że ich weryfikacja nie pozwala nam na żadne generalizacje i sugerowanie związków przyczynowo skutkowych. Na dodatek, nasz wpływ na zjawiska opisywane jest albo śladowy albo jedynie domniemany, jak możemy predysponować ich interpretację do rangi metody?

avatar
Gość
Maciej Piegat

Pan Robert Raczyński, Szanowny Panie, jakie konkrety wnosi Pan do tej dyskusji ? Napisał Pan „Zmiana, dialog, współpraca i do przodu… Pustosłowie.” która wypowiedź jest własciwa ? Ja piętnuję bardzo nieetyczną postawę Prof. Mozrzymasa z Polskiej akademii Nauk, który znalazł na stronie 154 Neurodydaktyki, coś , co wydało mu się niezgodne z jego przekonaniami i napisał paszkwil na Całą Pracę Dr Żylińskiej, całą Polskę przed Neurodydaktyką ostrzegający. Bo paszkwil napisać najłatwiej. Zamiast coś zmienić, podjąc dialog, współpracę i pójść do przodu. Pan nie napisał że jest Pan zwolennikiem reformy w systemie edukacji.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Marzena, w tym konkretnym punkcie całkowicie się z tobą zgadzam – o przekonanie kogokolwiek będzie trudno. Nie o to mi jednak chodziło, ja nie widzę nic złego w tym, że ludzie pozostają przy swoim zdaniu. Nie mam też ambicji posiadania ostatniego słowa, ani posiadania racji ostatecznej, realizuję się raczej gdzie indziej. Rozumiem, że moje przekonanie o tym, że Spitzer nie przedstawił nic konkretnego na poparcie swoich przekonań, nie musi znaleźć twojej aprobaty. Niestety, rozmowa tutaj polega bardziej na przekomarzankach, niż na wymianie argumentów, z którymi ktoś się zgadza lub nie. Problem polega na tym, że kontrargumenty nie padają. Na przykład,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Marcin Wojtczak

Rozumiem, że odpowiedź będzie trochę spóźnione, ale dopiero teraz przyszło mi do głowy sięgnąć jednocześnie po „Neurodydaktykę”, recenzję i odpowiedź p. Żyliskiej. Pierwsze co rzuca się w oczy, to fakt, że tekst do którego odnosi się prof. Mozrzymas to nie ten, zacytowany w notce tylko znajdujący się akapit wyżej, na tej samej 154 stronie: „Dziewczynki w zabawie wchodzą w rożne role, a dzięki tym symulacjom ćwiczą i rozwijają tak ważne w dorosłym życiu kompetencje społeczne. Dlatego łatwiej nawiązują relacje z innymi osobami i rozwiązują konflikty poprzez rozmowę. Chłopcy tych umiejętności nie ćwiczą, a konflikty z rówieśnikami często rozstrzygają stosując argumenty… Czytaj więcej »