Oś Świata/Moja oś świata

Dostać szkołę. Ocenianie w klasach młodszych

11.07
2016

Jestem po lekturze artykułu w GW na temat uczniów pozostawionych (wolą rodziców) w klasie pierwszej na drugi rok.

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,150374,20327459,siedmioletni-spadochroniarze-czyli-drugi-rok-w-pierwszej-klasie.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_wysokieobcasy

Dotyczy on dzieci sześcioletnich, które jak się okazało po roku nauki w szkole, nie nadają się do klasy następnej.  Niby nie ma braku promocji w klasach młodszych, ale rodzice sami mogą o tym zdecydować. I niektórzy się zdecydowali, widząc, że dziecko nie nadąża za innymi uczniami i dlatego, ze dostali taka sugestię od nauczycielki.

Co mnie w tym boli. Najbardziej przyspieszanie rozwoju dziecka, a po drugie ocenianie małych dzieci i ich różnicowanie.

Jeśli chodzi o przyspieszanie, to nie sądzę, aby ktokolwiek był władny ocenić, czy dziecko nadaje się do szkoły, czy nie. Testy psychologiczne są na pewno niemiarodajne. Pamiętam, że znalazłam kiedyś w takim teście pytanie do rodzica: Czy dziecko potrafi poradzić sobie z porażką?

Matko, a kto potrafi? To ja chyba też nie nadaję się do szkoły, bo bardzo nie lubię porażek. Najwięcej wiedzy o dziecku mają jego rodzice, ale oni boją się podjąć decyzje, szczególnie dlatego, że sami często pamiętają trudne chwile w szkole. Kto wie, jaka szkoła czeka na moje dziecko, a może nawet jaką szkołę dostanie moje dziecko? Zauważcie jakie znaczenia ma sformułowanie – DOSTAĆ SZKOŁĘ. Ja zostałam puszczona do szkoły jako sześciolatka i do tej pory staram się wyrównać ten rok. W moim przypadku była to bardzo zła decyzja. Owszem w przypadku innych sześciolatków okazało się, że była mniej szkodliwa, niektórzy wręcz są zadowoleni. Może ja też powinnam, bo zaczęłam pracować i to na uczelni w wieku 22 lat, ale co to za zysk?. Przez całą szkołę, byłam najmniejsza, mało odporna, szło mi słabo, musiałam walczyć o przetrwanie. Walczyłam całkowitym wycofaniem się, co na pewno nie było dobre dla mojej przyszłości.

Kto ma decydować, czy dziecko się nadaje? Kto ma wziąć odpowiedzialność za przyszłość dziecko, tak jak stało się to w moim przypadku? Często słyszę, że ktoś zna osobę, która poszła wcześniej do szkoły i jest teraz zadowolona. Pewnie jest takich wiele, ale jeśli choć jednemu dziecku nie wyszło to na dobre (patrz mnie), to nie należy podejmować takiego ryzyka. We wspomnianym artykule opisywane są inne dzieci, które to trudne doświadczenia poniosą w swoje życie.

Ciekawe, czy ktoś ponosi odpowiedzialność, za taką złą decyzję?

A teraz druga sprawa, ktoś zdecydował i dziecko jest już w szkole. Na scenę wchodzi nauczycielka. Ma dobre chęci, ale ma 30 dzieci w klasie i bardzo jej doskwiera, że ten sześciolatek nie nadąża. Zaczyna go „motywować” poprzez krytykę, porównywaniem z innymi dziećmi, daje mu przykład Marysi, która pięknie rysuje. Zaczynają się słoneczka, pochwały, ordery, nagrody, wieszanie obrazków wyróżnionych dzieci na ścianie itd. A dziecko stara się jak może, ale zawsze jest w tyle. Bo inne dzieci są sprawniejsze motorycznie, bo innym dzieciom pomagają rodzice, bo zapomina, bo nie jest szybkie itd.

Jak można nawet tylko przypuszczać, że ono nie uczy się, bo jest złośliwe, leniwe, głupie.

Ono z całego serca chce, patrzy na słoneczka innych i na swoją chmurkę, wypatruje swojego rysunku na tablicy, z nadzieją oczekuje jakiegokolwiek docenienia. Chmurki nie motywują do pracy, obojętnie co zrobi, jak będzie się starało, to i tak Marysia zrobi lepiej, bo ona jest już sprawniejsza.

Dziecko zaczyna niechętnie chodzić do szkoły, często boli je brzuch rano, stara się nieświadomie unikać porównywania w szkole, niezadowolenia nauczyciela. Nauczycielka z czasem sugeruje rodzicom, aby może zostawili dziecko na drugi rok, bo ona już wyczerpała środki w dopingu w wyścigu o słoneczko.

Z czasem takie dziecko, czy pozostawione w klasie, czy nie, nabiera takiego wstrętu do szkoły i uczenia się, że już można powiedzieć, że jest złośliwe. Staje się trudnym uczniem lub bardzo cwanym, takim które udaje, oszukuje – radzi sobie.

A wszystkiemu winne ocenianie, rozumiane jako różnicowanie dzieci. Po co oceniać małe dzieci, które wkładają maksymalny wysiłek, aby radzić sobie w szkole?

Byłam w ruchu – Dziecko bez stopni, chcieliśmy choć wyrzucić stopnie w klasach I – III (chmurki, słoneczka i inne też). Nie udało się tego zrobić, pozostawiono wybór nauczycielom. A tu nie powinno być wyboru, bo wiele nauczycielek wybiera, to co jest łatwiejsze, a nie to co jest dla dzieci lepsze.

Życzę każdemu dziecku szkoły na miarę jego możliwości, doceniania i świętowanie codziennych sukcesów.

 

16
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy
avatar
Urszula Andrzejczak

A ja nie rozumiem, skąd taka afera?! Czy dzieci siedmioletnie nie muszą czasem powtórzyć klasy I? Czy dzieci siedmioletnie nie dopada fobia szkolna?
Myślę, że nie powinniśmy rozmawiać o wieku, w którym dziecko idzie do szkoły, ale o roli i postawie nauczyciela. Dziecko w każdym wieku powinno się rozwijać i temu powinna służyć szkoła.

avatar
Wiesława Mitulska

Dziecko bez stopni, mimo że nie udało się zapisać całkowitej rezygnacji ze stopni, przynosi skutek, bo akcja nagłośniła problem. Może nie warto narzucać z góry konieczności pracy bez oceniania, bo nauczyciele, którzy nie są do tego przekonani i tak znajdą sposób obejścia takich zarządzeń. Lepiej przekonywać, pokazywać w jaki sposób wspierać dziecko w rozwoju bez wyceniania poziomu jego umiejętności, nagłaśniać dobre praktyki itp. Ja staram się tak robić, dzielę się z innymi nauczycielami swoimi doświadczeniami i mam na tym polu małe sukcesy. W mojej szkole nie ma ocen w edukacji wczesnoszkolnej. Sama przeszłam długą drogę, bo ostatnią ocenę postawiłam w… Czytaj więcej »

avatar
gochasamocha

Stopnie w klasach I-III robią wiele złego. Moja wnusia w I klasie uczyła się kiedyś czytać czytankę i następnego dnia Pani miała pytać z tego czytania. Wiedziałam, że wnusia czyta płynnie, jednak nie zauważa kropki na końcu zdania i czyta „ciurkiem”. Zapytałam następnego dnia, jak jej poszło czytanie, a ona uderzyła w spazmatyczny płacz. Pytam co się stało? Czytałaś? odpowiada: tak. I co pani powiedziała? Ona: dostałam 5. Ja: to czemu płaczesz? Bo koleżanka dostała 6! Ręce i nogi mi opadły. Gdyby nauczycielka znała czteroelementową informację zwrotną, to wymieniłaby to, co poszło gładko – a poszło bardzo dużo. Mogłaby zaproponować… Czytaj więcej »

avatar
Robert Raczyński

Problem stary jak szkoła i nieszczęsne ocenianie. Zauważmy jednak, że w dużej mierze to problem wywołany urzędniczą dezynwolturą, która ma u nas długą i ugruntowaną tradycję (i na którą znów, niemal bez oporu, biernie, jak prowadzone na rzeź cielęta, się godzimy). Zamieszanie spowodowane czysto biurokratycznymi decyzjami, łączenie roczników na styku etapów rozwojowych (Warto tłumaczyć to rodzicom, którzy obruszają się na sugestię, że zapisywanie trzylatka do starszaków jest idiotyzmem.), pseudo psychologiczne chciejstwo i coachingowe podejście do rozwoju dziecka, polityka wreszcie, to przyczyny, które giną z horyzontu, a na placu boju pozostaje nauczyciel. Ten niedokształcony, złośliwy, ze szpicrutą w dłoni. Oczywiście, że… Czytaj więcej »

avatar
Danusia

Robercie:
” jaka to różnica, czy w wieku sześciu lat dziecko jest w przedszkolu, czy już w szkole?”
Bardzo duża, przedszkole i szkoła bardzo się u NAS różnią. Miedzy innymi ocenianiem.
D

avatar
Agnieszka

a ja jednak wierzę, że dalibyśmy radę bez ocen jako takich i rozumiem, że więcej dobrego zrobiłaby informacja (opis osiągnięć: umiejętności i braków) niż stopień (cyfra, litera, słoneczko, buźka itp.)
Nauczyciele boją się zrezygnować z ocen. Niektórym wydaje się, że to jedyna metoda mobilizacji uczniów (taki bacik)…