avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Moja oś świata

Ocena koleżeńska z zachowania

27.09
2013

Na zebraniu z rodzicami uczniów klasy czwartej SP w Warszawie wychowawczyni zaproponowała pewien sposób oceniania uczniów z zachowania. Elementem tego sposobu ma być ocena koleżeńska w zakresie kilku aspektów, min.:

  • Mówi prawdę, nie oszukuje, nie ściąga
  • Dba o koleżeńską atmosferę w klasie
  • Dba o kulturę słowa.

W tych kategoriach uczniowie wzajemnie mają się oceniać. Ocena ma być (choć nie jestem pewna) – punktowa.

Ciekawa jestem waszego zdania, bo rodzice uczniów z tej klasy w większości nie widzą przeszkód.

Wypowiadają się, że mieli takie doświadczenia już ze swoimi dziećmi i uważają je za korzystne. Są zadowoleni z perspektywy otrzymania informacji, w jaki sposób dziecko jest postrzegane przez inne dzieci.  Nigdy nie spotkali się z jakimkolwiek rodzajem  donosicielstwa w ocenianiu przez kolegów.

Uważają, że   jest to dobry sposób na postawienie uczciwej oceny z zachowania. Sami w ten sposób traktowani w dzieciństwie nie czuli się pokrzywdzeni.

Link do wymienionego wcześniej arkusza oceny:

Arkusz oceny zachowania

 

Podziel się ze znajomymi

45 komentarze do “Ocena koleżeńska z zachowania

  1. Toż to jest jeden wielki mechanizm gnojenia dzieciaków!

    Samoocena jest samooceną, gdy się ją robi w cichości na własny użytek. A gdy jest sformalizowana i jawna to jest już nie samooceną, tylko samoszmaceniem się i samokrytyką. A mając poddaną swojej władzy grupę dawanie władzy (nawet drobnej) jednemu nad drugim, to divide et impera — fundament skutecznego trzymania wszystkich za mordę. W ZMP-owskim stylu: „Pamiętam, że gdy byłam w podstawówce wychowawca korzystał z podobnej metody”.

    Rodzicom się specjalnie nie dziwię, że nie widzą przeszkód, bo po prostu uważają to za jeszcze jeden nieistotny fasadowy wymysł, będzie, co ma być, a martwić się będziemy, gdyby miało to sprowadzić na nas jakieś problemy, a jest to tak nieistotne, że aż nie warte oprotestowania zawartej w tym demoralizacji. Tak samo, jak mało kto z naszych rodziców protestował przeciwko naszemu udziałowi w akademiach z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej.

    Pomysł wydaje mi się ze wszach miar chory — obowiązek oceny spoczywa na szkole jako urzędzie realizującym zadania delegowane mu przez państwo i nie może być przez ten urząd spychany na podmioty zewnętrzne, a w szczególności na dzieci, które nie ponoszą odpowiedzialności za swoje decyzje.

    Można dyskutować z tym, czy w ogóle jakakolwiek ocena powinna mieć miejsce. Ale jeśli ma mieć, to właściwym do jej prowadzenia jest szkoła, a nie współuczniowie.

    Równie dobrze państwo mogłoby cedować orzekanie w sprawach karnych na „wyrok koleżeński” innych aresztantów z tego samego aresztu.

    Zwróć też uwagę na rubryczkę „samoocena”, punkty z której wliczają się do średniej, która stanowi o ocenie formalnej.
    Widzisz to w inny sposób, niż zachętę do wpisania sobie 100 punktów w każdej dziedzinie? Premię za bezczelność?
    Czy raczej konieczność wykombinowania: czy opłaca się bardziej wpisać sobie samemu 100, czy wykazać się fałszywą skromnością i wpisać tyle, na ile ocenia mnie wychowawca, w nadziei, że on mi za to liżydupstwo doda punkty uznaniowe? Och, widzę: „uwaga… zawsze od lat niezmiennie dzieci w karcie samooceny oceniają się duuużo gorzej niż są oceniani przez kolegów” To znaczy, że fałszywa skromność i pokora Dulskiej opłacają się bardziej!

    • „Równie dobrze państwo mogłoby cedować orzekanie w sprawach karnych na „wyrok koleżeński” innych aresztantów z tego samego aresztu” – porównanie wydaje mi się bardzo trafne.
      D

  2. Jest to stawianie dziecka w trójstronnym konflikcie lojalności:
    – czy mam być lojalny wobec własnego sumienia i dać uczciwą ocenę?
    – czy mam być lojalny wobec kolegi?
    – czy mam być lojalny wobec antycypowanych oczekiwań nauczyciela?

    Oczywiście, możemy uznać, że trening w rozwiązywaniu takich konfliktów jest podstawową umiejętnością społeczną, jaka każdemu się przyda w prawdziwym życiu.

  3. Przepraszam za spam! Ale jeszcze jedno spostrzeżenie.

    Zwróćcie uwagę, że ocena wystawiona przez katechetę zajmuje pierwsze miejsce w tej tabelce, którą przelicza się na ocenę z zachowania ucznia.

  4. Ja spotkałam się z taką oceną w byłej szkole mojego dziecka (gimnazjum) i mam bardzo negatywne doświadczenia. Nie chodzi o to, że moje dziecko było oceniane lepiej czy gorzej, ale zdarzały się w klasie oceny nacechowane bardzo silnie sympatią bądź antypatią. Paczki oceniały się wzajemnie pozytywnie, negatywnie i oceniano osoby spoza grona klasowych „celebrytów”. Na tej podstawie na przykład uczniowie spokojni, życzliwi ale mniej popularni mieli ocenę bardzo dobrą, a uczeń z grona klasowych vipów, którego zachowanie wobec niektórych kolegów było karygodne, miał ocenę wzorową, bo „przecież jest taki lubiany w klasie”.
    I o ile wychowawca może sobie taką ankietę zrobić, żeby wiedzieć, jak są odbierani uczniowie, czy coś się dzieje w klasie, jakie są relacje itp, to moim zdaniem to do niego i tylko niego powinna należeć ocena zachowania.

  5. Co więcej, przyjaciel mojego syna, który był przez jakiś czas gnębiony przez kilku kolegów w klasie i ocenił ich tak, jak uważał za stosowne (co zresztą uzasadnił), dostał ocenę niższą, bo „próbował pogrążać kolegów żeby samemu mieć ocenę wyższą”. Taka ocena to kolejny instrument do załatwiania porachunków w klasie i nie jest obiektywny, bo uczniów w klasie łączą zupełnie inne relacje niż nauczyciela z klasą.
    A jeśli pani jest taką zwolenniczką oceniania koleżeńskiego to trzeba jej zaproponować sytuację, gdy to jej koledzy z pracy będą mieli wpływ na ocenę jej pracy i wysokość jej zarobków.

    • W szkole jest jednak dużo durnoty. Nauczycielom nie przyszłaby Twoja analogia do głowy, przecież to NADLUDZIE, zupełnie inna kategoria niż uczniowie.
      Moje gorzkie słowa są podyktowane morzem łez wylanych przez córkę w gimnazjum i liceum, gdzie podobne praktyki miały miejsce!
      W jej liceum dochodziło nawet do tego, że grupka wybranych przez wych. uczennic proponowała (jawnie) reszcie oceny z zachowania. Dziś moja świeżo upieczona maturzystka najlepiej wspomina czasy przedszkola i mimo dobrze zdanej matury zasila grono bezrobotnych, bo boi się kolejnych rywalizacji (ponoć mobilizującej??)i ocen, krytyki wśród studentów -przecież mamy wyścig szczurów; dla „cichych i pokornego serca” nie ma miejsca w społeczeństwie.

      • Matko-nauczycielko
        Nie sądzę, aby nauczyciele mieli tak wybujałe zdanie o sobie. Raczej potrzebują docenienia i wsparcia, wierzę, że chcą dobrze.
        Współczuję córce i wierzę, że tak bywa. Staramy się to zmienić. I boli mnie, że takie sytuacje, jak Twojej córki zostają bez reakcji.
        Zastanawiam się jak pokazywać nauczycielom, którzy (może w dobrej wierze) przelatują, ze nie tędy droga. Ciągkle słyszę, ze nauczyciele opresanci dostają na koniec kwiaty i uczniowie pamiętają ich jako dobrych nauczycieli.
        D

  6. ” dostał ocenę niższą, bo „próbował pogrążać kolegów żeby samemu mieć ocenę wyższą”. ”

    Czasem warto odwołać się nie tylko do historii i literatury, ale i obejrzeć stare filmy. Nawet polskie filmy.

    Polecam „Dreszcze” W.Marczewskiego.

    Przecież ten pomysł to (od)budowa właśnie takich relacji, jakie pokazał w całym ich naturalizmie stalinizmu Marczewski… I jakie pamiętamy w (na szczęście) mocno złagodzonej wersji szkoły z lat ’70 i ’80.

    • Tak się nakręciłem własnym skojarzeniem, że wziąłem DVD z wypożyczalni ;)

      Ten film naprawdę trzeba zobaczyć (jeśli było się zbyt młodym na premierę), ale jeśli się go widziało 32 lata temu, to warto sobie odświeżyć…

    • A dlaczego rodzice nie mieli nic przeciwko temu, żeby dzieci machały chorągiewkami Breżniewowi, chodziły na pochody pierwszomajowe i na akademiach z okazji rocznicy Rewolucji śpiewały „Pust wsiegda budiet’ sonce”?

      Odpowiedź: bo nie widza możliwości sprzeciwienia się i uznają to za jeszcze jeden idiotyzm, jakich w szkole pełno, nie wart podjęcia walki i narażania swojego dziecka na opinię „dziecka buntowszczyków”.
      Uważają, że głupota i demoralizacja stojąca za czymś takim nie jest warta walki o nią.
      W przeciwieństwie do podwyżki cen cukru.

    • Dla mnie ważne jest to, co powiedziałaś w tekście: „rodzice uczniów z tej klasy w większości nie widzą przeszkód”. Czy ktoś wziął pod uwagę argumenty tych, którzy nie byli w większości? Jeśli ktoś chce mieć potulne stado, będzie uważał za słuszne ocenianie jednostek przez stado.
      Osobiście dziwię się, że nagle tak wielu rodziców ma swoje własne doświadczenia z takim ocenianiem – ja sobie nie przypominam i nie znam nikogo z otoczenia, kto byłby tak oceniany z zachowania. Powtórzę: nauczyciel ma prawo i być może powinien uwzględniać zachowanie ucznia wobec kolegów. Ale nie może brać pod uwagę OCEN jednych uczniów przez innych – bo o ile od nauczyciela można wymagać profesjonalizmu i oddzielenia własnych sympatii do dzieci od ich zachowania jako uczniów, to nie można tego wymagać od dzieci. Równie dobrze mogliby oceniać nawzajem swoje odpowiedzi na lekcji na zasadzie: podobało się wam, jak odpowiadał? Ocenianie należy do nauczyciela.

      • Olgo
        Myślę, że nikt nie brał tutaj pod uwagę nikogo opinii, jest to system ogłoszony dzieciom i rodzicom przez wychowawcę. Jeden z rodziców próbuje coś z tym zrobić, ale napotyka na zgodna opinię innych rodziców.
        Z jednej strony mówimy, ze ocenianie „należy do nauczyciela”, a z drugiej uważamy, ze powinniśmy mieć wpływ na system oceniania.
        Wszystko co jest związane z ocenianiem na stopnie bądź inne punkty rodzi kontrowersje.
        A jednak wszyscy domagamy się oceny sumującej….

  7. Swoją drogą: co katecheta miał do powiedzenia na temat „oceny koleżeńskiej”?
    Aż mi trochę nieswojo, że to ja, libertyn, muszę tu przytaczać Kazanie na górze…

    Mateusz, 7.1-3
    Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni;
    Albowiem jakim sądem sądzicie, takim sądzeni będziecie, i jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzono będzie.
    A czemuż widzisz źdźbło w oku brata twego, a belki, która jest w oku twojem, nie baczysz?

    Rozumiem, że odpowiedzią na Mt.7.3 jest wymóg samooceny — i to się sprawdza, bo, jak słusznie zauważyła autorka listu, dzieci widzą belki we własnych oczach jeszcze częściej, niż źdźbła w oczach kolegów.

    • Chyba już kiedyś rozmawialiśmy o idiotyzmie oceny z zachowania.
      Ciekawe czy w innych systemach taka bzdura jeszcze występuje. To tak jakby ktoś chciał ocenić moją moralność w skali od 1 do 6.
      Na ile wypadła by Twoja samoocena?
      Danusia

    • Pytanie o samoocenę mieści się dla mnie gdzieś w połowie drogi pomiędzy Scyllą katolickiej spowiedzi, a Charybdą ZMP-owskiej samokrytyki.
      Oczywiście, że przymuszony do tego stopnia, by nie odmówić odpowiedzi, dałbym odpowiedź antycypującą oczekiwanie pytającego.

  8. Gdyby ta samoocena lub ocenianie się nawzajem uczniów dotyczyły np. oceny poprawności rozwiązania jakiegoś zadania, zwłaszcza popartej jakąś argumentacją, wówczas możnaby dyskutować na temat pedagogicznych walorów takiej samooceny. Z pewnością młodzi ludzi mogą w ten sposób uczyć “konstruktywnej krytyki” i trochę samokrytycyzmu, czyli dystansu do własnego “ja”.

    Natomiast jeśli ta samoocena i współocenianie dotyczą tzw. “zachowania” i ograniczają się do wymiany etykietek “ad personam” między uczniami lub wzajemnego punktowania się w skali 1-10, bez rzeczowej argumentacji za i przeciw, to niestety, ale bardziej przypomina to karykaturę edukacji, niż edukację.

    A tak poza tym, to ta karykarutara edukacji bierze stąd, że ktoś wymyślił, że tzw. “zachowanie” to jest jakiś przedmiot szkolny, z którego każdy uczeń otrzymuje ocenę jak z geografii.

    • Zgadzam się samoocena i ocena koleżeńska w czasie procesu uczenia się są bardzo pomocne.
      Ale tutaj chodzi i ocenę zachowania.
      D

      • Moje zdanie na temat oceny zachowania jest dość radykalne: powinna być zlikwidowana przy najbliższej okazji. Tu popieram w 100% Ksawerego (choć on podaje inne argumenty za likwidacją).

        Problem “zachowania” oczywiście zawsze istniał i zawsze będzie istniał, ale takie założenie, że problem się rozwiąże lub złagodzi poprzez umieszczenie tego “problemu” na świadectwie jako ocena, to jest wielkie nieporozumienie, mówąc łagodnie.

        W Polsce ktoś powinien zrobić doktorat na temat “W ilu krajach na świecie wystawia się ocenę z “zachowania” (ang. behaviour) na świadectwie?” (nie znam odpowiedzi, ale podejrzewam, że byłby to krótki doktorat)

  9. W pełni zgadzam się z Waldemarem. Ocena zachowania w obecnym kształcie nie rozwiązuje żadnego problemu, jest sprzeczna z zasadami dialogu i wyboru, z zasadami demokracji i chrześcijaństwa, przynosi więcej szkód niż pożytków.
    Rodzice nie protestują, bo nie znają się na tym, nie słyszeli o innych rozwiązaniach, bo nie mają czasu i są zmęczeni, bo żyją tak jak szkoła – w pośpiechu, bo szkoła jest dla nich urzędem, a nie miejscem rozwoju własnego dziecka.

    • Dzięki za wsparcie. Można też byłoby się zastanowić (może nawet w osobnym wpisie), czy miałoby sens zastąpienie oceny zachowania czymś bardziej użytecznym (użytecznym także dla samych zainteresowanych, czyli uczniów) zamiast likwidacji oceny.

      A oto definicja oceny zachowania w Rozporządzeniu ministra MEN w sprawie oceniania z 30 kwietnia 2007:
      “Ocenianie zachowania ucznia polega na rozpoznawaniu przez wychowawcę klasy, nauczycieli i uczniów danej klasy stopnia respektowania przez ucznia zasad współżycia społecznego i norm etycznych oraz obowiązków ucznia określonych w statucie szkoły.” ($2.3)

      “Ocena zachowania uwzględnia w szczególności:
      1. wywiązywanie się z obowiązków ucznia;
      2. postępownaie zgodne z dobrem społeczności szkolnej;
      3. dbałość o honor i dobre imię szkoły;
      4. dbałość o piękno mowy ojczystej;
      5. dbałość o bezpieczeństwo i zdrowie własne i innych osób;
      6. godne kulturalne zachowanie się w szkole i poza nią;
      7. okazywanie szacunku innym osobom.” ($ 15.1)

      Te wszystkie punkty, włącznie z szacunkiem, nadają się jak najbardziej do regulaminu uczniowskiego. Pytanie, czy przestrzeganie regulaminu uczniowskiego nadaje się do oceny na świadectwie (w skali: wzorowe, bardzo dobre, dobre, poprawne, nieodpowiednie, naganne, Rozp. $ 15.3), pomijając już fakt, że praktycznie każda szkoła miałaby inny regulamin?

      Dla przykładu, jak wyglądałoby “zachowanie” ucznia, które kwalifikowałoby go na ocenę “wzorowy” w kategorii “dbałość o piękno mowy ojczystej”? Nikt się nad tym nie zastanawia, bo nikt nie ma nic przeciwko pięknu mowy ojczystej. Ale żeby ocena miała sens, trzeba się właśnie zastanowić, jak zachowuje się uczeń, który dba, a jak uczeń, który nie dba o piękno mowy ojczystej. Czy powinien lubić literaturę ojczystą? A jeśli nie lubi? Czy ma się wypowiadać w języku ojczystym jasno, wyraźnie i na temat? Czy ma reagować na wulgaryzmy u równieśników i jak? Czy ma posiadać umiejętność komunikowania się w języku ojczystym na wzorowym poziomie? Gdyby to miała być umiejętność komunikowania się w języku ojczystym, to dlaczego ma to się nazywać ocena zachowania, a nie umiejętność komunikowania?

      • Waldemarze
        Słusznie podkreśliłeś uśrednienie tej oceny. Znam takie systemy oceny zachowania w szkole, że uczeń, który był agresywny w stosunku do innych uczniów , a chciał mieć dobrą ocenę z zachowania – podlewał kwiatki, bo za to dostawał punkty, a za agresję mu odejmowano. Mógł sobie zrównoważyć ocenę średnią!
        Kilka lat temu dużo się mówiło o tej ocenie. Wyraźnie było widać, że tworzenie różnych punktowych systemów nie pomaga sprawie. Pamiętam argumenty ówczesne za oceną. Mówiło się, że jest to czynnik motywujący do lepszego zachowania i informacja dla szkoły i rodziców o dziecku.
        Argumenty, które występują przy każdej ocenie sumującej. Nawet tutaj pada argument, ze muszą być stopnie, bo trzeba ludzi porównywać i na tej podstawie dopuszczać bądź nie do dalszego kształcenia.
        Ja czuję wewnętrznie, że to jest jakiś kanał myślenia, z którego nie umiemy wyjść. Nie mam argumentów, bo eksperyment – bez ocen występuje tylko w specyficznych pedagogikach i wtedy pada kontrargument, że w edukacji powszechnej jest to nie możliwe.
        Prawdą jest, ze nie mamy wydolnego systemu oceniania sumującego, godzimy się na jakikolwiek i znosimy rany z nieco wynikające. Tylko – po co? Po co dodatkowo wydawać kasę na doskonalenie tego systemu, co jest nie możliwym zadaniem?
        Danusia

      • Danusiu,
        Dlaczego poprawianie i doskonalenie systemu oceniania ma być niemożliwe?

        Jeśli widać gdzie są wady i oprócz tego znane są przykłady systemów, które funkcjonuje dość dobrze (choć też nie są doskonałe), a na dodatek, i to jest mój główny argument, istnieje naprawdę szeroka literatura w języku angielskim z dziedziny systemów oceniania (ang. “assessment framworks”).

        Może zajmijmy się najpierw konkretnie wszystkimi wadami obecnej oceny zachowania, wówczas łatwiej będzie wyciągnąć wnioski jak można to poprawić.

      • Chciałem jeszcze dodać, że odpowiedź na Twoje pytanie z początku wpisu czy “uczniowie wzajemnie mają się oceniać” jest zawarta w definicji oceny zachowania w Rozporządzeniu Min. Edu.:

        „Ocenianie zachowania ucznia polega na rozpoznawaniu przez wychowawcę klasy, nauczycieli i uczniów danej klasy stopnia respektowania przez ucznia zasad współżycia społecznego…”

        Stwierdza się tu wyraźnie, że oceniać ucznia mają: nauczyciele, wychowawca i uczniowie danej klasy.

  10. Waldemarze
    Dziękuję za cytat: „Ocenianie zachowania ucznia polega na rozpoznawaniu przez wychowawcę klasy, nauczycieli i uczniów danej klasy stopnia respektowania przez ucznia zasad współżycia społecznego…”
    Czyli możemy sobie tylko pogadać.
    Oczywiście można byłoby walczyć o zmianę, ale wydaje mi się, że (Ksawerego wpis) MEN już nie bezie wprowadzał zmian w rozporządzeniach. A nie sądzę, aby ktoś miał siłę przeprowadzać to przez sejm.

    Spotkałam się już wcześniej z inną głupotą, która sankcjonuje wystawianie ocen dzieciom w nauczaniu wczesnoszkolnym. W przepisach jest, że to zależy od szkoły, tylko na koniec ma być ocena opisowa.

    Przyjemnie jest spotkać ludzi, których takie przepisy ruszają, ale w obliczu innych idiotyzmów i mojej małej skuteczności w działaniu, ja się wycofuję.
    Danusia

    • Cytat pochodzi z rozporządzenia wydanego na podstawie niekonstytucyjnej delegacji ustawowej. To rozporządzenie (ten przepis) jest również niekonstytucyjne — tyle, że TK dopuścił jego przejściowe stosowanie jeszcze przez półtora roku. Do tego czasu będzie musiało powstać nowe rozporządzenie, zaczepione na już zmienionej ustawie. Wraz z zapisem ustawy i rozporządzeniem stracą ważność również wszystkie szkolne regulaminy oceniania, w tym ten, który sprowokował Cię do napisania tej notatki.

      Być może to jest najlepszy moment, żeby próbować coś zmieniać — bo wszystkie przepisy w tej dziedzinie będą musiały i tak powstać na nowo.

    • Witaj Andrzeju
      Ja chyba nie jestem odpowiednią osobą do komentowania tego przedsięwzięcia, a to dlatego, że NIE LUBIĘ KONKURSÓW. Każdy prawie konkurs jest związany z rywalizacją i z tym, ze są wygrani przegrani, a polem jest porównanie.
      Zajrzała,m do dokumentu i szczególnie obawi8am się zapisu:
      „Wychowawca powinien dołożyć wszelkich starań, aby nauczyć swoich wychowanków odróżniać zachowania osoby koleżeńskiej od zachowań najsympatyczniejszej czy najbardziej popularnej osoby w klasie”.
      Boże to nie możliwe!
      Danusia

    • Będzie z tego katastrofa.

      Cały ten konkurs należałoby zlikwidować, a jeśli już koniecznie chcecie Państwo nagradzać wyjątkowo pozytywne zachowania, to ani nie można ustalać zasady „jedna nagroda na miesiąc”, prowadzącej do tego, że skuteczną strategią dostania nagrody jest wywrócenie innych kandydatur, ani kryterium nie może być oparte na żadnym regulaminie, tylko być indywidualną i arbitralną decyzją jakiegoś autorytetu moralnego, mającego w dyspozycji całą skrzynię orderów i w jednym miesiącu, nie przyznającego żadnej nagrody, a w innym, gdy kilkoro uczniów się zasłuży czymś wyjątkowym, nagradzającego ich wszystkich.

      Fundament konkursu: punkt 2.8 „Celem Konkursu jest promowanie wśród uczniów postawy koleżeńskiej.” jest wewnętrznie sprzeczny. „Koleżeństwo” jest koleżeństwem tylko wtedy, gdy jest bezinteresowne, a nie jest działaniem, służącym do uzyskania nagrody.

      Skutkiem tego konkursu (jeśli nagrody będą na tyle atrakcyjne, że dzieciom będzie się chciało o nie zabiegać) będzie więc raczej promowanie cwaniactwa, okraszonego zakłamaniem, ubierającym je w „koleżeńskie” słowa i demoralizacją w zetempowskim stylu. Przerodzi się to albo w coś w stylu ZMP, albo „konkursu na pracownika miesiąca” w hipermarkecie.

    • Andrzeju, oto moja opinia.
      Taki konkurs jest nieracjonalny, sprzeczny z zasadami szacunku i dialogu, sprzeczny z podstawami naszej cywilizacji. Zatem uważam do za szkodliwy.
      To jest konkurs typu „wybieramy najfajniejszego …. (kogoś). Uważam je za fałszywe, szkodliwe i niemoralne.
      W jednej ze szkół spotkałem konkurs na najlepszego nauczyciela roku – wybierają uczniowie. Uważam to za obrzydliwe. Takie plebiscyty powinny być zakazane.

  11. Widzę, że dyskusja w sprawie tzw. oceny koleżeńskiej toczyła się już kilka lat temu. Jestem mamą świeżo upieczonej pierwszoklasistki ( szkoła podstawowa, aby nie było wątpliwości) i właśnie na zebraniu zostaliśmy poinformowani, że jedną z metod stosowanych przez panią wychowawczynię jest właśnie wzajemne ocenianie się uczniów. Na razie takie ocenianie dotyczy wiedzy z przedmiotów ogólnych i polega na tym, że uczniowie oceniają odpowiedź koleżanki/ kolegi odpowiednio podnosząc kciuk w górę, gdy się z nią zgadzają i opuszczając kciuk w dół, gdy uznają, że odpowiedź jest nieprawidłowa.
    Jak zostałam poinformowana, ma to być właśnie przygotowanie ucznia do tzw. OCENY KOLEŻEŃSKIEJ.
    Jest to dla mnie coś nowego, dlatego postanowiłam zasięgnąć informacji o tej metodzie zanim zacznę dyskusję.
    Widzę, że jest to metoda, która pojawiła się już kilka lat temu, zatem można już ocenić z perspektywy czasu, czy się sprawdza i praktycznie ocenić jej wady i zalety.
    Napiszcie proszę co myślicie o OCENIE KOLEŻEŃSKIEJ i czy wprowadzenie takiej metody w pierwszej klasie podstawówki jest dobre.

    • Pani Anno, jestem bardzo ZA oceną koleżeńską, ale inną niż proponowana w Pani szkole. Ocena koleżeńska to komentarz do pracy innego ucznia – informacja zwrotna zawierająca: to co uczeń zrobił dobrze i to co ew. zrobił źle i jak ma poprawić. Ocena koleżeńska odnosi się tylko do wcześniej ustalonych kryteriów sukcesu i jest oceną pracy ucznia, a nie jego osoby. W żadnym wypadku nie jest to ocena na stopnie. Tak więc kciuki też nie są dopuszczalne, bo to inna forma stopnia.
      Ocena koleżeńska jest używana w różnych pedagogikach, my propagujemy ją w ocenianiu kształtującym, ale dopiero wtedy, gdy nauczyciel przyzwyczai uczniów do stawiania celów, kryteriów i gdy sam udziela uczniom informacji zwrotnej do ich prac. Z jednym się zgadzam, do oceny koleżeńskiej nauczyciel musi uczniów przygotować. Nie jest to łatwe zadanie dla uczniów. Najwięcej uczniowie uczą się naśladując nauczyciela. Napiszę o tym więcej na blogu, bo to ważny temat. Może pani zajrzeć do filmu na naszej stronie: sus.ceo.org.pl i zobaczyć jak 6 latek udziela informacji zwrotnej swojej koleżance w czytaniu.
      Pozdrawiam Danuta

  12. Pani Danuto,
    Serdecznie dziękuję za odpowiedź. Każda opinia w temacie stanowi dla mnie cenną informację .
    Cieszy mnie również, że poruszy Pani temat oceny koleżeńskiej na swoim blogu i liczę, że Pani wpis zachęci do nowej dyskusji.
    Program Centrum Edukacji Obywatelskiej, w ramach którego stosuje się metodę tzw. oceny koleżeńskiej, funkcjonuje, jak widzę, już od kilku lat , dlatego bardzo interesują mnie opinie osób, które miały okazję praktycznie zetknąć się z programem. Kilkuletni okres funkcjonowania programu pozwoli go ocenić praktycznie perspektywy czasu.
    Osobiście, po wstępnym zapoznaniu się z koncepcją CEO i z przykładowymi ocenami koleżeńskimi umieszczonymi m.in. na Pani blogu, nie do końca jestem przekonana o ich wartości informacyjnej i motywującej dla potencjalnego odbiorcy, dlatego chętnie poczytam argumenty z i przeciw tej metodzie.
    Dodam, że bardzo spodobał mi się pomysł tzw. OK zeszytu, który w ciekawy sposób pozwala robić notatki z informacji pozyskiwanych na lekcjach. Dobrze prowadzony OK zeszyt jest naprawdę atrakcyjną alternatywą dla zeszytów tradycyjnych.
    Tutaj bardzo istotne wydaje się zrozumienie koncepcji OK zeszytu przez nauczyciela. Ważne, aby uczniowie wiedzieli, że to treści merytoryczne, nie zaś względy estetyczne stanowią o wartości OK zeszytu i np. krzywo wklejona nalepka nie jest kluczowa dla jego oceny.
    Jeszcze raz dziękuję za odpowiedź i liczę na ponowne otwarcie dyskusji w temacie oceny koleżeńskiej.
    Pozdrawiam, Anna

  13. Pięknie, że rodzic tak się interesuje nauczaniem! Czy jest Pani może z Warszawy, bo tu mamy konferencje i warsztaty na temat tego jak rodzice mogą wykorzystać OK w wychowaniu i kontaktach z dzieckiem. Wygraliśmy budżet partycypacyjny na ten temat.Mogę podać terminy….
    Danuta

  14. Skoro wątek odżył dzięki pani Annie, chciałbym zaproponować mały, myślę, że przydatny rodzicom eksperyment myślowy: Proszę sobie wyobrazić, że podlegają Państwo takiej ocenie u siebie w pracy. Spora sala, komfortowe krzesło z delikwentem na widoku, a wokół kilkadziesiąt osób bawiących się kciukami, jak w rzymskim amfiteatrze. Brakuje tylko efektów dźwiękowych, może jakieś buczenie, albo tupanie? No, bardzo proszę o dzielenie się wrażeniami! Najbardziej ciekawiłaby mnie wypowiedź pani „wychowawczyni”, autorki tego pomysłu. Jaka szkoda, że jej nie usłyszymy. Prawdopodobnie wyobraziła sobie jak to miło jest obejrzeć w realu dziesiątki lajków, ale czy zastanowiła się przez moment, co czuje dziecko, na które klasa wydała wyrok „skazujący”?

    Moje stanowcze NIE dla takich „metod”! Cieszę się, że Danka, która przecież jest zwolenniczką wszelkich działań grupowych, też tego nie aprobuje, jak się zdaje z przyczyn podobnych.

      • Rozumiem, że chodzi ci o brak informacji zwrotnej. To kwestia zasadnicza, niemniej jednak, warto się zastanowić, jakiej istotnej informacji, poza emocjami (a mam poważne wątpliwości, czy one powinny stanowić choćby punkt wyjścia do oceny), może dostarczyć dziecko w pierwszej klasie. Przecież takie umiejętności mogą być jego udziałem dopiero po dłuższym treningu i przygotowaniu (jeśli w ogóle mamy możliwość pracy z grupą od jej najmłodszych lat). Uważam, że jedynym (nie jedynie semantycznym) wyjściem jest odejście od oceny i zastąpienie jej informacją zwrotną – ona sama z siebie pełni funkcję normatywną.
        Jestem przeciwnikiem poddawania jednostki presji grupy, jakkolwiek byśmy jej nie nazwali. Możemy zapytać Zdzisia i Olę, co myślą o rozwiązaniu Grzesia (o ile Grzesio nie jest dyżurnym ocenianym), ale urządzanie grupowych osądów nigdy nie będzie wolne od składowych pozamerytorycznych.
        Ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego wszyscy zaniepokojeni negatywnym wpływem, jaki może mieć ‚jedynka’ na psychikę Jasia, nie mają oporów przed podobnymi socjo-eksperymentami. Dla mnie jest to bezmyślna pogoń za byciem „innowacyjnym, nowoczesnym nauczycielem”, dla którego treść jest daleką i ubogą krewną formy.

  15. Panie Robercie, dziękuję za zainteresowanie tematem i przedstawienie opinii w temacie oceny koleżeńskiej.
    Spróbuję zatem nieco wyjaśnić.
    Otóż, z tego co zrozumiałam, metoda, nazwijmy to, kciuków, ma w intencji pani wychowawczyni zwiększyć koncentrację uczniów. Dzieci mają być skupione na wypowiedzi koleżanki/ kolegi i również szukać rozwiązania zadania. Krótko mówiąc, wszyscy mają myśleć, a nie tylko ta osoba, która aktualnie odpowiada.
    A ja się zastanawiam, czy pani osiągnie zamierzony cel stosując swoją metodę, kciuków. Moim zdaniem dzieci będą dostosowywać swoją ocenę do opinii większości i machać ręką jak reszta klasy.
    Nauczyciele często nie doceniają dziecięcej inteligencji, o czym się już pani wychowawczyni miała okazję przekonać. Otóż (również zgodnie z zaleceniami CEO) pani wprowadziła losowanie patyczków z imionami uczniów, zamiast tradycyjnego zgłaszania się poprzez podnoszenie ręki.
    Cel : wyrównanie szans i większa koncentracja uczniów.
    Efekt był taki, że w pierwszej wersji, gdy pani odkładała patyczki z imionami do tego samego pojemnika zdarzało się, że jedna osoba była losowana kilkukrotnie, a inna wcale. Zatem metoda, która miała być nowatorska i bardzo fajna, okazała się mieć istotną wadę.
    Pani zmodyfikowała zatem nieco metodę i odkładała wylosowane patyczki do innego kubka. No , nie było już problemu z kilkukrotnym losowaniem tej samej osoby, ale… dzieci szybko zorientowały się, że jak już raz były wylosowane, to nie muszą już uważać i ich koncentracja gwałtownie spadała.
    Te patyczki, to dla mnie taka kolejna szkolna niespodzianka.
    Stosowana od zawsze chyba w szkole metoda podnoszenia ręki , mobilizuje ucznia do aktywności, zachęca do wypowiedzi bez stresu i przymusu, a nauczycielowi daje informację, kto zna odpowiedź (niekoniecznie właściwą) na zadane pytanie.
    No trzeba się czasem zastanowić, czy lepsze nie jest wrogiem dobrego, zwłaszcza jeżeli dotyczy to dzieci i ich edukacji.

    • Tak jak budzi moja wątpliwość wykorzystanie przez panią nauczycielkę kciuków, tak z patyczkami jestem za. Faktycznie modyfikacja w postaci odkładania patyczków już użytych nie jest dobra, bo dzieci widzą, że nie zostaną już zapytane. Bardzo dobrze też, że Pani nauczycielka wytłumaczyła o co chodzi z tymi patyczkami, dlaczego je stosuje. Patyczki lub inne losowanie pokazały w szkołach całego świata, że wpływają na zaangażowanie ucznia w naukę. Jest to oczywiste, gdyż perspektywa poproszenia ucznia o odpowiedź powoduje, że zaczyna on jej poszukiwać. Polecam obejrzenie filmu BBC – „Eksperyment w klasie”, który został nakręcony kilka lat temu z udziałem Dylana Wiliama. Można tam zobaczyć, jak trudne jest wprowadzenia patyczków do kultury pracy szkoły. Proszę samemu zrobić takie doświadczenie : pójść na wykład na którym wykładowca nie pyta o nic słuchaczy , a potem na taki w którym wykładowca utrzymuje kontakt potencjalnie z każdym słuchaczem. Potem proszę ocenić, na którym z wykładów była Pani bardziej zaangażowana.
      To, że los wskaże kilka razy tę samą osobę, to nie szkodzi, to jest los i jest ślepy, ale zaangażowanie już jest. Los też jest niezależny od sympatii i antypatii, od niepowstrzymanej chęci ucznia do zabrania głosu. Co zrobić, jak uczniów takich chetnych do odpowiedzi jest 30 w klasie, czy byłaby Pani zadowolona,gdyby właśnie Pani syn był wtedy pomijany?
      Brawo dla Pani, że jest Pani zaangażowana w nauczanie i brawo dla Pani nauczycielki, która próbuje nowych pomysłów. Na pewno spokojna rozmowa nad powodami wyboru takich, a nie innych sposobów byłaby satysfakcjonująca dla obu Pań.
      Jestem pewna, że każdy nauczyciel chce dobrze nauczać. Proszę popatrzeć jak Robert się angażuje i jest gotowy do podejmowania dyskusji.
      Pozdrawiam serdecznie
      Danuta

      • Pani Danuto,
        Obejrzałam polecany film „Eksperyment w klasie”. Pierwszym co mnie uderzyło to fakt, że proponowane przez CEO metody, są wierną kalką przedstawionego eksperymentu przeprowadzonego w angielskiej szkole. CEO nie proponuje niczego autorskiego i wydaje się, po prostu powielać wzorzec z brytyjskiego reality show.
        Sam eksperyment, jakkolwiek ciekawy, wydaje się mieć poważną wadę techniczną, która podważa obiektywność jego wyników. Chodzi mianowicie o nieustanną kontrolę zarówno uczniów jak i nauczycieli przez Dylana Williama (autora projektu).
        Dylan William został na początku przedstawiony jako człowiek z wielkim doświadczeniem : profesor, były nauczyciel, doradca rządowy w dziedzinie edukacji, nieustający w poszukiwaniu nowych rozwiązań itd. Ilość tytułów przytłacza i czyni z Dylana wielki autorytet w dziedzinie edukacji.
        Po prostu taka Magda Gessler brytyjskiej edukacji.
        No i teraz kto ośmieli się dyskutować z panem profesorem z telewizji i podważać proponowane przez niego metody?
        Moim zdaniem pan William nadużywa swojego autorytetu nie przyjmując praktycznie żadnej krytyki i, zgodnie z regułą konsekwencji, podważa wszelkie nawet bardzo racjonalne argumenty sprzeciwiające się jego teorii.
        „Despite unexpected problems with some of the students, Dylan is determined to make further changes”

        Gdzieś tam między wierszami ktoś próbuje powiedzieć, że patyczki się uczniom nie podobają, ale pan Dylan zaraz przeprowadza z taką osobą rozmowę, po której ta zmienia zdanie i staje się entuzjastą patyczków.
        Ja zwróciłam uwagę na dwa fakty. Po pierwsze Dylan William tyle mówi o wyrównywaniu szans, dawaniu uczniom prawa do wypowiedzi , a sam w swoim filmie pozwala się wypowiedzieć zaledwie kilku uczniom i nauczycielom. Słyszę, że klasa liczy 24 osoby, a komentujących jest dosłownie troje, albo czworo.
        I to właśnie komentarze tej czwórki mają nas przekonać o tym, że eksperyment to wielki sukces.
        Zwróciłam też uwagę na końcowy fragment, gdzie dowiadujemy się o tym, że patyczki z imionami kilku osób tajemniczo zniknęły. Zatem nie wszyscy są zachwyceni metodą Dylana , ale nie potrafią mu tego wprost powiedzieć i uciekają się do oszustwa. Wcale mnie to nie dziwi, bo Dylan pokazał wcześniej, że nie można się z nim nie zgadzać.
        Okazuje się, że to najlepsze uczennice wykradły patyczki ze swoimi imionami, bo nie czują się komfortowo w sytuacji, gdy są wyrywane do odpowiedzi i zwyczajnie stresują się w takich okolicznościach. Nie ma patyczków z ich imionami- nie będą pytane.
        A wydawałoby się, że to słabszym uczniom powinno zależeć na unikaniu wyrywania do odpowiedzi. I pewnie tak jest, ale osoby bystrzejsze szybciej przejrzały system i znalazły lukę.
        Dla mnie sytuacja jasno pokazuje, że jednak nie wszyscy uczniowie czują się komfortowo, gdy są wyrywani do odpowiedzi w taki przypadkowy sposób, ale pod presją autorytetu (Dylana ) boją się sprzeciwić i powiedzieć co naprawdę myślą o patyczkach.
        Te patyczki są takim symbolem całego tego eksperymentu, którego wad autorzy zdają się nie chcieć dostrzegać.
        „Despite unexpected problems with some of the students, Dylan is determined to make further changes”
        “Mimo nieoczekiwanych problemów z kilkoma uczniami, Dylan jest zdeterminowany by kontynuować zmiany”
        I to jest chyba najlepsze podsumowanie całego eksperymentu.

        Serdecznie pozdrawiam
        Anna

        • Pani Anno, wyczuwam niestety z Pani stronę niechęć do nowych pomysłów. Faktycznie CEO posiłkuje się odkryciami znanych naukowców. Polecam Pani książkę Johma Hattiego, jego badania potwierdzają stosowanie metod oceniania kształtującego. Osobiście wolę ufać badaniom uznanych naukowców niż spekulacjom przypadkowych osób.
          Nie jestem bezkrytyczna, uważam np, że we wspomnianym eksperymencie zabrakło ustalenia – po co patyczki.
          Jednak porównywanie Magdy Gesler do Dylana Wiliama uważam za chybione. Różnią się choćby tytułem i materią którą się zajmują.
          A jak Pani wirtualny eksperyment, który Pani zaproponowałam? Może zdrowy rozsądek pomoże?
          Danuta

          • Pani Danuto,
            Dociekliwość nie oznacza niechęci do nowości.
            Jako mama dziecka, na którym praktycznie stosowane są nowości, uważam za stosowne zapoznać się z tematem i wyrazić moje wątpliwości.
            Czy dobry rodzic musi się zachwycić każdą wprowadzaną w szkole nowością i przyjmować ją bezkrytycznie?
            Edukacja mojego dziecka jest dla mnie bardzo istotną sprawą, bo dotyczy najważniejszej dla mnie w życiu osoby.
            Ekspert wprowadzający nową metodę może się , co najwyżej pomylić, stracić zawodowy prestiż i wreszcie stracić pozycję eksperta w temacie. Prawdziwą ofiarą złego eksperymentu jest dziecko, na którym eksperymentalne metody stosowane są w praktyce.
            Polecony przez Panią filmik obejrzałam z zainteresowaniem i bardzo dziękuję za rekomendację. Miałam możliwość przyjrzenia się jak proponowane m.in. przez CEO metody wyglądają w praktyce i odniesienia się do zaprezentowanych sytuacji.
            W obejrzanej przeze mnie wersji filmu, wytłumaczone zostało do czego służą patyczki. Była mowa o wyrównywaniu szans, uczniowie mówili o swoich wątpliwościach. Po jakimś czasie zdarzył się incydent ze zniknięciem patyczków z imionami niektórych osób, który też był formą wyrażenia opinii o eksperymencie.
            Uważam, że kontrola ze strony osoby autora projektu, występującego z pozycji utytułowanego i popularnego medialnie eksperta, mocno wypaczyła wyniki eksperymentu i nie pozwoliła uczestnikom w pełni i szczerze wyrazić swoich opinii. Stąd końcowa pełna zachwytów opinia o stosowanych eksperymentalnych metodach wydaje mi się mało obiektywna i nie przekonuje mnie.
            pozdrawiam

  16. Pani Anno, pani intuicje odnośnie oświaty powinny być cytowane na wszystkich szkoleniach, których jest multum, ale które w większości pomijają nie tylko aspekt dziecięcej psychologii, ale także zdrowy rozsądek. Podkreślam to, bo jest pani niejako „spoza branży”, a tego rodzaju głosy rozsądku rzadko się tu przebijają – rodzice na ogół oczekują czarodziejskiej różdżki, której te leniwe belfry, z niewiadomych przyczyn nie chcą użyć.

    „No trzeba się czasem zastanowić, czy lepsze nie jest wrogiem dobrego, zwłaszcza jeżeli dotyczy to dzieci i ich edukacji.” – Niewielu dyżurnych zmieniaczy się z panią zgodzi, bo już dawno zapomnieli, czemu ewentualne zmiany miały służyć. Najczęściej są po prostu biciem piany i samozachwytem.

    „A ja się zastanawiam, czy pani osiągnie zamierzony cel stosując swoją metodę, kciuków. Moim zdaniem dzieci będą dostosowywać swoją ocenę do opinii większości i machać ręką jak reszta klasy.” – To naprawdę ma niewielkie znaczenie w obliczu odfajkowania „fajnej techniki”, kolejnego scenariusza zajęć wyglądającego „nowocześnie” w konspekcie na pokaz, braw sproszonych obserwatorów i gratulacji dyrekcji za „wspaniałe zajęcia aktywizujące.

    „Nauczyciele często nie doceniają dziecięcej inteligencji…” – Absolutnie. Nie tylko dziecięcej zresztą. Wynika to nie tylko z niewiedzy i niechęci, ale z ustawowego traktowania uczniów jak przygłupów, wymogu równania w dół i konieczności koncentracji na wychowawczo-opiekuńczej funkcji szkoły. Inteligencja jest raczej niezbyt mile widziana, bo wymaga pracy i przyznania, że nie wszyscy są inteligentni. Z tym żadna szkoła sobie nie radzi, bo to jakby otwarcie teraz przyznać, że suweren jest idiotą.

    Pozdrawiam i życzę spotkania nauczycieli, dla których nauczana treść ma jeszcze znaczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*