avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce

„Potrzebna dziś jest ‘neurobiologia szkoły’”

31.03
2015

To zdanie pochodzi z tłumaczonej właśnie na język polski książki prof. Joachima Bauera „Lob der Schule” (Hoffmann Und Campe, Hamburg 2007, str. 9, polski tytuł „Co z tą szkołą?” Aby zrozumieć jego sens, warto przytoczyć większy fragment  tekstu.

 

„Motywacja, kooperacja w działaniu i kształtowanie dobrych relacji to czynniki oparte na procesach neurobiologicznych. Stąd wniosek, będący zarazem nowym punktem wyjścia, że rzeczywiście potrzebna jest dziś „neurobiologia szkoły”. Wynikająca z tego zmiana perspektywy – dla uczniów, nauczycieli i rodziców, ale również dla polityki edukacyjnej oraz całego społeczeństwa – będzie tematem tej książki. Neurobiologia nie posiada monopolu interpretowania zjawisk, nie rości sobie też prawa do wypowiadania się w imieniu wszystkich dziedzin nauki. To oczywiste, że na temat szkoły muszą zabierać głos przedstawiciele wielu dyscyplin. Potrzebna jest wiedza psychologów rozwojowych na temat tego, co dziecko czy młody człowiek w określonym wieku potrafi już zrozumieć i ile jest w stanie z siebie dać. Naturalnie nie obejdzie się też bez ekspertów od dydaktyki, którzy pokażą, w jaki sposób prowadzić zajęcia, żeby omawiany materiał był dla ucznia interesujący, zrozumiały i odnosił się do realnego życia. Jednak najważniejszym filarem prawidłowego rozwoju szkolnictwa są nauczyciele o silnej osobowości, mający duże doświadczenie, lubiący uczniów i radzący sobie z główną rolą na scenie własnej pracowni.”

 

Zdaniem niektórych neurobiologów, jak dugo nie dysponujemy pełną wiedzą na temat komórkowych i molekularnych mechanizmów uczenia się, to wiedzy o tym, jak pracuje mózg nie można wykorzystywać w szkolnej praktyce. Historia nauki pokazuje jednak, że nie ma takiej sytuacji, gdy można powiedzieć, że o określonym fenomenie wiemy już wszystko lub że wiemy wystarczająco dużo. Wiedząc jak niewyobrażalnie złożonym organem jest ludzki mózg, jest bardzo prawdopodobne, że nigdy do końca nie zrozumiemy wszystkich mechanizmów jego działania. Ocena tego, czy wiemy już dość dużo, zawsze będzie miała subiektywny charakter. Wielu badacz mózgu uważa, że neurobiolodzy dostarczyli w ostatnich latach wystarczająco dużo informacji na temat przebiegu procesów uczenia się i zapamiętywania, by zrozumieć, że obecny system edukacyjny (w znaczeniu globalnym) nie wspiera naturalnych procesów uczenia się. Tę wiedzę powinni teraz wykorzystać nauczyciele, sprawdzając poszczególne tezy w praktyce szkolnej. Do osób zachęcających nauczycieli do szukania, w oparciu o wiedzę o funkcjonowaniu mózgu, nowych modeli dydaktycznych należy prof. Neurobiologii Gerald Hüther.

„Procesy uczenia się i zapamiętywania kryją jeszcze wiele tajemnic, ale dużo już wiemy i warto, a nawet trzeba, wykorzystać tę wiedzę w edukacji. W Niemczech dzieje się to już od dłuższego czasu i wielu uznanych neurobiologów te zmiany w najbardziej praktyczny sposób wspiera. W Berlinie od kilku lat działa szkoła, która zainicjowała ruch „Budzących się Szkół” i w której wnioski płynące z neuronauk są od kilku lat wykorzystywane w praktyce. Wiedza uczniów została zweryfikowana na maturalnych testach. Wyniki są świetne. Uważam, że trzeba jak najszybciej przenieść na grunt edukacji to, co już wiemy na temat procesów uczenia się i stworzyć szkoły, które nie będą niszczyć potencjału, jaki przynoszą z sobą dzieci. Szkoła nie może być miejsce, w którym dzieci tracą motywację do nauki. Świat nauki powinien wspierać zmiany systemu edukacji, a neurobiologom przypada tu szczególna rola. Ja i wielu moich kolegów, staramy się wspierać nauczycieli naszą wiedzą.”

 

Nauczyciele nie muszą znać szczegółów dotyczących sposobu pracy mózgu, ale samo zrozumienie natury neuroplastyczności, roli neuroprzekaźników w procesie uczenia się, czy wpływu relacji panujących w klasie na efektywność uczenia się, diametralnie zmienia optykę patrzenia na szkołę. Dlatego trzeba mówić o mielinizacji (i o tym, jaki wpływ na ten proces ma muzyka), o dopaminie i kortyzolu, o hipokampie i szlakach dopaminergicznych, bo ta wiedza w najbardziej przekonujący sposób odsłania deficyty tradycyjnego modelu edukacji.

 

Moja droga do neurodydaktyki

 

Życie jest przewrotne. Gdyby po studiach ktoś powiedział mi, że będę kiedyś metodykiem, to odpowiedziałabym, że prędzej kosmonautą. W czasie studiów uważałam metodykę za najnudniejszy i zupełnie oderwany od życia przedmiot. Gdy kilka lat potem musiałam pójść do szkoły i hospitować lekcje studentów prowadzących lekcje w ramach szkolnych praktyk, na własnej skórze odczułam, że coś tu jest nie tak, że uczniowie nie chcą brać tego, co dają im, wykorzystujący cały arsenał metodycznych środków studenci.

To, co nas porusza, to dobre pytania. Parę dni próbowałam znaleźć odpowiedź na pytanie: „Dlaczego uczniowie nie chcą uczyć się zgodnie z wymogami nowoczesnej metodyki?” Wtedy postanowiłam, zająć się tą dyscypliną. Na początku bazowałam na wasnych intuicjach i razem ze studentami szukaliśmy nowych pomysłów na prowadzenie lekcji i lepszych ciekawszych materiałów dydaktycznych. Wykorzystując te, które wspólnie stworzyliśmy, widzieliśmy, jak szybko zmienia się nastawienie uczniów do nauki. Opierając się na własnej intuicji, gdy szukałam nowych i efektywniejszych rozwiązań, gdy zrozumiałam, że szkoła musi stwarzać okazję do odkrywania świata, a nie reprodukowania podanych przez nauczyciela regułek, na wystawie jednej z wiedeńskich księgarń zobaczyłam książkę Manfreda Spitzera „Lernen: Gehirnforschung und die Schule des Lebens”. Był rok 2002, a ja siedząc na lotnisku i czekając na samolot do Warszawy zaczęłam ją czytać. Nagle wszystko stało się jasne! Informacje o tym, jak w mózgu powstają reguły, o funkcjonowaniu hipokampa, o zależności między motywacją a neuroprzekaźnikami, o roli dopaminy w procesach uczenia się, wszystko wyjaśniały.

 

Informacje zawarte w książce Spitzera nie tylko potwierdzały moje intuicje, ale dostarczały również naukowych argumentów i wskazywały kierunek zmian. Parę miesięcy później pojechałam do Getyngi. W tamtejszej bibliotece spędziłam dużo czasu, kserując interesujące mnie artykuły, kupiłam kolejne książki, których autorami byli neurobiolodzy. Stopniowo wszystko zaczęło układać się w spójną całość. Również w  innych krajach coraz więcej osób rozumiało, że warto w edukacji wykorzystać wiedzę o mózgu. W 2007 roku Kurt W. Fischer z Uniwersytetu Harvarda, jeden z pionierów połączenia biologii, kognitywistyki i edukacji na rzecz stworzenia nowej, opartej na wiedzy o zasadach funkcjonowania mózgu pedagogiki, zaczął tworzyć podwaliny pod nową interdyscyplinarną naukę.  Fischer skupił się na badaniach nad kognitywnymi i emocjonalnymi aspektami nauczania i uczenia się, odnosząc je do biologicznych podstaw tych procesów. Aby spopularyzować wiedzę o mózgu stworzył pismo „Mind, Brain and Education”, które w 2007 roku uznane zostało przez Association of American Publishers za najlepsze nowe pismo w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych (in the Social Sciences& Humanities). Celem osób, które powołały do życia International Mind, Brain and Education Society, była głęboka zmiana podejścia do nauczania i uczynienie z pedagogiki nauki, która opierać się miała na sprawdzonych empirycznie badaniach. Dziś na wielu uczelniach na całym świecie istnieją kierunki otwierane pod szyldem „Mind, Brain and Education”, w Europie wykluwa się neurodydaktyka. W oparciu o płynące z neuronauk tezy, powstają nowe modele edukacyjne. Teraz kolej na nauczycieli, dydaktyków, pedagogów i metodyków. Musimy stworzyć szkoły ćwiczeń i w oparciu o tezy formułowane przez neurobiologów, zacząć szukać nowych modeli edukacyjnych, które lepiej wykorzystają potencjał dzieci. Czy powinniśmy czekać w Polsce, aż z innych krajów przyjdą do nas gotowe rozwiązania, czy może sami również powinniśmy korzystać ze zdobyczy neuronauk i aktywnie włączać się w proces tworzenia nowej szkoły? W Polsce jest dziś wielu nauczycieli gotowych szukać nowych rozwiązań. Na dniach ruszy portal „Budząca się Szkołą”.

 

Niedługo dopiszę jeszcze informację o tym, kim jest profesor Joachim Bauer. Teraz podam tylko tyle, że jest aktywnym badaczem, lekarzem mającym habilitacje z medycyny ogólnej i z psychiatrii, osobą, która prowadziła kilka projektów badawczym, w tym również z dziedziny genetyki.

 

Wyłączyłam komentarze, by uciec przed napastliwością niektórych osób.

 

 

 

Podziel się ze znajomymi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*