Oś Świata/Kolokolo Bird

O edukacji historycznej i satelitach

27.10
2016

Dziś anegdotka z życia.

Od roku pracuję w projekcie przechowywania i przetwarzania danych z obserwacji satelitarnych, zleconym przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA). Prowadziłem kilka dni temu seminarium na temat danych z, uruchomionego dwa tygodnie temu, satelity Sentinel-3. Są to obrazy w średniej rozdzielczości — na jednym „zdjęciu” mieści się obszar Ziemi 1300×1300 km. Zilustrowałem to powiedzeniem, że kraj wielkości Polski spokojnie mieści się cały w jednej takiej scenie, ale Polska nie ma tego szczęścia i dane są tak dzielone na poszczególne tiles, że Warszawa ląduje w jednej scenie wraz z Petersburgiem, a Kraków w innej wraz z Wiedniem.
Byłem pewien, że nikt nie zrozumie aluzji. Ale nie doceniłem ludzkiej erudycji, nadal jednak czasami występującej — zrozumiał koordynator projektu, Niemiec.
Uśmiał się i zapytał, czy na pewno mówię o aktualnych zdjęciach satelitarnych, czy może o takich sprzed stu lat?

No to teraz pytanie retoryczne: jaka część (spośród mających magisteria) słuchaczy Polaków zrozumiałaby jego ripostę? Nie pytam już o to, ilu złapałoby dowcip samemu.
A jednak Niemiec (wcale nie ze starszego pokolenia, jakieś 40 lat na oko), ma na tyle pojęcia o historii Polski, że taką rzecz skojarzył natychmiast. Ma to ze szkoły? Z domu? Z własnych zainteresowań?

Jakby ktoś pytał, to na obrazach z Sentinela-3 Polska pokrojona jest tak:

Kolejne czworokąty to obszary kolejnych zdjęć, robionych przez satelitę, lecącego z północy na południe. Za następnym obiegiem Ziemi zrobi zdjęcia kolejnego takiego pasa, położonego nad Norwegią, Anglią, Hiszpanią, Marokiem, aż po Antarktydę:

Szwajcarzy i Korsykańczycy maja pecha. Tego dnia (26 października) swojego zdjęcia nie dostali. Dostaną następnego — kolejne trasy przelotów przesunięte są tak, żeby miejsca (jak Szwajcaria) pominięte dziś, jutro były w centrum jutrzejszego pasa zdjęć.

Na zdjęciach: chmury wszędzie. Dociekliwi w geografii w miejscach przejaśnień może rozpoznają na tym zdjęciu (to ten ciemnozielony tile z pierwszej mapki, z Warszawą i Petersburgiem), nie tylko chmury, ale i kawałek Skanii i Olandię po szwedzkiej stronie, przejaśnienie na Mazowszu, a wyjątkowo spostrzegawczy nawet znajdą kawałeczek polskiego wybrzeża od Gdyni po Łebę i kawałek Gotlandii.

Tyle widać w podczerwieni (1040 nm), prześwitującej przez najcieńsze chmury. W świetle widzialnym nie widać nic. Łatwiejsze do rozpoznania zdjęcia pokażę, gdy się rozpogodzi…

A z zupełnie innej beczki: dzieciaki w różnym wieku (sprawdziłem z takimi od późnej podstawówki po liceum) bardzo łatwo wkręcają się w oglądanie takich zdjęć satelitarnych. Równie łatwo, co moje pokolenie wkręcało się w podróże palcem na mapie w Wielkim Atlasie Świata. Zaskakująco łatwo same zaczynają zastanawiać się, „a co to tam widać między tymi chmurami” i w końcu rozpoznają tę Olandię na Bałtyku. Same też im się pojawiają pytania o to, dlaczego zdjęcia są kwadratowe, ale odzwierciedlają obszar Ziemi o takim dziwnym kształcie (jak na mapkach), dlaczego są trochę skośne względem stron świata, wreszcie o całą geometrię i astromechanikę tego, jak ten satelita zmyślnie lata — bo wcale nie tak, jak na obrazku ze szkolnego podręcznika, albo z „De Revolutionibus”. Tematów do pociągnięcia na bardzo długo.

No bo skąd się wziął taki wąziutki pasek bezchmurnego nieba, ledwo oddzielający ciężkie chmury nad głębszą częścią Rosji od trochę lżejszych i cieńszych nad Białorusią, zachodnią Rosją, Finlandią i Krajami Bałtyckimi?

================================================================

Chciałem Wam pokazać jakiś ładny obraz znad Polski. Ale straciłem cierpliwość. Nad Polską chmury na zmianę z innymi chmurami. Swoją drogą, to świetnie nadające się na zajęcia z meteorologii i klimatologii, jeśli jakiś dzieciak wkręci się w te chmury…

Więc zamiast Polski, łatwe zadanie z geografii na poziomie wczesnego gimnazjum: co pokazuje ten obraz? Zachmurzony tylko trochę. Dla dociekliwszych gimnazjalistów temat do dyskusji: dlaczego większość chmur trzyma się granic lądu, a te nad otwartym morzem są zupełnie różne od tych nad lądem? Rozpoznanie o klasę łatwiejsze, niż Olandii na poprzednim „zdjęciu”…

„Zdjęcie” zrobione dziś rano (10:22 GMT), obejmuje obszar Ziemi o wymiarach 1300×1300 km. Zorientowany „jak w atlasie” — północ u góry.

To, co mnie zadziwia, to że Ziemia obserwowana z Kosmosu naprawdę wygląda tak, jak na mapie, sporządzonej dwieście lat temu przez naziemnych geodetów i wydawców atlasów geograficznych, ograniczonych do pomiarów z żabiej perspektywy. Umieli wyzwolić się z tego żabiego subiektywizmu i wyobrazić sobie i narysować w atlasie widok z perspektywy orła. Nadspodziewanie dobry.

3
Dodaj komentarz

3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
avataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość
Robert Raczyński

Nie mam pojęcia, skąd twój Niemiec miał wiedzę, by załapać aluzję, ale wiem, dlaczego jedynie ułamek promila na bieżąco uczących się historii polskich uczniów i studentów skojarzyłby te niezwiązane ze sobą sytuacje, – niewielu ludzi jest erudytami i zawsze tak było, – myślenie asocjacyjne i ewentualne meandry myśli zostały z naszych szkół wyrugowane i zastąpione metodyką „utrudniania przez ułatwianie”, że zacytuję osobę już tu z własnej woli nieobecną. W trosce o z góry uznanych za niezdolnych do myślenia, tej czynności umysłowej nie wymaga się już od nikogo, – powszechne jest przekonanie, że małe dziecko jest niezdolne do prób zrozumienia świata,… Czytaj więcej »