Oś Świata/Oś świata Jacka Strzemiecznego

Deprywatyzacja nauczania i uczenia się. Spacer edukacyjny

17.01
2013

W szkołach ciągle pokutuje krytykowana już od kilkudziesięciu lat praktyka samotnej profesji i prywatności nauczania. Pojęcie nauczania jako samotnej profesji i jej socjologiczny opis wprowadził Seymour Sarason (Seymour Sarason, Revisiting the culture of the school and the problem of change, Teachers College 1996). Obowiązującym hasłem jest źle rozumiana i niewłaściwie realizowana autonomia nauczyciela. Przeważnie oznacza ona, że to, co nauczyciel robi z uczniami, jest chronione podobnie jak tajemnica zawodowa. Metody nauczania poszczególnych nauczycieli nie stają się przedmiotem analizy i refleksji nikogo poza nimi samymi i ich uczniami. To jedna z konsekwencji braku przyjęcia w szkole tego o czym piszę w swoim poprzednim wpisie o moralnym celu edukacji i koncentracji na uczeniu wszystkich uczniów (>>). Jeśli nauczyciele nie zdecydują, że będą uczyć wszystkie dzieci ( jak ot określa Michael Fullan „podnosimy poprzeczkę i zmniejszamy różnice”) to system szkolny nie ma bodźca współpracy nauczycieli i do trudnego lecz koniecznego doskonalenia metod nauczania.

By edukacja stała się lepsza, konieczna jest profesjonalizacja nauczania i poddanie praktyki nauczania refleksji osób bezpośrednio w nią zaangażowanych oraz innych sojuszników uczniów i nauczyciela. Pojęcie „sojusznik” zostało w tym miejscu użyte bardzo świadomie, bo warunkiem poprawy stosowanych przez nauczyciela metod nauczania jest wysoki poziom zaufania pomiędzy nim a osobą analizującą razem z nim jego praktykę nauczania. W żadnym wypadku nie są tutaj pomocne modele nadzoru pedagogicznego i inne formalno-biurokratyczne metody kontroli i poprawy nauczania.

Procesy nauczania i uczenia się powinny być widoczne dla uczniów, nauczycieli i innych zainteresowanych oraz przez nich obserwowane i analizowane. Oznacza to, że nauczanie powinno podlegać obserwacji, omawianiu, wymianie dobrych doświadczeń w grupach współpracujących ze sobą nauczycieli.

Deprywatyzacji nauczania służą rozwijane w przez różne amerykańskie ośrodki akademickie procedury krótkich wizyt w klasach (walkthrough), z udziałem dyrektora, nauczycieli lub innych gości, nastawione na diagnozę i poprawę metod nauczania. Wizyty te zawsze mają charakter oceny koleżeńskiej w kontraście do wizyt oceniających prowadzonych w trybie nadzoru pedagogicznego. Przykładami mogą być spacer edukacyjny (learning walk routine) proponowany przez Learning Research and Development Center, University of Pittsburgh i “pouczający obchód” (instructional rounds) proponowany przez Elizabeth City i Richarda Elmore z Harvard Graduate School of Education. Ten ostatni model odwołuje się do prowadzonej powszechnie w szpitalach procedury obchodu lekarskiego..

Do polskich szkół uczestniczących w programie Szkoła Ucząca Się CEO i PAFW wprowadzają spacer edukacyjny pod nazwą „OK obserwacja”. Uczestnikami koleżeńskiej obserwacji są współpracujący ze sobą nauczyciele, wspólnie włączający do swojej praktyki zawodowej ocenianie kształtujące.

Innym sposobem na obserwację lekcji i poprawę nauczania jest nagrywanie lekcji i jej koleżeńskie omawianie. Koleżeńska obserwacja w każdej formie jest szansą na uczenie się profesjonalistów od siebie nawzajem. Dzięki temu mogą oni rozwijać i poprawiać swoje metody nauczania, a w konsekwencji jego efekty.

Aby można było stosować te użyteczne dla procesu nauczania metody, niezbędna jest atmosfera zaufania, umożliwiająca współpracę nauczycieli i celowe rozwijanie w szkole kapitału społecznego. Pięknie przedstawia to Michael Fullan (Choosing the wrong drivers for whole system reform, CSE Seminar Series Peper No. 204, 2011. Polskie wydanie: Wybór złych sterowników w całościowej reformie systemu edukacji, CEO 2012).

 

24
Dodaj komentarz

8 Comment threads
16 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
avataravataravataravataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość

Do takiej szkoły chcę wysłać moje dziecko. Szkoły opartej na zasadach otwartości, zaufania, odwagi, współpracy, współzależności(!), synergii, szacunku, dialogu, wsparcia. Szkoły, która krytykuje krytykowanie, milczenie, niesłuchanie, brak wątpliwości, dokuczanie, wywyższanie się, brak życzliwości. Jacku, jak idzie wdrażanie deprywatyzacji w praktyce ? Czy są chętni, czy są sukcesy ? Czy opisane sposoby działania udaje się wprowadzić w całej szkołach, czy tylko w jej kawałkach ? Czy szkoły, które weszły w taki system pracy potrafią utrzymać odpowiednia jakość, czy rozwijają swoją deprywatyzację ? Czy ten proces rozszerza się z roku na rok ? W Twoim tekście widzę „za mało ucznia”. Mówię o… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Saskia

O wizytach w klasach i celowi, jakiemu służą, mówił też bardzo ciekawie na ostatniej konferencji „Jakość edukacji czy/i jakość ewaluacji” dr John M. Fisher z Uniwersytetu Stanowego Bowling Green w Ohio. „Wizyty w klasach” i tzw. „wyjścia edukacyjne” przedstawił w swojej sesji eksperckiej pt. „Przemiany nauczycieli: W jaki sposób wspierać nauczycieli nad zmianą praktyki?” Wartością nadrzędna wizyt w klasach jest przede wszystkim uczenie się nauczycieli od siebie nawzajem,uzyskanie nowego spojrzenia na to, co się działo w klasach. Po takiej wizycie (trwającej nie dłużej niż 15 minut)w zespole odbywa się dyskusja na temat dowodów świadczących o osiąganiu celów.

avatar
Gość

Jacku. Zgadzam się z Tobą – też nie jestem miłośnikiem nawoływania do szacunku, empatii, miłosierdzia, itp. Tak, nie jest to skuteczne i kojarzy mi się telewizyjną propagandą. A jednak należy nawoływać, to jest nasz moralny obowiązek. Nawoływanie do nie zabijania ma wieloletnią tradycję i niską skuteczność, a jednak będzie wieczne. Natomiast skuteczniejsze jest uczenie ! Uczenie i uczenie się okazywania szacunku, empatii, życzliwości, prowadzenia dialogu, słuchania i współpracy. To są elementy komunikacji międzyludzkiej, tak samo jak jest nim język niemiecki. „Tych rzeczy” można uczyć się na trzy sposoby: naśladowanie, przekaz słowny, świadome uczenie się. Uważam, że szkoła jest naprawdę świetnym… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Al

Ja jako rodzic jestem również za taką szkoła. Także z tego powodu, że uważam to za rozwiązanie problemów typowych dla naszych szkół publicznych, zwłaszcza gimnazjów, jak patologiczne zachowania i części uczniów, i części nauczycieli (np. jak znowu tutaj: http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,13266180,Nauczycielka__Gimnazjum_to_pieklo_i_nikt_nie_reaguje.html ). Uczeń i nauczyciel, którzy mieliby świadomość tego, że nie chronią ich zamknięte drzwi, czuliby się mniej bezkarni.

avatar
Gość

Wydaje mi się, że jeśli było tam coś szokującego, to fakt, że ten nauczyciel przez rok to tolerował i nie zainicjował żadnego postępowania w tej sprawie. Nikt nie musiał (an i nie powinien) tego „zauważać”. Wydaje mi się oczywiste, że jeśli mi ktoś założyłby kubeł na głowę, a nie miałbym dość fizycznej siły, by się przed tym obronić (a również w takim przypadku), to pierwsze kroki po tym incydencie skierowałbym do prokuratora. Do prokuratora, a nie dyrektora szkoły. Ula miałaby materiał na ciąg dalszy lekcji o odpowiedzialności karnej małoletnich. Doprawdy, nie traktujmy szkoły jako miejsca masowego popełniania przestępstw, w których… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Al

Ale mi nawet nie chodzi o to, że otwarte drzwi czy monitoring załatwiłyby wszystko. Tu chodzi o zmianę mentalności środowiska nauczycielskiego (na początek). Jacek, jak zrozumiałem, mówi (m.in.) o zmianie podejścia z wrzucenia młodego nauczyciela do klasy i biernego przypatrywania się, czy sobie poradzi czy nie, a czasem nawet przypatrywania się z satysfakcja, jak sobie nie radzi na podejście: zróbmy coś razem, żebyśmy my lepiej uczyli, a uczniowie mieli z tego większy pożytek. Szkoła moich dzieci jest raczej wolna od takich patologii, bo to szkoła z pewną selekcją uczniów, ale również niestety zauważam, że nauczyciele nie potrafią uczyć się od… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Nie rozumiem tylko skąd przekonanie, że przy wzajemnym oglądaniu swoich lekcji atmosfera wzajemnej niechęci, satysfakcji z cudzych wpadek, braku pomocy, etc. nagle się zmieni na powszechną życzliwość. Problemem jest nie to, że nauczyciele nie umieją się od siebie uczyć, czy że nie mają do tego celu narzędzia (wizyt koleżeńskich, etc.), tylko że nie chcą. Gdyby chcieli, to by się uczyli i sami by sobie te narzędzia wypracowali takie, jakie im najwygodniej. Gdyby chcieli wymieniać się informacjami, to by się wymieniali. A jak nie chcą, to choćbyś im rozdał smartfony z darmowymi połączeniami do pozostałych, to też nie będą. Spodziewam się… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Saskia

Niestety, mimo mojego entuzjazmu dla tej metody, trochę obawiam się właśnie tego, o czym piszesz, Xawer, a to z tego powodu, że środowisko nauczycieli jest(użyję eufemizmu)dość specyficzne. Swoje obawy wyraziłam w poprzednim komentarzu.Dużo właśnie zależy od chęci, o czym też już w kilku komentarzach napisałam, i od wzajemnej życzliwości, a to często „towar deficytowy”. Ale chcę wierzyć, że może się to udać, przy odpowiednim nastawieniu i zrozumieniu idei całego pomysłu i przedsięwzięcia oraz zachowaniu pewnych zasad dyskusji. Przecież nie będzie się obserwować tylko lekcji młodego nauczyciela, ale wszystkich pracujących w danej szkole, więc każdy będzie miał okazję pokazać, jak pracuje… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Ależ to nie jest narzekanie na nauczycieli tylko na kulturę korporacyjną, zwyczaje i powszechną praktykę szkoły. Podobnie, jak nie jest narzekaniem na policjantów, tylko na organizację tej służby, gdy zauważamy, że wezwana do ulicznej bójki policja przyjeżdża po trzech godzinach. Brak chęci współpracy, życzliwości, pomocy, etc., nie jest oskarżeniem wobec nauczycieli, tylko stwierdzeniem faktu. Widocznym powszechnie, wyrażanym w artykułach takich, jak cytowany przez Al, czy w Twoim zdziwieniu, że nikt z kolegów przez rok nie pomógł temu nauczycielowi z kubłem na głowie. Zaklinaniem rzeczywistości i odwoływaniem się do wiary w dobre serca nauczycieli nie zmieni się tego faktu. Pracują i… Czytaj więcej »

avatar
Gość
slos

Dzisiaj przejrzałem osie swiata i w komentarzach trochę zirytował mnie mało optymistyczny ton, jakby wszechwładne narzekanie zaczęło forosować twierdzę CEO. 🙂 Rzadko bywam na blogach, bo wspólnie z nauczycielami staramy się robić wiele z tego, o czym i Ty, Jacku, i pozostali, piszecie. Pisze ktoś, ze w szkole nie mówi sie o zaufaniu. Oburza mnie to, bo bez zaufania nie da się „robić” szkoły i budować zespołu. Juz nie pamietam, ile lat temu po raz pierwszy o tym mówiłem i pisałem. Wiarygoidność i zaufanie to warunek niezbędny w porzadnym funkcjonowaniu każdej organizacji… O spacerze rozmawialismy na konferencji w Krakowie i… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Saskia

Chyba jednak nikt nie mówi tutaj, aby nie zmieniać edukacji. Edukację trzeba i należy zmieniać. Wiarygodność i zaufanie są jak najbardziej pożądane w tym procesie, bo inaczej niczego nie dałoby się zrobić. Pomysły CEO bardzo mi się podobają i niezwykle cenne jest to, że są ludzie, którzy te zmiany promują. A postawy nauczycieli i dyrektorów są różne, i to też jest fakt. Oby więcej takich dyrektorów jak slos!

avatar
Gość

To ja pisałem o braku zaufania. Jednym z kluczy do pozytywnych zmian są dyrektorzy – tacy jak Słoś. Ja chcę wysłać moje dziecko do szkoły z takim dyrektorem. Czy jest w Poznaniu liceum z takim dyrektorem ? Pytanie kluczowe: jak się robi takich dyrektorów ? Podkreślam, że nie pytam „skąd wziąć takich dyrektorów ?”, lecz jak ich „wyprodukować” ? Słoś pisze: „Przy okazji piszemy, uczymy przyszłych dyrektorów z nadzieją, że powoli dobre stanie się normalnością.” Zastanawiam się czy to jest dobra informacja, czy wręcz przeciwnie. Saskia: „Dużo właśnie zależy od chęci”. Ksawery: „Gdyby chcieli, to by się uczyli i sami… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Z całym szacunkiem dla wszystkich głosów, które tu przeczytałem, czy nie wydaje wam się, że umykają nam kwestie zasadnicze? Po pierwsze, dlaczego nauczyciel staje przed swoją pierwszą (i dziesiątą też) klasą bez żadnego prawdziwego przygotowania psychologicznego? Bo wszystkie komunały sprzed półwiecza, jakimi karmiono go na studiach, mają się nijak do realiów współczesnej szkoły. Kilka wyuczonych technik wystarcza na ogół by dotrwać do dzwonka. Gorzej z opanowaniem „żywiołu”. Co zaskakujące, nikt się temu nie dziwi i nie protestuje! W innych zawodach byłoby to nie do pomyślenia – jakoś nikt nie przyjmuje za rzecz oczywistą, że prowadząc dziecko do lekarza, należy wziąć… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Bardzo dziękuję za ten komentarz i zasługującą na uznanie trzeźwość spojrzenia. „Learning walk routines” również wydają mi się cokolwiek egzotycznym pomysłem, a przy tym sądzę, że poprawa tego i owego w marsztacie metodycznym nauczyciela to sprawa być może ważna, ale zdecydowanie to nie metoda decyduje o kryzysie szkoły dzisiaj. Postmodernistyczny bełkot i kubeł na głowie natomiast. Recenzja nowoczesnych myśli w pedagogice bardzo mi się podoba. Natomiast nie uważam, żeby tradycyjna metoda (czymkolwiek ona była np. za moich czasów) rozwiązywała „problem kubła”. Scenkę z kubłem sam oglądałem w szoku, podobnie jak wszyscy, ale też – wspominając własne czasy – jeśli mam… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Ja nie wiem, czym jest „metoda tradycyjna”. Jeżeli polega na ustaleniu pewnych norm oraz ich konsekwentnym egzekwowaniu, to jestem za. Oczywiście, to musi działać w obie strony i nauczyciel nie może być uprzywilejowany. Po prostu nie rozumiem, dlaczego w polskiej, państwowej szkole dużo bardziej dba się o obowiązek noszenia butów na zmianę niż o stosunek uczniów do nauczycieli i siebie nawzajem. Dlaczego tak łatwo przychodzi nam bredzenie o tym, że „pedagogika powinna stworzyć nowe formy wiedzy, w której punktem wyjścia jest codzienność i konkretność doświadczeń”, ale konkret i prozę życia w postaci niezrobionej pracy domowej uznajemy za coś naturalnego? Nie… Czytaj więcej »