avataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Moja oś świata
Zaloguj się

Kompetencje kluczowe

11.01
2018
Każdy z nas o nich słyszał, a niektórzy nawet przeczytali ich spis, co najmniej w jednej z wersji, bo jest ich klika. Przeczytali i pomyśleli: „Jak by to było dobrze, gdyby nas tego uczono w szkole”. A  nie uczono. Teraz zastanawiamy się, czy my możemy uczyć naszych uczniów kompetencji kluczowych i jednocześnie realizować program nauczania. Jednak w szkole „uczy się programu”, a nie umiejętności kluczowych, bo z programu jest egzamin, a z umiejętności kluczowych na ogół nie. Możemy starać się przy okazji realizacji programu kształcić umiejętności kluczowe, polecać współpracę w grupach, uczyć ustnych wypowiedzi i komunikacji, formułować zadania mające zastosowanie w codziennym życiu itd. Skąd mamy jednak brać inspirację do takich działań? W podręcznikach mamy polecenia i zadania realizujące program, a nie kształcące umiejętności. Jeśli sami podejmiemy się trudu, to często nie zdążamy z realizacją programu. Żyjemy w rozdwojeniu jaźni: wiemy, czego powinniśmy nauczać z korzyścią dla ucznia, ale uczymy czegoś innego, co nam nakazano. Jeśli będziemy tak odważni, aby uczyć potrzebnych w życiu umiejętności, a nie wymaganej wiedzy, to nasi uczniowie egzaminu nie zdadzą, choć może nauczą się pracować w grupie, co im się bardzo później przyda.

Kompetencje kluczowe to znowu tylko piękne słowa, ale kto z nas zastanawia się, czy je kształci, jak i kiedy?

Podziel się ze znajomymi

5 komentarze do “Kompetencje kluczowe

  1. Piszesz o liście Unii Europejskiej?

    1) porozumiewanie się w języku ojczystym;
    2) porozumiewanie się w językach obcych;
    3) kompetencje matematyczne i podstawowe kompetencje naukowo-techniczne;
    4) kompetencje informatyczne;
    5) umiejętność uczenia się;
    6) kompetencje społeczne i obywatelskie;
    7) inicjatywność i przedsiębiorczość;
    8) świadomość i ekspresja kulturalna

    Wydaje mi się, że na ich kształceniu jestem w pełni skupiony, przede wszystkim na 1,2,3,4,5, a w mniejszym stopniu w kolejności na 8,7,6, choć nie zaniedbując ich.
    Ubolewam od lat, że szkoła państwowa w ogóle za nic ma i nie jest w stanie prowadzić jakiegokolwiek skutecznego kształcenia w dziedzinach 2,3,4,5,7,8, ani nawet w 1 i 6. Co ktoś wynosi, to z domu, a nie ze szkoły.

    A kiedy je kształcę? Przy okazji każdego kontaktu z którymś z moich tutees. By zacząć od początku: (1,2,3), rozmawiając z nim po polsku, a dając mu do czytania przede wszystkim angielskojęzyczne źródła, by uczył się matematyki.

    • To nie była rada, tylko opis sytuacji, w jakiej te umiejętności “kształcę, jak i kiedy”.
      Podobnie “ja” nie było chwaleniem się, tylko odpowiedzią na pytanie “kto z nas”.

      I idę o zakład, że choć traktuję je marginalnie, to nawet “umiejętności społeczne” rozwijam w stopniu dużo większym, niż 99% nauczycieli rozwija “kompetencje informatyczne”. I nawet podejrzewam nieskromnie, że mam większy wkład w rozwój “świadomości i ekspresji kulturalnej” niż spora część polonistów szkolnych.

  2. Musimy zdawać sobie sprawę, że “umiejętności kluczowe” są pojęciem niedefiniowalnym, które każdy rozumie instynktownie, choć nieco inaczej. Czym innym będą dla polonisty, czym innym dla geografa, choć prawdopodobnie chodzi im o to samo. Próby bliższego określenia tych umiejętności kończą się redukcjonizmem i poszukiwaniem algorytmów. Jest to temat dość podobny do odwiecznego pytania o wiedzę “praktyczną” i “teoretyczną”, oraz pragmatyzm szkolnego nauczania – błędne koło.

    Danusia pisze: “„Jak by to było dobrze, gdyby nas tego uczono w szkole”. A nie uczono. Teraz zastanawiamy się, czy my możemy uczyć naszych uczniów kompetencji kluczowych i jednocześnie realizować program nauczania.” – Według mnie, zarówno postawiona diagnoza wstępna, jak i refleksja są pochopnymi prawdami obiegowymi, które często przyjmujemy za pewnik, wpisując się w obowiązującą narrację. Ze względu na niedefiniowalność pojęcia, złożoność procesu i jego rozciągnięcie w czasie, jestem absolutnie przekonany, że nikt nie jest w stanie autorytatywnie i wiarygodnie stwierdzić, czy był uczony umiejętności kluczowych, czy nie, a jeżeli tak, to kiedy i czy dobrze.

    Trzeba również zdawać sobie sprawę z faktu, że powyższe kompetencje, choćby te cytowane za UE przez Ksawerego, są listą pobożnych życzeń, których, w całej historii świata, nikt nie zrealizował systemowo, bo są to umiejętności, których człowiek uczy się przez całe życie w większości przez interakcje społeczne. Ich absolutną podstawą jest dom rodzinny, którego rolę we wszystkich współczesnych państwach chce się przejąć i naprawiać instytucjonalnie. To, że jest to na ogół musztarda po obiedzie, skutkuje kompletną nieskutecznością działań i nieustanną grą pozorów. Zauważmy, że większość braków w “umiejętnościach kluczowych”, które dostrzegamy zza katedry, to deficyty postaw, których ktoś nie wyniósł z domu. Szkoła zawsze będzie o pięć kroków do tyłu i jest z założenia skazana na porażkę w sensie globalnym. Pozostaje cieszyć się drobnymi sukcesami indywidualnymi. Skuteczne wychowanie instytucjonalne to oksymoron i nic na to nie pomoże najlepsza nawet definicja, ani najbardziej precyzyjna lista celów i podmiotów mających je realizować.

    • Termin “umiejętności kluczowe” jest oczywistą propagandą. W stylu Orwella. ‘kluczowy’ nie niesie żadnej treści, a wyłącznie (pozytywną) konotację emocjonalną: ‘doubleplus important’. Z potrzebą kształcenia umiejętności “kluczowych” nie można podjąć polemiki, tak jak nie można polemizować z ideą “miłości bliźniego”, czy “sprawiedliwości społecznej”, choćby oznaczały w praktyce stosy albo łagry.
      Jeśli się tę “kluczowość” rozwinie na jakąś listę, choćby tę zawartą w dokumentach unijnych o celach edukacyjnych, to już się robi trochę jaśniej, choć też tylko odrobinę: bo czymże w końcu są “kompetencje społeczne i obywatelskie” albo “kompetencje matematyczne”? Każdy rozumie coś innego: od współdziałania w grupie rówieśniczej po umiejętność obrony swoich praw, albo od znajomości tabliczki mnożenia po zdolność do myślenia abstrakcyjnego i prowadzenia logicznych rozumowań.

      Jestem głęboko przekonany, że poza “4. kompetencjami informatycznymi”, z oczywistych przyczyn wtedy nie istniejącymi, cesarsko-królewskie liceum 100 lat temu kształciło wszystkie pozostałe siedem grup “kompetencji” (rozumianych leksykalnie) zdecydowanie lepiej, głębiej i skuteczniej, niż robi to dzisiejsze szkolnictwo.

Dodaj komentarz