Oś Świata/Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce

Przypadek Ryszarda Moryca, czyli o tym, dlaczego tak ważne są miękkie kompetencje

11.05
2013

Znów będzie o neuronach lustrzanych! Od dawna nosiłam się z zamiarem napisania tekstu o tzw. miękkich kompetencjach, które dziś nie są w cenie i które obecny system edukacyjny konsekwentnie pomija. W systenie testocentrycznym liczy się tylko to, co można zmierzyć i porównać, a cechą miękkich kompetencji jest właśnie to, że nie poddają się prostemu testowaniu. Nie jest to zapewne jedyny powód ich ignorowania, bo jak rozwijać zdolność współpracy w szkole, która stawia na konkurencję i sprowadza naukę do wyścigu szczurów. Dobra szkoła to dla wielu osób taka, która zajmuje wysokie miejsce w rankingach. Wielu rodziców pyta głównie o to. Dorota Klus-Stańska pisze, że obecnie w Polsce jest duże zapotrzebowanie na złą szkołę. Opowiadała mi niedawno mama pewnego pierwszaka, który trafił do klasy wyjątkowo surowej i wymagającej nauczycielki, że na zebraniu, na którym chciała poruszyć temat mało przyjaznej atmosfery panującej na lekcjach i będącego jest skutkiem stresu, nie odezwała się, gdy stwierdziła, że inni rodzice są bardzo zadowoleni z faktu, ze „pani dużo wymaga” i „nie jest pobłażliwa”. Czytelnik może zapytać, co ma surowa i oschła nauczycielka do Ryszarda Moryca, komornika, o którym zrobiło się głośno, gdy zajął pewnej emerytce konto i zabrał jej 28 tys. złotych, oszczędności całego jej życia. Problem w tym, że dłużnikiem był ktoś o tym samym imieniu i nazwisku. Ryszard Moryc szybko przyznał się do błędu, ale pieniędzy nie oddał. Ów absolwent prawa uznał, że emerytka, którą okradł, może mu wytoczyć proces. Kobieta próbowała szukać sprawiedliwości w sądzie, ale tam, inna absolwentka prawa stwierdziła, że Ryszars Moryc nie miał złych intencji, ot, popełnił błąd, więc nie można go zmuszać do zwrócenia zagarniętych bezprawnie pieniędzych. Nie po raz pierwszy otwieram ze zdziwienia oczy słysząc werdykty wydawane przez sędziów czy opinie wyrażane przez prawników. Żyję na tyle długo, że doszło już do mnie, że w sądach prawo i sprawiedliwość, to dwie różne pary kaloszy. A jednak trudno pogodzić mi się z faktem, że owe jawnie niesprawiedliwe wyroki ferują ludzie opłacani z pieniędzy podatników, którzy utrzymują sądy po to, by móc w nich dochodzić sprawiedliwości i z pomocą prawa bronić się przed Ryszardami Morycami. Sławomir Sierakowski w Gazecie Wyborczej z 20-21 kwietnia tak mówi o Ryszardzie Morycu: „Przez cały czas słyszał o konkurencji, a nie o współpracy. O inicjatywie, a nie o pomocy. O własnym interesie, a nie o zaletach sprawiedliwości. Czy on skrzywdził kogoś, kto jest w jego oczach poważny albo istotny? Nie. On skrzywdził ‘koszt transformacji’ – jakąś bezradną emerytkę. (…) Nie do takich ludzi szacunku go uczono na studiach. Miał szanować bisnesmena w krawacie, maklera i znanego aktora.”

Szacunek do innych, empatia, umiejętność współpracy to właśnie owe pomijane przez dzisiejszy system edukacyjny miękkie kompetencje. Ryszard Moryc był z pewnością dobrym uczniem, skoro dostał się na prawo. Zapewne był również dobrym studentem, wyuczył się na pamięć, czego trzeba, zaznaczył w testach poprawne odpowiedzi. Żeby skończyć studia prawnicze nie trzeba być ani dobrym, ani porządnym człowiekiem. To samo dotyczy innych kierunków studiów. Kryzys ekonomiczny, z którego świat wciąż jeszcze nie umie wyjść, jest dziełem absolwentów najlepszych ekonomiczych uczelni, którzy świetnie wiedzą, jak w każdej sytuacji zarabiać pieniądze, ale których nie nauczono, co to jest dobro wspólne i  że najważniejsze jest, żeby być porządnym człowiekiem. Gdy zwyczajnym ludziom zabiera i licytuje się domy i mieszkania, ekonomiści, którzy ów kryzys wywołali, dostają ogromne premie, które często pochodzą z państwowych dotacji przyznawanych im przez rządy, które uważają, że ich głównym zadaniem jest ochrona banków przed upadkiem. Politycy w takim postępowianiu nie widzą niczego zdrożnego. Ktoś przecież musi ponieść koszty kryzysu i oczywiste wydaje się im, że to mają być ci najbiedniejsi, a nie najbogatsi, których pazerność kryzys wywołała.  Sierakowski w przytoczonym artykule mówi o wszechobecnym cynizmie. „Ludzie dziś uważają, że z bolączkami współczesności niewiele da się zrobić. Nawet nie próbują. Wolą wykorzystywać swoje talenty i wiedzę do konkurowania ze sobą zawsze i wszędzie, a nie zorganizowania się, aby choć trochę poprawić sytuację ogółu. Wierzą w sukces indywidualny, a nie wspólnotowy.”

Wiele razy pisałam o plastyczności naszych mózgów, czyli o tym, że ich struktura jest odbiciem podejmowanej aktywności i obserwowanych wzorców. Ogromną rolę odgrywają również neurony lustrzane, w których zapisane zostają możliwe programy działań. Dlatego trudno oczekiwać, by ze szkoły, która uczy rywalizacji, a nie współpracy, uczniowie wynosili przekonanie, że warto działać wspólnie. Wartości nie są dziś w modzie. Nawet instytucje, które z natury rzeczy powinny o nie dbać, zajmują się głównie pozyskiwaniem „doczesnych marności”. Dzieci wszędzie słyszą o pieniądzach, a świat dorosłych dostarcza im przykładów pokazujących, że aby być dobrym lekarzem, prawnikiem czy naukowcem, nie trzeba być dobrym człowiekiem. A przecież tylko wtedy będą szanować innych, gdy w ich neuronach lustrzanych zapisanych zostanie odpowiednio wiele przykładów zachowań opartych na szacunku. Dzieci są bacznymi obserwatorami, a ich mózgi na podstawie tego, co widzą tworzą ogólne zasady. Dlatego tak ważne jest nie tylko to, co same robią, ale również to, co widzą wokół siebie. Dobro wspólne, uczciwość i szacunek nie pojawiają się na lekcjach, bo celem nauczycieli jest przygotowanie uczniów do zdawania testów. Szkoła ma przygotować do bycia dobrym prawnikiem, a nie dobrym i porządnym człowiekiem, który widzie więcej niż tylko własny interes. Ale czy można być dobrym prawnikiem, nie będąc dobrym człowiekiem?

Musimy wreszcie zacząć dostrzegać związek, między sposobem funkcjonowania szkoły, propagowanymi w niej wartościami i duchem rywalizacji, a społecznymi problemami, jakie można dziś zaobserwować na każdym kroku. Bezduszności, buty, egoizmu i sztywności myślenia też trzeba się gdzieś nauczyć. Jeśli chcemy, by młodzi ludzie podejmowali działania na rzecz dobra wspólnego, by rozumieli, że współpraca przynosi więcej pożytku niż rywalizacja, że ludzie sprawujący władzę stoją na straży sprawiedliwości społecznej, to musimy dostraczyć im zarówno w szkole, jak również poza nią, odpowiednich wzorców postępowania. Społeczeństwo bez zasad moralnych skazane jest na upadek. Z punktu widzenia dobra wspólnego niepożądanych wzorców dostarcza dziś nie tylko szkoła, ale również samo życie. Jakie ogólne zasady mogą powstać w młodych mózgach, gdy dzieci słyszą w telewizji, że komornik Ryszard Moryc pozbawił emerytkę środów do życia, bo nie chciało mu się sprawdzić, czy chodzi o właściwą osobę, a inny prawnik w sądzie orzekł, że pieniędzy nie trzeba oddawać, bo nie dopatrzył się dużej szkodliwości społecznej czynu?

Niektórzy ludzie nie widzą, że tzw. twarde kompetencje, czyli takie, który można zmierzyć za pomocą testów, nie przyniosą żadnego pożytku, jeśli nie będą towarzyszyć im te miękkie, których zmierzyć za pomocą testu nie sposób. Świetny prawnik, lekarz, ekonomista czy nauczyciel może spowodować ogromne straty, gdy jest złym, egoistycznym, pozbawionym empatii człowiekiem. Do tej listy można dopisać dowolną liczbę kolejnych zawodów. Wystarczy wyobrazić sobie, jakie piękne mogłoby być życie, gdyby np. urzędnicy wydający zgody na to i owo byli ludźmi kreatywnymi! Miękkie kompetencje potrzebne są wszędzie. Bez umiejętności szanowania innych ludzi, bez empatii i umiejętności współpracy nie można prowadzić choćby wydawnictwa. Można oczywiście organizować pracę w taki sposób, że każdy robi swoje i nikt z nikim nie ma bezpośredniego kontaktu, a wszystko przechodzi przez komputer szefa, ale taki sposób postępowania nie może przynieść takich korzyści, jakie daje zgodna, oparta na szacunku, współpraca autora z redaktorem, grafikiem i innymi osobami zaangażowanymi w proces powstawania książek. Bez miękkich kompetencji nie można stworzyć żadnego zespołu. Szef, który nie rozumie, że tzw. przemocowe działania hamują ludzki potencjał, nigdy nie dowie się, jakie możliwości tkwiły w jego współpracownikach.

Jestem przekonana, że szkoła pomijająca tzw. miękkie kompetencje nie może dobrze przygotować młodych ludzi do życia we wspólnocie. Dlatego mamy takich prawników jak Ryszard Moryc, butnych, zadufanych, pozbawionych emaptii szefów, urzędników, którzy nie rozumieją, że ich zadaniem jest pomaganie ludziom, ekonomistów, dla których jedynym kryterium oceny jakości pracy jest zysk. Jacy ludzie mogą opuścić mury szkół, które oceniane są jedynie na podstawie miejsca zajętego w rankingu? Jaki los gotujemy sobie na starość urządzając w szkołach wyścigi szczurów i ucząc, że w życiu liczą się jedynie twarde kometencje? Ani empatii, ani kreatywności czy umiejętności pracy w grupie nie da się zmierzyć. Czy to oznacza, że szkoła może je pomijać? W tym właśnie czasie uczniowskie mózgi najintensywniej się rozwijają i chłoną wzorce, jakie widzą wokół siebie. Czy naprawdę chcemy, by widziały głównie rywalizację i efektywność? Kreatywność czy sztywność myślenia i czarno-biała wizja świata? Na wyrabianie jednego lub drugiego mamy w szkołach 12 lat.

I powinnam tu napisać jeszcze o nowych inicjatywach tworzenia szkół demokratycznych. I w tym przypadku pytanie o to, co jest „normalne” jest bardzo zasadne. Taki pomysł wielu osobom wydaje się czystym szaleństwem! Ale czy można uznać za normalne, że niedemokratyczne szkoły mają dobrze przygotować młodych ludzi do funkcjonowania w demokratycznym społeczeństwie?  Czy to jest normalne? Przepaść między życiem a szkołą jest większa niż skłonni jesteśmy przyznać.

26.07.2013

Tekst ten napisałam jeszcze w maju, ale wciąż napotykam na kolejne przykłady potwierdzajace tezę, że same twarde kompetencje to zdecydowanie zbyt mało.

W 27 numerze Polityki (3.07.-9.07.2013) ukazał się artykuł Edyty Gietki p.t. „Rżnący, szarpiący, miażdżący …”, rzecz jest o bólu odczuwanym przez osoby umierające na raka. Choć przeczytałam go już ponad dwa tygodnie temu, wciąż nie mogę się otrząsnąć. Przytoczę kilka fragmentów:

„Ze szpitala wypuścili Chustkę z jedną ampułką morfiny. W domu przyjmowała pochodną morfiny, podawaną donosowo. Nowoczesną. Szybko uwalniającą się, z małym progiem przedawkowania. Ale drogą. Wyczerpała swoją porcję za wcześnie, niezgodnie z algorytmem zużycia rozpisanym przez NFZ. Chustce rozpadały się tkanki w obrębie miednicy. Była świadczeniobiorcą terminalnym serwisu paliatywnego pod Warszawą. Lekarz hospicyjny policzył i odmówił wypisania drugiej recepty. Nie będzie odpowiadał przed funduszem, który monitoruje rozchód zużycia.

Przedostatniego dnia życia Chustki groźbą sądu wymuszono na serwisie paliatywnym, żeby ktoś przyjechał i podłączył pompę z morfiną. Przestała jęczeć, przysnęła i umarła. Mąż, zamykając bloga, napisał, że to było wyjątkowe umieranie. Średniowieczne.”

„Do bólu ciągłego nierokujących terminalnych dochodzi przebijający.  Krótki, okrutny i nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpi. Można przed nim zabezpieczyć, zostawiając receptę na morfinę.  Żeby była pod ręką.  Ale kontroler NFZ ma rozporządzenie nieprzewidujące bólów nagłych. Kontroler kwestionuje recepty, na których lekarz nie rozpisał, jakie dawki morfiny świadczeniobiorca spożyje w ciągu 10 dni. Cofa je jako trwoniące pieniądze podatnika. Kontroler jest zmotywowany. Premiowany za odzyskanie środków z powrotem do budżetu.”

Bardzo chciałabym wiedzieć, jak wysoka jest premia kontrolera NFZ za oszczędności poczynione na jednym umierającym na raka człowieku. Napiętnowałam Ryszarda Moryca, ale nie znam nazwisk owych kontrolerów NFZ i osób, które stworzyły dla nich stosowne rozporządzenia. Tak to jest zrobione, że nikt nie chce odpowiadać. Lekarz nie wypisze recepty na morfinę, choć widzi cierpienie umierającego człowieka, bo nie chce mieć kłopotów, kontroler chce dostać premię, więc nie akceptuje recept, ktoś tam u GÓRY w NFZ siedzi i liczy pieniądze, no cóż, jest fachowcem! Na pozór winny jest nie człowiek, ale system. Miejsce rozumu, myślenia i współczucia zajęły procedury i algorytmy. A te stworzyli ludzie, którzy dobrze wypadliby na testach i egzaminach. Umieją liczyć, , stworzyli oszczędny system!!! Znają się na ekonomi!!! Tylko że wszystko to jest zupełnie kontrproduktywne bez miękkich kompetencji, takich jak empatia czy zrozumienie sytuacji. Po co nam kontrolerzy, którzy w umierających i cierpiących ludziach dostrzegli źródło oszczędności, po co lekarze, którzy ze względu na algorytmy nie chcą, choć mogą, ulżyć w cierpieniu?

Cała mądrość złego lub nieczułego człowiaka, przynosi więcej szkód niż pożytku. Mądrość, wiedza i wszelkie umiejętności mają wartość tylko wtedy, gdy współistnieją z miękkimi kompetencjami. Dlatego w szkole powinniśmy je rozwijać i powinniśmy uczyć dzieci, by nie akceptowały systemowego okrucieństwa, bezduszności i bezmyślności. Nie dajmy się zwieść stwierdzeniom: „Takie procedury”. Za każdą decyzją stoją jacyś ludzie. Bardzo chciałabym wiedzieć, kto odpowiada za oszczędności na morfinie. Kto tak sprytnie to wyliczył, że nawet w przypadku umierających i cierpiących ludzi można trochę oszczędzić. I pisząc to, myślę sobie, żeby przy tych kontrolerach NFZ i ich zwierzchnikach, Ryszard Moryc, to zupełnie nieszkodliwy człowiek.

 

Informacja dotycząca mojej książki „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”

Ponieważ na rynku jest jeszcze inne wydanie „Neurodydaktyki” informuję, że prawa do mojej książki ma jedynie Wydawnictwo Naukowe UMK i tylko pod zawartymi w tej książce tezami mogę się podpisać. Za błędy zawarte w innym wydaniu, nie ponoszę odpowiedzialności. Swoim nazwiskiem firmuję jedynie „Neurodydaktykę” z pokazaną tu okładką. Jeśli ktoś chce przeczytać MOJĄ książkę, to proszę korzystać z wydania z  granatowym profilem twarzy.  Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, iż to autor odpowiada za treść i formę swojego dzieła. Ja miałam wpływ jedynie na formę i treść książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe UMK.

Neurodydaktyka

Kiążkę można kupić przez internet np. tu:

http://www.kopernikanska.pl/prod_193628_Neurodydaktyka_Nauczanie_i_uczenie_sie_przyjazne_mozgowi.html

 

48
Dodaj komentarz

13 Comment threads
35 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
avataravataravataravataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość
Robert Raczyński

To bardzo skomplikowane zagadanienie i podejście do niego zależy od punktu cyklu, w który zdecydujemy się ingerować. Nieco uproszczając sprawę, można się zastanawiać, czy szkoła jest taka jak społeczeństwo, czy też społeczeństwo takie jak szkoła. Z całym szacunkiem dla działań edukacyjno-wychowawczych wszystkich moich koleżanek i kolegów, uważam, że istniejący system edukacyjny jest dokładnie taki, na jaki istnieje zapotrzebowanie. Innymi słowy, możemy sobie do znudzenia opowiadać jakie kompetencje (treści, wartości) powinny a jakie są kształtowane w szkole, ale ona i tak będzie taka jacy są ludzie posyłający do niej dzieci. „Elity” mogą sobie wielbić „miękkie kompetencje” (najczęściej platonicznie), ale treść edukacyjna… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Pozorny

Moim zdaniem „szkoła jest taka jak społeczeństwo”, podobnie jak na postawione dawno temu pytanie „Czy naród pije, bo jest chory, czy jest chory, bo pije” odpowiedź brzmi „Pije, bo jest chory”. Erich Fromm w filmie “Człowiek dostosowany” (Der angepasste Mensch) twierdzi, że głównym celem społeczeństwa jest wmówienie każdemu człowiekowi, że to, co robi (dla dobra danego społeczeństwa), jest dokładnie tym, co chce i co lubi robić. Narzędziem zaszczepiającym to przekonanie w świadomości jednostek jest – jakże by inaczej – system edukacji i rodzina. Nauczyciele i rodzice – z pełnym szacunkiem dla ich poświęcenia, zaangażowania i głębokiego przekonania o słuszności przekazywanych… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Marzeno droga, „ukradłaś” mi temat, za co jestem Ci wdzięczny, bo nie muszę już zastanawiać się „od czego tu zacząć”. Zaczęłaś Ty. Właśnie dzisiaj chciałem napisać o tym samym. Tytuł miał być taki: „Fatalny błąd. Człowiek nie jest w centrum zainteresowania szkoły”. „Fatalny błąd”, to nie kończący się i coraz lepiej rozwijający się serial dokumentalny, prezentowany przez wszelkie telewizje. – Komornik zabiera kasę przez pomyłkę – Lekarz jest przyczyną śmierci pacjenta – Sędzia wsadza ofiarę przestępstwa do aresztu – Prokurator prześladuje – Sąsiedzi są obojętni wobec skrajnej przemocy – Urzędnicy doprowadzają upadku dobrą firmę – itd., itp. Scenariusz jest zazwyczaj… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

To, że teoretycznie łatwiej jest zmienić szkołę, jest oczywiste. Problem polega na tym, że jak już pisałem jest to „leczenie” skutków, a nie przyczyn choroby. Poza tym, apel o zmianę w szkolnictwie jest niezmiennie „wołaniem na puszczy”, bo, wbrew pozorom, jest adresowany do „marginesu” społeczeństwa. Tak jak napisał Pozorny, nasz mózg nie jest organem „moralnym”, ale biologicznym i kieruje się oportunizmem. Samodzielnie nie wartościuje i nie zmierza „ku wyższym celom”, bo takie obiektywnie nie istnieją. To kultura (taka, czy inna) wzmacnia określone tendencje uznawane w danym społeczeństwie za wartościowe i doprowadza do „rozwoju”. Jak widać, w naszym kraju (i w… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Pozorny

Panie Robercie, Gerald Hüther, na którego pani Marzena często się powołuje, stworzył w Niemczech projekt “Budząca się szkoła”. Hüther twierdzi – a jako neurobiolog, pedagog i dydaktyk z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem pewnie wie, o czym mówi – że zmiany nigdy nie nastąpią “odgórnie”. Czy wołanie na puszczy, jak nazywa Pan apele o zmiany w szkolnictwie, jest zatem naprawdę niepotrzebne? Myślę, że ważne jest to, bo połączyć dwa kierunki rozwoju – ten “oddolny”, wspierany przez świadomych rodziców, nauczycieli i (starszych, już świadomych swego potencjału) uczniów, oraz ten reprezentowany przez (niezależnych od świata polityki i mediów) naukowców, którzy naprawdę starają się oceniać rzeczywistość… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Widocznie niezbyt wyraźnie odkreśliłem swoje stanowisko zawarte w ostatnim zdaniu poprzedniego wpisu. Oczywiście ma Pan rację dostrzegając współistotność obu nurtów. Ja nie tyle postuluję zaniechanie ruchów oddolnych albo wierzę w odgórne „załatwienie sprawy”, ile chciałem zwrócić uwagę na kierunek działań oddolnych – wydaje mi się, że spełnienie, co tu kryć, wygórownych żądań, które kierujemy do edukacji instytucjonalnej, jest niemożliwe przy zachowaniu jej masowości. Inaczej mówiąc, konieczne jest przyznanie, że nie każdy musi (i chce) być wykształcony. Wybór stopnia i zakresu wykształcenia powinien być sprawą indywidualną, ale nie pozornie, jak to możemy obserwować. Wmawianie ludziom, że trzeba być magistrem, żeby móc… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Ta dyskusja jest bardzo ciekawa. W tej chwili mogę dodać tylko tyle: współczesne szkoły i uczelnie starają się kształcić jak najlepiej. Kto kształci lepiej, ten jest wyżej w rankingu. Pozornie wszystko jest w porządku. Ale efektem są dobrze, a czasem doskonale, wykształceni troglodyci. Ja chyba też byłem/jestem(?) takim troglodytą. W szkole miałem same piątki i czwórki.
CDN.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

“Empatię czy kreatywność też będzie można kiedyś zmierzyć. Zastanawiam się, czy gdy będzie to już możliwe, przeciwnicy tzw. miękkich kompetencji zmienią swoje podejście do nich.” Ależ kreatywność już się mierzy! Na wiele sposobów bardzo się między sobą różniących sposobem zaawansowania i wiarygodnością wyników. Próbowałem o tym pisać, wyłapując tanie i fałszujące uproszczenia u zasłużenie skądinąd popularnego Kena Robinsona. Empatię mierzono w rozmaitych doświadczeniach opartych co prawda na behawioralnym paradygmacie, ale i tak dostarczających świadectw wartych zastanowienia (kiedy np. pokazano, że surowość sędziowskich wyroków spada, kiedy sędziowie widzą własne odbicie w lustrach). Przede wszystkim natomiast, kim są przeciwnicy miękkich kompetencji? Nie… Czytaj więcej »

avatar
Gość
WaldemarZ

WaldemarZ Ten blog ośświatowy jest niesamowity. Można tu zajrzeć po roku przerwy, tak jak ja to w tej chwili czynię i mam wrażenie, że te same ważne wątki są kontynuowane i wszystko jest dalej tak samo interesujące! Jeśli chodzi o temat odpowiedzialności szkoły za “miękkie kompetencje” czy zaszczepianie wartości moralnych, to szkoła próbuje to robić po swojemu poprzez tzw. ocenę z zachowania, która uwzględnia w szczególności: 1) wywiązywanie się z obowiązków ucznia; 2) postępowanie zgodne z dobrem społeczności szkolnej; 3) dbałość o honor i tradycje szkoły; 4) dbałość o piękno mowy ojczystej; 5) dbałość o bezpieczeństwo i zdrowie własne oraz… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Za czasów mojego dzieciństwa to były oceny ze ‚sprawowania’. Dziś są z ‚zachowania’. Kiedy to się zmieniło?
I czy zmiana miała jakieś uzasadnienie?

Różnica znaczeniowa tych słów … hmm… Niby ją czuć, ale trudno opisać… Jakby w ‚zachowaniu’ chodziło bardziej o obiektywny opis, właśnie behawioralny, niekoniecznie oceniany pod względem etycznym, a w ‚sprawowaniu’ o spełnianie oczekiwań i wymogów oceniane pod względem etycznym, a nie formalnym?

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Sprawowanie znaczeniowo chyba tym się odróżnia, że zawiera jakieś pozytywnie określone cele. Jak się sprawujesz, jak się sprawiłeś, robiąc to lub tamto, to odrobinę więcej niż zwyczajne poprawne zachowanie. Ale oczywiście prawdopodobnie chodzi zwyczajnie o to, że sprawowanie dzisiaj trąci myszką, a to, że przez kulturowy przypadek podobna naftalina zalatuje od logiki i kilku innych rzeczy… Kto by się przejmował.

avatar
Gość
WaldemarZ

Na poziomie językowego odbioru tych słów, mam podobne odczucia. Podejrzewam jednak, że “sprawowanie” zlikwidowano na początku transformacji jako zaszłość z systemu komunistycznego. Takie były czasy, nikt nie zawracał sobie głowy analizą semantyczną.
Tą lukę moralną wypełnił min. Giertych wprowadzając ocenę z zachowania w 2007, PiS się pod tym podpisał, a koalicja PO zostawiła “zachowanie” bez zmian, a nawet rozszerzyła metodologię behawioryzmu na inne przedmioty, nie wyłączając matematyki, w reformie programowej z 2008 roku.

avatar
Gość

Z rozmowy Roberta i Pozornego wysnuwam następującą tezę: brakuje nam dwóch czynników uruchamiających znaczące przemiany w oświacie: – nacisk oddolny – nacisk odgórny Źródłem takiego nacisku mogą być tylko elity. Skąd wziąć elity ? Wydaje się, że elity odgórne już są. Przecież „wszyscy” profesorowie wieszają psy na MEN i całej oświacie i zarazem pokazują właściwe kierunki rozwoju. Mogłoby się wydawać, że w tym środowisku stworzy się grupa nacisku. Nic z tego ! Środowiska akademickie mają wiedzę i narzędzia, ale nie chcą czy nie potrafią (?) z nich skorzystać. Próby namówienia profesorów do wydania wspólnego oświadczenia-apelu lub podjęcia jakich działań są,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Anna

@ Wiesław Jako rodzic – próbuję, ale zderzam się z *programem* który jest świętością, bo nauczyciel musi go zrealizować. To znaczy dziecko musi go zrealizować wypełniając książki i zeszyty ćwiczeń. Każde dziecko tak samo. Moim (moim) problemem jest to, że moje dziecko nudzi się w szkole okropnie (kl2, podstawówka), wszystko jest za łatwe albo za trudne, a on jest tak znudzony, że już nic nie chce robić… i to jest dziecko które śpi z encyklopedią. I jedynym wyjściem, które ja widzę, to jego wyjście ze szkoły. I nauka w domu. Bo Pani w szkole uczy wszystkie dzieci tak samo… wszystko… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Proponuję — jako w miarę bezpieczną metodę — „wewnętrzną emigrację” Dzieci, nawet w 2. klasie, dają sobie z tym świetnie radę. Nie twierdzę, że nie jest to demoralizujące i złe — ale i tak jest prostsze organizacyjnie, niż zupełne zerwanie ze szkołą i chyba (tak mi się wydaje) mniej szkodliwe, niż pójście z systemem na udry. Ot — szkoła to bzdura i głupota, płacimy jej haracz hipokryzji i konformizmu, a w domu czytamy książki, jakie nas interesują i zajmujemy się ciekawymi problemami. Przy odrobinie szczęścia i dyplomacji udaje się uzyskać tyle, by szkoła nie kazała uczestniczyć w głupotach, a by… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Anna

@ Marzena „Jak Pani myśli, jak nauczyciele reagują na takie słowa?” Myślę, że mówią, że są rozliczani ze zrealizowanego programu 😉 i taki jest program. Ja wiem, że część dzieci będzie zachęcona, a część dzieci nie, i że nie jest to łatwe, ogólnie. Zastanawiam się co jako rodzic mogłabym zrobić, żeby coś w szkole zmienić, oprócz „plotkowania” z innymi mamami co jest źle, a co dobrze, tudzież wypełnienia corocznej anonimowej ankiety, bo z *Panią* już dyskutowałam… z drugiej strony też ją w pewien sposób rozumiem… @ Xawer Problem w tym, że to nie jest dziecko, które pójdzie na jakikolwiek kompromis,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
MZ

@ Wiesław ” Źródłem takiego nacisku mogą być tylko elity. Skąd wziąć elity ? Wydaje się, że elity odgórne już są. Przecież „wszyscy” profesorowie wieszają psy na MEN i całej oświacie i zarazem pokazują właściwe kierunki rozwoju. Mogłoby się wydawać, że w tym środowisku stworzy się grupa nacisku. Nic z tego ! Środowiska akademickie mają wiedzę i narzędzia, ale nie chcą czy nie potrafią (?) z nich skorzystać. Próby namówienia profesorów do wydania wspólnego oświadczenia-apelu lub podjęcia jakich działań są, jak dotychczas, bezskuteczne. Jeśli dobrze zrozumiałem, próbował Paweł. Próbowałem ja. Czy ktoś jeszcze próbował ? Sami uczeni też próbowali: uruchomili… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Dawid Grabowski

Reżyser Tom Shadyac znany z takich produkcji jak ACE VENTURA psi detektyw nagrał film dokumentalny „I AM”. Rozmawia on z ludzmi (np. Naom Chomsky) o tym, co jest nie tak z naszym światem, edukacją itd. Film powstał po wypadku reżysera, którego skutki mogły go doprowadzić do samobójstwa. Nagrał film o chorobie psychicznej, ale nie o takiej, o której by sie teraz zwyczajnie pomyślało. Wniosek jeden: trzeba zmienić nasz sposób myślenia i kształcenia ludzi nastawionych na konkurencję, rywalizację, wygraną, pieniądze. Jest to również film o neuronach lustrzanych i o przyrodzie. O dna. Głównie chodzi o to, że sama przyroda, np. stado… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Anja

W tym temacie istnieje kilka problemów! 1. Kto ma nauczać kompetencji miękkich? Nauczyciele? Ludzie, którzy o tychże kompetencjach wiedzą tyle co „normalny” człowiek, a oporni są na ich kształcenie bynajmniej nie normalnie – spróbujcie zorganizować takie szkolenie… Używanie komputera, tablicy interaktywnej tak, ale ćwiczenia z zakresu empatii … Lepiej nie mówić ( a wiem co mówię!). 2.System wartości – owszem istnieje tylko, że nie ma go kto promować. Bynajmniej nie chodzi o nauczanie. O nie! Ale o pokazywanie i wiarygodność. Ilu mamy Owsiaków? A ilu takich by się przydało w szkołach, urzędach itd. 3. Środowisko i świadomość – potrzeba takich… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł

Po przeczytaniu tego artykułu miałem tylko jedną myśl: te wszytskie piątki, szóstki, 99% z egzaminu mają jeszcze mniejsze znaczenie, niż mogłoby się wydawać. To dobre wyniki sprawdzania wiedzy, czasami niektóych umiejętności, ale one naprawde nie mają nic wspólnego z dalszym życiem. Jakie znaczenie dla szefa w pracy będzie miała nasza piątka z polskiego, jeśli nie będziemy potrafili jasno sformułować własnych myśli w tekście pisanym czy wypowiedzi, ale wymienimy przedstawicieli oświecenia? Skupiła się tu Pani na etyce i moralności, moim zdaniem w szkołach brakuje wielu więcej kompetencji miękkich. Uczniowie nie uczą się tam jak współpracować w zespole, popełniać błędy i wyciągać… Czytaj więcej »

avatar
Gość
katarzyna_s

Umiejętności miękkie są niezbędne w życiu każdego człowieka. Coraz częściej organizuje się warsztaty umiejętności społecznych, jednak oferta ta dotyczy głównie osób dorosłych przy okazji szukania przez nich pracy, zdobywania wyższych kwalifikacji zawodowych etc. I dobrze. Lepiej późno niż wcale…. Ale…. kilka godzin warsztatu to nie wszystko…Jestem psychologiem w szkole podstawowej. Jak tylko mogę staram się te umiejętności miękkie w dzieciach kształtować. Jednak działanie to powinno objąć swym zasięgiem wszystkich nauczycieli, mało tego- nie tylko powinniśmy tego uczyć, ale przede wszystkim takie umiejętności prezentować. I choć doceniam różnorodność osobowościową/ temperamentalną nauczycieli (uważam to za cenne doświadczenie) to nie można dopuścić do… Czytaj więcej »