avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Zmiana
19.03
2017

Czy pozwolić uczniowi wyjść do toalety podczas lekcji?

Zakładam, że trudno byłoby spotkać nauczyciela, który wybrał ten zawód, aby byle jak nauczać. Nikt z nauczycieli również nie wybrał tego zawodu, aby być opresyjnym. Jak to się więc stało, że dotarliśmy do momentu, w którym dyskutujemy o tym, czy pozwolić dziecku wyjść do toalety? Gdy coś stanie się dziecku, zastanawiamy się czy powiedzieć o tym rodzicowi i czy wszystkie procedury zostały zachowane. A dydaktycznie? Nagradzamy uczniów za zaangażowanie na lekcji - naklejkami, buźkami, plusami i ocenami, zamiast skoncentrować się na przeprowadzeniu ciekawej lekcji. A z drugiej strony tworzone są w szkołach regulaminy sprawowania dyżurów na przerwach, podczas których zabrania się rozmawiania nauczycielom ze sobą, patrzenia w tym samym kierunku oraz stania w miejscu. Tak, jestem zdenerwowana: na to, że tak łatwo dajemy sobą sterować, nie mamy w sobie głośnego sprzeciwu, bezkrytycznie przyjmujemy do wiadomości albo nawet wykonujemy najdziwniejsze polecenia zwierzchników i kopiujemy utarte zwyczaje. Jak często uczymy z książek, choć możemy rzucić je w kąt? Uczymy z każdej strony podręcznika (bo domagają się tego rodzice, dyrekcja), po kolei - strona po stronie (a jak brakuje nam czasu, realizujemy 3 tematy naraz), czekamy na gotowe materiały i szukamy wzorców - ale nie po to, aby te wzorce i materiały zmodyfikować. Kserujemy je, aby rzucić na ławkę uczniom by ci wypełniali je jak zombi - kartka po kartce, przykłady tego samego rodzaju, 20, 30... im więcej, tym bardziej zapamiętają. Tak, zapamiętają, ale nie będzie w tym głębszego myślenia lub jakiejkolwiek radości z uczenia się. Gdy uczniowie buntują się przeciwko temu lub innym absurdom, odbieramy to jako zamach na nasz autorytet nauczycielski i używamy wobec nich władzy: oceny, uwagi, zastraszającego lub wyśmiewającego komentarza. Tak, mamy nad nimi przewagę, jesteśmy w pozycji władzy i gdy brakuje nam argumentów, z pewnością tej władzy użyjemy. Robimy dokładnie tak samo, jak (nad)używają władzy dyrektorzy, a wobec dyrektorów wizytatorzy i kuratorzy. Zepsuty system sam się reprodukuje. Sama biję się w pierś - wielokrotnie tak postępowałam, ale po kilku latach w zawodzie nauczyciela coś we mnie pękło. Przecież musi być jakiś powód buntu uczniów, znudzenia na lekcji, a także mojego pośpiechu i bylejakości w przygotowaniu do lekcji! Jak bardzo (pozytywnie) zazdroszczę starszym stażem nauczycielkom i nauczycielom chociażby tego, że nie dawali się tak ogłupić tamtemu systemowi. Nie wiem jak wy, ale ucząc od 1999 r. nie pamiętam wielu swoich uczniów, nie pamiętam, abym zainteresowała się głębiej ich sytuacją życiową - wiedziałam, że coś jest nie tak, dawałam ulgi ale nie poświęcałam czasu, aby zrobić coś więcej. Nie pamiętam ich zainteresowań i uzdolnień... I choć w pierwszych miesiącach pracy wierzyłam jeszcze, że zawód nauczyciela to misja i niezwykłe zajęcie, to z miesiąca na miesiąc brutalnie przekonywałam się o braku jakiegokolwiek wsparcia dla młodych nauczycieli, braku korygowania naszych kosmicznych pomysłów i pozwalania na podglądanie doświadczonych nauczycieli przy pracy. Mogę przywołać swój naiwny pomysł, że nie powinnam stać na przerwach bo boli mnie kręgosłup, albo że ktoś powinien mi dodatkowo płacić za sprawdzanie prac w domu. Ktoś bardziej doświadczony powinien mi powiedzieć jak zachować się, gdy uczeń jest agresywny, a najlepiej opowiedzieć mi jak sam sobie z tym radzi. Jak można wspomóc takiego ucznia i co jest powodem tej agresji? Każdy uczeń jest inny, każdy potrzebuje czegoś innego, każda klasa jest inna, zmieniają się czasy, zagrożenia i możliwości i dlatego nauczyciel sam nie przetrwa w szkole. A tak wielu z nas jest zdanych jedynie na siebie lub wirtualne wsparcie (na Facebooku lub szkoleniach wyjazdowych, o których "brońCięPanieBoże" nie mów dyrektorowi i kolegom i koleżankom z pracy!). Ci którzy pozostają w zawodzie nauczyciela tracą siły, motywację do pracy, doznają ciągłego zawodu, wpadają w sidła rywalizacji. A obecnie, dla wielu to kwestia przetrwania i utrzymania stanowiska więc lepiej się nie wychylać, nie angażować za bardzo, zobojętnić się i nie wypowiadać na głos swojego zdania. Taki obraz widzą często naukowcy obserwujący szkolną rzeczywistość. Tak jest - faktycznie. W wielu miejscach jest też inaczej, jakby na innej planecie, ale tych miejsc jest na tyle mało, że nie mają większego przebicia w istniejącym systemie (chociaż fajnie poczytać o takich szkołach na portalu społecznościowym). Więc badacze, w większości teoretycy, widzą to co widzą. Nauczyciele więc nie mają ochoty słuchać ich bo ich rady nie mają zastosowania w praktyce. Ale to tak, jak ze stosunkiem nauczycieli do dyrektorów - jedni nie rozumieją drugich... Nawet jeśli dyrektor był kiedyś nauczycielem, to wpadając w wir nadmiernej biurokracji (często sam sobie ją bezrefleksyjnie narzuca), zapomina o tym jak trudno jest być nauczycielem i jaka jest istota tej pracy. Nie jest to jednak usprawiedliwieniem dla żadnej ze stron. Szkoła na pewno wymaga sensownego dyrektora - lidera, który nie będzie przeszkadzał, a będzie wspierał i współpracował. Człowieka, który będzie pozwalał na popełnianie błędów ale nadal będzie obdarzał nauczycieli zaufaniem - nauczycieli, czyli ludzi zdolnych samodzielnie myśleć, będących specjalistami w tym co robią (bo to oni uczą w danej klasie i znają danego ucznia). Przecież każdy z nas się uczy przez całe życie - dobrze, aby nauczyciel nigdy nie przestał być uczniem, a dyrektor był zawsze pierwszym uczniem. Naprawdę nie trzeba do tego specjalnych warunków i reform - jeśli jesteśmy refleksyjni, wspierający się, współpracujemy i obdarzamy zaufaniem, możemy współtworzyć przestrzeń szkolną - przyjazną dla nauczycieli i uczniów. Taką gotowość widzę od początku swojej pracy zarówno u nauczycieli, uczniów, rodziców i dyrektorów szkół. Jak to się więc dzieje, że nadal rozmawiamy czy pozwolić uczniowi wyjść do toalety podczas lekcji?
02.08
2016

EwD – Edukacja w Działaniu

* To również motto www.osswiata.pl :) Długo mnie tutaj nie było - to znaczy byłam kryjąc się od czasu do czasu za wklejaniem treści do autorskiego pomysłu Danusi OK zeszyt, ale sama nie pisałam tutaj od marca będąc zajęta studiami, badaniami i działaniami na Facebooku. Wymienię kilka grup, które są moim oczkiem w głowie obecnie oraz przedstawię Wam inicjatywę, która powstała w wyniku tego co zadziało się w największej z grup. Ale po kolei. Podejmując studia doktoranckie byłam mocno zaangażowana w propagowanie oceniania kształtującego i jego filozofii. Założyłam grupę ocenianieksztaltujace na Facebooku (wszystkie wymienione grupy poniżej również znajdują się na tym portalu społecznościowym; aby móc przeglądać ich treść oraz zabierać głos, trzeba posiadać konto na Facebooku oraz zapisać się do grupy klikając odpowiedni przycisk). Miała służyć nauczycielom ale też i mi. Wierzyłam, że nauczyciele będą chcieli wymieniać się pomysłami, rozwiązaniami i materiałami związanymi ze stosowaniem oceniania kształtującego (OK) w szkołach. Tak się stało a ilość osób oraz towarzyszący temu entuzjazm zaskoczył mnie i wiele osób. Dzisiaj grupa liczy ponad 4300 osób - głównie nauczycieli, ale też rodziców i osób związanych z edukacją (szkoleniowcy, dyrektorzy, studenci). Mniej lub bardziej poradnie badałam to co dzieje się w grupie i dochodziłam do zaskakujących wniosków - choć z drugiej strony dziwiłam się samej sobie, że mnie to zdziwiło - a mianowicie, że nauczyciele chcą uczyć się, współpracować i działać. Na V Transdyscyplinarnym Sympozjum Badań Jakościowych opowiedziałam o tym oraz podzieliłam się swoim dalszym pomysłem na badania w działaniu w przestrzeni wirtualnej i w szkołach. I właśnie ta grupa i to co się w niej wówczas działo doprowadziło mnie do momentu, w którym zaprosiłam chętne osoby do grupy edukacjawdzialaniu (EwD). Grupa ocenianieksztaltujące ośmieliła również Danutę Sternę do zaprezentowania i wdrożenia swojego świetnego pomysłu z uczeniem nauczycieli (ale też rodziców i uczniów) oceniania kształtującego poprzez prowadzenie OK zeszytu. Więcej tutaj. Z tej grupy pączkowały kolejne: okdyrektorzy, okwczesnoszkolni, okjezykowcy, okscislowcy, okhumanisci, oraz grupa Deutsch ist OK, którą założyła samodzielnie nauczycielka niemieckiego. Jest jeszcze kilka innych grup. Każda z grup ma zazwyczaj kilku administratorów lub redaktorów ale tak na prawdę, każdy może decydować o jej kształcie publikując wpisy oraz komentarze. Moim marzeniem jest aby grupy działały całkowicie niezależnie ode mnie bo marzę o społecznościach nauczycielskich, które są aktywne, samozarządzające, samoprojektujące, chcące zmieniać rzeczywistość. Nie ukrywam faktu, że nie tylko fascynują mnie te grupy i nauczyciele w nich ale również to, że mogę wspólnie z innymi uczyć się, dawać coś od siebie oraz to, że możemy wspólnie badać to co się w nich dzieje. Niektórzy moi profesorowie dosyć sceptycznie słuchali opowieści, że publikuję w grupie wyniki badań, albo, że piszę o nich szczegółowo, pytam o zdanie uczestników grupy czy podobnie interpretują wyniki lub czy coś ich zaskoczyło. W badaniach w działaniu jednak o to chodzi - "nie bada się kogoś", nie "robi się badań kogoś" ale bada się wspólnie: jest badacz-nauczyciel, badacz-uczeń, badacz-rodzic czy badacz-naukowiec. Wiedza każdego jest równie ważna. Co więcej, źródłem badania są konkretne potrzeby społecznej zmiany - ale potrzeba ta wyłania się od praktyka, nie ze świata akademickiego. Choć to dosyć uproszczony opis badań w działaniu, to mam nadzieję, że oddaje ducha zmian, które zachodzą dzięki niemu.   Czy niedawno powstała grupa edukacjawdzialaniu będzie miała jakikolwiek wpływ na edukację? Nie mam pojęcia - ale mam nadzieję, że będzie przestrzenią, w której będzie zaufanie, swoboda działania i wzajemne wsparcie. Dzisiaj tworzymy memy, udostępniamy je, prowokujemy dyskusje, zaczynamy być świadomi tego co dzieje się wokół nas, zgadzamy się ze sobą lub nie zgadzamy - ale jest to przestrzeń do spotkania i wspólnego działania dla wspólnego dobra: uczniów, rodziców i nauczycieli.  
12.03
2016

Przypadek przeciętnej nauczycielki i przeciętnej klasy w szkole wiejskiej

Przypadek przeciętnej nauczycielki, a także przeciętnej klasy w szkole wiejskiej Ten wpis powstał trochę ze względu na apel Danusi w grupie ocenianieksztaltujace na Facebooku, ale też po części dlatego, że od roku rozważałam podsumowanie swojej drogi z ocenianiem kształtującym oraz aby pokazać jaki "sukces" powoduje już samo rozpoczęcie pracy w duchu oceniania kształtującego. Być może ktoś z Was skorzysta z tego co opiszę poniżej.    Moja era przed OK Uczę angielskiego od 1999 r. gdzie w trakcie studiów podjęłam pracę na pół etatu. Wcześniej udzielałam korepetycji, uczyłam w ramach praktyk w domu dziecka, trochę w szkole prywatnej ale miejsce, w którym znalazłam się na trzecim roku studiów było dla mnie szkołą życia. Była to szkoła zawodowa i technikum gdzie większość uczniów stanowili chłopcy, rosła młodzież. To miejsce zapadło mi w pamięć ponieważ znalazłam się na głębokiej wodzie, ale tak głębokiej, że z dnia na dzień coraz bardziej topiłam się. Nie było tam nikogo z kim mogłabym porozmawiać o tym co działo się w klasie - byłam lubianą nauczycielką, ale gdy dzisiaj patrzę na to doświadczenie, mogę stwierdzić, że kompletnie nie wiedziałam co tam robię, ani nie byłam do tego przygotowana. Miałam pozytywne wzorce kilku lekcji przeprowadzonych i przedyskutowanych na wspólnych praktykach nauczycielskich z grupą studentów i metodyczką ale prowadząc lekcje stosowałam dużo bardziej znane mi wzorce oglądane przez lata z perspektywy ucznia: usadzanie w ławkach, egzekwowanie czy uczniowie mają zeszyty i książki, przerabianie materiału na lekcji, odpytywanie, robienie kartkówek i testów i stawianie ocen. Sfera wychowawcza była dla mnie głębią oceanu - zresztą co może o wychowywaniu młodzieży powiedzieć 21-letnia dziewczyna? Dyrekcja, która wychodziła ze szkoły czym prędzej do domu i 1-2 nauczycieli, którzy zostawali do 18:00/19:00 w szkole z dzielną panią sprzątającą. W szkole nauczyciele sami opowiadali (jakby chwaląc się), że mieli pomalowane farbą auto, że muszą trzymać uczniów "za mordę" itd. Moim "sukcesem" było wtedy to, że: - wytrwałam tam rok (nie skorzystałam z propozycji dyrekcji przedłużenia pracy i awansu na "nauczycielkę, która będzie egzaminowała na maturze"), - potrafiłam utrzymać uczniów w klasie i nawet sporo ich przychodziło na lekcje, - tylko raz wyjęli głośniki i próbowali słuchać muzyki na lekcji, - tylko raz próbowali wyrzucić coś przez okno, - tylko raz przenieśli mój samochód o 2 metry dalej poza parking (do "maluszka" wystarczyło czterech chłopaków) i nigdy go nie zniszczyli, ani nie pomalowali. Tak - z takich rzeczy wtedy cieszyłam się obserwując szkolną rzeczywistość. Poczucie "sukcesu" miałam jednak do dnia, w którym byłam wieczorem w szkole z jedną klasą, był jeszcze jeden nauczyciel z inną klasą i pani sprzątająca. Gdy spakowałam się do domu i próbowałam wyjść, usłyszałam płacz pani z obsługi. Okazało się, że kilku uczniów chwyciło ją za głowę i uderzyło o ścianę oraz obraziło wyzwiskami. Ta szkoła stała się moim antywzorem. Zaczęłam szukać odpowiedzi kim jest nauczyciel, jaka jest jego rola i jaka powinna być szkoła. Uczę się jak uczyć Kilka razy przeprowadzałam się więc zmieniałam pracę na gimnazja, technikum, liceum. Wcześniejsze doświadczenia spowodowały, że szkoła wydawała mi się miejscem gdzie pilnuję uczniów lub ewentualnie "nalewam im do głowy" tyle wiedzy ile mi pozwolą. Ogólnie mówiąc w moim nauczycielskim doświadczeniu niewiele się zmieniało ale coraz częściej buntowałam się przeciwko rzeczywistości. Zaczęłam stawiać oceny coraz bardziej subiektywne, doceniałam za wysiłek i rozwój, częściej rozmawiałam z uczniami i budowałam z nimi relacje. Uczyłam się, pytałam i w międzyczasie testowałam wszystko co nowe. Od września 2007 r. rozpoczęłam pracę w szkole podstawowej. Zawsze marzyłam o tym poziomie edukacyjnym a w szczególności o uczeniu dzieci w nauczaniu wczesnoszkolnym. Moją ulubioną metodą nauczania stało się po prostu rozmawianie po angielsku z dziećmi, czytanie z nimi historyjek, oglądanie bajek i dyskutowanie o nich, śpiewanie i tańczenie do piosenek.  Najlepszą rzeczą wówczas było to, że dyrektor dał mi dużą swobodę działania i zaufał mi, że chcę uczyć dzieci najlepiej jak potrafię. Przez 3 lata uczyłam się sama i szukałam innych szukających. Znalazłam ich poza szkołą. W 2010/2011 rozpoczęłam eksperymentowanie z udzielaniem informacji zwrotnej swoim uczniom. Pisałam ją niektórym uczniom ponieważ nie miałam wystarczającej ilości czasu aby pisać ją dla wszystkich. Wybierałam wtedy takich uczniów, którzy w mojej opinii potrzebowali wsparcia albo rozwoju. Z czasem nabrałam przekonania, że wszyscy uczniowie tego potrzebują, ale na początku mojej drogi z ocenianiem kształtującym dopiero ćwiczenie pisania informacji zwrotnej zaczęło otwierać mi oczy na to czego potrzebują moi uczniowie. Potem zaczęłam uczyć się czym są cele i kryteria. To było dla mnie najtrudniejsze: borykałam się z tym jak wyrazić cel lekcji tak, aby uczeń go rozumiał. Zapominałam też często podsumowywać lekcję i wrócić do celu. Dalej pokutowało przerabianie ćwiczeń. Ale z czasem zaczęłam zastanawiać się po co w ogóle robię dane ćwiczenie. I to był moment olśnienia - poczułam się "kompetentna", aby wziąć lekcję w swoje ręce. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, moje lekcje zaczęły być bardziej świadome. Gdzieś po drodze zdecydowałam się prowadzić całe lekcje w grupach. Uczniowie na przerwie przestawiali sobie stoliki i bardzo chętnie uczyli się w taki sposób. Tutaj już pisałam o tym jakim odkryciem była również dla mnie ciągła praca w grupach. Po drodze pojawiały się wątpliwości czy to działa, czy faktycznie uczniowie uczą się od siebie. Postanowiłam zapytać ich o to i przy tej okazji znalazłam w przebogatej literaturze, które udostępnia CEO o ocenianiu kształtującym tutaj i tutaj znalazłam fajny pomysł na ewaluację swojej pracy. Stwierdziłam, że uczniowie mogliby napisać do mnie anonimowo list i dać mi w ten sposób informację zwrotną czy to co robię działa. Nie bałam się też zapytać co ich zdaniem nie działa. Uznałam też, że są partnerami w uczeniu się. Po tylu latach pracy w szkole wróciłam do podstaw - szkoła jest dla ucznia, a nie dla nauczyciela. Poniżej wklejam ponownie listy użyte już kiedyś w jednym z wpisów na blogu: Gdybym miała podsumować swoją pracę 3-4 miesiące przed sprawdzianem szóstoklasisty z języka angielskiego, to powiedziałabym, że mogłabym zrobić wiele rzeczy jeszcze lepiej i inaczej ale główne efekty pracy w duchu oceniania kształtującego były następujące: - zaobserwowałam, że coraz więcej dzieci chciało uczyć się angielskiego; - uczniowie, którzy do tej pory mieli problemy z motywacją do nauki, podjęli świadome decyzje, że będą się starać i "prubowac dalej"; - uczniowie częściej rozmawiali w parach po angielsku; - znali swoje mocne strony; - chętnie pomagali sobie nawzajem; - nie bali się popełniać błędów; - nie bali się krytycznie spojrzeć na lekcje i wiedzieli czego chcą, aby lekcja była lepsza dla nich; - byli podekscytowani nauką.  A twarde dowody? Pierwszy sprawdzian szóstoklasisty z języka angielskiego, który odbył się 1 kwietnia czyli 3 miesiące po moim odejściu na urlop roczny, był wydarzeniem bez precedensu w historii szkoły. Wyniki zaskoczyły wszystkich - 79,9% (najwyższa średnia ze sprawdzianu szóstoklasisty ze wszystkich przedmiotów ze wszystkich lat). Porównaj - średnia z języka angielskiego dla uczniów ze wsi W gminie znajdują się 2 szkoły, wyniki z j. polskiego i matematyki były mniej więcej podobne. Z angielskiego różniły się aż o 10%. Tutaj więcej wyników szkół z województwa. W powiecie łaskim średnia wyników z angielskiego była niższa (74,5%), a w województwie łódzkim jedynie 3 duże miasta uzyskały minimalnie wyższe średnie wyniki. Dużo mi brakuje do porządnego ilościowego omówienia wyników, zresztą robię to tylko na potrzeby Danusi. Na pewno każda szkoła jest inna, jest różna ilość uczniów w klasie i różny komfort pracy ale akurat ta klasa, była klasa przeciętną jak na tę szkołę. Było w niej jak zwykle sporo dzieciaków z dysfunkcjami i opiniami. Ale niewielka zmiana w pracy z tą klasą, zerowe dodatkowe nakłady finansowe z powodu wdrażania przeze mnie oceniania kształtującego doprowadziły do tak dużej różnicy w wynikach egzaminu zewnętrznego. Dodam, że stało się tak pomimo moich częstych zwolnień lekarskich w tamtym czasie, pomimo złej atmosfery w pracy, pomimo osamotnienia w tym co robiłam, pomimo braku wsparcia i docenienia - ocenianie kształtujące obroniło się samo. W tym roku sprawdzian szóstoklasisty będzie przeprowadzony ostatni raz - w klasie, która podchodzi w tym roku do sprawdzianu nie udało mi się wprowadzić elementów oceniania kształtującego. Wiem, że nowa nauczycielka podejmuje jednak ogromny trud aby wesprzeć uczniów, mają kilka dodatkowych lekcji angielskiego w tygodniu, ćwiczą na nich przykłady testów - ciekawa jestem tegorocznych wyników. Mam nadzieję, że i tej klasie powiedzie się pomimo innych, ale również ciekawych metod stosowanych przez obecną nauczycielkę przez ten rok. Zakończenie Po powrocie z urlopu nauczycielskiego dyrektor argumentował, że nie może mi dać obecnej klasy szóstej... w obawie o wyniki ich egzaminu. Powiedział, że będzie ich uczył ktoś inny.  Był to jeden z powodów, dla którego 2 tygodnie później postanowiłam zrezygnować z pracy w tej szkole.
18.02
2016

Ogólnoświatowe poszukiwania edukacji: wywiad z panią Ambasador Kirsti Kauppi – omówienie artykułu

Dlaczego w fińskiej szkole uznano, że nauczanie przedmiotowe należy uzupełnić nauczaniem tematycznym? Publikujemy fragmenty wywiadu z panią Kirsti Kauppi, Ambasadorem Finlandii w Stanach Zjednoczonych, który stanowi ciekawe odniesienie do celów związanych z edukacją, wyznaczonych sobie przez ONZ we wrześniu 2015 (UN 2030), w kontekście szerszych celów społecznych takich jak pokój, dobrobyt i świadomość środowiska naturalnego. W Finlandii edukacja odgrywa znaczącą rolę w polityce państwa. Zrównoważony rozwój jest od dawna zakorzeniony w fińskim systemie edukacji i wiąże się z udziałem i budowaniem zrównoważonej przyszłości. Kirsti Kauppi mówi: „Celem naszego systemu edukacji jest wyposażenie naszych dzieci w konieczną wiedzę i umiejętności, aby brały udział w kształtowaniu własnej przyszłości. Jednak ta wiedza i umiejętności nie są dziś takie same jak kiedyś w naszym pokoleniu.” Ambasador zapytana o ogólne przesłanie nauczania tematycznego („phenomenon-based”, „topic based”) opowiedziała o tym, jak w Finlandii rozmawia się o myśleniu krytycznym, wyszukiwaniu, wytwarzaniu i zastosowaniu informacji, o uczeniu się o tym jak się uczyć, o kompetencjach informatycznych, o umiejętnościach społecznych i ogólnym zrozumieniu tego jakiej wiedzy nauczać. W podstawie programowej jest to ujęte w 7 działów: 1) myślenie o tym, jak się uczyć oraz uczenie się tej umiejętności, 2) zrozumienie kulturowe oraz umiejętności komunikacji i wyrażania siebie, 3) umiejętności potrzebne w życiu codziennym, aby móc zadbać o siebie, 4) szeroko rozumiana alfabetyzacja - wielorakie umiejętności czytania i pisania dotyczące także sfery cyfrowej („multiple literacies”), 5) kompetencje informatyczne, 6) przedsiębiorczość i uczenie się przez całe życie, 7) uczestnictwo, współtworzenie i budowanie zrównoważonej przyszłości. W związku z takim podejściem pedagogika XXI wieku w Finlandii zajmuje się umiejętnościami "know-how": motywuje się uczniów, aby ich praca była celowa, rozwijała umiejętność zdobywania, stosowania i oceniania informacji, aby byli elastycznie społecznie i umieli konstruktywnie współpracować oraz byli świadomi odpowiedzialności za innych. Pomimo tego, że fińska podstawa programowa opiera się na przedmiotach, to ma miejsce adaptacja wymienionych wcześniej umiejętności: uczy się tego samego tematu w tym samym czasie na różnych przedmiotach; tematy mogą być też tak rozłożone, że następują po sobie i są łączone; wycieczki i wydarzenia w szkole są również tematyczne; praktykuje się również łączenie różnych jednostek lekcyjnych do jednego tematu. To z pewnością powoduje, że w systemie fińskim stawia się na szerszą perspektywę i rozumienie tematów i problemów w dużo większym kontekście. Zdaniem pani Ambasador jedno pozostaje niezmienne (bez względu na tempo życia): dzieci są przyszłością – będą żyli w społeczeństwie, będą pracować, wychowywać własne dzieci i podejmować własne decyzje. Edukacja zatem powinna trzymać się wartości, które są cenione i nie muszą się zmieniać. Kiedy jednak jest taka potrzeba, edukacja powinna nie tylko zmieniać się, ale też przyczyniać się do tworzenia zmian. Dzisiejsze siedmiolatki będą prawdopodobnie siłą roboczą aż do 2070 roku, więc można wyobrazić sobie jakie zmiany nastąpią w narzędziach ich pracy oraz w samych zawodach. Stąd nie powinniśmy dziwić się, że ważna jest ciągła aktualizacja tego, jak przygotowujemy nauczycieli do zawodu, w jakim środowisku nauczamy, jak wygląda przywództwo szkolne, materiały, narzędzia pracy itd. Dzisiaj uczeń to już nie odbiorca wiedzy, ale myśliciel i innowator. Z kolei nauczyciel staje się coraz bardziej coachem lub zarządzającym procesem uczenia się. Z drugiej strony dzieci są dziećmi i mają potrzebę zabawy czy poczucia bezpieczeństwa. To wszystko wzięte pod uwagę powinno tworzyć zrównoważoną edukację. W Finlandii edukacja i system szkolnictwa ciągle się rozwija – wydaje się, że w Polsce jest tworzony ciągle od nowa. Bibligrafia Kauppi, K. (2016). The Global Search for Education: An Interview with Ambassador Kirsti Kauppi. Pobrano z http://www.cmrubinworld.com/the-global-search-for-education-an-interview-with-ambassador-kirsti-kauppi   Wywiad podsunięty przez Jacka Strzemiecznego - dziękuję :) Omówienie ukazało się na: stronie SUS edunews.pl
19.10
2015

#neurodydaktyka #szkołyleśne #szkołyalternatywne #TIKalbomodniejzwanyIT #edukacjawfinlandii #drSTAR #prof.SUPERstar #superkonferencja #superlans

  Pisanie rodzi się z czytania. Ostatnio jak zwykle pozaczynałam kilka książek, inne doczekały się doczytania paru stron lub rozdziału, ale najwięcej czasu spędziłam na Facebooku. To jakiś artykuł się trafił, to inspirujący filmik, wykład, to dołączyłam do kolejnej grupy edukacyjnej, dodałam nowych znajomych żeby mieć jeszcze więcej co czytać, nawet sama założyłam grupę1 i właśnie z tych doświadczeń powstał ten tekst. Nowy ląd Od 3 lat, gdy natknęłam się na książkę prof. Śliwerskiego „Problemy współczesnej edukacji”, zaczęłam głębiej poznawać alternatywną edukację. Książka jest ciekawą analizą polskiego systemu oświaty i zachodzących w nim zmian od roku 1989. Utwierdziłam się w przekonaniu, że olbrzymim problemem oświaty jest niestabilność zarządzania nią spowodowana częstymi zmianami politycznymi. Obecnie jednak mieliśmy do czynienia z ciągłością w polityce oświatowej - bez względu na to jakie żywimy poglądy polityczne, i czy było to dzięki czy pomimo obecności takiej czy innej partii – ostatnie lata to rozkwit szkół alternatywnych i rosnące zainteresowanie trendami w edukacji. Montessori, szkoły demokratyczne, edukacja domowa, a nawet w bliskiej mi nauce języków obcych wyrobiły sobie markę SITA czy metoda Callana. Dodatkowo, w szkołach zaczęło pojawiać się więcej dociekliwych rodziców pytających o stosowanie oceniania kształtującego czy wykształcenie kadry pedagogicznej. Jesteśmy świadkami jak alternatywne wysepki edukacyjne wypiętrzyły się i zajęły pokaźną część kontynentu zwaną Polska Oświata. Dowody Nie znam liczby jaką zaludniają ludzie na tym nowym kontynencie ale słyszę o wielu badaniach w różnych miejscach, o skuteczności tej czy innej metody, np: Wrocław stał się stolicą tutoringu, Warszawa oceniania kształtującego, Toruń neurodydaktyki, Gdańsk mentoringu, a ostatnio Łódź budzi inne szkoły. Podróżując poznajemy inne systemy edukacyjne i coraz częściej domagamy się Finlandii w Polsce zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. Konferencje i kongresy edukacyjne są prawie tak popularne jak wystąpienia guru motywacyjnego i samorozwoju M.G.2 Polska oświata doczekała się krajowych i zagranicznych celebrytów z tytułami naukowymi. Są też grupy pełniące rolę Think tanków wspierające MEN, Ministra nigdy nie była tak aktywna w sieci3, a książki o edukacji zaczęły być faktycznie czytane – sądzę, że udałoby się nawet stworzyć listę bestsellerów edu freaków! I choć piszę to wszystko z uśmiechem na twarzy, to jest to jednak uśmiech szczery – niech się dzieje w edukacji, niech będzie różnorodność, niech rodzi się dziwność, niech krzyczy profesor, niech reklamuje się superbelfer, niech rozwija się polski nauczyciel, ale niech nie będzie to EDUlans. Halo? Czy to niebo? Uwielbiam uczyć się aby jeszcze lepiej uczyć moich uczniów i zmieniać się. Ciekawi mnie prawie wszystko stąd te „napoczęte” książki, szkolenia praktycznie co weekend, uczestnictwo w wielu konferencjach i dziesiątki godzin miesięcznie na Facebooku czy YouTube. I zaczynam zauważać, że jakość pewnych rzeczy pozostaje stała, a innych w pogoni za pieniądzem i gwiazdorstwem degraduje się. Zaczynają pojawiać się EDUspędy, eduKATorzy, kołcze, TIKomaniacy, niezwykli nauczyciele z SAMOpolecenia, i wiele innych niebezpiecznych (po)tworów. Nie powstają ze złej woli inicjatorów ale z pośpiechu i mody. Nowoczesne technologie są nadużywane, książki są tłumaczone hurtowo, profesorowie coraz śmielej otrzymują intratne propozycje, tylko po to, aby ich nazwisko pojawiło się w programie, trenerzy szkolą nauczycieli rozpoczynając od ustalenia wcześniejszego zakończenia szkolenia, konferencje są przygotowywane w pośpiechu i namysłu nad celem, niektóre szkoły budzą się a nadal jakby były w śpiączce... innymi słowy różni zaradni ludzie wznoszą się na wysokiej fali przebudzenia edukacji, podszywają się pod organizacje, używają chwytliwych haseł i za chwilę prawdopodobnie pokuszą się o fundusze unijne – te, gdy będą sensownie wydane, mają szansę podnieść polską edukację o klasę wyżej. Niech zwyciężają najlepsi, niech będą słuchani praktykujący i mądrzy4, niech będą czytani sensowni, a prawdziwe autorytety niech będą cenione. I bez względu na politykę, niech wygra kontynuacja. Ja jej kibicuję. Wierzę, że to jest możliwe.     1 https://www.facebook.com/groups/ocenianieksztaltujace 2 Celowo nie wymieniam nazwiska znanego guru, aby go nie reklamować. Fanów M.G. przepraszam. 3 https://osswiata.pl/zwierzynska/2015/02/20/grillowanie-z-pania-ministra 4 Mądrość = wiedza + doświadczenie
08.08
2015

COACHing w szkole

W jednej z moich ulubionych książek o zarządzaniu zespołem ludzi (tytułu celowo nie zdradzę), menedżerką, która zostaje zatrudniona przez dużą firmę do zdiagnozowania pewnych ułomności zespołu kierowniczego, jest emerytowana nauczycielka. Ale będąc w trakcie jeszcze innej lektury, wprowadziłabym do szkół trenerów, a właściwie menedżerów piłkarskich. Dyrektorzy szkół mogliby sporo zyskać zgłębiając tajniki pracy Mourinho, Fergusona, Wegnera, Ancelottiego i wielu innych mniej znanych postaci. Ich wizyta w szkołach jest w sferze marzeń, ale jednak... można zajrzeć na boiska. Co takiego robią, że piłkarze grający na co dzień w różnych klubach, spotykają się zaledwie kilka razy na zgrupowaniach kadry i wygrywają?   "... tych najlepszych [menedżerów] od pozostałych odróżnia cecha "przywódcy". [...] Ich sukces wynika - przynajmniej w części - ze świadomości, że rola menedżera w klubie piłkarskim jest czymś więcej niż tradycyjnie rozumiana rola trenera, z umiejętności ogarniania w codziennej pracy funkcji przywódcy, dobrego ducha, trenera, psychologa. To zawód kompleksowy i tym trudniejszy od innych, że wykonywany jest pod jedynym w swoim rodzaju czujnym okiem opinii publicznej, która obserwuje każdy ruch. Sezon po sezonie nadzwyczajne umiejętności pozwalają menedżerom przekuwać wizje w rzeczywistość." [1] Ja podobnie definiuję rolę dyrektora szkoły: to ktoś więcej niż administrator danych,  martwiący się jak ułożyć plan, jak wygląda kalendarz roku szkolnego czy plan nadzoru. Jeśli tak definiujesz swoją rolę w szkole, to zabiłeś jej ducha dawno temu, zastałeś się w trzeciej lidze. "Zawodowy futbol jest tyglem." [2] Szkoła również. I to jakim! Od różnorodności samych nauczycieli, po dzieci, rodziców i ich wyobrażenia o edukacji, po miksturę, która składa się na zarządzanie edukacją, czyli MEN, kuratoria, komisje egzaminacyjne, wszelkiego rodzaju ośrodki doskonalenia i w końcu dyrektorów. Każdy zarządza swoim "poletkiem" ale w sumie powinni tworzyć zgrany team. Piłka nożna nigdy nie była moim ulubieńcem ale rozumiem, że tam jest podobnie - czy to w kadrze narodowej, czy w klubie: jest ktoś kto szkoli bramkarzy, ktoś inny bardziej koncentruje się na obrońcach, a ktoś inny na technice grania, celności czy zdrowiu samych piłkarzy. Są też sponsorzy lub właściciele, zarząd i prezesi klubów, którzy rozliczają, inwestują i chcą rezultatów. I jest też główny trener - menedżer. Agentów, fanów i zwykłych kibiców celowo nie ujmuję - mają oni niewątpliwie spory wpływ na swoje drużyny, nie nazwałabym tego jednak gałęzią zarządzania - pogoda i wiele innych czynników też mają wpływ na piłkę nożną. Najbardziej jednak fascynują mnie menedżerowie, szczególni ci, którzy prowadzą kadry narodowe. Najlepsi z nich projektują zespoły narodowe, które krok po kroku podnoszą się z końcowych miejsc, korzystają z wcześniejszych doświadczeń, porażek i sukcesów zespołów, którymi zajmowali się przez lata i w końcu różnorodnością, wiedzą i doświadczeniem, własnym stylem prowadzenia zespołu oraz osobowością - tym wszystkim tworzą swój autorytet, na którym opiera się praca drużyny. Roy Hodgson cieszył się właśnie takim autorytetem, na początku bardziej za granicą niż w Anglii. Obserwatorzy jego kariery podkreślają, że znał swoją rolę, wiedział, że "menedżera zatrudnia się, żeby przygotował zespół." [3] Najważniejszy był zespół, wszystko inne było na kolejnym planie. I to właśnie fascynuje mnie - umiejętność opierania się wszelkim presjom z zewnątrz, spojrzenie globalne, w którym punktem wyjścia jest team. Osobowość to nie wszystko, musi być ukształtowana doświadczeniami, własnymi eksperymentami, czasami niesubordynacją zbędnej biurokracji, refleksją nad sposobem i kierunkiem pracy. Menedżer, który ma przed oczami zespół, jego dobro i cel, nie bacząc na własne stanowisko pracy czy narzucane kierunki działania przez dziennikarzy, prezesów... rodziców, wydawnictwa, kuratoria, ministrów, profesorów pedagogiki, doradców i wielu innych ważnych ludzi. Każda z tych grup chce dobrze dla szkoły, uczniów, nauczycieli ale to jeden człowiek scala interesy zespołu - dyrektor. Jestem przeciwniczką władzy absolutnej. Nie podoba mi się jednak i demokracja absolutna - chyba, że dotyczy ludzi na podobnym poziomie, w pełni dojrzałych, wolnych od walki o władzę i budowania własnego poczucia wartości. W sytuacji nagłej władza absolutna sprawdza się - nie wyobrażam sobie dowódcy straży pożarnej, który demokratycznie pyta czy przeprowadza głosowanie kto jedzie do pożaru. No nie, w takiej sytuacji wydaje rozkaz. Oprócz sytuacji typu wypadek dziecka na przerwie nie widzę zastosowania rozkazu w szkole. Kultura pracy szkoły rozwija się stopniowo, na przestrzeni lat i nie ma w niej miejsca na rozkazy czy wyznaczanie palcem co kto ma robić. Jeśli tak działa jakiś zespół, to jesteście w trzeciej lidze. Mój znajomy powiedziałby: "Ale co mam zrobić jeśli nikt nie chce pracować? Muszę wyznaczać i narzucać." - Jesteś w błędzie drogi dyrektorze, problem leży w tym jaką kulturę pracy promowałeś, jakie relacje budowałeś, jakim byłeś przykładem - jeśli twój klub nawala, to jest to ocena twojego stylu pracy, który nie sprawdził się. Tak, masz władzę i to właśnie przez jej pryzmat należy oceniać twój zespół - nie po tym ile pieniędzy załatwiłeś u burmistrza na remont szkoły czy boisko, ale po tym jak rozporządzasz zespołem nauczycieli, który został ci dany. Twój zespół gra tak, jaką masz dla niego filozofię. Jak robią to najlepsi menedżerowi piłkarscy? "Ancelotti i właściciele klubu osiągnęli coś ważnego, co doprowadziło klub do zwycięstwa w Ligue 1: wspólną wizję, wspólną odpowiedzialność za jej realizację i jasność co do tego, jak ma wyglądać sukces. To dodaje menedżerowi sił, ponieważ jego sytuacja jest jasna, cieszy się zaufaniem i z dużą dozą pewności siebie, nie spoglądając co chwilę przez ramię, może wprowadzać w życie swoją filozofię zarządzania zespołem. W efekcie cały klub funkcjonuje stabilnie i ma jasno postawiony cel." [4] A to zaledwie początek podpowiedzi dla menedżerów piłki nożnej, edukacji, firm a nawet polityków - bardzo zachęcam do lektury wszystkich 400 stron tej książki. I dodam coś jeszcze - niedawno zostałam poproszona o udzielenie odpowiedzi na kilka pytań w sierpniowym "Sygnale". Jedno z nich brzmiało: "Gdybym wygrała milion złotych i mogła wydać te pieniądze na oświatę, zainwestowałabym je w… Wiele osób narzeka na oświatę i chce zmian. Ale realnie na wiele lat zawód nauczyciela jest zablokowany dla nowej kadry. Moim zdaniem to właśnie dyrektorzy są bardzo ważnym ogniwem wprowadzania zmian. A dobry przywódca to samoświadomy i uczący się człowiek. Milion złotych zainwestowałabym w szkolenia dla chętnych dyrektorów. Zaproponowałabym im szczególnie trening interpersonalny, szkolenie z umiejętności komunikacyjnych, delegowania obowiązków, współpracy, zarządzania konfliktem i wyznaczania celów. Dyrektorzy mają największy wpływ na pracę szkoły, na jej klimat, wartości i działania. W Polsce wielu dyrektorów działa spontanicznie, są przepracowani, biorą na siebie zbyt dużo obowiązków, niektórzy nie uzasadniają i nie komunikują działań, często mają zbyt mało odwagi, aby bronić się przed biurokracją, nie wypracowują dobrej pozycji negocjacyjnej z organem prowadzącym. Inwestycja w kadrę menadżerską to inwestycja w nauczycieli, uczniów i rodziców." [5]   Przypisy [1] Mike Carson, Menedżerowie. Jak myślą i pracują wielcy stratedzy piłki nożnej, Wydawnictwo Rebis, 2014, ISBN 978-83-7818-506-2, s. 10. [2] Carson, s. 19 [3] Carson, s. 21 [4] Carson, s. 30 [5] "Sygnał", magazyn wychowawcy, nr 7 (031) sierpień 2015, s. 22
14.06
2015

Ministra lubi szkołę bez stopni

Po 15 latach pracy stwierdzam, że oceny nie są mi do niczego potrzebne - moi uczniowie bardziej korzystają z mojej pracy gdy przekazuję im informację zwrotną. Dowiadują się co zrobili dobrze, nad czym powinni jeszcze popracować i wtedy mówię im też jak to mają poprawić i co mogą robić dalej, aby się rozwijać w danym temacie czy umiejętności - są to wskazówki dla ucznia, dostosowane konkretnie dla niego. Bardzo mile zaskoczyły mnie słowa pani Ministry (51. minuta), która podkreśliła wagę budowania informacji dla ucznia bazując na jego mocnych stronach - to bardzo dobry kierunek. Subiektywność ocen nie przeszkadza mi tak bardzo jak to, że ocena na teście czy czymkolwiek innym daje zdawkową informację o procesie uczenia się. Powiedziałabym, że prawie zawsze stopuje ucznia i ogranicza mnie jako nauczycielkę. Jacek Strzemieczny na konferencji wymienił kilka przykładów skutków oceniania: silnie wpływa na tożsamość młodego człowieka, uzależnia od ocen, nastawia rywalizacyjnie, zniechęca do współpracy, wypiera poza szkołę ambicje poznawcze - pełna zgoda, tak działa na ucznia. Ale dokładnie tak samo działa na nauczyciela! Nauczyciele i szkoła SĄ uzależnieni od oceniania! Mam wrażenie, że bez tego chodzenie do szkoły nie liczyłoby się. A jaką kulturę pracy to kreuje? - z pewnością nie jest to współpraca... Walczymy o olimpijczyków, porównujemy na radach średnie ocen w klasach - Boże, czego my nie porównujemy! I to wpływa na naszą nauczycielską samoocenę, odwagę, kreatywność - bo który nauczyciel w szkole odważy się eksperymentować jak po roku go zaraz przeliczą, policzą i wyprocentują! My, nauczyciele, pracujemy więc również pod to, jak jesteśmy oceniani. Robimy to co bezpieczne, CO każą, a nawet JAK każą. Pod nagrody, pod wyróżnienia, idziemy z prądem. I znów nawiążę do tego co przytoczył Jacek Strzemieczny na konferencji: "Kiedy zaczyna się stopień, kończy się uczenie" - rozwijanie siebie i rozwijanie innych. A co więcej, jak to ujęła Ewelina Gorczyca ocenianie kultywuje kulturę błędu. Kto z nas ocenianych nauczycieli chętnie dzieli się popełnianymi przez siebie błędami? W świecie biznesu żadna firma nie przetrwałaby gdyby nie rozmawiano o błędach. Ba! Dziś słyszymy o rozmowach kwalifikacyjnych na stanowiska kierownicze gdzie kandydaci są proszeni o opowiadanie o swoich porażkach, a nie sukcesach. O porażkach - i jak sobie z nimi poradzili. Jeśli popełniłam błąd, to jest duża szansa, że sporo się nauczyłam i nie będę go ponownie popełniać. W szkołach nie tylko nie doceniamy wartości błędu ale piętnujemy go. Skoro nauczyciel nie mówi o błędach bo nie ma odpowiedniego środowiska i atmosfery, w której może nimi się dzielić, to dokładnie to samo robi swoim uczniom - eliminuje błędy... i przy okazji  kreatywność. Ocenianie kształtujące to bieżące ocenianie, ocenianie pomagające się uczyć lub jak Danuta Sterna ostatnio napisała rozeznanie potrzeb ucznia. Słowo ocenianie kompletnie tu nie przystaje, ale pod taką nazwą znamy jedną z ciekawych propozycji dla dzisiejszej szkoły. Wielość nazw nie oburza mnie i nie zniechęca - to nie o systematykę nazewnictwa chodzi jak być może chciałyby środowiska akademickie. Nie chodzi też o jedno cudowne lekarstwo na edukację. Chodzi po prostu o  dobrą jakościowo edukację. Doczekałam chwili kiedy najwyższa przedstawicielka MEN mówi, że chce uniknąć narzucania nauczycielom ustawowych obowiązków. Jeszcze kilka lat temu gdy mówiłam na szkoleniach nauczycielom czy dyrektorom, że taka będzie polityka oświatowa MEN było dużo śmiechu na sali. Ale tak się dzieje. Dlaczego jednak często dyrektorzy kierują poprzez odgórne sterowanie? Menedżerowie szkół narzucają i nakazują bezdyskusyjnie wykonywanie tego, co pewna istniejąca od lat Sekta edukacyjna nakazuje im. To co MEN mówi o uwalnianiu oświaty do niższych szczebli jest bardzo ważne. Jest jednak potrzeba, aby właśnie to, kilka razy, na różne sposoby powtarzać pośrednikom między MEN a nauczycielami. Nadal wielu dyrektorów bezrefleksyjnie przyjmuje strachy i indoktrynacje starej Sekty edukacyjnej, a to właśnie usztywnia to co MEN próbuje poluźnić. To krecia robota. Więc może pomocne byłoby promowanie w jakiś sposób dyrektorów, którzy nie boją się zmian?! Mamy Nauczyciela Roku, to może i Dyrektora Roku (kryteria!)? Takich dyrektorów, którzy jak  Aleksandra Mikulska mówią "Mam wspaniałe grono..." (60. minuta). Ta sama dyrektorka mówi też, jakie argumenty trafiają do rodziców gdy stykają się z informacją zwrotną zamiast oceny. Wiem, wiem, to nie jest łatwe do zmiany. Naród, któremu przez lata mówiono co ma robić, czuje się niepewnie gdy nagle ma wolność. Umysł niewolnika musi nauczyć się korzystać z wolności i potrzebuje czegoś pośredniego. Dlatego wydaje mi się, że danie wyboru: ocena czy informacja zwrotna na tą chwilę jest maksimum jakie można było osiągnąć. To wielki sukces koalicji "Dziecko bez stopni". Warto jednak kontynuować to sprawę: "bo to nie jest tylko sprawa zmiany sposobu oceniania, to jest znacznie głębsza sprawa - to jest zmiana myślenia o szkole, zmiana kultury szkoły" 1 h 46 min. Warto, bo nauczyciele tak na prawdę nie lubią ocen: koniecznie posłuchajcie 1 h 55 min. "Rezygnacja z określania poziomu spełniania wymagań stopniami pozwoli na koncentrację uwagi zarówno ocenianych, jak i innych odbiorców oceny na informacjach o jakości ich pracy zamiast na uproszczonej ocenie sumującej. Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że ocena w skali często nie służy poprawie pracy szkoły i jej rozwojowi. Koncentruje uwagę ocenianego na trafności przypisanej oceny, odwracając uwagę od refleksji nad pracą. Oceny te nie mobilizują ocenianego do wprowadzania pożądanych zmian. Oceny najwyższe działają demobilizująco, ponieważ nie sugerują potrzeby zmian, a oceny niższe często odbierane są jako niesprawiedliwe. Ocena pozbawiona wskazania poziomów osiągniętych wymagań ma szansę lepiej służyć refleksji ocenianego nad obecną i przyszłą jakością pracy." str. 2-3. https://www.youtube.com/watch?v=NiFYHa9nm_0&feature=youtu.be
23.04
2015

Małe wredne zwierzątko, które pojawia się wszędzie gdzie usiądziesz.

Piękne miejsce, w którym znajduję się obecnie, nie tylko sprzyja mojemu odpoczynkowi ale jest też bogate w przeróżne żywe stworzenia: wszędobylskie mrówki, pracowite pszczoły, sprytne krety czy głośno śpiewające ptaki. Pisząc ten tekst właśnie zdmuchuję mrówki z klawiatury w nadziei, że żadna nie dotrze w głąb komputera. Wczoraj gdzieś na Facebooku natknęłam się na memy, które mnie zaintrygowały: Kalorie - maleńkie stworzonka, które żyją w szafie i zszywają ubrania, tak, że co wieczór stają się ciasnawe. Latte - włoski zwrot oznaczający "zapłaciłaś za dużo za tę kawę".   Uczyć się - czynność polegająca na jednoczesnym pisaniu SMSów, jedzeniu i oglądaniu telewizji z otwartą książką przed nosem.   Zwierzęta domowe - jedyni członkowie rodziny, których rzeczywiście lubisz.   Nauczycielka - osoba, która pomaga ci rozwiązywać problemy, których nigdy nie miałbyś bez niej.   Jako, że uczę angielskiego pomyślałam sobie, że jest to fajny sposób na przerwanie rutyny w uczeniu synonimów i korzystania z tradycyjnej definicji danego słowa. Jest mniej przewidywalnie, śmiesznie a jedno słówko może mieć wiele takich definicji, które powstają w grupach. Uczniowie odczytują je, porównują i chichrają się :) To też fajny pomysł na konkurs. No i nie jest to tradycyjne sprawdzenie wiedzy ale pokazanie zrozumienia, zastosowania, z pewnością dogłębnej analizy i syntezy w zabawny sposób. Niejednokrotnie to też umiejętność oceny więc pan Benjamin Bloom byłby zadowolony z takiego obrotu sprawy :) Myślę sobie, że to też fajny sposób na naukę twórczego pisania na j. polskim. Ciekawa jestem czy można to jakoś zastosować w nauczaniu wczesnoszkolnym? Wyobrażam sobie nauczyciela matematyki, biologii, chemii, W-Fu, historii... - fajna sprawa stworzyć taką definicję wydarzenia historycznego, sportu, pierwiastka czy wyjaśnienia tą metodą jakiejś definicji matematycznej, w której trzeba pamiętać o jakiś wyjątkach, zasadach czy trudnościach. A dla dorosłych to chyba możliwość ćwiczenie sarkazmu w bezpieczny sposób :)    
01.04
2015

Uczta – czy to jest możliwe?

Zdjęcie powyżej ściągnęłam z Facebooka. Z lewej strony niezdarne próby narysowania czegoś przez małe dziecko. Z prawej zmieniony obrazek: matka - artystka zamieniła rysunek swojego dziecka w piękny obraz. Uwielbiam opowiadanie Karen Blixen "Uczta Babette", a właściwie jej ekranizację, która w 1988 r. otrzymała Oskara dla filmu nieanglojęzycznego. Film jest arcydziełem, wymowne ujęcia, symboliczne, atmosfera i treść - klasyka i mistrzostwo. XIX wiek w Danii. W małej wiosce mieszka pastor z dwoma córkami. Na długie lata ustanawia wzorzec sługi: pomaga wszystkim, jest dobry, żyje w prostocie a córki wychowuje w bogobojności. Po śmierci ojca, Martina i Philippa podążają śladami ojca, odrzucają życiową szansę, możliwość sławy i bogactwa. Przyjmują pod swój dach pewną kobietę, która z wdzięczności wspiera je codzienną pracą i usługuje im i wielu innym w wiosce. Życie płynie spokojnie i powoli. We Francji zaś, skąd przybywa Babette, szaleje rewolucja. Siostry oraz chorzy we wsi zapomnieli już jak smakuje twardy chleb i niesmaczne zupy, które spożywali zanim pojawiła się Babette. Wszyscy przywykli do królewskiego jedzenia przygotowywanego prosto z serca przez bohaterkę. Nagle przychodzi tajemnicza wiadomość o ogromnej wygranej Babette. Teraz wszyscy spodziewają się najgorszego - ona opuści ich, aby w końcu żyć w luksusie. Po wyjeździe, ich usta nie były w stanie przełknąć purytańskiej diety. Dodatkowo odczuwali szacunek połączony z zazdrością o los kucharki. Oni pozostali w małej biednej wiosce, ona wypłynęła do wielkiego świata. Babette wraca. Za nią przypływają nieznane oczom wieśniaków najróżniejsze "cuda", które Babette zamienia w piękne potrawy w małej kuchni sióstr. Zapach roznosi się wszędzie. Z drugiej strony atmosfera tajemniczości zaczyna budzić strach. Babette z wdzięczności za danie jej schronienia wyprawia ucztę z okazji setnych urodzin, czczonego przez mieszkańców wioski, kochanego, zmarłego pastora. Na nabrzeże przybywają żółwie, przepiórki i inne dziwne stworzenia, z których będą przygotowane dania - dania przygotowywane dla największych tego świata. Wina, szampan i inne trunki powodują poczucie... smutku i grozy - purytańska czystość nie pozwala wieśniakom doznawać radości. Przecież radość jest dozwolona w niebie! Gdyby nie to, że to na cześć ich ukochanego pastora mają się spotkać, wierni nie pojawiliby się na kolacji. Ale obiecali.. Przyszli, usiedli w swoich czarnych strojach, ubrani w poważne miny. Rozmawiali o pogodzie - broń Boże o tym co dzieje się TERAZ. Udawali, że TERAZ nie ma. Zdecydowali zdusić w sobie wszelkie pozytywne emocje i usiedli wśród bogactwa talerzy, sztućców, kielichów, win i smakowitych przystawek. Każdy kęs sprawiał im wyraźne problem - zaznaczali obrzydzenie bogactwem. Nie potrafili i nie chcieli się cieszyć. Nie chcieli - tak wspólnie zadecydowali. Moje słowa nie oddadzą tych reakcji. To trzeba zobaczyć! :) Jedynymi osobami, które nie mogły nadziwić się smakiem, kunsztem i doskonałością uczty, były osoby spoza wioski. To przecież jedzenie królów, uczta dla podniebienia, najlepsze roczniki win, dania, które potrafił przygotowywać tylko jeden kucharz w całej Francji! Nie do wiary! - głośno wypowiadali myśli. Po uczcie, siostry wraz z mieszkańcami już zaczęli praktycznie opłakiwać utratę Babette - teraz na pewno wyjedzie skonsumować swoją wygraną. Odwdzięczyła się, ale to już koniec. Więcej nie zobaczymy naszej Babette! W końcowej scenie Babette oświadcza siostrom, że zostaje z nimi. Pytają ją dlaczego nie chce żyć w luksusach? A ona im odpowiada, że właśnie wydała całe pieniądze na ucztę dla nich. Okazała im najszczerszą wdzięczność za to co one zrobiły dla niej. Reakcja sióstr również bezcenna i warta obejrzenia! Siostry to obraz sprawiedliwości, mądrości, ostoi, spokoju, uczynków. I Babette to obraz... łaski. Obraz niezasłużonego, najszczerszego daru. Czegoś ogromnie dziecinnego, a zarazem ujmującego tak, że oglądając tę scenę, za każdym razem coś ściska mi gardło... Sprawiedliwość spotkała się z Łaską. http://youtu.be/H5w9skKcdnA Pozwoliłam sobie na przytoczenie tego opowiadania z myślą o odbywających się dyskusjach o naprawie edukacji w Polsce. Od lat jesteśmy jej świadkami. Myślę sobie, że to piękne, że każdy z nas chce żyć w świecie gdzie dzieci uczą się konkretnej wiedzy, potrzebnych umiejętności, w świecie gdzie uczenie się będzie wartością, a nauczyciel Mistrzem. Tak trudno nam jednak w praktyce dążyć do tego pięknego miejsca. Nadal uczymy się "pięknie różnić" i  dyskutować. "Sprawiedliwi" wskazują jak ważna jest wiedza i czystość - robią to w trosce, zbierają budulec dla pokoleń, cegła po cegle. "Wizjonerzy łaski" chcą działać, w końcu otworzyć okna i wywietrzyć stęchliznę przeszłości, chcą zacząć budować na tym co już jest. Chcą ruchu i konkretnych działań. A gdyby sprawiedliwość i łaska uchwyciły się za ręce i RAZEM stworzyły coś co zachwyca, co zmieni rzeczywistość na kolejne pokolenia? A gdyby współpraca stanęła wyżej niż racja, a błędy stały się wartością? A gdyby prawda objęła radość i RAZEM bez lęku poszłyby PRZED SIEBIE? A gdyby z obrazu pełnego chaosu, z bazgrołów ci artyści stworzyli coś nowego, coś co nie powiela starych wzorców, coś co wychodzi poza ramy i zaskakuje nową jakością? Nie wiem jak Wy ale ja chcę cieszyć się tym co już osiągnęliśmy, tym co najlepsze w edukacji - zmianami,  o których 10-15 lat temu nam się nie śniło, że nadejdą. Nie chcę już jeść starego chleba, chcę cieszyć się na uczcie, chcę delektować się tym co najlepsze.
20.02
2015

Grillowanie z panią Ministrą

Jakiś czas temu starałam się zachęcić dyrektorów szkół do używania nowoczesnych technologii do komunikacji, a właściwie do znalezienia takich obszarów w ich pracy gdzie nowoczesna komunikacja ułatwi lub wzbogaci ich życie i pracę. Z dobrej komunikacji rodzi się owocna i ciekawa współpraca. Tam gdzie brak komunikacji, tam jest brzydki zapach i bezsensowna rutyna. Zachęcałam ich do eksperymentowania i odwagi. Pokazałam, że przy odrobinie chęci i kreatywności w społeczeństwie sieciowym można "pogrillować z panią Ministrą"  :)   http://youtu.be/XONJOiNcMvM