Oś Świata/Kolokolo Bird

O szkolnym przymusie

17.09
2017

(ciąg dalszy dyskusji zapoczątkowanej i rozwijającej się na blogu Danusi, ale dość dalekiego od jej tematu – więc lepiej jej nie spamować)

„systemowy przymus takich wymagań wyrasta nie z jakiegoś totalitarnego widzimisię (choć tak jest realizowany), ale z metodycznej legendy uzgodnionej w duchu dialogu i demokratycznego konsensusu „
Really? Podstawa programowa obowiązująca moje dziecko jest państwowym rozporządzeniem. Czy ktoś ją ze mną konsultował? Dialog ze mną prowadził? CKE prowadziło ze mną dialog w sprawie pytań maturalnych?
Ten dialog polegał na wymuszeniu na CAMK, by przyciął mój referat o maturze z astronomii do czasu, w którym nie sposób przedstawić argumentacji, a wyłącznie hasła, i samemu żądając (skutecznie) slotu po moim, jednak mi już nie nie dając możliwości riposty — w efekcie musiałem trzasnąć drzwiami i wycofać się z konferencji. Pozostał więc monolog CKE…

Widziałeś może przykłady dialogu co do podstaw programowych — innego niż prasowe bicie piany o konkretną listę lektur szkolnych na polski i ilość godzin na historię, tudzież prawo do zwolnienia dziecka z lekcji wychowania seksualnego? Bo już nie z jasełek.
Taki to jest dialog i demokratyczny konsensus???
Paru hipokrytycznych macherów, nazywających „edukacją” wyrwane z holistycznych programów przedwojennych (ale zbyt skomplikowanych dla masówki) na oślep fragmenty narzuciło ją wobec braku głośnego sprzeciwu większości, mającej to po prostu gdzieś (lub cieszącej się, że zmniejszają wymagania), a buntującej się tylko, jeśli rozszerza się przymus (e.g. „sześciolatki do szkół”)?
Podstawy programowe i zasady funkcjonowania systemu szkolnego nie są żadnym konsensusem, tylko uzurpacją w drodze kompromisu pomiędzy lobby nauczycielskim (byle nikogo nie zwolnić z pracy i nie wymagać, by zdał trudny egzamin), a „pedagogami” i „dydaktykami” z państwowych struktur, uprawiającymi radosną twórczość biurokratyczną w rodzaju opisanym przez N.C.Parkinsona – pierwszorzędnie uzasadniającymi swoją niezbędność.

Bezsensowna i opresyjna biurokracja, szkodząca całemu społeczeństwu, nie musi wynikać ze spersonifikowanego w jakiejś osobie totalitarnego widzimisię. Zazwyczaj wyrasta z konfliktu interesów pomiędzy nieliczną, ale mocno zainteresowaną grupą, a większością, która ma mniejszą motywację, żeby się temu oprzeć i dla świętego spokoju za to płaci, jeśli opresja nie przekracza granicy wytrzymałości. Konfliktu zawsze wygrywanego przez tę mniejszość, wywalczającą sobie podniesienie podatków i utrzymywanie ich pod przymusem przez podatki innych. Ministerstwo Kolonii rosło, choć wszystkie niemal dostały niepodległość. Społeczeństwo im płaciło coraz wyższe pensje. To był konsensus?

„sposób jej introdukcji i nauczania, na ogół nie podlega żadnej dyskusji. Trzeba ją maksymalnie strywializować”
„Nieszczęściem nauczyciela jest najczęściej nie durna pp, ale METODA, od której nie jest w stanie uciec, bo jest nią osaczony”

Oczywiście. Tyle, że podstawy programowej nikt nie musi trywializować. Już jest strywializowana na maksa. Odgórny system szkolny (pp plus zadania egzaminacyjne CKE) narzuca trywializację wszystkiego i sprowadzenie treści do bezmyślnego wykucia na pamięć oderwanych od siebie wzorów i formułek, w czym historyjki i mnemotechniczne wierszyki akurat są nie gorsze, a może odrobinę lepsze, niż wkuwanie całkiem na sucho. Większość dzieci nie jest zainteresowana zrozumieniem, większość rodziców też nie, a jeśli jest, to tłumaczy swoim dzieciom to sama, a większość nauczycieli nie jest zdolna do dydaktyki opartej na rozumieniu. Mleko, znaczy woda z wanny Archimedesa, już się wylało… Jeśli więc za ostateczny cel działania przyjmujesz to, by dziecko zdało egzamin gimnazjalny/maturę i nie podważasz jego głupoty, to METODY są skuteczne choć trochę. Będą przynajmniej znać imiona Chochoł i Archimedes. To im pomoże pomóc zdać, bo egzaminy opierają się na wyłapywaniu słów kluczowych, a nie na oczytaniu i rozumieniu.

„Totalitarne jest więc bardziej samo nadrzędne, „nowoczesne podejście”, operujące grą pozorów, szafujące podmiotowością i mamiące z nazwy niewymienionym socjalizmem, niż państwowy ustrój szkoły”
Nie zgodzę się. Choć, oczywiście, podzielam uwagi o grze pozorów, etc.
Totalitarny może być wyłącznie przymus państwowy. Najgorszy idiotyzm, oddziałujący z jego własnej woli na konkretnego człowieka nie jest totalitaryzmem. Jest tylko idiotyzmem. „Nowoczesne podejście” ma rację bytu wyłącznie w oparciu o bagnety (Urzędy Skarbowe i opiekę społeczną). Nikt, kto nie musiałby posyłać pod groźbą kary dziecka do jakiejś szkoły, a pieniądze na jej funkcjonowanie byłyby już ściągnięte z niego, nie wynająłby z własnej woli postmodernistycznej hipokryzji. Babysitterka byłaby tańsza.
Postmodernizm może funkcjonować wyłącznie na koszt podatników – bezpośrednio z podatków, przepisami wymuszając płacenie, albo formalnie uzależniając inne elementy życia od posiadania kwitka z pieczątką „matura”.

Wobec istnienia państwowego przymusu jest to dyskusja o wyższości dżumy nad cholerą, albo o tym, czy w sowieckiej opresji gorsze było UB czy ideologia Karola Marksa. A bez przymusu tej gry pozorów by nie było, lub tylko śladowa.

„Malejące potrzeby intelektualne są wygodne i biologicznie ekonomiczne”
„(O)światowa świetlica nieuświadomionym sposobem na łagodzenie konfliktów społecznych?”

Masz pełną rację. Są wygodne dziś, bo jeszcze w Oświeceniu nie były – wtedy dobra edukacja i poziom intelektualny gwarantowały ponadprzeciętny poziom życia i większą przeżywalność. Ale cóż – nastał egalitaryzm i rozwarstwienie zarobków zmalało i bezpieczeństwo socjalne niedouczonych ludzi wzrosło. Nie ma już po co tracić czasu i wysiłku na uczenie się. Szanse reprodukcyjne gamoń ma nie mniejsze, niż wykształcony człowiek. Sukces w sferze publicznej przestał też być skorelowany z wykształceniem. Wzorcem do naśladowania jest dziś Ronaldinho, a nie Higgs.
Zgłupienie społeczeństwa jest nieodłączną ceną za spłycenie rozwarstwienia opartego o intelekt.

„Czy od Orwella nie ma ucieczki?”
Nie ma… Nie tylko od Orwella. Hiszpańska Inkwizycja też była efektem konsensusu społecznego, jeśli już tak to określiłeś 😉 Każdemu to pasowało, byle to nie jego torturowali, tylko jakiegoś przemądrzałego Żyda.

Jest takie opowiadanie Stanisława Lema: „Opowieść pierwszego Odmrożeńca”
W edukacji mamy to samo od lat, co u Lema było aluzją do soc-realizmu, ale też obserwacją wszelkich totalitaryzmów: wszyscy poszukują pozornej recepty, jak uzdrowić i naprawić filharmonię i doprowadzić do tego, żeby Harmonia Sfer brzmiała pięknie, a każdy nabiera wody w usta i udaje, że istnienie Goryllium, terroryzującego wszystkich, nie ma miejsca.
A któż to widział, żeby komissye i doktorzy hab. cich., i uczone ekspertyzy, i rewidenci, i kontrrewidenci, i mikroskopy na kopy, a nikt nic, ni pary z gęby, jeno w kucki a w kucki? To ja tu teraz powiadam Veto, Grólu Zbawnucy, i Veto, panowie bracia, i Veto, czyli nie masz zgody na ciebie, Kąciarzu Bezecny, i póki ciebie, tedy tu g… będzie, nie Harmonia Sfer!!!

8
Dodaj komentarz

6 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
avataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość
Robert Raczyński

Oj, rozumiem cię doskonale. Nie zamierzałem szukać tu, czy usprawiedliwiać mniejszego zła (w żaden sposób nie broniłem żadnej podstawy programowej), a jedynie zwrócić uwagę na to, że choć „metody” nikt z nami nie konsultował, to nie wynikła ona przecież z żadnej czerwonej książeczki Robinsona, czy innego kopernika, tylko z odpowiednio obrobionego produktu, którego spora część podpada pod badania i dociekania naukowe. To, że często są one wypaczane lub pożytkowane wybiórczo nie oznacza jeszcze, że są antydemokratyczne. Wręcz przeciwnie, to demokratycznie podjęta, wynikła z odpowiednio spreparowanych, metodycznych dociekań uchwała Rady Europy odpowiada za metodyczną klęskę w postaci obowiązującej CLT lub jej… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

I jeszcze jedno. Mimo opresyjnej bzdury pp, nie doszło jeszcze do tego, by nauczyciel był realnie rozliczany ze sposobu, czy maniery w jakiej zrealizował wytyczone w niej cele (oczywiście jedynie ze względów technicznych). Skuteczność przede wszystkim ;). Tymczasem niewinny, miękki, wynikający z ideologii i ogólnego klimatu dyktat, w postaci przerostu formy nad treścią, jest na co dzień dużo bardziej odczuwalny. Nawet bzdurę, przy pewnej dozie gimnastyki można jakoś starać się naprostować, z ideologią wygrać może tylko inna. Ta, która mi odpowiada, nie ma na to najmniejszych szans…

avatar
Gość
Robert Raczyński

„I muszę z całym obrzydzeniem przyznać, że mnomotechniki, scenki i inne pierdoły w realizacji celów zdefiniowanych przez CKE i pp sprawdzają się na masową skalę lepiej, niż sensowne uczenie.” – Ależ absolutnie. Mówiłem już, że znaleziono metodycznego Graala dla ameby. Metodyka ma kompleks masowości: Jeśli nie daje się „sprawiedliwie” uczynić wszystkich mądrymi, to niech chociaż sprawiedliwie pozostaną amebami. Cieszmy się trofizmami. „Jeśli mają zapamiętać głupoty, to niech to zrobią bezboleśnie.”/”Przerost formy nad treścią wydaje mi się zupełnie naturalną konsekwencją próby realizowania idiotyzmów pozbawionych treści, jednocześnie zachowując przyjazność i delikatność.” – No i tu niestety padasz ofiarą edukacyjnej mitologii. W tym… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

„Języki obce są pewnym wyjątkiem – tu nie da się iść z hipokryzją aż tak daleko jak w matematyce, fizyce, czy historii.” – Oj, zdziwiłbyś się. Od czego miękkie kompetencje? Skoro można docenić za kropkę, można w ogóle uważać komunikację za ciąg trofizmów. „Wyniosła pobłażliwość jest lepsza, niż brak jakiejkolwiek.” – Nie, no jasne, ale przecież tę „rewolucję kopernikańską” ćwiczy się już ponad 50 lat. Jak nikt doceniam postęp i śmieszą mnie utyskiwania na powolność „rewolucji”, nie pojmuję jednak uzgodnienia jej celów ze strzałką entropii – to coś nowego w rozwoju społecznym. „Ten brak powiązań przyczynowych nie jest wynikiem „metodyki”… Czytaj więcej »