Oś Świata/Moja oś świata

Jeśli odeszlibyśmy od egzaminów….

19.03
2019

Od razu na początku wyjawię, że jestem przeciwna egzaminom. Wiem, że to mocno kontrowersyjne zdanie. Szczególnie teraz, gdy nauczyciele grożą strajkiem w czasie egzaminów, a opinia publiczna lamentuje, że dzieje się to ze szkodą dla uczniów.

Lamet jest pod tytułem: pozbawiamy uczniów ułożenia sobie życia zgodnie z ich pragnieniami.

Moim zdaniem egzaminy to umowa pomiędzy władzami edukacyjnymi, a społeczeństwem. Umowa narzucona i przez to, że jest mocno w obecnym systemie edukacyjnym osadzona, to jest niekwestionowalna.

Jeśli zaproponowalibyśmy odejście od egzaminów, to jakich możemy się spodziewać sprzeciwów?

  1. Uczniowie nie będą się uczyć, bo bez perspektywy egzaminów nie będą mieli motywacji.
  2. Rodzice i ich dzieci nie będą wiedzieli, czy dzieci nauczyły się tego, co powinny.
  3. Uczniowie nie będę mogli wybrać „lepszej” szkoły wyższego typu.
  4. Na studia dostaną się niedouczeni studenci.

Ad 1. Ta opinia oparta jest na założeniu, że człowiek uczy się tylko w sytuacji zagrożenia egzaminem. Tak nie jest. Człowiek rodzi się z chęcią do uczenia się. Wystarczy spojrzeć na każde małe dziecko, które z zainteresowaniem poznaje świat. To zainteresowanie z czasem znika, między innymi za sprawą zewnętrznego przymusu uczenia się, wyścigu kto otrzyma lepszy stopień i naturalnego lęku przed egzaminami. Szkoła uczy do egzaminów i straszy uczniów, że ich nie zdadzą. To zabija motywację wewnętrzną do nauki. Kiedyś zrobiono to z nami, a dzisiaj sami to robimy własnym dzieciom w imię tej nieracjonalnej egzaminacyjnej umowy.

Daniel Pink w wydanej też w języku polskim książce „Drive”, cytuje liczne przekonywujące badania naukowe wykazujące, jak kary i nagrody psują motywację wewnętrzną do działania, w tym do uczenia się oraz czynią je tymczasowym i płytkim.

Ad 2. Zastanówmy się, co to znaczy powinny? Egzaminy są układane przez zespół ekspertów egzaminacyjnych i zgodnie z podstawą programową. Jednak, w każdym roku są inne, tak aby uczeń miał niepewność, czy się przygotował.

Wyniki egzaminów służą porównaniu uczniów i ich selekcji. A przecież wynik egzaminu nie zawsze zależy od wiedzy i umiejętności ucznia, często jest przypadkowy. To co jest na egzaminie może nie być „przerobione” dobrze w szkole, a może tak się zdarzyć, że uczeń ma zły dzień lub co częściej niż myślimy ma miejsce) ze strachu nie może się skupić i osiąga zły wynik, a to decyduje o jego przyszłości.

Dla mnie jedyna forma dopuszczalnego egzaminu, to taka w której uczniowie znają treść egzaminu wcześniej i z tej puli wybierane są losowo tematy na egzamin. Bez zaskoczenia i z możliwością przygotowania się ucznia do znanego wcześniej egzaminu. Taki egzamin dawałby uczniowie informację o tym, czy właściwie się przygotował, gdyż wiedziałby do czego ma się przygotować.

Wyniki takiego egzaminu powinny służyć uczniowi, aby wiedział, czy wypełnił wymogi egzaminacyjne. Nie powinny za to służyć selekcji uczniów.

Ad 3. Co to znaczy „lepsza” szkoła?

Przeważnie oznacza, to taką, do której uczęszczają „lepsze” dzieci, uzyskujące lepsze wyniki. Takie dzieci, które mają lesze wyjściowe warunki, pochodzą z „lepszych” rodzin, mają wcześniejszy i większy dostęp do wiedzy.

Szkoła nie jest lepsza dlatego, że uczą w niej lepsi nauczyciele, lepiej wykształceni, lepiej przygotowani do zawodu. W takich szkołach nauczyciele mają po prostu łatwiejszą pracę, bo z łatwiej uczącymi się uczniami.

Co się dzieje, gdy uczeń radzący sobie trochę gorzej trafia do takiej lepszej szkoły? Często czeka go obniżenie poczucia własnej wartości (bardzo źle wpływający na uczenie się) i konieczność korepetycji, aby nadążyć za koleżankami i kolegami. Nie jest to dobre dla uczącego się.

Jakie korzyści przynosi uczęszczanie do „dobrej szkoły”? Tylko jedną – uczniowie mają kolegów z tak zwanego lepszego środowiska, ale nie daj Boże jeśli sami nie pochodzą z tego samego środowiska, bo wtedy mogą być narażeni na ostracyzm i poniżenie.

Co daje „gorsza” szkoła? W niej uczeń ma większe szanse wziąć odpowiedzialność za swój proces uczenia się, może sam sterować swoim uczeniem się, a taka umiejętność jest bardzo przydatna w dorosłym życiu. Uczeń ma też szansę na sukces i na docenienie przez nauczyciela. W „gorszej szkole” nauczyciel spotykający chętnego do nauki ucznia jest nim zachwycony i pomaga mu jak może.

Każdy nauczyciel chce dobrze uczyć, obojętnie w jakiej szkole pracuje. Przecież zdanie: „Chcę uczyć źle”, jest po prostu bez sensu.

Może lepiej być uczniem w tej „gorszej” szkole?

Ponieważ w Polsce jest kształcenie bezpłatne, to państwo zapewnia je każdemu uczniowi.

Nic nie stracimy bez egzaminów, a zyskamy nawet finansowi, bo egzaminy bardzo drogo nas kosztują.

Ad 4. Matura. Pytanie: Czy selekcja na studia jest potrzebna?

W obecnych czasach, to uczelnie biją się o kandydatów. Znajdzie się miejsce dla każdego. Są nieliczne kierunki bardzo oblegane. Tylko kilka, na kilkaset szkół wyższych jest obleganych. Ale czy wyniki matury z języka polskiego powinny decydować o przyjęciu na Politechnikę, czy psychologię? Egzaminy maturalne nie dają żadnej gwarancji, że student utrzyma się na studiach, a szczególnie student przyzwyczajony do nauczania przy pomocy strachu. Przeprowadzenie matur nie daje rzetelnej informacji, czy kandydat nadaje się na dany kierunek studiów. Kilka lat temu podczas konferencji w MEN usłyszałam od doktora nauk matematycznych, że na wydziale Matematyki zrobiono badania powiązania wyników matury z wynikami po I roku studiów i ………. nie ma żadnej korelacji. Widać, jak silne jest lobby maturalne, jeśli te badania nie są nagłaśniane.

Moim zdaniem można byłoby przyjąć wszystkich chętnych na pierwszy rok studiów, dać im szansę, a po pierwszym roku zdecydować, kto może dalej studiować. Jest to o wiele bardziej ludzkie rozwiązanie, bo po pierwszym roku mamy ludzi dorosłych, którzy powinni z racji wieku być za siebie odpowiedzialni. Maturzyści traktowani przez czas szkoły jako wykonawcy poleceń nauczycielskich, często nie są gotowi do wzięcia za siebie odpowiedzialności. Ten rok brania za siebie odpowiedzialności bardzo by im się przydał.

Było by to też zapewne mniej kosztowne rozwiązanie. Egzaminy maturalne potrzebują zespołu specjalistów na ich zaplanowanie i ogromnej rzeszy egzaminatorów, a to kosztuje.

Mamy studia, które wymagają specjalnych umiejętności, jak np. studia artystyczne, czy medyczne. Jednak myślę, że można byłoby tak zaplanować pierwszy rok, żeby próba była możliwa dla każdego lub powrócić do egzaminów specjalistycznych, sprawdzających specyficzne kompetencje kandydata.

Nie wiem, czy was przekonałam, ale może zasiałam ziarno niepewności, czy brak egzaminów będzie dla uczniów taką tragedią.

 

 

13
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy
avatar
Essi

I wszystko wydaje się proste… 🙂

avatar
Anka

Tylko jak poradziłyby sobie uczelnię, które na pierwszy rok przyjęłyby wszystkich chętnych. Medycyna z 1000 studentów na pierwszym roku?

avatar
Mamma

Moją uwagę przykuło w szczególności stwierdzenie: „Każdy nauczyciel chce dobrze uczyć (…)”. O, jak bardzo chciałabym w to wierzyć! Ze swoich szkolnych lat wspominam z sentymentem wspaniałych, zaangażowanych nauczycieli, którzy spotykali się popołudniami ze swoimi uczniami, by jak najlepiej przygotowywać podopiecznych do konkursów przedmiotowych. Pani od fizyki uczyła trójkę olimpijczyków przy herbatce we własnym salonie (!), bo akurat wszystkim nam było tu bliżej niż do szkoły. Ci nauczyciele naprawdę byli motorem napędowym mojej podróży przez edukację. Ten gatunek pedagoga w dzisiejszych czasach jest – obawiam się – na wyginięciu… Mój syn kończy w tym roku edukację w szkole podstawowej i… Czytaj więcej »

avatar
Marta

W pełni się z Panią zgadzam. Otaczający nas świat wystarczająco segreguje ludzi na lepszych i gorszych, niejednokrotnie nie podając wskaźników lepszości/gorszości … dlatego szkoła powinna rozwijać, kształtować, uczyć dla wyższych idei niż egzamin, który w ostatecznym rozrachunku nie uczy niczego prócz strachu, kombinowania i niedbalstwa, bo w szkolnej rzeczywistości zawsze brakuje czasu na wszystko, co istotne.

avatar
Anna

Mnie Pani nie musiała przekonywać. Choć nie jestem pedagogiem, to od dawna jestem dokładnie tego samego zdania. Niestety spotykam się w związku z tym z dużą krytyką i niezrozumieniem ze strony rodziców. Zwłaszcza Pani adnotacje do punktu trzeciego są niezwykle ważne i absolutnie się z nimi zgadzam. Jednak w Polsce wciąż panuje nacisk na tzw.lepsze szkoły. Przyznam, że ciężko ludziom wytłumaczyć, że tylko od chęci i wyników naszych dzieci zależy, czy szkoła będzie mieć tzw. wysoki poziom. Sądzę, że jest pewna grupa rodziców i nauczycieli, którzy uważają podobnie tylko pytanie brzmi, jak do tego przekonać innych i jak takie zmiany… Czytaj więcej »

avatar
Agnieszka

Pani Danuto, pozwolę sobie wyrazić moją opinię w oparciu o spostrzeżenia i własne doświadczenie- zaznaczam jednak, że ekspertką edukacyjną nie jestem. Ad 1. Zgadzam się, że nie pomagamy się dzieciom rozwijać w tak skonstruowanym systemie, ale czy lekcje nie są obecnie nudne??- ile procent nauczycieli, chce realizować, owszem narzucony program, w sposób nieszablonowy, ciekawy- max 30 % – smutne, ale nie jest to niewykonalne- niektórzy potrafią (te 30%). Wyobraża sobie Pani szkołę, w której nie realizuje się programu?, a każde dziecko traktuje się indywidualnie, gdyż niewątpliwie każde jest inne (inne zainteresowania, inna percepcja, inna wrażliwość itp). Ja osobiście nie wyobrażam… Czytaj więcej »

avatar
nauczycielka z pokaźnym stażem

Zgadzam się z autorką artykułu w każdym poruszanym przez nią aspekcie. Uważam również, że ocenianie uczniów w klasie pierwszej, na samym starcie ich edukacyjnej przygody jest nieporozumieniem i wymogiem narzuconym przez system. Rzetelna diagnoza końcowa oraz obserwacje prowadzone przez nauczycieli, jak też ocenianie kształtujące byłoby bardziej trafnym narzędziem.

avatar
Kala

Mam dokładnie takie samo zdanie. W tym roku egzamin osmoklasisty zdaje mój syn, a maturę córka… Stres jest ogromny.. Przede wszystkim o przyszłość… Groźba strajku w ogóle mnie nie martwi. Mam nadzieję, że nasze starania coś dadzą😊

avatar
Olga

Tak, to są właśnie absurdy polskiego systemu edukacji. Niszczymy w ten sposób nasze najważniejsze dobro narodowe talenty naszych dzieci działając na szkodę przyszłości Polski.

avatar
Żaneta

Uważam, że jeżeli zaproponujemy uczniom naukę, która ich interesuje. Pozwolimy dzieciom poznawać a nie ograniczać, otworzymy ich uszy, oczy wszystkie zmysły to będą mieć motywację. Mózg lubi myśleć szukać dociekać rozwiązywać, takie są dzieci. Egzaminy wprowadzają stres, hamują poznanie zmuszają do zakuwania. Z wieloletniego doświadczenia znam mnóstwo dzieciaków ze średnią 5,5 i nerwicą. I takich, którzy piekielnie zdolni ale nie wpisali się w system szkolny. Co możemy powiedzieć o uczniu na podstawie wycinka wiedzy egzaminacyjnej w wieku najbardziej rozchwianego emocjonalnie. Uważam, że uczniowie nie powinni być oceniani do około 15 roku życia. Cenniejsze jest gdy uczeń będzie świadomy co umie… Czytaj więcej »

avatar
Piotr

Czy pracowała Pani kiedykolwiek w szkole, żeby wierzyć w to co Pani proponuje? Może zaproponujemy też rezygnację z egzaminu na prawo jazdy itp. Uważam, że w życiu jest nieporównywalnie więcej sytuacji stresowych niż zdawanie egzaminu. Wyniki egzaminu pokazują mi moje miejsce w szeregu. Być może brutalnie ale prawdziwie. Czy chcielibyście państwo być leczeni przez lekarzy niedouczonych? Szanowni państwo, to że chciałbym być lekarzem to trochę za mało żeby nim faktycznie być.

avatar
Jarek

Zdumiewająca opinia i zdumiewające komentarze. Po pierwsze chciałbym się odnieść do komentarza rodzica, którego dzieci zdają egzaminy w tym roku. Co się stanie drogi rodzicu jak wyniki egzaminu Twoich pociech będę niezadawalające? Nie dostaną się do tych zakwestionowanych i skrytykowanych przez Ciebie LEPSZYCH SZKÓŁ? Na Politechnikę egzamin z języka polskiego liczy się maksymalnie w około 2 %. Nie rozumiem zupełnie na jakiej podstawie najlepiej do 20 roku życia w jednej szkole (a nawet klasie) tej ulepszonej po „Pani reformie” miałby się uczyć zarówno przyszły lekarz, prawnik, inżynier, elektryk czy informatyk? I to niby miałoby napędzić polską edukację. To trochę tak… Czytaj więcej »