avataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Moja oś świata
Zaloguj się

Posts Tagged ‘sprawdzanie’

06.02
2018

Ocenianie

Ocenianie w języku polskim jest nierozerwalnie związane z krytyką i stopniami szkolnymi – „oceniam, czyli pokazuję Ci, jak daleko jesteś od ideału”. Większość ludzi lepiej uczy się jednak nie będąc krytykowanym, ale będąc ocenianym. Wiemy to też po sobie. Wielu nawet nauczycieli oświadcza: „Zawsze bałem się klasówek, a na egzaminach miałem ból brzucha! Nigdy więcej żadnych egzaminów!”. „No tak… Ale przecież uczniowie bez stopni nie będą się uczyć!”. To jest zdanie, które wypełnia ten balon, jest ono nieprawdziwe.
04.12
2017

Czas na zmianę w podejściu do oceniania

Przeczytałam artykuł Roberta Ahdoot (opublikowany 22 listopada 2017 r. na portalu Smart Brief) na temat podejścia do oceniania. Zachwycił mnie.  Jasno przedstawia, to o czym od dłuższego czasu myślę.

Jeśli rozmawiam o ocenianiu w szkole, to moi rozmówcy rozumieją je jako wystawianie ocen, testowanie wiedzy i umiejętności i uważają, że szkoła bez takiego oceniania nie jest możliwa. Uważają, że bez stopni uczniowie nie będą się uczyć i argumentują, że stopnie potrzebne są do selekcjonowania uczniów – kto się nadaje do dalszego kształcenia, a kto nie.

czytaj więcej…

07.02
2016

Nie idę dalej….

Zamieściłam w grupie ocenianieksztaltujace na FB wpis:

Uczenie uczniów schematów i pod egzamin powoduje, że uczniowie przestają rozumieć matematykę. Oto dwa przykłady:
• Maturzystka otrzymała do rozwiązania równanie: x + 3 = 2x – 5, spytała: Który x mam wyliczyć?
• Gimnazjalista z drugiej klasy spytał, czy w równaniu x-1 = ab znak równa się „dotyczy tylko iksa, czy x-1”.
Nie dziwię się uczniom, widocznie maja zaległości niezrozumienia sięgające początków matematyki. Jak to się stało, że dotarli tak daleko i nikt im tego nie wyprostował?
To jest II strategia OK – sprawdzać, gdzie są moi uczniowie i nie iść dalej, gdy oni nie są na to gotowi.

Natychmiast wywiązała się dyskusja, która oscylowała wokół dwóch zagadnień:

  1. Nie da rady czekać na uczniów, bo nauczyciela goni program, który musi zrealizować.
  2. Uczyć bez podręczników.
09.01
2013

Panie Kowalski, pan jest na tróję!

Co by było, gdyby szef firmy w ten sposób oceniał pracę pracownika?

I dalej: „Ponieważ dostał pan aż dostateczny, to nie zwalniam pana, ale ponieważ dostał pan tylko dostateczny, to radzę wziąć się do roboty”.

Tak właśnie wygląda ocenianie, które serwujemy naszym dzieciom, czasem wystawiając im i po kilka ocen na jednej lekcji.

czytaj więcej…

05.05
2012

Jeśli nie tylko testy, to co?

Zostawmy choć na moment testy. Znamy ich wady i nieprzyjemne konsekwencje. Zastanówmy się, po co są egzaminy, po co w ogóle sprawdzamy?

Rzucę kilka propozycji, choć na pewno nie wyczerpię wszystkich możliwości.

czytaj więcej…

31.03
2012

Próbny sprawdzian szóstoklasisty (29 marca 2012 roku, “Gazeta Wyborcza”)

Rekomenduję każdemu rozwiązanie testu i zastanowienie się nad tym:

  • Co sprawdza ten test, o czym świadczą jego wyniki?
  • Czy i na ile trzeba przy rozwiązywaniu testu myśleć?
  • Czy test sprawdza wiedzę uczniów zawartą w podstawie programowej?

 

Test zawiera 25 zadań, z czego (zdaniem autorów) 19 zadań jest zamkniętych i reszta otwartych, do nich zamieszczony jest schemat punktowania.

 

Kilka moich uwag, niestety krytycznych, dotyczących stopnia trudności zadań, niejednoznaczności odpowiedzi, pomyłek w odpowiedziach i sensu proponowania tego typu zadań.

czytaj więcej…

20.01
2012

Test na naszą cierpliwość

Gościliśmy – Jacek Strzemieczny i ja – jako przedstawiciele Osi Świata w radiowej Trójce. W dyskusji wzięła udział również prof. Jolanta Choińska-Mika z Instytutu Badań Edukacyjnych. Audycji z naszym udziałem można wysłuchać tutaj.
Dyskusja skupiła się na rankingach i testach, co oczywiście jest ważnym tematem, ale nie najważniejszym dla naszej oświaty. Dobrze jest zastanowić się, po co istnieje szkoła i od razu można udzielić odpowiedzi – po to, aby się w niej uczyć. Nie po to, aby testować. My, blogerzy wypowiadający się w akcji „Polska szkoła 2012”, wszyscy zwracaliśmy uwagę, jak ważne jest to, co dzieje się w szkolnej sali, co dzieje się pomiędzy nauczycielem i uczniem. Szkoda, że nie było czasu o tym porozmawiać  w radiu. Dyskusję, jak wspomniałam, zdominowały najpierw rankingi szkół, a potem testy i ich jakość. Mogę to zrozumieć, gdyż słuchaczy interesuje przede wszystkim, do której szkoły posłać dziecko (rankingi), a potem co zrobić, aby miało otwartą drogę do dalszego dobrego kształcenia. Jednak w tym zdaniu są dwa fałszywe założenia:
•    Ranking daje informację, która szkoła jest dobra.
•    Testy sprawdzają wiedzę i umiejętności uczniów.
W dyskusji zgodziliśmy się, że największy wpływ na wyniki szkoły ma pochodzenie społeczne uczniów. Zaproponowałam więc, żeby zamiast porównywać wyniki testów i na ich podstawie tworzyć ranking szkół dla rodziców (to jedyny prawdziwy powód tworzenia rankingów), prościej byłoby wyliczyć średnią zarobków rodziców uczniów danej szkoły i tym się kierować przy wyborze szkoły dla swojego dziecka. Wiem, że to szokująca propozycja, ale kompatybilna z wskaźnikami oceny szkoły uwzględnianymi w obecnych rankingach. WYNIKI LICZBOWE nie mogą stanowić kryterium oceny działania szkoły, bo to sprowadza się do absurdu. Nawet osławiona EWD (Edukacyjna Wartość Dodana) nie załatwia sprawy, bo = jak mówi Jacek = nie jest to wartość edukacyjna, a egzaminacyjna.  Czy ja dożyję obalenia mitu, że szkoły można ustawić w jeden ciąg liczbowy?
W tej kwestii byliśmy wszyscy w radiu zgodni. Gorzej, gdy przyszło do testów. Prof. Choińska-Mika była zdania, że można ułożyć testy, które będą sprawdzały umiejętności kluczowe i poziom myślenia uczniów. Jako przykład podawała testy PISA. Według niej IBE ciężko pracuje nad takimi testami, wykorzystywanymi już na świecie. Moje pytanie brzmi: Jeśli na świecie są takie testy, to dlaczego ich już nie stosujemy, tylko nad nimi ciężko pracujemy? Radiosłuchacze nie pozostawili suchej nitki na jakości obecnych testów. Podejrzewam, że to następny mit, w którym tkwimy po uszy, przy okazji wydając kupę kasy na tę ciężką pracę.
Gdy opuszczaliśmy studio, pojawił się  Jurek Owsiak i krzyknął do nas : „Ja wam dam testy, mojej córce te testy kilka lat życia zmarnowały”. Miło, że taka osoba jest też przeciwko testom.
Do naszej oświaty przykleiły się też inne mity, ale o nich napiszę wkrótce.

01.01
2012

Stopniomania

Zdałam sobie sprawę ostatnio, jak trudno jest wprowadzić zmianę w praktyce nauczycielskiej. Stało się to za sprawą dyskusji z moją przyjaciółką na temat stopni szkolnych. Zaczęłyśmy rozmowę od korzyści płynących z oceniania  dla ucznia. Zgodziłyśmy się szybko, że uczniowi potrzebne są  informacje i wskazówki. Co do tego, że stopień szkolny takich informacji nie daje, również byłyśmy zgodne. Moja koleżanka jest zastępcą dyrektora w prywatnej szkole podstawowej. Zapytałam ją, czy nauczyciele potrafią w klasach początkowych dawać uczniom informację zwrotną i czy może (wbrew przepisom) stawiają dzieciom stopnie. Okazało się, że stawiają stopnie, czasami nie są to cyfry, a uśmiechnięte, bądź nie buźki. Zapytałam dlaczego to robią, jeśli uważają, że lepsza jest w procesie nauczania informacja zwrotna. Wtedy moja koleżanka wymieniła mi trzy argumenty:

  1. Nie można bez stopnia zmotywować ucznia do uczenia się.
  2. Trzeba przygotować maluchy do stopni, żeby nie miały szoku w następnych klasach.
  3. Rodzice domagają się stopni.

A na koniec dodała: „Czy ty chciałabyś pracować bez zapłaty, dzieci też chcą zapłaty”.

Odparłam, że mam jednak nadzieję, że można tak nauczać, aby dzieci motywować bez groźby kary lub nagrody. Koleżanka powiedziała, że pewnie uczyłam jakieś dobre dzieci, bo taka postawa jest u uczniów rzadka.

Punkt drugi jasno mówi, że to my dorośli wpajamy dzieciom konieczność stopni. Znam szkoły waldorfskie, w których nie ma stopni żadnych i jakoś dzieci się uczą.

Rodzice…cóż oni już są chorzy na stopnie, ale można im pokazać korzyści dla ich dzieci z rzeczywistości bezstopniowej i wierzę, że można ich przekonać.

Nowoczesne trendy w biznesie pokazują, że zarządzanie bez kar i nagród daje bardzo dobre efekty (Profesor Blikle ma wiele wykładów na ten temat). Ale jak je wprowadzić, gdy od małego mówimy dzieciom, że mają się uczyć dla nagrody, a jak nie będą to czeka ich kara.

Stopnie szkolne to znana od wieków taktyka, daje szybkie efekty – dziecko się uczy. Ale ma okropne efekty uboczne: niechęć do nauki, brak motywacji, rywalizacja, nauka „od…do”, obawa przed podejmowaniem wyzwania itd.

Wiemy o tym, ale jednak jak przyjdzie co do czego,  to w bólach przyzwyczajamy dzieci do stopni. A potem narzekamy na wyścig szczurów.

 

Blogi Oś świata:
Jacek Strzemieczny Oś świata Jacka …
Danuta Sterna Moja oś świata
Marzena Żylińska Neourony w szkolnej ławce
Witold Szwajkowski Prawo do rozumienia
Wiesław Mariański Głos rodzica
Ewa Borgosz Do przyszłości
Ksawery Stojda Kolokolo Bird
Anetta, Grażyna Czas na przedszkole
Zofia Godlewska Patrząc na … szkołę
Strona główna blogów Oś świata

 

 

23.11
2011

Kto ma prawo do autorskiej klasówki?

Tytuł z Gazety Wyborczej z dnia 23 listopada.

W leadzie napisano: Szkoły nie pozwalają rodzicom na kserowanie testów dzieci. Nauczyciele uważają, że to narusza ich prawa autorskie: Nie po to wymyślamy testy, żeby krążyły w sieci.

W skrócie odmówiono rodzicom udostępnienia klasówki napisanej przez ucznia, broniąc swojego prawa do tekstu zadań.

Może to jakiś żart? Czegoś nie mogę zrozumieć. Czyżby nauczanie nie polegało na uczeniu uczniów, tylko na autorskim tworzeniu „dzieł”?

Jeśli moim celem jako nauczyciela jest nauczyć ucznia, a jeszcze lepiej pomóc mu się uczyć, to z ochotą powinnam udostępnić mu wszelkie materiały, które mu w tym pomogą, a już jego własną pracę ku refleksji – koniecznie! Rodzicom też, aby mogli pomóc dziecku.

Co to znaczy, że testy nie mają krążyć po sieci? Właśnie powinny krążyć, czym więcej dostępu uczniów do przykładów testów, tym większa szansa, że się nauczą.

Ale może nie chodzi o nauczenie, ale o sprawdzenie? Zaskoczyć testem ucznia, złapać go na niewiedzy i jeszcze użyć  test kilka razy, aby za dużo się nie napracować.

Oj, oj boli.

Blogi Oś świata:
Jacek Strzemieczny Oś świata Jacka …
Danuta Sterna Moja oś świata
Marzena Żylińska Neourony w szkolnej ławce
Witold Szwajkowski Prawo do rozumienia
Wiesław Mariański Głos rodzica
Ewa Borgosz Do przyszłości
Ksawery Stojda Kolokolo Bird
Anetta, Grażyna Czas na przedszkole
Zofia Godlewska Patrząc na … szkołę
Strona główna blogów Oś świata

06.11
2011

Trzecia refleksja pokongresowa

Robert Firmhofer (dyrektor Centrum Kopernik) zwracał uwagę na bardzo szybki przyrost wiadomości i wiedzy, apelował o przekazywanie w szkole mniej wiedzy, a bardziej uczenie myślenia. Śpiewka ta jest nam wszystkim bardzo bliska, ale dobrze, że śpiewa się ją w różnych miejscach głośno. Jednak jak ją wprowadzić w życie przy narzuconych wiedzowych programach nauczania, przy określonych wymaganiach na egzaminach końcowych.

Przy okazji może czas pomyśleć o nie szafowaniu poglądem – muszą być egzaminy, bo musi być selekcja przed studiami wyższymi.  Przecież miejsc wystarczy dla wszystkich, mamy niż demograficzny u dużo uczelni! Na każdego maturzystę, obojętnie jak zda egzamin maturalny i tak czekają ze dwa miejsca na uczelniach.  Ile byśmy zyskali, gdyby naturalna selekcja odbyła się dopiero po I roku studiów?

Niektórzy uważają, że uczniowie nie będą uczyć się bez bata egzaminacyjnego. To jakiś stary krzywdzący pogląd, trzeba było wysłuchać młodych na tym kongresie. Skąd u nas taka mała wiara w chęci dzieci do uczenia się? Zobaczmy jak świetnie uczą się poza szkołą i bez stopni!

Podczas kongresu odbyło się osiem sesji tematycznych. Ja byłam na sesji o edukacji pozaszkolnej, ale o tym innym razem. Gratulacje dla dr Jana Szomburga za systematyczne organizowanie takich kongresów.  Zachęcam do uczestnictwa w przyszłych.