Oś Świata/Kolokolo Bird

Neurosekciarstwo

30.03
2015

Od kilku dni jesteśmy świadkami „sporu o neurodydaktykę”. Komitet Neurobiologii PAN zarzucił Marzenie Żylińskiej nadużycia i pseudonaukowość, wykazując jej bezpodstawne podpieranie (skądinąd, moim zdaniem, w wielkiej części słusznej) krytyki współczesnego szkolnictwa naukową „wiedzą o mózgu”. Tę nienaukowość, nierzetelność epistemologiczną i naciąganą argumentację wytykałem tu od dawna Marzenie i autorom, na których ona najczęściej się powołuje i cytuje.

Wytykałem je w przekonaniu, że są to jedynie nieświadomie pojawiające się mankamenty, które Marzena będzie chciała usunąć. Podobnie, z nadzieją na dialog, podejmowałem wielokrotnie merytoryczną krytykę różnych jej szczegółowych tez, które uznawałem za błędne i te zarzuty popierałem wyczerpującą argumentacją.

Wczoraj byliśmy jednak świadkami przekroczenia Rubikonu – Marzena, w obronie swoich idei, posunęła się do kasowania komentarzy krytycznych, a w szczególności odsyłających do artykułu prof. Jerzego Mozrzymasa, głęboko i starannie uzasadniającego zarzuty wobec jej książki i będącego podstawą stanowiska neurobiologów PAN wobec jej działalności. Takiego działania nie mogę zaakceptować, ani przypisać mu miana „dialogu”, do którego Marzena nawołuje, obarczając winą za jego brak środowisko PAN. Próbując ustrzec swoich wyznawców przez jadem sączonym przez wrogów, Marzena wykopała okop i dialog „neurodydaktyki” z neurologią przekształciła w oblężoną twierdzę, gromadzącą swoich zwolenników, którym, jej zdaniem, w determinacji obrony mogłoby zaszkodzić przeczytanie argumentów strony przeciwnej. Marzena z jednej strony utrudnia zapoznanie się z argumentami przeciwnymi jej nauczaniu i ukrywa je przed czytelnikami jej książki i blogu, a z drugiej siebie ustawia w pozycji ofiary nagonki, zawiści, dinozaurowatości zakutego ciemniactwa nauki instytucjonalnej. Wiemy już od jej wyznawców, że współczesna neurobiologia to scholastyczne ciemniactwo, a Marzena jest Kopernikiem niosącym postęp.

No cóż. Jestem dinozaurem i ciemniakiem. Znalazłem się, wcale tego nie chcąc, i przy całej ogromnej osobistej sympatii do Marzeny, po przeciwnej stronie tego frontu. Niezależnie od pożytków, jakie działalność Marzeny może wnieść dla zwalczania głupot szkolnictwa państwowego, to fałszywej argumentacji, ukrywania krytyki, manipulowania swoimi zwolennikami i sekciarstwa nie jestem w stanie zaakceptować. Zwłaszcza w czymś, co mieni się być „naukowym”.

Czytelnikom, zafascynowanym „Neurodydaktyką”, zadedykuję myśl jednego z komentatorów z blogu Marzeny:
Prawda nigdy nie jest szkodliwa, a fałsz nigdy nie jest dobry
Drzewo posadzone na gruncie fałszu i manipulacji musi prędzej, czy później, wydać zatrute owoce. Jak dobre i słuszne by się nie wydawały postulaty Marzeny (ze sporą częścią z nich się zgadzam) są tylko jej (i jej ulubionych niemieckich autorów) przemyśleniami, a próba ich uzasadniania „wiedzą o mózgu” jest wyłącznie manipulacją czytelnikiem, przenoszącą ewentualne wątpliwości z pola sporu idei na pole prawdy naukowej. W dziedzinie, na której czytelnik się nie zna i z pokorą chyli czoła przed mantrą „tak udowodnili badacze mózgu”.

Paweł Kasprzak ubiegł mnie z publikacją swoich wyrazów oburzenia takim podejściem. Doprawdy, mimo ogromnych różnic światopoglądowych, trudno byłoby mi nie powtórzyć jego tetralogu przyzwoitości, uczciwości i rzetelności w dyskusji publicznej.

Dość wyczerpująca lista linków do głosów w tym sporze i archiwum, związanej z nim korespondencji znajduje się (i na bieżąco jest uzupełniana) na stronie Komitetu Neurobiologii PAN.

147
Dodaj komentarz

25 Comment threads
122 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
25 Comment authors
avataravataravataravataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość

Wydaje mi się, że dobrym sposobem na „rozstrzygnięcie” tego typu sporów jest praktyka. Jeśli w jakimś systemie dzieci uczą się chętnie i skutecznie – to spór staje się bezprzedmiotowy. Warto taki model rozwijać.
Nie sądzę żeby nowe pomysły edukacyjne dało się zaprojektować jak maszynę. Edukacja i jej zmienianie zawsze będzie procesem wymagającym prób, sprawdzania, poszukiwania. Jeśli profesorowie mówią: nie sprawdzać, nie próbować – czekać aż będziemy prawie pewni, to chyba mylą się. Nigdy nie będziemy prawie pewni.

avatar
Gość
majcin

Edukacja cały czas jest polem eksperymentów, nowe pomysły się rodzą, niektóre okazują się skuteczne i stają się standardowymi procedurami, większość odchodzi w niepamięć lub zajmuje nisze na obrzeżach systemu.
Problem z neurodydaktyką jest taki, że na poziomie realnej praktyki wychodziła niewiele poza coś, co do niedawna nazywano „metody aktywizujące”. Tym co dawało nadzieję na jakiś przełom były zaczerpnięte z neurobiologi podstawy teoretyczne. I one w świetle ostatnich wydarzeń legły w gruzach.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Właśnie tak rozumiałbym wpływ językowych uproszczeń na istotową treść wypowiedzi, jak to tu widać po Wiesława komentarzach. Prawda, do której przybliżają profesorowie jest w oczach Wiesława niczym wobec zmiany, którą przybliża Marzena. „Może to i słuszne, profesorze, ale zbyt skomplikowane. Wyśmieją Pana” — cytuję z pamięci cytowany przez Wolanda dialog z Kantem. I przypominam wezwanie Iwana, by Kanta na Sołowki zesłać.

Co gorsza, tak się właśnie stanie, jestem się gotów założyć o wszystko.

Ksawery, bardzo zabawne widać u Ciebie przypowieść o owocach 😉

avatar
Gość

Paweł dobrze to ujął u siebie: co jest osią sporu ? Tu mamy chyba kluczowy problem.

avatar
Gość
Marzena

Przeczytałam „Neurodydaktykę”, wszystkie komentarze ZA oraz wpisy PRZECIW. Przeczytałam także częściowo pismo prof. Mozrzymasa, z przykrością stwierdzając, że nie rozumiem niektórych fragmentów, ponieważ nie znam się na neurobiologii. I niezależnie od poglądów wszystkich osób, które się na tym forum wypowiedziały, rozważam filozoficznie kwestię pt. dzieci i rodzice w polskim systemie edukacji. Dla mnie i mojej córki „związek” z polskim systemem edukacji to droga przez mękę, która trwa już ponad 10 lat. Młodsza córka jest na początku tej drogi, a ja coraz bardziej nie zgadzam sie z filozofią systemu. Powiem szczerze, że cieszyłam się na myśl, że może wreszcie coś się… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Sam jestem od dawna dość mocno przekonany — choć tu akurat o dowody trudno — że typowa szkoła systemowa jest aż tak zła, że lepsza byłaby po prostu żadna. Moje najmłodsze dzieci nie chodzą więc i nie pójdą do szkoły – chyba, że dorastając wpadną same na taki pomysł, co czasem się zdarza. Mam wszakże ostatnio dużo związków z rozmaitymi rodzajami edukacyjnej alternatywy i wnioski z tych z obserwacji bywają nierzadko jeszcze bardziej smutne. Z tego powodu dzisiaj raczej unikam deklaracji, jak ta, od której zacząłem. Istnieją szkoły gorsze od szkół systemowych, istnieją podręczniki gorsze od tych zalecanych przez MEN.… Czytaj więcej »

avatar
Gość

@Marzena. To bardzo ważna wypowiedź, może najważniejsza w tej całej aferze. Xawery mówi: Ta dyskusja nie dotyczy jednak przyszłości dzieci, tylko uczciwości argumentacji. Niektórzy rodzice i nauczyciele pytają co robić, a my proponujemy im dyskusję o neurobiologii, argumentacji, uczciwości, przypowieściach biblijnych, celach uświęcających środki, prawdzie i fałszu w nauce. Dyskutować i czekać – to jest propozycja uczonych z PAN. Robimy to już 25 lat. Nauczyciele, rodzice i uczniowie mogą też znaleźć na naszym portalu konkretne propozycje: zlikwidować obowiązek szkolny, zabrać dziecko ze szkoły, zmienić programy, zmienić nauczycieli. Propozycja dla Ukrainy: chcesz uniknąć wojny – wyjedź z kraju. Nie dziwmy się… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Wiesław, mam mocno dość. Uważasz, że Marzena robi, my hamujemy. Zarzucasz nam uzurpację w określeniu tego, co dla edukacji jest dobre. Uparłeś się w imię „szacunku i dialogu”, jak rozumiem, nie próbować nawet dochodzić, co w edukacji jest lepsze, co gorsze, co dopuszczalne, a co nie — prawdopodobnie zakładając, że każda taka ocena musi uzurpacją. To błędna postawa, zapewniam Cię, choć prawdopobnie masz się dzięki niej za wyjątkowo tolerancyjnego i otwartego gościa. Oszczędzę Ci argumentów szczegółowych, bo je i tak zignorujesz, a ja nie mam już siły gadać po próżnicy. Ale postawa ta jest przy tym niekonsekwentna — Niech tyle… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Ksawery, „mimo ogromnych różnic światopoglądowych” chciałbym zauważyć, natchniony lekturą Wiesława, że św. Tomasz był straszny frajer. Nie istnieje w ludziach żadna naturalna skłonność widzenia dobra i zła — te rzeczy w ogóle nie mają, zdaje się sensu… Tak mi przyszło do głowy — a co to jest sens przede wszystkim? Co ja gadam…

avatar
Gość
majcin

Tu bym polemizował.
Badania z dziedziny genetyki behawioralnej znalazły sporo przesłanek, że pewne kategorie moralne są bardzo podobne u wszystkich badanych społeczności, bez względu na środowisko życia, co sugeruje ich podłoże genetyczne.

avatar
Gość
Lukasz

Dziękuję, Ksawery, za Twoją czujność: uwagę, że MŻ usuwa krytyczne opinie. Oto moja refleksja: a może mamy tu sytuację klasycznej hybris? Dziesiątki publikacji, osób kształcących nauczycieli np. języków obcych i samych nauczycieli (środowiska z którego MŻ się wywodzi) do lat postulowało i w prowadzało w życie dobre praktyki nauczania przyjaznego uczniowi (=jego mózgowi): podejście humanistyczne i komunikacyjne. O roli samej motywacji w uczeniu są w glottodydaktyce setki publikacji. To co denerwuje, to przekonanie dr Żylińskiej, że wszystko się od niej zaczęło i tylko dzięki niej widać roześmiane buzie tak, gdzie udało jej się oświecić nauczycieli. Dawna nauczycielka literatury z NKJO… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Widzę, że Marzena wprowadziła nowy standard dyskusji -blog bez możliwości komentowania.
W treści wpisu ani słowa wyjaśnienia co do tego co ostatnio zaszło. Sprawy nie było.
Wyznawcy wszystko łykną, a reszta niech spada.

Panie Wiesławie, co pan na to?

avatar
Gość
Robert Raczyński

Przyznaję, że musiałem trochę ochłonąć po ostatnich rewelacjach, żeby nie napisać czegoś, czego będę potem żałował, ale wypowiedzi Wiesława znowu podniosły mi ciśnienie… Fundamentalny spór, który toczy tu mocno już zniecierpliwiony Paweł z Wiesławem (i myślącymi podobnie), wynika, jak mi się zdaje, ze zjawiska, które, na własny użytek, nazywam „potrzebą Boga”. Istnieje ogromna (kto wie, czy niebędąca w znacznej przewadze) grupa ludzi, dla których naga prawda nigdy nie jest wystarczająco atrakcyjna i ciągle usiłują ubierać ją w push-up’y i koronki o wątpliwym seksapilu. Na gruncie religijnym, takich ludzi nikt, nigdy nie przekona, że można być istotą moralną, nie mając bladego… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Al

Ja mam nadzieję, że zmiany będą. No bo kto jest przeciw powstawaniu szkół innych niż te systemowe? Niech się budzą, niech robią co innego niż w szkołach systemowych, eksperymentują z metodami, niech skupiają dzieci, którym się chce uczyć i nauczycieli, którzy lubią dzieci i którym zależy (bo do tego też sprowadza się wzrost motywacji dzieci do nauki). Tylko po co wciągać to naukę, jeśli nie ma się zamiaru tego robić metodami naukowymi? Z rzetelnością, jakiej to wymaga?

avatar
Gość
Agnieszka Pieniążek

To co piszecie pod adresem dr Marzeny Żylińskiej i napisanej przez nią książki jest obrzydliwe. Czy Wam za to ktoś płaci?
Rozumiem już, jak działała inkwizycja w średniowieczu.

avatar
Gość
Małgorzata

Jeśli Pani się sama nazywa „Zwolenniczką Przewrotu Kopernikańskiego dr Marzeny Żylińskiej”,to rozumiem Pani emocje.
Ale dopatrywanie się średniowiecznej inkwizycji w grupie paru osób dyskutujących o książce, tudzież zarzucanie im w tym dyskursie świadczenia płatnych usług, bardziej pasuje mi do…. „Wyznawcy Kultu dr Marzeny Żylińskiej”

avatar
Gość
Bożena Będzińska-Wosik

Widzę, że dla niektórych panów to straszne, że nie mogą pisać komentarzy! Całe dnie siedzicie, panowie, i piszecie, piszecie, piszecie… Co dzień, to inne stanowisko, co dzień, to inne zdanie. Radzę zająć się polityką. Nie macie swojego życia? Wstyd!

avatar
Gość
Małgorzata

Pojawiła się już inkwizycja, to może sięgnąć głębiej w historię… Chyba do obrony ruszyli …Wierni Pretorianie

avatar
Gość
monikasz

Byłoby śmiesznie, gdyby nie było tak straszno…

avatar
Gość
Pozorny

Zmusiłem się do przeczytania wszystkich wpisów i komentarzy i refleksję mam tylko jedną: Większość „specjalistów” od edukacji czekała ja wataha wygłodniałych psów na sygnał PAN-ów z naukowego zamku, by po kilku latach ostrożnego, niepewnego obszczekiwania rzucić się z pianą na pyskach na działania zagrażające przestarzałej i sypiącej się konstrukcji obecnego systemu szkolnictwa. Szczerze wątpię, czy któryś z nich spędził dotąd choćby jedną godzinę lekcyjną w klasie (np. takiej jak ta, do której chodzi moja 9-letnia córka), w której nauczycielka rozumiejąca i kochająca dzieci – a niemająca bladego pojęcia o neurobiologii – wywołuje w ich mózgach regularne wytryski „neurobiologicznego koktajlu”. Co… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Drogi Panie, Rekleksji, jak to Pan nazwywa, na ogół nie towarzyszą opisy piany na czyimkolwiek pysku. Ma Pan złe informacje na temat blokowania komentarzy. Komentarze zawierały przede wszystkim link do pracy Mozrzymasa, o której Marzena twierdziła, że zawiera bezprzykładny atak — zakładam, że Pan tę pracę zna, dostrzegł w niej pysk, pianę itd. i że Marzeny reakcja jest w związku z tym dla Pana odruchem naturalnym. Drogi Panie, dla nas nie jest. I jeśli mam być szczery, a dlaczego nie miałbym być, to — owszem — uważam, że zdolnością do odczuwania tego rodzaju niestosowności różnię się od Pana na korzyść.… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Treści komentarza wnoszę, że nie przeczytał pan tekstu prof. Mozrzymasa (bo inaczej musiałbym zakładać złą wolę, a tego chcę uniknąć), proszę więc go przeczytać. Uprzedzam, że lektura nie jest łatwa bo to bite 26 stron tekstu drobną czcionką, z pojedynczą interlinią.
Potem, proszę się do niego odnieść, może pan przy tym odwoływać się do niemieckich profesorów, ale lepiej by odnosił się pan do konkretnych cytatów z ich prac, najlepiej odnoszących się do wyników konkretnych badań, a nie wyrwanych z kontekstu zdań czy wręcz samych tytułów.

avatar
Gość
Robert Raczyński

„Większość „specjalistów” od edukacji czekała jak wataha wygłodniałych psów na sygnał PAN-ów z naukowego zamku,…” – Retoryka, nomen-omen, iście „toruńska” (niech mi mieszkańcy tego miasta wybaczą). Kto nie z nami, ten przeciw nam. Brawo. „Co z tego, o czym pisze i mówi Marzena Żylińska, może zaszkodzić tej nauczycielce i mojej córce?” – Nie zaszkodzi, ani nie pomoże. Pod warunkiem, ze nauczycielka nie będzie w ten sposób uczyć dziecka otwartości, odwagi cywilnej i poszanowania realiów – wtedy można to będzie uznać za placebo. Jeśli jednak nauczycielka będzie kierować się kryteriami, które Marzena właśnie wybrała, będzie to już kuracja homeopatyczna, która może… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Uważam, że w kwestiach, które poróżniły platformę, powiedziano już wszystko. Ci, którzy uważają, że nic się nie stało, wdają się w polemikę albo dla sportu, albo też, wbrew swoim deklaracjom, czują, że coś jest nie w porządku i zakrzykują sumienie. Myślę, że trzeba tej „polemiki” zaprzestać i dać uczestnikom ochłonąć. Czas wydaje się potrzebny przede wszystkim samej Marzenie, bo niezależnie od oceny tego, co się stało, serdecznie jej współczuję tego, czego teraz doświadcza. Choć nic nie będzie już takie samo, jest jeszcze dużo do uratowania. Nie chodzi o żadne publiczne posypywanie głowy popiołem. Zdarza się, że człowiekowi ciężko jest zatrzymać… Czytaj więcej »

avatar
Gość
grażka

Zgadzam się. Epitety i formowanie obozów zwolenników i przeciwników neurodydaktyki i autorki książki chyba nic nie da.
Mnie też razi nazywanie kogoś sektą. Mam dokonywać jakiejś ekspiacji, żeby mnie nie szufladkowano?
Nie akceptuję blokowania komukolwiek możliwości wypowiedzi i dostępu do informacji. Niedobrze, że tak się stało na blogu Marzeny i Wiesława.

avatar
Gość

Sytuacja jest dziwna. „Wszyscy” narzekamy, że uczniowie męczą się w szkole, że w szkole nie ma czasu na myślenie. Gdy pojawiła się książka i grupa ludzi, którzy mają jakieś pomysły na uczenie ciekawe, przyjazne i nastawione na myślenie, to znajdują się inni, którzy krzyczą: stop, stop ! zatrzymajmy ich. Jedni chcą próbować i działają już TERAZ-DZIASIAJ. Inni mówią: niech nie próbują, jeszcze nie teraz, PÓŹNIEJ. Najpierw musimy sprawdzić czy wszystko jest w porządku, zgodnie z zasadami dyskursu naukowego, czy jest bezbłędne. Musimy ocenić ich wiedzę i zachowanie. Nie ważne są dzieci – ważna moja, jedynie słuszna racja. Jeśli uzdrowienie szkoły… Czytaj więcej »

avatar
Gość
monikasz

Czyli jednak cel uświęca środki… Tylko jaki cel? Czy naprawdę musimy robić COŚ, obojetnie co, byle tylko się działo? Wiesław, mam czworo dzieci. Uwierz mi, że naprawdę w szkołach, do których chodziły, dalekich od mojego ideału, można jednak jeszcze bardzo dużo popsuć. Przedłużające się milczenie Marzeny nasuwa mi obraz, że do szkół zostaje wprowadzony na przykład taki sposób dialogu, który tak wszak cenisz: możesz się ze mną zgadzać, ignorować moje błędy, chwalić mnie i podziwiać, ale jeśli się ze mną nie zgadzasz, to milcz, albo zakleję ci buzię taśmą. Coś takiego właśnie stało się tutaj, gdzie uparcie i bezowocnie rozmawiamy.

avatar
Gość
Iga

‚Wymyslanie i robienie’ lepszej szkoly nie jest zadaniem naukowcow. To zadanie dla nauczycieli, metodytkow, urzednikow zarzadzajacych edukacja.
Nie widze powodu, zeby nauczyciele mieli czekac na cokolwiek. To, jakie metody nauczania sa skuteczniejsze wiadomo od dzisiecioleci, moze nalezy je wprowadzac w praktyce. Na swiecie istnieje wiele systemow ekukacji, moze mozna kopiowac te najlepsze. Zamiast sluchac falszywych prorokow. Nikt za srodowisko zwiazane zawodowo z edukacja rewolucji nie zrobi.

avatar
Gość
franka

Próbowałam wpisu na blogu Kasprzaka, ale coś mi nie szło technicznie Od kilku dni obserwuję dyskusję. Zanim się wypowiem – oświadczenie: Słabo poruszam się w dyplomacji i te wszystkie ą ę, żeby nikogo nie urazić są mi obce, chociaż wiem, że nauczyciele w większości są nadwrażliwi i nieprzyzwyczajeni do krytycznej analizy – proszę o tolerancję (uważam, że jakość edukacji jest ważniejsza niż dobre samopoczucie edukatorów) W całej sprawie, mimo wszystko, ważne wydaje mi się: 1. Kogo uczymy – czyli, kim są młodzi ludzie trafiający do szkoły i jakiej wiedzy będą potrzebowali, żeby poradzić sobie w życiu 2. Czego w związku… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Dziwne. Ani w koszu, ani w spamie nie znalazłem niczego. W każdym razie przepraszam. W imieniu… twórców WordPressa?

avatar
Gość
Małgorzata

franka 🙂 mam za sobą doświadczenie wieloletnie w roli dyrektora szkół niepublicznych; tam było łatwiej zadawać sobie i odpowiadać na Twoje pytania. Mam na podstawie doświadczeń osobiste przekonanie, że w procesie nauczania NAJWAŻNIEJSZY JEST NAUCZYCIEL refleksyjny, kreatywny, szanujący innych, odpowiednio wykształcony, krytyczny wobec siebie i teorii, reagujący na zmiany i nie lękający się zmian, zrównoważony emocjonalnie, inteligentny, z szerokimi horyzontami, nie bojący się porażek, potrafiący słuchać, widzieć i analizować reakcje uczniów, dociekliwy, walczący z przeciwnościami 😉 Obecnie z nauczycielami dzieje się coś niepokojącego… Albo uparcie tkwią w swoich przekonaniach (wręcz betonowo wmurowani w jakieś swoje wypaczone koncepcje nauczania), albo są… Czytaj więcej »

avatar
Gość
franka

Małgosiu,
Zgadzam się (niestety) prawie ze wszystkim, co napisałaś.
Ale mam jedno ale – i to zasadnicze:
Moim zdaniem w procesie nauczania NAJWAŻNIEKSZY JEST UCZEŃ, on tu jest podmiotem i do jego potrzeb i możliwości warto dostosować treści i sposób uczenia.
Nauczyciel jest (tylko, albo aż) narzędziem w tym całym zamieszaniu.
Nie wiem, co zrobić z mizerną kondycją nauczycielstwa – choć rozwiązanie wydaje się proste – każdy, najlepiej jak umie robi to, co do niego należy i bierze za to odpowiedzialność.
Może jednak młodzi jakoś sobie poradzą i, mimo głupawej szkoły, nauczą się tego, co im się w życiu przyda?

avatar
Gość
Robert Raczyński

Ależ, drogie Panie, rozwiązanie jest naprawdę „proste”…
Likwidujemy monokulturę, kształcimy, a nie produkujemy nauczycieli, nie wszystkich do tego zawodu przyjmujemy, dajemy im sensownie zarabiać, rezygnujemy z nauczania uporczywego i już o ucznia, i o większość dziś sztucznie generowanych problemów nie musimy się martwić!
Niestety, ja nie doczekam…

avatar
Gość
Małgorzata

oczywiście, że tak tzn. że uczeń jest najważniejszy! 🙂

Nauczyciel jest najważniejszą zmienną decydującą o przebiegu i skuteczności procesu nauczania. Od niego najwięcej zależy jakość szkoły

avatar
Gość
Winzer

To niepokojące, ale owczy pęd już ruszył.Patrz: kursy Operonu. Zaczęło się: Neuroedukacja, niezwykły kurs dla nauczycieli, rewolucja w nauczaniu.
(Prawie) bezpłatny kurs on-line – czyli urabianie rynku, by powstał popyt.

avatar
Gość
Małgorzata Taraszkiewicz

wypraszam sobie „owczy pęd” (ha ha!) Jestem autorką tego kursu i sporo w temacie tym robię od wielu lat, dla mnie to nie moda, ale konieczność dziejowa! No cóż – w szkole naucza się dzieciaki bez zrozumienia fundamentalnych zasad procesów uczenia się i myślenia. I nie chodzi o neurokoktajle…ale podstawowe zasady działania np. różnych rodzajów pamięci czy funkcjonowania w trybie stresu czy też wspierania rozwoju człowieka! Edukacja szkolna „towarzyszy” człowiekowi od fazy późnego dzieciństwa do wczesnej dorosłości. W tym okresie dokonują się zmiany biologiczne (tj. osiągnięcie pełnej dojrzałości biologicznej), zmiany psychiczne (dojrzewa układ nerwowy i mózg, kształtuje się tożsamość, odpowiedzialność,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Pani Małgorzato, chcę się odnieść tylko do pończoszek Ludwika i prezerwatywy na globusie. Dowcip z prezerwatywą obrazuje desperację nauczyciela wobec znanej nam wszystkim uczniowskiej blazy i kompletnego braku zainteresowania przedmiotem „lekcji”. Oczywiście po pierwsze lista tych przedmiotów wymagałaby rewizji, bo niewiele z nich wytrzymuje krytykę. Nie na wszystko zatem warto tę prezerwatywę naciągać. Ja jestem przeciw „zaciekawiaczom” pomagającym skuteczniej sprzedawać dzieciakom te głupoty, których próbuje uczyć dzisiejsza szkoła. To jednak zostawmy, bo to osobny problem. Sztuczkę z prezerwatywą i globusem sam stosuję w zasadzie bezustannie, starając się wszakże, żeby prezerwatywę dobrać jednak jakoś w związku z tematem, a nie bez… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Małgorzata Taraszkiewicz

Podobają mi się Wasze wypowiedzi i lubię długie zdania, które dają do myślenia. O neuro uczą się dzieci w klasie IV SP, a potem także w gimnazjum więc nie problem aby coś wiedzieć ale aby zrozumieć jak to działa. Moja córka przyniosła mi taki obrazek: na lekcji był przerabiany STRESS. jeden uczeń – komentując słowa nauczycielki o negatywnym wpływie stresu – powiedział na głos TO JAK U NAS NA LEKCJI… Pani z furią wyrzuciła go za drzwi a obrońcom postawiła jedynki. Szkoła jest dość zabawna – jak się patrzy z boku/ukosa – szkoda że dzieci czasami lądują w szpitalu kardiologicznym… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Chciałbym się dowiedzieć, że opowieść o tym co się działo na lekcji o stresie to mocno podkoloryzowana bajka opowiadana przez dzieci, niestety wiem że jest ona dosyć prawdopodobna (no może do wyrzucanie z furią za drzwi trochę mi nie pasuje do realiów polskiej szkoły). Ale nie o tomi chodzi. Pani ewidentnie nie panuje nad emocjami. Nie potrafi też skorzystać też rzadkiej szansy, gdy uczniom zebrało się na szczerość można było uzyskać od nich cenne informacje. Recepta na te problemy znajduje się w psychologii. Nie zauważyłem, by neurodydaktyka w jakikolwiek sposób się do nich odnosiła, za wyjątkiem ogólnego stwierdzenia, że szkoła… Czytaj więcej »

avatar
Gość
avatar
Gość
Iwa

Zdążyłam ukończyć jedną z wyświetlonych form studiów podyplomowych zaczynających się na neuro- firmowanych przez panią Żylińską. Zostałam nawet zobowiązana, by przeszkolić w neuro- zakresie sporą grupę innych nauczycieli. Sprzedano mi półprawdy, naciągane tezy, sfalsyfikowane dowody – czuję się oszukana – i zmusza się bym głosiła o przewrocie kopernikańskim w szkołach nadal. Czy nikt nie wezmie odpowiedzialności za panią doktor. Dodam jeszcze, zapytalam panią Marzenę pod jej „Ostrzeżeniem…”- co robić…. komentarz mój się nie ukazał, teraz już wiem, że był to świadomy zabieg pani Ż.- tym bardziej jest mi przykro.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Matko Boska…

Ja nie mam siły się szarpać więcej. Marzena publikuje kolejną porcję absurdów, Iwa z drugiej strony pisze, co pisze. To jakiś sen, naprawdę…

avatar
Gość
Robert Raczyński

Ja też już jestem zmęczony, ale nie sądziłeś chyba, że to koniec? Póki co, nie komentowałem, bo nie wiem, co się stanie z ewentualnym wpisem (w innym wątku Marzeny mój wpis „oczekuje na moderację”, ciekawe czy wszyscy dostępują tego zaszczytu…)

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Nie sądziłem, że koniec, coś Ty?! Nie miałem nawet takich zamiarów, przecież nie chciałem mordować. Nawet dostrzegam efekt w tych zdaniach Marzeny o tym, że chyba kształcenie artystyczne nie zaszkodzi, że Vetulani… No, lepiej to niż neuromarematyka, fakt, ale też ten Ludwik XIV, to przecież też wtopa katastrofalna. Ale jednak lepiej tak, a Vetulani w końcu też się odezwie, jak będzie trzeba.

avatar
Gość
majcin

Spokojnie, bez paniki.
Studia w Opolu się nie dobyły z uwagi na zbyt małą ilość chętnych (informacja z FB), w Bydgoszczy odwołano na dzień przed rozpoczęciem, z uwagi na problemy zdrowotne p. Żylińskiej.

Może to chwilowa moda, która już przemija.

przepraszam pomyłka
z braku chętnych nie odbyły się studia w humanitas w Sosnowcu, a nie w Opolu

avatar
Gość
Paweł Otto

Witam Trafiłem tu czytając blog Pani Marzeny, więc chyba przesadzacie z tą cenzurą. Poza tym prawem każdego autora bloga jest nie tylko pisanie na nim, ale także czytanie i dopuszczanie komentarzy. Na wielu blogach dzieje się tak jak obecnie u Pani Marzeny czyli odrzucanie „śmieci” zakłócających tasiemcowe listy komentarzy, niekoniecznie pisane na temat albo zamknięcie możliwości komentowania wpisów. Takie jest prawo Autorki. Czemu więc takie zdziwienie, oburzenie i oceny w przypadku Pani Marzeny? Czyżby jakaś dyskryminacja, zazdrość, niechęć do płci pięknej, obawa o niezaistnienie własnego komentarza, itd.? Podobno Pani Marzena nie podała linków do materiałów krytycznych wobec Jej książki i… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Szanowny Panie Pawle, Pańskie wezwania do wiary są wzruszające i — zapewniam — niecelowe. W Ksawerego przypadku nie ma szans, w moim — nie ma po co. Rozumiem, że Pan jest neurobiologiem i jako taki otrafi Pan docenić to, czego my nie jesteśmy w stanie. Śpieszę Pana poinformować, że neurobiologia zajmuje nas w najmniejszym stopniu. Bardziej nas martwią metodyczne bzdury w neurodydaktyce. Propozycje neuromatematyki, neurohistorii itd. — to nas przeraża, proszę Pana, bo to są jawne bzdury, a nie żadne kontrowersje. Tym bzdurom w sposób zwyczajnie kłamliwy nadaje się naukowo brzmiące opakowanie i to uważamy za skandal. Ponieważ rozmawiamy o… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

1. Jeśli przystąpił pan do dyskusji dzisiaj, to rzeczywiście nie ma problemu ze znalezieniem odpowiednich linków i odpowiedzi p. Żylińskiej. Półtora tygodnia temu sytuacja była zgoła inna. 2. Na blogu p. Żylińskiej pojawił się nowy tekst, tym razem o uczeniu przedmiotów artystycznych, w którym powiela część błędów wypunktowanych przez p. Mozrzymasa, w szczególności: -opiera swoje tezy na literaturze popularnonaukowej i publicystyce, które nie podlegają rygorom takim jak literatura naukowa; -z wyrwanego z kontekstu fragmentu wyciąga wnioski znacznie wykraczające poza to, co powiedział autor. Wzywa pan do wiary w p.Żylińską. Ja mam dosyć powodów by nie wierzyć, tylko sprawdzać. Zanim moje… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Otto

1. „(…)Półtora tygodnia temu sytuacja była zgoła inna.” Dlatego zachęcam do powściągliwości w ocenach, wpisach, cierpliwości, wyrozumiałości, dobrego poczucia humoru, zdrowego dystansu – bezcenne cechy. 😉 2. „Na blogu p. Żylińskiej pojawił się nowy tekst, tym razem o uczeniu przedmiotów artystycznych, w którym powiela część błędów wypunktowanych przez p. Mozrzymasa” Tak można się przepychać w nieskończoność, bo przecież Pani Marzena cytuje fragmenty jawnie zaprzeczające takim spekulacjom: „Opisałam sposób organizowania zabaw w szwedzkich przedszkolach i prowadzone tam eksperymenty i badania, powołując się na tezy sformułowane przez amerykańską neurobiolog Lise Eliot w książce „Różowy mózg, niebieski mózg” (Poznań 2009). Mój stosunek do… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Odnosi się pan nie do tego tekstu p. Żylińskiej , o którym pisałem.
Proszę zajrzeć na jej blog i przeczytać najnowszy wpis, ten o edukacji artystycznej.

avatar
Gość
monikasz

Szlachetni mężowie, do których się Pan zwraca, wykazali w ciagu ostatnich miesięcy, a nawet już lat, że są dżentelmenami starej daty: niesłychanie uprzejmi, cierpliwi i wyrozumiali, zwłaszcza wobec płci pięknej. Wielokrotnie czytając kolejny komentarz pani Marzeny myślałam sobie: „no nie, teraz to już któryś z nich pęknie i krew się poleje”, a zamiast tego pojawiała się ich wyważona i racjonalna replika. Problem w tym, że na ogół w następnym komentarzu pani Marzena udowadniała, że nie rozumie, albo nie chce rozumieć, co się do niej mówi i brnęła jeszcze dalej czy wręcz zamieniała spór w konflikt personalny. W tym sensie był… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Otto

„Oczywiście komuś, kto zajrzał na forum w ostatnich dniach, trudno to wszystko dostrzec i ocenić, pewnie trzeba jakieś dyżury pełnić ze wskazówkami dla początkujących :)”
Pewnie tak i oby z z wyrozumiałością i dobrym humorem. 🙂
Pamiętając przy tym o nadrzędnym celu polemiki i o tym, że każdy ma prawo do swego zdania, jest człowiekiem wolnym i ma prawo popełniać błędy, poszukiwać prawdy na różne sposoby, spierać się z zachowaniem dobrej kultury itd.
Udowadnianie czegoś na siłę może wskazywać na niezrozumienie, na brak zdolności do empatii; może oznaczać brak refleksji, że nadajemy na innych falach i nie dogadamy się, itp.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Obawiam się, proszę Pana, że częstotliwości fal nadawania mają tu niewiele do rzeczy. Fakt, Łysenko dla przykładu nadawał na innych falach niż ja. Z tego jednak za nic w świecie nie wynika, że nie mamy prawy twierdzić wbrew Łysence z całą pewnością, że od przebywania w wodzie nie przybędą nam skrzela.

avatar
Gość
monikasz

O, właśnie, co ma być nadrzędnym celem polemiki? „…każdy ma prawo do swego zdania, jest człowiekiem wolnym i ma prawo popełniać błędy, poszukiwać prawdy na różne sposoby…” przedstawił Pan zaledwie sposób jej prowadzenia, a nie jej cel. Można poprzestać na apelach o życzliwość, wzajemne zrozumienie i tym podobne, jeśli celem rozmowy jest rozmowa sama w sobie, po prostu miłe spędzenie czasu. Bywa i tak, ja osobiscie również takie rozmowy cenię. Na tym forum jednak uparliśmy się (a przynajmniej niektórzy z nas), na poszukiwanie prawdy. Prawdy bezprzymiotnikowej, taka zapomniana koncepcja. W takim przypadku mają znaczenie: logika, spójność wywodu, twarde argumenty i… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Otto

Szanowny imienniku Panie Pawle, „Pańskie wezwania do wiary są wzruszające i — zapewniam — niecelowe. W Ksawerego przypadku nie ma szans, w moim — nie ma po co.” Zauważyłem to lecz „nadzieja umiera ostatnia”, „dla Boga nie ma nic niemożliwego” itd. „Rozumiem, że Pan jest neurobiologiem i jako taki otrafi Pan docenić to, czego my nie jesteśmy w stanie.” Skąd taki błędne rozumienie? „Śpieszę Pana poinformować, że neurobiologia zajmuje nas w najmniejszym stopniu. Bardziej nas martwią metodyczne bzdury w neurodydaktyce. Propozycje neuromatematyki, neurohistorii itd. — to nas przeraża, proszę Pana, bo to są jawne bzdury, a nie żadne kontrowersje. Tym… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Sam zakwalifikowałem tu kilka rzeczy do kategorii „jawnych bzdur”, proszę Pana. Będzie Pan łaskaw samodzielnie przejrzeć dyskusje pod wpisami o neurodydaktyce — proszę tym razem nie wymagać ode mnie podawania linków. Unikam „kanału transmisyjnego” i stawiam na samodzielność studiujących. Powiedziałbym, że bardziej niż na „uznanych neurobiologów”, powoływałem się na Arystotelesa. Stopień głupoty określa najczęściej w tych przypadkach logika. Łysenkę zaś do kategorii bzdur zaliczył Darwin, choć żył dużo po Arystotelesie, a nieco przed Łysenką. Widział Pan lekcję historii o Ludwiku XIV? Proszę spojrzeć i proszę poszukać słowa na obronę tego kretynizmu. I proszę z łaski swojej nie próbować zagadać mnóstwa… Czytaj więcej »

avatar
Gość
monikasz

Czytam posty pana Pawła O., a i te pojawiające się znowu na blogu pani Marzeny i jakoś tak ręce mi opadły. Może to efekt poświąteczny (za dużo leży na żołądku), choć przecież święta same w sobie radosne i optymistyczne… Przestałam widzieć możliwość dogadania się z kimkolwiek po prostu. I myślę, że jedyną konstruktywną propozycją jest wolność wyboru, czyli powrót do źródeł. Niech tam oni sobie wybierają szkoły, gdzie forma, radośnie zgodna ze scenariuszem, wyprze resztki treści. Niech tylko ci rycerze tolerancji pozwolą na inne widzenie edukacji, o tyle i aż tyle przyjdzie pewnie walczyć… A jeśli pozwolą, skąd wziąć nauczycieli… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

MonikaSz, mam pomysł. No, poza tym oczywiście, żeby się na jakąś kawę umówić — jeszcze z Ksawerym, żeby było przyzwoicie 😉 Chociaż… — Ksawery ma na pewno u siebie jakieś fajne książki o Łysence, na które byś chętnie okiem rzuciła. Przepraszam, mam skłonność do wygłupów, kiedy widzę takie rzeczy, jak je tu widzimy. Ale przypomniałaś mi, że czas się zbierać do roboty, zamiast się tu „naparzać” nie wiadomo po co. Pomysł jest a propos pustyni i w związku z robotą. Może byś się tu dołączyła do blogów i utworzyła własny? Opisywałabyś naukę swojego dziecięcia, hę? A my byśmy Ci tu… Czytaj więcej »

avatar
Gość
monikasz

Kawa chętnie, chociaż wirtualna jest bardziej prawdopodobna. Nie wiem, co mój mąż na to wszystko, olaboga… Co do bloga, to ja myślę, chwileczkę… … Z pewnością kontakt online jest bardziej prawdopodobny i łatwiejszy dla mnie, jako osoby słabo zsocjalizowanej. Co do bloga, to, że się tak zgrabnie wyrażę, to zależy. Miałabym opory przed publicznym opisywaniem tego, co dzieje sie w głowie mojego dziecka, bo to są rzeczy dość intymne. I mogłoby mu zaszkodzić, delikatnej natury jest. Mamy trochę przemyśleń na temat wychowywania dzieci, w sensie edukacyjnym odnosiliśmy raczej sukcesy, ale nie ma chyba tego tyle, żeby blog się z tego… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Napadanie to nasz fach, nie zauważyłaś? Tak, przecież mi nie chodziło o wiwisekcję dziecka. Raczej o coś, jak pytanie dziecka — odpowiedź „tutora” — informacja, jak sobie dziecko radzi, co proponuje, czego by trzeba jeszcze. Taki redagoany na bieżąco i na bieżąco realizowany podręcznik, współtworzony przez dziecko, co mi się wydaje cholernie ważne. Zdarza mi się czasem napisać prostą „edu-grę” dla dzieci. Dokładnie wszystkie rzeczy, które sam robiłem, były kompletnie bez sensu, bo ja już stary jestem okropnie i stosownie głupi. Dopiero od dzieci się dowiadywałem, co pozmieniać i wtedy ewentualnie coś z tego wynika. Sam również szukam w sieci… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

No, czy on nie jest niemożliwy? Ja tu z „misją”, a on się na lekcje umawia, popatrz tylko. I jeszcze o Łysence nie chce opowiedzieć, bo to niby nieprzystojne, popatrz, jaki przyzwoity…

avatar
Gość
majcin

Co mu się dziwisz.
Inteligentnej kobiety na Łysenkę nie poderwie.
Co innego dowcip o Ensteinie

avatar
Gość

Jeśli Łódź, to w proszę o kontakt – pewien projekt edukacyjny jest w fazie koncepcji, ale może wspólnymi siłami…

avatar
Gość
monikasz

Okolice Łodzi, na tyle blisko, żeby się czuć z miastem związanym (z bardzo wielu względów), na tyle daleko, że jeśliby trzeba było jechać tam powiedzmy co tydzień, to musiałoby to być coś bardzo interesującego 🙂 Zwłaszcza przy obecnej sytuacji komunikacyjnej miasta…

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

No, to online? Blog? Hę?

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Czekajcie, no, usiłuję ją naciągnąć na bloga, a Wy zaraz chcecie się mielinizować na boku… Ech…

avatar
Gość

Do Ciebie też mam w planach od bodaj dwóch tygodni napisać. Tylko ciągle coś się dzieje… Nie dałam rady.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Wy tu sobie w ciepełku o Łodzi i kontaktach bardziej lub mniej osobistych, a ja i @majcin jako ci harcownicy ;), sami wobec przeważających sił :)… Chyba jednak przyjdzie odpuścić, bo jak zwykle o konkrety trudno…

avatar
Gość
majcin

No właśnie, może ja zostanę tu w ciepełku o Łodzi pogadać -na Bałutach pochmurno, ale było trochę słońca.

Bo tam coraz bardziej skłonny jestem skorzystać z dobrej rady:
„nie dyskutuj z idiotą, sprowadzi cię na swój poziom i pokona większym doświadczeniem”.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Robert, widzę i podziwiam. Zbieram się do roboty, która uchodzi za pozytywną, już mnie i tak przecież wciągnęło ponad przyzwoitą miarę, a ja mam żonę i dzieci, wiesz…

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

To Wy wszyscy z Łodzi? Tam musi strasznie dużo ludzi mieszkać…

avatar
Gość
monikasz

Jeszcze nadal mieszka tu sporo ludzi, nie wiadomo jak długo, bo sytuacja tutaj mizerna, nawet jak na polskie klimaty… To się chociaż na forum powyżywamy 🙂 A ja z Widzewa jestem, ha.

avatar
Gość
majcin

To chwilowo łatwiej mi byłoby dojechać do Torunia niż na Widzew. A ty masz bliżej do Wrocławia niż na Bałuty.

Ale my tu piupitu, a na sąsiednim blogu trzeba merytorycznie odpowiedzieć na argument, że nauka przedmiotów artystycznych jest ważna gdyż:

„Spitzer wskazuje na to, że w dawnych czasach armie szły do boju z pieśnią na ustach. Już wtedy wiedziano, jak muzyka wpływa na nasze samopoczucie.”

próbowałem jakoś to ugryźć, ale chyba „biez wodki nie rabieriosz”

avatar
Gość
monikasz

Yyy, to znaczy jestem z Widzewa, ale wyniosło mnie w kierunku za Aleksandrów i jak chcę odwiedzić rodzinę, to naprawdę..
Natomiast ja nie wiem, czy jest sens odpowiadać merytorycznie na sąsiednim blogu, bo tam rozmowa raczej ma charakter wzajemnego wspierania się emocjonalnego i argumentom trudno się przebić do czyjejkolwiek świadomości… Z drugiej strony może to właśnie ma sens, bo my tu raczej przekonani jesteśmy, a tam jest szansa kogoś złowić, co z tego, że niewielka. Pole do popisu dla harcowników, mnie osobiście trochę to przerasta, dzisiaj zwłaszcza.
Surmy bojowe argumentem za kształceniem muzycznym… Fajne to jest właściwie…

avatar
Gość
Robert Raczyński

Ja muzykę uwielbiam (choć niestety talentu nie staje), nie widzę przeszkód żeby było jej w szkole jak najwięcej, ale nie widzę możliwości by obcowanie z muzyką w wymiarze, który daje się w szkole wyobrazić, przełożyło się na cokolwiek innego niż lepsze samopoczucie. Niestety, to dla niektórych za mało…

avatar
Gość
majcin

Jak za Aleksandrów to zmienia postać rzeczy. Powiedz kiedy będziesz jechać do Łodzi, to pomacham ci z okna.

Na blogu Żylińskiej są dwa wpisy, jeden o niedobrym Mozrzymasie i jego niewinnej ofierze przeznaczony wyłącznie dla wyznawców i drugi o edukacji artystycznej, na który można komentować nawet z pozycji krytycznych.

avatar
Gość
Paweł Otto

Przykro mi Imienniku,lecz nie rozumiemy się i raczej nie dogadamy się. Szkoda mi czasu, nie mam go na tyle, by czytać setki, czy jak Pan wspomniał tysiące, komentarzy. Poza tym poziom argumentacji jest tak zróżnicowany, że dużo czasu zajęłoby uchwycenie istoty spraw poruszanych w tylu miejscach. Tytułowe sekciarstwo stało się słowem kluczowym, a to według mnie okazja do obrażania innych i sprowadzania dyskusji do prób udowodnienia, że Pani Marzena i Jej zwolennicy uprawiają jakoweś sekciarstwo. Zauważyłem pewien charakterystyczny styl pisania o sekciarstwie i postanowiłem dopytać o kilka rzeczy. W Pana przypadku zauważam coś, co zarzuca Pan innym, a sam uprawia… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Szanowny Panie, nie uleczy Pan się z kłopotów ze zrozumieniem, postanawiając nie czytać wcale. Wiesław ma przeprosić nie za komentarze, tylko za cenzurę. Oraz za jeszcze jeden drobiazg, o który mniejsza. Ilekroć się odezwie, nie przepraszając za to, dostanie ode mnie wezwanie, żeby to zrobił. W moim przekonaniu nie należy rozmawiać z kimś, kto innych cenzuruje. Dla Wiesława zrobiłem wyjątek z dawnej sympatii, ale wezwań nie zamierzam mu odpuścić. Pani Monika Gryboś poczuła się urażona epietem sekta, wyjaśniając, że uczestniczyła w zajęciach z neurodydaktyki. Napisałem jej, że sama nie kłamie, nie manipule, nie cenzuruje, nie zachowuje się agresywnie i mnie… Czytaj więcej »

avatar
Gość
franka

od gadania do działania długa droga ale,
może szukający prostych recept trafią też na te fora i nie dadzą się tak łatwo zwieść prostym receptom neurofigli – zawsze jakiś pożytek,

na równoległym forum było coś o zaangażowaniu nauczycieli …

dobre, praktyczne lekcje fizyki, to moje marzenie
np. takie bobry – bez chodzenia do (ludzkiej) szkoły wiedzą, jak ściąć drzewo, żeby położyło się tam, gdzie one chcą
kto z obecnych tu ludzi umie to wyliczyć/przewidzieć/zrobić/nauczyć ???

jak używać swojego ciała jako systemu dźwigni i przekładni, co by zrobić dużo a zmęczyć się mało
itp.