avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Kolokolo Bird
14.11
2017

Hipokryzja politycznej poprawności

Media biją w kółko pianę o tym, czy słowa "biała Europa" obrażają, kogo, i czy są dopuszczalne. I jaką krzywdę wyrządzają ludziom spoza Europy. Dzień po 11 listopada, w niedzielę, w Iranie miało miejsce trzęsienie ziemi. czytaj więcej...
11.11
2017

Piknik pod Wiszącą Skałą

Dziś temat czysto dydaktyczny - inspirację zawdzięczam Robertowi Raczyńskiemu. Przy najróżniejszych okazjach pojawiają się na marginesie tematy geograficzne, geologiczne i w ich rodzinie. czytaj więcej...
30.09
2017

Armageddon

Miesiąc temu miał nastąpić Armageddon. Nie nastąpił. czytaj więcej...
17.09
2017

O szkolnym przymusie

(ciąg dalszy dyskusji zapoczątkowanej i rozwijającej się na blogu Danusi, ale dość dalekiego od jej tematu - więc lepiej jej nie spamować) "systemowy przymus takich wymagań wyrasta nie z jakiegoś totalitarnego widzimisię (choć tak jest realizowany), ale z metodycznej legendy uzgodnionej w duchu dialogu i demokratycznego konsensusu " Really? Podstawa programowa obowiązująca moje dziecko jest państwowym rozporządzeniem. Czy ktoś ją ze mną konsultował? Dialog ze mną prowadził? CKE prowadziło ze mną dialog w sprawie pytań maturalnych? Ten dialog polegał na wymuszeniu na CAMK, by przyciął mój referat o maturze z astronomii do czasu, w którym nie sposób przedstawić argumentacji, a wyłącznie hasła, i samemu żądając (skutecznie) slotu po moim, jednak mi już nie nie dając możliwości riposty -- w efekcie musiałem trzasnąć drzwiami i wycofać się z konferencji. Pozostał więc monolog CKE... Widziałeś może przykłady dialogu co do podstaw programowych -- innego niż prasowe bicie piany o konkretną listę lektur szkolnych na polski i ilość godzin na historię, tudzież prawo do zwolnienia dziecka z lekcji wychowania seksualnego? Bo już nie z jasełek. Taki to jest dialog i demokratyczny konsensus??? Paru hipokrytycznych macherów, nazywających "edukacją" wyrwane z holistycznych programów przedwojennych (ale zbyt skomplikowanych dla masówki) na oślep fragmenty narzuciło ją wobec braku głośnego sprzeciwu większości, mającej to po prostu gdzieś (lub cieszącej się, że zmniejszają wymagania), a buntującej się tylko, jeśli rozszerza się przymus (e.g. "sześciolatki do szkół")? Podstawy programowe i zasady funkcjonowania systemu szkolnego nie są żadnym konsensusem, tylko uzurpacją w drodze kompromisu pomiędzy lobby nauczycielskim (byle nikogo nie zwolnić z pracy i nie wymagać, by zdał trudny egzamin), a "pedagogami" i "dydaktykami" z państwowych struktur, uprawiającymi radosną twórczość biurokratyczną w rodzaju opisanym przez N.C.Parkinsona - pierwszorzędnie uzasadniającymi swoją niezbędność. Bezsensowna i opresyjna biurokracja, szkodząca całemu społeczeństwu, nie musi wynikać ze spersonifikowanego w jakiejś osobie totalitarnego widzimisię. Zazwyczaj wyrasta z konfliktu interesów pomiędzy nieliczną, ale mocno zainteresowaną grupą, a większością, która ma mniejszą motywację, żeby się temu oprzeć i dla świętego spokoju za to płaci, jeśli opresja nie przekracza granicy wytrzymałości. Konfliktu zawsze wygrywanego przez tę mniejszość, wywalczającą sobie podniesienie podatków i utrzymywanie ich pod przymusem przez podatki innych. Ministerstwo Kolonii rosło, choć wszystkie niemal dostały niepodległość. Społeczeństwo im płaciło coraz wyższe pensje. To był konsensus? "sposób jej introdukcji i nauczania, na ogół nie podlega żadnej dyskusji. Trzeba ją maksymalnie strywializować" "Nieszczęściem nauczyciela jest najczęściej nie durna pp, ale METODA, od której nie jest w stanie uciec, bo jest nią osaczony" Oczywiście. Tyle, że podstawy programowej nikt nie musi trywializować. Już jest strywializowana na maksa. Odgórny system szkolny (pp plus zadania egzaminacyjne CKE) narzuca trywializację wszystkiego i sprowadzenie treści do bezmyślnego wykucia na pamięć oderwanych od siebie wzorów i formułek, w czym historyjki i mnemotechniczne wierszyki akurat są nie gorsze, a może odrobinę lepsze, niż wkuwanie całkiem na sucho. Większość dzieci nie jest zainteresowana zrozumieniem, większość rodziców też nie, a jeśli jest, to tłumaczy swoim dzieciom to sama, a większość nauczycieli nie jest zdolna do dydaktyki opartej na rozumieniu. Mleko, znaczy woda z wanny Archimedesa, już się wylało... Jeśli więc za ostateczny cel działania przyjmujesz to, by dziecko zdało egzamin gimnazjalny/maturę i nie podważasz jego głupoty, to METODY są skuteczne choć trochę. Będą przynajmniej znać imiona Chochoł i Archimedes. To im pomoże pomóc zdać, bo egzaminy opierają się na wyłapywaniu słów kluczowych, a nie na oczytaniu i rozumieniu. "Totalitarne jest więc bardziej samo nadrzędne, „nowoczesne podejście”, operujące grą pozorów, szafujące podmiotowością i mamiące z nazwy niewymienionym socjalizmem, niż państwowy ustrój szkoły" Nie zgodzę się. Choć, oczywiście, podzielam uwagi o grze pozorów, etc. Totalitarny może być wyłącznie przymus państwowy. Najgorszy idiotyzm, oddziałujący z jego własnej woli na konkretnego człowieka nie jest totalitaryzmem. Jest tylko idiotyzmem. "Nowoczesne podejście" ma rację bytu wyłącznie w oparciu o bagnety (Urzędy Skarbowe i opiekę społeczną). Nikt, kto nie musiałby posyłać pod groźbą kary dziecka do jakiejś szkoły, a pieniądze na jej funkcjonowanie byłyby już ściągnięte z niego, nie wynająłby z własnej woli postmodernistycznej hipokryzji. Babysitterka byłaby tańsza. Postmodernizm może funkcjonować wyłącznie na koszt podatników - bezpośrednio z podatków, przepisami wymuszając płacenie, albo formalnie uzależniając inne elementy życia od posiadania kwitka z pieczątką "matura". Wobec istnienia państwowego przymusu jest to dyskusja o wyższości dżumy nad cholerą, albo o tym, czy w sowieckiej opresji gorsze było UB czy ideologia Karola Marksa. A bez przymusu tej gry pozorów by nie było, lub tylko śladowa. "Malejące potrzeby intelektualne są wygodne i biologicznie ekonomiczne" "(O)światowa świetlica nieuświadomionym sposobem na łagodzenie konfliktów społecznych?" Masz pełną rację. Są wygodne dziś, bo jeszcze w Oświeceniu nie były - wtedy dobra edukacja i poziom intelektualny gwarantowały ponadprzeciętny poziom życia i większą przeżywalność. Ale cóż - nastał egalitaryzm i rozwarstwienie zarobków zmalało i bezpieczeństwo socjalne niedouczonych ludzi wzrosło. Nie ma już po co tracić czasu i wysiłku na uczenie się. Szanse reprodukcyjne gamoń ma nie mniejsze, niż wykształcony człowiek. Sukces w sferze publicznej przestał też być skorelowany z wykształceniem. Wzorcem do naśladowania jest dziś Ronaldinho, a nie Higgs. Zgłupienie społeczeństwa jest nieodłączną ceną za spłycenie rozwarstwienia opartego o intelekt. "Czy od Orwella nie ma ucieczki?" Nie ma... Nie tylko od Orwella. Hiszpańska Inkwizycja też była efektem konsensusu społecznego, jeśli już tak to określiłeś ;) Każdemu to pasowało, byle to nie jego torturowali, tylko jakiegoś przemądrzałego Żyda. Jest takie opowiadanie Stanisława Lema: "Opowieść pierwszego Odmrożeńca" W edukacji mamy to samo od lat, co u Lema było aluzją do soc-realizmu, ale też obserwacją wszelkich totalitaryzmów: wszyscy poszukują pozornej recepty, jak uzdrowić i naprawić filharmonię i doprowadzić do tego, żeby Harmonia Sfer brzmiała pięknie, a każdy nabiera wody w usta i udaje, że istnienie Goryllium, terroryzującego wszystkich, nie ma miejsca. A któż to widział, żeby komissye i doktorzy hab. cich., i uczone ekspertyzy, i rewidenci, i kontrrewidenci, i mikroskopy na kopy, a nikt nic, ni pary z gęby, jeno w kucki a w kucki? To ja tu teraz powiadam Veto, Grólu Zbawnucy, i Veto, panowie bracia, i Veto, czyli nie masz zgody na ciebie, Kąciarzu Bezecny, i póki ciebie, tedy tu g… będzie, nie Harmonia Sfer!!!
31.10
2016

Święto — tylko jakie?

Zniknęli z tych łamów Pani Ewa i Paweł, więc na mnie, libertyna, spadła sprawa zajęcia się katechezą. Jakie święto dziś obchodzimy? Bo, że jakieś obchodzimy, to w miarę powszechnie się chyba zgodzimy. Ale jakie? czytaj więcej...
27.10
2016
21.08
2016

Kumpel spod ławki

Byłem na towarzyskim spotkaniu. Gospodarz przedstawił mi jednego z gości: mój kumpel spod ławki i dodał, widząc niezrozumienie tego grepsu wśród (młodszej od nas) części z obecnych: tak, znaczy kilka lat szkoły siedzieliśmy razem pod jedną...znaczy w jednej ławce. Morał pierwszy (po części tylko w odpowiedzi Wiesławowi): niuanse języka, niekoniecznie literackiego, budują kulturę. Właśnie tożsamość narodowo-kulturową. Okazuje się, że również tożsamość pokoleniową czy środowiskową. Bez nich świat były obrzydliwie nudny, banalny i prostacko-oczywisty. Cieszmy się, że możemy posługiwać się i rozumieć tak nieprzetłumaczalne (nawet na polski) frazeologizmy. Morał drugi: kontekst socjalny szkoły. Cóż, najsilniejsze więzi społeczne tworzą się wskutek wspólnej traumy. Choćby siedzenia pod jedną... Morał trzeci, czyli moje marzenie: niechby jakiś polonista w jakiejś szkole podjął się poprowadzenia zajęć o `przebywaniu w' vs `siedzeniu pod'.
05.06
2016

Sentinel-3

Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) prowadzi program obserwacji powierzchni Ziemi z satelitów. Do tej pory działały dwa: Sentinel-1, produkujący bardzo dokładne obrazy radarowe -- wystarczająco dokładne, by badać odkształcenia gruntu po trzęsieniach ziemi, płynięcie lodowców na Grenlandii, czy nawet mierzyć grubość pokrywy śnieżnej, zalegającej na polach. Sentinel-2, to satelita optyczny, produkujący "zdjęcia" w dość dużej rozdzielczości, pozwalający też na bardzo precyzyjną identyfikację roślinności, a nawet odróżniający, czy na polu rośnie kapusta, czy zboże. Trzeci do kompletu -- Sentinel-3 -- został wystrzelony w marcu i właśnie zaczyna produkować prawdziwe dane. Ten dla odmiany jest wyposażony w kilka różnych instrumentów pomiarowych. Najważniejszy, to Sea and Land Surface Temperature Radiometer (SLSTR) -- "termometr" mierzący dokładnie temperaturę powierzchni gruntu albo morza. Drugi to Ocean and Land Colour Instrument (OLCI) -- robiący "zdjęcia" w średniej rozdzielczości w świetle od bliskiego ultrafioletu (400nm), po podczerwień o długości fali dwukrotnie dłuższej od światła widzialnego (1020nm). To, jak na razie, jedyny uruchomiony instrument. Sami zobaczcie niżej jak wyglądał nasz Bałtyk 9 maja w podczerwieni 1020nm. Do tego są jeszcze inne instrumenty, w szczególności bardzo precyzyjny pomiar odległości satelity od powierzchni Ziemi, mogący służyć zarówno do celów geodezyjnych i wykrywania anomalii grawitacyjnych, jak i do pomiaru pływów i falowania oceanów. Wreszcie są instrumenty kombinujące pomiary w mikrofalach i podczerwieni dla oznaczania wilgotności powietrza i gęstości chmur -- dla celów zarówno meteorologicznych, jak i klimatologicznych. Bałtyk. 9 maja 2016, 11 rano. Obraz z satelity Sentinel-3A (OLCI) w paśmie 1020nm (podczerwień).
02.06
2016

Magiczne 37%

Aż mnie zatkało. Zatkało, że większość spośród odpytanych czworga inżynierów nie miało tej intuicji. Troje spośród czworga absolwentów Politechniki Warszawskiej. Z mojego pokolenia... Problem: sukces naszego przedsięwzięcia zależy od 100 czynników, z których każdy daje 99% szans powodzenia, a na 1% wywala całość. Te czynniki są niezależne od siebie. Jakie jest prawdopodobieństwo sukcesu całości? Nie macie tej intuicji? 37% (w granicy: $e^{-1}$) Poważni inżynierowie też jej nie mieli. Zadbajcie, by Wasi gimnazjalni uczniowie już mieli to uwewnętrznione.
29.05
2016

O przecinaniu się wielokątów

Dziś problem geometryczny. A może informatyczny? Problem, na jaki się natknąłem przy okazji przetwarzania obrazów satelitarnych, ale obecny i w innych dziedzinach, choćby grafice komputerowej. Odpowiedzieć nań można na wiele sposobów, od dostępnego dla gimnazjalisty, po odlotowe pomysły uczonych zręcznych (doktorów habilitowanych) fizyki teoretycznej. czytaj więcej...