Oś Świata/Oś świata Jacka Strzemiecznego

PROBLEM TESTOCENTRYZMU W EDUKACJI

03.01
2013

Poniższy wpis jest początkiem mojej wypowiedzi w panelu edukacyjnym listopadowego Kongresu Obywatelskiego. W kolejnych wpisach opublikuję całą swoją wypowiedź. Wypowiedź ta stanowi częściowe powtórzenie tego co już wcześniej na blogu pisałem. Znudzonych moimi wypowiedziami zniechęcam do tej lektury. Zachęcam za to nowych czytelników.

Uczącemu się potrzebna jest możliwość sprawdzenia, co już potrafi i umie. Również nauczycielowi niezbędna jest orientacja, jak przebiega proces uczenia się jego uczniów. Sprawdzanie jest konieczną i wartościową częścią procesów uczenia się i nauczania.

Problemem są testy, a raczej egzaminy, których wyniki niosą za sobą krytyczne konsekwencje dla uczących się (high-stakes test) i coraz częściej również dla tych, którzy ich nauczają. Prymitywizują one nauczanie i wypaczają pracę szkół w coraz większym, obserwowalnym stopniu, sprowadzając ją do uczenia do egzaminu.

W polskim systemie edukacyjnym i rządowych strategiach jego rozwoju centralne, regulacyjne miejsce zajmują końcowe egzaminy prowadzone w formie testów. To powinno się zmienić. Rozwój polskiej edukacji wymaga wyraźnego odejścia od takiego sposobu wpływania na jakość pracy szkół.

Opublikowany pod koniec 2010 roku Raport McKinsey & Company „Jak najlepiej doskonalone systemy szkolne na świecie stają się jeszcze lepsze” (Mona Mourshed, Chinezi Chijioke, Michael Barber „Jak najlepiej doskonalone systemy szkolne na świecie stają się jeszcze lepsze”, polskie wydanie CEO 2012) wskazuje, że dalsza praca nad poprawą polskiego szkolnictwa wymaga zaangażowania innych dźwigni zmian niż egzaminy testowe. Stawianie na rozliczanie uczniów  i szkół przy pomocy testów powinno zostać zamienione we wspierane rozwiązaniami organizacyjnymi i dostępnymi środkami finansowymi rozwijanie zasobów szkół lepszego nauczania i uczenia się uczniów ( Michael Fullan, Choosing the wrong drivers for whole system reform, CSE Seminar Series Peper No. 204, 2011. Polskie wydanie: Wybór złych sterowników w całościowej reformie systemu edukacji, CEO 2012).

Zadajmy pytanie – Dlaczego testy źle wpływają na pracę szkoły?

Wiele umiejętności oraz stopień przyswojenia wielu zagadnień można sprawdzić testami. Jednak przy ich pomocy bardzo trudno jest określić to, na czym nam w edukacji tak zależy – kompetencje kluczowe czy umiejętności XXI wieku. Chodzi o umiejętność rozwiązywania otwartych problemów, decydowania w sytuacji niepewności, kreatywności, pracy zespołowej, wrażliwości międzykulturowej, empatii i rozwojowi kapitału społecznego – nie udaje się tego zmierzyć przy pomocy testów lub jest to bardzo trudne.

Warto także brać pod uwagę, że sprawdzanie poprzez egzaminy zdolności uczniów do głębokiego myślenia jest zadaniem trudnym, kosztownym (sprawdzanie zadań otwartych) i problematycznym metodologicznie. Ocenianie myślenia uczniów udaje się w badaniach PISA. Nie jest to jednak system egzaminacyjny, lecz międzynarodowy program ewaluacji systemów edukacyjnych, prowadzony między innymi z wykorzystaniem testów. Stworzenie podobnych masowych, rzetelnych i wiarygodnych narzędzi do egzaminowania uczniów jest dużo droższe, trudniejsze i nie wiadomo, jak może się udać w praktyce.

Skutkuje to pomijaniem na egzaminach testowych istotnych kompetencji, które chcemy, by uczniowie posiedli. W efekcie w nauczaniu szkolnym rozwijanie umiejętności komunikacji,  współpracy, rozumienia i głębokiego myślenia jest zastępowane przez przyswajanie faktów i algorytmów oraz ćwiczenie udzielania właściwej odpowiedzi na teście.

Skutki, jakie powodują systemy edukacyjne tworzone w oparciu o standardy i egzaminacyjne sprawdzanie ich wypełniania (standard-based assessment) dla szkolnego nauczania i uczenia się zostały wielokrotnie przebadane. Wyniki tych badań są między innymi prezentowane w ramach prestiżowego międzynarodowego programu administrowanego przez University of Melbourne „The Assessment and Teaching of 21st-Century Skills (ATC21S)” (Międzynarodowy program badawczy kierowany przez University of Melbourne, a sponsorowany przez Cisco, Intel i Microsoft. W „Białej Księdze” opublikowanej przez to międzynarodowe konsorcjum oraz w późniejszej ogólnodostępnej publikacji czytamy: „Narzucenie wymagań związanych z przeprowadzaniem testów na szeroką skalę może przynieść negatywne konsekwencje (…) związane z potencjalnym sprowadzeniem umiejętności XXI wieku jedynie do standaryzowanych instrumentów wykorzystywanych do ich oceny. Opieranie się na przeprowadzanych na szeroką skalę egzaminach może zniekształcić wprowadzanie w życie programu nauczania związanego z umiejętnościami XXI wieku, negatywnie wpływając na rozwój tych umiejętności oraz wiarygodność oceny”; w: Griffin P. (opr.), Assessment and Teaching of 21st Century Skills, Springer 2012, s. 112 i 113).

System skoncentrowany na testach wymaga od szkoły, dyrektora i nauczycieli dobrego przygotowania uczniów do egzaminów i odwraca uwagę od oczekiwanych zadań szkoły. Nauczyciel rozliczany z wyników testów uczniów nie może „tracić czasu” na rozwijanie myślenia. Przestają być analizowane metody nauczania i ich doskonalenie, istotne jest tylko skuteczne uczenie „pod egzamin”.

Zamiast uczenia podopiecznych współpracy i solidarności do szkoły wprowadzana jest selekcja i rywalizacja, co trwale psuje relacje międzyludzkie. Następuje dehumanizacja edukacji, która dotyka zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Ogólnosystemowa gra w „policjanta i złodzieja” źle odbija się na wszystkich jej uczestnikach.

8
Dodaj komentarz

7 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
avataravataravataravataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość
Elżbieta Pietrzykowska

Z moich dlugoletnich doświadczeń nauczyciela pracującego w liceum wynika , że szkoła faktycznie uczy „pod egzamin ” Przyczyn tego stanu rzeczy nie upatrywałabym w złej woli kadry czy też jej bierności- przynajmniej nie do końca. W misji i wizji kazdej szkoły zawarte są szlachetne hasla o podmiotowosci ucznia , przygotowaniu go do życia w spoleczeństwie , uczeniu krytycznego myślenia czy rezygnacji z wiedzy faktograficznej.Są- bo muszą być , aby wykazać się przed wladzami oświatowymi tym, że jaseśmy otwarci na nowe ( z drugiej strony jakie one tam nowe ! )tendencje pedagogiczne. Władze chętnie na to przystają , gdyż bardziej zależy… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Przy tym temacie nie do uniknięcia jest postawienie pytania o cele edukacji. Czyli, „to zawsze”. Ale zastanawia mnie jeszcze inny problem, w związku z zagadnieniem „testomanii”: kim jest, kim może być, kim powinien być nauczyciel ? Jaka role może pełnić ? – funkcjonariusz – szkoleniowiec (podaje wiedzę i metody jej stosowania) – trener (przygotowuje do kartkówek, sprawdzianów, testów) – sędzia-egzekutor (nagradza i karze) – tutor (doradza, inspiruje, wspiera) Macie jeszcze inne role ? W jakich proporcjach pełni te role obecnie ? Chciałbym aby edukacja na każdym poziomie była podzielona na dwa, wyraźnie oddzielone od siebie etapy: (I) POZNAWCZO-ROZWOJOWY (trening ogólnorozwojowy)… Czytaj więcej »

avatar
Gość
jacekceo

Dzięki Wiesławie za wpis.
Skierowujesz moją i innych czytelników uwage na ważne problemy edukacji, ale na inne niż te o których ja chciałbym mówić i pisać. W Polsce, w polityce edukacyjnej musimy zaradzić dominacji testów i egzaminów testowych. Dlatego, zdecydowałem się na ten temat wypowiadać. Dlatego, w kolejnych wpisach będę przedstawiam znane mi systemowe alternatywy dla szkoły regulowanej standardami egzaminacyjnymi i rozliczanej wynikami egzaminów testowych. Chcę bronić szkoły i dzieci przed uczeniem się do pod egzaminy testowe.

avatar
Gość

Jacku. Ależ właśnie mam na myśli zmianę systemową, która usatysfakcjonuje zwolenników i przeciwników testomanii. „ONI” musieliby zmienić organizację procesu edukacji: podzielić go na dwa niezależne etapy, na przykład: dwa i pół roku to edukacja poznawczo-rozwojowa, pół roku to przygotowanie do WYBRANYCH PRZEZ UCZNIA testów. Wilk syty i owca cała.

avatar
Gość
Danusia

Wiesławie
Ciekawy pomysł. Obawiam się jednak, że wielu uczniów zaczynałoby edukację dopiero po 2,5 roku. Jeśli celem nauczania jest zdanie egzaminów i tylko od tego zależy przyszłość, to po co wcześniej się męczyć? I jak wytłumaczyć nauczycielowi, że ma w pierwszym okresie nie przerabiać testów?
Taki pomysł był kiedyś w szkołach waldorwskich. Tam nie ma stopni i zauważono, że uczniowie dużo umieją, ale nie mają wiedzy encyklopedycznej. Dlatego zrobiono 12 klasę, w której tylko przygotowywano do testów maturalnych.
Danusia

avatar
Gość

Danusiu, pewnie to zabrzmi niezbyt mądrze, ale nie mam wielkich obaw. Musimy wreszcie zdecydować się czy chcemy edukacji rozbudzającej ciekawość i sprzyjającej rozwojowi ucznia, czy szkoły opartej na wymaganiach i egzekwowaniu wyników.

avatar
Gość
Danusia

Polecam:
http://media.wp.pl/kat,1022945,wid,15257146,wiadomosc.html
Widać, że temat stał się gorący.
Danusia