Oś Świata/Moja oś świata

Czas na zmianę w podejściu do oceniania

04.12
2017

Przeczytałam artykuł Roberta Ahdoot (opublikowany 22 listopada 2017 r. na portalu Smart Brief) na temat podejścia do oceniania. Zachwycił mnie.  Jasno przedstawia, to o czym od dłuższego czasu myślę.

Jeśli rozmawiam o ocenianiu w szkole, to moi rozmówcy rozumieją je jako wystawianie ocen, testowanie wiedzy i umiejętności i uważają, że szkoła bez takiego oceniania nie jest możliwa. Uważają, że bez stopni uczniowie nie będą się uczyć i argumentują, że stopnie potrzebne są do selekcjonowania uczniów – kto się nadaje do dalszego kształcenia, a kto nie.

Taki smutny obraz maluje się. Nauka to obowiązek ponad siły i nie ma nic wspólnego z przyjemnością i warto edukację serwować tylko tym, którzy osiągają wysokie wyniki w testach wymyślonych przez „ekspertów”.

Swój artykuł Ahdoot rozpoczyna od przypowieści.

Dziecko obserwowało przygotowującą posiłek mamę i zauważyło, że mama przed włożeniem pieczeń do piekarnika obcina jej dwa końce, zapytało dlaczego. Mama odpowiedziała, że nie wie, ale tak zawsze robiła jej mama. Dziecko zapytało więc babcię, ona też odpowiedziała, że zna ten sposób od swojej mamy. Wtedy dziecko poszło do prababci, która na to samo pytanie odpowiedziała: „Ach robiłam tak, bo miałam za mały piekarnik i pieczeń nie mieściła się w nim”.

Myśląc o ocenianiu autor zauważa, że uparcie i niepotrzebnie wyrzucamy pieczeń sądząc  że  nasz piekarnik jest mały., a nie zauważamy, że jest on znacznie większy. Te obcięte kawałki pieczeni  to w tym przypadku szansa na merytoryczne wykorzystanie oceniania do uczenia się.

Poglądy na temat oceniania Pana Ahdoota, a także moje, są kontrowersyjne dla wielu edukatorów. Ale np. w nauczaniu domowym są popularne. Zwolennicy naszych poglądów zauważają, że testy i sprawdziany nie są trafną miarą wiedzy uczniów, nie dają informacji o tym, co uczeń naprawdę wie. Dają tylko odpowiedź, jak poradził sobie z zaprezentowaniem wiedzy w konkretnej sytuacji testu, w określonym i ograniczonym czasie, gdy stawką jest ocena, która może mieć dla niego poważne konsekwencje. Nie jesteśmy przeciwko mierzeniu poziomu wiedzy w ogóle, takie mierzenie potrzebne jest uczniowi, aby wiedział, czy osiąga założone efekty. Jednak takie ocenianie i testowanie, nie odzwierciedla ani nie wspiera uczenia się ucznia. Nie daje mu informacji, która pomogłaby mu lepiej się uczyć i poprawić pracę.  Dla mnie to jest sedno oceniania kształtującego.

Jak można byłoby wykorzystać sprawdziany do poprawy uczenia się ucznia? Załóżmy, że nauczyciel spotyka się z uczniem, aby omówić wykonaną przez niego pracę, klasówkę, czy sprawdzian. W trakcie omawiania nauczyciel razem z uczniem zastanawia się dlaczego uczeń popełnił błąd. Wtedy uczeń sam odkrywa, dlaczego go zrobił i często zauważa, że teraz wszystko jest już jasne i proste i wie, jak należałoby wykonać pracę dobrze.

Taka asysta w analizowaniu pracy ze strony nauczyciela jest bardzo ważna i nawet drobne wskazówki uruchamiają samodzielne myślenia ucznia. Najlepiej, gdy omawiamy z uczniem sprawdzian nieoceniony wcześniej stopniem, gdyż wystawienie stopnia koncentruje uwagę ucznia na adekwatności oceny do jego pracy, a nie na meritum odpowiedzi czy rozwiązań.

Samo omówienie to za mało, teraz trzeba zaproponować uczniowi szansę poprawy. Jeśli uczeń nie ma możliwości poprawy, to zostaje ze swoją słabą oceną, której nie może poprawić, chociaż po omówieniu pracy już wie i umie dużo więcej. Szkoła często ogłasza ostateczne terminy do nauczenia się czegoś i jeśli uczeń nie zdoła tego zrobić w terminie, to później nie ma już szansy wykazać się, że to umie. A przecież zarówno uczniowi, jak i nauczycielowi zależy, aby uczeń osiągnął efekt, a nie żeby złapać na tym, że czegoś nie umie i zostawić z niską oceną.

Jeśli uczeń nie ma szans na poprawę, to się zniechęca do dalszego uczenia się. Uczeń nie stawia sobie wtedy osobistych celów rozwoju, zniechęca się i ogranicza się do celów formalnie stawianych przez nauczyciela, których często nie udaje mu się osiągnąć. Pytanie o przyczynę braku motywacji uczniów do uczenia, jest tu bardzo na miejscu.

Zamiast propozycji walki i sprawdzania, czy uczeń wykonał swój obowiązek, proponujemy zmianę filozofii edukacyjnej i za Carol Dweck postawienie na wytrwałość i wysiłek w uczeniu się (możliwość rozwijania inteligencji Carol Dweck przedstawiła w przełomowej dla edukacji książce Mindset: The New Psychology of Success). Warunkiem jest wiara ucznia, że może rozwinąć swoją inteligencje poprzez podejmowanie wyzwań. Ale muszą one być w zakresie jego możliwości. To jest tak, jak stąpanie po linie, ale nie za bardzo wysoko, tak aby w sytuacji potknięcia się upadek nie był tragiczny i aby można było zacząć spacerowanie powtórnie i żeby uczeń chciał je podjąć.

Potrzebujemy aktywnych uczniów, a nie pasywnie wykonujących narzucone obowiązki.

Nauczyciele stale doskonalą swoje metody nauczania, a teraz wygląda na to, że powinni włączyć w to doskonalenie swoich uczniów.

Trzeba otwarcie powiedzieć, że piekarnik jest już wystraczająco duży.

Artykuł Roberta Ahdoot można znaleźć pod linkiem: http://www.SmartBrief.com/Original/2017/11/IT%E2%80%99s-Time-Let-it-go-Part-II?utm_source=Brief

Polskie tłumaczenie książki Carol Dweck: Nowa psychologia sukcesu Wydawnictwo MUZA 2013.

 

 

 

7
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy
avatar
Robert Raczyński

A teraz zastanówmy się, dlaczego jest, jak jest, a nie, jak powinno być… Na ogół, kiedy już mamy dosyć psioczenia na rzeczywistość, to szukamy winnego. W szkole winnego łatwo jest znaleźć – jest nim zawsze nauczyciel. Nigdy nie byłem generalnie wysokiego mniemania o przedstawicielach tej profesji, ale spróbuję być adwokatem diabła, czyli samego siebie, i zrobić krótką listę warunków wstępnych, które powinny być spełnione, by kwestia „dobrej praktyki nauczycielskiej” przestała być jedynie relacją wykształcenia (doszkolenia?) i sumienia nauczyciela. 1) O ewentualnym „docinaniu pieczeni” opowiadamy bajki w liceach i na studiach, a nie na dokształtach. 2) Potrzebę „docinania” weryfikujemy na setkach… Czytaj więcej »

avatar

Zastanówmy się też, czym jest ocena? Kijem/marchewką? Certyfikatem posiadanej wiedzy? Przepustką do dalszej nauki? Narzędziem selekcji? Jest różnica pomiędzy edukacją domową a systemem szkolnym. Ocenianie nie jest potrzebne po to, by „dzieci się uczyły” (kij/marchewka), ale by rozsegregować je na lepiej umiejące i gorzej lub wcale. W szkole, zwłaszcza podstawowej, drugoroczność zeszła na margines, jednak na wyższych szczeblach – choćby uniwersyteckim – promocja na następny rok nie jest marchewką (brak kijem) tylko mechanizmem filtrującym ludzi niezdolnych do nauki na wyższym poziomie. O ile w szkole podstawowej „zaległości” są mitem (inne, niż nieumiejętność czytania), o tyle ktoś, kto nie opanował w… Czytaj więcej »

avatar

Toż już zastrzegałem się, że nie jestem zwolennikiem drugoroczności, zwłaszcza w przymusowej masowej szkole, którą każdy musi skończyć. Zwróciłem tylko uwagę, że bez powtarzania roku musi istnieć limit liczby prób poprawienia oceny i czasu na to przeznaczonego. Jeśli nie zdążyłeś poprawić jakiejś oceny do czerwca, to przepadło, albo powtarzasz klasę. To już trzeba wybrać: albo drugoroczność albo poprawianie ocen. Albo, oczywiście, dobre oceny każdemu i bez żadnych wymagań. Jak w tym eksperymencie wspomnianym w wywiadzie – każdy dostanie piątkę na koniec roku. Chyba, że wyobrażasz sobie, że uczeń w liceum będzie wciąż poprawiał jakąś ocenę z trzeciej klasy podstawówki. Ciekawe… Czytaj więcej »

avatar

A swoją drogą – nie jestem wcale przekonany, że poprawianie oceny wiele razy ma sens edukacyjny. To usuwa z egzaminu istotny czynnik, zawarty w nim implicite, ale obecny od dziesiątek (jeśli nie setek) milionów lat: egzamin ze zdania egzaminu za pierwszym razem. Młoda antylopa, jeśli nie zda pierwszego w życiu egzaminu z uciekania przed lwem, to już nie ma drugiej szansy – jest zjedzona. Młody grecki hoplita, który nie zdał pierwszego i jedynego w życiu egzaminu z szermierki, wracał na tarczy. Kierowca, który nie zda pierwszego w życiu egzaminu ze skrętu w lewo na skrzyżowaniu nie tylko nie ma drugiej… Czytaj więcej »

avatar

Czas na podejście Montesori, ale chyba tego się nie doczekamy 🙁

avatar
Janina Huterska-Górecka

..”W trakcie omawiania nauczyciel razem z uczniem zastanawia się dlaczego uczeń popełnił błąd”…
Czy ten uczeń miał taką szansę?

C:\Users\ja\Desktop\Typowy Polak.htm
Wiadomo,miał „opisać”, a nie narysować, a gdyby „to” opisał?

Ciekawe, co usłyszał w obecności rodziców? A także Oni?
Zakładam, że to „jednostkowy” przypadek reakcji nauczyciela…
Ciekawe jest też, jak wyglądać ma praca „na 5lub 6”?

C:\Users\ja\Desktop\Typowy Polak.htm