Oś Świata/Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce

Cyfrowi tubylcy i cyfrowi imigranci w jednej klasie

16.08
2012

Obecna eksplozja technologii cyfrowej nie tylko dramatycznie zmieniła nasz sposób życia, ale również mózgi młodych ludzi, które z powodu rewolucji technologicznej ulegają ewolucji z nieznaną dotychczas prędkością. W opublikowanym w 2001 roku artykule „Digital Natives, Digital Immigrants” Marc Prensky wskazał na nowy rodzaj podziału między ludźmi. Punkt odniesienia stanowiły nowe technologie i ich wpływ na nasze życie, sposób postrzegania świata, relacje z innymi ludźmi i strukturę mózgów. Dzisiejsi piętnastolatkowie zasadniczo różnią się od swoich rówieśników wychowanych w czasach poprzedzających rewolucję informatyczną. Zdaniem Prensky’ego nauczyciele nie zostali przygotowani do pracy z takimi uczniami, jacy dziś siedzą w szkolnych ławkach. Ich przygotowanie pedagogiczne dotyczyło osób, które myślały i uczyły się w sposób daleko odbiegający od tego, jak funkcjonują dzisiejsi uczniowie. I nie chodzi tu o różnice, które w naturalny sposób występują między kolejnymi generacjami. Zmiany jaka dokonała się na naszych oczach w przeciągu zaledwie kilkunastu lat nie da się z niczym porównać. Generacja, która wyrosła z komputerami, internetem, telefonami komórkowymi, aparatami cyfrowymi, ipodami, ipadami, smartphonami i innymi dygitalnymi urządzeniami kumulującymi w małych obudowach coraz więcej funkcji, to zupełnie inni ludzie. Badania neuropsychologów pokazują, że młodzi ludzie określeni przez Marca Prensky’ego jako Digital Natives, czyli cyfrowi tubylcy, inaczej odbierają i przetwarzają informacje niż ich poprzednicy. Zmiany, jakie pod wpływem kontaktu z nowymi technologiami dokonały się w mózgach dzisiejszych nastolatków, mają o wiele większy i głębszy zasięg, niż badacze skłonni byli przypuszczać. Różnice w strukturze sieci neuronalnej dygitalnych tubylców i dygitalnych imigrantów mają swoje źródło w odmiennej socjalizacji,  różnych typach aktywności i sposobach poznawania świata. Obie grupy posługują się też nieco innym językiem. Zdaniem Marca Prensky’ego u digitalnych imigrantów, nawet jeśli weszli do świata nowych technologii, można rozpoznać „obcy akcent”, który nie pozwala zapomnieć, że wychowali się w świecie bez komputerów.

Różnice te w naturalny sposób są przyczyną wielu problemów występujacych w edukacji. W sytuacji gdy nauczający i nauczani mają odmiennie ustrukturyzowane mózgi, inaczej postrzegają świat i inaczej przetwarzają informacje, trudno oczekiwać, że może być inaczej. Czy można się dziwić, że uczniowie często nie rozumieją swoich nauczycieli, a ci z kolei coraz częściej nie potrafią przewidzieć, co ich podopiecznym może przysporzyć trudności? To, co dla digitalnych imigrantów jest oczywiste, przez digitalnych tubylców postrzegane jest często jako coś niepotrzebnego, męczącego i anachronicznego. To, co jednym sprawia kłopoty i wydaje się trudne, dla drugich jest proste i oczywiste. Obie grupy mają bowiem zupełnie inne mocne i słabe strony. Problem w tym, że obecny system edukacyjny stworzony został przez i dla osób wyrosłych bez nowych technologii. Dlatego nie powinno zaskakiwać, że jest on ogólnie kontestowany przez inaczej myślących, i inaczej funkcjonujących cyfrowych tubylców, którzy naukę w dzisiejszych szkołach i na uniwersytetach odbierają często jako zającie męczące, mało przydatne, nudne i jałowe, a jedynym uzasadnieniem podejmowanego trudu, jest zdobycie dyplomu. Problem nie leży jednak  w samym zastosowaniu nowych technologii. Gdyby tak było, znalezienie rozwiązania nie stanowiłoby większej trudności.

Autor tekstu „Digital Natives, Digital Immigrants“ jest przekonany, że droga do sukcesu wymaga od nauczycieli wejścia do świata uczniów. Aby porozumienie było możliwe, muszą oni najpierw rozumieć język, jakiego używają młodzi, muszą wyjść im naprzeciw, aby dalej iść już razem. Prensky postuluje, by  na lekcjach dopuścić typowy dla cyfrowych tubylców styl funkcjonowania i uczenia się, choć to nie oznacza, że ma on być jedynem lub dominującycm. Jego zdaniem szkoły muszą również zaadaptować materiał do języka młodych, w przeciwnym razie przepaść dzieląca dziś obie generacje wciąż będzie się pogłębiać. Od opublikowania artykułu „Digital Natives, Digital Immigrants minęło już 11 lat. Dziś można odpowiedzieć na pytanie, czy Prensky dobrze zdiagnozował sytuację, czy opisywane przez niego problemy rzeczywiście utrudniają porozumienie między nauczycielami a uczniami i czy badacze mózgu potwierdzają istnienie sugerowanych przez niego głębokich różnic w strukturze mózgów przedstawicieli obu generacji.

Zdaniem Manfreda Spitzera każdy nauczyciel powinien zapoznać się z wynikami najnowszych badań neurobiologów, bo mózg ucznia, to miejsce pracy nauczyciela. Bez dokładnej wiedzy na temat sposobu jego funkcjonowania, trudno dobrze uczyć. Dostarczają jej dziś liczne badania prowadzone przez neuropsychologów, psychologów kognitywnych, neurobiologów i neurokognitywistów, których coraz częściej określa się jako neuronaukowców. Dzięki ich pracy coraz lepiej rozumiemy różnice między generacją tubylców i cyfrowych imigrantów i wynikającymi z nich problemami, którym codziennie muszą stawiać czoła nauczyciele. Marc Prensky jako pierwszy stwierdził, że szkoły, do których chodzą cyfrowi tubylcy nie mogą ciągle uczyć tak, jak w czasach, gdy w ławkach siedziały osoby wychowane w świecie bez komputerów. Tezę tę potwierdzają liczne eksperymenty i badania. Dla uczniów mających inaczej uformowane mózgi i odmiennie przetwarzających informacje, trzeba znaleźć inne rozwiązania i odmienne metody pracy. Szkoły i uniwersytety trzeba przystosować nie tylko do wymogów XXI wieku, ale również do nieco inaczej pracujących mózgów dzisiejszych uczniów i studentów.

Poznanie sposobu ich funkcjonowania nie musi jednak automatycznie oznaczać konieczności zaakceptowania wszystkich metod preferowanych przez cyfrowych tubylców. Niektóre z nich nie są tak efektywne, jak te stosowane przez cyfrowych imigrantów. Jednak nauczycielom wyposażonym w wiedzę dotyczącą sposobu funkcjonowania mózgu, łatwiej będzie przewidywać możliwe problemy i trudności, jakie mogą pojawić się u uczniów. Bez tego nie tylko trudno jest dobierać odpowiednie narzędzia i planować lekcje, ale równie trudno o porozumienie, bez którego – jak przekonują badacze mózgu – nie ma mowy o efektywnej nauce.

Słuszność tez Prensky’ego potwierdzaja badania amerykańskich psychologów omówione w wydanej również w Polsce książce „iMózg”. Ale o tym napiszę później.

Tytuł oryginału „iBrain” Gary Small, Gigi Vorgan

Tekst „Cyfrowi tubylcy i cyfrowi imigrancji” pochodzi z II rozdziału mojej książki „Neurodydaktyka, czyli nauczanie przyjazne mózgowi”, która powinna ukazać się jeszcze w tym roku, nad czym właśnie bardzo intensywnie pracuję 😉

Cały rozdział II poświęcony jest różnicom między sposobem pracy mózgów cyfrowych tubylców i cyfrowych imigrantów. Sporo piszę też o tym, jaki wpływ na rozwój mózgów dzieci ma kontakt z nowymi technologiami. Jest to ważne nie tylko dla nauczycieli, ale również dla rodziców.

Na początku sierpnia ukazała się nowa książka Manfreda Spitzera „Digitale Demenz”.

Informacja z dnia 18.10.2013

Na rynku jest już dostępna polska wersja „Cyfrowej demencji” wydana przez Wydawnictwo „Dobra literatura”.

 

Informacja dla osób zainteresowanych moją książką „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”

Ponieważ na rynku jest jeszcze inne wydanie „Neurodydaktyki” informuję, że prawa do mojej książki ma jedynie Wydawnictwo Naukowe UMK i tylko pod zawartymi w tej książce tezami mogę się podpisać. Za błędy zawarte w innym wydaniu, nie ponoszę odpowiedzialności. Swoim nazwiskiem firmuję jedynie „Neurodydaktykę” z pokazaną tu okładką. Jeśli ktoś chce przeczytać MOJĄ książkę, to proszę korzystać z wydania z  granatowym profilem twarzy.  Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, iż to autor odpowiada za treść i formę swojego dzieła. Ja miałam wpływ jedynie na formę i treść książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe UMK.

Neurodydaktyka

Kiążkę można kupić przez internet np. tu:

http://www.kopernikanska.pl/prod_193628_Neurodydaktyka_Nauczanie_i_uczenie_sie_przyjazne_mozgowi.html

20
Dodaj komentarz

14 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
avataravataravataravataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość
Paweł Kasprzak

@ Marzena Prensky, jak zaznaczyłaś, napisał ten tekst 11 lat temu. Przez te lata on bywał wielokrotnie cytowany, również przez Ciebie w „Polityce”, za co jestem Ci osobiście wdzięczny – podobał mi się już sam tytuł „Szkoła szkodzi na mózg”. Prensky w ogóle zasługuje na cytowania. Sam się jednak z kilkoma jego tezami w tym tekście zasadniczo nie zgadzam. W tej samej publikacji Prensky wylicza zresztą, że absolwenci amerykańskich szkół średnich, zanim trafią na studia, mają za sobą 10 tys. godzin spędzonych przy grach komputerowych, ponad 200 tys. maili i sms-ów wysłanych lub odebranych, 10 tys. godzin przegadanych przez telefon,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
dsterna

Zgadzam się z : „Dopóki tej treści nie zmienimy, nie damy dzieciakom edukacji, dla której gotowe byłyby walczyć o miejsce w szkole i pozostaniemy przy obecnym modelu, który efektywnie odrzuca połowę z nich”. Nawet myślę sobie, że trzy aspekty szkolne: czego będziemy uczyć, jak będziemy uczyć i jak będziemy sprawdzać; są całkowicie nierozerwalnie związane. I jeśli dyskutujemy o jednym bez drugiego i trzeciego, to lądujemy w malinach. Wtedy właśnie kończy się na dyskusji: – która lektura jest konieczna lub czy muszą być procenty – czy używać tablic interaktywnych lub produkować e – podręczniki – czy uczyć do egzaminu, czy olewać… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

@ Danusia Nooo… Właśnie. Ostatnio sporo rozmawiałem z nauczycielami. I zauważyłem coś, co chciałbym jakoś sprawdzić w badaniach, których Ty nie lubisz 🙂 Nauczyciele „poszukujący” w szkołach typu Bednarska częściej niż inni rezygnują z podręczników na rzecz rozmaitych materiałów, które przygotowują lub wyszukują sami. Jak wiemy, mimo rozmaitych biurokratycznych gorsetów wolno im to robić. Spada na nich obowiązek wypełniania tych wszystkich zestawień o tym, która lekcja odpowiada któremu punktowi podstawy nauczania, ale też wiemy, że z tym sobie można łatwo poradzić, a dzieciak, który myśli, zda zewnętrzne egzaminy, bo będzie umiał więcej, a nie mniej niż wymaga MEN. Niedawno pewien… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Pawle
coś o badaniach. Z badań IBE wynika, ze nauczyciele, źle nauczają matematyki w klasach początkowych. A może ja się mylę? Z Ksawerym dyskutowaliśmy, on sądzi, że warto douczać nauczycieli, bo nie znają matematyki wyższej, a ja sądziłam, że im nie jest ona potrzebna. A teraz czytam w świetnych badaniach Hattiego: „Visible learning”, że powiększanie wiedzy przedmiotowej nauczyciela mało wpływa na efekty nauczania (str 121.
Raczej skłaniam się wierzyć badaniom Hattiego, ale właśnie dlatego jakoś sceptyczna jestem.
Danusia

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Hattie – jego prace znam niestety wyłącznie z omówień, a jest ich wiele bo on przeprowadził metaanalizę bardzo wielu testów, pomiarów i badań robionych na przestrzeni kilkunastu lat w różnych zakątkach świata. Stosuje więc wiele kryteriów ocen i – na ile rozumiem – raczej nie zajmuje się krytyczną analizą metodycznych błędów badań, a zamiast tego po prostu zbiera wyniki bardzo wielu z nich. Trzeba więc pamiętać, że wśród badań Hattiego jest równiez takie, które pokazuje, że inwestowanie w zmniejszenie wielkości szkolnych klas nie przynosi również żadnego efektu. Zdaje się, że tak wygląda rzeczywistość, choć wszyscy wiemy, że małe klasy sa… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Daj URL do tych badań Hattiego! Podejrzewam jednak, że (jak praktycznie wszystkie badania „efektów nauczania”) przyjął on wyniki testów (PISA, TIMSS, krajowych, whatever, może nawet EWD) za miarę tych efektów. Jeśli tak, to wniosek jest w pełni zgodny z intuicją: im nauczyciel ma ciaśniejsze horyzonty myślowe, tym sprawniej uczy rozwiązywać bezmyślne testy. Poszerzanie horyzontów wiele w tym nie pomaga — dopóki nie przekroczy się progu uczenia matematyki (jak to robi Staszic), a nie przygotowywania do testu z procentów i upraszczania ułamków. Przekroczenia tego progu matematyki, za którym absolwenci Staszica nawet z przecena spodni na maturze nie mają problemu – choć… Czytaj więcej »

avatar
Gość

„W krajach, gdzie szkoły mają większą autonomię w tym, czego i jak nauczają, oraz tego, w jaki sposób uczniowie są oceniani, uczniowie osiągają lepsze wyniki”.
Nauczyciele nie mogą być tylko posłusznymi realizatorami słusznych programów tworzonych przez „kogoś” i „gdzieś daleko”. Nauczyciel powinien być współtwórcą, powinien mieć możliwość wybierania i przekraczania granic programów. Uczeń też.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

@ Wiesław To chyba nie jest tak jednoznaczne, że autonomia szkół i nauczycieli oznacza z automatu lepsze wyniki. Summerhill – o ile pamiętam – osiąga wyniki dobre w granicach normy. Lepsze wyniki amerykańskich charter schools według wielu ocen wynikają z cherry picking – czyli selekcji uczniów. Prof. Kłakówna w swoim „Pakcie dla szkoły” zawarła rozdział o historii polskich reform edukacyjnych od KEN poczynając, poprzez reformę Jędrzejewicza. W tych przykładach wspólnym rysem bywało to, że postulaty dotyczące autonomii obracały się przeciw reformatorom z powodu stanu kwalifikacji kadry i jej konserwatyzmu. Natomiast niezależnie od tego, autonomia jest i tak bez wątpliwości dobrym… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Joanna Brosilo

W polskiej szkole nauczyciel moze byc wizjonerem i kreatorem. Potencjalna szansa na to sa programy CEO np. MOB, SPZ czy Szkola z Klasa gdzie z uczniami mozna edukacyjnie wykreowac wszystko. Z cudownym zastosowaniem w praktycznej rzeczywistosci. To nieodzowny atrybut checi w nauczaniu. Prosze nie zapominac, iz w czasach PZPR byly w 8 klasowych szkolach klasy eksperymentalne z rozszerzona matematyka, ktora jest pasjonujaca kraina szczesliwosci dla kreatywnych niepokornych. Klasy matematyczno-fizyczne w latach 80-tych ksztalcily np. przyszlych belfrow z pelna zawartoscia puszki mozgowej, wprost proporcjonalna do analitycznego i rozsadnego myslenia. Moze przebywam na innej planecie. Lubie maszyny i ludzi. Dostrzegam wokol pozytywy.… Czytaj więcej »

avatar
Gość

@Joanna. Zgadzam się z Tobą – nauczyciele mogą być kreatywni, nowatorscy, autonomiczni, pełni inicjatywy już teraz. Mogą realizować swoje wizje niezależnie od ram obecnego systemu – wystarczą do tego tylko trzy rzeczy: chęć, odwaga i konsekwencja. Takich nauczycieli jest wielu, takich szkół jest niewiele. Jeśli Wy – na Dolnym Śląsku – potrafiliście wyjść poza dotychczasowe granice i osiągacie sukcesy, to dajcie tego głośne świadectwo. Gdzie można znaleźć informacje o Was, o Waszych działaniach, o Waszych sposobach robienia szkoły przyjaznej, mądrej i skutecznej ? Chciałbym znaleźć odpowiedź na pytanie: jak to się dzieje, że jednym udaje się robić szkołę otwartą, demokratyczną,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Joanna Brosilo

Wieslawie, Rzeczywiscie wydaje mi sie, iz nie ma jednego zrodla/strony WWW gdzie kazdy zainteresowany moglby doswiadczyc naocznie z autopsji tzw. dobrych edukacyjnych praktyk. Jest Szkola z Klasa i inne programy CEO ale pomyslna wiedza o polskiej oswiacie powinna byc szeroko dostepna na jeden klik 🙂 Kuratorium Oswiaty powinno to udostepniac, powinno sie takimi szkolami chwalic i wcale nie chodzi o to aby w danej placowce oswiatowej byl odpowiedni procent olimpijczykow. Urzad Marszalkowski tez moglby chwalic sie swoimi szkolami. Strony powyzszych instytucji nie zawieraja takich informacji. Sa ogloszenia o nagrodach dla poszczegolnych osob, wg. jakiego klucza i zasad? Wszelkie projekty z… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Marcin Zaród

@ MŻ Wydaje mi się, że podane wyżej ujęcie jest niewystarczające. Bendyk pokazywał późniejsze raporty (np. „Młodzi i media” – przy wszystkich wadach statystycznych), które pokazują, że sposoby korzystania z narzędzi elektronicznych układają się według starych wzorców kapitału kulturowego. O problemach z Pranskym mówił u nas w Łodzi Bendyk. M.in. stąd wynikają problemy e-learningu w USA (stąd też mój krytycyzm wobec projektów Pawła). Mają bogatą ofertę e-podręczników, ale wcale nie przekłada się to na pracę szkół. Brakuje też koncepcji na pracę w grupach mieszanych, czy szkolenia z selekcji informacji. @ Joanna „Wszelkie projekty z wykorzystaniem funduszy unijnych organizowane sa tak,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

@ Marcin „M.in. stąd wynikają problemy e-learningu w USA (stąd też mój krytycyzm wobec projektów Pawła).” To ja ten krytycyzm w pełni podzielam! Niezupełnie też rozumiem zachwyty nad „myśleniem hipertekstowym” i jego przewagami w stosunku do „myślenia linearnego”. Itd. Jednym z kilku celów naszych projektów jest jednak obrona tradycyjnego czytania i kilku innych konserwatywnie określonych wartości. Co zaś do pogłębiania edukacyjnych przepaści. Podejrzewam, że kryteria bywają tu zafałszowane. Mniej mnie boli, że różnice między górą i dołem się pogłębiają – bardziej, kiedy zwłaszcza dół osuwa się jeszcze niżej. Chcę wytestować „free choice learning”, mając nadzieję, że ten test po prostu… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Witam, od samego początku nie zachwycał mnie PODZIAŁ na cyfrowych tubylców i cyfrowych imigrantów, może dlatego, że miałem kłopot z ulokowaniem siebie w tym podziale – gdzie zaliczyć kogoś, kto przeszedł całą drogę komputeryzacji społeczeństwa i edukacji, od pierwszych zajęć „wsadowych” w połowie latach 60. do dzisiejszej obecności technologii w kieszeniach i w rękach uczniów, stale połączonych z cyfrowym światem. BTW, przed cyfrową erą również nasze pokolenie uczniów mawiało, że „starzy” nas nie rozumieją. Czy to nie było wynikiem zmian w naszych mózgach? Czy ktoś wtedy nas badał? Szkoda, zapewne okazałoby się dzisiaj, że zmiany zachodziły tylko na innych płatach… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

@ Profesor Sysło   Bardzo Panu dziękuję – kubek zimnej wody na głowy entuzjastów cyfrowej ery ze strony informatyka jest nie do przecenienia. Natomiast nie jestem pewien, czy „zmiany w okablowaniu mózgów” dzisiejszych „Digital Natives” są podobne do zwykłych różnic międzypokoleniowych. Obawiam się, że istnieją powody, by sądzić, że tym razem chodzi o zmiany głębsze, a w szczególności z niepokojem myślę o możliwych związkach pomiędzy „myśleniem hipertekstowym” a kłopotami w „czytaniu ze zrozumieniem”.   W dyskusjach tego rodzaju należy również moim zdaniem dokładniej pokazywać zalety „programming literacy”. Humaniści – zwłaszcza zraqżeni do matematyki – kojarzą programowanie z czysto technicznym grzebaniem… Czytaj więcej »

avatar
Gość

” Natomiast nie jestem pewien, czy „zmiany w okablowaniu mózgów” dzisiejszych „Digital Natives” są podobne do zwykłych różnic międzypokoleniowych.”
A czy masz, Pawle, jakieś podstawy (url do jakiegoś artykułu z neurologii) do tego twierdzenia? Mógłbyś je jakoś rozwinąć?
„programming literacy / humaniści / jak bardzo twórcze…” — znajdziesz mi sponsora? Jeśli tak, to już się biorę za tłumaczenie „The Art of Computer Programming” D.E.Knutha — tej lektury bardzo brakuje w polskiej kulturze…
Programowanie naprawdę jest sztuką, a nie wyrobnictwem.
http://en.wikipedia.org/wiki/The_Art_of_Computer_Programming
 
 

avatar
Gość

@ P Kasprzak A czy różnice pokoleniowe nie są również zapisane w mózgu, tylko wtedy nikt nie badał naszych mózgów, kształtowanych również pod olbrzymim naporem informacji, płynących z Radia, TV, kolorowej prasy, łatwych kontaktów, …   Jeśli chodzi o myślenie hipertekstowe, to w dzisiejszym znaczeniu (jako hipertekst komputerowy, jeśli dobrze rozumiem) jest ono namiastką myślenia hipertekstowego, które przebiega poza komputerem. Czymże bowiem jest czytanie jakiegoś wydrukowanego tekstu jak nie odwoływaniem się do wcześniejszych fragmentów, do innych zapamiętanych źródeł, czy też hipotez, jak zakończy się czytany tekst. Niestety komputerowe wydanie hipertekstu zabija naturalny hipertekst tradycyjnego myślenia.   Programowanie, po erze komputerów… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

@ Xawer   O sponsorze na tłumaczenie będę pamiętał – wydaje mi się, że mogę coś niedługo znaleźć. Natomiast nie znam dobrych źródeł, o które pytasz. Prensky w „Digital Natives…” wspominał o jakichś badaniach. Ale on się tam powoływał raczej na obserwacje np. obrazów rezonansu magnetycznego czynione przy innych okazjach (np. ćwiczących muzyków). Zresztą co w tym dziwnego, że wtedy widać aktywność pewnych ośrodków i nawet ich rozrost? Argumenty o odmiennym okablowaniu dzieciaków myślących „hipertekstowo” były raczej Prensky’ego domysłem – on przekonywał, że te dzieciaki rzeczywiście inaczej myślą. Marzena o tym pisze książkę – jestem ciekaw, co tam się pojawi,… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Uprzedzam, działo Knutha zostało już dawno przełożone na język polski i wydane przez WN PWN  czy też przez WNT, osobiście korzystam z oryginału. Jest wiele innych, mniej zaawansowanych (dla humanistów) opracowań informatycznych. Wkrótce ukaże się Homo Informaticus – wprowadzenie do wybranych działów informatyki i jej zastosowań na dość elementarnym poziomie, napisane przez zespół informatyków krajowych. Dam znać na swojej stronie, gdy będzie gotowe. 
 
Pozdrawiam, mmsyslo

avatar
Gość

Nie wiedziałem, że Knuth wyszedł po polsku – kiedyś (dość dawno…) szukałem i nie mogłem znaleźć. Też korzystam z oryginału, wydanie jeszcze z lat ’80 i wykorzystuję go z moimi uczniami.
Knuth, jak nikt inny, potrafi pokazać, że programowanie to bardziej sztuka, niż wyrobnictwo i pokazuje piękno intelektualne algorytmów. Traktuję to jako odtrutkę wobec dzieciaków, które uważają, że programowanie to układanie klocków (widgetów) edytorem do budowy interfejsu, a kodu wygenerowanego w ten sposób nikt nie jest w stanie zrozumieć.