Oś Świata/Moja oś świata

Balon – Przydatność

31.01
2018
Celem szkoły jest przygotować człowieka do dorosłego życia. Skonfrontujmy to z programem szkolnym. Eksperci ustalili, czego mamy uczniów uczyć w szkole. Jeśli po latach zastanowimy się, co z tego, czego nas uczono, przydaje się nam dziś, to konkluzja będzie druzgocąca. Ale ten balon – „szkoła uczy potrzebnych rzeczy” – ma się całkiem dobrze.

Uczono nas od pokoleń niepotrzebnych rzeczy i my też to robimy. Ufamy ekspertom i podręcznikom. Eksperci mówią: „Każdy wykształcony człowiek musi to wiedzieć!”. A balon fruwa, bo sami widzimy, że wielu z nas czegoś nie wie i żyje całkiem dobrze. Wystarczy prześledzić losy znanych ludzi i od razu widać, że nie stali się wielcy z powodu dobrego kształcenia w szkole. Znamy też argumenty typu: „Jeśli tego teraz nie pozna, to nie da sobie rady na studiach”. Ale przecież nasz uczeń nie będzie studiował wszystkiego, tylko pewien zakres wiedzy na wybranym wydziale i jeśli umie się uczyć, to sam znajdzie potrzebne mu informacje. Zastanówcie się, komu z Was w życiu przydały się np. logarytmy, znajomość lewych dopływów Wisły, albo układu krwionośnego żaby?! Pewnie pomyśleliście, że coś ze mną nie tak. Uczyłam przez wiele lat logarytmów i to niezależnie, czy moi uczniowie wybierali się na studia techniczne, czy humanistyczne. Może od tego pustego balonu w głowie mi się pomieszało? Gdybym zaprzestała uczenia logarytmów, to konsekwencje byłyby dla mnie okropne – musiałabym odejść ze szkoły, bo przecież nauczyciel nie może zastanawiać się, co jest przydatne, on ma uczyć tego, co zatwierdzili specjaliści.

Na początku mojej kariery zawodowej uczyłam przez 12 lat studentów na Politechnice Warszawskiej, dopiero potem zaczęłam uczyć w szkole. Jednym z tematów moich lekcji było twierdzenie sinusów i cosinusów. Pochyliłam się nad tym i z przerażeniem zauważyłam, że nie wiem, o czym te twierdzenia mówią. Prawdopodobnie nie było mnie w szkole, gdy uczniowie przerabiali te twierdzenia, a jednak udało mi się zdać egzamin na matematykę, skończyć studia, a nawet uczyć studentów matematyki. Pewnie powiecie: „miała szczęście!”. Oczywiście tak, ale jakoś udało mi się żyć szczęśliwie bez tego twierdzenia, podejrzewam, że większość z Was już go teraz nie pamięta. W dobie internetu z łatwym dostępem do informacji, powinniśmy stawiać na umiejętności kluczowe (balon 3), a nie na realizację programu.

Ten balon jest naprawdę zadziwiający. Czy próbowaliście kiedyś rozwiązać egzamin np. gimnazjalny? Ja próbowałam i dobrze mi idzie tylko z matematyki, pozostałych części bym nie zdała. Powiecie – „To się zapomina.”. I macie rację, ale może warto uczyć tego, czego się nie zapomina, bo się przydaje. Matematyka jest bardzo dobrym przykładem, bo jest „gilotyną” na różnych egzaminach – zawsze można wymyślić takie zadania, aby prawie nikt nie zdał. I jak tu lubić szkołę, jeśli uczą w niej niepotrzebnych i nieciekawych rzeczy?

Jak ciężko mają nauczyciele, którzy muszą się zmieścić pomiędzy obowiązkiem, a potrzebą.

26
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy
avatar

Pytanie tylko, czy „przydatność” jest balonem mniej jasnym, niż „przygotowanie do dorosłego życia”. Literalnie potrzebne nie jest nic, poza powietrzem do oddychania. Nawet bez obiadu zjedzonego w szkole nikt by specjalnie nie ucierpiał. Spróbuj zdefiniować co byłoby dziś potrzebne. Cokolwiek więcej, niż umiejętność czytania i pisania, bo tu (i tylko tu) można się zgodzić, że to fundament dla niemal każdego. Próbując na tym blogowisku zrobić taką listę, dodałem do tego jeszcze „mówienie po angielsku” – może nie jest to „potrzebne”, a tylko „przydatne”, jednak dla większości. Czytać i pisać i tak każdy nauczyłby się w domu, bo dziś już nie… Czytaj więcej »

avatar

Ruszyło mnie i sprawdziłem. Oczywiście dziś twierdzeń cosinusów ani sinusów nie ma w programie szkolnym, nawet na rozszerzonej maturze. Za wyjątkowo potrzebną, kluczową umiejętność matematyczną szkoła uważa wprawę w liczeniu ceny spodni przed przeceną, jeśli po przecenie kosztują ileś tam. W trochę mniejszym stopniu, ale też, za kluczowe i potrzebne każdemu szkoła traktuje dodawanie ułamków. Trygonometria tylko dla wybranych. Nie wykraczająca poza definicje funkcji i wzór na $ \sin 2 \alpha $ do zapamiętania. Balony „umiejętności kluczowe” i „rzeczy potrzebne” są tym samym – to synonimy. Oczywiście, że powiem, że „miałaś szczęście”! Ale nie dlatego, że przemknęłaś się przez studia… Czytaj więcej »

avatar
Robert Raczyński

Choć nie uważam się za pierwszego naiwnego, przyznaję, że dość długo wydawało mi się, że szkoła jest czymś więcej, niż urzędem rozdającym świadectwa i pieczątki. Chyba dopiero będąc już nauczycielem zorientowałem się, że nie dość, że szkoła współczesna jest niemal synonimem świetlicy, to jeszcze istnieje spora grupa ludzi, którzy tą świetlicę chcą pozbawiać absolutnych resztek idei oświeceniowych, jakie się w niej jeszcze (choćby na papierze) ostały. W odkryciu tej przykrej dla mnie prawdy pomogło mi studium własnego przypadku. Zorientowałem się, że szkoła nie nauczyła mnie niczego, co w jakimkolwiek ujęciu mógłbym uznać za kluczowe lub choćby przydatne. Oczywiście, myśląc o… Czytaj więcej »

avatar
Justyna Franczak

A ja sobie tak myślę (prostym takim, nieskomplikowanym myśleniem

avatar
Ala Arecka

Dziwi mnie założenie, że istnieje jakiś zestaw uniwersalny, wiedzy i umiejętności, którymi można obdarzyć każdego ucznia i który będzie on wykorzystywał do końca życia. Jest wiedza bardziej uniwersalna (składanie liter w słowa) i jest wiedza, którą wykorzysta 1% uczniów. Zadaniem nauczyciela nie jest nauczenie wszystkiego wszystkich, a pokazanie, że taka wiedza istnieje. Twierdzenie cosinusów i logarytmy, przytoczone w tekście są tego świetnym przykładem (nawiasem mówiąc ja korzystam z nich codziennie, z wyższej matematyki też). Większość społeczeństwa przeżyłaby dobre życie nie wiedząc, czym owo twierdzenie i logarytmy są, ale nie byłoby postępu i techniki, gdybyśmy nie nauczyli tego niektórych z uczniów.… Czytaj więcej »

avatar

„Skąd mielibyśmy brać fizyków, techników, tłumaczy, lekarzy itd., jeśli pozostalibyśmy przy fragmencie wiedzy użytecznym dla każdego?” Finlandia, edukacyjny raj i niedościgły ideał, musi zatrudniać inżynierów i lekarzy z Polski, Niemiec, Litwy, czy nawet spoza EU – głównie z Rosji. Sama jakoś nie jest zdolna ich wykształcić. Przeglądam też xArchiv i jakoś nie widzę wśród autorów prac z fizyki ani jednego nazwiska brzmiącego fińsko. Choć z porównywalnej wielkości krajów, jak Holandia, Szwajcaria czy Izrael jest ich całkiem sporo. Polszczyznę mam zdecydowanie z domu. Rodzice w końcu przenieśli mnie do innej podstawówki, gdy zauważyli, że polonistka poprawiała mi w pracach domowych poprawne… Czytaj więcej »

avatar
Robert Raczyński

„Jeśli nie mają głębokiej wiedzy merytorycznej i erudycji, większej od dostępnej w domu, to rozmowa z nimi rozwijająca ani trochę nie jest, niezależnie od tego jak są zaangażowani, empatyczni i mili.” – Cały czas mam wrażenie, że oświata instytucjonalna jest, mniej lub bardziej świadomie, pomyślana jako proteza kultury niewyniesionej z domu. Jako taka nigdy nie będzie satysfakcjonująca dla ludzi protezy niepotrzebujących. Dopóki stawiała sobie za zadanie uczenie składania liter i eliminację krzyżyków pod dokumentami, o sukces było łatwo. Protetycy nie nadążają jednak z udoskonalaniem protez, których komplikacja musi rosnąć wraz ze światem za oknem. Ponadto, okazuje się, że ludziom niepotrzebne… Czytaj więcej »