avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/W szkole rozmawiaj, słowa mają wielką siłę!  

Szkoła MY czyli Zamiast się „zapalać” cz. 2

26.05
2012

Czytam w Polityce z 23 maja w artykule Ryszarda Sochy, o tym jak powszechne staje się pieniactwo. Osoby na stanowiskach domagają się kar dla tych, którzy publicznie ich krytykują organizując happeningi i prześmiewki. Nawet, gdy nie są agresywne, gdy autorzy nie walczą o interes własny lecz publiczny, mają być zdaniem krytykowanych starostów i radnych potraktowani jak chuligani, postawieni przed sąd i należycie ukarani. W ten sposób, jak mówią, domagają się jedynie należnego im szacunku. Tak sobie myślę, że pieniactwo jest chyba jednym z ubocznych produktów naszych szkół, w których nauczyciele znacznie częściej o szacunku nauczają niż po prostu szanują.
Aby w naszych szkołach szanowano, zamiast jedynie do szacunku nawoływać, potrzeba zmiany świadomości i przejścia od myślenia typu „ja kontra wy” (jedna z wersji modelu „my – oni”) do modelu „my”. Przejście do szkoły MY w naturalny sposób uruchamia do działania. Bo jeżeli coś się nam nie podoba (w szkole na Starej to chleb powszedni, bo zawsze jacyś „oni” wszystko psują), a jesteśmy tylko „my”, to wiadomo, że nikt za nas tego nie zmieni. Zaczynamy myśleć, co tu zrobić, od czego zacząć. Co my możemy z tym zrobić?
Jaka jest szkoła MY?
W MY szkole nauczyciel nie wtłacza do głów wszystkim „po równo”, lecz wspólnie z uczniami tworzy coś nowego. Wiadomo jedynie dokąd planujemy dojść, lecz każdego dnia i w zasadzie z każdym nieco inną drogą. W My szkole znacznie zmniejsza się ilość zakazów. Kiedy w szkole jesteśmy MY, to ważny jest każdy. Szukamy rozwiązań dogodnych dla wszystkich, to nie jest łatwe. Potrzeba na to spokojnych rozmów i czasu na konkluzje, lecz jaka radość z bycia razem, gdy ustalimy zasady, które chce się wszystkim respektować. W systemie MY nie ma miejsca na kary, ponieważ nikogo nie chcemy wykluczać, lecz raczej wskazać, że potrzebujemy go w naszej grupie do pomocy ku wspólnym celom. W szkole MY nie zarządza się poprzez strach lecz empatię. Jeśli jakiś Jaś nie angażuje się we wspólne działania, to ma jakiś powód. Przygotowany nauczyciel potrafi dotrzeć do powodów niechęci i pomóc. Kluczowa jest postawa nauczyciela. System MY opiera się na współpracy i wewnętrznej motywacji. Chcemy uszanować każdego z naszej grupy. Tak więc przymus jest bardzo ograniczony. Negocjowanie zabiera nieco czasu i równocześnie czas oszczędza. Kiedy nie przymuszamy, to i nie wzbudzamy oporu. W negocjowaniu ważne jest utrzymanie kierunku, jasność co do wartości, które chcemy zachować.
MY szkoły można dość łatwo rozpoznać, uczniowie nie chcą z nich wychodzić. Pewnie znacie już takie szkoły podstawowe, ale czy mamy już MY gimnazja i MY licea?
Jak stworzyć szkołę MY?
Szkoły MY nie stworzymy z dnia na dzień. Można przekształcać stare szkoły, a najpewniej trzeba zacząć inaczej kształcić przyszłych nauczycieli. Kto chciałby przekonać się, na czym polega różnica, może zacząć od jednego próbnego MY- dnia tj. traktowania wszystkich jako MY i wszystkiego jako NASZE! Polecam ten eksperyment wszystkim, nie tylko nauczycielom. Myślę, że jest już niemała grupka osób pewnych zalet MY myślenia. Mam wrażenie, że dojrzewamy do stworzenia nowego modelu kształcenia nauczycieli, przygotowanych do tworzenia MY szkół.

Podziel się ze znajomymi

8 komentarze do “Szkoła MY czyli Zamiast się „zapalać” cz. 2

  1. Bardzo ciekawe. Popieram ! Bo jakże miałbym nie poprzeć, skoro Twoja propozycja jest zbieżna z „moją” ulubioną SZKOŁĄ SZACUNKU I DIALOGU ?
    Zacząć od eksperymentowania.
    - Kto ma zacząć ? Tylko chętni. Obojętnych i niechętnych zostawmy w spokoju.
    - Ilu chętnych ? Jeśli jest wyłącznie jeden chętny nauczyciel, to może eksperymentować tylko z uczniami. Ja zacząłbym tak: zapraszam was do SZSZID. Będziemy kierować się w niej zasadami SZID. Będziesz mógł mówić o wszystkim, na każdy temat, będziesz mógł zwracać mi uwagę, nie zgadzać się ze mną, prowadzić ze mną spór. Jedynym ograniczeniem będzie sposób mówienia – powinien być zgodny z ZSZID. Te zasady będziemy ustalać wspólnie.
    Jeśli jest chętnych minimum dwóch nauczycieli, to mogą zacząć eksperyment w gronie nauczycielskim, ale tyko jako para.
    - A co zrobić gdy dyrektor będzie patrzył niechętnym okiem na ten eksperyment, będzie niezadowolony, wkurzony, zły, agresywny ? Przykład mamy w serialu Ranczo.
    - Pytanie kluczowe: jak doprowadzić do wystartowania takiego eksperymentu ?
    Ewo, czy udało-się/uda Tobie namówić jakiegoś nauczyciela, jakichś nauczycieli, jakiegoś dyrektora, jakąś szkołę do spróbowania ?

    • Wiesławie, w MY szkołach ważne są dwie rzeczy: a) chętni, którzy chcą próbować MY podejścia b) otwarcie na szukanie towarzystwa bez przymuszania innych dlatego, że „ja wiem najlepiej”. To musi zacząć się zawsze od siebie, a nie od przekonywania innych. Dlatego to proste, ale niełatwe. W MY podejściu ważne jest nie wykluczanie nikogo, nawet wkurzonego kolegi czy dyrektora – ma swoje powody. Ważna jest przestrzeń, myślenie: robię to w co wierzę i chętnie opowiem ci czy nawet pokarzę, jeśli przyjdziesz do mnie na MY lekcję. Szukam mi podobnych, aby uczyć się razem i od siebie i pomagać sobie w momentach ew. porażek. A jak widzisz to z perspektywy SZID?

  2. W pełni zgadzam się z Tobą, Ewo. Tylko chętni, nie przymuszać, nie przekonywać na siłę, nie krytykować, nie zamykać się, oddziaływać i przyciągać własnym przykładem. Wszystko w „sosie” szacunku, dialogu, życzliwości i rzeczowości.
    Nurtuje mnie jedno: jak zacząć, jak znaleźć chętnych ? Czy w ogóle są jacyś chętni ?

    • Możemy się ucieszyć, że się zgadzamy w wielu punktach.Teraz dalej, co zrobić, żeby nauczycieli zaciekawić? Wracając do wpisu Marzeny „Ich mózgi, to nie maszyny, które włączają się po wciśnięciu odpowiedniego guzika. Co zrobić, by chciały pracować? Jak uruchomić ich potencjał?” To jest tak samo ważne jak w przypadku uczniów. Myślę, że zaciekawić nauczycieli może pytanie w rodzaju „Czy chciałbyś, aby twoim uczniom się chciało?” Pewnie niektórzy powiedzą, że nie wierzą w to, że to możliwe. Tymi nie warto się teraz zajmować. Trzeba nauczycielom pomóc zobaczyć, co jak działa. Właśnie to robimy.Kluczowa sprawa to wolność wyboru połączona z odpowiedzialnością. Wybierasz przymus, dostaniesz opór. Wybierasz budowanie wspólnoty, potrzeba czasu, ale już w trakcie czeka cię wielka przyjemność pt. zaangażowanie i autentyczna wymiana. Nie ma gwarancji sukcesu, jak to w życiu odkrywców. Podstawa to świadomość, że zawsze mam wybór:pójdę znaną drogą, albo poszukam innej. Już zaczęliśmy Wiesławie. Pisanie to też działanie. Już się szykuję na kolejny wpis :-)

    • jestem chętna, nawet bardzo. Wierzę w to, co robię.Nawet ostatnio miałam lekcję otwartą w klasie, która ponoć sprawia problemy. Niektórym oczy wychodziły ze zdziwienia, że pracowali z takim zaangażowaniem, jak zawsze, ale ponoć tylko u mnie.Po ostatnim szkoleniu byłam zdruzgotana podejściem niektórych nauczycieli + dyrektor do spraw związanych z edukacją XXI w. Już mi przeszło, między innymi po dzisiejszej rozmowie telefonicznej z p. Ewą Orłowską. Opór materii jest spory, a przy tym brak szacunku nie tylko do uczniów, ale i do nauczycieli. Przykład: prezentacja projektu uczniów (wymuszonego, bo system każe). wśród uczniów prezentujących dyslektyk z problemami emocjonalnymi i co? po prezentacji krzyki ze strony dyrekcji obrażanie ucznia, że czytać nie umie, żeby się wreszcie nauczył,a koledzy ze szkoły słyszą, uczniowie musieli prezentować projekt jeszcze raz, ale ów uczeń w tym dniu się już nie pojawił, po prostu wymiotował i miał rozstrój żołądka, dziwne? ja też bym miała. Wszystko w „sosie” szacunku, dialogu, życzliwości i rzeczowości piszesz Wiesławie, podaj przepis na ten sos, dam go dyrekcji. O przykładach braku szacunku do nauczycieli szkoda pisać, może tylko wspomnę o zwracaniu uwagi nauczycielom po nazwisku i krzyczenie na nich w czasie wspólnych konferencji. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.
      pozdrawiam

  3. Bardzo ciekawy artykuł. Czasem jako rodzic mam wrażenie jednak, że o ile sporo szkół zaczyna dostrzegać potrzebę lepszej komunikacji między nauczycielem a uczniami, między nauczycielem, a rodzicami, to całkowicie pomijana jest kwestia komunikacji między rówieśnikami. Jest cała masa dzieciaków małych i całkiem dużych, które w swoich szkołach, klasach czują się samotne i którym nikt z dorosłych nie przyjdzie z pomocą, bo odnoszę wrażenie, że nauczyciele, pedagodzy potrafią pracować tylko albo z całą grupą/klasą, traktując ją jak jednolitą masę, albo z ową „chorą” jednostką. Nikt nie potrafi pomóc dziecku, które w swoim otoczeniu czuje się obce, wyizolowane, pominięte, dziwne. To jest dla mnie jako rodzica głównym problemem szkoły – kompletna bezradność pedagogów wobec takiego problemu.

  4. @Al, piszesz: „pomijana jest kwestia komunikacji między rówieśnikami”. Chyba jest tak, że jeśli kuleje komunikacja pomiędzy nauczycielami, to uczniowie nie mają szansy na uczenie się komunikacji między sobą. Swoją drogą, to ciekawe, że uczenie się fizyki lub historii jest bardzo ważne i obowiązkowe, a uczenie się komunikacji to temat dowolny dla szkoły. Może powinie być taki przedmiot nauczania ?
    @wulkan, piszesz: „to tylko wierzchołek góry lodowej.” Tak, to też jest część rzeczywistości szkolnej. Pytanie: jak duża, jak istotna ? Dlaczego taka rzeczywistość może spokojnie istnieć i rozwijać się ? Nie zgadzam się z receptą, że wystarczy wymienić „złych” na „dobrych”. System edukacji jest tak skonstruowany, że promuje „złych”. Problem tkwi w systemie. To jest wyzwanie dla „dobrych”, kto potrafi niech przeciwstawia się „złu”. Świetnie opisałaś takie zmaganie, które napotyka na ścianę. Pytasz o przepis na sos, czyli jak robić wyłomy w murze. Przychodzi mi do głowy tylko jedna recepta: nie działać samotnie, szukać sojusznika/ów jak najbliżej siebie:
    - wśród kolegów z pracy. Chociaż jeden nauczyciel-sojusznik. W grupie tkwi ogromna siła.
    - wśród rodziców
    - wśród uczniów. To najprostsze i najwdzięczniejsze zadanie.
    Warto też szukać wsparcia dalej, na przykład tutaj – w CEO.

  5. szukam wsparcia, dlatego też pojechałam między innymi na konferencję Autonomiczny uczeń, na szczęście w gronie znajdzie się garstka ludzi myślących „inaczej” niż system każe. Jestem naładowana pozytywnymi emocjami po konferencji z udziałem Colina Rose i Howarda Gardnera. Cieszę się też z poznania p. Marzeny Żylińskiej. I cieszę się , że jest ta strona, gdzie można dać upust swoim bolączkom, ale i wymienić się doświadczeniami. Czekam na następne konferencje:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*