Oś Świata/Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce

Ostrzeżenie przed niebezpieczną „Neurodydaktyką”

25.03
2015

Komitet Neurobiologii PAN uznał, że należy wszystkich ostrzec przed zagrożeniami płynącymi z kontaktu z „Neurodydaktyką”.

Tu można przeczytać pismo i dołączone do niego uzasadnienie, którego autorem jest prof. Jerzy Mozrzymas.

http://www.kneurobiologii.pan.pl/images/stories/List%20do%20Minister%20Edukacji%20z%20opinia%20o%20ksiazce%20Neuroedukacja.pdf

Neurobiolodzy z PAN napisali, że: „Autorka stara się wytworzyć w czytelniku przekonanie, że aktualna wiedza w tej dziedzinie osiągnęła już taki poziom, że w oparciu o nią można skutecznie kształtować procesy edukacji.”

Link do rozmowy, która odbyła się 27 marca  w radiu TOK FM.

http://audycje.tokfm.pl/odcinek/24359#

 

A to moja odpowiedź na to pismo.

Książka mojego autorstwa „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi” (Wydawnictwo Naukowe UMK 2013) poświęcona jest problemom edukacji, nie jest i nie miała być podręcznikiem neurobiologii.  Nie prowadzę badań z tej dziedziny. Jako metodyk w mojej pracy opieram się na publikacjach niemieckich, brytyjskich i amerykańskich neurobiologów i neuropsychologów. Nauczyciele, metodycy i pedagodzy, chcąc zmieniać system szkolnictwa, mają prawo wykorzystywać najnowszą wiedzę dotyczącą procesów uczenia się i zapamiętywania, a szczególnie publikacje z dziedziny neuronauk odnoszące się do edukacji. Informacje, które wykorzystałam w mojej książce, nie są niesprawdzonymi nowinkami z niepewnych źródeł, ale pochodzą z publikacji takich autorów jak profesorowie neurobiologii: Gerald Hüther (Uniwersytet w Getyndze), Joachim Bauer (Uniwersytet we Fryburgu), Gary Small (UCLA), R. Douglas Fields (Uniwersytet Maryland w College Park) czy lekarz, prof. Manfred Spitzer (Klinika Uniwersytecka w Ulm). Pełną listę autorów, na których się powołuję, można znaleźć w bibliografii mojej książki, a także w skróconej wersji w moim blogu (19.03.2015). Neurodydaktyka: Od neurobiologii do edukacji https://osswiata.pl/zylinska/2015/03/19/neurodydaktyka-miedzy-neurobiologia-a-edukacja/.

Profesor J. Mozrzymas, autor opinii o mojej książce, ani słowem nie odnosi się do źródeł, z których korzystałam. A przecież wiedza, na którą się powołuję, nie jest już nowa. Pierwsza książka, która syntetycznie podchodzi do wniosków płynących z badań nad mózgiem, „Jak uczy się mózg” Manfreda Spitzera, ukazała się w Polsce w 2007 roku, a w Niemczech w 2002. Autor na 350 stronach przytacza w niej wnioski płynące z neuronauk i wysuwa bardzo konkretne postulaty pod adresem systemu edukacji. Czy to możliwe, że w Polsce 13 lat później wciąż jeszcze nic nie wiemy? W Niemczech od 2004 roku działa również Centrum Wymiany Wiedzy z Dziedziny Neuronauk i Edukacji. To znaczy, że wnioski płynące z badań nad mózgiem od kilkunastu lat docierają do niemieckich nauczycieli. Zdaniem prof. Mozrzymasa wiedza na temat mózgu nie jest jeszcze na takim etapie, by można było wykorzystywać ją w edukacji. To opinia, a nie fakt i tu właśnie przebiega oś sporu. Polscy neurobiolodzy, inaczej niż ci, których postulaty przytaczam w „Neurodydaktyce”, uważają, że wiedzy o mózgu wciąż jeszcze nie można sprawdzać w praktyce edukacyjnej. Ale czy to oznacza, że dydaktycy, metodycy i nauczyciele nie mają prawa korzystać z wyników badań i publikacji, które od lat pojawiają się w innych krajach? Niemieccy neurobiolodzy włączają się w najbardziej praktyczny sposób w zmianę obecnego, coraz bardziej krytykowanego sytemu edukacji. Neurobiolog prof. Gerald Hüther jest jednym z inicjatorów projektu Budząca się Szkoła. Pierwsza placówka, wykorzystująca wiedzę o mózgu, działa już od kilku lat w Berlinie, a pierwszy rocznik uczniów, którzy uczyli się w nowy sposób, zdawał w tym roku maturę. Wyniki są bardzo dobre. Dlaczego polscy nauczyciele nie mieliby dowiadywać się o tych inicjatywach? Czy to możliwe, że u naszych zachodnich sąsiadów od kilkunastu już lat można wykorzystywać i sprawdzać wnioski płynące z neuronauk w praktyce szkolnej, a w Polsce kilkanaście lat później nie wolno zgłaszać takich postulatów?

W piśmie skierowanym przez Komitet Neurobiologii PAN do Minister Edukacji Narodowej Joanny Kluzik-Rostkowskiej, a podpisanym przez prof. Jerzego Mozrzymasa i prof. Andrzeja Wróbla, Autorzy napisali: „Autorka stara się wytworzyć w czytelniku przekonanie, że aktualna wiedza z tej dziedziny, osiągnęła już taki poziom, że w oparciu o nią można skutecznie kształtować procesy edukacji.”

Osoba, która sformułowała pod moim adresem taki zarzut, albo nie czytała „Neurodydaktyki”, albo celowo mija się z prawdą. W mojej książce wielokrotnie postuluję stworzenie szkół ćwiczeń i rozpoczęcie badań, które potwierdziłyby prawdziwość tez formułowanych przez neurobiologów pod adresem systemu edukacji. Wielokrotnie upominam się o to, by w edukacji stosować takie metody badawcze, jakie stosowane są w naukach przyrodniczych i dzięki temu stworzyć system oparty na falsyfikowanych tezach.

Nieprawdziwość stawianych mi zarzutów mogę wykazać z pomocą cytatów z „Neurodydaktyki”.

„Badacze mózgu postulują stworzenie szkół ćwiczeń i prowadzenie badań tam, gdzie nauka się odbywa, czyli w klasach. Ich przedmiotem nie powinny być efekty, ale sam proces uczenia się. Powinniśmy wiedzieć, które metody czy materiały umożliwiają efektywną naukę, a które ją hamują.” (str. 293)

 

„Trzeba stworzyć szkoły ćwiczeń i przeprowadzić niezbędne badania, które pozwolą określić …. .” (str.86)

 

Tak więc neurodydaktyka wymaga współdziałania badaczy mózgu z osobami zajmującymi się nauczaniem, np. z autorami podręczników czy nauczycielami, a przede wszystkim z osobami zarządzającymi edukacją. Powinni oni nauczyć się, jak interpretować wyniki badań, których dostarczają neuronauki. Aby ułatwić współpracę badaczy mózgu z nauczycielami, w 2004 roku powstało na południu Niemiec,w Ulm, Centrum Wymiany Wiedzy z Dziedziny Neuronauk i Edukacji (niem. skrót ZNL, którego dyrektorem został profesor Manfred Spitzer. (str.20)

 

Wiele przemawia za tym, by stworzyć szkoły ćwiczeń, w których przedstawiciele neuronauk wspólnie z pedagogami mogliby sprawdzić, jak funkcjonowałby system edukacyjny uwzględniający … .(str. 125)

 

To tylko kilka z wielu przykładów pokazujących mój sposób myślenia. Nigdzie nie napisałam, że postulaty kierowane przez cytowanych przeze mnie neurobiologów pod adresem systemu edukacji można bezkrytycznie wprowadzać w życie. Wręcz przeciwnie, wielokrotnie powtórzyłam, że trzeba je najpierw sprawdzić w praktyce szkolnej, tak samo, jak w medycynie testuje się nowe leki. Uważam, że formułowanie zarzutów mających zdyskredytować mój dorobek z pomocą konsekwentnego niedostrzegania tego, co napisałam w książce, jest głęboko nieetyczne.

W pierwszym zdaniu swojej opinii o „Neurodydaktyce” prof. Mozrzymas napisał: „Autorka przedstawia niezgodny ze stanem faktycznym obraz funkcjonowania układu nagrody, twierdząc, że jądro półleżące jest jądrem zawierającym neurony dopaminergiczne.” Teoria dopaminowa wielokrotnie ulegała zmianom  i w różnych publikacjach można znaleźć różne informacje. „Wszelkie nagrody naturalne w pierwszej fazie działania wywołują uwalnianie dopaminy w jądrze półleżącym, a efekt …”. Taką informację można znaleźć w książce, której autorem jest polski neurobiolog prof. Jerzy Vetulani „Mózg: fascynacje problemy, tajemnice”, wyd. Homini, Kraków 2011, str.102). Profesor Mozrzymas w swojej opinii dwukrotnie użył słowa „uchybienie”. Obydwa przypadki dotyczą szczegółów funkcjonowania mózgu. W Jego opinii nie ma jednak ani jednego przykładu na to, że błędnie odczytałam lub zmieniłam sens tez formułowanych przez neurobiologów, na których się powołuję.

Profesor Mozrzymas krytycznie postrzega stosowany w „Neurodydaktyce” język, pisząc, iż używane przeze mnie określenie „neuroprzekaźnikowy koktajl więcej zaciemnia niż wyjaśnia”. Jak już pisałam, swoją wiedzę na temat funkcjonowania mózgu czerpałam w dużej mierze z wykładów, artykułów i książek takich profesorów neurobiologii jak Gerald Hüther, Joachim Bauer, czy prof. nauk medycznych Manfred Spitzer. Określenie „neuroprzekaźnikowy koktajl” pochodzi właśnie od prof. Hüthera („Was wir sind und was wir sein könnten“, Fischer Verlag, Frankfurt am Main 2011, str.93). Ale pojęcia „koktajl” używa również prof. Joachim Bauer w książce „Co z tą szkołą?” (niem. „Lob der Schule”), która ukaże się w Polsce w październiku 2015. Oto fragment pochodzący ze strony 18: „koktajl biologiczny dostarczany organizmowi przez mózg.”Wszyscy trzej wymienieni profesorowie należą do grona największych niemieckich autorytetów w dziedzinie neurobiologii, są autorami uznanych książek i popularyzatorami wiedzy o mózgu. Ich największym atutem jest właśnie język, jakim wyjaśniają zachodzące w mózgu procesy. Dzięki stosowanym przez nich metaforom i porównaniom docierają z nową wiedzą do szerokiego grona odbiorców. Uznałam, że warto te skuteczne metody popularyzowania wiedzy z dziedziny neurobiologii przejąć. Stąd w mojej książce hütherowski „koktajl neuroprzekaźnikowy” czy „las dendrytyczny” („Biologie der Angst”, Vandenhoeck& Ruprecht, Göttingen 2012, str. 34). Od czytelników „Neurodydaktyki” często słyszę, że właśnie język jest jednym z jej atutów. Czynienie mi z tego zarzutu, który miałby uzasadnić szkodliwość mojej książki, jest niezrozumiałe, a opinia prof. Mozrzymasa jest jego osobistym sądem, z którym można się nie zgadzać. Gdybym napisała „Neurodydaktykę” hermetycznym językiem neurobiologii, nie przeczytałby jej żaden nauczyciel. W Polsce przykładem pięknego pisania o tajemnicach mózgu są książki profesora J. Vetulaniego.

Profesor Mozrzymas neguje zawartą w mojej książce tezę, że uwalnianie neuroprzekaźników zależne jest od sytuacji edukacyjnej. Ta informacja pochodzi z artykułu profesora neurobiologii Gerharda Rotha „Warum sind Lernen und Lehren so schwierig?” (Dlaczego uczenie się i nauczanie są takie trudne?). Przytoczoną przeze mnie tezę potwierdza następujący cytat: „Jak już wspomniałem, w mózgu istnieje system, który przed podjęciem działania przez określoną osobę sprawdza, czy dane zachowanie może przynieść nagrodę (lub umożliwia uniknięcie nieprzyjemności). W naszym przypadku oznacza to, że sytuacja dydaktyczna musi z jakiegoś powodu wydawać się uczniowi atrakcyjna. Jest to system sterowania gotowością do nauki, który kieruje również uwagą i prowadzi do uwalniania specyficznych substancji wspierających proces uczenia się takich jak dopamina i acetylocholina.” ( G.Roth, „Warum sind Lernen und Lehren so schwierig?”, w: Neurodidaktik. Grundlagen für gehirngerechtes Lehren und Lernen, Beltz Verlag, Weinheim und Basel 2009, str. 65.). Zależność między sytuacją edukacyjną, sposobem prowadzenia zajęć przez nauczycieli i wykładowców, motywacją a uwalnianiem neuroprzekaźników prof. Roth szczegółowo omawia w książce „Bildung braucht Persönlichkeit“ (Klett-Cotta, Stuttgart 2011). Takiej wiedzy bardzo dziś brakuje wszystkim, którzy zajmują się nauczaniem.

Przykładem nierzetelności jest również zarzut dotyczący braku odwołań do badań w rozdziale „Cyfrowi tubylcy i cyfrowi imigranci”. Profesor Mozrzymas pisze w swojej recenzji, że odwołuję się jedynie do Marca Prensky’ego, który nie przytacza żadnych badań. Zarzut byłby trafny, gdyby był prawdziwy. Rzeczywiście rozdział zaczęłam od sformułowanej w 2001 roku tezy Prensky’ego, ale ten fragment bazuje na książkach amerykańskiego profesora psychologii Gary’ego Smalla i Manfreda Spitzera, którzy przywołują liczne badania. Można się z nimi zgadzać lub nie, ale trudno uwierzyć, że prof. Mozrzymas ich nie zauważył.

Kolejny zarzut dotyczy wyrównywania deficytów dziewczynek i chłopców w edukacji przedszkolnej. Z swojej opinii prof. Mozrzymas napisał: „Jest to przykład nierzetelnego etykietowania swoich własnych przekonań rzekomą wiedzą neurobiologiczną.” W opinii nie ma ani słowa o tym, że w rozdziale tym powołuję się na amerykańską neurobiolog z Chicago Medical Scholl na Uniwersytecie Naukowo-Medycznym Lise Eliot i na stronach 153-155 prztaczam prowadzone w Szwecji badania, o których pisze L.Eliot. Przywołując tezy Lise Eliot, swoje własne wnioski formułuję w następujący sposób: „Jeśli hipotezy badaczy są słuszne, to …” (str. 154), „Wiele przemawia za tym, by podejmować, …: (str.155). Fakty wyglądają tak, że przytaczam tezy amerykańskiej neurobiolog i badania, na których je oparła. Własne wnioski formułuję z dużą ostrożnością. Książka Lise Eliot „Różowy mózg, niebieski mózg” wydana została w Polsce w 2011 roku i nie słyszałam, by neurobiolodzy protestowali przeciwko zawartym w niej tezom. Zarzut prof. Mozrzymasa sugeruje, że przytoczyłam w tym rozdziale jedynie własne przekonania, co oznacza, że albo nie przeczytał tego fragmentu mojej książki, albo świadomie podaje nieprawdziwe informacje.

Autorzy pisma skierowanego do Minister Edukacji Narodowej Joanny Kluzik-Rostkowskiej twierdzą, iż nierzetelnie i instrumentalnie korzystam z neurobiologicznej wiedzy. Dołączone do pisma uzasadnienie autorstwa prof. Mozrzymasa tej tezy nie potwierdza. Pisząc „Neurodydaktykę”, opierałam się na publikacjach znanych i cenionych autorów, a w przypadku niepewności konsultowałam się z niemieckimi neurobiologami. Wyrazem naszej współpracy są ich wizyty w Polsce. W 2013 roku w organizowanych przeze mnie konferencjach wziął udział prof. Spitzer, w 2014 prof. Hüther, a w tym roku będzie u nas gościć prof. Bauer. Trudno mi zrozumieć, że przeciwko popularyzowaniu wiedzy z dziedziny badań nad mózgiem występują właśnie neurobiolodzy. Zauważyłam to już trzy lata temu, gdy zapraszałam prof. Mozrzymasa na konferencję z udziałem prof. Spitzera. Zależało mi na tym, bo prof. Mozrzymas nie zgadzał się z postulowanym przeze mnie kierunkiem zmian w edukacji, broniąc tradycyjnego modelu i wyrażając przekonanie, że wizja nauki przynoszącej uczniom radość to mrzonka. Przypuszczam, że to właśnie sprzeciw wobec mojej wizji edukacji jest powodem ataku na moją osobę. Zgadzam się z jednym – jak to nazywa sam prof. Mozrzymas – uchybieniem, na które wskazał. Rzeczywiście zdanie na stronie 28 powinnam była zacząć od słów „Podobnie jest w przypadku kortyzolu …”, by nie wywoływać wrażenia, że kortyzol należy do grupy neuroprzekaźników. O tym, że kortyzol jest hormonem, czytelnik dowiaduje się z tego samego zdania, a o tym, że wydzielany jest przez korę nadnerczy, może przeczytać w słowniku terminów (str.309) będącym integralną częścią mojej książki.

Uważam, że podstawowe zarzuty sformułowane przez prof. J. Mozrzymasa są nieprawdziwe lub też są jedynie subiektywnymi opiniami. Tezy, które prof. Mozrzymas uważa za błędne, prezentowane są w publikacjach i wykładach cytowanych przeze mnie autorów. Mogli się z nimi zapoznać uczestnicy konferencji, które współorganizowałam w ostatnich latach. Szkoda, że Autor opinii nie podjął z nimi naukowej polemiki, w której przedstawiłby argumenty broniące tradycyjnego modelu edukacji, którego, jak wynika z naszej rozmowy, jest zwolennikiem. Dyskusja na temat modelu edukacji oparta na najnowszej wiedzy o procesach uczenia się jest naprawdę potrzebna.

Mam ogromną nadzieję, że efektem pisma będzie dyskusja o problemach edukacji. Jeszcze w tym roku ukażą się kolejne tłumaczenia książek, które wykorzystałam, pisząc „Neurodydaktykę”. Dobrze byłoby, gdyby również polscy neurobiolodzy objaśniali nauczycielom tajniki mózgu. Zainteresowanie neuronaukami jest teraz ogromne, a nauczyciele chętnie sięgają po publikacje dostarczające informacji na temat procesów uczenia się i zapamiętywania.

Nie można dziś zmieniać sytemu edukacji, nie odwołując się do badań nad mózgiem. Napisałam książkę, jakiej mnie osobiście w Polsce brakowało, oparłam się na publikacjach uznanych autorytetów. Wiedząc, że poruszam nowe tematy, często sięgałam po cytaty. Zapewne nie ustrzegłam się błędów. Jestem metodykiem i moja praca ma charakter pionierski. Błędy zawsze można poprawić. Są one przecież wpisane w postęp. Prof. Mozrzymas mógł zwrócić się do mnie, ale wolał rozesłać swoją opinię o mojej książce do ponad sześćdziesięciu instytucji zajmujących się doskonaleniem nauczycieli, do Minister J. Kluzik-Rostkowskiej i do redakcji „Polityki”. Neurobiologia bada procesy uczenia się, a szkoły są miejscem, w których one zachodzą. Warto połączyć teorię z praktyką i tu pojawia się neurodydaktyka. Jednak interdyscyplinarność jest trudna. W tym wypadku wymaga powiązania neurobiologii z edukacją. Ktoś, kto robi pierwszy krok, musi wejść na obcy mu teren i przecierać nowe szlaki. Dlatego potrzebna jest współpraca osób, które zajmują się badaniami mózgu z osobami związanymi z edukacją. Wszak, jak mówi M. Spitzer, „Mózg ucznia to miejsce pracy nauczyciela”.

Coraz więcej szkół zaczyna rozwijać nowe koncepcje w oparciu o tezy neurodydaktyki. Do Polski wkracza projekt Budząca się Szkoła, którego współzałożycielem jest neurobiolog Gerald Hüther. Chciałabym wierzyć, że celem prof. Mozrzymasa nie jest odcięcie polskich nauczycieli od idei zawartych w publikacjach neurobiologów postulujących zmiany obecnego systemu edukacji.

Trudno mi pogodzić się z faktem, że prof. Mozrzymas w swojej opinii zawarł tyle nieprawdziwych zarzutów. Postęp w nauce i w sferze publicznej polega na dyskusji i wymianie argumentów, a nie na blokowaniu dialogu.

Marzena Żylińska

Recenzja prof. J. Mozrzymasa  http://www.cen.uni.wroc.pl/Pliki/Wydawnicza/22_fragment.pdf

Zawarte w recenzji argumenty pokazują wyraźnie, że osią sporu są dwie różne wizje systemu edukacji. Spór ten powstał już w czasie naszego spotkania w Czeszowie. Autor recenzji napisał: „Bardzo charakterystyczne dla tej książki jest dołożenie starań by czytelnik nabrał przekonania,

że prezentowane przez Autorkę tezy znajdują uzasadnienie we współczesnej wiedzy o mózgu.

Ponieważ recenzja liczy 26 stron, odniesienie się do zawartych w niech argumentów wymaga czasu. Teraz jednak chciałabym się odnieść do najważniejszego zarzutu, który zawarty został w zacytowanym fragmencie.

Jest dokładnie tak, jak napisał prof. Mozrzymas. Po przeczytaniu wielu książek, które poświęcone są edukacji, a których autorami są neurobiolodzy,  lekarze i neuropsychologowie, a także po poznaniu szkół, które tworzą nową kulturę edukacyjną w oparciu o wnioski płynące z badań nad mózgiem, uznałam, że warto tę wiedzę przenieść na polski grunt. Inicjatywa „Budząca się Szkoła”, której współtwórcą jest prof. neurobiologii Gerald Hüther działa w Niemczech od kilku lat, a Zentrum Wymiany Wiedzy z Dziedziny Neuronauk i Edukacji, którego dyrektorem jest Manfred Spitzer, funkcjonuje w Niemczech od 2004 roku. W mojej książce upominam się o szkołę, w której panują dobre relacje, o szkołę, w której uczniowie mogą uczyć się w sposób aktywny, o szkołę, która umożliwia rozwój wszystkich talentów. Intuicyjnie zawsze czułam, że taka powinna być dobra szkoła. Książki, artykuły, wykłady, a w końcu i prywatne spotkania i rozmowy z neurobiologami zajmującymi się i piszącymi o edukacji, dostarczyły mi argumentów na to, co od dawna podpowiadała mi intuicja. Wszystkie prezentowane w „Neurodydaktyce” tezy oparte są na publikacjach neurobiologów lub lekarzy zajmujących się badaniami mózgu (przypisy). Uważam, że mam prawo powtarzać za prof. Hütherem, że neurobiologia dostarcza dziś argumentów na to, że powinniśmy jak najszybciej odejść od obecnego modelu edukacyjnego. Prof. Jerzy Mozrzymas, będąc zwolennikiem tradycyjnego systemu edukacji, może się z tą tezą nie zgadzać, może ją nawet postrzegać krytycznie, ale nie może odbierać mi prawa do jej wyrażania. Powołując się na badania mózgu przytaczam przecież wypowiedzi neurobiologów. Dlatego, zawarty w przytoczonym cytacie zarzut, uważam za nieuczciwy.

O tym, jak ważnych dla pedagogiki i edukacji argumentów dostarczają dziś neuronauki, pokazują badania prowadzone przez prof. Joachima Bauera. Wynika z nich, że metody oparte na behawioryzmie nie mogą być skuteczne w odniesieniu do ludzi. Wierzę, że właśnie dzięki neurobiologii będziemy mogli odejść od wychowywania za pomocą metod typowych dla tresury.

W „Neurodydaktyce” napisałam, że marzę o szkole, która będzie uczyć, że współpraca przynosi więcej korzyści niż rywalizacja, a drogą rozwiązywania sporów jest dialog. Wierzę, że wszystko, co się stało, będzie początkiem współpracy neurobiologów z osobami zajmującymi się edukacją. Tak właśnie dokonuje się postęp. Spory zawsze były immanentną częścią procesu zmian. Ja wciąż wierzę, że polscy nauczyciele powinni wiedzieć, co o edukacji piszą badacze mózgu. Tłumaczona właśnie na język polski książka prof. neurobiologii Joachima Bauera „Lob der Schule”, pozwoli nauczycielom zupełnie inaczej spojrzeć na problem motywacji.

Bardzo żałuję, że prof. Mozrzymas nie zwrócił się nigdy do mnie, a o piśmie Komitetu Neurobiologii PAN dowiedziałam się od osób trzecich.

 

 

najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość
mfoa

„Neurony dopaminergiczne” to neurony produkujące dopaminę. W jądrze półleżącym są neurony zawierające receptory dopaminergiczne – o nich pisze Kalat. To nie to samo. Osoba o elementarnym wykształceniu z neurobiologii powinna zdawać sobie z tego sprawę.

avatar
Gość
Mariola Rybińska

Jakie wnioski płyną dla nauczycieli z tego,że „Neurony dopaminergiczne” to neurony produkujące dopaminę. W jądrze półleżącym są neurony zawierające receptory dopaminergiczne”? Żadne!!! A czy powinniśmy z tego wyciągać wnioski w naszej codziennej pracy?- Nie sądzę. Uczciwie przyznajmy co zyskaliśmy dzięki Marzenie Żylińskiej jako społeczeństwo.

avatar
Gość
Anna

Z tego, że neurony dopaminergiczne produkują dopaminę rzeczywiście nie płyną absolutnie żadne wnioski dla nauczycieli, ani dla procesu dydaktycznego.
Po co więc podpierać tak „naukowymi” terminami swoje przemyślenia o dydaktyce? Czy nie prościej i uczciwiej mówić, że „dobra dydaktyka to taka a taka, bo ja tak to sobie przemyślałam i widziałam w praktyce, że działa lepiej od tego, co mamy w szkołach”?

To nie prof. Mozrzymas wmieszał neurony dopaminergiczne do metodyki.

avatar
Gość
Joanna

Pani Anno, wiele amerykanskich poradników powstaje mniej wiecej w ten sposob: siada ktos przed komputerem i pisze ksiazke. Podpisuje sie Stephen P. Will, jr (koniecznie skrot drugiego imienia i jr. lub sr. – to brzmi dumnie). Facet jest „nikim”, ale pisze zdecydowanie i czytelnikowi wydaje sie, ze to naukowiec! Ksiazka sie sprzedaje, a slowa nie ma w niej o badaniach na zaden temat. Jest teza, ja twierdze tak i tak i tak robcie – bedziecie szczesliwi, bogaci czy seksowni. Takie ksiazki czytala pani Jones w filmie. Poradniki na tematy wszelkie. Natomiast pani Zylinska przestudiowala temat Neurodydatyki, przezytala mase ksiazek naukowcow,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
dyrektor szkoły

„Neurodydaktyka”, która w moim przypadku była inspiracją wielu zmian w szkole, stała się oto książką niezwykłą. To książka dla nas, nauczycieli, którzy chcą zmieniać szkolną rzeczywistość, którym zależy na …uczniu, jego radości uczenia się. I upomnieli się o naszą książkę ludzie, którzy mają chyba na uwadze czubek własnego nosa, którzy dzielą włos na czworo, którzy chyba nie mają dzieci, wnuków, brak im empatii… Drodzy polscy neurobiolodzy, na co dzień delektuję się neurodydaktycznym koktajlem Pani dr Marzeny Żylińskiej i wychodzi to na zdrowie mnie i moim Uczniom! I to, że w swojej praktyce uprawiacie kulturę błędu nie wpłynie na zahamowanie zmian,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Ika

Jestem nauczycielem z 16.stażem pracy, nauczycielem, który cały czas się uczy. Wiem, jak ważne są formy i metody uczenia. Uczenie, to w końcu praca na żywych organizmach. Do swojej pracy podchodzę krytycznie, zawsze mam na względzie dobro ucznia. Nie podoba mi się, nie cierpię tzw. Tradycyjnej szkoły pełnej testów, szablonów, schematów, kartkówek, sprawozdań i niepotrzebnej papierologii. etc. Męczę się ja i uczniowie. Wydawało mi się, że jestem nowoczesnym i dobrym nauczycielem, WYDAWAŁO MI SIĘ!!! Przewrotem Kopernikańskim w mojej pracy okazały się refleksje, a raczej szok, jakiego doznałam po lekturze Neurodydaktyki. Uzmysłowiłam sobie błędy, które popełniam. Tę książkę przeczytałam parokrotnie, zrobiłam… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Elbro

W opinii Panów Profesorów jedno budzi mój stanowczy sprzeciw, żeby nie powiedzieć – odrazę. Forma. Błędy merytoryczne można wytknąć na konferencji naukowej albo w prasie branżowej, kiedy istnieje możliwość podjęcia polemiki. List wysłany do pani minister, kuratoriów i redakcji „Polityki” to nie merytoryczny spór, ale próba zaszczucia autorki. Wstrętne. Wiem natomiast, że rozpoczęta książką Marzeny Żylińskiej moja przygoda z neurodydaktyką skutkuje tym, że uczniowie wykłócają mi się na lekcji o jakieś anafory czy inne antytezy u Morsztyna, że jak w pierwszej klasie przyjrzymy się szatanowi z „Boskiej Komedii”, to pamiętają go do matury, a „Giaura” Byrona uważają za historię „wciągającą”.… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Joanna

Brawo! Mnie zaskakuje zas reakcji profesorow. Skoro ksiazka pani Zylinskiej bazuje glownie na badaniach niemieckich naukowcow, dlaczego polscy naukowcy z PAN nie zareagowalo duzo wczesnie na rzekome bledy merytoryczne. Pani Zylinska nie prowadzi przeiez wlasnych badan< ksiazki, na ktrych opierala sie pani Zylinska, ukazaly sie na polskim rynku lata temu. Wyglada na to, ze Niemcy sie myla (wielu niemieckich naukowcow bazuje na badaniach amerykanskich), pani Zylinska przpisala bledne informacje ("podala dalej"), na dodatek jezykiem skandalicznym (rowniez za Niemcami). Mam wrazenie ,ze pani Zylinska nie zaprosila do wspolpracy zadnego z panow z PAN i o to rozbija sie cala sprawa…

avatar
Gość
bacznie_obserwujaca

Mam ogromne wrażenie że ma Pani racje,iż tu jest klu,że chluba i szacunek za pozytywne zmiany im nie przypadnie! Bravo

avatar
Gość
AnnLaurie

ELBRO zgadzam się z Tobą w 100%

„Neurodydaktykę” przeczytałam, czytam też inne książki w neurobiologicznych klimatach. Głowa pęka od ilości tej soczystej wiedzy o mózgu. Pani Dr ujęła ją umiejętnie i w sposób przyjazny laikom. Ci co czytali czerpią pomysły, wprowadzają zmiany, robią coś dobrego. Tendencja w Polskiej oświacie jest jednak taka by zniszczyć to co dobre. Więc zasiali ziarno. Pani Dr! Proszę się nie poddawać. Próbują zaistnieć. Autorytet PAN’u zachwiali w momencie odwołania wywiadu w TOK FM. Koniec epizodu. Aktorzy niedomagają.

Pozdrawiam,
Anna Kowalska

avatar
Gość

Czy to jest opinia, czy donos ? „Autorka stara się wytworzyć wrażenie” – pyszne !!! Nie spodziewałem się, że polskie piekiełko dosięgnęło profesorów tak szacownej instytucji. Przez 25 lat uczeni z PAN nie zdobyli się na napisanie opinii o „strategii państwa w rozwoju polskiej edukacji”, o anachronicznym systemie edukacji, który działa „niezgodnie z aktualną wiedzą pedagogiczną, psychologiczną i antropologiczną”. Książka Marzeny Żylińskiej na pewno zawiera błędy lub nieścisłości, jak każda praca, nie tylko naukowa. Szanowni Profesorowie, czy Wasze prace są bezbłędne ? Czy ktoś pisze donosy, przepraszam – opinie, o Waszych badaniach w formie listów do ministrów, instytucji i gazet… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Danuta Adamczewska-Królikowska

Brawo, panie Wiesławie. Celnie!
Wolę taki ferment jaki wzbudziła pozycja Neurodydaktyki niż ten rodzaj fermentu (z bardzo przykrym zapachem) jakim posłużyli się panowie z PAN.

avatar
Gość
Pozorny

„Osoba o elementarnym wykształceniu z neurobiologii” nierozumiejąca tego, że wytrysk dopaminy w mózgu to bodaj najważniejszy mechanizm uruchamiający motywację (małego) człowieka do działania – a zatem również do uczenia się, zdaje się nie mieć świadomości tego, że neurobiologia jest „jedynie” narzędziem, które może pomóc w lepszym zrozumieniu procesów uczenia się i nauczania. To, czy dopamina jest uwalniana, produkowana, wchłaniana lub absorbowana przez nucleus accumbens czy area tegmentalis ventralis, i jaką rolę odgrywają przy tym procesy zachodzące w takim czy innym fragmencie kreso- lub przodomózgowia, to niewątpliwie fascynujące kwestie z punktu widzenia PAN-ÓW pozamykanych w wieżach z kości słoniowej – lub… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Iwona K-M

Gratuluję spostrzegawczości i tempa pracy Szacownemu Gronu Naukowemu. Książka jest na rynku od 2013 roku, a dopiero teraz neurospecjalisci ją zauważają.

Tezy stawiane przez Panią Marzenę Żylińską (podpierane neuronaukami)często wcale nie są nowe, wiele można znaleźć z rozmaitych publikacjach z ubiegłego wieku, z zakresu dydaktyki, psychologii, pedagogiki. Ot, chociażby można sięgnąć po publikację Jerome Bruner’a „Proces kształcenia” wydaną w 1960 roku.

avatar
Gość
M

Wielka burza, jednak moim zdaniem jest to zaproszenie dla polskich naukowców aby bardziej zajęli się popularyzacją neuronauk, zainteresowanie jest ogromne, rzetelnych źródeł niewiele. Popularyzacja nauki wymaga wysokich kompetencji naukowych ale nie tylko, to wielka sztuka – nie wypaczając faktów przedstawiać je zrozumiale dla nie-biologów. Czy osoba popularyzująca zdobycze neuronauk w edukacji powinna być neurobiologiem? Moim zdaniem tak, ale powinna mieć jednocześnie doświadczenie dydaktyczne- szkolne. Samo czerpanie i tłumaczenie dzieł niemieckich- to za mało. Takie połączenie wiedzy i kompetencji wydaje się najlepsze.

avatar
Gość
Ewa B.

Otóż to!
Neurobiolodzy swoją wiedzę trawią i upowszechniają najwyraźniej między sobą, jeśli to dotyczyć by miało całej poslkiej nauki, to biada nam. Po co zazdrośnie strzec i chować przed innymi ważne i ciekawe informacje, które pozwolą człowiekowi-nienaukowcowi zrozumieć działanie umysłu swojego (by lepiej żyć) i innych (by lepiej z nimi żyć)? Dlaczego tak niewiele instytucji naukowych dąży do upowszechniania swoich badań w sposób przystępny dla ogółu, więc siłą rzeczy nieco uproszczony? Bo ogół głupi jest i taki ma pozostać?

avatar
Gość
M

Kłopot jest także w tym, że nie ma dużej konkurencji w tej dziedzinie. Niewiele osób garnie się do roli popularyzatora neurobiologii. Jak to mówiono dawniej’ nie palcie komitetów – zakładajcie własne”. Za krytyką książki i działalności Marzeny Żylińskiej powinno pójść coś jeszcze-oferta edukacyjna polskich naukowców. Znam tylko jedną jeszcze osobę, która zajmuje się w Polsce tą dziedziną i robi to świetnie- dr Marek Kaczmarzyk, a przecież zapotrzebowanie jest dużo większe niż możliwości jednej osoby.

avatar
Gość

Och, popularyzacja wszystkich nauk leży na całego. Od co najmniej kilkudziesięciu lat. Nie wymagajmy aż lokalnej polskiej popularyzacji. Dobrze by było, gdyby znalazł się jakiś popularyzator gdzieś na świecie, a w Polsce tylko tłumacz.
Fizyka, chyba najintensywniej popularyzowana nauka, też stoi dziś jednym Hawkingiem, a po cokolwiek innego to trzeba sięgać o pół wieku wstecz.

Ale ma to swoje uzasadnienie po drugiej stronie: drobne nakłady książek popularnonaukowych leżą na półkach księgarni przez lata, a na książki w stylu „jak być szczęśliwym dzięki odkryciom neurobiologii” albo „jak stawiać tarota” popyt jest stukrotnie większy.

avatar
Gość
majcin

1. Pismo jest sformułowane w bardzo napastliwym tonie, co niestety zamyka drogę dialogu, a wielka szkoda. Cześć dotycząca wydzielania dopaminy czy kortyzolu, należy uznać za zwykłe czepianie się. 2. Postęp w neurobiologi w ostatnich latach jest ogromny, szkoda więc że polscy przedstawiciele tego działu nauki nie podejmują działań mających popularyzować te odkrycia, chociażby poprzez polemikę z tezami Spitzera, Huntera czy Bauera w świetle najnowszych badań. Wszyscy wymienieni autorzy (nie wspominać już Smalla,który w ogóle naukowcem nie jest) nie relacjonują wyników własnych badań, a piszą na podstawie wybranych prac innych naukowców (podobnie jak Vetulani w cytowanych źródłach), stąd ich książki zawierają… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Małgorzata Taraszkiewicz

a ja bym chciała uprzejmie donieść, że współczesna szkoła pracuje na formatach, które nie mają niemal żadnych podstaw naukowych! Nie tylko tych wynikających z neuronauki. List (o którym mowa) przypomina kłótnie dzieci o zajmowane terytorium w piaskownicy… Byłoby zabawne, gdyby nie powaga sytuacji: współczesny styl życia w negatywnej synergii z trybem pracy szkoły ekstremalnie eksploatuje bios człowieka, jego umysł i ciało. Zaledwie co piąte dziecko daje sobie radę w szkole – a wszyscy są zmęczeni, wręcz wyczerpani! Edukacja angażuje niemal 1/3 społeczeństwa (ponad 600 tys nauczycieli, 5 mln uczniów i 9 mln rodziców)- 12 tysięcy godzin nauki przez I-IV etap… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Pozdrawiamy również 🙂

avatar
Gość
Robert Raczyński

„…współczesna szkoła pracuje na formatach, które nie mają niemal żadnych podstaw naukowych!” – Bardzo słuszne spostrzeżenie, choć niewielu specjalistów się z nim zgodzi (za każdą techniką i metodą stoją tysiące naukowych opracowań, będących w większości myśleniem życzeniowym)! Tym bardziej trzeba się starać, żeby nie dać sobie przykleić łatki szarlatana.

avatar
Gość
Robert Raczyński

I znowu nie jestem za bardzo zdziwiony… Co najwyżej tym, że reakcja nastąpiła tak późno. Było pewne, że na neurodydaktykę, jako novum, rzucą się wszyscy, i specjaliści i szamani, i komentatorzy i hejterzy. Nie wnikam w precyzję neurobiologiczną wywodu Marzeny, tego rodzaju prace zawsze będą obarczone dużą dozą spekulacji i niedopowiedzeń (szkoda, że recenzenci nie wykazali się czujnością na odpowiednim etapie), martwi mnie natomiast ogólna mizeria przełożenia sciences na praktykę pedagogiczną. Praca Marzeny jest bodajże jedyną taką próbą od wielu lat, która przedarła się do przestrzeni publicznej; jako taka musi podlegać krytyce i działaniom polemicznym, ale takich merytorycznych i wyważonych… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Marzena

Pani Marzeno, moje pierwsze wrażenie po przeczytaniu tego pisma można opisać mniej więcej tak: teoria Kopernika wzbudzała na początku równie wielkie kontrowersje, bo przecież gołym okiem było widać, że jest inaczej niż on twierdził. Rozwój polega na tym, że nieliczni przekonują wielu i tak jest właśnie w Pani przypadku. Przyczynia się Pani do rozwoju i do wzrostu świadomości wielu osób i za to należą się Pani ogromne podziękowania. Mam nadzieję, że Pani praca przyniesie wkrótce pozytywne rezultaty 🙂 Przykre, że w tak szacownej instytucji jak PAN powstają dokumenty, które mogą zahamować proponowane przez Panią zmiany – i bez tego pisma… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Ewa

Pani Marzeno, gratuluję 🙂 dyskusja w końcu się chyba rozpoczęła 🙂 a wszystko przez ludzki strach przed zmianą i tym co może przyjść potem

avatar
Gość
Karolina Prymas-Jóźwiak

Pani Marzeno, dziękuję po raz kolejny za Pani książkę i to, co Pani robi. Moc jest z Panią! A komuś tam na szacownej górze chyba wylazła z kieszeni małostkowość i żal, że jemu zabrakło odwagi by zrobić przewrót kopernikański w polskiej oświacie. Ale nie każdy ma odwagę być „prorokiem w swoim kraju”. Ta właściwa jest tylko Ludziom wielkiego Formatu. Wśród nich widzę Panią, pani Marzeno (co popieram lekturą Pani publikacji i osobistym kontaktem). Pozdrawiam serdecznie! Ja jestem z Panią całym nauczycielskim i rodzicielskim sercem i MÓZGIEM :). Obiema jego półkulami (z przyległościami), tak dla ścisłości (przepraszam,że nie użyłam fachowych określeń,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Beata

Nie byłam do końca przekonana do lektury, jako osoba niezwiązana stricte z edukacją. Jednak moje odczucia były takie, że w końcu ktoś zaczyna mówić głośno o zmianach, w końcu kolejne pokolenia mają szanse uczyć się efektownie, a my im pozazdrościmy. Bardzo podoba mi się odpowiedź na pismo. Jest merytoryczna, podaje źródła,a autora pisma powinna wpędzić w kompleksy. Zawiść i niezdrowe emocje zawsze będą towarzyszyły w tym kraju ludziom, którzy wybijają się ponad tłum, chcą coś zmienić i maja wiele ciekawego do powiedzenia.

avatar
Gość
Sorge

A ja się zgadzam. Może dlatego, że Pani Żylińska jako germanista zabiera głos w sprawie na której się zna- w sprawie nauczania, ale kompletnie bez przygotowania merytorycznego w sprawie funkcjonowania mózgu. Przestudiowanie artykułów i wysłuchanie wykładów nie zastąpi rzetelnej wiedzy. Powoływanie się na Manfreda Spitzera w sposób wybiórczy- Jak uczy sie mózg pani doktor odpowiada, ale Cyfrowa demencja już nie, świadczy o manipulacyjnym traktowaniu czytelników rodem z GW czy Tok FM. Człowiek wykształcony powinien dogłębnie przestudiować zagadnienie, a nie opierać się na telewizyjnych wystąpieniach popularyzatorskich . Książkę Neurodydaktyka przeczytałam, Kalwata studiuję z pasją i głębokim zaangażowaniem. Po cyklu szkoleń z… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Safira

Pan Marzeno, proszę się nie przejmować polskim zaściankiem i robić swoją świetną robotę! Pozdrawiam serdecznie!

avatar
Gość

Marzeno, dziwi mnie bardzo forma oraz zarzuty, które w ogromie pracy przez Ciebie wykonanej i z punktu widzenia tego co daje „Neurodydaktyka” nauczycielowi-praktykowi, wydają mi się czepianiem się. Jako nauczyciel – praktyk, od 10 lat usiłujący zmienić paradygmat uczenia i nauczania języków obcych w szkołach publicznych oraz akademiach prywatnych (pierwszy dzień zajęć w pewnym LO, idę uśmiechnięta i pełna energii na pierwszą lekcję, spotykam panią od angielskiego – „Czego się Pani tak uśmiecha? Proszę zaraz zmienić ten wyraz twarzy, bo uczniowie Panią zjedzą”) na bardziej przyjazny mózgowi, opierałam się przez jakiś czas na własnej intuicji oraz pionierach typu Montessori. Marzeno,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Marzena, chcę się dołączyć do wyrazów wsparcia. Ja akurat widzę i widziałem wady Twojej książki. Ciało półleżące zajmuje mnie mało i nie wiem o nim niczego. Nie znam się kompletnie i nie będę się wypowiadał również o tych argumentach prof. Mozrzymasa, które wydają mi się sensowne. Skoro bowiem sam twierdzi — jak to się również mnie wydaje — że rozwój neuronauk nie uzasadnia wydawania na podstawie ich ustaleń orzeczeń o tym, co jest, a co nie jest dobrą metodą na edukację i na czym polega dobra lekcja historii, jego kategoryczne stwierdzenia o tym, że wygadujesz szkodliwe bzdury, wydają mi się… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Andrzej

Szanowna Pani Marzeno! Następną Pani książkę o szkole proponuję zacząć od przytoczenia i omówienia tego wyroku-donosu. On właśnie zawiera wszystko co w naszym szkolnictwie (od podstawówki, aż po studia) „najlepsze”: 1. Mylić się, pod grożbą kary śmierci, nie wolno. 2. Każda wypowiedż ma być poprzedzona wieloletnimi specjalistycznymi studiami, prowadzonymi przez najwyższej klasy specjalnych specjalistów. 3. Formułować można jedynie opinie ostateczne. Żadne przypuszczenia, dociekania itp. są niedozwolone (klucz ich zwyczajnie nie uwzględnia). 4. Najsamprzód wypowiada się Profesor. Większość akademików słabo znosi popełnione przez siebie błędy. Mają przecież głosić szczerą prawdę, a tu błąd. Klops. Dlatego błędy merytoryczne to główny zarzut podniesiony… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Danuta Adamczewska-Królikowska

Brawo, panie Andrzeju. Jakże celnie ujął pan objawy, przyczyny reakcji członków tego szacownego gremium z PAN. Ze skamieliny nie wyczytamy niczego poza czasami byłymi. Diagnozę przyczyn przedstawili panowie doskonale, tym bardziej nie należy oczekiwać, że pomogą w prognozowaniu.

avatar
Gość
Andrzej

Dziękuję Pani Danuto! Niestety teraz robi się tylko straszno. Wysłuchałem audycji w TOK FM. Jeden PAN za granicę uchodzi, drugi PAN nagle słabnie. Jest jeszcze jakaś jednogłośnie milcząca część PAN-ów. Wygląda na to, że grono Profesorów daje sobie prawo do zupełnie bezkarnego niszczenia cudzej pracy. A gdy zostają poproszeni o głębsze wyjaśnienia, odwracają dumnie głowy. Z drugiej strony, to pewnie objaw strachu. Ale to jeszcze gorzej, bo z wystraszonym nie ma rozmowy. Będzie sie zaklinał, że to o prawdę chodzi, świętą prawdę. A tak na marginesie, nikt z nich już nie pamięta, że często fałszywe przesłanki prowadzą do prawdziwych i… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Iga

SZanowny Panie, Czy jest Pan nauczycielem? A jeśli tak, to jak reaguje Pan na BŁĘDY popełniane przez uczniów na sprawdzianach? Bo, jeśli jest Pan nauczycielem, to chyba oczekuje Pan od nich zdobycia jakiejś wiedzy i jakoś ją sprawdza? Może błędy jednak nie są tak niewinne.

avatar
Gość
Andrzej

Szanowna Pani Igo, jestem matematykiem i jestem też nauczycielem (akademickim). Moja robota polega na wykrywaniu w swoim rozumowaniu błędów i wyciąganiu z nich wniosków. Tak naprawdę błędne stwierdzenia stanowią ok 90% moich rozważań. Błąd to pierwsza rzecz, o której mówię nowym studentom. Porównuję to do poszukiwania złota: tony ziemi, skał, mułu, które brudzą, ranią i zniechecają. Babrasz się w tym, aby znależć okruch złota. Błąd, to środowisko naturalne w nauce. Jeżeli liczysz, że od razu trawisz na żyłę złota, zmień zawód. Aby wypowiedzieć jakiekolwiek przypuszczenie musisz być odważny, nie możesz bać się błędu. Pokochaj błędy. A potem je krój na… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Mariusz K.

Szanowny Panie Andrzeju, nauczyciele kochają błędy. Dzięki nim mogą pokazać dzieciarni swoją wyższość, ale niestety, nie fascynację tym, czym się zajmują. Najczęściej „kultura błędu” polega na szykanie, a nie na wzmocnieniu motywacji, ot, co.

Wszyscy wymagamy (wdrukowano nam to w podświadomość) zawodowej nauczycielskiej korekty. Bo świadomość (nawet odświeżona mentalnie) chadza swoją drogą, a praktyka belferska i instytucjonalna (wzmacnia indywidualną) – swoją.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Panie Andrzeju, a co Pan w takim razie sądzi o:
1. Podstawie programowej nauczania matematyki;
2. Zawartości szkolnych podręczników;
3. Pomyśle na jednolite zewnętrzne egzaminy certyfikujące wykształcenie;
4. Kompetencjach nauczycieli?
Jestem po pierwsze najszczerzej ciekaw, a po drugie z utęsknieniem wyglądam rzetelnego przeglądu najpierw „imponderabiliów edukacyjnych”, a potem praktyki i wreszcie sformułowania postulatów.

avatar
Gość
Andrzej

Szanowny Panie Pawle, zacznę od deklaracji: radykalnie nie akceptuję współczesnego systemu powszechnej edukacji. W szczególności dotyczy to matematyki, ale nie ze względu na taką czy inna podstawę programową (dobry nauczyciel na dowolnej podstawie „zagra” fajną matematykę). Ze względu na czas. Matematyka jest, w moim mniemaniu, nauką kontemplacyjną. To praktyka zastanawiania się. I czasu na to zastanawianie w obecnym systemie brak. Podzielam poglądy Paula Lockharta przedstawione w „Lamencie matematyka” (https://www.maa.org/external_archive/devlin/LockhartsLament.pdf). Mam w głowie (częściowo zrealizowany) warsztat dla dzieci (od 4 lat do oporu) i ich rodziców (to ważne, bo to tak jak w metodzie Suzukiego nauki gry na instrumentach) z „geometrii… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Panie Andrzeju, proszę mi wybaczyć tego rodzaju deklaracje ogłaszane publicznie, ale Pański komentarz zachwycił mnie i wywołał wręcz poczucie braterstwa. Bardzo Pana proszę o kontakt — p.kasprzak@wp.pl — może uwałoby się nam popracować. Odpowiedź o uczniach, którzy nie nauczą się niczego z ciasteczek Eschera nadaje się na motto i dla mnie jest jedną z zasad, którymi się kieruję, choć ona jest strasznie demode. Proszę zresztą rzucim okiem tu: https://osswiata.pl/kasprzak/2015/03/03/kosmiczny-odlot-czyli-tresc-podstawy-programowej-ksztalcenia-ogolnego/ — tekst jest przyczynkarski, ale pojawia się w nim ten sam przykład. Geometria jest również tym „końcem”, od którego bym chciał zacząć (gdzieś pod poprzednim wpisem Marzeny jest mój komentarz również… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Marzena, na marginesie awantury o Twoją „Neurodydaktykę”. Zajrzyj do tekstu Lockharta, który tu p. Andrzej podrzucił. Moim zdaniem o wiele większy sens miałoby zapraszać na konferencje jego, a nie Spitzera (albo chociaż obu obok siebie). Nie ma raczej wątpliwości, że Lockart pisze w zgodzie z „dydaktyką dopaminową”, a przeciw „kortyzolowej” (i naprawdę nie jest ważne co tu jest neuroprzekaźnikiem, a co hormonem). Co ważniejsze — nie ma również wątpliwości, że „dopaminowa matematyka” Lockharta nie niszczy matematyki bezprzymiotnikowej, a tego już niestety nie da się powiedzieć o każdej „dopaminowej” propozycji.

avatar
Gość

Pani doktor – mam nadzieję, że ta dyskusja w końcu sprawi, że poważnie zacznie się podchodzić do edukacji naszych dzieci. Życzę siły i wytrwałości.

avatar
Gość

Tu jest uzasadnienie wyroku: http://www.kneurobiologii.pan.pl/images/stories/List%20do%20Minister%20Edukacji%20z%20opinia%20o%20ksiazce%20Neuroedukacja.pdf

Tu jest adres kontaktowy do autorów opinii: e-mail: k.lukasiuk@nencki.gov.pl
Zastanawiam się czy powinienem wysłać tam swoją opinię o opinii. A może po prostu powinniśmy zaprosić Autorów do rozmowy ?

avatar
Gość
Robert Raczyński

Panowie wypięli się właśnie na dyskusję radiową, gdzie mieli okazję przedstawić swój punkt widzenia – myślisz, że będą chcieli dyskutować na jakimś forum?

avatar
Gość

Zastanawiam się, czy nie należałoby przesyłać naszych i waszych wypowiedzi do PAN. Może należy potraktować opinię uczonych jako zaproszenie do debaty ?

avatar
Gość
Hanna Rembak

Szanowna Pani Marzeno, pracuję w II STO w Gdansku. Zadziwiona jestem wypowiedziami wielu w Polsce, którzy nie widza lub nie chcą zobaczyć tego , co na prawdę dzieje się w oświacie. Nauczyciele kształceni w poprzedniej epoce, przyzwyczajeni do jedynie słusznych metod nauczania, realizują podręczniki , przymilaja się rodzicom , boją się przedstawić swojego zdania.Nie robią nic więcej niż muszą . Nie widzą ,że współczesne dzieci wchodzace do szkół to inne pokolenie. Jeżeli ktoś patrzy i widzi inaczej jest postrzegany jak zjawisko. Każdy komu chece się coś robić ponad realizację podręcznika to zjawisko. I do tego rodzice, zatroskani, zapracowani, płacacy więc… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Wojtek

Prof. Mozrzymas nie uważa, że jest Pani niebezpieczna, tylko że (dalszy ciąg tego samego cytatu) „…w sposób bardzo wątpliwy podnosi argumenty związane z wydzielaniem neuroprzekaźników”.

Zarzuty PAN nie dotyczą Pani złego wpływu na edukację, tylko nierzetelnego powoływania się na autorytet nauki i przeinaczaniu, lub nadinterpretowaniu wiedzy z dziedziny neurobiologii.

avatar
Gość
Elbro

I dlatego wysyła się tę opinię do ministra, kuratoriów, ośrodków kształcenia nauczycieli i „Polityki”? Żeby rozważyli „argumenty związane z wydzielaniem neuroprzekaźników”? Chyba jednak nie.

avatar
Gość

Panie Wojtku. Takie podejście kojarzy mi się z powiedzeniem: operacja się udała, ale pacjent zmarł. Zarzuty sformułowane w taki sposób mogą zabić „pacjenta”. Czytając wszystkie opinie i komentarze można dojść do takiej hipotezy: – książka Żylińskiej zawiera wiele błędów, ale jest pożyteczna – opinia PAN jest merytorycznie bezbłędna, ale jest szkodliwa Co Pan sądzi o tej hipotezie ? Jest szkodliwa, bo jest niewyważona. Sprawia wrażenie, jakby była napisana przez uczonych, którzy nie są humanistami. Jest szkodliwa, bo godzi w nauczycieli, którzy pod wpływem lektury zaczęli uczyć w sposób przyjazny dla ucznia i produktywnie (patrz: przykłady opisane przez w komentarzach). Jest… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Wojtek

Ja, Panie Wiesławie, uważam, że prawda nigdy nie jest szkodliwa, a fałsz nigdy nie jest dobry. Łyżka dziegźciu fałszywej argumentacji psuje całą beczkę miodu dobrych idei. Dobro można budować wyłącznie na prawdzie.
Mój komentarz nie dotyczył formy opinii, ale treści. Zarzuty nie brzmiały, że „pani Marzena jest niebezpieczna”, jak ona to sformułowała tutaj, ale dotyczyły rzetelności wiedzy, jaką jej książka przedstawia.

avatar
Gość

Panie Wojtku. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Jest bardzo ważna, ponieważ umożliwia spojrzenie na problem z różnych stron, a to daje okazję do dialogu. Bardzo jestem ciekaw jakie jest stanowisko Autorów opinii w spawie dialogu.
Moją odpowiedź przesuwam koniec strony.

avatar
Gość
majcin

Czytając opinię PAN i dyskusję z nią związaną (nie tylko na tym blogu) widzę na przyszłość 2 drogi: 1. Neurodydaktyka w wersji p. Żylińskiej zostanie wspólnym wysiłkiem oczyszczona z wątpliwych treści, na które zwraca uwagę autor opinii i innych (np. rozdział o autyzmie jest dla istoty książki zupełnie niepotrzebny, a zawiera tyle przekłamań i niedomówień, że pozwala powątpiewać nie tylko w kompetencje, ale i w dobrą wolę autorki), odetnie się od mądrości różnych kawiarnianych guru promowanych także na tym blogu i skoncentruje na najważniejszych aspektach, związanych z bezpośrednią pracą dydaktyczną. 2. W obliczu zagrożenia ze strony wspólnego wroga stanie się… Czytaj więcej »

avatar
Gość

A i ja do tych życzeń Majcina z całego serca się dołączam. Zrób z neurodydaktyki prawdziwą naukę!

avatar
Gość

Ja ją czytałem i to całkiem starannie 😉 Pedagogów w ogóle nie widzę i mam tę dyscyplinę w całości za cargo cult science. Ale rzetelności naukowej neurobiologów (nawet prof. Mozrzymasa) niczego specjalnego nie mogę zarzucić. Stąd, jeśli neurodydaktyka ma być nauką, a nie kolejną sektą kultu cargo, to lepiej (życzę to i Tobie i neurodaktyce), żeby trzymała z neurobiologią, a nie z pedagogiką. I by spełniała standardy metodologii i argumentacji przyjęte w naukach ścisłych. Doskonale za to rozumiem wkurzenie neurobiologów (padło akurat na Ciebie i neurodydaktykę, współczuję), że przedrostek „neuro-” stał się modnym, nic nie znaczącym ozdobnikiem, pozwalającym sprzedawać najróżniejsze… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Joanna

Wyglada na to, ze Montessori miala wiecej szczescia, gdyz nie nazwala „swojej pedagogiki” neuro-, wiec jeden problem miala „z glowy”. Biedaczka, jako pionierka, nie miala latwego zycia. Do tej pory niektorzy krytykuja ile sie da! Inni robia niezle pieniadze, a my, zwykli nauczyciele Montessori cieszymy sie, ze nasi uczniowie lubia szkole, chetnie sie ucza, umieja czytac, a czesto pisac w wieku 5 lat, sa tay, ktorzy potrafia dodatwac i odejmowac, a sa tacy ze nawet potrafia mnozyc – a najfajniejsze jest to, ze nauka tych i innych umiejetnosci przychodzi im bez wiekszego wysiku.

avatar
Gość
Agnieszka Pieniążek

Dyskusja o modelu edukacji oparta na najnowszej wiedzy o procesach uczenia się jest niezwykle potrzebna…jak bardzo świadczyć może poziom, jaki reprezentują naukowcy, profesorowie PAN, którym wydaje się, że z racji funkcji i stopnia naukowego mają prawo podważać autorytety innych badaczy mózgu. Współczesna szkoła potrzebuje zmian, chcą jej nauczyciele, rodzice i uczniowie. Pani dr Marzena Żylińska w sposób przyjazny, nie atakując nikogo zwróciła uwagę na problemy współczesnej edukacji… Jest dla mnie autorytetem. Jej książka stała się moją inspiracją w codziennej pracy. Powinni ją przeczytać nauczyciele, rodzice, wszyscy, którym leży na sercu dobro dziecka. Ja i moi uczniowie uwielbiamy koktajle dr Marzeny… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Grzegorz Babicki

Pani Marzeno Proszę się nie przejmować i przyjąć reakcję szanownego PAN-owskiego grona jako sukces. Może zabrzmi to paradoksalnie większy szum wokół neurodydaktyki jest najlepszą reklamą.. zmian w edukacji :):) Przecież zacni Panowie wiedzą wszystko najlepiej i są zaniepokojeni faktem, że ktoś z pasją i charyzmą próbuje wywołać dyskusję i rozkruszyć patologię pruskiej szkoły. Być może Panowie nie zdają sobie sprawy jak powstał system którego są obecnie częścią. Może chcą bronić systemu, który jest stworzony „pod nich” Zapomnieli chyba, że społeczeństwo obywatelskie to nie tylko kąpiąca się we własnym sosie sitwa publikujących we własnym podwórku zacne niecytowane prze nikogo pozycje pseudonaukowe… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Uważam, że my, poruszeni opinią profesorów i oburzeni jej formą oraz sposobem publikacji, moglibyśmy i powinniśmy napisać list otwarty do PAN i rozesłać do wszystkich instytucji wymienionych w owej opinii.
Powinniśmy to zrobić nie w interesie Autorki książki, nie w naszym interesie, lecz w interesie dzieci, w interesie obecnych i przyszłych uczniów.
Kto jest gotów sformułować taki list ?
Kto jest gotów podpisać się pod nim ?

avatar
Gość
Agnieszka Kowalska

– Ja, Panie Wiesławie, jestem gotowa się pod takim listem podpisać – ponieważ jestem mamą trojga dzieci i gdybym nie zetknęła się z książką pani Marzeny „pod choinką”, po doświadczeniach pierwszej dwójki dzieci w szkole (i to nie pierwszej lepszej), byłam gotowa uczyć przynajmniej nasze najmłodsze dziecko w domu. – Ja, ponieważ nasz najstarszy, gimnazjalista, przeżywał jeszcze na początku tego roku tak wielki kryzys będąc przeciążonym i kompletnie zniechęconym do nauki (szkoła była jego wrogiem nr 1), że dopiero po przedyskutowaniu z nim kilku tematów z książki pani Marzeny dostrzegł, że jest ktoś po jego stronie, że go rozumie. Spojrzał… Czytaj więcej »

avatar
Gość
beata

I ja, ponieważ moje dzieci nie chciały jeździć na wakacje, pytając, kiedy mogą już iść znowu do szkoły ( w Niemczech, oczywiście)

avatar
Gość
Lidia

Ja rownież chętnie się podpiszę. Uważam, że krytykować jest niezwykle łatwo, a wziąć się do solidnej roboty by zmienić polską szkołę na lepszą znaczenie trudniej. Dobrze, że pani dr Żylińska włożyła kij w mrowisko, dzięki za jej wspaniałą i niezwykle pożyteczną książkę, oby więcej takich! Powinniśmy wziąć sprawy w swoje ręce i nie dać się otumaniać żyjącymi w swoich głowach profesorom.Szkoła czeka na zmiany, dzieci potrzebują zmian, czas pomóc nauczycielom je wprowadzać.

avatar
Gość
Joanna

Ja sie chetnie podpisze!

avatar
Gość
Bożena Będzińska-Wosik

Ja, panie Wiesławie, dyrektor szkoły, która wdraża zmiany i widzi efekty. I nikt nie zatrzyma starań nauczycieli, którzy budują nową kulturę uczenia się, bo zależy im po prostu na dobru dzieci!

avatar
Gość
Al

Jako osoba znająca hermetyczne środowisko naukowe w zasadzie spodziewałem się podobnej reakcji, choć można było tego uniknąć, choćby właśnie przez to wytykane w liście powołanie recenzenta z zakresu neurobiologii czy choćby kognitywistyki (a w Toruniu są kognitywiści). Chociaż wtedy książka jeszcze długie lata nie ujrzałaby pewnie światła dziennego. Szkoda, że „dyskusja” na temat neurodydaktyki zaczęła się od takiego akcentu, poddanie w wątpliwość wiarygodności autora to najlepszy sposób na zamrożenie tematu na długie lata.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Czytam i czytam, i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie jesteśmy w stanie wyjść w dyskusji poza czystą emocjonalność. Nie jest to zarzut wobec Autorki, bo jej zaangażowanie (także emocjonalne) jest w pełni zrozumiałe. Jeżeli w odbiorze wszelkich prac badawczych, decydującym czynnikiem mają być emocje i wewnętrzne przekonanie o słuszności stawianych tez lub ich potencjalna pożyteczność, to ja się z takiej nauki po prostu „wypisuję”. Mogę z czystym sumieniem kibicować Marzenie w jej działaniach na rzecz zmian w edukacji, dostrzegać poczucie obowiązku, misji oraz wizję łączenia neurologii z edukacją, ale nie godzę się argumenty „obrońców” w stylu „może to… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Joanna

Mam wrazenie, ze naukowcy z PAN w tym przypadku dzialaja na zasadzie (przepraszam): „a dziad wiedzial, nie powiedzial.” Skoro maja wielka wiedze na temat neurobiologii i neurodydaktyki (a maja!), dlaczego nie opublikuja pracy, wzorowym jezykiem polskim, bez porownan, uproszczen, bledow.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Bo u nas można uważać się z naukowca nie publikując…

avatar
Gość
Danuta Adamczewska-Królikowska

Właśnie wysłuchałam pani rozmowy w TokFm – cieszy mnie, że red. Kuba Janiszewski tym razem wypadł lepiej 😉 niż kiedyś, gdy z panią o książce rozmawiał.
Panom z PAN zabrakło odwagi, bo uprzednio zabrakło rozwagi.

avatar
Gość
Joanna

Niestety nie dalam rady posluchac audycji w radio, a ponadto audycja w wersji archiwum-online u mnie nie chce dzialac. Na FB cisza. Umieram z ciekawosci – jak bylo?

avatar
Gość
Aleksandra Burdziej

Sposób argumentacji zawarty w piśmie, styl tej wypowiedzi – absolutnie niegodny poważnej instytucji naukowej. Zarzuty – niezrozumiałe! Przecież dr Marzena Żylińska NIGDZIE nie twierdzi, że jest neurobiologiem, lecz powtarza, że wypowiada się z pozycji metodyka, nauczyciela, dydaktyka etc., i że jedynie CZERPIE wiedzę neurobiologiczną od pewnych autorytetów w tej dziedzinie (mówiąc o konsekwencjach tej wiedzy dla nauczycieli/metodyków/dydaktyków).

A zawarte w piśmie twierdzenie, że współcześnie osiągnięty poziom badań nad mózgiem nie pozwala na wnioskowanie na temat sposobu przyjaznej mózgowi edukacji, jest mocno zaskakujące. Jak to, to nadal (w XXI wieku) nic w tej kwestii nie wiemy?!…

avatar
Gość
Robert Raczyński

„Wiedzieć” to my jeszcze długo nie będziemy. Nie w tym rzecz. Niewiedza jest jednym z podstawowych motorów postępu i robienie z tego zarzutu jest niepoważne. Gorzej jest, jeśli stwarzamy pozory wiedzy. Niestety PAN-owie uznali za stosowne odwrócić się na pięcie i po rzuceniu oskarżeń w formie niedopuszczalnej (gdzie odwołanie się do własnych prac, gdzie choćby artykuł polemiczny?), uznali, że nie będą zniżać się do polemiki z amatorką. Nieeleganckie, jeśli nie żałosne. Dziwne tym bardziej, że np. prof. dr hab. Andrzej Wróbel, wnioskując po dorobku naukowym (zajmuje go głównie postrzeganie wzrokowe – absolutna podstawa badań nad uczeniem się, jest redaktorem Neuroinformatics,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

No dobra — savoir vivre nawalił na całego. Co nie zmienia tego, że obaj rozumiemy powody irytacji neurobiologów, które dadzą się streścić do tego, o czym mówiła Molly Crockett, już tu przywoływana i linkowana. Czy słusznie się irytują Marzeny publikacjami — to osobny problem. Ja przypuszczam — choć rozeznanie mam słabe — że cytowani przez Marzenę niemieccy profesorowie zwyczajnie nie są uważani przez naukowców z PAN. Jeśli istnieją powody, to ja podejrzewam, że je rozumiem. To wszystko nie powinno jednak unieważniać pytań — „Kognitywistyka i Media w Edukacji” to coś, co mnie bardzo interesuje: są szanse na dyskusję, czy ich… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

No niestety, nie sądzę. Rozumiem Marzenę (za chwilę się na mnie obrazi, jeśli już tego nie uczyniła) – ma swoją idee fix, czuje się bardziej popularyzatorką niż neurobiologiem, ale rozumiem także wysuwane (naprawdę w kiepskim stylu) zastrzeżenia. Wygląda na to, że wymiana poglądów będzie się odbywać za pomocą enuncjacji lub ignorowania drugiej strony. Szkoda, bo oczyszczenie atmosfery powinno być celem obu stron, a nie tylko tej wyrwanej „do odpowiedzi”. Prawdą jest, że w Polsce nadal pokutuje model prowadzenia „dyskusji” naukowej ex cathedra. Nie twierdzę, że dziwny przypadek niedyspozycji dra Wróbla musi sprawę zamykać, ale to właśnie po stronie oskarżającego leży… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Kora wzrokowa wróbla — powinieneś napisać 😉

avatar
Gość
Mariusz K.

Szanowni Państwo, mleko się rozlało i bardzo dobrze, że stało się to dzięki profesorom PAN. Rozmowa o roli akademików w Polsce nabierze nareszcie rumieńców. Mam nadzieję, że poruszy środowisko i przypomni mu, po co istnieje. Może warto powiedzieć wprost, że kompromituje Uniwersytet zasada „splendid isolation”. Wielu naukowców zapomina o obowiązku popularyzowania wiedzy dla społecznego dobra. Są wykwintem tego społeczeństwa, a robią wszystko, by nim nie być. W Polsce ma miejsce ciekawy fenomen: tylko nieliczni biorą udział w rzeczywistym dialogu, budują wciąż na nowo ścieżki komunikowania się ze środowiskami nauczycielskimi; zdają sobie sprawę z ważności tego, co robią na niwie popularyzowania… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Zgadzam się z takim spostrzeżeniem. Zmiany są konieczne, już się dzieją. Od lat działające „modele alternatywne edukacji” mają wreszcie szansę na szerszy rozwój. Mogą powstawać też nowe, autorskie rozwiązania edukacyjne.
Od naukowców oczekuję wsparcia i dialogu, a nie wyłącznie reprymendy.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

O, tak… Zaanagażowanie akademików i to, kiedy ono następuje, to naprawdę temat na osobne studia 😉 Dosyć łatwo mi zrozumieć przyczyny reakcji prof. Mozrzymasa (choć frontalny atak na Marzenę i jawna intencja pozbawienia jej wpływu na rzeczywistość, to rzeczy po prostu paskudne), ale niezależnie od wszystkich tych rzeczy… Być może rzetelnie sceptyczny neurobiolog ma prawo powiedzieć, może nawet powinien, że neurobiologia nie jest w stanie uzasadnić słuszności tego lub innego scenariusza lekcji (z tym się bardzo zgadzam, a scenariuszy w ogóle nie znoszę). Ale czy z drugiej strony istnieje jakikolwiek neurobiolog zajmujący się procesami poznawczymi, który by mógł spokojnie spojrzeć… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Mariusz K.

Panie Pawle, mam wrażenie, że środowiska uniwersyteckie okopały się na z góry upatrzonych pozycjach, z tej góry śledzą przeciwnika, a gdy zaistnieje w ich mniemaniu taka potrzeba – otwierają ogień. Przeciwnikiem może być każdy, na pewno ten bez odpowiednich glejtów i poświadczeń o pochodzeniu z prawego łoża. Jako polonista jestem świadkiem wielu znakomitych wystąpień naukowców związanych z nauczaniem przedmiotu. U nas debata ciągle się toczy. Przy czym aktywność poszczególnych środowisk nie jest rozłożona zbyt symetrycznie. Myślę, że w większości akademików pokutuje przekonanie o wyjątkowej ważności pozytywistycznego paradygmatu uprawiania nauk humanistycznych. Nie mam nic przeciwko niemu, ale na niższych poziomach edukacji… Czytaj więcej »

avatar
Gość

@Wojtek napisał: „… prawda nigdy nie jest szkodliwa, a fałsz nigdy nie jest dobry. Łyżka dziegciu fałszywej argumentacji psuje całą beczkę miodu dobrych idei. Dobro można budować wyłącznie na prawdzie. Mój komentarz nie dotyczył formy opinii, ale treści. Zarzuty nie brzmiały, że „pani Marzena jest niebezpieczna”, jak ona to sformułowała tutaj, ale dotyczyły rzetelności wiedzy, jaką jej książka przedstawia.” Oczywiście można mieć takie stanowisko i wydaje się, że właśnie takowe mają Autorzy opinii. Nasuwa się pytanie: czy takie stanowisko uprawnia uczonych do wysyłania swojej opinii do tak wielu instytucji ? Jaki jest cel takiej „propagandy” ? Jakie „wrażenie ma odnieść… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Przeczytałam z uwagą list profesorów, odpowiedź pani Marzeny oraz zamieszczone tu komentarze. Jestem matką dzieci w wieku szkolnym, ale także czynnym zawodowo prawnikiem, mimo że z tytułem „ledwie” magistra. Cała ta sprawa przypomina mi spory występujące także na gruncie prawa. Akademicy drążą, dywagują, zapisują setki stron, teoretyzują (co bywa oczywiście cenne – nie jest moją intencją dyskredytowanie ich pracy), jednak gdy przychodzi do rozwiązania konkretnej sprawy często stają bezradni, gdyż nie zakończyli jeszcze prac nad swoją rewolucyjną koncepcją. Do mnie trafia natomiast żywy człowiek, którego problem musi zostać rozwiązany tu i teraz. To samo – tym razem jako matka –… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Przepraszam, zamieściłam komentarz nie w tym miejscu. Nie stanowi on odpowiedzi na wpis pana Mariańskiego (choć może i ma z nim jakiś związek).

avatar
Gość

Pani wpis jest doskonałym dopełnieniem do moich pytań. Musimy wszystkie nasze świadectwa, opinie, wątpliwości i pytania spisać i wysłać „tam gdzie trzeba”.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Wiesz co, to jest kłopotliwa sytuacja. Stanowisko KN PAN trudno komentować, skoro ono przybrało formę na poły donosu, na poły ataku, którego jedyną intencją jest zamknąć Marzenie usta, zdyskredytować ją i pozbawić wpływu na szkołę. Gdybym je zobaczył jako artykuł, zastanowiłbym się. Ty z pewnością również. Bardzo mocny komentarz napisałeś. Ale może warto na chwilę powściągnąć oburzenie. Komentarzy jest tu sporo. W ogromnej większości pochodzą od ludzi, którzy na rzeczy — na neurobiologii — znają się tak samo słabo, jak Ty i ja. Wszystkie są mocne, a większość mówi, że profesorowie bredzą w niegodny sposób. Cóż, profesorom zdarzają się, jak… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Acha – wygląda na to, że zarzuty KN PAN są zwyczajnie puste. Odpowiedź Marzeny mnie przekonuje. Cytaty oznaczyła prawidłowo, nie ma się jak czepiać, że orzeka o prawdzie tam, gdzie jest to nieudokumentowane. Marzena rzeczywiście pisze z pozycji ew. „konsumenta” dorobku neurobiologów, który powinien być dla nich „naturalnym klientem”, bo chodzi w końcu o praktykę procesów poznawczych w szkole. Marzena ma przede wszystkim rację, kiedy pisze, że opinia o tym, że neurobiologia nie potrafi uzasadnić żadnych tez dotyczących dydaktyki jest wyłącznie oceną Mozrzymasa, a nie faktem. No, kiedy się Marzena różni ocenami z profesorem neurobiologii, to być może są powody,… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Pawle, zgadzam się z Tobą. Szkodliwe, nierzetelne, ignoranckie, byle jakie działanie edukacyjne mogą pojawić wszędzie – w szkołach zwykłych, alternatywnych, demokratycznych, motesoriańskich, … wszelakich. Warto i należy pokazywać je, krytykować, może piętnować, a być może nawet pisać donosy. Profesorowie napisali: „Taki sposób prezentacji osiągnięć młodej i ciągle jeszcze niewystarczająco rozpowszechnionej w naszym Kraju dziedziny neurobiologii, jaki proponuje dr Żylińska w swojej książce i działając jako „reformator” edukacji, uważamy za bardzo szkodliwy.” Koniec i kropka. Na czym ma polegać ta szkodliwość nie dowiemy się. Zatem jest to pomówienie, bezpodstawne oskarżenie i manipulacja. To jest język wojenny, konfrontacyjny, „głos pana”, wyrok –… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

„Przecież działania każdej polskiej szkoły oparte są na nienaukowych, fałszywych założeniach i zasadach. Czy profesorowie o tym nie wiedzą ?”

Masz rację. A ja chyba nie. Być może również w tej kwestii, że brak odpowiedzi byłby nieracjonalny.

avatar
Gość
Magdalena

Forma ataku jest niegodna tak szacownego grona, ale najgorsze jest to, że z pisma Komitetu Naukowego PAN wynika, że ci PANowie książki M. Żylińskiej nie znają. W opinii można znaleźć takie zdanie: „Autorka stara się wytworzyć w czytelniku przekonanie, że aktualna wiedza z tej dziedziny, osiągnęła już taki poziom, że w oparciu o nią można skutecznie kształtować procesy edukacji.” Każdy, kto czytał „Neurodydaktykę” wie, że to nieprawda!!! Żeby się o tym przekonać, wystarczy otworzyć „Neurodydaktykę” na stronie 16 lub 20. M. Żylińska w wielu miejscach postuluje stworzenie szkół ćwiczeń, porównywanie metod, badanie i testowanie. Wciąż pisze o współpracy i o… Czytaj więcej »

avatar
Gość
sPAPA

Dla mnie wystarczyło, że kopię wysłali do Polityki.
Pozdrawiam Pani Marzeno.

avatar
Gość
Robert Raczyński

W całym blogowym zamieszaniu, jak zwykle, gubi się sedno problemu, a takim sednem powinno być rozgraniczenie między: krytyką a nagonką, dyskusją a pamfletem, argumentami a emocjami, uczciwością a lojalnością, statystyką a generalizacją, popularyzacją a spłyceniem, faktem a opinią, autorytetem naukowym a popularyzatorem nauki, nauką a przekonaniami, związkiem przyczynowym a chciejstwem, neurologią a dydaktyką, aktywnością kory wzrokowej szczura a procesem uczenia się człowieka, treścią a opakowaniem i… …można by tak jeszcze długo. Myślę, że rozgraniczenia takie wpłynęłyby na obniżenie temperatury sporu i sprowadzenie go do właściwych proporcji, czyli do różnicy kąta widzenia, spowodowanej różnym miejscem siedzenia. Ciekaw jestem, co tak bardzo… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Jeśli specjaliści z PAN nie przeczytali książki w całości, jeśli podpisali opinię jednomyślnie, jeśli nie podejmują polemiki, to rodzi się przypuszczenie, że za ich listem kryją się jakieś ukryte intencje i cele. Jakie ? Publikujący list otwarty, w jakiejkolwiek sprawie, chcą wesprzeć albo zahamować jakieś działania. Zatem jakie cele przyświecają uczonym z PAN ? Czytam wstęp do Neurodydaktyki, strona 11: „Moją intencją nie jest zaproponowanie nowego, jedynie słusznego modelu, który miałby zastąpić obecny, lecz raczej pokazanie, jak odchodzić od sztywnego, biurokratycznego gorsetu, w jakim tkwią w dziś szkoły, a który utrudnia rozwój potencjału tak uczniów, jak i nauczycieli.” Strona 14… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Agnieszka Pieniążek

Jestem bardzo zaskoczona, że z tak szacownego grona padły pod adresem dr Marzeny Żylińskiej tego typu zarzuty. Nigdy nie sądziłam, że po przeczytaniu Jej książki będzie można wysnuć tak absurdalne wnioski. Odnosi się wrażenie, że profesorowie nie wiedzą o czym ona jest. Zastanawiam się, czy ją w ogóle przeczytali…może skupili się tylko na bibliografii??? Książka nie podważa niczyjego autorytetu, mówi o współpracy, zachęca do badań, postuluje o stworzenie szkół ćwiczeń…Zachęca nas nauczycieli, rodziców do zapoznania się z badaniami nad mózgiem… i wyciągania wniosków jakie z nich płynął…daje wiele do myślenia tym, którzy potrafią nadać znaczenie informacjom tam zawartym. Dziwię się,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Okrężna droga dotarł do mnie link do referatu wygłoszonego przez prof. Mozrzymasa na przyrzeczonej dla nauczycieli konferencji XXI Jesienna Szkołą „Problemy dydaktyki fizyki” w październiku zeszłego roku.
Lektura dokumentu (26 stron a4 czcionka 10, pojedyncza interlinia) rozwiewa podejrzenia, że autor przekartkował „Neurodydaktykę” i czepiał się czego popadnie. Jest to dobrze napisana krytyka, oparta częściowo o merytoryczne argumenty z zakresu neurobiologii, częściowo dotykająca ideologicznych podstaw wizji nowej dydaktyki.
Szkoda, że nie znalazła się ona w nieco skróconej wersji na stronach PAN. Całkowicie zmieniłoby to wydźwięk komunikatu PAN i przeniosło dyskusję na tym blogu na zupełnie inny (wyższy) poziom.

avatar
Gość
Agnieszka Pieniążek

Dyskusja na temat komunikatu PAN toczy się nie tylko na tym blogu…toczy się w Polsce…ostatnio w TOK FM…niestety Profesorowie w ostatniej chwili odmawiają i nie biorą w niej udziału…
Bardzo mi przykro, że nie satysfakcjonuje Pana poziom dyskusji na tym blogu…być może większy poziom prezentują ci co ,, czepiają się”.
Tak dobrze napisana krytyka Neurodydaktyki i nie znalazła się na stronach PAN…??? nawet w wersji skróconej???

avatar
Gość
avatar
Gość
Agnieszka Pieniążek

Odnosiłam się do wypowiedzi Pana Majcina…Dziękuję, za link…

avatar
Gość
Agnieszka Pieniążek

Tak…opinię znam…chodziło mi o ten ważny referat…

avatar
Gość
majcin

zajrzyj na strony KN PAN do działu linki

avatar
Gość
majcin

Dzięki za wyrazy wsparcia.
Ale chyba moderacja już złagodniała, skoro widzę swój poprzedni komentarz.
I czuje odrobinę satysfakcji z faktu, że tekst, który wczoraj wymagał wklejenia linku, dziś jest dostępny dla każdego komu chce się pogrzebać w necie.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Obawiam się, że nie jest to kwestia łagodności. A roboty wyszukiwarek nierychliwe, ale… No, Chińczycy, Panie, jakoś sobie z nimi jeszcze radzą…

avatar
Gość
Magdalena

Panie Majcin, nie wiem jaką wartość merytoryczną niesie przytoczony przez Pana referat Pana Profesora Mozrzymasa. Natomiast wiem jedno, że z ilości znaków oraz typu interlinii wynika tylko jedno, iż Pan profesor napisał dużo tekstu.
Myślę, że wszyscy wypowiadający się na tym blogu czekają na dyskusję merytoryczną z akademikami. Obawiam się jednak, że cele mamy rozbieżne. Na dzień dzisiejszy niestety mamy jedno opublikowane pismo i brak jakiejkolwiek reakcji.
Myślę, że gdyby Pan Profesor Wróbel znał książkę to podjąłby dyskusję w radio.