avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Kolokolo Bird

Święto — tylko jakie?

31.10
2016

Zniknęli z tych łamów Pani Ewa i Paweł, więc na mnie, libertyna, spadła sprawa zajęcia się katechezą.

Jakie święto dziś obchodzimy? Bo, że jakieś obchodzimy, to w miarę powszechnie się chyba zgodzimy. Ale jakie?

1. Święto Tradycji Stawiania Świeczek na Grobach już dzień przed terminem, bez refleksji nad sensem liturgicznym?

2. Święto zawiezienia Cioci Staruszki na cmentarz (jeszcze nie dla niej) a po przywiezieniu jej z powrotem, zjedzenia z nią wyjątkowo nudnego rodzinnego obiadu?

3. Święto obcowania z duchami w wersji romantycznej:
Czyścowe duszeczki!
W jakiejkolwiek świata stronie:
Duch, Zaświaty
Czyli która w smole płonie,
Czyli marznie na dnie rzeczki,
Czyli dla dotkliwszej kary
W surowym wszczepiona drewnie,
Gdy ją w piecu gryzą żary,
I piszczy, i płacze rzewnie;
Każda spieszcie do gromady!
Gromada niech się tu zbierze!
Oto obchodzimy Dziady!
Zstępujcie w święty przybytek;
Jest jałmużna, są pacierze,
I jedzenie, i napitek

Za moich czasów szkolnych byłaby to oczywistość — Mickiewicz nie był wtedy jeszcze passe, za to religijność nie w modzie. Katolicyzm należało zwalczać, a inne wyznania przemilczać. Mickiewicz wielkim poetą był (jeszcze większym, niż Słowacki). Dla zdania matury trzeba było pamiętać co najmniej tyle, że
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie

Przyznaję uczciwie, że zmuszony do czytania tego, gdy miałem lat 16, zamiast docenić Mickiewicza, zapałałem obrzydzeniem do poezji romantycznej, które utrzymało się u mnie przez następne dwadzieścia lat. I dopiero koło czterdziestki, dzięki Goethemu chyba, nabrałem trochę tolerancji. Nawet dla Aniołków Józia i Rózi: z paciorkiem to bez przesady, ale jedzenia i napitku nie będę im dziś żałował.

4. Święto przywoływania duchów zmarłych w wersji parodystyczno popkulturowej, bez wiary w skuteczne przywołanie prawdziwych duchów, ale z nadzieją na wyłudzenie prawdziwych cukierków: Halloween w wersji US. Różnica taka, że o ile ja nie żałuję jedzenia i napitku (Aniołkom) Józiowi i Rózi, to całkiem żywi Józio i Rózia dobijają się, głupkowato poprzebierani, do moich drzwi i domagają się cukierków. O Mickiewiczu nigdy nie słyszeli.

5. All-Hallows-Eve w wersji angielskiej. Gdzieś pośrednio pomiędzy Mickiewiczem a katolicyzmem, ale bez tej amerykańskiej popkulturowości. Bez lampionów z dyni i żebrania o cukierki. Ale z wróżbami z wyławiania pływających w wiadrze jabłek. Mickiewiczowski Guślarz się kłania.

6. 499 rocznicę powieszenia przez Marcina Lutra jego tez na blogu, czyli na drzwiach kaplicy zamkowej w Wittenberdze. Warto mieć białą różę i zaśpiewać, że warowną twierdzą jest nasz Pan. Najlepiej w aranżacji J.S.Bacha, bo oryginalna Lutra jest trochę kiczowata. Bach, tylko trochę mniej pobożny od Lutra, był jednak o klasę lepszym muzykiem.
Plus dla Lutra, że choć wynalazł w ten sposób dyskusję przez fora internetowe (jakie czasy taki internet), to nie było tam guzika do lajkowania, a dyskutanci musieli wyrażać poparcie/sprzeciw pełnymi zdaniami, i to po łacinie. Tez było 95 — dziś nikt tylu by nie przeczytał. No i żadnego hejtu — pełna kurtuazja wobec papieża.

7. Trzeci dzień czterodniowego weekendu. Niestety chłodnego, mocno deszczowego i mało atrakcyjnego plenerowo, więc raczej nieudanego?

Podziel się ze znajomymi

3 komentarze do “Święto — tylko jakie?

  1. Ubiegłeś mnie z tym jesienno-zimowym wpisem przesileniowym – zamierzałem popełnić coś podobnego w ramach refleksji pozajęciowej, bo wbrew gromom rzucanym z ambon i, co gorsze, z belferskich katedr, nadal uczę dzieci o tle kulturowym Samhain.

    [Przy okazji, również stwierdzam, jak nijakie i płytkie jest ich rozumienie własnej religii. Bolejesz nad nierozumieniem treści Dnia Wszystkich Świętych? 80% moich uczniów (dane z własnej "ankiety", z zeszłego roku) nie rozumie chrześcijańskiego znaczenia Wielkanocy i Bożego Narodzenia. Jak widać przejmują się tym jedynie ateiści, bo katechetom to w większości jakoś nie przeszkadza.]

    Rozumiałbym jeszcze, gdyby ten i ów, często świecki, katecheta utyskiwał nad komercjalizacją i spłyceniem tego pradawnego, paneuropejskiego święta, przemalowanego na chrześcijańską modłę i uczył, jak je rozumieć, ale gdzie tam – ilość bzdur, przekłamań i prymitywnych przeinaczeń, których można wysłuchać w mediach, rośnie z roku na rok. Dopiero co, radio objawiło, że przed chrześcijaństwem nigdy nie było święta, które przypadało dokładnie w dzień 31X, czy też 1IX. I pozamiatane. Ciekawe według jakiego kalendarza, mądruś, którego nie wymienię z nazwiska i funkcji, to obliczył i czy potrafiłby wskazać moment, w którym to uczeni katolicy zaczęli odróżniać środę od soboty. Bieżący klimat mentalny sprzyja dalszemu demonizowaniu i dewaluacji idei, które leżały u samych podstaw zespołu świąt, które o tej porze roku były obchodzone.

    Właśnie słyszałem, że w paru przedszkolach, podstawówkach i gimnazjach oficjalnie zakazano jakichkolwiek zajęć, czy zabaw mogących kojarzyć się z tą napływową, satanistyczną i okultystyczną zarazą. Biedne dzieci już nie będą mogły taplać się w dyniowym miąższu, ani przebrać z czarownicę; kolejna okazja, by odetchnąć od szkolnej rutyny bezpiecznie zażegnana. Dobrej zmianie należałoby przypomnieć, że na wyrugowanie czekają inne niezbyt narodowe, patriotyczne i chrześcijańskie w treści i formie obyczaje, takie jak zdobienie jajek, ubieranie choinki, rozdawanie prezentów, andrzejkowe i katarzynkowe wróżby (żywcem „zaczerpnięte” z Hallow’een), palenie ogni na grobach, fajerwerki itp, itd. Rząd RP powinien wystosować stanowczą notę dyplomatyczną do władz Meksyku, żądając ukrócenia ekscesów na chrześcijańskich grobach.

    Można się zżymać na niską świadomość dzieciaków (a raczej całego społeczeństwa), ale laicyzacja i komercjalizacja wszelkich świąt jest procesem chyba nieodwracalnym i jedynym, co może zrobić ksiądz, katecheta, nauczyciel, czy dziennikarz jest przekazywanie prawdy: Tak, kultura w Europie nie zaczęła się od chrześcijaństwa, jest znacznie starsza i przez długie tysiąclecia przed nim, miała się się świetnie. Tak, chrześcijaństwo było skokiem cywilizacyjnym, politycznymi i ekonomicznym. Tak, przyniosło ze sobą nieco dobrego, głównie w postaci pisanej moralności, ale co najmniej tyle samo gwałtu, przemocy, obskurantyzmu i cynizmu. Tak, zdecydowana większość świąt chrześcijańskich została sprytnie i pretekstowo zamontowana w „kalendarzu” dawniejszych uroczystości pogańskich. Tak, niosą one ze sobą także nowe treści i nie są jedynie odtwórcze. Tak, nie było sensu wykorzeniać (i nie bardzo było to możliwe) wszystkich tych diabelskich ozdobników, jajek, jabłek, dyń, stroików itp. – niech tam sobie zostaną z nadpisanym znaczeniem, po kilkuset latach i tak nikt nie będzie pamiętał, dlaczego dynia i po co ogień. Zresztą, ciemny lud potrzebuje jedynie profanum, sacrum i tak na szczęście nie zrozumie, bo nie byłby tak łatwo sterowalny.

    Oczywiste jest, że nikt tego teraz w mediach nie powie i o kulturze uczył nie będzie. Jak pani Zalewska przeprowadzi już swoją para reformę, powinna zadbać, by ze wszystkich podręczników do angielskiego zniknęły wzmianki o Hallow’een, a z księgarni książki Sapkowskiego i Rowling. Mickiewicza też trzeba by jakoś ocenzurować, bo dzisiaj ciemny lud już sam z siebie Dziadów z Hallow’een nie skojarzy, więc po co mu pomagać. Para armia Macierewicza mogłaby oddelegować do MEN komisarzy do spraw trójek klasowych, które czuwać będą, by niemoralna młodzież żadnych andrzejek nie uczciła inaczej, niż marszem na cześć prezydenta.

  2. Zadałeś mi ćwieka z tezą, że wszystkie święta religijne się komercjalizują i że to trend nieunikniony. Ale chyba nie masz racji.
    Są święta (to nawet większość), które po prostu schodzą do swojej niszy: kto wierzy, to je obchodzi, kto nie wierzy, to ma wolny dzień, nie rozumiejąc ani zastanawiając się dlaczego na czerwono w kalendarzu. Ale nie są obudowane komercją i nachalną popkulturą.

    Komercja i popkultura dotknęły na maksa tylko Boże Narodzenie – święto prezentów i ich kupowania, Coca-Coli, kolęd lecących w supermarketowej toalecie, TV nadającej „Kevina” i wszechobecnych światełek i choinek. Odpryskiem dostała Chanuka.

    W mniejszym, ale nadal silnym stopniu dostało się Wielkiej Nocy, jako świętu czekoladowych zajęcy, czekoladowych jajek, żurku z białą kiełbasą, jajek na twardo, drożdżowej baby i plastikowych bazi. Odpryski poraziły Pesach (żurkowi i drożdżowej babie się chyba jednak oprze).

    No i padło też na Dziady i Wszystkich Świętych – z zaimportowanym z USA Halloween i komercją cmentarną, zalewającą nie tylko stragany, ale i zwykłe sklepy: LEDowe eko-znicze, plastikowe kwiaty i znicze nie-eko, ale z wbudowaną pozytywką z „Marszem żałobnym” Chopina.

    Ale pozostałe religijne święta po prostu trafiły na swoje miejsce – obchodzą je we w miarę tradycyjny sposób ci, którzy mają taką potrzebę. Boże Ciało, Trzech Króli, czy Wniebowzięcie nie mają takiej komercyjnej otoczki (poza przykościelnym straganem z pańską skórką, lizakami i świętymi obrazkami). Kiczowata bożociałowa dekoracja ulic jest oddolną inicjatywą na poziomie parafii, ale komercja się w to nie włącza.

    A z rozumieniem sensu świąt przez uczniów – przypomnij sobie Tomka Sawyera, zapytanego o dwóch pierwszych apostołów. Nie sądzę, żeby Twain przesadził w swojej libertyńskiej zjadliwości, raczej obserwował to zjawisko wokół siebie już te sto czterdzieści lat temu.

    • No, to, że „komercja” dotyka przede wszystkim tego, na czym można zarobić, nie jest dziwne. Na bombkach i cukierkach się daje, na procesjach nie bardzo, ale jeśli doczekamy się z nich medialnych sprawozdań, to kto wie.

      Nie sądzę, żeby religijna świadomość dziewiętnastowiecznej społeczności była zasadniczo większa od dzisiejszej, mnie dziwi raczej, że tak, jak wtedy Kościoła nie obchodziło jej powiększanie (w sensie intelektualnym oczywiście), tak i teraz, mimo postępującej laicyzacji, nie widzi takiej potrzeby. Nadal, w codziennej praktyce, nie przeszkadza mu powierzchowna magiczność wyobrażeń wiernych, bo taka jest „religijność” owych 90% ochrzczonych. Widać boi się przyznać, że po takiej weryfikacji zostałoby może 20.

      Świeccy też nie spieszą się z objaśnianiem tła kulturowego religii – taka narracja praktycznie nie istnieje, a przecież za każdym gestem, zwyczajem, obrzędem stoi jakiś dawny rytuał, którego znaczenie z każdym rokiem jest zapominane. Czy Kościół aż tak bardzo boi się utraty autorytetu, że nadal wzdraga się przed przyznaniem, że z całym swoim teatrem głęboko tkwi w kulturze znacznie od niego starszej?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*