avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Prawo do rozumienia

Poczucie wolności

18.03
2012

Słychać już wiosnę – ruszyły motocykle.  Wielu motocyklistów tłumaczy swoje zamiłowanie do jazdy na motorze bez określonego celu podróży – w tę i z powrotem po osiedlu lub po trasie S8 – tym, że jazda taka daje im „poczucie wolności”.  Często dodają też,  że trudno to pojąć  komuś, kto na motorze nie jeździ.  Spróbujmy jednak podjąć wyzwanie zrozumienia tego fenomenu.

Nawet ktoś, kto nigdy nie jechał motorem, jest chyba w stanie wyobrazić sobie,  że można mieć „poczucie wolności” omijając korki lub rozpędzając się w kilka sekund do 150 kilometrów na godzinę.  Ale czy to wszystko?  Raczej nie.  Czy typowy motocyklista byłby bowiem zainteresowany wymianą swojego motoru na nowocześniejszy, mocniejszy, szybszy, ładniejszy i bardziej ekonomiczny, ale jednocześnie taki, którego silnik pracowałby cicho i nie dawałoby się nim ryczeć?  Załóżmy, że symulację tego dźwięku mógłby słyszeć, ale tylko sam, w słuchawkach.

Z obserwacji zachowania typowych motocyklistów wynika, że prawdopodobnie nie byliby zainteresowani taką zamianą.  Komunikowanie otoczeniu głośnym rykiem silnika, że właśnie jadą,  jest dla wielu z nich nieodłącznym elementem tej jazdy, bez którego straciłaby całkowicie swój urok. Tak naprawdę, „motocyklowe poczucie wolności” to dla wielu korzystanie z przyjemności jazdy motorem, ale w połączeniu ze świadomością, że uprzykrza się życie możliwie dużej liczbie anonimowych ludzi i to w taki sposób, że praktycznie nic na to nie mogą poradzić.  I to jest dopiero prawdziwa i pełna wolność!  Wolność wynikająca z braku odpowiedzialności za wpływ swojego celowego działania na innych.  Może dlatego tak trudno zrozumieć to „niewtajemniczonym” i tak trudno to wprost przyznać?

Motocykliści to nie jakiś margines społeczny.  Motory sporo kosztują i ich eksploatacja też, więc nie są to ludzie niezamożni. Pewnie w większości inteligentni, mający być może odpowiedzialną pracę.  Większość z nich raczej nie pamięta komunistycznego systemu edukacji. Uczyli się i wychowywali już w wolnym kraju.  Co ich tak strasznie frustruje, że frustrację tę muszą aż w taki sposób odreagowywać, odgrywając się na obcych, przypadkowych ludziach? Czy system edukacji mógłby coś  zaradzić?

Podziel się ze znajomymi

14 komentarze do “Poczucie wolności

  1. Nie zgadzam się z częścią wpisu.
    Po pierwsze motor wcale nie kosztuje dużo, można kupić używany w miarę tanio i doprowadzić do stanu „pierwotnego”, a nawet lepiej ;) Ma to swoją cenę, ale dla kogoś to pasja, a pasja wymaga czasu – nie jednokrotnego wydania gotówki.
    Po drugie, nie generalizujmy. Jednak fenomen „głośnej” jazdy istnieje i nie jest charakterystyczny tylko dla motocyklistów. Kierowcy także lubią sobie wyciągnąć z samochodu tłumik, albo puścić muzykę na pełny regulator.
    Po trzecie… Zabieranie komuś wolności w imię wolności to już zjawisko normalne. I szczerze wątpię, czy szkoła może coś na to poradzić. Dzieci są przyzwyczajone, że obrywa się temu, kto zostanie sprowokowany, a nie kto prowokuje.
    Sam zauważyłem, że w szkołach podstawowych i gimnazjalnych każda klasa trafia na przynajmniej jednego nauczyciela, które sam jest pozbawiony umiejętności dobrego reagowania na negatywne zachowanie, a nawet sam się tak zachowuje.
    A naprawdę, ciężko jest wyrobić w sobie umiejętność prowadzenia zajęć, obserwacji i właściwego reagowania na nieodpowiednie zachowanie. Ja sam w ciągu prawie roku wolontariatu znajduję się dopiero na początku tej drogi, co zajęcia spotykam się z takimi sytuacjami, na które nie potrafiłbym odpowiednio zareagować.

    Zastanawiam się, czy młody nauczyciel nie powinien przez pierwszy rok prowadzić zajęć razem z innym nauczycielem, starszym stażem. Wpierw mógłby obserwować, dbać o porządek w czasie lekcji, zachęcać do pracy. Później sam mógłby prowadzić zajęcia, a starszy stażem nauczyciel utrzymywać porządek zamiast niego. Z czasem uda mu się odpowiednio dzielić uwagę i reagować.

    Ja pracuję z grupami po 6-8 osób, dorosłych jest 3, a my nadal nie jesteśmy w stanie zareagować na każde złe zachowanie i dążyć do tego, aby je naprawić, zachęcić do właściwego (np. poprzez przeproszenie). Dlatego nie wyobrażam sobie prawie trzydziestoosobowej klasy szóstoklasistów, czy gimnazjalistów. Utrzymać spokój pół biedy, ale modelować właściwe zachowanie i wpływać na nie poznawczo?
    Szkoły potrzebują zajęć polekcyjnych nastawionych na wychowanie, na pracę w małych grupach. Aktualnie zajmują się tym poradnie psychologiczno-pedagogiczne, ale nie mogą one przejąć każdego dziecka wykazującego złe zachowanie, ani modelować go w sposób ciągły (taka terapia to ledwo godzina tygodniowo).

    A nauczyciel-opiekun? Też byłby dobrym wyjściem. Bądź wolontariusz/praktykant. Jednak, czy nasz system stać (i uda się kogokolwiek do tego przekonać) na prowadzenie zajęć przez dwie osoby? Albo podzielenie klas na mniejsze?

    • Dzięki za komentarz. Zgadzam się, że można w miarę tanio realizować motocyklowe hobby, ale mieszkam w Warszawie, niedaleko wjazdu na nową trasę szybkiego ruchu S8 i często mam okazję słyszeć i oglądać kto, na czym i jak na nią wjeżdża i później jak nią jeździ. Na podstawie tych wyrywkowych obserwacji postawiłbym tezę, że tendencja do ryczenia silnikiem jest odwrotnie proporcjonalna do czasu pracy i wysiłku, który motocyklista sam wkłada w konserwację motoru. Najbardziej hałasują młodzi ludzie w drogich skórach, na nowiutkich „wypasionych”, japońskich motorach. Wątpię, by sami potrafili coś przy nich zrobić. Być może człowiek, który sam czasem pracuje przy swoim motorze wie, że w każdej pracy, która wymaga skupienia i myślenia hałas przeszkadza? Rozumie więc, że są sytuacje, w której cisza i spokój są komuś potrzebne. Być może trudno to zrozumieć komuś, kto takiej pracy nigdy nie wykonywał? Poza tym, jeżeli człowiek ryczący motorem koło czyjegoś domu nie jest w stanie wyobrazić sobie, co musi przeżywać ktoś, kto w nim mieszka, gdy kilkadziesiąt razy dziennie ktoś rycząc silnikiem przejedzie mu pod oknami, to nie nazwałbym tego brakiem empatii, ponieważ w moim przekonaniu świadczy to już o jakiejś poważnej dysfunkcji mentalnej.

      W drugiej kwestii też się zgadzam i cieszę się, że Pan rozszerzył ten wątek. To prawda, że kierowcy samochodów też hałasują silnikiem lub głośną muzyką, ale z moich obserwacji wynika, że tylko niewielki procent to robi. Natomiast chyba jeszcze mniejszy procent motocyklistów tak jeździ, żeby celowo nie ryczeć silnikiem w miejscach, gdzie jest to uciążliwe dla innych. Jest to tak rzadkie, jak prawidłowe używanie migaczy przez kierowców samochodów. Samochód służy jednak głównie do przemieszczania się, a motor – do hałaśliwej zabawy. Ci, co motorami przemieszczają się w jakimś konkretnym celu, jeżdżą znacznie ciszej. W pewnym momencie i dla nich ten ryk robi się męczący. Zwłaszcza gdy jadą poza terenem zabudowanym, gdzie mają świadomość, że ryk silnika nie robi na nikim wrażenia.

      Nie mogę się jednak zgodzić z Panem, że zabieranie komuś wolności w imię wolności to zjawisko normalne. Dla mnie normalne w cywilizowanym społeczeństwie jest przestrzeganie umów, w tym społecznych. Ryk silnika motoru i każdy inny nieuzasadniony funkcją pojazdu hałas, to nie egzekwowanie swojej wolności, ale jednoznaczne łamanie prawa. Problem w tym, że prawa trudnego do wyegzekwowania, o czym motocykliści wiedzą i cynicznie to wykorzystują.

      Spędziłem kiedyś dwa tygodnie na ruchliwym kempingu w Szwecji. Upajałem się tam ciszą, mimo że było sporo ludzi. Gdy ktoś na Harleyu wjeżdżał na kemping, to było słychać tylko cichutki szmer silnika. Gdy dzieci bawiły się na placu zabaw 10 metrów od mojego domku, to praktycznie niczego nie słyszałem. One ze sobą ROZMAWIAŁY, a nie wydzierały do siebie. Czasem wspólnie cicho śpiewały. Tam nawet psy ciszej szczekały niżu nas, a gdy jakiś już zaczynał szczekać, to właściciel natychmiast reagował. Nie wiem jak to robią Szwedzi, ale tam prawdopodobnie dom i szkoła wychowują dzieci od małego w innej kulturze komunikowania się i rozumieniu praw innego człowieka.

      W czasie gdy przygotowywałem ten wpis siedem ryczących motorów przejechało 100 metrów od mojego okna, ale wszystkie doskonale słyszałem. Oceniam, że między światłami odległymi o 250 metrów rozwijały prędkość do około 100 km/h.
      W ostatni weekend zginęło w Polsce dziewięciu motocyklistów.

    • Panie Michale
      TAK< TAK< TAK
      Prowadzenie lekcji przez dwóch nauczycieli!
      Stać nas, szczególnie teraz, gdy jest mniej dzieci. Zróbmy większe klasy i dwóch nauczycieli.
      A jeśli nie da się tego zrobić obligatoryjnie (bo MEN zajmuje się ewaluacją, a nie takimi głupotami), to może choć dla nauczycieli stażystów, a może studenci – przyszli nauczyciele, a może emeryci, którzy (nie chcą/mogą być odłożeni na półkę), a może wolontariusze z korporacji, rodzice….
      Danusia

  2. Ja mieszkam na drodze dojazdowej do A4, także doskonale rozumiem co znaczy ciągły ruch pod oknem. Sam bardziej narzekam na tiry niż na motory, ale możliwe, że te w mojej okolicy jeszcze nie opuściły garaży.

    Oczywiście ma Pan rację. Źle się wyraziłem. Odbieranie komuś wolności nie jest normalne, a raczej coraz częściej spotykane. W dodatku społeczeństwo nie reaguje negatywnie na takie zachowanie. Uniknięcie kary jest jak nagroda, czyż nie? Skoro społeczeństwo nie reaguje, to „nie ma nic przeciwko”. Niestety.

    Ja spędzałem trzy lata temu wakacje w Grecji i muszę przyznać, że tam kultura jazdy i rozrywki na plażach jest zupełnie inna niż u nas. O ile Grecy są głośni sami w sobie (przynajmniej w mojej ocenie), to zatrzymują się przed każdymi pasami, przez mniejsze uliczki przejeżdżają umiarkowanie cicho, a grając w piłkę na plaży robią to w sposób nie przeszkadzający innym.
    Mam wrażenie, że albo generalizuję, iż Polacy to chamski wredny naród, albo tak jest naprawdę. Oby to było tylko złudzenie.

    • Panie Michale,

      mam nadzieję, że zachowania naszych rodaków, za które trzeba się wstydzić nie wynikają z jakichś naszych cech narodowych. Być może to rzeczywistość, która nas otacza tak właśnie daje znać o sobie? Żyjemy w kraju, który wlecze się w ogonie Europy jeżeli chodzi o wydajność pracy. Za to przodujemy w liczbie przepracowanych (przesiedzianych w pracy) godzin. Co to oznacza? W dużym skrócie: mnóstwo idiotycznych przepisów, wielu szefów półgłówków wciśniętych na stołki po znajomości, absurdalne struktury zarządzania, kliki, koterie i grupy interesów na wszystkich szczeblach administracji i w wielu korporacjach.

      Młodzi, wykształceni ludzie, nie mogący znaleźć pracy na miarę swoich aspiracji lub tacy, którzy wpadli w pułapkę korporacyjno-kredytowo-hipoteczną i muszą akceptować idiotyzmy wokół siebie, bo nie mają wyjścia, dają upust swojej frustracji. Jedni potrafią ją rozładować w sporcie (mi np. wystarczy godzina intensywnego pływania), ale sport wymaga wysiłku fizycznego, kondycji, więc nie każdy go lubi. A głośny motor daje właśnie poczucie ruchu, szybkości, siły, mocy i jeszcze możliwość odreagowania/zagłuszenia stresu po rozmowie z szefem idiotą i manifestowania tego całemu światu rykiem silnika. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że niewielu ludzi potrafi dokonać takiej introspekcji, która wskazałaby prawdziwe powody ich własnego zachowania. Stąd czepianie się tej wygodnej do podchwycenia teorii o „poczuciu wolności”, którą posługiwał się nawet Jarosław Wałęsa.

      Przed chwilą słyszałem, że gdzieś fotoradar namierzył motocyklistę jadącego 200 k/h przed szkołą w jakimś miasteczku. Sfotografowali go też, jak jechał150 km/h na tylnym kole. Jak to wyjaśnić? Są przecież bardziej pewne i bezpieczniejsze dla otoczenia metody popełniania samobójstwa.

      Przed chwilą przed moim blokiem przejechał motocyklista nie rycząc silnikiem! Chyba pierwszy dzisiaj.

  3. A może nie poczucie wolności – wydaje mi się raczej, że ryk silnika pokazuje „Jestem! Istnieję! zwróćcie na mnie uwagę!” Typowe zachowanie dziecka, które chce zwrócić na siebie uwagę. Czyli budowanie POCZUCIA WŁASNEJ WARTOŚCI. I nie dotyczy ta opinia wszystkich szalejących na motocyklach. Znam i takich, którzy ścigają się w bezpiecznych miejscach i „dają czadu”, i takich, którzy na motorze pokonują drogę do pracy, szanując innych.
    Pomysł na asystenturę nauczycieli moim zdaniem jest doskonały. Mnóstwo zalet wiedzę w takiej koncepcji. Połączenie doświadczenia z świeżym spojrzeniem na ucznia wydaje mi się bardzo atrakcyjne (z punktu widzenia nauczycieli i uczniów!)

  4. To jeszcze jeden ciekawy, psychologiczny aspekt zjawiska. „Zwróćcie na mnie uwagę”, ale jestem anonimowy, ukryty pod kaskiem. Ciekawe, jak taki ktoś by się zachował, gdyby miał wygłosić publicznie pięć sensownych zdań przed dużym audytorium, ale bez kasku? Teoretycznie idealne miejsce na zwrócenie na siebie uwagi i budowanie poczucia własnej wartości. To samo dotyczy kiboli w kominiarkach. No i niestety, wczoraj mieliśmy przypadek bandyckiego zachowania policji wobec niewinnych ludzi. Nawet bandyty zatrzymanego w mieszkaniu nie wolno tak traktować, że uderza się jego głową o podłogę, ale panowie anty(?)terroryści byli właśnie w kominiarkach, więc jak ryczący motocykliści upajali się bezkarnością.

  5. Myślę, że szkoła powinna uczyć, że granice mojej wolności, kończą się tam, gdzie naruszam granice czyjejś wolności. Teraz w szkole się tego uczy mówiąc o oświeceniu. Ale warto pokazać, choćby na przykładzie motocyklistów, że postulat ten jest wciąż aktualny i dotyczy naszego życia. Uczniowie na pewno znajdą dużo innych przykładów korzystania z wolności, kosztem wolności innych ludzi.

    • Pani Marzeno,

      z pewnością tak, ale oprócz przykładów warto moim zdaniem podyskutować trochę z uczniami o psychologii takich zjawisk. Generalnie o tym, skąd się biorą u ludzi tendencje do zachowań naruszających wolność, czy prawa innych ludzi.Czasem to zwykła nieświadomość, czasem beztroska, głupota, ale też często wyrażenie jakichś własnych frustracji czy problemów. Gdyby młodzież była świadoma, co może być podłożem takich zachowań, być może wtedy, przynajmniej cześć motocyklistów, zadałby sobie pytanie: dlaczego ryczę silnikiem? Przecież wiem, że to innych musi denerwować. Co w ten sposób odreagowuję?

      Zatytułowałem wpis „Poczucie wolności” ponieważ myślę, że to bałamutne, cyniczne wyjaśnienie jest wygodnym wymówką przed zastanawianiem się nad prawdziwym źródłem własnych, aspołecznych działań.

      • Podobno niektórzy motocykliści specjalnie uszkadzają tłumik, ab ich słyszano, bo wtedy są bardziej bezpieczni, gdy pędzą po ulicach. Nie znoszę tego.
        Danusia

  6. Jestem motocyklistką. Siadając na motocykl czuję tę wolność. Jednak jest ona zupełnie inna, niż Pan to opisuje. Nie potrzebuję ryku silnika, 150 nie jest konieczne, uśmiech na twarzy pojawia się na stałe po ruszeniu. Omijam korki, czuję się z tym super. Jeśli jest przede mną tylko kilka samochodów, czyli 1-2 zmiany świateł, nie pcham się do przodu, mogę poczekać. Gdy ściągam kask ludzie gapią się, to jest miłe. W końcu baba na motorze to jeszcze u nas nie jest codzienność. Potrzeba poczucia się lepszym :-) drzemie w każdym z nas, tak więc z premedytacją mogę zdjąć kask obok grupki przystojniaczków na skuterkach, zawsze widzę zazdrość w oczach :)

    Jest jednak druga strona medalu. Moje doświadczenie jako kierowcy zarówno kat. A jak i B każe mi strzec się kierowców w samochodach. Jeszcze nigdy motocyklista nie zajechał mi z premedytacją drogi, nie hamował ostro przede mną aby mnie ukarać, nie groził mi środkowym palcem i nie wyzywał dla zasady. W stosunku do kierowców samochodów mogę takie zachowania potwierdzić. Niezależnie od tego czy jadę autkiem czy motocyklem, agresywne zachowania pojawiają się od czasu do czasu.

    Jadąc motocyklem zwracam uwagę na wszystkie auta zachowując szczególną ostrożność. Tak naprawdę co oznacza szczególna ostrożność dowiedziałam się właśnie dzięki jeździe motocyklem. Jest bowiem tak, że w kierowcach wzrasta agresja na widok tego pojazdu. Zajeżdżanie drogi jest notoryczne… zarówno podczas jazdy jak i w stojących korkach, gdzie trafi się czasem ktoś, kto zauważy mnie z tyłu i przesunie autko choć trochę, aby mi utrudnić jazdę. Ktoś kiedyś wyskoczył z auta i chciał mi po prostu strzelić sierpowego :) tylko dlatego, że wyprzedziłam korek i stanęłam obok niego na pierwszej pozycji. Nie zrobił tego tylko dlatego, że zobaczył, iż jestem kobietą… wystarczyło mu wyzywanie mnie przez chwilę.

    Moim celem nie jest wyżalenie się na kierowców samochodów, jestem jedną z nich. Debile kryją się po obu stronach, ale nie można generalizować. Proszę więc nie pisać o typowych motocyklistach, bo typowy oznacza takiego, który najbardziej charakteryzuje cały zbiór a nie takiego, który najbardziej od większości odbiega. A to że tych najbardziej charakterystycznych widać, nie oznacza, że jest ich najwięcej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*