Oś Świata/Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce

Od neurobiologii do szkoły. Wpływ zajęć artystycznych na rozwój mózgu

07.04
2015

 

Wpływ zajęć artystycznych na rozwój mózgu.

 

1) Teza: Zajęcia artystyczne mają pozytywny wpływ na rozwój mózgu.

2) Cytaty potwierdzające tezę:

R. Douglas Fields „Drugi mózg“ str. 342– Wpływ gry na instrumentach na proces mielinizacji.

„Teoria predeterminacji legła w gruzach, gdy naukowcy przeanalizowali swe dane w inny sposób. Porównali rozwój dróg istoty białej w mózgu pianistów dzieląc ich na trzy grupy: takich, którzy zaczęli lekcje gry na pianinie w dzieciństwie, jako nastolatki i wieku dorosłym. Następnie podzielili każdą grupę w zależności od liczby godzin spędzanych na ćwiczeniach w poszczególnym wieku. To przyniosło zaskakujące odkrycie. Mielinizacja dróg istoty białej zwiększała się proporcjonalnie do liczby godzin spędzanych na ćwiczeniach. Naukowcy obserwowali tę zależność bez względu na to, czy dana osoba zaczęła grę na pianinie jako dziecko, czy w wieku dorosłym. Jednakże u osób zaczynających grę na pianinie w wieku dorosłym widoczne były różnice dotyczące wyłącznie obszarów kory mózgowej, które nie uległy jeszcze pełnej mielinizacji. W mózgach dzieci, które wciąż jeszcze podlegały bardziej rozległym procesom mielinizacji, ćwiczenia gry na pianinie zwiększały strukturę istoty białej w znacznie liczniejszych obszarach mózgu.”

(str. 342)

„Rozumowanie to oraz nowe informacje tłumaczyć by mogły obecność zmian w istocie białej u osób uczących się gry na pianinie oraz proporcjonalną zależność  objętości istoty białej od ilorazu inteligencji.”

„Muzykowanie czyni mądrzejszym” piszą C. Nitsch i G Hüther („Wspieranie rozwoju dziecka”, wyd. Olesiejuk 2013, s. 189-190).

„Na podstawie licznych badań dowiedziono, że śpiewanie i granie na instrumentach ma wpływ na funkcje kory mózgowej. Podczas muzykowania aktywowane są różne obszary mózgu odpowiedzialne m.in za umiejętności motoryczne, postrzeganie zmysłowe i emocje. (…) regularny trening pozostawia trwałe ślady w mózgu. (…) Najnowsze badania wskazują jednak na to, że wychowanie muzyczne wpływa na rozwój mowy: dzieci grające na fortepianie trafniej określają emocje (smutek, radość, strach czy złość) towarzyszące czytanym zdaniom niż dzieci w mniejszym stopniu uzdolnione muzycznie, które nie graja na żadnych instrumentach”.
Być może warto podejść do tych badań jak do „zakładu Pascala” – nic nie tracimy inwestując/inspirując/wspierając/współuczestnicząc/zachęcając do aktywności muzycznej, artystycznej…”

Jerzy Vetulani „Bez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg, PWN, Warszawa 2015, str. 138.

Pytanie Marii Mazurek: „Wiemy, że sztuka aktywuje mózg. Który konkretnie obszar?

JV: „Zasadniczo uprawianie sztuki  – i bierne, i czynne – aktywuje sieci neuronalne w korze mózgowej. Ale w którym konkretnie jej obszarze, to zależy już od rodzaju sztuki. Bo taniec będzie rozwijał głównie część  motoryczną, muzyka – słuchową, poezja – czołową, tę od myślenia, ale też słuchową. Malarstwo będzie aktywowało  część wzrokową i w mniejszym stopniu – skroniową. Każda dziedzina sztuki rozwija jednak w nas  uwagę poznawczą.

MM: „Czyli?

JV: Czyli zdolność wybiórczego skupienia się na jakichś bodźcach intelektualnych na czas dostatecznie długi, by zostały zakodowane i zapisane w pamięci roboczej.

MM: Potocznie koncentracja?

JV: Tak.” (str. 137)

„Wydaje się jednak, że najlepszym treningiem dla uwagi poznawczej jest uczenie sztuki. To nie przypadek, że tylu wybitnych lekarzy, fizyków, naukowców miało zarazem zdolności  muzyczne czy malarskie. To nie jest przypadek. Dlatego w niektórych zachodnich szkołach już rozumieją, jak ważna jest edukacja z zakresu sztuki. (…) Rewelacyjne wyniki mają też szkoły  z programem stworzonym przez Leonarda Bernsteina. Bernstein był naukowcem, kompozytorem, dyrygentem. Stworzył ideę nauki przez sztukę. (…) A my w Polsce co robimy? Zupełnie lekceważymy przedmioty artystyczne. Jest ich coraz mniej.” (str. 138)

 

Odpowiadając na pytania Marii Mazurek, profesor Vetulani odpowiada: „Ale moim marzeniem jest, by tych przedmiotów uczyli ludzie z pasją, odpowiedzialni, potrafiący zafascynować uczniów. Jeśli brakuje tego w szkole, rodzic powinien posłać dziecko na jakieś dodatkowe zajęcia z ceramiki, gry na pianinie, na rysunek.

Maria Mazurek: Rodzic woli posłać dziecko na dodatkowy angielski, bo znajomość wydaje mu się praktyczniejsza.

JW.: Tylko że nie rozwinie mózgu tak bardzo jak zajęcia artystyczne. Ludziom wydaje się, że marnują czas swój i dziecka, ucząc je grać na jakimś instrumencie, posyłając na taniec. Myślą: i tak z niego zawodowego muzyka czy tancerza nie będzie. Tylko, że to naprawdę nie jest stracony czas. Bo takie dziecko będzie później lepiej uczyło się też języków, matematyki, będzie myślało szybciej skuteczniej, logiczniej. (…)

Najwięcej informacji na temat badań dotyczących wpływu muzyki na ludzki mózg znaleźć można w książce prof. Manfreda Spitzera „Musik im Kopf” („Muzyka w głowie”). Na prawie 500 stronach Spitzer pokazuje pozytywne skutki z zajmowania się muzyką i to zarówno u osób, które grają na instrumentach, jak również u tych, którzy śpiewają lub słuchają muzyki. Spitzer wskazuje na to, że w dawnych czasach armie szły do boju z pieśnią na ustach. Już wtedy wiedziano, jak muzyka wpływa na nasze samopoczucie. Z jednej strony powoduje wzrost zadowolenia i jednocześnie obniża poziom stresu. Postaram się niedługo przetłumaczyć kilka najciekawszych fragmentów  i wstawić je tutaj.

 

O wpływie zajęć artystycznych na rozwój mózgu pisze wielu innych badaczy mózgu, np. Manfred Spitzer, Sarah-Jayne Blakemore, Uta Frith, Gerald Hüther i wielu innych.

3) Jakie wnioski mogą z tez postawionych przez badaczy mózgu wyciągnąć nauczyciele?

W szkole przedmioty artystyczne powinny odgrywać ogromną rolę, bo mają wpływ na ogólny rozwój mózgu. Tych przedmiotów powinni uczyć najlepsi nauczyciele i powinno się przeznaczyć na nie więcej czasu. Warto, by wszystkie dzieci uczyły się w szkole gry na instrumentach.

 

4) Ewentualna szkodliwość wdrożenia wniosków wymienionych w punkcie 3, w celu praktycznego potwierdzenia w.w. tez.

Nie widzę żadnego zagrożenia.

 

5) Czy temat został poruszony w „Neurodydaktyce”?

Tak. Str. 23, 72-74.

 

A to zapis z podstawy programowej dla I etapu edukacyjnego.

Każde dziecko jest uzdolnione. Nauczyciel ma odkryć te uzdolnienia i je rozwijać.

W trosce o to, aby dzieci odczuwały satysfakcję z działalności twórczej, trzeba stwarzać

im warunki do prezentowania swych osiągnięć, np. muzycznych, wokalnych,

recytatorskich, tanecznych, sportowych, konstrukcyjnych.

 

85
Dodaj komentarz

23 Comment threads
62 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
29 Comment authors
avataravataravataravataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość
majcin

„Warto, by wszystkie dzieci uczyły się w szkole gry na instrumentach.”

Uzdolnienia muzyczne w bardzo dużym stopniu zależą od indywidualnych predyspozycji, które są w dużej mierze dziedziczne.
Spora część dzieci nie ma tych predyspozycji.
Nauczenie ich może doprowadzić, że prawidłowo powtórzą pewną sekwencję czynności, np. zagrają melodią „wlazł kotek na płotek” na cymbałkach, ale żadnej muzyki z tego nie będzie.
Można uznać brak umiejętności gry na instrumencie jest takim samym deficytem jak dysleksja i rozwijać podobne metody diagnostyczne i terapeutyczne. Tylko czy aby na pewno umiejętność gry na instrumencie jest tak samo potrzebna jak umiejętność pisania, że warto inwestować w podobne środki?

avatar
Gość
Paweł Otto

„Spora część dzieci nie ma tych predyspozycji.” Czy to sugestia z góry, że skoro rzekomo spora (jaka?) cześć nie ma tych (jakich?) predyspozycji (do grania na instrumencie, rysowania, śpiewania, tańczenia, ceramiki…), to nie ma sensu dać im szansy nauki gry na instrumencie? Idąc takim tokiem myślenia można podać wiele innych, uproszczonych analogii typu: – Spora część dzieci nie ma predyspozycji do zostania wybitnym sportowcem, więc po co tyle W-F-u w szkole? – Spora część dzieci nie ma predyspozycji do nauki matematyki, to po co tyle godzin matmy? – itp. itd. Kiedy chodziłem do szkoły podstawowej (PRL) wszystkie klasy uczyły się… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Ależ chyba nikt nie jest przeciwny edukacji muzycznej (lub jakiejkolwiek innej). Faktem jest, że w stosunku do lat ubiegłych, nastapił w tej kwestii znaczny regres (inna sprawa, że skuteczność tych zabiegów była śladowa). Problem zasadniczy, który tu dostrzegam, leży w usprawiedliwianiu działań mających jedynie na celu poprawę klimatu szkoły, ich rzekomym wpływem na skuteczność kształcenia. Proszę wyobrazić sobie szkołę, która stawia sobie na celu poprawienie swojej efektywności przez intensyfikację mielinizacji. W jakim wymiarze musiałyby być prowadzone takie zajęcia, żebyśmy mogli mówić o doświadczalnie wykrywalnej korelacji? Żeby sprawdzić taką zależność należałoby zbadać, czy np. absolwenci szkół muzycznych i konserwatoriów w stopniu… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

„Spitzer wskazuje na to, że w dawnych czasach armie szły do boju z pieśnią na ustach. Już wtedy wiedziano, jak muzyka wpływa na nasze samopoczucie.”
Jeśli to ma być argument za nauczaniem muzyki w szkole to ja dziękuje bardzo. Trzeba na prawdę mieć elementarne braki w edukacji, żeby posługiwać się przykładami z armii, w której żołnierz miał bardziej niż wroga miał się bać swojego dowódcy.

Jeśli pozostałe przykłady ze Spitzera są równie trafne jak powyższy, albo tak trafnie oddają intencje autora jak ten z Fieldsa, to chyba rzeczywiście nie ma o czym rozmawiać.

avatar
Gość
Paulina

albo trzeba sporej dozy złośliwości albo braku zrozumienia 🙂 Nikt do boju nie idzie ze strachu przed dowódcą i jaką rolę pełni śpiew, dźwięk, rytm w takich sytuacjach dobrze wiadomo.

avatar
Gość
Paulina

chyba nie chodzi o uczynienie z dzieci wirtuozów tylko o określony rodzaj czynności i ekspresji. Nie trzeba mieć uzdolnień muzycznych by grać na cymbałkach, bębnach czy trójkącie… To raz.
Dwa – mało kto rodzi się ze słuchem absolutnym. Umiejętności można rozwijać, predyspozycje wzmacniać.
Trzy – dźwięk i rytm są wpisane w naturalny sposób w ludzkie życie od poczęcia i raczej tracimy w miarę wzrostu z nimi kontakt, przez zaniechanie.

avatar
Gość
Jagoda

Tylko, że zajęcia artystyczne to nie tylko muzyka. To również plastyka czyli zajęcia, których dzieciom zawsze brak !!! Powinno się dodać po jednej godzinie zajęć plastycznych dzieciom, chociaż ze szkoły podstawowej. Dobrze, aby takie zajęcia prowadzić w I – III gimnazjum. Stwierdzam ten fakt jako wieloletni nauczyciel plastyki w szkole podstawowej, gimnazjum i szkoły średniej. Ale widać, że ministerstwu nie zależy na rozwoju umysłu dzieci i młodzieży. Będąc za „mądrym” można by podważać decyzje ministerstwa. A tu nie o to chodzi, prawda? To, po co te nowe programy, wgląd w neurodydaktykę? Skoro temat zostaje nie podjęty?

avatar
Gość
GRZEGORZ

PRZESADA…NIE MA CZEGOS TAKIEGO JAK UZDOLNIENIA DZIEDZICZE, PODOBNIE JAK CHOROBY DZIEDZICZNE TYLKO W NIEWIELKIM STOPNIU SA PODATNE NA ROZÓJ POD WPŁYWEM ZEWNETRZBUCH BODZCÓW. Nikt nie rodzi się z gotowym zestawem zdolności, należy je odkryć …..Pasja i fascynacja sprzyja rozwijaniu i trenowaniu danej dyscypliny wiedzy, która jest w tym momencie naturalna potrzebą. Polecam ciekawa książkę Element-Kena Robinsona

avatar
Gość
majcin

Do pierwszego cytatu dołożę jeszcze jeden, dosyć istotny szczegół:

„Obrazy mózgu zawodowych pianistów wykazywały grubszą warstwę mieliny na aksonach jednej drogi istoty białej (tylna odnoga torebki wewnętrznej) w prawej półkuli mózgowej. Droga ta prowadzi aksony z obszaru kory mózgowej kontrolującego ruchy palców, którą to zdolność trzeba opanować, by nauczyć się gry na pianinie.”
(R. Douglas Fields „Drugi mózg“ str. 341)
Wyciągnięcie wniosków z połaczenia obu cytatów pozostawiam czytelnikom.

avatar
Gość
Al

Ja mam zawsze w tego typu badaniach wątpliwości co do związku przyczynowo-skutkowego. Czy to znaczy, że gra na instrumencie zwiększa ilość istoty białej -> zwiększa iloraz inteligencji czy też osoby obdarzone inteligencją są w stanie opanować grę na instrumencie na poziomie właściwym zawodowym muzykom? Żeby wyprowadzić wniosek pierwszy należałoby zbadać ilość tejże istoty białej u tej samej osoby w wieku przed nauką gry i w jej trakcie tudzież zbadać tenże iloraz inteligencji w różnym okresie. Być może to zresztą było robione. Powiązanie z ruchem palców mamy. A co z grą na trąbce? Czy dotyczy to tylko pianistów? Ale ogólnie jestem… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Polecam zajrzeć do książki. Jak się uprzeć to można znaleźć w internecie.
Badania dotyczyły wyłącznie zawodowych pianistów.
Badana (miedzy innymi) różnice w poziomie mielinizacji włókien nerwowych w zależności od wieku w w jakim zaczęli grać na pianinie.
Jedynym konkretnym wynikiem podanym w książce jest ten, że im wcześniej rozpoczęta była nauka gry, tym mielinizacja silniejsza.
Brak nawet informacji, że ci którzy o których tak było grali lepiej od pozostałych. Informacji o inteligencji badanych nie zamieszczono.

Być może te wszystkie dane są w oryginalnej pracy Frederika Ullena, ale u Fieldsa ich nie ma.

avatar
Gość
Majka

Polecam inną pracę Ullena: Psychol Sci. 2014 25(9):1795-803.
Practice does not make perfect: no causal effect of music practice on music ability. Mosing MA, Madison G, Pedersen NL, Kuja-Halkola R, UllĂŠn F.

Badanie przeprowadzono na bliźnietach. Ze streszczenia wynika, że umiejętności muzyczne nie zależały od ćwiczeń a były warunkowane genetycznie.

avatar
Gość
Mańka

Przecież w tym wpisie zupełnie nie o to chodzi.

avatar
Gość
Majka

Odniosłam się do fragmentu o upadku teorii predeterminacji. Autorka wpisu nie wyjasnia co to za teoria, predeterminację czego ma na mysli. Dośpiewuję sobie sama, że chodzi o predeterminację genetyczną. Czego, nadal nie wiem. I dlatego wspominam pracę, która mówi, że nasze zdolności muzyczne są predeterminowane genetycznie. Być może autorka wpisu ma na mysli predeterminację mielinizacji?

Po krótkim namyśle dochodzę do wniosku, że w ogóle nie rozumiem, o czym jest ten wpis…

avatar
Gość
Aleksandra Burdziej

Na neurobiologii się nie znam, w żaden sposób. Ale jednak ze stwierdzeniem, że aktywność artystyczna pozytywnie wpływa na integrację pracy mózgu, chyba trudno dziś dyskutować. Ta teza nie jest nowa (choć ciągle za mało propagowana w szkołach), a w podobny – popularnonaukowy – sposób, jak Marzena Żylińska, wypowiadają się na ten temat także neurobiolodzy, patrz np. prof. W. Duch (tu choćby link do jego prezentacji „Neuronauka w dydaktyce”, np. slajd 33, ale też inne): http://www.is.umk.pl/~duch/refpl.html Nauka gry na instrumentach oraz słuchanie muzyki klasycznej, m.in. synchronizując pracę obu półkul mózgowych (na szczegółach się nie znam), wpływać mają pozytywnie na pracę mózgu… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Al

Gwoli ścisłości profesor Duch nie jest neurobiologiem, jest fizykiem, który zajmuje się kognitywistyką i sieciami neuronowymi. Oczywiście, że zapewne zajmowanie się muzyką jest korzystny dla pracy mózgu, tak samo jak dwujęzyczność jest lepsza niż posługiwanie się jednym językiem etc. Ale moim zdaniem Robert też ma rację, odnosząc się do realnych możliwości szkoły w tym zakresie. Taki efekt jest zauważalny, gdy dziecko zostaje otoczone muzyką od małego, zwykle gdy własnie ma rodziców muzyków, słucha takiej muzyki od dzieciństwa, chodzi do szkoły muzycznej lub ogniska, poświęcając na grę oraz inne zajęcia umuzykalniające po kilka godzin dziennie. Czy efekt wzrostu mieliny uzyskamy w… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Aleksandra Burdziej

Zgadzam się, jasne. Ja z kolei mam traumatyczne przeżycia z plastyki w podstawówce, kiedy to pani surowo, w skali 1-6 oceniała dziecięce rysunki – każdy akt tworzenia na „plastyce” to był równocześnie akt trwogi. A można było przecież inaczej… Co do muzyki i w ogóle zajęć artystycznych w szkole – racja, że możliwości szkoły zawsze będą tu ograniczone. Ale być może funkcja tych zajęć powinna być przede wszystkim zachęcająca: skoro ta jedna czy dwie godziny muzyki czy plastyki tygodniowo już są, no to warto poważnie zastanowić się, jak owe lekcje powinny być zorganizowane, jak one powinny wyglądać. Do tego dla… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Od lat zajmuje się m.in „zajmowaniem dziecięcych rąk czymś twórczym” i moje doświadczenie mówi że: 1. Swobodny akt twórczy jest w wykonaniu dzieci tak głośny, że dodatkowe decybele są niewskazane, bez względu czy będzie to Bach czy Metalica. 2. O ile trudno dostrzec mi związek między śpiewem lub grą na instrumencie, a wynikami w nauce, to jeśli chodzi o plastykę taki związek widzę. oczywiście w ograniczonym zakresie -odpowiednio dobrane ćwiczenia plastyczne usprawniają dzieci manualnie, co ułatwia naukę pisania. Oczywiście dopuszczam do siebie myśl, że zajmuję się głownie zmniejszaniem lęku rodziców i poprawa ich samopoczucia, a dzieci które chętnie pracują u… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Agnieszka Pieniążek

Moja córka ma 9lat…jest w drugiej klasie. Od trzech lat uczęszcza do ogniska muzycznego…lubi i chętnie ćwiczy grę na instrumencie…problem, że gdy wracamy z zajęć o godzinie 19 jest już po całym dniu zmęczona, niestety czekają na nią średnio 3stony zadania domowego… język polski przeplata się z matematyką często jest wykonanie pracy plastycznej czasami jeszcze kserówka…to wszystko z jednego dnia na drugi…właśnie odrabiamy zadanie…

avatar
Gość
Robert Raczyński

Ale czy ja mógłbym uzyskać wreszcie odpowiedź na konkretne pytanie, po ilu godzinach gry na pianinie, flecie lub organkach, bez względu na indywidualne uzdolnienia i zainteresowania, dziecko uzyska np. 10% poprawę sprawności obliczeniowej, albo werbalnej? Bo to, że muzyka łagodzi obyczaje, że miło się jej słucha, wiemy nie od dzisiaj… Chciałbym także wiedzieć, czy, biorąc pod uwagę nakład sił włożony w usprawnienia u zawodowych pianistów, w programie szkolnym znajdzie się jeszcze miejsce na przedmioty „nieartystyczne”. Jeśli zaś wszelkie zajęcia prowadzące do „wzmocnienia” spoidła wielkiego (swoją drogą, zarzucanie naturze, że popełniła błąd prowadząc do lateralizacji, to odważna koncepcja) miałyby być zintegrowane… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Spojrzałem na prezentacje prof. Ducha, żadnych konkretów, odwołań do badań, opisów konkretnych zjawisk na poziomie neurobiologicznym nie znalazłem.

Więc niecierpliwie czekam jakiś link do badań (podkreślam BADAŃ, nie kawiarnianych opowiastek bardzo ważnych Panów Profesorów).
Miałbym tez prośbę, aby był to tekst w języku angielskim (od dłuższego czasu nie ma liczących się publikacji, które nie byłyby dostępne w tym języku).

Jedyny zacytowany w tym wątku fragment dotyczący badań potwierdza jedynie bardzo odkrywczą tezę, że aby być w czymś mistrzem, najlepiej uczyć się tego intensywnie i zacząć jak najwcześniej.

avatar
Gość
Aleksandra Burdziej

Hmmm, majcin, czyżbyś podejrzewał prof. Ducha, członka KN PAN, o szerzenie „neuromitów”?!… 😉 😉 No, ładnie 😉 A tak poważnie: przecież nikt z nas tu rozmawiających nie jest neurobiologiem, nie bada i nie zajmuje się mózgiem. Nie będę więc podsyłać napisanego „neurobiologicznym” językiem poważnego artykułu naukowego, udając, że go przeanalizowałam i – co więcej – POTRAFIĘ ocenić (i jeszcze udając, że znam te wszystkie pojęcia nie tylko w języku polskim, ale i w języku angielskim!). Bo brakuje mi wiedzy, by na takowy tekst spojrzeć krytycznie. Mogę jedynie powołać się na wygłoszone w popularnonaukowy sposób tezy „neurobiologicznych” autorytetów, co niniejszym pozwoliłam… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

No, to nowość rzeczywiście przeogromna. Żeby dokonać takiej konkluzji, żadni „badacze mózgu” nie są nikomu potrzebni – dotyczy to każdej ludzkiej aktywności, a słuchanie muzyki nikomu jeszcze nie zaszkodziło.

avatar
Gość
majcin

„Hmmm, majcin, czyżbyś podejrzewał prof. Ducha, członka KN PAN, o szerzenie „neuromitów”?!…”

Nie, ja po prostu napisałem, że na poruszany tutaj temat zwyczajnie się nie wypowiada.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Dziękuję. Cieszę się, że wracamy do norm ogólnie przyjętych.

avatar
Gość

Nie podejmując daremnego trudu próby dyskusji z behawiorystami (zdaje się, że świat od tego jakiś czas temu odszedł, ale do nas wszystko przychodzi z opóźnieniem, chciałabym podzielić się z cytatem z „Kore” profesora Andrzeja Szczeklika (polecam wszystkim, choć to „tylko” opowiastki doświadczonego lekarza, profesora medycyny o międzynarodowej sławie): „Zawodowi muzycy mają lepiej rozwinięte płaty potyliczne i móżdżek (koordynacja ruchowa) i używają ośrodka Broki, kiedy czytają nuty, grają sami lub słuchają muzyki. Ponadto, jeśli porównać zawodowych muzyków orkiestry z niemuzykami, ci pierwsi mają więcej szarej substancji mózgowej i mniej jej tracą z upływem lat. Czyż można się dziwić, iż wybitny współczesny… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

To jest kolejny przykład na to, że zawodowi muzycy ćwiczą tyle, że powoduje zmiany w ich mózgach. Tyle na płaszczyźnie neurobiologicznej.
W warunkach szkolnych nie ma możliwości wykonania takiej ilości ćwiczeń aby zmiany w mózgu zaszły.

avatar
Gość

Panie Majcinie proszę przeczytać ze zrozumieniem ostatni akapit cytatu. A najlepiej całą książkę.

avatar
Gość
majcin

Tu nie chodzi o to, że nie przeczytałem ostatniego akapitu, albo go nie zrozumiałem. Chodzi mi, od początku tej dyskusji, o rozróżnienie między tym co udowodnione przez naukę, a intuicjami i przeświadczeniami. W literaturze naukowej i porządnej popularnonaukowej fakty będące owocem dociekań nauki poparte są odnośnikami do publikacji podlegających naukowej weryfikacji. Pozostała treść, będąca interpretacja autora jest wyraźnie od nich oddzielona. Opieranie się na publikacja bardziej publicystycznych niż popularnonaukowych (a do takich należy zarówno cytowany w głośnym wpisie wywiad z prof. Vetulanim, jak i „Kore” Szczeklika) powoduje, że te granice się zacierają. Nie widzę przeszkód, aby dyskutować na poziomie intuicji… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Dobrze, a teraz chciałabym dowiedzieć się do jakiego dobrego (jak zakładam) celu Pan zmierza i jakimi drogami chciałby go Pan osiągnąć. Jakie są Pana nieszamańskie propozycje? Na co zamierza się Pan powoływać? I – przede wszystkim – dlaczego uważa Pan, że istotne (dla życia, nie dla poziomu akademickiego dyskursu) jest tak staranne rozróżnianie oraz dlaczego powinniśmy opierać się wyłącznie o twarde, naukowo udowodnione fakty?
Vetulani nie, Szczeklik nie. Andreasen też nie? A kto tak?

avatar
Gość
majcin

Zastanawiam się jak konkretnie miałaby wyglądać edukacja artystyczna w szkole i jakie cele powinna pełnić i co przychodzi mi do głowy: 1. Funkcja relaksacyjna -zajęcia w dowolnej dziedzinie, byle były przyjemne, niestresujące, bez ocen w jakiejkolwiek formie, technika dobrana tak, by dzieci były „skazane na sukces” 2. Muzyka -funkcja integracyjne -poznanie muzycznego kanonu pieśni narodowych (od hymnu po Lance do boju i Szła dzieweczka do laseczka) wykonywanych chóralnie (dobry nauczyciel jest w sanie tak ustawić klasę, by uczniowie bez słuchu też w tym uczestniczyli, a efekt końcowy był znośny). 3. Plastyka -rozwijanie umiejętności manualnych. 4. Film, teatr -jako formy uczestnictwa… Czytaj więcej »

avatar
Gość

A ja znam 🙂 Nawet z przedszkolakami, choć głownie starsi – co prawda na flażolecie, nie na flecie.
O, tu można popatrzeć:
http://www.pracownia.origami.org.pl/galeria,pl,25.html

avatar
Gość
Bożena Będzińska-Wosik

Jestem praktykiem szkolnym. Robię wszystko, aby moi uczniowie zaznawali w szkole radości edukacji.I chyba udaje się… Próbowałam włączyć się do dyskusji na temat „Neurodydaktyki”, ale wycofałam się. Zaliczono mnie do grona „wyznawców” już sama nie wiem kogo i czego. I nie mam zamiaru obrażać się, zniechęcać, denerwować. Otuchy dodały mi słowa Anny Dymnej, która kilka dni temu w programie Kuby Wojewódzkiego stwierdziła: „Jak się zaczyna robić różne rzeczy to cię walą, muszą cię niszczyć, opluwać, bo sami nic nie robią, no więc cię nie znoszą za to”. I tyle!

avatar
Gość
majcin

Pani Bożeno.
Przejrzałem Pani komentarze z ostatnich dni i nie znalazłem pod nimi odpowiedzi zaliczających Panią do „wyznawców”.
Niestety nie znalazłem w nich też żadnych merytorycznych treści.
Wyświadczę Pani tę uprzejmość, że nie zacytuję Pani komentarza z bloga Xawerego.
Komentujemy obecnie wpis dotyczący zajęć artystycznych w szkole, chętnie poznam zdanie praktyka, jakiego rodzaju zajęcia są możliwe do realizacji, jakie są obecnie realizowane, czy w Pani szkole dzieci uczą się gry na instrumentach, jeśli tak to na jakich i w jaki sposób.
Jestem praktykiem prowadzącym zajęcia plastyczne, wykorzystuję techniki plastyczne w zajęciach psychoedukacyjnych. Może będziemy wstanie podyskutowac dojść do jakichś budujących wniosków.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Pani Bożeno, w pełni podzielam pani diagnozę w kwestii tzw. „polskiego piekiełka”. Rzeczywiście, takie zjawisko w naszym kraju jest dość popularne i chyba każdy może podać jego liczne przykłady. Nie mogę jednak się z panią zgodzić w kwestii uznania naszego sporu za taki przykład. Z dr Marzeną Żylińską prowadzimy tu dyskusje od kilku lat i (chyba nie jestem w tym poczuciu osamotniony), mimo różnicy stanowisk w różnych sprawach, traktowaliśmy te rozmowy jako inspirujące. Osobiście wielokrotnie podkreślałem, że Marzena wykonuje kawał dobrej roboty aktywizując środowisko i wprowadzając twórczy ferment (wystarczy przeanalizować ilość komentarzy pod jej wpisami). To, że często nie zgadzaliśmy… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

„Wszystko co robimy, a szczególnie to, czemu poświęcamy więcej czasu, ma wpływ na strukturę naszych mózgów.” – Można sobie wizualizować proces edukacyjny jako mózg na siłowni, jako „budowanie” go jak jeszcze jednego mięśnia, jest to jednak tak daleko posunięte uproszczenie, że trąci nadużyciem. Skrupulatnie omijasz w argumentacji moje zastrzeżenia: absolutny brak wpływu na intensywność i czas trwania „treningu”, jego przełożenie na „dyscypliny” nietrenowane, jego pogodzenie z resztą szkolnego życia. Oczywiście rozumiem, że chciałabyś zaordynować uczniom mózgową „ścieżkę zdrowia”, na której trening byłby skorelowany i zintegrowany, a uczeń „zaczynając od Bacha” na matematyce, poprzez kontemplację poezji na polskim, kończyłby dzień podziwiając… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Jarek

A dla mnie kluczowy cytat to zdanie z książki „Wszystkie dzieci są zdolne”: Rozwój talentów i predyspozycji drzemiących w naszych dzieciach będzie możliwy dopiero wtedy, gdy spojrzymy na nie bez lęku i zatroskania, kiedy przestaniemy mieć wobec nich określone zamiary i zrezygnujemy z konkretnych wyobrażeń na ich temat(…). Powinno to być spotkanie dwojga ludzi, którzy mimo dzielących ich różnic są jednak otwarci na to, by uczyć się od siebie wzajemnie; którzy cieszą się na wspólne odkrywanie i kształtowanie świata. Musimy więc nauczyć się rozmawiać z dziećmi, patrząc im w oczy; nawet jeśli w tym celu czasem będziemy musieli przykucnąć”.

avatar
Gość
Marzena

„Przekazać można mieszkanie do wynajęcia. „Materiału” w każdym razie nie można przekazać! ” Manfred Spitzer

avatar
Gość
Roman Klara

Warto moim zdaniem zwrócić uwagę na dwa fragmenty, na dwie wypowiedzi: 1) prof. Jerzy Vetulani: „Zasadniczo uprawianie sztuki – i bierne, i czynne – aktywuje sieci neuronalne w korze mózgowej. Ale w którym konkretnie jej obszarze, to zależy już od rodzaju sztuki. … Każda dziedzina sztuki rozwija jednak w nas uwagę poznawczą.”. Wniosek może być tylko jeden. Jeśli nie mamy szansy na czynne uprawianie sztuki, to przynajmniej uprawiajmy ją biernie. Ale uprawiajmy! Można to potraktować jako „dezyderat skierowany do szkoły” – niech każdy uczeń, w każdej klasie, wybiera interesujące go zajęcia o charakterze artystycznym. 2) Maria Mazurek: „Rodzic woli posłać… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

1) To „odkrycie” można uogólnić do postaci „każda aktywność aktywuje sieci neuronalne w korze mózgowej”. Biorąc pod uwagę artyzm szkolnych dzieł, podobny efekt przyniesie sprzątanie szuflady lub podlewanie roślin w klasie. Poznanie nie dotyczy jedynie sztuki, powiedziałbym, że niestety, kontakt z nią jest marginalny, niezależnie od wysiłków nauczyciela – dużo większy wkład w rozwój uwagi poznawczej przyniesie jakakolwiek aktywność manualna. Zmierzam do tego, co podkreślałem już wielokrotnie – zapewnienie dziecku zorganizowanych wrażeń i pretekstów artystycznych w wymiarze przynoszącym określony wynik jest niewykonalne, choć oczywiście każdą ku temu okazję należy wykorzystywać. 2) Myślę, że „w tzw. dobrych domach okresu międzywojennego” dbano… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Martac

„Muzykowanie czyni mądrzejszym” piszą C. Nitsch i G Huther (Wspieranie rozwoju dziecka. Wyd. Olesiejuk 2013, s. 189-190) i dalej „Na podstawie licznych badań dowiedziono, że śpiewanie i granie na instrumentach ma wpływ na funkcje kory mózgowej. Podczas muzykowania aktywowane są różne obszary mózgu odpowiedzialne m.in za umiejętności motoryczne, postrzeganie zmysłowe i emocje. (…) regularny trening pozostawia trwałe ślady w mózgu. (…) Najnowsze badania wskazują jednak na to, że wychowanie muzyczne wpływa na rozwój mowy: dzieci grające na fortepianie trafniej określają emocje (smutek, radość, strach czy złość) towarzyszące czytanym zdaniom niż dzieci w mniejszym stopniu uzdolnione muzycznie, które nie graja na… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Oczywiście, ze nic nie tracimy. Było to oczywiste, jeszcze zanim Huther poszedł do szkoły… W całej dyskusji brakuje mi jednak sposobów obejścia problemów technicznych stojących w poprzek tym dążeniom. Skąd brać na to czas i, co tu kryć, środki? Jak skorelować te zajęcia z innymi? Jak wpleść je w całokształt procesu kształcenia? Cytaty, które pani przytoczyła, to truizmy. Zaręczam pani, że całe mnóstwo czynności zostawia takie same lub podobne „trwałe ślady w mózgu”. Te same obszary będą aktywowane przy głośnym czytaniu (ze zrozumieniem) i grze w ping ponga (tyle, że grających trudniej zbadać RM). Wszystkie funkcje organizmu przebiegają w niezliczonych… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Martac

Przytoczony cytat nie ogłasza Hutera odkrywcą tych zależności. Czasem także prawdy oczywiste potrzebują naukowego uzasadnienia.
Nie ma co szukać dziury w całym, nawet obowiązujący system edukacji widzi jakiś (być może właśnie taki jak Huter) sens organizowania w szkołach zajęć artystycznych/muzycznych. Pewnie watro popracować nad ich przebiegiem, programem, zakresem, ale kwestie czasu, środków, korelacji i udziału w całokształcie procesu (o czym Pan pisze) udało się w polskiej szkole ustalić.
Ma Pan rację, że czytanie ze zrozumieniem, czy gra w ping ponga może równie aktywizować mózg, tylko dwulatek ani nie czyta, anie nie gra w ping ponga, a może śpiewać i tańczyć.

avatar
Gość
Robert Raczyński

„Czasem także prawdy oczywiste potrzebują naukowego uzasadnienia.” – To podstawa podejścia naukowego, tylko czy Huther cokolwiek uzasadnił naukowo? „…kwestie czasu, środków, korelacji i udziału w całokształcie procesu dało się w polskiej szkole ustalić.” – No to o czym my w zasadzie rozmawiamy? Zna pani jakiś oficjalny program oparty na działaniach artystycznych, choćby w założeniu prowadzący do poprawy sprawności akademickiej ucznia? Przecież takie właśnie rezultaty postuluje nasza gospodyni, bo muzyka i plastyka są u nas traktowane jak nic nie wnoszący dodatek. Zostawiam już na boku kwestie neuroefekciarstwa, chodzi o efekt finalny. „…dwulatek ani nie czyta, anie nie gra w ping ponga,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Martac

„czy Huther cokolwiek uzasadnił naukowo?” – jakby mógł, profesurę zapewne kupił i uzurpuje sobie tytuł naukowca, a wiedzę o mózgu czerpie z Wikipedii. Wszystkie przytoczone przez „gospodynię” i gości cytaty nie mają podłoża naukowego, a zajęcia artystyczne/muzyczne absolutnie nie przekładają się na rozwój człowieka. Tylko dwulatki chodzą do przedszkola, czyż nie?

avatar
Gość
Robert Raczyński

Spróbuję tutaj, bo nam się „drzewko” niebezpiecznie zwęziło… Pani Marto, nie wciągnie mnie pani w słowną przepychankę. Postaram się w punktach przedstawić swoje stanowisko, jeśli do tej pory nie wyraziłem się dość jasno. – Prawa Huthera do profesury ktoś już zweryfikował, nie było to żadne z nas i niech tak już zostanie. Posiadanie żadnego tytułu naukowego nie czyni jeszcze nikogo autorytetem, ale mnie nic do tego – nie zamierzam oceniać dorobku naukowego profesora, który znam z dwóch publikacji popularnych. Kiedy wyrażam swoje zastrzeżenia, to dotyczą właśnie tego i tylko tego, co przeczytałem. Większość z tego nie wniosła wiele do mojego… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Marzena

24 kwietnia 2014 wypełniona po brzegi widownia Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie wysłuchała ciekawego wykładu profesora Jerzego Vetulaniego, który naukowo dowodził, że obcowanie ze sztuką sprzyja rozwojowi mózgu. Mózg decyduje o naszym człowieczeństwie. Czy zwierzęta potrafią tworzyć sztukę? Wprawdzie altannik aby się przypodobać swojej ptasiej samicy zdobi gniazdo, orangutan posługując się pędzlem i farbami coś tam namaluje, ale czy to będą dzieła artystyczne? Nie, albowiem zwierzęta nie mają poczucia piękna, które homo sapiens odróżnia od świata zwierzęcego. Gołąb rozpoznaje twarze ludzkie, a więc dysponuje jakimś rodzajem świadomości, w zachowaniu małp dostrzega się swoisty kodeks moralny, śpiew delfinów przejawia tajemniczą mowę.… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Pani Marzeno, nie mam autorytetu, jakim cieszy się prof. Vetulani, ale nie potrzebny mi tytuł profesorski, żeby wykazać, że profesor się myli, a raczej żongluje półprawdami, najwyraźniej w celu podniesienia wartości retorycznej swojego wykładu. Tyle przynajmniej wynika ze wstępu, który pani przytoczyła. Przypatrzmy się „naukowemu dowodowi”, którym została uraczona publiczność. „Mózg decyduje o naszym człowieczeństwie.” – Odkrywcze. Ciekawe, czy profesor miał na myśli same superlatywy, czy też również ciemne strony tego pojęcia – myślę, że słuchacze pomyśleli raczej o szlachetnej dobroczynności, niż o przemocy, która to człowieczeństwo definiuje nawet w większym stopniu. „Czy zwierzęta potrafią tworzyć sztukę?” Itd., itp. –… Czytaj więcej »

avatar
Gość

O tym, że zainteresowanie się sztuką i jej uprawianie pomaga w osiąganiu lepszych wyników w nauce wiedziano od dawna. Wiedza ta była podstawą stworzenia specjalnego ośrodka wspomagania procesu edukacyjnego przez uczenie sztuki: Centrum Leonarda Bernsteina w Gettysburgu (Leonard Bernstein Center for Artful Learning at Gettysburg College), założonego przez wybitnego amerykańskiego kompozytora, dyrygenta i uczonego, Leonarda Bernsteina, może najbardziej znanego w Polsce jako autora muzyki do musicalu i filmu West Side Story. Centrum dąży do zwrócenia ogólnokrajowej uwagi na znaczenie edukacji muzycznej i estetycznej i reformowania procesu edukacji uczniów ze wszystkich grup wiekowych tak, aby przez uczenie sztuki podnieść ogólny poziom… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Barbara

Pracując jako nauczyciel, spotykam uczniów, którzy równolegle uczą się w gimnazjum i w szkole muzycznej (pierwszego i drugiego stopnia). Nie było wśród nich takich, którzy mieliby kłopoty z uczeniem się. Rzadko skarżą się na nadmiar obowiązków. Jestem zdecydowanie na tak za różnorodnymi zajęciami.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Też jestem jak najbardziej „za”, ale korelacja, jaką pani podaje, nie musi pozostawać w związku przyczynowo-skutkowym. Pomija pani jej składową genetyczną, społeczną, socjologiczną i pewnie wiele innych…

avatar
Gość
Róża

Osobiście za czasów licealnych (koniec lat 90.) znałam kilkoro dzieci, a raczej młodzieży ze szkół muzycznych drugiego stopnia, które mimo że w szkołach muzycznych osiągały sukcesy, z normalną nauką radziły sobie średnio, żeby nie powiedzieć wcale. Jedynym ratunkiem dla nich, żeby mogły uzyskać maturę, a tym samym wstęp na Akademię Muzyczną, było zaoczne liceum o dość niskim poziomie i z założenia ograniczonej podstawie programowej (np. matura nie obejmowała części zakresu wiedzy, który obowiązywał w szkołach dziennych). Część z nich nie została do matury dopuszczona za pierwszym podejściem, więc na studia szły z opóźnieniem. W tzw. normalnych szkołach widać tylko te… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Ryszard Jurkowski

Jakie zajęcia taki mózg. Robisz i powtarzasz, powtarzasz, powtarzasz … – Twój mózg rozwija rejon, w którym Twoje robienie się dzieje.
Zatem rób i powtarzaj.
A że w różnych rejonach mózgu fale elektromagnetyczne mają różną długość, to i zróżnicowana muzyka się przydaje. Szczególnie, jeśli jej harmonia pozwala na zestrojenie tych różnych rejonów Twojego mózgu.
Inne sztuki? Też, przecież odbiór, a szczególnie robienie sztuki wymaga wielowątkowości. Zatem rób sztukę, bo dzięki temu Twój mózg staje się wielowątkowy.

avatar
Gość

Dwie kwestie: Pierwsza Cieszę się, że badania mózgu potwierdzają, że muzyka, taniec, śpiew i wszelkie inne działania artystyczne usprawniają nasz mózg, a może nawet może sprawią, że wszyscy będziemy mieli mózg Einsteina. Bo, że działalność artystyczna ułatwia nam uczenie się, wiadomo już od dawna, tylko w polskiej szkole o tym zapomniano. Bo gdzie indziej – właśnie sztuka staje się tym, co ważne. Chociażby program edukacyjny „El Sistema” w Wenezueli, którego twórca José Antonio Abreu mówi: „Nie chodzi o to, aby z każdego ucznia zrobić zawodowego muzyka, ale o pokazanie, że jest coś innego niż życie w slumsach, między bronią a… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Więcej kwestii: Nasz mózg usprawniają wszelkie działania (nie tylko artystyczne), które są powtarzane i które tenże mózg uznaje za istotne. Ludzie bywają dobrzy w czymś, co często robią. Do stwierdzenia tego faktu nie potrzeba żadnych specjalistycznych badań. Z kolei takie właśnie badania nie potwierdzają jednoznacznie wpływu zajęć artystycznych na poprawę możliwości intelektualnych, jak to sugeruje tytułowy wątek, a o czym mało kto tu pamięta. Żadne zajęcia, ani żadna edukacja nie wpłyną na odsetek „Einsteinów” w populacji – to zjawiska pozostające bez związku, geniusz i inteligencja, na szczęście, nie zależą od szkoły. Program edukacyjny „El Sistema” (wyrazy szacunku dla starań i… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Tak jak powiedziałem, „wypisałem się” jedynie z wątku, w którym nie widzę szans na rozsądną argumentację. Nie wiem, dlaczego uparcie przypisujesz mi negatywną motywację. Reaguję, kiedy dostrzegam „króliki” uparcie wyciągane z kapelusza. Nie szkoda mi czasu, bo sądzę, że ludzie czytający blogi na tej platformie zasługują na szerszą perspektywę. Nie dlatego, żeby mieli zgadzać się ze mną (albo w ogóle zwracać na mnie uwagę), ale żeby sami wyrabiali sobie własne zdanie. Dyskusje w towarzystwie wzajemnej adoracji takiej sytuacji nie sprzyjają. Żaden „program pozytywny” nie może opierać się na ignorowaniu faktów w imię jakiegokolwiek kontekstu. Nie bardzo rozumiem, dlaczego sama nie… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Podważać takie badania może ktoś, kto sam je przeprowadza i rzeczywiście, ich metodologia była kwestionowana w 1992 i 98 roku. Nie mam jednak zamiaru się w to zagłębiać, bo to niemal kwestia anegdotyczna. W mózgu Einsteina odkryto wiele różnic w stosunku do tzw. standardu (także w latach późniejszych), ale z tego co wiem, porównano go jedynie (Diamond) z 9 preparatami. To zdecydowanie za mało by o czymś świadczyło, zwłaszcza, że jedynie w części kory ciemieniowej różnica mogła być uznana za istotną. Nie o to jednak chodzi – do jakich wniosków miałoby to nas doprowadzić? Że Einstein wyhodował sobie w ciemieniu… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Anoga

Oczywiście zgadzam się, że nic nie tracimy zachęcając, ucząc aktywności muzycznej czy artystycznej… Jednak kiedy trafi się uczniowi nauczyciel. który niby zachęca, uczy, a nie czuje tematu, nie angażuje się w niego, może narobić więcej szkody niż pożytku i co najważniejsze zniechęci dzieci do tego stopnia, że będą stawiać opór przeciw wszelkiej aktywności artystycznej czy też muzycznej. Z drugiej strony należy uświadomić rodziców jak ważne jest by dziecko śpiewało, tańczyło, grało, malowało itd. ponieważ większość traktuje te przedmioty jako mało ważne. Spotkałam się nawet z opinią jednej mamy, która odniosła się do oceny końcoworocznej dziecka mówiąc, że syn i tak… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Dorota Dziamska

Szanowni Państwo, Zajęcia artystyczne rozwijają człowieka, rozwijają zatem i jego mózg. Zajęcia sportowe rozwijają człowieka, zatem także rozwijają jego mózg. Wszelkie zajęcia nastawione na cel, które aktywizują trzy poziomy naszych władz poznawczych ( ogólnie : zmysły, procesy umysłowe :wyobraźnia, pamięć itd,.. oraz najwyższa władza poznawcza – intelekt ) prowadzą w konsekwencji do zmian na korze mózgowej. Celowość pracy mózgu znana była Arystotelesowi. O tym wiemy od lat i z tej wiedzy korzystamy od lat. Neurobiologia jedynie to raz kolejny potwierdza, co wcześniej odkryła psychologia, pedagogika i dydaktyka itd. Ludzie uczyli się przed nami w wiekach średnich także. Benedyktyni przepisując cantigi… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Rozsądnych, wyważonych wypowiedzi zawsze mało, pani Doroto, dziękuję. Wydaje mi się, że dydaktyka cierpi na naukowe niedowartościowanie, bo była długo przez naukę z prawdziwego zdarzenia zaniedbywana – stąd ten kompleks i szukanie „naukowego” uzasadnienia dla przeczuć i intuicji, które opisują rzeczy tak skomplikowane, że niemożliwe do opisania przez jedną dziedzinę.

avatar
Gość
Dorota Dziamska

Bardzo trafnie to Pan nazwał. Dydaktyka ogólna, a także dydaktyki szczegółowe to przestrzeń niedowartościowana, bo i naukowcy traktują ją po macoszemu. Smutno mi gdy raz kolejny sprawdza się powiedzenie ” cudze chwalicie swego nie znacie „. To co pedagog, czy dydaktyk wiedzieć powinien to prawidłowości zewnętrznych przejawów pracy mózgu. Obserwujemy więc myślenie, uczucia i zachowania uczniów. To robimy od lat i nie mamy się czego wstydzić. Polska dydaktyka jest na prawdę na wysokim poziomie jedynie nie każdy pedagog jest dobrym dydaktykiem. Problemem jest implementacja tego co odkryte już wiele lat temu, przez wielu wybitnych myślicieli. O konieczności stymulacji dwóch półkul… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

„Polska dydaktyka jest na prawdę na wysokim poziomie jedynie nie każdy pedagog jest dobrym dydaktykiem. Problemem jest implementacja tego co odkryte już wiele lat temu […]” – Do tej diagnozy, którą bezskutecznie promuję w wielu wpisach, dodałbym populistyczny trend szukania prostych, jednowymiarowych rozwiązań, które pod warunkiem uhonorowania autora i religijnego w formie uznania środków objawionych, gwarantowałyby pożądany i błogosławiony skutek. Nieunikniony brak takiego efektu tłumaczony jest nie pseudonaukowością i chciejstwem zastosowanego remedium, ale cynizmem i obojętnością niedowiarków na populizm i szamaństwo uodpornionych.

avatar
Gość
Dorota Dziamska

Szanowna Pani,

Proszę przy moderowaniu wpisu spojrzeć na wyraz – naprawdę – w moim wpisie, ponieważ komputer zapisał wyraz jako oddzielne dwa wyrazy.

Z wyrazami szacunku. Dorota Dziamska

avatar
Gość
Robert

O wpływie muzyki na rozwój mózgu można przeczytać w najnowszym Newsweeku. Fińscy uczeni dowiedli, że ciało modzelowate u muzyków, a szczególnie u pianistów, jest większe, a ty samym cały mózg sprawniejszy, bo obie półkule lepiej się z sobą komunikują. To fińscy badacze. Artykuł przywołuje również publikację w Nature Neurosciense kanadyjskich badaczy. Mówi też o lekarzu z Bydgoszczy, prof. Wojciechu Pospiechu, który zajmuje się muzykoteriapią. To teraz nasz nieoceniony ekspert Robert Raczyński i inni „znawcy” tematu z naszego blogowiska, którzy negowali podane przez panią Marzenę informacje, będą musieli tym wszystkim ludziom tłumaczyć, że się mylą. Po co ci neurobiolodzy robią te… Czytaj więcej »