Oś Świata/Moja oś świata

Rodzice w szkole

12.10
2017

To jest dopiero temat! Nie mam dużo do zaoferowanie w tej materii. Prowadzimy w CEO warsztaty dla rodziców w ramach wygranego budżetu partycypacyjnego dla miasta Warszawy. Widać, jak trudny to jest temat. Na nasze warsztaty przychodzą bardzo  świadomi rodzice, którzy są zainteresowani i widać, jak trudno im nawiązać satysfakcjonujący kontakt ze szkołą. Ale to są wyjątki, które są gotowe na współpracę. Co jednak zrobić z pozostałą większością, która nie widzi powodu na współpracę ze szkołą swojego dziecka?

Oczywiście wiadomo, że współpracujący ze szkołą rodzic jest jednym z ważnych czynników na osiąganie przez dziecko sukcesów w nauce. Ale jak to zrobić. Rzeczywistość z mojej obserwacji zwykle wygląda tak: atakujący roszczeniowy rodzic i obronny nauczyciel. Nie za bardzo tu widać miejsce na współpracę. A czym starsze dziecko, to pojawia się jeszcze opcja: rodzic przepraszający za dziecko i za siebie i atakujący nauczyciel. Kiedyś, gdy miałam zostać dyrektorem szkoły, jeden z bardzo dobrych dyrektorów udzielił mi rady: „Rodziców trzymaj daleko”. Widać problem jest stary i ma się dobrze w polskiej szkole.

Przeczytałam artykuł (Pomóc rodzicom w zadawaniu dobrych pytań) na portalu amerykańskiej instytucji dbającej o doskonalenie nauczycieli ASCD (http://www2.smartbrief.com/redirect.action?link=http%3A%2F%2Fwww.ascd.org%2Fascd-express%2Fvol13%2F1302-santana.aspx&encoded=juzbCzeAegpNbPpwfDtDegfCzXLN).

Jak zawsze przestawię wam tylko esencję z niego, tę która mnie zainteresowała.  Otóż specjalny instytut The Right Question Institute opracował metodą aktywowania zadawania pytań szkole przez rodziców. Naukowcy wychodzą z założenia, że rodzice często nie wiedzą o co pytać i współpraca nie jest nawiązywana. Instytut proponuje postępować według pewnych etapów:

  1. Etap I – Produkowanie pytań

Zaczynamy od przedstawienia rodzicom krótkiej kwestii. Np.: Szkoła proponuje  stosować indywidulany program dla twojego dziecka lub Zmieniają się metody nauczania, aby poprawić nauczanie wszystkich uczniów.

Następnie prosimy rodziców o zadanie jak największej liczby pytań dotyczących tej propozycji, nie oceniamy tych pytań, ani nie próbujemy na nie odpowiedzieć, zapisujemy pytania w formie w jakiej zostały zadane, a proponowane zdania w formie stwierdzeń zamieniamy na pytania.

Często ta część spotyka się z oporem rodziców, gdyż oczekują oni natychmiastowej odpowiedzi, których im nie udzielamy.

  1. Etap II – Rozwijanie pytań

Tłumaczymy rodzicom różnice pomiędzy pytaniami zamkniętymi i otwartymi. Zastanawiamy się wspólnie nad korzyściami i wadami obu rodzajów pytań. Próbujemy zamienić pytania zamknięte na otwarte i na odwrót. Warto zwrócić uwagę na to, że forma pytania narzuca już odpowiedź na nie.

  1. Etap III- Wybór ważnych pytań

Ze zbioru powstałych pytań wybieramy trzy najważniejsze lub te które warto zadać na początku lub te, którymi warto się zająć dłużej.

  1. Etap IV – Dyskusja nad następnymi krokami

Wokół wybranych pytań budujemy strategię, co można zrobić w zakresie tego tematu. Tworzymy wspólny plan działań.

  1. Etap V – Podsumowanie

Podsumowanie polega na refleksji w jaki sposób można użyć pracy nad pytaniami w innych dziedzinach.

Ta praktyka nazwana jest w artykule QFT i jest stosowana jak napisała autorka na wszystkich kontynentach.

Lepiej ją zrozumiałam, gdy autorka przedstawiła przykład:

Nauczyciel w rozmowie z mamą ucznia mówi: „Pani syn będzie miał trudności z pracą domową”.

Teraz nauczyciel prosi matkę, aby zadała jak najwięcej pytań, które jej się nasuwają np.:

  1. Czy on się źle zachowuje?
  2. Czy ma Pan z nim problemy?
  3. Czy nie odrabia prac domowych?
  4. Co to znaczy kłopoty?
  5. Skąd wiadomo, że będzie miał kłopoty?
  6. Kiedy zaczęły się kłopoty?
  7. Czy wcześniej odrabiał pracę domową?
  8. Czy był karany za brak pracy domowej?
  9. Co się z nim stanie?
  10. Dlaczego Pan sądzi, że ma kłopoty?
  11. Co ja mogę w tej sprawie zrobić?
  12. Co się stanie, gdy nie odrobi pracy?
  13. Czy on zostanie zostawiony na następny rok w tej samej klasie?

Z tych pytań jako najważniejsze matka wybrała: 10, 11 i 13.

Na postawie tych pytań nauczyciel z mamą opracowali plan działań:

Mama będzie sprawdzać każdego wieczora, czy syn ma odrobioną pracę domową, a w przypadku, gdy syn nie będzie umiał jej odrobić, nauczyciel mu w tym pomoże.

Na koniec artykułu autorka Luz Santana pokazuje w jaki sposób przejść od nieefektywnych pytań do wykorzystania pytań w sposób efektywny.

  • Zamiast mówienia rodzicom tego, co powinni się dowiedzieć; prowadzić rodziców poprzez proces: czego oni chcą się dowiedzieć.
  • Zamiast pytania rodziców „ Czy mają Państwo jakieś pytania” ; dać im możliwość przejścia kroków opisanych powyżej: wymyślanie pytań, rozwijania pytań, budowania strategii.
  • Zamiast mówienia rodzicom, co mają zrobić; określanie wraz z nimi, co oni chcieliby zrobić.

30
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy
avatar
Robert Raczyński

Wraz z postępującą demokratyzacją oświaty, a raczej jej galopującym umasowieniem, pojawia się problem komunikacji „wiedzących” z „aspirującymi”. Konflikt na styku obu światów narasta wraz z pogłębiającą się (wbrew marzeniom pięknoduchów) przepaścią kulturową dzielącą dezintegrujące się społeczeństwa. Idee demokratyczne rozmijają się z rzeczywistością społeczno-ekonomiczną. Okazuje się, że raz, nie wszyscy „aspirujący” rzeczywiście aspirują, a dwa, że spora ich część przestaje aspirować, bo ma poważniejsze problemy. W tej sytuacji pojawia się potrzeba, by szkoła zeszła z katedry i oprócz funkcji przechowalni (o nauce zapomnijmy), zaczęła także pełnić rolę świetlicy środowiskowej. Ma już nie tylko dbać o to, by Jaś nie zrobił krzywdy… Czytaj więcej »

avatar
Danusia

Robercie zgadzam się, że taka zmiana jest konieczna. Ja mam zawsze przed oczyma dzieci z zaniedbanych środowisk (zarówno Brzeska, jak i osiedle Wilanów). Jak pomoc dziecku, które wychowuje się bez wsparcia i co w tej trudnej sprawie może zrobić szkoła?
Ten artykuł zaskoczył mnie, widzę w nim luki. Prawdopodobnie autorka chce nas zachęcić do kupienia publikacji i uzupełnienia tych luk. Ale i tak chwał, że chcą się dzielić za darmo ideą.
W tej metodzie widzę niejasność. Bo jeśli szkoła wygłasza (jak w przykładzie) zdanie, że użyje nowych metod dydaktycznych, ale nie mówi jakich, to jak ma powstać plan zmiany?
D

avatar

Niektórzy rodzice są bardzo upierdliwi. Za bardzo „trzęsą się” nad swoim dzieckiem

avatar

„Dlaczego na tym kończy się oferta?” Oferta? Ktoś w szkole coś komuś „oferuje”? Powiedziałbym, że na tym kończą się przymusowe działania, co których nikt nie pyta o zgodę ani dziecka, ani rodzica. Ani tego cywilizowanego, ani tego prymitywa. Wybór sprowadza się do tego, że u „postępowych” nauczycieli dziecko może sobie wybrać jakim kolorem narysuje szlaczek, a oferta (ale nie w każdej szkole) że może w tym celu dostać flamaster w wybranym kolorze. Popatrz na najważniejsze kluczowe pytania rodziców z omawianego tekstu: – Dlaczego Pan sądzi, że ma kłopoty? – Co ja mogę w tej sprawie zrobić? – Czy on zostanie… Czytaj więcej »

avatar
Robert Raczyński

„Postmodernistycznym ideologom egalitaryzmu i „wyrównywania szans” (jedyne, co potrafią, to walcem w dół) – nie tylko nie zależy, ale są temu zdecydowanie przeciwni.” – No właśnie o to mi chodzi. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego w ogóle nie widać choćby śladowej tendencji przeciwnej.

avatar

Z tego co widzę, niektórzy rodzice uważają, że jak dziecko chodzi do szkoły to powinno się tam wszystkiego nauczyć i najlepiej wychować. Pewnie każda nauczycielka spotkała się z takim postępowaniem rodziców.

avatar

@Paulina: Odnoszę wrażenie, że tak uważają raczej nauczyciele i urzędnicy systemu oświatowego. Nauczyciele, hołdujący teorii „tabula rasa”. I urzędnicy, tudzież politycy, wmawiający wszystkim, że to państwo jest odpowiedzialne za edukację dzieci, zwalniające z jakiejkolwiek decyzyjności w tej materii rodziców. Oczywiście, wśród nauczycieli jest też dość powszechne przekonanie, że to rodzice są od tego, żeby to im, nauczycielom pomagać. To oni, nauczyciele, niosą kaganki oświaty, a rodzice dla dobra własnych dzieci powinni im dolewać oliwy do tych kaganków i godząc się ze swoją rolą analfabetów, skupiać się na pilnowaniu swoich dzieci by odrabiały sumiennie prace domowe, bo im niestety ustawodawcy zabrali… Czytaj więcej »

avatar
Robert Raczyński

Jak zwykle stawiasz mnie przed „dylematem” wyboru między pryncypiami, a realiami. W kwestii tych pierwszych nigdy nie było między nami sporu – na płaszczyźnie moralności, a nawet nienacechowanej moralnie logiki nie da się odmówić jednostce prawa do oporu przed zniewoleniem i przemocą. Szkoda, że nie mamy do czynienia z tak czystą sytuacją w odniesieniu do realiów, które teoretycznie łatwo jest zmienić przy pomocy jednej ustawy. Niestety, nie podzielam twojego optymizmu, co do możliwości szybkiego urzeczywistnienia takiej zmiany. Moim zdaniem potrzeba jeszcze przynajmniej stulecia na wprowadzenie takiej fanaberii. Powodów jest kilka. Miałoby to ogromne konsekwencje dla ustroju państwa i jego funkcjonowania,… Czytaj więcej »

avatar
Robert Raczyński

Ksawery, po raz kolejny usiłujesz przekonać mnie do aksjomatów. Nie ma potrzeby, nie ten adres. Problem z aksjomatami polega na tym, że ich używanie ma sens jedynie wśród ludzi, którzy je uznają (mają na pulpicie podobny zestaw ikon). Dlatego sprawdzają się np. w matematyce, bo matematykiem można być tylko aksjomaty uznając, lub własnym geniuszem je obalając. W życiu niestety mało co jest aksjomatem, bo o jakikolwiek konsens niezmiernie trudno, a już o konsens liberalny tym bardziej. Obstawanie przy aksjomatach mających wartość jedynie dla obstającego, lub dla niszowego klubu obstających kończy się na ogół tym, czym skończyła się dyskusja liberalna w… Czytaj więcej »