Oś Świata/Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce

Nowe technologie w nauczaniu języków obcych

22.02
2014

Nowe technologie w nauczaniu języków obcych: Uczniowie jako pasywni odbiorcy czy aktywni twórcy?

W ostatnim czasie miałam kilka wykładów w ramach spotkań z nauczycielami zorganizowanych przez Wydawnictwa Macmillan i Hueber. Wczoraj wzięłam udział w bardzo ciekawej konferencji „Lepsza Edukacja” organizowanej we Wrześni. Jej inicjatorem jest Dariusz Andrzejewski, nauczyciel propagujący mądre wykorzystanie nowych technologii w edukacji.

Wydawnictwa Macmillan i Hueber zajmują się dydaktyką języków obcych, organizatorów konferencji we Wrześni interesują głównie nowe technologie, a jednak oba wydarzenia mają z sobą wiele wspólnego.

Zacznijmy od języków obcych, z którymi mamy dziś ogromny problem. Pokazują to badania, np. European Survey on Language Competences, z którego wynika, że bardzo duża grupa uczniów kończących gimnazjum nie umie prawie nic. Z językiem angielskim jest bardzo źle, a z niemieckim jeszcze gorzej (dokładne dane można znaleźć w starszych postach). Nie dostrzegając problemu, nie możemy go rozwiązać, dlatego z jednej strony próbuję wyjaśniać, co dziś  – w dobrej wierze – robimy źle, a z drugiej pokazuję, jak można uczyć inaczej. W tym celu pokazują przykłady zadań uwzględniających postulaty badaczy mózgu. Ich wspólną cechą jest to, że aktywizują uczniów i czynią z nich aktywnych uczestników procesu uczenia się. Doskonale nadają się do tego nowe technologie. Uczniowie zamiast zaznaczać w zeszytach ćwiczeń poprawne odpowiedzi, łączyć elementy lub wpisywać w luki słówka, stają się aktywnymi twórcami zadań. Praca z tradycyjnymi zadaniami z zeszytów ćwiczeń wymaga jedynie bardzo płytkiego przetwarzania informacji, a to nie pozostawia trwałych śladów w strukturach pamięci. Rozwiązywanie setek receptywnych i reproduktywnych zadań nie prowadzi do opanowania nowego języka, bo mówienie wymaga głębokiego przetwarzania i zadań uwzględniających jego złożoność.

Uczniowie jako twórcy materiałów dydaktycznych

Stworzenie zadania receptywnego lub reproduktywnego wymaga od jego autora czasu,  dużego nakładu pracy i głębokiego przetwarzania, a jego rozwiązanie polegające na postawieniu krzyżyka, trwa krótką chwilkę i charakteryzuje się płytkim przetwarzaniem. Neurobiolodzy podkreślają, że skutkiem nauki jest zmiana struktury mózgu. Aby to się mogło stać, neurony muszą wykonać odpowiednią pracę. Rozumiejąc ten mechanizm, wiemy, że to uczniowie, a nie twórcy zadań czy nauczyciele, powinni być stroną aktywną. Efektywna nauka możliwa jest tylko wtedy, gdy mózg uczącej się jednostki wykona określoną pracę i samodzielnie rozwiąże problemy, które wychodzą poza granicę tego, co uczeń już umie.

 

Na seminariach metodycznych w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych studenci uczą się, jak to robić. Najpierw sami wchodzą w rolę uczniów i tworzą materiały edukacyjne nowej generacji, a następnie przenoszą te metody do szkół, w których odbywają praktyki.

Jedną z metod ćwiczenia gramatyki jest tworzenie przez uczniów materiałów dydaktycznych, np. zdjęć lub filmów, do których opisu należy użyć nowych struktur.

Pokazują to następujące przykłady:

1)      Film zrobiony przez amerykańskich nauczycieli języka niemieckiego. (German Two-Way Prepositions  https://www.youtube.com/watch?v=XY9J8C2eKJg )

2)      Film zrobiony przez studentów NKJO w Toruniu. (Grammatik anders – Dativ und Akkusativ  https://www.youtube.com/watch?v=MQBON8HAHt4) Tu do tworzenia sytuacji wymagających zastosowania Dativu lub Akkusativu „wykorzystany” został kot J

3)      Film zrobiony przez studentów NKJO w Toruniu. (Grammatik anders – przyimek „in” https://www.youtube.com/watch?v=Uq-coypdwXM)

Wpisując „Grammatik anders“ w portalu youtube można znaleźć również inne filmy toruńskich studentów. Oczywiście trzeba pamiętać, że autorami tych materiałów powinni być uczniowie. Ja udostępniłam filmy przygotowane przez nauczycieli i studentów z uwagi na to, że publikowanie materiałów, których autorami są uczniowie wymaga pisemnej zgody wszystkich rodziców.

Zaletą zaprezentowanej formy pracy jest możliwość ćwiczenia nowych struktur gramatycznych w określonych kontekstach sytuacyjnych. Stosując tradycyjne metody ćwiczenia gramatyki, często można zauważyć, że uczniowie wiedzą, jak tworzy się np. czas simple past i prawidłowo uzupełniają luki w zadaniach, ale gdy piszą opowiadanie, nie wiedzą, jakiego czasu powinni użyć w danej sytuacji. Robiąc zdjęcia lub kręcąc film muszą sami tworzyć odpowiedni kontekst i łączyć go z odpowiednią strukturą. W ten sposób grupa przygotowująca matariał ćwiczeniowy dla koleżanek i kolegów z klasy, ćwiczy gramatykę już na etapie wymyślania zadania. Inną zaletą takiej formy pracy jest odejście od dominacji czystego kanału werbalnego. Samodzielnie tworząc sytuacje, uczniowie uczą się nie tylko poprzez słowa, wyjaśnienia i definicje, ale całym sobą i wszystkimi zmysłami. Stawianie miseczki w różne miejsca pozwala lepiej zapamiętać regułę, która mówi, że Akkusativ łączy się w języku niemieckim z ruchem i zmianą miejsca. Wiedza poznawana wszystkimi zmysłami, łącząca się z konkretnymi sytuacjami i własnymi aktywnościami, przetwarzana jest w mózgu w zupełnie inny sposób, niż ta oparta jedynie na słowach.

 

Nowe technologie a tradycyjna metodyka

Tu wracamy do debaty, która odbyła się podczas konferencji we Wrześni. Mówiąc o zastosowaniu nowych technologii w nauczaniu warto postawić sobie pytanie, czy mogą one zmienić szkołę.

Odpowiedź brzmi: Mogą, ale tylko wtedy, gdy zrozumiemy, że samo ich zastosowanie nie jest jeszcze żadną innowacją. Z pomocą komputerów i internetu można robić również ultrakonserwatywne lekcje. Jeśli uczniowie mają dalej zaznaczać właściwą odpowiedź i wstawiać w luki brakujące słowa, to zastosowanie do tej aktywności tabletu nie czyni tej pracy z punktu widzenia funkcjonowania mózgu bardziej sensowną.

Wykorzystanie potencjału nowych technologii wymaga odejścia od metod podawczych i tzw. szkoły transmisyjnej. Uczniów nie powinniśmy traktować jako biernych słuchaczy, ale jako aktywnych twórców. Nowe technologie w starych metodycznych butach nie wnoszą do nauczania niczego nowego. Wykorzystanie ich potencjału wymaga stworzenia nowej metodyki, która umożliwi rozwój uczniowskiej autonomii i nie będzie oparta na drobiazgowym planowaniu lekcji przez nauczyciela. Największą siłą Webquestów, zadań wymagających szukania informacji w internecie jest to, że uczniowie samodzielnie wyszukują informacje, rozwiązują postawione problemy i sami wybierają najbardziej dla nich odpowiednie metody pracy. Jednak przeglądając zadania dostępne w sieci, można się przekonać, że wielu ich twórców udziela tak szczegółowych wskazówek, że webquesty przestają różnić się od typowych zadań podręcznikowych. Skażeni tradycyjną metodyką nauczyciele wierzą, że proces uczenia się jest prostą pochodną procesu nauczania, dlatego uczniów trzeba wciąż prowadzić za rękę.

W nowych technologiach tkwi ogromny potencjał, ale żeby go wykorzystać trzeba zejść z już wydeptanych ścieżek edukacyjnych i wytyczyć nowe. Musimy dziś stworzyć metodykę na miarę XXI wieku, która z jednej strony uwzględni postulaty badaczy mózgu, a z drugiej umożliwi wykorzystanie innowacyjnego potencjału tkwiącego w cyfrowych narzędziach.

 

 

Przy okazji zapraszam nauczycieli języka angielskiego i niemieckiego na mój kolejny wykład „Dydaktyka języków obcych w świetle badań nad mózgiem”, który odbędzie się w sobotę 1 marca w Gdańsku.

Szczegółowe informacje o konferencji można znaleźć na stronie Wydawnictwa Macmillan:

http://www.macmillan.pl/component/conferences/

Chciałabym tą drogą przeprosić wszystkich, którzy do mnie piszą i nie dostają odpowiedzi. Niestety maili jest czasami tyle, że nie jestem w stanie na wszystkie odpowiedzieć.

 

Informacja dla osób zainteresowanych moją ostatnią książką „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”

Ponieważ na rynku jest jeszcze inne wydanie „Neurodydaktyki” informuję, że prawa do mojej książki ma jedynie Wydawnictwo Naukowe UMK i tylko pod zawartymi w tej książce tezami mogę się podpisać. Za błędy zawarte w innym wydaniu, nie ponoszę odpowiedzialności. Swoim nazwiskiem firmuję jedynie „Neurodydaktykę” z pokazaną tu okładką. Jeśli ktoś chce przeczytać MOJĄ książkę, to proszę korzystać z wydania z granatowym profilem twarzy. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, iż to autor odpowiada za treść i formę swojego dzieła. Ja miałam wpływ jedynie na formę i treść książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe UMK.

Neurodydaktyka

 

Kiążkę można kupić również przez internet np. tu:

http://www.kopernikanska.pl/prod_228283_Neurodydaktyka_Nauczanie_i_uczenie_sie_przyjazne_mozgowi.html

 

 

120
Dodaj komentarz

43 Comment threads
77 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
27 Comment authors
avataravataravataravataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość

Jestem rodzicem (prowadzę Blog Rodzica), rozmawiam z innymi rodzicami. Gdy czytam ten tekst Marzeny, gdy czytam inne teksty, gdy słucham wypowiedzi ekspertów – odczuwam, podobnie jak inni rodzice, coraz większy niepokój. W naszej pracy zawodowej ciągle musimy doskonalić się i wdrażać nowe urządzenia i technologie. Na początku wymaga to zazwyczaj sporego wysiłku i trudu, ale później bardzo ułatwia pracę. Dlaczego szkoła i nauczyciele unikają modernizacji, a może nawet stawiają opór wobec nowości ? My, rodzice, dostarczamy szkole surowiec. Dlaczego szkoła i jej robotnicy używają do obróbki starodawnych, zużytych i nieefektywnych narzędzi ? Zastanawia mnie, dlaczego my, rodzice godzimy się na… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Róża

„Zastanawia mnie, dlaczego my, rodzice godzimy się na takie traktowanie naszych dzieci ? Rozmawiamy między sobą po kątach, ale oficjalnie milczymy.” A co możemy zrobić? Przecież tak naprawdę, jeśli nawet zacznę walkę o zmianę szkolnictwa, o modernizację szkół, o dokształcanie nauczycieli, to zanim cokolwiek się zmieni, moje dziecko skończy szkołę. Nie wywalczę już teraz, żeby moje dziecko, które podobnie jak syn Beatrice, program nauczania 1-3 ma w zasadzie opanowany, mogło robić coś innego. Można próbować rozmawiać z nauczycielem, ale to powinna być zmiana systemowa – inaczej będzie jak w przypadku mojej znajomej i jej bardzo zdolnego syna, która po zmianie… Czytaj więcej »

avatar
Gość

O ile dobrze Cię zrozumiałem Wiesławie, to akceptujesz rolę rodziców, jako dostarczycieli surowca, a problem widzisz w tym, że te dzieci są potem mielone na mielonkę starym poniemieckim flajszwolfem na korbę.
Jakby je mleć nowoczesną elektryczną maszynką, to już byłoby wszystko w porządku?

Tak! Szkoła zdecydowanie potrzebuje nowocześniejszych narzędzi do przetwórstwa dzieci!

avatar
Gość

Xawery, wydaje mi się, że odpowiedź na Twoje pytanie tkwi w zacytowanych przeze mnie słowach Marzeny: „Uczniów nie powinniśmy traktować jako biernych słuchaczy, ale jako aktywnych twórców”. Jeśli cała szkoła, lub jeden nauczyciel tak potraktuje ucznia, to ten przestanie być przedmiotem obróbki, a stanie się podmiotem procesu edukacji. Są tacy nauczyciele, ale czy są takie szkoły ?

avatar
Gość

Celowo tak to przerysowałem, by zaznaczyć różnicę pomiędzy nowoczesnością i warsztatem z jednej strony, a humanitaryzmem i podmiotowym traktowaniem z drugiej.
Niezależnie od wizji flajszwolfa autorstwa Alana Parkera i Rogera Watersa z filmowego „The Wall”

Dzieci można traktować podmiotowo używając narzędzi i technologii sprzed 200 (albo i 2000 lat). A najnowocześniejszymi metodami można wyrządzać krzywdę jeszcze skuteczniej, niż przestarzałymi.
Nowoczesność narzędzi nie ma nic na rzeczy co do sposobu traktowania uczniów.

Szkoła mełła dzieci na mielonkę i miele je nadal.
Powinieneś się cieszyć (jeśli masz trochę życzliwości dla swojego dziecka), że miele nieefektywnie.

avatar
Gość

Właśnie przecież życzę Wiesławowi (raczej jego dzieciom), by szkoła nie stosowała bardziej efektywnych metod niszczenia tej motywacji i obrzydzania nauki.

Na szczęście w tym obrzydzaniu ma daleką od 100% efektywność. Znam kilkoro dzieci, którym się udało przeżyć. By nie powiedzieć, że większość z nas tutaj, to tacy, co przelecięli przez tę maszynkę do mięsa bez rozcięcia głowy na pół. Niech lepiej szkoła nie unowocześnia się, by osiągnąć większą efektywność mielenia.

avatar
Gość
Al

To, czy szkoła wykorzysta uczniów jako twórców czy biernych odbiorców, nie zalezy od narzędzi, niestety, ale od nauczycieli. Pamiętam jeszcze z podstawówki moich dzieci, kiedy nauczyciel bardzo specyficznie ocenił wykorzystanie nowoczesnych technologii (czyt. komputera). Moje dziecko twórczo spędziło dzień, przygotowujac ręcznie plastyczno-tekstową prezentację (ja byłem zdumiony zarówno formą, jak i merytorycznościa treści, a mnie dość trudno tu zdziwić), tymczasem znacznie wyżej pani oceniła pracę kolegi, który twórczo wykorzystał nowoczesne narzędzie pt. komputer, tworzac artykuł złozony z e skrawków wyjętych z wikipedii. Nie musze chyba mówic, ze twórcze zapędy mojego dziecka po tym siadły? Owszem, im dalej, tym więcej technologii i… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Przyznam, Marzeno, że nie rozumiem sensu łączenia razem spraw nowych technologii i dydaktyki „przyjaznej mózgowi”. Jak dla mnie jedno z drugim nie ma żadnego związku, a wręcz podejrzewam, że w praktyce szkolnej antykoreluje, bo fascynacja technologią rzadko łączy się z przygotowaniem przedmiotowym i staje się maskowaniem niekompetencji pod modną formą. Jak sama piszesz, z pomocą komputerów i internetu można robić również ultrakonserwatywne lekcje (jak rozumiem Twoje „ultrakonserwatywne” znaczy tyle, co „belferskie”, „podawcze”, „głupie i sztampowe”). To oczywista racja. Z drugiej strony by uczniów nie traktować jako biernych słuchaczy, ale jako aktywnych twórców nie potrzeba żadnych zaawansowanych technologii. Sokrates nie potrzebował… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Pytanie: Czy jest jakieś „miejsce”, które można polecić nauczycielowi języka obcego, który chciałby przewietrzyć swoje metody pracy i zmodernizować je ?

avatar
Gość
Agata

Dziękuję Pani bardzo za tę ciekawą i pouczającą wypowiedź, zgadzam się z tym, że uczniów nie powinniśmy traktować jako biernych słuchaczy, ale jako aktywnych twórców. Uważam, że tylko dzięki takiemu traktowaniu młodzi ludzie mogą uczyć się efektywnie. Miałam okazję poznać szkołę zarówno ze strony ucznia jak i ze strony nauczyciela i mogę potwierdzić, że przygotowanie zadania wymaga od człowieka bardzo często o wiele więcej wysiłku niż jego rozwiązanie, dlatego bardzo dobrym pomysłem jest angażowanie w proces tworzenia zadań i materiałów edukacyjnych uczniów, ponieważ im więcej włożonego przez nich wysiłku, tym lepsze i trwalsze efekty pracy. Tym bardziej kiedy jest to… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Zatem czy słusznie przypuszczam:
– że nie ma takiego miejsca ?
– że dwustu nauczycieli wysłuchało z entuzjazmem wykładu Marzeny, a następnie rozjechali się do swoich gmin i dalej będą rzeźbić po swojemu, jak każdy potrafi ?
– że rodzice nie mają szansy dowiedzieć się, czy ich dziecko będzie/jest uczone języka obcego zgodnie z ze starymi, nowymi lub „jakimiś” zasadami ?
– że w nauczaniu języków obcych (i nie tylko) jesteśmy na etapie pełnej dowolności i spontaniczności ?

avatar
Gość
Robert Raczyński

– Ja takiego miejsca nie znam. Teoretycznie powinien nim być każdy WODN. W praktyce nikt nie jest władny podać ci takiego adresu, bo najpierw musiałbyś zdefiniować, o co ci chodzi. O szkolenia? Jest tego pełno (wątpliwej jakości). – Ci, którzy spotkali się z Marzeną pewnie czuli taką potrzebę i zakładam, że wyciągną wnioski. – Rodzice zawsze mogą się tego „dowiedzieć”. Czy to przełoży się jakoś na kształcenie ich dzieci? Najczęściej taka informacja jest mieszaniną pseudonaukowego bełkotu i systemowego żargonu, przefiltrowaną przez ego nauczyciela. – W nauczaniu języków zawsze byliśmy na takim etapie. Od czasu do czasu ktoś oznajmia, że odnalazł… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Al

„Coraz trudniej jest uwierzyć, że do sukcesu potrzeba niewiele: kogoś, kto się CHCE nauczyć, kogoś, kto CHCE w tym pomóc i przestrzeni, w której MOGĄ się spotkać. ” Jeszcze powinno być kto POTRAFI w tym pomóc, bo z tym jest na ogół kiepsko. Co z tego, ze są w klasie osoby, które chcą się uczyć i nawet jest nauczyciel, który chce im pomóc, skoro w klasie nie można, jak się okazuje, utworzyć grup różniących się zaawansowaniem ani utworzyć grup międzyklasowych (choć to pewnie podchodzi pod CHCE dyrekcji, która niby chce, ale moze nie chce tego az tak bardzo, żeby MÓC… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Dwie uwagi. Po pierwsze, użyłem liczby pojedynczej. Rzeczywistość szkolna jest zbiorowa i to wymaga wielu kompromisów, w tym różnych „niemożności” tutaj wymienionych. Po drugie (wynika z pierwszego), nie ma takich metod, które satysfakcjonowałyby każdego. Poza tym, w ogromnej większości przypadków, „zapełnianie godzin pseudoedukacją” wynika z wymogów systemowych. Nauczycielowi (kwestię jego warsztatu zostawiam chwilowo na boku) nie wolno „przekraczać poziomów”, podyktowanych z automatu wiekiem ucznia. Jeżeli to robi, to wyłącznie na własną odpowiedzialność i w razie „wpadki”, jest pozostawiony samemu sobie. Czas przestać wymagać od wybranych grup zawodowych ideowego nonkonformizmu. To swoista schizofrenia – z jednej strony stawiać je pod pręgierzem… Czytaj więcej »

avatar
Gość

W pełni podzielam Twoje spostrzeżenie, że „zapełnianie godzin pseudoedukacją” wynika z wymogów systemowych.
Daleki jestem od oceniania postaw nauczycieli wobec tego systemu i nie domagam się od nich nonkonformizmu.

Zauważam tylko, że z punktu widzenia rodzica/dziecka i jego interesów od tak zorganizowanego systemu najlepiej trzymać się jak najdalej.

Zauważam też, że cele edukacji powinny być określane z punktu widzenia odbiorcy (dziecka/rodzica), a nie pracownika-nauczyciela. Niestety potencjał lobbystyczny ZNP jest większy niż rodziców.

Niemniej uważam, że jakość usług świadczonych przez ten system jest aż tak badziewna między innymi (nie będę się kłócił, czy jest to czynnik główny, czy drugorzędny) dlatego, że zatrudnia on niekompetentnych pracowników.

avatar
Gość
Robert Raczyński

No bo skąd niby brać tych kompetentnych? Przecież nie spośród absolwentów studiów pedagogicznych, które powinny być naturalnym zapleczem kadr, a są jedynie sublimacją patologii edukacyjnej. To naczynia połączone. W tej chwili, można liczyć jedynie na jednostki, czyli na margines rozkładu normalnego. Do zawodu nie prowadzi żadna selekcja pozytywna. Do produkcji miernot nie potrzeba fachowców. Instytucjonalne cele edukacji, jak zauważyłeś, nie są tożsame z celami indywidualnymi, bo są obliczone na zadowolenie wszystkich, czyli nikogo.

avatar
Gość

Na masową skalę nie ma skąd. Ale o ile Fryderyk Wilhelm II i zum Altenstein mają usprawiedliwienie, że rzeczywiście nie mieli skąd ich wziąć, bo von Humboldt jeszcze nie pobudował swoich uniwersytetów, o tyle niemal wszystkie późniejsze władze edukacyjne już tego usprawiedliwienia nie mają. Zwróćmy też uwagę na trójstopniowość pruskiej edukacji: szkoły powszechne, maturalne i wyższe. Do uczenia w liceum trzeba było mieć skończony normalny wydział normalnego uniwersytetu, a nie Wyższą Szkołę Pedagogiczną. Kaprale, a później przyuczeni maturzyści (po uczciwych jednak maturach), uczyli tylko w szkołach powszechnych, służących alfabetyzacji dzieci z niepiśmiennych rodzin. Jeśli państwo zdecydowało się rekrutować kadrę wszystkich… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

„Jeśli państwo zdecydowało się rekrutować kadrę wszystkich poziomów spośród absolwentów najgorszych pseudostudiów, na które idzie się po pseudomaturze, to państwo ma, co zamówiło, a my mamy taką pseudoedukację, jaką widzimy, niezdolną nawet do tej alfabetyzacji dzieci z marginesu.” 100% racji, tylko zauważ, że to pochodna pauperyzacji profesji, która trwa w najlepsze od zwycięstwa „najlepszego z ustrojów” i trendu tego nie będzie łatwo odwrócić. Zgoda, lata selekcji negatywnej doprowadziły do miernoty, ale czy ktoś z ambicjami, zapleczem intelektualnym i trzeźwym osądem będzie chciał zaczynać pracę w zawodzie od pensji niemal równej minimalnej i latami „awansować” by wreszcie cieszyć się niespełna 3K… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Nie byłbym pewien, czy to jest sprawa „zwycięstwa najlepszego z ustrojów”, bo w krajach, gdzie ten ustrój nigdy się nie pojawił jest podobnie. To „zwycięstwo” nastąpiło chyba już w momencie, gdy Fryderyk Wilhelm uznał, że szkoła będzie państwowa i zarządzana urzędniczą hierarchią, a potem cały świat to podchwycił. Tyle, że od czasów Fryderyka spauperyzował się nie tyle zawód nauczyciela, co wszelkie funkcje urzędnicze.
Zawód listonosza (państwowej poczty) przez ostatnie 50 lat spauperyzował się dużo bardziej.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Tylko żeby zostać listonoszem nie trzeba paru lat studiów i nikt od niego nie wymaga by ustawicznie podpatrywał jak inni listonosze dostarczają pocztę, w nadziei, że dzięki temu list zostanie dostarczony zanim był wysłany…
Nie zazdropszczę listonoszom, zastanawia mnie tylko, jaki mechanizm rynkowy musiałby zadziałać, żeby (dobry) nauczyciel był opłacany na poziomie średniej krajowej i to jeszcze zanim zacznie się zastanawiać, jak zdoła przeżyć z wynalazku Bismarcka.

avatar
Gość

Nie może zadziałać (ale i nie musi) żaden taki mechanizm rynkowy, bo i płace nauczycieli nie są regulowane rynkowo, tylko przepisami.

Według danych GUS za 2012 rok (ostatnie dane publikowane według zawodów) średnia płaca brutto w całej populacji wynosiła 3,900zł miesięcznie, a nauczycieli 4,150zł. W tym nierynkowym mechanizmie już zarabiają powyżej średniej krajowej.

avatar
Gość
Robert Raczyński

To ja chyba w innej rzeczywistości żyję…

avatar
Gość

Bardzo słuszne to uzupełnienie. Tu Al wpadł na drażliwy na tym blogowisku temat merytorycznej kompetencji nauczycieli (najlepiej wykształconych w całej Europie — sic!): z nauczycielem francuskiego nie da się porozmawiać po francusku, nauczyciel angielskiego myli czasy i nigdy nie słyszał o Dickensie, nauczyciel matematyki wierzy, że $\frac{22}{7}$ jest liczbą niewymierną, a nauczyciel fizyki nie widzi niczego absurdalnego w pytaniu „do jakiej temperatury trzeba podgrzać stalowy gwóźdź, żeby wydłużył się dwukrotnie”. Ale, oczywiście, wszyscy ci nauczyciele i wszyscy wspierający ich metodycy wierzą, że istnieje magiczna metoda, która pozwoli lekko, łatwo i skutecznie udoskonalić nauczanie tak, że będzie można doskonale nauczać nie… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Dla mnie nie jest to żadne tabu. Nauczyciele są takim samym „produktem” edukacji jak ich późniejsi uczniowie. Podlegają tym samym ograniczeniom. I też uczy się ich umiejętności z pominięciem wiedzy. Potem okazuje się jednak, że umiejętność napisania prawidłowego konspektu, nie przekłada się na znajomość psychologii i fizjologii uczniów oraz wiedzę o procesie kształcenia, które to dopiero prowadzić mogą do umiejętności prowadzenia zajęć. Najgorsze jest to, że jest to akceptowane – tzw. młody nauczyciel swojego zawodu uczy się dopiero w klasie. Wynika to z powszechnego przeświadczenia, że to łatwa fucha i nauczycielem może być każdy. Nie należy jednak mylić braku kompetencji… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paula

Trudno się nie zgodzić z Pani stwierdzeniem, że poziom języka obcego u uczniów kończących zarówno gimnazjum jak i szkołę średnią jest generalnie bardzo słaby. Ciężko powiedzieć dlaczego nauka języka obcego sprawia takie trudności. Być może program nauczania jest zbyt przeładowany, być może treści są źle dobrane, a może ma na to wpływ lenistwo uczniów. Dosyć często zdarza się, że nauczyciele prowadzą zajęcia w sposób niezbyt interesujący, nie potrafią zaciekawić ucznia. Zgadzam się z Pani stwierdzeniem, że nauczać powinno się w sposób aktywny. Wiadomo nie od dziś, że lepiej się coś zapamiętuję, kiedy samemu się „odkrywa” nową wiedzę. Dodatkowo nauczyciel może… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Justyna

Witam
Wczoraj byłam na Pani wykładzie w Gdańsku i chciałabym bardzo podziękować. To, co Pani mówiła było tak prawdziwe. Po 13 latach pracy w gimnazjum wiem, że zmiany, które Pani proponuje są konieczne, a metody – trafiają w punkt. Dała mi Pani nową energię, pomysły – np. zdjęcia zrobione przez uczniów jako materiały na lekcję – tak genialne i tak proste zarazem. Poprawianie błędów – które zniechęca uczniów do pisania czy otwierania ust w ogóle. Chciałabym, żeby polska szkoła zmieniła się i chciałabym zrobić coś więcej w tym kierunku.
Pozdrawiam 🙂

avatar
Gość

„- Ci, którzy spotkali się z Marzeną pewnie czuli taką potrzebę i zakładam, że wyciągną wnioski.” Wyciągną, albo nie wyciągną. Oto przykład: „Chciałabym, żeby polska szkoła zmieniła się i chciałabym zrobić coś więcej w tym kierunku.” Ja też chciałbym. Chcemy już tak 25 lat – ciągle bezskutecznie.
Wygląda na to, że o metodach aktywizujących można poczytać i posłuchać na tajnych kompletach, np. prowadzonych przez Marzenę Żylińską. Zwykły nauczyciel, dyrektor, rodzic nie może posiąść, w zwyczajny sposób, stosownej wiedzy na ten temat.
Czy słusznie mam przeczucie , że misja Marzeny może być syzyfową robotą ?

avatar
Gość

Wiesławie, można posłuchać nie na tajnych kompletach, tylko na jawnych spotkaniach i poczytać z książek dostępnych w sprzedaży, bibliotekach i mnóstwie darmowych tekstów na kliknięcie. Każdy może posiąść wiedzę na ten temat, książkę można zamówić i przyjdzie listonosz ją przynosząc, a nie ubecja, żeby cie zamknąc za czytanie prohibitów. Zupełnie nie rozumiem Twojego narzekania na to, że „zwykły nauczyciel, dyrektor, rodzic nie może posiąść, w zwyczajny sposób, stosownej wiedzy na ten temat”. Mają do tej wiedzy taki sam dostęp, jak krowa na pastwisku ma do trawy. Wystarczy skubnąć, przeżuć i przetrawić. Problem nie polega na dostępie do wiedzy, bo ten… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Beatrice

Teraz mieliśmy ferie i zastanawiałam się co dalej. Zerówka jest obowiązkowa. Syn chodzić do szkoły coraz bardziej nie chce. Czuję, że tonę w oparach absurdu. Bo są w grupie dzieci, które różnych rzeczy dopiero się uczą, a są takie, które już to umieją i wszystkie tak samo korzystają z jednego podręcznika, i syn musi siedzieć i robić zadania z podręcznika, chociaż już to dawno umie, ale pani przecież, jak to już ktoś tutaj wspomniał, nie może dzielić dzieci na te mniej i bardziej zdolne. A ja nie mogę przecież zabronić synowi czytania czy pisania, bo za dużo będzie umiał… Jutro… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Beatrice

Tak sobie właśnie myślę jak to jest z tym dostępem do wiedzy… Jakby tak zapytać rodziców czy słyszeli o czymś takim jak neurodydaktyka, nawet nie co to jest, tylko czy słyszeli o czymś takim… Dostęp do wiedzy oczywiście jest większy niż kiedykolwiek, ale czy kiedyś, kiedy wiedzę trzeba było zdobywać, pożyczać od kogoś książki, o ksero nie było mowy, to czy chęci nie były większe…

avatar
Gość
Róża

Jak wspomniał Xawer, jak ktoś chce, to usłyszy… Ja jestem takim zwykłym rodzicem, może o tyle niezwykłym, że jednak uczę dziecko sama. Od tygodni czytam kopalnię wiedzy, jaką są prowadzone tu blogi i komentarze do nich. „Neurodydaktykę” właśnie wyciągnęłam z paczkomatu. Nikt mnie nie nakierował na te poszukiwania, sama znalazłam, bo zależy mi na jak najlepszym uczeniu mojego dziecka. Natomiast z rozmów z innymi rodzicami dowiaduję się, że oni nie wnikają w metody nauczania, bo od tego są nauczyciele. Oni mają swoją pracę, dzieci powierzają fachowcom, a przynajmniej chcą w to wierzyć. Poza tym w Polsce jakoś tak się porobiło,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

@Różo, w pani słowach jest mnóstwo prawdy. Też chciałbym mieć komfort polegania na kwalifikacjach innych, bo moje własne są ograniczone. Niestety, moje zaufanie zostało wielokrotnie wystawione na próbę i od tego czasu nie spodziewam się np., że odstawiając samochód do warsztatu nie będę musiał samodzielnie wszystkiego sprawdzić. Robię to zawsze odkąd zorientowałem się, że w pewnym autoryzowanym serwisie jest jeden fachowiec i kilku kolesi noszących za nim narzędzia. Taka norma. Niestety, to tylko jedna strona medalu. Na drugą rzadko kto spogląda, a warto. Po pierwsze, żyjemy w kraju, w którym wszyscy znają się na wszystkim i często trudno im wytłumaczyć,… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Kto chciał usłyszeć, to usłyszał i o Ogólnej Teorii Względności i nawet o neurodydaktyce. A jeśli nie słyszał, to znaczy, że temat go po prostu nie obchodzi. Działa prawo Lema: „nikt niczego nie czyta, jeśli nawet przeczyta, to nie rozumie, a jeśli zdarzy się, że zrozumie, to go to nie obchodzi”. W takim świecie żyjemy — i nad tym brakiem chęci można ubolewać, a nie nad jakąś tajnością i niedostępnością wiedzy, skrywanej przed maluczkimi i Wiesławem. Niech Pani zabierze to dziecko ze szkoły, zanim mu zaszkodzi! Do końca roku szkolnego nikt nie zdąży zrobić Pani nic złego w związku z… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Marzena i Xawery – muszę trochę pospierać się z Wami (oczywiście nie „dla sportu”, lecz żeby popchnąć sprawę edukacji choćby o mikron). Mi chodzi konkrety (taki będzie podtytuł mojej mini-trylogii „Co robić”), a nie o możliwości, nadzieje, wiarę, itp. Takim konkretem jest ostatni tutaj wpis Beatrice. Przez jaką liczbę należałoby go pomnożyć, aby uzyskać realny obraz sytuacji ? Ja jednak podtrzymam moje określenie ‚tajne’ dla wykładów Marzeny. Oczywiście nie w sensie dosłownym, ale jednak te spotkania odbywają się poza przestrzenią systemu edukacji publicznej. Mają charakter prywatny. No i najważniejszy problem: jaka jest skuteczność tych spotkań, publikacji i debat ? Co… Czytaj więcej »

avatar
Gość

” ‚tajne’ dla wykładów Marzeny […] odbywają się poza przestrzenią systemu edukacji publicznej. ” Czyżbyś (jak niektórzy nauczyciele) uważał, że to, co dzieje się POZA systemem edukacji publicznej nie istnieje? Jest tajne i nikt w normalny sposób się o tym nie może dowiedzieć? Bo jedynym „normalnym” sposobem dowiedzenia się o czymkolwiek, to poprzez bycie tego nauczonym przez system szkolny? Przepis na zupę pomidorową jest „tajny”, bo nie mówi się o nim na lekcjach, w MEN ani na wywiadówkach? Zauważ może, że poza szkołą istnieje jeszcze inna rzeczywistość. Spotkania Marzeny mają charakter publiczny, a nie prywatny. Każdy może na nie przyjść… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Wiesław, rozumiem twoje rozczarowanie powolnym postępem wydawałoby się słusznej i potrzebnej idei. Tak rozumuje większość sensownych ludzi, którzy przychodzą do zawodu – „przecież to niemożliwe żeby się nic nie dało zrobić z taką kulą u nogi”. Oni przecież czytają i wiedzą, co to neurodydaktyka, psychologia i inne takie. No i próbują. Tu zjednają dyrektora, tam oszukają podstawę programową, gdzie indziej przekonają rodziców, a nawet (na krótką metę) pozyskają sobie uczniów. Potem jeden z elementów misternej układanki się wyłamuje i cała budowla wali się z hukiem. Próbują jeszcze raz, już im świta, że tak do końca, to zależy tylko im, ale… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Beatrice

Niecały rok temu było w naszej szkole spotkanie z psychologiem dla rodziców. Krótka informacja, że jest takie spotkanie. Przyszła garstka, jak na taką szkołę, rodziców. Mówił bardzo ciekawe rzeczy. Ale oczywiście gonił go czas, bo część rodziców miała potem zebranie… No i cała reszta rodziców nie przyszła… Zgadzam się, że nauczyciele pochłonięci papierologią najchętniej realizują program, wybrany podręcznik i nic poza tym… Może gdyby udało się odgórnie chociaż trochę zmniejszyć obciążenie papierologią, to może oddolnie udałoby się wzbudzić w nauczycielach zainteresowanie zmianą systemu…

avatar
Gość
P.

Wiele osób nadal jest zdania, że samo zastosowanie komputerów i internetu na zajęciach sprawi,że lekcja ta będzie ciekawym dla uczniów doświadczeniem. Nic bardziej mylnego! Zgadam się z autorką tekstu, że nie chodzi jedynie o super nowoczesne sprzęty, do których uczniowie mają dostęp w szkole, ale o to, w jaki sposób będą one przez nich wykorzystywane. Bardzo podoba mi się pomysł z tworzeniem przez uczniów materiałów dydaktycznych: pisanie scenariusza, kręcenie poszczególnych scen, montaż filmu i jego prezentacja na forum, to właśnie efektywna nauka, jakiej pragną nasi uczniowie!

avatar
Gość
Paweł

Nowe technologie już zmieniają szkołę, ale nie są to zmiany na miarę maksimum ich możliwości. Kupiony do szkoły projektor używany raz w miesiącu, albo komputery z dostępem do internetu, używane do napisanie pracy w Wordzie i korzystania z internetowego słownika.
Nauczyciele potrzebujądokształcenia jak można takim wspnaiłym sprzętem zaktywizować uczniów.

avatar
Gość
Anita

Książka „Neurodydaktyka” bardzo mnie zainteresowała,ponieważ ukazuje szkołę, której nie ma, techniki i metody pracy, których niestety nauczyciele nie stosują, a uważam,że pomogłoby to w nauczaniu i uczeniu się zarówno dzieci,młodzieży i studentów.Myślę,że zarówno „tradycyjni „nauczyciele jak i rodzice nie zdają sobie sprawy,że to może być bardzo dużym ułatwieniem dla uczniów. Uczeń musi być aktywny i zajmować pierwsze miejsce,grać pierwsze skrzypce, nie nauczyciel! Dziś mamy wielki rozwój technologiczny, dlaczego tego nie wykorzystujemy? Jeżeli nauczyciele zaczęliby nauczać w ten sposób, szkoła wyglądałaby zupełnie inaczej, uważam,że nauka była przyjaźniejsza i bardziej efektywna.

avatar
Gość
kasia

Z dużym zainteresowniem biorę udział w zajęciach prowadzonych przez autorkę „Neurodydaktyki” o zastosowaniu nowych technologii w nauczaniu języków obcych. Przyznaję, że po blisko trzech latach zagłębiania się w tajniki tradycyjnej metodyki nauczania nie jest łatwo przestawić się na „właściwe fale”. Dużo mówi się o potrzebie zmiany metod nauczania języków obcych, mało jednak daje się praktycznych wskazówek jak to zrobić. Toteż nie dziwi mnie fakt, że wielu nauczycieli jest zdania, że udaje się im iść z duchem czasu już przez sam fakt, że uczniowie wykonują zadania przy użyciu komputera. Z tak zle pojętą rolą i możliwościami zastosowania nowych technologii w metodyce… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Ola

To prawda, że poziom językowy uczniów jest coraz niższy. Niestety, kiedy uczniowie już od podstawówki są znudzeni szkołą , ich ciekawość poznawcza już w podstawówce została w szkole zabita, to bardzo trudno ich już zaciekawić w późniejszym wieku, np w liceum. Zgodzę się z Autorką, że uczniowie powinni się uczyć w sposób aktywny i że najlepiej się człowiek uczy gdy wykonuje coś swojego, np nagrywa filmik. Nagrywanie filmiku sprawia dużo frajdy, a gdy uczymy się nie myśląc o tym, że się uczymy, to uczymy się najlepiej.

avatar
Gość
Karolina

Jak sprawić, aby uczniowie nie spoglądali co chwilę na zegarek?
Przede wszystkim wykorzystać ich potencjał, kreatywność. Muszę przyznać, że już samo oglądanie filmików sprawiło mi – studentce – wiele frajdy. Takie projekty niewątpliwie pomogą uczniom w lepszym przyswojeniu danych zagadnień, a w przyszłości nie będą oni mieli raczej większych trudności w przypomnieniu sobie tego, że… ‚Dativ’ był bardzo leniwy w przeciwieństwie do ‚Akkusativu’ 🙂

avatar
Gość
Kasia

Uważam jako nauczyciel,że takie zajęcia z filmikami,prezentacjami itp. są super dla uczniów.Niestety nauczyciel musi się sporo przy tym napracować, ponieważ nie zawsze można liczyć na ucznia, bo zapomniał, bo zgubił pendrvie, bo rodzice zabrali go itp… Ponadto wiadomo,że podejście jest indywidualne, to co przerobie w gimnazjum z jedna klasa, nie mogę przerobić w innej, bo niektórzy nie są w stanie przygotować prezentacji… ale myślę, że należy wiele pozmieniać by uczniom tak się chciało, jak im się nie chce.Mam to szczęście, że pracuje w super wyposażonej szkole, ponieważ w każdej sali mamy projektor, komputer, dostęp do internetu i bardzo często korzystam… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Jak na moje doświadczenie, to dużo większym problemem od zgubienia pendrive’u itp. jest przeraźliwa ekstensywność i bardzo ograniczona tematyka takich zajęć. Jest to bardzo fajny i cenny element raz na jakiś czas (raczej rzadko), ale nie da się go stosować jako głównego sposobu. Z kilku przyczyn: 1. często stosowany powszednieje i staje się równie nudny i banalny, jak kolorowanie obrazków w zeszycie ćwiczeń; 2. jest potwornie czasochłonny, nie tylko dla nauczyciela, ale i dla uczniów. Czas, potrzebny na przygotowanie filmiku, ilustrującego jakiś prosty temat, setki razy przekracza czas potrzebny na nauczenie się tego samego w drodze podręcznika, tablicy, dyskusji, zadań… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Olga

Rozwiązanie jest, potwierdzam to, co powiedział Xawer, bardzo czasochłonne. Wyobraźmy sobie licealistę czy gimnazjalistę, który ma od 10 do 15 przedmiotów, na każdy z nich ma przygotować mały drobiazg w postaci takiej jak wspomniany. Do niektórych zadań musi poświęcić co najmniej kilka godzin przy komputerze względnie musi umówić się z kolegami, następnie film obrobić, co zajmuje tyleż czasu. Pomijając trudności obiektywne z logistyką przedsięwzięcia, złośliwością przedmiotów martwych, a zwłaszcza sprzetu komputerowego, chwilowym brakiem dostępności do sprzętu itp to wszystko uczeń ma zrobić pomiędzy uczeniem się do normalnych klasówek, odrabianiem lekcji w domu i zajęciami dodatkowymi. Taka metoda to ciekawostka, którą… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Absolutnie. W swoim komentarzu skupiłem się na nauczycielu, tymczasem uczeń, który chciałby zaangażować się w taki „projekt” nie mógłby robić już nic innego.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Wszystkie czynniki wskazane przez Xawera są z reguły pomijane przez większość ujęć metodycznych. To jest podstawowa wada ukazywanych przez nie super-rozwiązań – „abstrahują od punktu odniesienia”. Podstawowym punktem odniesienia jest czas pozostający w gestii nauczyciela. Wydaje się, że nikt z metodyków nie rozumie, że podstawowym pytaniem nauczyciela często nie jest „jak?”, tylko „kiedy?”. Wielokrotnie podawałem skrajny przykład grup uczących się swego drugiego języka w gimnazjum podczas 18 godzin w semestrze, czyli realnie nauczyciel ma do dyspozycji godzin 15. Zostawmy na boku skrajności i załóżmy, że dysponujemy trzydziestoma godzinami. Nawet przy maksymalnej dozie zmotywowania, zainteresowania czy też zwykłej frajdy, zorganizowanie choćby… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Ja bardzo intensywnie wykorzystywałem filmy w zajęciach u siebie na wsi i w tamtej sytuacji metoda była rewelacyjna. Tyle, że to była niezupełnie metoda. Raczej program. Uważam, że to może działać świetnie w wielu innych sytuacjach. Niemniej potwierdzam wszystkie tu zgłoszone zastrzeżenia. Chcę podkreślić uwagi Roberta o kamuflowaniu wysiłku. To niemodne spostrzeżenie (bo przecież nauka ma być zabawą) i bardzo celne. O ile nic nie mam przeciwko umilaniu nauki i czynieniu z niej zabawy (założę się, że i Robert nie ma), o tyle ta uwaga jest niezwykle ważna, a kompletnie umyka większości edukacyjnych innowatorów. Całkiem niedawno rozmawiałem z ojcem dziecka… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Moim defektem jest dążenie do konkluzji, podsumowań, wniosków. Z tutejszych rozmów wychodzi mi tak:
– naszą fundamentalną postawą jest dążenie do świętego spokoju, chcą go mieć nauczyciele, rodzice, uczniowie i urzędnicy
– jak jest źle, to nie zajmuj się naprawą, lecz poszukaj własnej drogi, odejdź, wyrwij się poza system, wyemigruj do wewnątrz lub na zewnątrz
– skupmy się na drobiazgach, czynnościach, dobrych uczynkach; nie zajmujmy się organizowaniem nowej rzeczywistości
– dla dokonania radykalnych zmian w edukacji potrzebna jest inicjatywa i poparcie ze strony bardzo dużej liczby obywateli
– wykłady Marzeny są przyjmowane z wielkim entuzjazmem, którego efekty są bliskie zeru

avatar
Gość
Beatrice

Podpiszę się pod każdą inicjatywą, tak jak zbierałam podpisy w sprawie referendum edukacyjnego i pojechałam do sejmu je złożyć. Tylko jako jednostka, czuję, że niewiele mogę. Podjęłam wreszcie razem z mężem tą trudną decyzję o edukacji domowej syna. Co do córki nie mam przekonania… Czasu do końca maja niewiele, a ja wciąż organizacyjnie nic nie wiem – jaką szkołę wybrać, jaką poradnię – pozostaje mi pewnie jakaś prywatna. Nie zakładam edukacji domowej do końca choćby podstawówki, ale chcę spróbować. Spytałam ostatnio syna czy chciałby nie chodzić do szkoły. Tak! – odpowiedział. Wytłumaczyłam mu, że wtedy musiałby się uczyć sam w… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Z chęcią podzielę się posiadanymi informacjami w tym zakresie. Prosze o kontakt: mornay@o2.pl

avatar
Gość
Róża

„- naszą fundamentalną postawą jest dążenie do świętego spokoju, chcą go mieć nauczyciele, rodzice, uczniowie i urzędnicy” A czy kiedykolwiek było inaczej? Większość ludzi chce żyć w spokoju, stan ciągłej walki nie jest dla nikogo przyjemny, szczególnie, jeśli jest to walka z wiatrakami. „- jak jest źle, to nie zajmuj się naprawą, lecz poszukaj własnej drogi, odejdź, wyrwij się poza system, wyemigruj do wewnątrz lub na zewnątrz” Wiesławie, popatrz, co napisały beatrice i Agunek. Nie da się pomóc ludziom wbrew ich woli. Większość rodziców jest zadowolona, ci niezadowoleni moga robić coś dla swoich dzieci na własną rękę albo użerać się… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Wiesław nie chce w to uwierzyć, choć usilnie go do tego namawiam :). Ale całe szczęście, wiele rzeczy osiąga się na przekór, nie chcąc przyjąć realiów do wiadomości.

avatar
Gość
Robert Raczyński

W naszej mentalności przyjęła się technika budowania gmachu od dachu strony. Nawet najlepiej poprowadzone i najciekawsze odczyty nie poprawią znacząco sytuacji, bo są okazjonalne i opcjonalne. Dlaczego nie dążymy do tego by najnowsze zdobycze nauki przekładane były na teorię nauczania zawodu? Dlaczego studenci deklamują założenia metod edukacyjnych od stworzenia świata, a nie mają bladego pojęcia o neurodydaktyce albo neobehawioryzmie? Z tej samej przyczyny, dla której w szkołach nie istnieje coś takiego jak literatura i sztuka współczesna, czy historia najnowsza. Odległe epoki literackie i starożytne kultury tak już obrosły w opracowania, że te żyją już własnym życiem i zastępują potrzebę istnienia… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Al

@Robert „Oportunizm (i, coraz częściej, roszczenia) rodziców rodzi oportunizm nauczycieli, którzy przestają stosować pełną skalę ocen i stawiają te 5-ki i 6-ki bez opamiętania, często z czystego wyrachowania – patrzcie jakie mam wyniki (i święty spokój). ” Z jednej strony tak, z drugiej – występuje również zjawisko odwrotne. Oceny są uznaniowe i tym samym nieporównywalne, bo za te same umiejętności czy wiedzę uczeń może być skrajnie różnie oceniony przez dwóch różnych nauczycieli (dotyczy to zwłaszcza przedmiotów humanistycznych, w ścisłych tak duży rozrzut jest już mało prawdopodobny). Szkoły mają różne systemy wewnętrzne. W niektórych np. skrajne oceny nie są liczone (każdy… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Wątpię, czy oceny mogą być obiektywne. Ale masz rację, to działa w obie strony.

avatar
Gość
Beatrice

Takie mnie właśnie naszły przemyślenia. Tak sobie tutaj dyskutujemy o poprawie polskiego szkolnictwa, ale pomyślmy o takich przeciętnych rodzicach, którzy może studiów nie pokończyli, a może i pokończyli, ale system nie nauczył ich samodzielnego myślenia. I teraz robimy w szkole rewolucję i dzieci np. z matematyki dostaję zadania na myślenie, żeby je rozwiązać, trzeba trochę pogłówkować. Czy taki rodzic będzie w stanie pomóc swojemu dziecku w lekcjach? Czy będzie z tego zadowolony, że jego dziecko uczą samodzielnego myślenia i ono przestaje się podporządkowywać utartym schematom? Ilu tak naprawdę jest rodziców pragnących zmian?

avatar
Gość
Al

@Beatrice „Czy taki rodzic będzie w stanie pomóc swojemu dziecku w lekcjach? Czy będzie z tego zadowolony, że jego dziecko uczą samodzielnego myślenia i ono przestaje się podporządkowywać utartym schematom?” Oczywiście, że będzie zadowolony, jeśli to nie jego zadaniem będzie uczyć to dziecko rozwiązywania podobnych problemów, a szkoły. U nas w tej chwili szkoła wygląda tak, że dziecko poducza się byle jak na szybko w szkole tego, co niby powinno umieć, zadaje mu się do domu masę rzeczy,nie sprawdzając, czy będzie to w stanie zrobić po tym, co usłyszało w szkole, rodzic ma z dzieckiem usiąść i przerobić ten cały… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Nie bądźmy aroganccy wobec „przeciętnych” rodziców. Są naszymi współobywatelami, równymi nam. Nie kwestionujemy ich praw politycznych, by decydowali o sprawach, które dotykają nie tylko ich i ich rodziny, ale nawet nas. Odmawiając „przeciętnym” rodzicom kompetencji do decydowania o wychowaniu i edukacji ich własnych dzieci, powinniśmy tym bardziej odmówić im prawa do decydowania o sprawach nas samych dotyczących, tym samym odrzucić ideę demokracji. Przynajmniej we mnie nie ma ani cienia misyjności tego rodzaju. Jedyne, czego bym chciał to, żeby państwo pozwoliło rodzicom uczyć dzieci tak jak oni tego chcą i uważają za słuszne i przestało im rzucać w tym kłody pod… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Beatrice ma o tyle rację, że zauważa miernotę gatunku ludzkiego. Nic nowego ani odkrywczego. Problem nie jest jednak z zakresy dydaktyki, nauki, neuronauk, ani niczego takiego, tylko czysto aksjologiczny: czy człowiekowi, którego uważamy po cichu (bo polityczna poprawność nie pozwala nazwać głupoty po imieniu) za mniej rozgarniętego, niż my sami, przyznajemy pełnię praw do decydowania o sobie samym i swojej rodzinie. To nie jest pytanie z zakresu edukacji, tylko najgłębszej istoty państwa obywatelskiego i demokracji. Z zapotrzebowaniem na złą szkołę masz pełną rację. Ze strony wielu rodziców (a także osób bezdzietnych) istnieje też duże zapotrzebowanie na jedzenie z McDonalds, literaturę… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Łącznie z możliwością rezygnacji z „uczenia uporczywego”…

avatar
Gość
Beatrice

Przypomina mi się co mówił Aleksander Neill. Że lepszy jest szczęśliwy sprzątacz od nieszczęśliwego matematyka. Problem polegał na tym, że on prowadząc swoją szkołę wcale nie zakładał, że wszystkie te dzieci ukończą studia, a jednak większość kończyła. Dyskutujemy tu o tym, że zmiany w naszym szkolnictwie powinny zacząć się oddolnie. I chciałam tylko zwrócić uwagę na to, że do tej oddolności potrzebna byłaby większość. Zakładamy, że to rodzic wie co jest dla jego dziecka najlepsze. Chcąc zmiany systemu, chcę tylko, żeby szkoła uczyła dzieci samodzielnego myślenia, a czy to jest równoznaczne z tym, że wszyscy zapragnęliby ukończyć studia? Że nie… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

„Że lepszy jest szczęśliwy sprzątacz od nieszczęśliwego matematyka.” – Beatrice, niech pani to wytłumaczy wszystkim tym, którzy dziecku, które ma kłopoty z rozumieniem prostego tekstu w języku ojczystym, każą się uczyć dwóch języków obcych. W pędzie do uszczęśliwiania wszystkich na siłę, państwo zaniedbuje tych, którym najbardziej „stara się” pomóc. W efekcie przykładowe dziecko, nie tylko nie zna żadnego języka, ale i własnym posługuje się kulawo. Poza tym, traci szansę na pełne wykorzystanie tych możliwości, które posiada. „chcę tylko, żeby szkoła uczyła dzieci samodzielnego myślenia”. Dla zdecydowanej większości społeczeństwa (każdego), myślenie to bolesny, żmudny i bezproduktywny proces utrudniający egzystencjalną nirwanę, czyli… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

„Nie chodzi mi o to, żeby szkoła nagle zaczęła wypuszczać ze swoich murów samych geniuszy.” – Mnie też nie. Jestem zwolennikiem rezygnacji z podziału na klasy (powyżej czwartej), które w obecnym kształcie są już zupełnym anachronizmem, konieczności uczenia sie tego samego oraz możliwości swobodnego wyboru poziomu zajęć. Rodzice i uczniowie mogliby w ten sposób kontrolować proces edukacyjny i mieć na niego realny wpływ. Oczywiście, na konieczność selekcji uczących się wpadło już wielu, ale na ogół robi się to żeby ułatwić życie sobie, a nie uczniowi. Selekcja już się zaczęła, ale jak zwykle ma charakter raczej dyskryminacyjny niż konstruktywny. Moim marzeniem… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Beatrice

Miałam się rozpisać, ale właśnie przeczytałam ciekawy artykuł, który daje NADZIEJĘ NA ZMIANY 🙂 http://jarekzylinski.blox.pl/2014/03/Co-slychac-w-MEN.html

avatar
Gość

Artykuł raczej relacjonuje kolejne, nie rokujące jakiekolwiek zmiany bicie piany w połączeniu z kolejnymi kłodami, rzucanymi pod nogi tym, którzy coś by chcieli zmieniać.
Nadzieja na zmiany będzie wtedy, gdy jakakolwiek (choćby drobna) zmiana nastąpi.

Proszę więc lepiej się rozpisać, a nie popadać w wishful thinking…

avatar
Gość
Beatrice

Co mam poradzić na to, że jestem niepoprawną optymistką? No i chwytam się każdej nadziei… Nawet jeśli to brzmi jak sen – zbyt piękny aby mógł być prawdziwy… Marzena Żylińska w MEN… Mogłaby chociaż zostać tam jakimś ekspertem…

avatar
Gość
Robert Raczyński

Może lepiej nie… Musiałaby potem świecić oczami za rzeczy, na które i tak nie miałaby wpływu.

avatar
Gość
monikasz

A idee, które propaguje, zostałyby wprowadzone w karykaturalnej, papierkowej formie i przyniosły więcej szkody niż pożytku… Ja niestety jestem niepoprawną pesymistką 🙂

avatar
Gość
Beatrice

Wierzę, że to o czym myślimy, czego naprawdę pragniemy spełnia się 🙂 Więc proponuję wszystkim trochę więcej optymizmu 🙂

avatar
Gość

Zmieniać szkołę i nawyki nauczycieli to tak jak gdyby kopać się z koniem. Najtrudniej jest chyba nauczyć czegoś ( refleksji nad tym co robi,krytycznej oceny) nauczyciela.Przecież skoro uczy już ponad dwadzieścia lat to znaczy że robi to dobrze i to jest pewnik. W wielu szkołach przez kilkadziesiąt lat istnienia nie zmienił się nawet kolor tablicy.Po co miałby się zmienić? Szkoła musi istnieć.W obecnym systemie nie ma konkurencji.Po co się więc starać albo co gorsza narażać na utratę pracy? Brak konkurencji, faktycznych czynników wymagających poprawę funkcjonowania powoduję że sytuacja przypomina zamulony staw ze śmierdzącą wodą. Wg mnie bez odgórnych zmian systemowych… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Edyta

Jeżeli uczniowie prezentują niski poziom znajomości języków obcych to zastanawiające jest, dlaczego ich możliwości nie są wykorzystywane od najmłodszych lat. Wielokrotnie mówiono o badaniach potwierdzających, że im wcześniej rozpocznie się naukę języków tym lepiej możemy ten język opanować. Jeszcze niedawno słysząc informację, iż dzieci w przedszkolach mają kontakt z językiem obcym 2 lub 3 dni w tygodniu od 15 do 30 minut wydało mi się to, co najmniej niezrozumiałe. Jest to jedynie niewykorzystany potencjał.

avatar
Gość
Joanna Czarnota

Jestem nauczycielką języka angielskiego oraz wychowawcą trzeciej klasy w gimnazjum. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że zdecydowana większość gimnazjalistów nie mówi po angielsku. Nie jest to jednak wina ani uczniów ani nauczycieli. Obecny system edukacji zwyczajnie nie oczekuje od nikogo, żeby swobodnie posługiwać się językiem w mowie. Ważne są wskaźniki EWD i zdobyte punkty na egzaminach. Osobiście staram się wygospodarować jak najwięcej czasu na mówienie, ale chcę być jednocześnie „dobrym” nauczycielem i mam świadomość, że oczekuje się ode mnie,że poświęcę najwięcej czasu na strategie egzaminacyjne, struktury leksykalno-gramatyczne i funkcje językowe. Przyznam, że bardzo często czuję się bezsilna i najczęściej na lekcjach… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Iwona Krakowiak-Bzymek

Nowe technologie w nauczaniu języków obcych: Uczniowie jako pasywni odbiorcy czy aktywni twórcy? Iwona Krakowiak-Bzymek w dniu sobota, 17 styczeń 2015, 11:27 napisał(a) Po przeczytaniu artykułu o nowych technologiach i nauczaniu języków obcych chcę opowiedzieć o swoim doświadczeniu w uczeniu się języka obcego. Od jakiegoś czasu zmagam się z językiem angielskim, chciałabym płynnie mówić, bez włączania myślenia jakiego czasu teraz powinnam użyć, bądź która konstrukcja będzie odpowiednia do danej sytuacji. Wciąż szukam szkoły językowej, która” zamiast zaznaczać w zeszytach ćwiczeń poprawne odpowiedzi, łączyć elementy lub wpisywać w luki słówka, pozwoli mi na bycie aktywnym twórcą zadań. Praca z tradycyjnymi zadaniami… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Triana

Jestem nauczycielem języka angielskiego w szkole średniej. Do mojej szkoły trafiają uczniowie o zróżnicowanym poziomie kompetencji językowej. Mimo to uważam, że jestem w komfortowej sytuacji ponieważ język angielski jest jednym z nielicznych przedmiotów szkolnych którego uczniowie chętnie się uczą. Sami potrafią wytłumaczyć sobie zasadność uczenia się. Wiedzą, że nabyta wiedza przyda im się teraz i w przyszłości. Mam nadzieję, że sytuacja w gimnazjach poprawi się z czasem, a nowe technologie będą temu sprzyjać, przecież uczymy pokolenie cyfrowych tubylców.

avatar
Gość
Triana

Jestem nauczycielem w szkole średniej. Do mojej szkoły trafiają uczniowie o zróżnicowanym poziomie kompetencji językowej. Mimo to uważam, że jestem w komfortowej sytuacji, ponieważ język angielski jest jednym z nielicznych przedmiotów szkolnych, którego uczniowie chętnie się uczą. Sami potrafią wytłumaczyć sobie zasadność uczenia się. Wiedzą, że nabyta wiedza przyda im się teraz i w przyszłości. Mam nadzieję, że sytuacja w gimnazjach poprawi się z czasem, a nowe technologie będą temu sprzyjać, przecież uczymy pokolenie cyfrowych tubylców.