avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Kolokolo Bird

Hipokryzja politycznej poprawności

14.11
2017

Media biją w kółko pianę o tym, czy słowa „biała Europa” obrażają, kogo, i czy są dopuszczalne. I jaką krzywdę wyrządzają ludziom spoza Europy.

Dzień po 11 listopada, w niedzielę, w Iranie miało miejsce trzęsienie ziemi. Około 500 zabitych, kilka tysięcy rannych i około 100,000 bez dachu nad głową. O tym media się ani zająkną, albo w najlepszym razie wspomną półminutowym materiałem w TV, pokazującym martwą kobietę w hijabie, od pasa w dół przygniecioną gruzami.

No cóż – kogo w końcu obchodzą Irańczycy? Zwłaszcza, że są (w zależności od punktu patrzenia) prawie biali albo nie całkiem biali. A do tego muzułmanie w większości, więc jeśli to Bóg (katolicki) na nich spuścił katastrofę, to pewnie im się należało. Obchodzą nas wyłącznie abstrakcyjni nie-biali nie-europejczycy. Ale przecież nie żaden z nich z osobna, ani żadna konkretna grupa.

Nie jest ważne, czy ludzie giną i potrzebują pomocy. Świat współczesny jest jak szkoła – liczą się wyłącznie słowa, nawet nie tak bardzo agresywne, a rzeczywistość schodzi na dalszy plan, wręcz w niebyt nieistotności. Zwłaszcza, jeśli politycy się od tych słów nie odetną wystarczająco. Odetnijmy się więc my i nigdy, ale to nigdy nie mówmy, że jesteśmy biali, ani że jesteśmy Europejczykami! Katecheta zapewne nawet nie zmówi modlitwy na tych, co zginęli i nikt palcem nie kiwnie, by udzielić wsparcia humanitarnego tym, co przeżyli, ale są ranni, być może wciąż pod gruzami, mają zburzone domy, a w okolicy nie ma prądu ani wody.

Najważniejsze jednak, by nikt już więcej nie powtórzył słów „biała Europa”! To właśnie te słowa zabijają Irańczyków!

Podziel się ze znajomymi

6 komentarze do “Hipokryzja politycznej poprawności

  1. Hipokryzja jest podstawową strategią działania grupy. Od zawsze. To właśnie jest najwstrętniejsza cecha życia stadnego – budowanie reguł i zasad, które nigdy nie będą przestrzegane przez wszystkich, a już na pewno nie przez równiejszych od równych. Po prostu, sterowanie bezmózgim tłumem musi następować z pominięciem nieobecnych ośrodków korowych, gra na emocjach i instynktach jest nieodzowna, niezależnie od strony konfliktu (bo przecież konflikt, w tej, czy innej postaci jest wieczny). Jeśli założyć, że hipokryzja nie jest cechą wrodzoną, to szkoła jest jej najlepszym studium.

    Muszę jednak otwarcie przyznać, że po jakiejś stronie hipokryzji musimy się opowiedzieć, niezależnie od tego, czy rozumiemy jej mechanizm, czy nie – na tym polega życie społeczne. Racjonalna ocena realiów nigdy nie była podstawą takich interakcji. Moralność boska nie istnieje, funkcjonują jedynie jej wybiórcze zastosowania, które zawsze są negocjowalne i zależne od układu sił. To dlatego wolę hipokryzję skierowaną przeciwko brunatnej zalewie, którą troskliwie podnosi się teraz z kolan i ściele pod jej podkute buciory czerwony dywan populizmu, w nadziei na jej wyborczą wdzięczność. Raz uchylone drzwi salonów akceptacji niełatwo jest zamknąć. Pamięć masowa nie sięga głębiej, niż pięć lat, edukacja historyczna, rozumiana jako uczenie oceny sytuacji i analizy zjawisk, i ich powiązań, praktycznie nie istnieje. Zastępuje ją łopatologia i polityka historyczna, jeśli nie propaganda. Prawie nikt nie zastanawia się więc, jak bardzo podobna jest obecna sytuacja do tej z wczesnych lat trzydziestych ubiegłego wieku (polecam ówczesne wycinki prasowe). Jakiekolwiek próby przeciwstawienia się tej szerzącej się zarazie ksenofobii, nietolerancji, ignorancji i bezmyślności są pożyteczne, nawet jeśli nie odwołują się natychmiast (lub w ogóle) do sfery działań praktycznie zmieniających rzeczywistość. Homo sapiens? działa w strefie idei – po przeciwnej stronie, faszyzm też nie zaczął się od praktycznej eksterminacji w komorach gazowych.

  2. Nie rozumiem, dlaczego musimy się opowiadać po jakiejś stronie hipokryzji? Ani nawet nie rozumiem, dlaczego hipokryzja musi mieć różne strony?
    Ma jedną cechę – postępowanie sprzeczne z deklarowanymi wartościami. W tym przypadku – deklarujemy, że zależy nam na dobru nieeuropejczyków i wyrażamy o nich abstrakcyjną troskę, ale w ogóle nie informujemy o ich nieszczęściach, ani nie zamierzamy udzielić żadnej pomocy, gdy takiej potrzebują. Rzucimy tylko krótką migawkę. Trupa zawsze warto pokazać, choćby przez moment.

    To nie „brunatny zalew” przepełniony jest hipokryzją – są nią przepełnione przede wszystkim media oraz ludzie, którzy ulegli postmodernistycznym ideom i ignorują rzeczywistość, skupiając się na potępianiu słów, wypowiadanych przez innych.
    Brunatny zalew mi się nie podoba i zasługuje na danie mu odporu, ale akurat hipokryzję trudno mu zarzucać. Już prędzej zapędy propagandowe.

    Ksenofobii też widzę znacznie więcej i znacznie większą skalę w TVN-24, który niemal ignoruje wszystkie sprawy międzynarodowe, niż w „brunatnym zalewie” – który ma jednak znacznie mniejszy zasięg i nie dominuje życia publicznego, zamykając je w polskim grajdołku lokalnego bicia piany. Piany o słowach – bo faktów brakuje.

    Na szczęście można jeszcze poczytać Guardiana i obejrzeć CNN – bo jedyne spoza Polski, co jest obecne w polskich mediach, to wyniki międzynarodowych meczów piłki.

    • Nie zamierzałem relatywizować zła hipokryzji. Jak zwykle, argumentację prowadzisz z nieubłaganą logiką, niestety, domeną hipokryzji nie rządzą przesłanki logiczne, czy choćby zdroworozsądkowe. Jest to zjawisko tak powszechne, że nie ma ludzi nią nienaznaczonych i to niekoniecznie z własnej woli. Co tu daleko szukać – czyż hipokryzją nie jest z mojej strony, to, że mając o funkcjonowaniu szkoły takie, a nie inne zdanie, nadal w niej pracuję? Co więcej, biorąc udział w życiu społecznym (któż z nas tego nie robi?), dostajemy, niejako w pakiecie, zestaw etykiet kojarzonych z naszymi poglądami – jeśli na przykład nie jesteś zwolennikiem likwidacji gimnazjów, z automatu kochasz ZNP. Czy w ferworze walki ideologicznej i politycznej roztrząsa się lub dementuje takie drobiazgi? Nie, liczy się skuteczność i zwieranie szeregów stronnictwa. Dlatego, siłą rzeczy, wybierając jakąś narrację, podpisujemy się pod jej licznymi składowymi, niekoniecznie zdając sobie z tego sprawę. Wartości są kwestią indywidualną; umasowione, stają się propagandą i hipokryzją właśnie. Możesz się nie opowiadać po żadnej stronie hipokryzji, i tak zostaniesz „opowiedziany”, bo proste, czyste deklaracje wartości nie załatwiają dziś niczego. Wartości są dziś traktowane jak slogany reklamowe.

      To oczywiste, że stadionowy patriota z „Polską Walczącą” na bejsbolu nie jest hipokrytą. Prymityw nie jest do niej zdolny – jest szczerze zdeterminowany, by rozwalić łeb każdemu, kto będąc równie głupim, jak on, obnosił się z niewłaściwym szalikiem. Hipokrytą prawdziwym jest natomiast każdy mały goebels ten prymityw wykorzystujący, zaprzęgający ignorancję i ograniczenia do wozu swoich własnych, anachronicznych i na swój sposób równie prymitywnych ambicji.

      Faktów w Faktach, nie mówiąc już nawet o PiSTube, jest coraz mniej, bo w tej parodii życia społecznego nie chodzi o nie, ale o walkę plemienną. Małe goebelsy doskonale to wyczuły i nie odpuszczą. Idealnie wyczuły poziom ogólny i potrzeby suwerena, a ten hipokryzji nie czuje, bo jest na to za głupi. Nie czuje tak samo, jak nie rozumie, że jajka i masło podrożały, bo dostał jałmużnę+. Za głupotę zresztą zapłaci, tak samo jak za jajka i masło. A prawdziwych hipokrytów, jak zwykle, nikt nie rozliczy…

    • Pewnie, nikt z nas nie jest bez grzechu. Nie jest to jednak grzech binarny – że wyłącznie Matka Boska jest tak święta, że może rzucić kamieniem. Nie chodzi mi zresztą o piętnowanie konkretnych osób, tylko zjawisk i społecznych tendencji, bez osądzania, czy TVN-24 jest bardziej hipokryzją przepełniony od Polsatu, a któryś z nich od Gazety Wyborczej.
      Po prostu poruszył mnie kontrast między zacietrzewieniem o słowa – paskudne, ale mieszczące się w granicach swobody wypowiedzi – przy zupełnym ignorowaniu realnych problemów dotyczących „ofiar” tych słów. I to problemów, w których istnieje możliwość udzielenia realnej pomocy. I powszechne utknięcie w rzeczywistości wirtualnej – nie w grach komputerowych, ale w pyskówkach między politykami. Nie zwracając żadnej uwagi na świat realny.

  3. Pocieszające jest to, że sporo ludzi zdaje sobie jednak z choroby mediów sprawę. Mimo takiego (czyli żadnego) przedstawienia problemu, są ludzie, którzy go zauważyli i już organizują pomoc na miarę możliwości. Nie powinniśmy już chyba postrzegać świata przez pryzmat serwisów informacyjnych, bo one od dawna swojej funkcji nie pełnią. Dostosowują się do odbiorcy i nie można się temu dziwić. To sprzężenie zwrotne.

    • Niestety do masowego odbiorcy – stają się tabloidami. Przesączonymi taką, czy inną ideologią.

      Pewnie – niektórzy – nieliczni – zauważyli.
      Słyszałem, że PCK coś organizuje.

      I – „dzięki” mediom – wielu ludzi, potencjalnie gotowych do pomocy, nawet nie dowiedziało się, że mogliby coś zrobić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*