Oś Świata/Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce

Neurodydaktyka: Od neurobiologii do edukacji

19.03
2015

Niedługo ukażą się w Polsce kolejne pozycje, które polskim czytelnikom przybliżą wnioski płynące z badań nad mózgiem. Wydawnictwo  Dobra Literatura właśnie przygotowuje do druku dwie książki neurobiologa i lekarza, profesora Joachima Bauera „Co z tą szkołą” i „Granica bólu. O źródłach codziennej i globalnej przemocy”.

Profesor Hüther (którego kolejna książka również niedługo pojawi się w naszych księgarniach) mówi, że neurobiolodzy wykonali już swoją pracę i w licznych publikacjach opisali to, co dziś wiadomo o funkcjonowaniu mózgu, teraz czas na pedagogów, twórców materiałów dydaktycznych, metodyków i nauczycieli.

To oczywiście nie oznacza, że o procesach uczenia się wiemy już wszystko. Otwarte pozostaje pytanie, czy ludzki mózg kiedykolwiek będzie w stanie zrozumieć sam siebie. Droga do całkowitego zrozumienia  natury uczenia się i zapamiętywania jest jeszcze niewyobrażalnie długa i nie wiemy, czy kiedykolwiek uda się poznać  wszystkie tajemnice mózgu, a jednak w ciągu ostatnich 25 lat nasza wiedza na ten temat znacznie się powiększyła. Dzięki temu wiemy, co wspiera, a co hamuje naturalne procesy uczenia się. Neurobiologia dostarcza dziś również ciekawych informacji na temat motywacji.

 

System motywacji

Książka  Joachima Bauera „Granica bólu. O źródłach codziennej i globalnej przemocy” poświęcona jest przyczynom powstawania agresji. Autor wyjaśnia, że nikt nie rodzi się psychopatą; to warunki, w jakich wychowywane są dzieci i rodzaj relacji z opiekunami czyni z nich ludzi, którzy są zdolni do najokrutniejszych czynów.  Zmiany w mózgu, które dokonują się na skutek maltretowania dzieci lub ich zaniedbywania (tak, zaniedbywanie i brak opieki czyni w mózgu dziecka podobne spustoszenia, jak stosowana wobec niego agresja!!!) można zaobserwować dzięki metodom neuroobrazowania. Ciało migdałowate tzw. „zimnego” psychopaty wygląda inaczej niż u tzw. „gorącego”  (Schmerzgrenze. Vom Ursprung alltäglicher und globaler Gewalt, Heyne Verlag, 2013 str. 55).

O tym, dlaczego niektórzy ludzie stają się psychopatami, napiszę innym razem. Ten wpis chciałabym poświęcić problemowi motywacji.  Dzięki badaniom  mózgu prowadzonym w ostatnich 25 latach  badaczom udało się zidentyfikować system motywacji, który umiejscowiony jest w śródmózgowiu ( łac. mesencephalon). „Siła tego systemu polega na tym, że jego komórki mogą produkować neuroprzekaźniki, bez których nie możemy się dobrze czuć, i bez których na dłuższą metę nie możemy żyć.” (tamże, str 32). Profesor Bauer wyjaśnia dalej, że te chemiczne substancje uwalniane są tylko wtedy, gdy zachowujemy się w określony sposób. Dzięki biologicznym mechanizmom, które się wtedy uaktywniają, w mózgu zachodzą procesy, których następstwem jest subiektywne poczucie zadowolenia. Odkrycie funkcjonującego w naszym mózgu systemu motywacji pozwoliło na naukowe zbadanie fenomenu popędów. Dzięki stosowanym od mniej więcej 25 lat metodom neuroobrazowania można dziś w bezinwazyjny sposób mierzyć aktywność wybranych struktur mózgowych. Dzięki temu po raz pierwszy udało się zidentyfikować  doświadczenia i rodzaje aktywności, które wywołują aktywność systemu motywacji. Zdaniem profesora Bauera oznacza to ogromny krok na drodze zrozumienia natury tego, co określamy jako naturalne popędy.  (tamże, str. 33).

Nasze mózgi dążą do powtarzania tych doświadczeń, które aktywizują układ nagrody i prowadzą do uwalniania neuroprzekaźników (dopamina, opioidy, oksytocyna), które powodują dobre samopoczucie.  Zebrane doświadczenia pozwalają na ocenę tego, co nas czeka w przyszłości i już samo nastawienie prowadzi do aktywizacji systemu motywacji lub struktur odpowiedzialnych np. za strach lub stres. Gdy uczeń idzie do szkoły lub do kina jego mózg na podstawie dotychczasowych doświadczeń oceniania, czy będzie to przyjemne, czy raczej przykre doznanie i uwalniania określone neuroprzekaźniki.

To, co neurobiolodzy piszą na temat funkcjonowania systemu motywacji, warto odnieść do problemów, z jakimi borykają się dziś szkoły. Informacje zawarte w książkach badaczy mózgu, pozwalają lepiej zrozumieć, dlaczego atmosfera panująca w szkole ma ogromny wpływ na efektywność uczenia się. Wiedza ta wydaje się niezmiernie ważna w kontekście bulwersujących wydarzeń, do jakich dochodzi ostatnio w polskich szkołach i którym poświęciłam kilka ostatnich wpisów na moim blogu.

 

Pisząc o motywacji warto poświęcić kilka słów neuroprzekaźnikowi o nazwie oksytocyna, który umożliwia nawiązywanie trwałych relacji międzyludzkich. Substancję tę określa się również jako hormon przyjaźni. Zdaniem Joachima Bauera, jak również innych neurobiologów (Gerhard Roth, Anna Katharina Braun) system edukacyjny zupełne pomija dziś rolę, jaką odgrywa ten neuroprzekaźnik uwalniany przez system motywacji. Wiele wskazuje na to, że dominującą formą pracy powinna być w szkole praca w grupach. Aby sprawdzić zależność między formami pracy a efektywnością uczenia się, potrzebujemy szkół ćwiczeń, które umożliwiłyby prowadzenie badań pozwalających na porównanie różnych form organizacji szkolnej nauki.

 

O szkoły ćwiczeń i o badania w systemie edukacji najgłośniej dopomina się prof. Manfred Spitzer. W Niemczech od 2004 roku działa Centrum Wymiany Wiedzy z Dziedziny Neuronauk i Edukacji. Niemieckim badaczom mózgu bardzo zależy, by wiedza na temat mechanizmów uczenia się jak najszybciej dotarła do szkół. Dlatego organizują konferencje dla nauczycieli, wydają materiały na płytach DVD, nawiązują współpracę ze szkołami. Od kilku lat w Niemczech rozwija się inicjatywa Budząca się Szkoła, której inicjatorami są dyrektorka szkoły Margret Rasfeld, dziekan na Uniwerytecie Viadrina Stephan Breidenbach i neurobiolog Gerlad Hüther. Za naszą zachodnią granicą trwa intensywne poszukiwanie nowego, bardziej przyjaznego mózgowi, systemu edukacji; pojawiają się nowe koncepcje pedagogiczne. Chciałabym, żebyśmy w Polsce nie pozostali w tyle. Dlatego bardzo cieszy, że jeszcze w tym roku ukażą się po polsku kolejne książki, których autorami są badacze mózgu. Mam również nadzieję, że w przełamywaniu niechęci niektórych środowisk do zmian, pomóc mogą konferencje, na które od trzech lat zapraszam niemieckich badaczy mózgu. Jesienią 2013 roku  gościł w Polsce prof. Manfred Spitzer, w zeszłym roku prof. Gerald Hüther, a w tym do Polski przyjedzie prof. Joachim Bauer. Wszyscy trzej to autorzy ważnych książek. Każdy z wymienionych badaczy powtarza, że do pełnego zrozumienia natury mechanizmów uczenia się droga jeszcze daleka, ale to, co już wiemy, wyjaśnia, dlaczego obecny system edukacyjny nie może być efektywny i dlaczego uczniowie właśnie w szkole tracą chęć do uczenia się. Mamy dwie możliwości. Możemy czekać, aż o mózgu będziemy wiedzieć wszystko, a to może nigdy nie nastąpić (można nawet powiedzieć, że na pewno nigdy nie nastąpi, bo nauka wciąż będzie się rozwijać), albo możemy wykorzystać tę wiedzę, którą już dysponujemy i w oparciu o nią szukać nowych, bardziej przyjaznych uczniom modeli edukacyjnych. Jednak trzeba pamiętać, że dzieci nie mają czasu!

Jak pokazują ostatnie wpisy, w wielu polskich szkołach dzieje się dziś źle. Liczą się wyniki, testy, rankingi, a straciliśmy z oczu dobro uczniów. Niedługo ruszy w Polsce inicjatywa „Budząca się Szkoła”. Jest to ruch oddolnych zmian w edukacji, do którego będą mogły przystąpić wszystkie chętne szkoły. Jako inicjatorzy będziemy zapraszać na konferencje osoby zajmujące się badaniami mózgu. Jak już pisałam w tym roku naszym gościem będzie prof. Joachim Bauer. Celem projektu Budząca się Szkoła jest powrót do myślenia o szkole przez pryzmat potrzeb uczniów.

Neurodydaktyka z natury rzeczy ma charakter interdyscyplinarny. Ja sama od wielu lat zajmuję się metodyką i tworzę materiały dydaktyczne. To oznacza, że sama nie prowadzę badań nad mózgiem, ale czytam książki i artykuły, których autorami są badacze mózgu, biorę udział w konferencjach poświęconych neuronaukom. Mam też okazję wyjaśniania trudnych kwestii w czasie spotkań z niemieckimi badaczami mózgu. W ten sposób poznaję komórkowe i molekularne mechanizmy uczenia się i zapamiętywania. Wnioski płynące z neuronauk staram się przenosić na grunt metodyki i dydaktyki. Moim polem badawczym jest szkolna klasa. Od wielu lat testuję w szkołach materiały, które tworzyłam i tworzę w oparciu o tezy formułowane przez badaczy mózgu.

Neuronauki wymagają współpracy ludzi wywodzących się z różnych dziedzin. Neurobiolodzy opisują, jak np. działa system motywacji, wyjaśniają, że emocje są markerami pamięci, wyjaśniają zależność między głębokością przetwarzania informacji a ich zapamietywaniem. Ale w ich publikacjach nie znajdziemy wskazówek dotyczących prowadzenia konkretnych lekcji. Opierając się na ich wnioskach, dalsze badania muszą prowadzić pedagodzy, metodycy i nauczyciele. Ich polem badawczym są szkolne klasy. Efektywność materiałów stworzonych w oparciu o wnioski płynące z badań nad mózgiem, musi zostać sprawdzona w praktyce. Tylko w ten sposób można formułować falsyfikowalne tezy i szukać nowych, lepszych rozwiązań.

Od neuronauk do szkolnej klasy – subiektywne kalendarium

 

Połowa lat 80-tych – Pojawia się termin „neurodydaktyka”. Jego autorem jest niemiecki dydaktyk matematyki Gerhard Preis, który zadaje pytanie, czy system edukacyjny jest kompatybilny z naturalnym sposobem funkcjonowania mózgu. Swoje pytanie Gerhard Preis skieruje do badaczy mózgu.

 

1997 – W Niemczech nakładem wydawnictwa Vandenhoeck & Ruprecht ukazuje się książka profesora neurobiologii Geralda Hüthera „Biologie der Angst” (pol.„Biologia strachu”), w której autor wyjaśnia, czym dla mózgu jest stres i jaki jest jego wpływ na efektywność uczenia się.

2001 – W Niemczech w tym samym wydawnictwie ukazuje się książka „Bedienungsanleitung für ein menschliches Gehirn” (pol. „Instrukcja obsługi ludzkiego mózgu”), której autorem jest Gerlad Hüther.

 

2002 – W tym roku w Niemczech ukazuje się książka Manfreda Spitzera „Lernen: Gehirnforschung und die Schule des Lebens” (pol. Jak uczy się mózg), Spektrum Akademischer Verlag, Heidelberg, w której autor zbiera wnioski płynące z neuronauk i formułuje krytyczne opinie pod adres systemu edukacji. Książka prof. Spitzera jest pierwszą próbą przeniesienia wniosków dotyczących procesów uczenia się na grunt edukacji.

2002 – W Niemczech ukazuje się kolejna książka Manfreda Spitzera „Musik im Kopf” (pol. „Muzyka w głowie”)  poświęcona wpływowi muzyki na ludzki mózg. To niebywałe kompendium liczące niemal 500 stron napisane zostało przez lekarza i badacza mózgu, który całe życie zajmuje się również muzyką. Po lekturze książki czytelnik jest przekonany, że każde dziecko powinno uczyć się w szkole gry na wybranym instrumencie.

 

2004 – W Ulm powstaje Centrum Wymiany Wiedzy z Dziedziny Neuronauk i Edukacji (niem. Transferzentrum für Neurowissenschaften und Lernen ZNL), którego szefem zostaje prof. Manfred Spitzer. Celem ZNL jest pośredniczenie między osobami prowadzącymi badania mózgu i zajmującymi się procesami uczenia sie i zapamiętywania a środowiskiem związanym z edukacją. Neurobiologom zależy, by z badaniami mózgu jak najszybciej mogli zapoznać się nauczyciele.

2005 – W Niemczech nakładem wydawnictwa Hoffmann und Campe ukazuje się książka Joachima Bauera „Warum ich fühle, was du fühlst”, wyjaśniająca sposób funkcjonowania neuronów lustrzanych .

2005 – W Wielkiej Brytanii ukazuje się książka „The Learning Brain. Lessons for Education”, której autorkami są Sarah-Jayne Blakemore i Uta Frith. Książka oferuje ciekawy przegląd badań nad mózgiem.

2006 – W Niemczech ukazuje się książka „Neurodidaktik”, wydana pod redakcją Ulricha Herrmanna, ówczesnego kierownika katedry pedagogiki na uniwersytecie w Ulm. Jest to praca zbiorowa. Wśród niemieckich i szwajcarskich autorów jest wielu badaczy mózgu (Joachim Bauer, Anna Katharina Braun, Hans J. Markowitsch, Gerhard Roth, Norbert Sachser, Elsbeth Stern, Gerald Hüther), psychologów poznawczych (Matthias Brand, Verena Engel, Florian Hutzler, Arthur M. Jacobs, Sabina Pauen, Maja Storch), a także filozof i kilka osób zajmujących się edukacją. Autorem tekstu wprowadzającego „Neurodydaktyka – nowe drogi nauczania i uczenia się” jest pedagog Ulrich Herrmann. Jego zdaniem wnioski płynące z neuronauk stanowią okazję do rozwoju nauk pedagogicznych i systemów oświatowych, ale żeby tak się stało, pedagodzy muszą otworzyć się na nowe dyscypliny i podjąć współpracę z neurobiologami, psychologami i lekarzami. Jeden z podrozdziałów tekstu Ulricha Herrmanna nosi tytuł „Co wiemy o uczącym się mózgu, a czego jeszcze nie wiemy?” Autor zebrał w nim informacje pochodzące z tekstów neurobiologów.

Autorzy tekstów zawartych w tomie „Neurodydaktyka” twierdzą, że na temat mechanizmów sterujących procesami uczenia się wiemy już na tyle dużo, by rozumieć, dlaczego obecny system edukacyjny jest nieefektywny i formułują postulaty pod adresem nauczycieli i autorów materiałów dydaktycznych.

2007 – Kurt W. Fischer z Uniwersytetu Harwarda, jeden z pionierów połączenia biologii, kognitywistyki i edukacji zakłada pismo „Mind, Brain and Education. Jego celem jest głęboka zmiana podejścia do nauczania.

2007 – W Polsce, pięć lat po niemieckiej premierze, nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN ukazuje się książka Manfreda Spitzera „Jak uczy się mózg” (niem. „Lernen: Gehirnforschung und die Schule des Lebens”).

 

2007 – W Niemczech ukazuje się książka Joachima Bauera „Lob der Schule” (Hoffmann und Campe Verlag), która rozpoczyna całą serię publikacji dotyczących edukacji, której autorami są badacze mózgu. Autor przekonuje, jak ważną dla całego społeczeństwa instytucją jest szkoła i wyjaśnia, dlaczego powinniśmy jak najszybciej zmienić sposób funkcjonowania obecnego modelu edukacyjnego. Bauer patrzy na system edukacji oczyma profesora medycyny i dostrzega w nim zagrożenia, które dla wielu osób związanych z edukacją wydają się czymś oczywistym. Książka Joachima Bauera jest obecnie tłumaczona na język polski i powinna ukazać się jeszcze w 2015 roku nakładem Wydawnictwa Dobra Literatura. Polski tytuł: „Co z tą szkołą”.

 

2007 – w Berlinie zaczyna się edukacyjny eksperyment pod nazwą „Budząca się Szkoła”, którego inicjatorami są Margret Rasfeld, Stephan Breidenbach i neurobiolog Gerald Hüther. Dyrektorka berlińskiego gimnazjum w swojej szkole odchodzi od tradycyjnej kultury edukacyjnej, od 45-minutowych lekcji w tradycyjnych zespołach klasowych i od oceniania. Każdego dnia w czasie dwóch pierwszych lekcji uczniowie sami decydują, czego będą się uczyć i z kim będą pracować, potem uczą się metodą projektu. Zadaniem nauczycieli nie jest już przekazywanie wiedzy, bo szkoła ma być miejscem, w którym uczniowie sami decydują o tym, w jaki sposób będą się uczyć. Zamiast klas powstają edukatoria, a do tego pojawiają się dwa nowe przedmioty: odpowiedzialność i wyzwania. Obecnie w samych tylko Niemczech jest ponad 200 szkół należących do tego projektu, a do tego wiele szkół w Szwajcarii i Austrii. Budząca się Szkoła ruszy w Polsce w kwietniu 2015 roku.

 

2008 – W Polsce ukazuje sie książka Joachima Bauera „Empatia. Co potrafią lustrzane neurony“ (niem. „Warum ich fühle, was du fühlst”), Wydawnictwo Naukowe PWN

 

2008 – W Polsce nakładem Wydawnictwa Uniwerytetu Jagiellońskiego ukazuje się przekład książki „Jak uczy się mózg” (ang.„The Learning Brain. Lessons for Education”), której autorkami są Sarah-Jayne Blakemore i Uta Frith.

2008 – W USA ukazuje się książka „iBrain. Surviving the Technological Alteration of the Modern Mind” (Harper Collins Publishers New York), której autorami są amerykańscy psychologowie Gary Small i Gigi Vorgan.

2011 – W Niemczech ukazuje się książka profesora neurobiologii Geralda Hüthera „Was wir sind und was wir sein könnten“ (S. Fischer Verlag), w której autor wyjaśnia, jak niewłaściwe warunki wychowania pozbawiają dzieci możliwości wykorzystania własnego potencjału. W podtytule do książki autor napisał, że ma to być neurobiologiczna zachęta do zmiany. Książka ukaże się niedługo w języku polskim nakładem wydawnictwa Dobra Literatura. Polski tytuł „Kim jesteśmy, a kim moglibyśmy być”.

 

2011 – „Bildung braucht Persönlichkeit” (Klett-Cotta Verlag) to kolejna publikacja neurobiologa Gerharda Rotha, który pisze o edukacji, a jej adresatami są osoby zajmujące się edukacją i wychowaniem. Autor wyjątkowo dużo miejsca poświęca roli neuroprzekaźników w procesach uczenia i się i zapamiętywania i wyjaśnia, jakie warunki muszą zostać spełnione, aby mózg mógł się efektywnie uczyć. Innym ważnym dla Rotha zagadnieniem jest funkcjonowanie pamięci, w tym również pamięci operacyjnej.

 

2012 – W Niemczech ukazuje się kolejna książka Geralda Hüthera i Uli Hausera „Jedes Kind ist hoch begabt” (Knaus Verlag), w której autorzy wyjaśniają, jak źle dzisiejsza szkoła definiuje talenty dzieci i jak wiele przez to tracą zarówno one same jak i całe społeczeństwa. Autorzy postulują zmiany w systemie edukacji, które pozwolą na pełne wykorzystanie potencjału każdego dziecka, niezależnie od rodzaju posiadanych talentów.

2013 – Nakładem Wydawnictwa Dobra Literatura w Polsce ukazuje się książka Manfreda Spitzera „Cyfrowa demencja”, w której autor ostrzega przed skutkami zbyt szybkiego i zbyt intensywnego kontaktu dzieci z cyfrowym światem.

2013 – Nakładem Wydawnictwa Naukowego UMK ukazuje się książka „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”, której autorką jest Marzena Żylińska. Celem publikacji było zebranie wniosków płynących z badań nad mózgiem i przybliżenie polskim czytelnikom tez i postulatów formułowanych przez badaczy mózgu pod adresem pedagogów, nauczycieli i twórców materiałów dydaktycznych, a także wywołanie dyskusji na tematyk kondycji obecnego systemu edukacji.

2014 – Dobra Literatura wydaje książkę Geralda Hüthera i Uli Hausera „Wszystkie dzieci są zdolne” (niem. „Jedes Kind ist hoch begabt”).

2014 – W kinach można obejrzeć film Erwina Wagenhofera „Alfabet”, który w krytycznym świetle pokazuje obecny system edukacyjny. Jego celem stały się testy, punkty i rankingi, a dobro uczniów przestało być punktem odniesienia. Reżyser dobitnie pokazuje, jakie koszty ponoszą uczniowie w obecnym, testocentrycznym modelu edukacji.

W tym roku ukażą się w Polsce kolejne książki Joachima Bauera i Geralda Hüthera.

 

To tylko krótki i subiektywny wybór publikacji i wydarzeń mających interdyscyplinarny charakter  i łączących neuronauki z edukacją. Poniższa lista pokazuje, że badacze mózgu, lekarze i psychologowie od wielu już lat wchodzą na teren edukacji i zapraszają pedagogów, nauczycieli i twórców materiałów edukacyjnych do rewizji stosowanych dotychczas metod. Od tego, czy druga strona otworzy się na współpracę zależy, czy najnowsza wiedza o funkcjonowaniu mózgu znajdzie zastosowanie w naszych szkołach. Manfred Spitzer mówi, że „Mózg ucznia to miejsce pracy nauczyciela”,  a zdaniem Johna Mediny wiedza o funkcjonowaniu mózgu powinna być dla nauczycieli ty, czym dla lekarzy jest znajomość anatomii. Gerald Hüther w swoim wykładzie wygłoszonym w zeszłym roku w Warszawie powiedział, że badacze mózgu powiedzieli już dość dużo, teraz kolej na pedagogów.

Wszystkie zawarte w tym tekście informacje (oprócz informacji o najnowszych książkach) można znaleźć w mojej książce „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi” (Toruń, Wydawnictwo Naukowe UMK 2013).

 

 

 

148
Dodaj komentarz

13 Comment threads
135 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
20 Comment authors
avataravataravataravataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość
EKO

„…teraz czas na pedagogów, twórców materiałów dydaktycznych, metodyków i nauczycieli.” Myślę, że nawet jest to czas najwyższy!!! …by każdy nauczyciel skupił się na zdobyciu nowej wiedzy i umiejętności: specjalistycznych (przedmiotowych), dydaktyczno – metodycznych, psycho-społecznych pozwalających mu przejść drogę od „nauczania do uczenia się uczniów”. Bo proces nauczania a proces uczenia się to dwa różne procesy. Dotychczasowa wiedza i doświadczenie nauczycieli z powodzeniem pozwala im organizować proces nauczania, który zachodzi najczęściej w klasie szkolnej. Jednakże proces uczenia się to inne środowisko pracy, a mianowicie głównie mózg ucznia. Jeśli wiedza nauczyciela na temat tego jak ten mózg pracuje, co mu ułatwia przyswajanie… Czytaj więcej »

avatar
Gość
RenataStraub-Pieczykolan

Jak dobrze, że takie perełki są przypominane – mózg uczy się dużo efektywniej w grupie. Wszyscy tego doświadczyliśmy. Siła grupy (grupek w czasie pracy na lekcji), jeśli jest wzmacniania i ukierunkowana na pracę w pozytywnej, życzliwej, atmosferze przez uważnego dorosłego, może przynieść tylko korzyści. Nie trzeba wtedy stosować specjalnych oddziaływań motywacyjnych, „chęć” pojawia się wtedy najczęściej sama.

avatar
Gość
Robert Raczyński

„[…]mózg uczy się dużo efektywniej w grupie.” – Gdybyż to było takie proste. Nie obserwuję takiej prawidłowości. Jedne działania tego typu są efektywne, inne nie. Oczywiście, zawsze mogę założyć, ze te drugie zaprojektowałem nieprawidłowo. Nie wykluczając tej możliwości, biorę pod uwagę, że treść jednych ćwiczeń mogła być dla kogoś bardziej atrakcyjna niż innych, że nie wszyscy kierują się instynktem stadnym, albo ze ktoś bardziej przenikliwy zauważył, że „ugrupienie” było jedynie zabiegiem formalnym, a zadanie dawało się szybciej i efektywniej wykonać w pojedynkę. Nie znam też żadnej techniki, która, będąc nawet „wzmacniana i ukierunkowana pozytywnie i życzliwie”, z automatu produkuje motywację…… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Ciekawe, jak Małgosia poradzi sobie, kiedy pójdzie do pracy i będzie miała kolegę lub koleżankę, której „serdecznie nie znosi”.Zaryzykuje zwolnienie, czy potraktuje sprawę zadaniowo – nie musimy się lubić (wystarczy, że się znosimy 🙂 i wykonajmy wspólnie zadanie, dzięki czemu będziemy mogli pracować w jednej firmie.
Pamiętajmy do czego wychowujemy młodzież 🙂

avatar
Gość
Robert Raczyński

Zestawia pani ze sobą rzeczy nijak nie przystające. Połowa wpisów na tej platformie dotyczy sposobów unikania „motywacji zewnętrznej” (co o tym sądzę, w tej chwili nieważne), jako tej „mniej wartościowej”, budującej stres i poczucie opresji. Dzieciak w szkole, teoretycznie, nie powinien podlegać korporacyjnemu przymusowi. Porównywanie motywów osoby przymuszającej się do różnych zachowań z obawy przed zwolnieniem, nie jest więc dobrą analogią, niezależnie od tak zwanych realiów. Po prostu, dzieciak w szkole takiej presji nie czuje, a przynajmniej, w mniemaniu rosnącej większości, odczuwać nie powinien. No i właśnie, do czego wychowujemy młodzież? Do oportunizmu i konformizmu? Do udawania, że rzeczy bez… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Marta Mrozik

Panie Robercie, serdecznie polecam książkę SOR Jarka Szulskiego. Na temat tych strasznych gimnazjalistów i ich motywacji. Naprawdę. 🙂

avatar
Gość
Robert Raczyński

Ależ kto mówi, że gimnazjaliści są straszni :)? Straszne bywają wyobrażenia dorosłych o ich świecie, realiach, o których często nie mamy pojęcia i projekcje edukacyjnych „szamanów” zawsze wiedzących lepiej, co dla nich dobre.

avatar
Gość
Marta Mrozik

Ale SORa polecam bardzo i tak, jeśli Pan jeszcze nie czytał 🙂

avatar
Gość

Też nie obserwuję tej prawidłowości, zdecydowanie przeciwnie. Choć tu, oczywiście, nie można abstrahować od tego, czego ten mózg się uczy. Zapewne polowania z nagonką na mamuty nie sposób nauczyć się w pojedynkę. Jeśli jednak idzie o uczenie się współczesnej wiedzy, to gwarantuję, że zarówno ja, jak i wiele innych osób, które w samotności ślęczało nad książkami i w pojedynkę rozwiązywało problemy, ma dużo lepiej opanowaną zarówno umiejętność rozwiązywania równań różniczkowych, jak i znajomość mechaniki kwantowej, niż ci, którzy do kolokwiów uczyli się w dziesięcioosobowych grupach. Podobnie zagwarantuję, idę o zakład, że u każdego dziecka, które dostanę na indywidualne lekcje, szybciej… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Marta Mrozik

Być może piszę coś, co już ktoś dalej napisał (ale nie jestem w stanie przeczytać wszystkich postów – 127! 🙂 W każdym razie ja mam poczucie, że zajęcia z nauczycielem, z którym się dyskutuje, razem rozwiązuje problem, trochę „boksuje” intelektualnie, to jest to rodzaj pracy w grupie. Ja znowu o sobie, bo to znam najlepiej 😉 Nie umiem uczyć się w grupie, „uczyć” w sensie „wkuwać” – zawsze wolałam powkuwać sama, a spotkać się ze znajomymi na powtórki, rozwiązywanie problemów, itp. Lubię pracować w zespole, bo każdy coś wnosi. Nawet, jeśli jest wkładanie kija w mrowisko – bardzo cenne. Pomysły… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Ach tak! Oczywiście, że dyskusja jeden na jeden z nauczycielem to „praca w grupie”! Od ORE dowiedzieliśmy się jakiś czas temu, że gra w szachy to też praca w grupie.

Pewnie, jeśli „praca w grupie” to jedyny możliwy sposób dobrego kształcenia (a takie założenie obowiązuje w dzisiejszej pedagogice) to prosta arystotelejska logika modus tollens mówi nam, że ponieważ szachy i dyskusja 1:1 są kształcące, to tym samym muszą być „pracą w grupie”. Czytanie książki to też jest praca grupowa…

avatar
Gość
majcin

Może gdzieś są inne definicje grupy i wkrótce dowiemy się, że picie do lustra jest również pewna formą działalności grupowej.
A tak poważnie, w psychologii przeważa pogląd, że z grupą mamy do czynienia, gdy jakaś osoba wpływa na relacje pomiędzy dwojgiem innych, czyli absolutnym minimum aby powstała grupa są 3 osoby.
Przekładając to absolutne minimum do warunków edukacji, aby mówić o pracy w grupie niezbędny jest przynajmniej nauczyciel i dwoje uczniów (albo uczeń i dwoje nauczycieli). Nauczyciel z uczniem mogą stworzyć kilka innych tworów socjologicznych i psychologicznych, ale grupy w żadnym razie.

avatar
Gość
majcin

Nie ma żadnego dowodu, że mózg efektywniej uczy się w grupie. W ogóle w pedagogice jest bardzo mało dowodów na cokolwiek. Faktem jest natomiast, że polska szkoła, mimo że dzieci nauczane są grupowo, nie uczy pracy w grupie i tej umiejętności bardzo często brakuje absolwentom. Prowadzę zajęcia psychoedukacyjne z klasami szkolnymi, zwykle klasa dzielona jest na małe grupy. W odróżnieniu od rozwiązywania zadań na lekcji koncentruję się na funkcjonowaniu grupy, przezywaniem ról grupowych i towarzyszącym im emocjom. Na prawdę bywa rożnie. Czasami praca jest bardzo efektywna, a dzieci zadowolone, czasami mimo dobrych efektów dzieciom praca w grupie się nie podoba,… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Witam serdecznie, Głęboko wierzę, że neuronauki mogą dużo dać edukacji, jednak podobnie jak Paul Howard-Jones uważam, że jeszcze długa droga przed nami. Brakuje np. prawdziwego wspólnego języka pomiędzy neuronaukowcami a nauczycielami, bo jedni i drudzy operują różnymi naukowymi językami. Dla osoby, która nie ma solidnej wiedzy z neurobiologii, psychologii poznawczej itd odkrycia na polu neuronauki są po prostu niezrozumiałe i skomplikowane. Potrzeba dobrych ‚tłumaczy’. I potrzeba przede wszystkim czasu, bo wiemy wiele, ale trzeba to wszystko jeszcze złożyć w całość, żeby zobaczyć szerszy obraz. Jednego się boję. Tego, że szkolnictwo jest tak głodne neuronauk, że na ślepo przyjmuje wszystko, co… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Marzena

Jestem przekonana, że proponowane przez Panią zmiany mają sens. Pytanie tylko co zrobić z całą rzeszą dorosłych (rodziców i nauczycieli), którzy mają ugruntowane przekonania na temat obecnego sposobu uczenia dzieci? Jest mnóstwo ludzi, którzy wierzą w dyscyplinowanie, kary i nagrody. Oraz np. w to, że nauczyciel ma zawsze rację.. Ile czasu musi upłynąć, abyśmy zrozumieli, że nie tędy droga?

avatar
Gość
majcin

Bardzo jestem ciekaw tej książki o motywacji, a w szczególności: 1. Czy wyniki badań prowadzonych metodą niezobrazowania zmieniły naszą wiedzę o motywacji, czy tylko ugruntowały to co wiedzieliśmy wcześniej dzięki wiedzy potocznej intuicji i starszym badaniom? 2. Czy znaleziono jakieś znaczące różnice indywidualne w niefunkcjonowaniu badanych mechanizmów, czy próbowano ustalić w jaki stopniu są one wrodzone, a w jakim stopniu można je modyfikować. 3. Większość wiedzy szkolnej bardzo daleka jest od tego do czego stworzony jest ludzki mózg. W toku ewolucji nie było mechanizmów preferujących umiejętność czytania, pisania, liczenia, itp. Ciekawe jest na ile mechanizm nagrody i pokrewne dadzą się… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

4. Na motywację próbowano wpływać farmakologicznie od zawsze. Na szczęście (ja nie jestem najlepszego zdania o „wiedzących lepiej”, którzy mieliby o tej różnie ukierunkowanej motywacji decydować), organizm postawił tu barierę krew-mózg, która stoi na straży integralności osobowości.
5. Te kwestie jakoś zawsze wielbicielom socjotechniki umykają…

avatar
Gość

Znów zanosi na długą dyskusję, pełną dygresji i pochylania się nad niuansami. Dyskusję w wąskim gronie. No właśnie: ile dyskusji, a ile działania ? Jakie powinny być zdrowe proporcje ? Post Marzeny odczytuję nie jako zaproszenie do kolejnych lektur, analiz i dyskusji, lecz jako nawoływanie do roboty. Nie można wymyślać nowych sposobów uczenia, nowej szkoły tylko w głowach lub na papierze. Trzeba działać, próbować, eksperymentować, wdrażać, błądzić, poprawiać. Trzeba to robić śmiało, odważnie, rozważnie, uważnie, ostrożnie. Sytuacja jest paradoksalna. Eksperci wymyślili i ciągle wymyślają nowe „narzędzia edukacyjne” (nie tylko neurodydaktycy), ale nikt po nie sięga. Leżą i rdzewieją. Brakuje transmisji… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Wiesław, a pisanie podręcznika jest gadaniem, czy robotą? Prowadzenie zajęć, które dzieci ciekawią i niosą zrozumienie świata jest dygresyjnym filozofowaniem (owszem, bywa, lubię, kiedy dzieci filozofują), czy może robotą? W reklamie i promocji rzeczywiście skuteczna jest tutaj wyłącznie Marzena, za co zreztą należy się jej chwała.

avatar
Gość
majcin

Nie jest prawdą, że nowe „Narzędzia edukacyjne” leżą i się kurzą. Są wprowadzana, może zbyt wolno, a może jednak we właściwym tempie. To normalne, że narzędzia najpierw są wprowadzane przez nielicznych, testowana, sprawdzana, a te , które się sprawdza w praktyce są wprowadzana na szeroka skalę. Wiele pomysłów, teoretycznie genialnych, niesionych entuzjazmem ich twórców, w praktyce okazywało się bezużyteczne*. Natomiast pomysły dobre bardzo szybko znajdują naśladowców i niedługo staja się modelem dominującym. Tak było z reformą nauczania w klasach I-III w latach 90-tych. Jeszcze w czasie studiów obserwowałem wprowadzanie programów autorskich przez p. Śliwerską, co mnie i moim kolegom wydawało… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

O! Dzięki za uwagę o Korczaku…

avatar
Gość
Robert Raczyński

„Trzeba działać, próbować, eksperymentować, wdrażać, błądzić, poprawiać.” – Wiesław, przecież, z tego, co wiem, wszystkie strony tej „długiej dyskusji, pełnej dygresji i pochylania się nad niuansami” właśnie to robią :). Tobie marzy się taki „odekspercki” pas transmisyjny skierowany wprost do manufaktury, w której zgodny zespół rzemieślników, przy taśmie montażowej uczniowskich ławek, używałby „odważnie, rozważnie, uważnie, ostrożnie” „narzędzi edukacyjnych”, będących wynikiem takich dyskusji. Otóż, tak właśnie dzieje się cały czas! Nauczyciel ma w skupieniu i posłuszeństwie czekać, aż spłynie na niego łaska ducha metodyków, dydaktyków, urzędników i innych „ekspertów”. To właśnie kultura nauczycieli, którzy sami prochu nie wymyślą, jest tym, co… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak
avatar
Gość

Nie przesadzałbym z entuzjazmem, jaki bije z tytułu tego artykułu. Finlandia nie wyrzuca uczenia przedmiotowego na rzecz uczenia przez zagadnienia, a jedynie prowadza to jako dodatek: „Finnnish schools are obliged to introduce a period of “phenomenon-based teaching” at least once a year. These projects can last several weeks.” Tytuł jest tu mniej więcej tak samo prawdziwy, jak to, że „polskie gimnazja uczą metodą projektową”. Jak znam życie, to z tego fińskiego pomysłu wyjdzie mniej to samo, co z projektów gimnazjalnych w Polsce. Kilka tygodni wdrażania nowinek, a potem trzeba będzie nadgonić program, żeby dobrze wypaść w testach i PISA. Póki… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Też się nie entuzjazmuję. Ale przewiduję, że fiński wzór podziała skuteczniej niż cała perswazja, którą tu prowadzimy. Ja rozumiem, że Finom chodzi właśnie o zmianę curriculum. A jeśli tak, to na horyzoncie mają zmianę naprawdę radykalną — bo to oznacza wywalenie wszystkiego na śmietnik i budowanie od nowa. Gdyby to ktoś chciał zrobić rzeczywiście, ja bym się wcale nie dziwił, że chce to robić stopniowo. To uchodzi za wyraz rozsądku — który jest mi co prawda obcy, ale się zdążyłem przyzwyczaić, że to wstyd nie być rozsądnym 😉 A wrzuciłem to Wiesławowi na przykład, że myślenie o programie niekoniecznie jest… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Nie wiedziałem, że tak łatwo mogę się wypromować ;). Rzeczywiście, podejście nie jest chyba nowością dla większości językowców, co więcej wiele podręczników do angielskiego do niego się odwołuje. Niestety, wydaje mi się, że stosowane ideologicznie, może skutkować powierzchownością. To, co sprawdza się w nauce języka, rzadko daje się przenieść na inne przedmioty. Polecam niektóre komentarze pod artykułem, pozwalam sobie zacytować kilka zamiast pisać własny: „”This means the pupils combine the learning of English with geography.” Because in a normal English class, they’d never do anything like learn weather or place names… No wait, they do that ANYWAY, because that’s how… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Mogłem napisać w jednym komentarzy, ale się zgapiłem więc dodaję. Rozdźwięk miedzy teoretykami, a nauczycielami często wynika z tego, że najtrudniejsze dla nauczycieli są nie problemy dydaktyczne, a wychowawcze. Niektórzy wprawdzie twierdzą, że źródłem problemów wychowawczych w szkole są niewłaściwe środki dydaktyczne stosowane przez nauczycieli. Możliwe, że po części tak bywa, ale istota problemów wychowawczych leży gdzie indziej: 1. W cechach dziedzicznych -temperament jest cechą w bardzo dużym stopniu dziedziczną (badania J. Kagana), trudno znaleźć metodą dobrą dla dzieci o bardzo różnych temperamentach. W pewnym stopniu dziedziczna jest też skłonność do agresji. 2. Szkołę praktycznie pozbawiono możliwości stosowania sankcji pozwalających… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Dyskutowałbym, ale się nie znam dobrze na zagadnieniach, o których mówisz, więc popełniłbym ten grzech, który tak tu Marzenę irytuje, zwłaszcza u Ksawerego. Chcę raczej dopytać… Wyjaśnię może jednak, skąd bierze się przekonanie, że źródłem problemów wychowawczych są niewłaściwe środki dydaktyczne — bo to jest również moje przekonanie z dokładnością do rozumienia środków dydaktycznych. Mi mianowicie chodzi o treść — środki takie jak sprzęt komputerowy z jednej strony, czy metoda dramy z drugiej (obie rzeczy sam wykorzystuję) są wtórne w stosunku do tego, czego dotyczy „lekcja”. Jeśli jej temat jest dla dzieci nudny — a przeraźliwie nudna jest ogromna większość… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

1. Bo są dwie bez ich rozwiązania proces dydaktyczny będzie niemożliwy do przeprowadzania lub przynajmniej mało efektywny. 2. Dziecko nie ma wrodzonych norm zachowania, aby je poznać testuje granice. Jeśli jakieś zachowanie budzi akceptację innych jest utrwalane, gdy powoduje brak akceptacji lub sankcje jest wygaszane, prze świetniejszych pedagogów stosowanie tej metody nazywane jest tresurą i wyklęte, za to bez umiaru stosują ją, nieobeznani z współczesnymi trendami wychowawczymi, rówieśnicy. 3. Nigdy nie będzie tak, że temat zajęć będzie najważniejszą rzeczą dla wszystkich uczniów, aby większość mogła się czegoś nauczyć, niezainteresowana mniejszość musi przynajmniej zachowywać się neutralnie, nie na przykład robić z… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Znam dobrze temat uczniów rozwalających „lekcję” i nie pamiętam, żebym się kiedykolwiek zdecydował ich „wygaszać”. Zawsze pozwalam im wyjść i zająć się czymś innym. Czasem nie pozwalam im hałasować 😉 Uciszam, fakt. Nie wygaszam. No, ale ja nie pracuję w szkole.

avatar
Gość
majcin

Owszem. Nie pracujesz w szkole. Dlatego możesz pozwolić uczniom niezainteresowanym wyjść. Dla nauczyciela w szkole jest to nieosiągalny luksus (choćby dlatego, że nauczyciel odpowiada za bezpieczeństwo uczniów). Ponadto w niektórych przypadkach możliwość wyjścia z lekcji będzie nagrodą za „rozwalanie lekcji”. Jeśli na lekcji normą będzie: -nie przeszkadzam innym, w szczególności nie zachowuję się agresywnie w stosunku do kolegów i nauczyciela -nie chodzę po klasie o ile nie jest to związane z przebiegiem lekcji -zachowuję się cicho To nauczyciel będzie miał pełne pole do popisu wymyślając formę lekcji. Dodam jeszcze, że dobrze by było, aby nauczyciel miał umiejętności i możliwości czasowe,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Nie rozumiem, dlaczego definicją szkoły staje się najwyraźniej to, że w niej nie wolno pozwolić niezainteresowanym zrealizować swego braku zainteresowania. Niespecjalnie wierzę w zainteresowanie grupy i obecność mniejszości „wichrzycieli”, którzy wszystko rozwalają. Czym zainteresowana jest większość? Treścią programu? No, może — ja w nim nie widzę niczego interesującego. Zacząć by trzeba jednak od zajrzenia do podręcznika — choćby po to, by dobrze wiedzieć, w imię czego szarpiemy się z dzieciakami: metodą behawioralną, czy jakąkolwiek inną.

avatar
Gość
majcin

@Paweł Kacprzak 18.18

To by wymagał w szkole przewrotu większego niż jakiekolwiek zmiany programowe. Należałby rozdzielić funkcję opiekuńczą i dydaktyczną szkoły, czyli instytucjonalnie zapewnić opiekę uczniom, którzy nie chcą uczestniczyć w lekcjach.
I czekać.
Być może osiągnięty by został efekt Neilla i po pewnym czasie wszyscy uczniowie byliby by w klasach, a nauczyciele, którzy nie umieją przyciągnąć uczniów straciliby pracę.
Niestety jest możliwy również efekt Tołstoja -całkowity chaos, samowola uczniów, częsta rotacja i brak realnej pracy nauczycieli.

avatar
Gość

„Niespecjalnie wierzę w zainteresowanie grupy i obecność mniejszości „wichrzycieli”, którzy wszystko rozwalają.” A ja wierzę i obserwowałem to nawet w dwuosobowych grupach, cóż dopiero większych. Mimo całego mojego zaangażowania w ciekawe opowiadanie o ciekawym temacie, ten najmniej zainteresowany skutecznie niszczył zalążki zainteresowania, jakie już zdążyły się pojawić u tego/tych bardziej zainteresowanych. Oczywiście, w szkole niemal nikt nie jest zainteresowany tematem lekcji. Tak naprawdę, to całkiem nikt, bo ci, którzy uważani są za zainteresowanych tylko to udają ze społecznego konformizmu. Ale nawet przy (nieskromnie powiem) potrafiącym ciekawie mówić nauczycielu i ciekawym temacie, nie mającym niczego wspólnego z podręcznikiem i podstawą programową,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Powtarzam — zjawisko znam. Apeluję jednak, by najpierw zajrzeć do podręczników, a potem spróbować uwierzyć w istnienie tych uczniów, którzy z zainteresowaniem uczestniczą w szkolnych lekcjach. Też separuję niezainteresowanych — w najlepszej, wcale nietrudno osiągalnej sytuacji, proponując im inne zajęcie. Charakterystyczne są te wyjasnienia: „możliwość wyjścia z lekcji będzie nagrodą za ‚rozwalanie lekcji’”. „Wichrzyciel” uzyskujący pozwolenie odejścia zostaje nagrodzony przywilejem nieuczestniczenia w zajęciach… Naprawdę? A po co te zajęcia w takim razie? Czy my przypadkiem nie udajemy przed dziećmi, że to, o czym im opowiadamy jest ważne i ciekawe? Jak to jest, skoro dla wszystkich jest jasne, że usankcjonowane wagary… Czytaj więcej »

avatar
Gość

„uwierzyć w istnienie tych uczniów, którzy z zainteresowaniem uczestniczą w szkolnych lekcjach” Tu masz pełną rację — w to się nie da uwierzyć. Przynajmniej we mnie nie ma dość wiary w mrzonki i wishful thinking. Ja bym został na dłużej przy „możliwość wyjścia z lekcji będzie nagrodą za ‚rozwalanie lekcji’” To, po pierwsze, każe postawić pytanie o prawomocność przymusu szkolnego i wizję szkoły jako więzienia, czy też paralelę z Auschwitz. Buntowników i innych niepokornych przecież nie można nagradzać przedterminowym zwolnieniem! Po drugie, to cały czas funkcjonuje w primitywnym (nie obrażajmy Skinnera) behawioryzmie i myśleniu o edukacji w kategoriach kary i… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Nie wiem, co sądzi na ten temat @majcin… Dla mnie, szkoła zmaga się z wychowaniem, bo… nie zmaga się kto inny. Pytanie, czy musi, jest przewrotne i oczywiście, w ujęciu liberalnym może być prowokacyjne, ale dla mnie problem wynika nie tyle z opresyjnej przymusowości (którą łatwo uchylić jedną ustawą), ile z pogwałcenia pewnego rodzaju, zupełnie podstawowej, umowy społecznej, kultury współżycia – OK, może nie jestem tu z własnej woli, może nie wszystko mi odpowiada (spory procent sytuacji życiowych), ale to jeszcze nie znaczy, że mam utrudniać życie wszystkim innym. Jasne, że możemy dyskutować o stopniu opresji, który da się jeszcze… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

„Szkołę pozbawiono „instrumentów” z obawy o sytuacje rodem z 2 SP w Legnicy.” Szkołę pozbawiono instrumentów wcześniej, w czasach gdy sytuacje takie jak w Legnicy budziły oburzenie co najwyżej garstki bojowników o prawa dziecka, którym udało się dostać do kręgów decyzyjnych. A ponieważ gaszenie pożaru na raty nie jest dobrym rozwiązaniem, było to wtedy (początek lat 90) rozwiązanie jak najbardziej słuszne. Ale obecnie , gdy wahadło przechyliło się w drugą stronę można zacząć dyskusję możliwości i zakresie ich stosowania. Inną sprawą jest pokutujące jeszcze przekonanie, wychowanych na Neilu i Shonebecku, dorastających w epoce wiary w „szczęśliwego dzikusa”, że istnieją jakieś… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Marzena, ten mój zgubiony komentarz jest tu wyżej w okolicach dyskusji z Ksawerym o wodzie. Ponieważ na serwerze grasuje jakiś wirus, czy inne licho, które miesza kolejność komentarzy, boję się wklejać linków… Nauka liczenia rzeczywiście szkodzi. Pogadaj z Mirosławem Dąbrowskim, który próbuje sprzedać szkołom chociaż „rachunki z ludzką twarzą”, skoro nie wolno rachunków wywalić, ograniczyć, albo chociaż odłożyć na później. Ale przyjrzyj się też praktyce wypracowanej przez szkoły Montessori. Czepiałbym się tam różnych rzeczy, bo taką mam naturę, że się czepiam — ale to jest bardzo starannie przemyślana rzecz. Każdy drobiazg, każda z zabawek, z których te szkoły słyną, ma… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Dziękuję za szybką odpowiedź. Rozumiem, że mam czekać na powstanie strony internetowej na temat projektu? Jestem z Krakowa i u nas, niestety, niewiele się dzieje, jeżeli chodzi o nowoczesne podejście do edukacji. Pozdrawiam serdecznie.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Marzena, obiecana kontynuacja o liczeniu, a więc próba odpowiedzi na pytanie o szkodliwość nauki liczenia oraz na kilka drobnych pytań, które się pojawiły w międzyczasie w związku z wodą i obliczeniami. Oraz pytania większe, które się wiążą z awanturą o donos komitetu PAN. Wybacz, proszę – uprzedzałem poprzednio, że krótko odpowiedzieć się nie da. Generalnie uważam, chyba dokładnie jak Ty i tak samo jak Ksawery, że liczenie (w zasadzie każde, więc nie tylko w zbiorze liczb naturalnych, ale również np. zespolonych) jest narzędziową umiejętnością. Nie ma w nim niczego ciekawego. Konsekwencje tego faktu są już jednak pod pewnymi względami nieoczywiste.… Czytaj więcej »

avatar
Gość
EwkaK

„Wracając zaś do samego pojęcia ułamków” — to jest według mnie kluczowe zdanie. Szczególnie w kontekście kłótni z profesorami z PAN.

Rzeczywiście nie jest istotne, które neuroprzekaźniki i gdzie się uwalniają. Nie ma powodu, by koniecznie z użyciem precyzyjnego języka trzeba było identyfikować te rzeczy nauczycielom. To prawda. Ale jaki jest w takim razie sens odwoływania się do ustaleń neurobiologii?

Którykowiek z neuroprzekaźników się uwalnia i gdziekowiek się uwalnia, ważne jest, byśmy umieli „wrócić do pojęcia ułamków” i rozważyć je należycie.

Prawda?

avatar
Gość
Robert Raczyński

„Ale jaki jest w takim razie sens odwoływania się do ustaleń neurobiologii?” – Czy nam się to podoba, czy nie, magia słów decyduje o powodzeniu tej, czy innej idei. Ludzie coraz częściej kupują opakowania, a nie produkty. Po co więc przejmować się zgodnością etykiety z zawartością?
Jak wynika z debaty, która się nie odbyła, sygnatariusze wiadomego donosu uznali, że w ogóle wystarczy sprzedać pudełko z etykietą, ale bez zawartości. I Taki jest właśnie nasz dyskurs edukacyjny – z jednej strony popowy entuzjazm podszyty obawą o niedostateczne zrozumienie (bo się ktoś szczegółowym wywodem znudzić może), z drugiej, budowanie autorytetu przez arogancję.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Dokładnie to chciałem powiedzieć, Pani Ewo, żebyśmy umieli wrócić do „pojęcia ułamków”, czy co tam dokładnie jest przedmiotem naszych „lekcji”. Nie jestem szczególnym fanem neurodydaktyki, ale o tyle rozumiem Marzenę i jej przygody, że sam również usiłowałem bezskutecznie wedrzeć się na obszar zarezerwowany dla wtajemniczonych swoim opracowaniem wyników PISA. To przedsięwzięcie, jak również „akcja” w sprawie przymusu szkolnego i jego zgodności z Konstytucją, było nastawione na debatę. Z powodów „marketingowych” w sprawie PISA spróbowałem jakiś skandalik wywołać, a w sprawie Konstytucji usiłowałem wyraźnie od skandali się dystansować. Efekt w jednym i drugim przypadku był jednak żałośliwie żaden. Marzenie się udało.… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Neurobiologia jest i nową i starą dziedziną. Do tej pory jej odkrycia wykorzystywane były w neurologii i psychiatrii, psychoterapii. Większość z komentujących na tym blogu pewnie zna kultową książkę: ” Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” Oliviera Saksa. Czyta się ją z zapartym tchem. Ostatnio na odkrycia neurologii powołuje się coaching i wykorzystuje je do kształtowania nowych nawyków ludzi dorosłych. Moim zdaniem najwyższy czas, aby nauczyciele także poznali je do zmiany procesu nauczania. Ja studiowałam psychologię, w trakcie studiów można się dowiedzieć bardzo dużo na temat budowy i funkcjonowania mózgu w połączeniu z procesami poznawczymi i procesami uczenia. Jeśli… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Nauczycielom brakuje elementarnej wiedzy biologicznej, a przede wszystkim psychologicznej. Nie rozumiem, dlaczego się ich tak oszczędza w tej kwestii. Jeżeli ktoś nie jest w stanie przebrnąć przez elementarny wykład z fizjologii mózgu i psychologicznych podstaw nauczania, jakie ma prawo, by wymagać od uczniów zaangażowania i znajomości jego własnego przedmiotu?

avatar
Gość
majcin

Jest to oczywiste, że nauczycielom brakuje przygotowania psychologicznego. W tej sytuacji nie jestem pewien, czy bombardowanie ich wiedzą z neurobiologii ma sens. Z tego, że coaching powołuje się na odkrycia neurobiologii, nie wynika, że tak na prawdę stosuje je w praktyce, podejrzewam jakieś połączenie kultów cargo z chwytem marketingowym. Inna sprawą jest to, czy odkrycia neurobiologii naprawdę tak istotnie zmieniają podejście do edukacji. Piszę o realnych odkryciach, a nie chciejstwie komentatorów. Ostatnio sięgnąłem po książkę J. Bauera „Empatia. Co potrafią lustrzane neurony”, aby sprawdzić co odkrywczego do edukacji wniosło ich odkrycie. W odpowiednim rozdziale znalazłem następujące tezy: 1. Uczenie odbywa… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Chodziło mi właśnie o kompetencje rozróżniania między „kultem cargo”, a wiedzą o człowieku. Obecnie z tą wiedzą jest beznadziejnie, z czego wynika bardzo naiwny hurraoptymizm w stosunku do różnych „cudownych” rozwiązań…
Jestem absolutnie przekonany, że w oświacie liczą się nie realia, ale coś, co ma być „hot”. Nauczyciel powinien być w stanie odróżniać rewelacje szarlatanów (najczęściej znane od dziesięcioleci, lecz postmodernistycznie przemianowane), od rzeczy przydatnych. Ponadto, schodząc z wyżyn neurologii, nauczycielom brakuje umiejętności radzenia sobie ze stresem, agresją i trudnymi relacjami międzyludzkimi, czyli zjawiskami zdecydowanie makroskopowymi.

avatar
Gość
AgaKs

@Robert zgadzam się z Tobą, że nauczycielom brakuje ważnych, podstawowych umiejętności. Jeśli równocześnie te braki zetkniemy z lękiem przed zmianą w szkole, której nieuchronność czujemy wszyscy wytwarza się klimat pełen napięcia utrudniającego w szkolnej codzienności racjonalne działania. Wdrażam procesy nowego systemu doskonalenia nauczycieli i zastanawiam się często jak przygotować do zmiany szkołę, dyrektora, radę pedagogiczną, nauczyciela, rodzica. Uczeń, zdaje się, jest najbardziej gotowy i wciąż – zadziwiająco cierpliwie – czeka …. A wszędzie tam, gdzie tę zmianę próbujemy wdrażać jest stroną najbardziej zaangażowaną i gotową .. Jak budować system zmiany myślenia i działania nauczyciela, żeby doprowadzić do nowego rozumienia ‘miejsca… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Stawiasz pytania ważne, ale, wybacz, nieco naiwnie. Odpowiedzi ani rozwiązań nie dostarczy żadne szkolenie ani „system zmiany myślenia i działania”. Takie wymagania należy stawiać przy zatrudnianiu nauczyciela, a nie meblować mu głowę post factum. Możesz liczyć jedynie na dobrą wolę, bo przecież nie istnieją żadne mechanizmy motywacyjne, które nie byłyby śmieszne. Nauczyciel nie zacznie pożądać zmian, jeżeli jedynym, co zyska będzie więcej pracy i papierów do wypełnienia. Zauważ, że problem jest nieco podobny do wymagań stawianych przed uczniem – chcesz się dostać do mózgu, ale prostej drogi nie ma. Wbrew pozorom, przepis na właściwy „koktajl” nie istnieje…

avatar
Gość
ewa

jako nie naukowiec mam tylko jedną obawę, to jest sposób nauczania którym kierować mogą ludzie światli i odważni! a zobaczmy na nauczycieli . To jak z porównania o cateringu (K.Robins)- czy lepiej jeść w fast foodzie gdzie mamy normy na wszystko i standard i podać może byle kto…. czy w restauracji gdzie nie ma norm a kucharz jest idiotą i nie zna się na gotowaniu. co zjeść?co nam wyjdzie na lepsze??