Oś Świata/Moja oś świata

Ocenienie kształtujące w przedszkolu

06.03
2014

Dotarło do nas pytanie jednej z nauczycielek z przedszkola:

„Czy można stosować ocenianie kształtujące w przedszkolu?”

Odpowiedziałam:

Jak najbardziej. Szczerze mówiąc, to nie wyobrażam sobie innego sposobu oceniania w przedszkolu.

Przypomnę definicję OK:

Ocenianie kształtujące polega na pozyskiwaniu przez nauczyciela i ucznia w trakcie nauczania informacji, które pozwolą rozpoznać, jak przebiega proces uczenia się, aby:

  • Nauczyciel modyfikował dalsze nauczanie,
  • Uczeń otrzymywał informację zwrotną pomagającą mu się uczyć.

W każdym wieku jest to potrzebne. Dla przedszkolaków trzeba położyć większy nacisk na pewne sprawy, a na inne mniejszy. Na przykład nauczyciel przedszkolny musi dostosować informację zwrotną do dziecka, tak aby  ono ją zrozumiało. Na pewno trudniej jest stosować z przedszkolakami ocenę koleżeńską i samoocenę, ale i to się udaje.

Zachęcam do stosowania OK w przedszkolu.

Pani zadała jeszcze jedno pytanie:   W jaki sposób można stosować OK w przedszkolu, co można – czy tylko pochwały, czy jakieś znaczki, nagrody?

Odpisałam:

Przejdźmy przez elementy OK:

Cele – jak najbardziej. Cele powinny być przedstawione w formie zrozumiałej dla dzieci, np. dodatkowo zilustrowane lub poparte zdjęciem lub muzyką. Trzeba pamiętać, że praca z celami to również nawiązywanie do tego, co już dzieci wiedzą i nadbudowywanie wiedzy nowej na tej, którą dzieci już mają (wiedzy z domy z podróży, z podwórka…). Ważne jest monitorowanie celów, czyli refleksja nad tym jak daleko jesteśmy od realizacji celu. A w końcu konieczne jest podsumowanie realizacji celu i to nie przez nauczyciela, ale przez dzieci. Dziecko powinno wyjść z zajęć z przeświadczeniem czego się nauczyło.

Kryteria sukcesu – oczywiście. Ustalamy z dziećmi lub podajemy im w sposób zrozumiały – po czym poznamy, że cele zostały zrealizowane. Dzieci mogą nas zaskoczyć swoimi propozycjami dowodów…

Informacja zwrotna – tak ale ustna, wszystkie jej elementy nadają się też dla dzieci przedszkolnych. W informacji zwrotnej odnosimy się tylko do wcześniej zapowiedzianych kryteriów. Ponieważ kryteria dla przedszkolaków powinny być szczególnie konkretne, to łatwo przejść do samooceny lub oceny koleżeńskiej, bo dziecko lub kolega może po prostu sprawdzić, czy praca spełnia kryteria. Bardzo dobra zabawa ucząca krytycznego podejścia do siebie i do życia.

Pozostają pytania: i tu również i jak najbardziej.  Techniki zadawania pytań uczą słuchania innych, nie przekrzykiwania się, wspólnego ustalania odpowiedzi, dyskusji. Jestem przekonana, że czym szybciej tym lepiej. Pytania kluczowe to klucz do motywacji. Myślę, że przedszkolaki mają jej jeszcze wiele, ale nie zaszkodzi podlać pytaniem kluczowym.

O współpracy z rodzicami nie ma co pisać, gdyż w przedszkolu nie można inaczej.

Pyta Pani o nagrody i kary. W OK ich nie ma, staramy się aby uczący uczył się dla siebie, a nie dla nagrody. Za to docenianie jest bardzo na miejscu i nigdy go za dużo. Wiem, że wszyscy lubią nagrody, ale one jako karta przetargowa są szkodliwe. Jeśli nagrody to dla wszystkich i raczej uznaniowe, a nie materialne, polecam np. naklejki, kwiatki, kamyczki itp.

Chętnie posłucham waszej opinii o OK w przedszkolu.

60
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy
avatar

Nie widzę najmniejszego powodu, żeby formułować explicite cele zajęć przedszkolnych. W większości przypadków te cele są i powinny być bardzo odległe i bardzo ogólne. Więc i samo pojęcie „sukcesu” i określanie kryteriów tego sukcesu traci sens. Ostatnio spodobała Ci się relacja z mojej dyskusji z przedszkolakami i wczesnoszkolnymi dziećmi o topologii pączków. Napisałaś, że warto, żeby coś takiego znalazło się w podręcznikach. Dziękuję za uznanie raz jeszcze i ubolewam, że w programach (przed)szkolnych czegoś takiego nie ma. Ale chcielibyśmy, by było. Jakie (spróbuj, proszę, je sformułować) mogą być explicite określone cele takich zajęć? Jak dzieci mogłyby się samorozliczyć z objadania… Czytaj więcej »

avatar
Al

Ocenianie na każdym etapie, a na etapie przedszkolnym szczególnie, jest ograniczające, wymaga bowiem postawienia celu, jaki dziecko ma osiągnąć i ocenie stopnia dopasowania wyniku ucznia do tego ustalonego przez nauczyciela celu. Dziecko w kazdym wieku może tymczasem dojść do całkiem innego celu niz to określił nauczyciel i, co ważniejsze, jego cel nie musi być przez to gorszy dla rozwoju dziecka. Tragedią szkolnej edukacji jest dopasowywanie osiągnięć, dążeń i umysłowości dzieci do celów postawionych przez dorosłych i ocenianie ich przez pryzmat tych celów. Stąd brak sukcesów w matematyce, bo uczeń dopasowuje się do schematu myślenia narzuconego przez nauczyciela, brak kreatywności i… Czytaj więcej »

avatar
Paweł Kasprzak

A to dobre!

„To może zostawmy uczniom całkowitą swobodę, możemy im dać książkę i niech się sami czego chcą uczą.”

Myślałem dotąd, że takie mniej więcej byłoby nauczycielskie marzenie. A tu się okazuje, że to jest absurdalny koszmar… A przecież może być jeszcze gorzej, bo książka w ogóle może się okazać nielegalna. Wywrotowa albo coś.

avatar
Waldemar Zabielski

W tej ciekawej dyskusji dostrzegam pewne nieporozumienie. W życiu dorosłym zwykle cenimy ludzi, którzy osiągają jakieś cele (finansowe, zawodowe, sportowe lub osobiste). Życie bez marzeń, celów i osiągnieć byłoby nudne i co tu dużo mówić: bez-celowe. “Kryteria sukcesu” w każdej z dziedzin dorosłego życia też są powszechnie znane, nie będę ich tu wymieniał. Dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym też odczuwają przyjemność i satysfakcję z osiągniętego celu. Cel nie musi być wielki i długofalowy, może to być np. wejście po drabince, narysownie okrągłego koła, rozwiązanie łamigłówki matematycznej, ułożenie słowa z rozrzuconych liter. Oczywiście, żaden nauczyciel, zarówno ten genialny jak i… Czytaj więcej »

avatar
Robert Raczyński

„Cel nie musi być wielki i długofalowy, może to być np. wejście po drabince, narysownie okrągłego koła, rozwiązanie łamigłówki matematycznej, ułożenie słowa z rozrzuconych liter.” Otóż to. Tyle, że takie cele sporadycznie generowane są spontanicznie, jeszcze rzadziej pochodzą od dziecka lub są konsekwencją toku lekcji. Oczywiście, żadne zajęcia nie powinny być nieprzemyślane, ale nie muszą też skończyć się w punkcie C po przejściu przez B, z obowiązkowym startem w A, a tego właśnie wymagają od nas plany wynikowe. Rozumiem, że mają one pełnić funcję orientacyjną, w praktyce jednak ich niewolnicza realizacja kończy się frustracją nauczyciela i ucznia, bo większość ludzi… Czytaj więcej »

avatar
Skorpi

w dyskusji o ocenianiu (nawet „kształtującym”!) i stawianiu celów należy też według mnie uwzględnić problem tych dzieci, które tych celów nie będą w stanie zrealizować. Wprowadzając jasno komunikowane wobec dzieci oczekiwania prowokujemy dzieci i ich rodziców do porównywania szybkości „postępów” przedszkolaków w jedynie słusznym kierunku. Zwykle wyznaczonym arbitralnie przez nauczyciela. Niestety, dzieci bardzo szybko odbierają niewerbalne, a nawet mimowolne różnice w podejściu nauczycielki do dzieci o różnym stopniu przystosowania do reguł, stopniu potulności, szybkości i trafności odgadywania „co Pani chciała usłyszeć”. W gorszym przypadku może to skutkować stygmatyzacją i etykietowaniem przedszkolnych „matołków” i „kujonów”. W rezultacie sporo wrażliwszych dzieci może… Czytaj więcej »

avatar

Właśnie wróciłam z Wrocławia – cudowne miasto 🙂

Problem ciekawy – pokazuje, że na różne trendy metodyczne reagują także nauczyciele najmłodszych dzieci.

Ja cieszę się, że nie muszę moich przedszkolaków w szkolny sposób oceniać. I oby tak zostało.

avatar
Al

@Danusia Tak, uważam, ze w przypadku małych dzieci stawianie okreslonych, bardzo ograniczonych celów jest niepotrzebne, a nawet szkodliwe. Piszesz w kontekście problemu pączkowo-donutowego ;): „Sam sobie zresztą przeczysz, bo cel Twojego spotkania był jasny i dzieciom przekazany: Znajdziemy różnice pomiędzy pączkiem i donatem. Kryterium sukcesu będzie: określenie różnic i sposobów odróżnienia pączka od donata.” To bezsens jakiś. A co, jesli dzieci nie byłyby zaintersowane znajdowaniem różnic, a zainteresowałaby je raczej nie wiem, konsystencja lukru, sposób pakowania nadzienia do paczka itp. To co wtedy? Nie będziemy o tym rozmawiać, bo celem dzisiejszym jest znajdowanie dziury w donucie? Nie widzisz, że to… Czytaj więcej »

avatar
Al

Dodam, rozszezrajac to, co napisałem przed chwilą: I tak samo jest w całej edukacji: stawianie przed dziećmi celów, którymi na ogół w ogóle nie są zainteresowane. Nie sa zainteresowane w tej chwili. Co nie znaczy, że nie zainteresują się nimi potem, w swoim czasie, jako wynik dociekań na inny temat itp. Dlaczego kazdy uważa, że jak dziecko nie nauczyc się tej rzeczy w październiku, to jest stracone dla edukacji, choć w marcu dowiedziałoby się na ten temat znacznie więcej? Ale nikogo to nie obchodzi, bo fakt, że nie było tym zainteresowane/nie opanowało tego w październiku, kwalifikuje go jako idiotę lub… Czytaj więcej »

avatar

zgadzam się, dla małych dzieci stawianie celów jest dość niebezpieczne… trzeba uczyć użytecznych rzeczy,a nie bezcelowych informacji

avatar

Dzieci uwielbiają współpracować z nauczycielem.
Dzieci uwielbiają nowe wyzwania.
Dzieci uwielbiają zadawać pytania.
Dzieci uwielbiają rozwiązywać problemy.
Dzieci uwielbiają sprawdzać się.
Problem jest w tym, że MEN, szkoły i nauczyciele nie uwielbiają dzieci.
Oni uwielbiają zadawać dzieciom SWOJE zadania i oceniać dzieci. Są rzadkie wyjątki.

avatar
Waldemar Zabielski

Czy rzeczywiście polscy uczniowie są tak źle i niesprawiedliwie traktowani przez nauczycieli i szkoły? Czy polska Ustawa Oświatowa lub Karta Nauczyciela, czy inne ustawy nie mają zapisane, że obowiązkiem nauczyciela jest dbanie o “dobro ucznia”, o “sukces ucznia”, czy coś w tym rodzaju. U mnie w szkole jest to dość mocno i otwarcie akcentowane w obowiązkach nauczyciela. Nauczyciel musi się wykazać dowodami, że dba o dobro ucznia. Z kolei nigdy nie zauważyłem, by ktokolwiek miał jakieś skrupuły lub dylematy moralne czy ideowe z powodu, czy nauczycielowi wolno wyznaczyć cele nauki dla ucznia, które tu się nazywa “oczekiwaniami” i które powinny… Czytaj więcej »

avatar
Robert Raczyński

Myślę, że złudzenie linearnego rozwoju nauk i samej wiedzy należy już do przeszłości. Świadomość, że pełnia wiedzy jest niosiągalna, a nauka jest nieskończonym ciagiem przybliżeń, też jest już chyba powszechna. Warto tu jednak zuważyć, że przetłumaczenie teorii na praktykę ściśle zależy od sprzyjającego momentu historycznego (np. często powtarzam, że taki moment dla prawdziwej reformy edukacji w Polsce, a może i na świecie, jeszcze nie nadszedł) oraz uzmysłowić sobie, że nauki społeczne różnią się wydatnie od sciences. Te pierwsze mają wobec drugich pewien „kompleks mierzalności”, co skutkuje ich nadmierną ekspozycją na mody i ideologie. Efekty widać, gdy np. założenia pedagogiki kłócą… Czytaj więcej »

avatar
Waldemar Zabielski

Nawiązując do tematu przedszkola, Rzeczpospolita zamieściła artykuł Artura Grabka o “kłamstwach” rządu na temat sześciolatków, powołując się na wysoki poziom edukacji w krajach gdzie szkoła się zaczyna od 7 lat (Finlandia i Estonia).

Komentarz do tego artykułu:
Według statystyk Banku Światowego (na stronie worldbank.org) w 150 krajach z około 200 na świecie szkoła zaczyna się od 6 lat.
Szkoła zaczyna się od lat 6 w całej czołówce najbardziej rozwiniętych krajów na świecie: USA, Japonia, Niemcy, Francja, Kanada i Wielka Brytania (od 5 lat).

avatar

Są w podstawie programowej cele, które powinnam osiągnąć. Planuję zatem różne własne działania, ale również obserwuję i wykorzystuję zainteresowania i propozycje dzieci. Moim obowiązkiem jest obserwowanie i dokumentowania rozwoju przedszkolaków – i dla ułatwienia – dzieci jest 25 – mam oczywiście stosowne arkusze obserwacji. Mam jednak świadomość prawidłowości rozwojowych i nie wyobrażam sobie, abym uświadamiała dziecku, że czegoś po konkretnym działaniu nie zrozumiało, nie wykonało, a przecież powinno. Wiem, że muszę je obserwować, wzmacniać wysiłki i stwarzać warunki, aby pozwolić mu osiągnąć umiejętność w momencie, gdy do tego dojrzeją. Dokument, który wystawiam dzieciom 5-letnim i 6-letnim, owa przedszkolna „cenzurka”, ma… Czytaj więcej »

avatar
Waldemar Zabielski

Mimo niektórych moich komentarzy tu na blogu, nie mam żadnych zdecydowanych opinii na temat formy nauczania przedszkolnego, poza tym żeby było traktowane poważnie jak edukacja dla określonego wieku, konkretnie wieku 4-5 lat, taki jest zresztą obecny trend cywilizacyjny i nie widzę żadnych powodów, żeby Polska miała się z tego trendu wyłamywać, na zasadzie, żeby się różnić od innych krajów. W tym kontekście, obniżenie wieku szkolnego do lat 6 ma moim zdaniem sens. Co konkretnie i jak powinno się robić w przedszkolu i w nauczniu początkowym, to osobny ważny temat. Nie jestem tu żadnym znawcą tematu, ale wydaje mi się, że… Czytaj więcej »