Oś Świata/Ocena opisowa

Stanowisko koalicji „Dziecko bez stopni”

03.11
2014

Instytucje edukacyjne oraz autorytety związane ze szkolnictwem zawiązały koalicję „Dziecko bez stopni”. Jej celem ma być wprowadzenie do polskich szkół oceny pomagającej się uczyć jako podstawowego sposobu oceniania postępów w klasach I–III szkoły podstawowej. Działania koalicji stanowią odpowiedź na projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty przedstawionej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej w lipcu tego roku.

W ramach koalicji będą prowadzone działania informacyjne i promocyjne przedstawiające korzyści z wprowadzenia oceniania bieżącego w postaci ocen pomagających się uczyć. Do poparcia proponowanych rozwiązań zachęcamy zarówno osoby indywidualne, jak i instytucje. Podpisy pod stanowiskiem koalicji są zbierane na stronie DzieckoBezStopni.pl. Tam również znalazł się pełen tekst stanowiska wraz z uzasadnieniem, a wkrótce pojawią się kolejne materiały przybliżające zagadnienie oceny pomagającej się uczyć.

Zapraszamy do obserwowania i wspierania naszych działań. Jeśli będzie nas dużo i będziemy mądrze działać, nasze postulaty zostaną spełnione i wspólnie dokonamy istotnej zmiany w polskiej szkole.

 

STANOWISKO OSÓB I INSTYTUCJI W SPRAWIE NOWELIZACJI USTAWY OŚWIATOWEJ I WPROWADZENIA PRZEZ NIĄ W EDUKACJI WCZESNOSZKOLNEJ OCENIANIA WYŁĄCZNIE POPRZEZ DAWANIE UCZNIOM INFORMACJI POMAGAJĄCYCH SIĘ UCZYĆ

Do końca 2014 roku Sejm zobowiązany wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego ma uchwalić zmiany w ustawie o systemie oświaty, które na wiele lat określą szkolne ramy i zasady oceniania uczniów przez nauczycieli.

Nowe przepisy będą miały kluczowe znaczenie dla wszystkich uczniów, w tym szczególnie tych rozpoczynających naukę na etapie edukacji wczesnoszkolnej. Dla tej grupy albo utrwalą i poszerzą zakres oceniania stopniami i ich odpowiednikami w postaci symboli, albo rozwiną i upowszechnią praktykę oceniana poprzez przekazywanie dzieciom informacji, które pomagają im się uczyć.

Oczekujemy przyjęcia przez Sejm zapisów ustawowych, które wprowadzą w nauczaniu wczesno­szkolnym zasadę bieżącego oceniania uczniów przez nauczycieli wyłącznie w postaci ocen pomagających się uczyć.

Na takie informacje składają się przekazywane ustnie lub pisemnie w różnych momentach codzien­nego nauczania opinie nauczyciela o tym, co uczeń zrobił dobrze, co i w jaki sposób powinien poprawić i jak ma dalej się uczyć.

 

» przeczytaj uzasadnienie

`

17
Dodaj komentarz

9 Comment threads
8 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
avataravataravataravataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość
Robert Raczyñski

„Dla tej grupy albo utrwalą i poszerzą zakres oceniania stopniami i ich odpowiednikami w postaci symboli…” – A ja w dalszym ciągu nie rozumiem, jaką różnicę będzie dziecku robiło otrzymanie „symbolu”, który będzie rozumiało, zamiast cyferki. Czy skrzywiona buzia, lub coś równie „humanitarnego”, rzeczywiście zmieni percepcję niepowodzenia? O ile wymóg precyzyjnego informowania ucznia o jego postępach i problemach jest dla mnie oczywiste, cała reszta wydaje mi się udawaniem, że ocenianie wcale ocenianiem nie jest. Jakoś wątpię, żeby dzieci w klasach I-III były tak nierozgarnięte, by taki kamuflaż się udał, ale pewnie czegoś nie wiem, lub nie pojmuję… Nadal uważam, ze… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Al

Nie sądzę, żeby nauczyciel był kompetentny, żeby stwierdzić, że Jaś się nie uczy, zwłaszcza jeśli Jaś uczy się głównie w domu. Może co najwyżej stwierdzić, jak pracuje w szkole, w grupie i tym, na dobrą sprawę, powinien się zająć, zamiast głównie sprawdzaniem, czego się Jaś nauczył w domu, a czego nie, od razu z kompetencjami społecznymi uczniów byłoby lepiej. Dziecko może nie osiągać wyników z różnych powodów. Równie dobrze, jak już „nazywamy rzeczy po imieniu” choćby dlatego, że „Jasia nauczyciel nie uczy”.

avatar
Gość
Robert Raczyñski

Al, ale ja nie o tym… Mierzi mnie szukanie nowych nazw dla odwiecznych zjawisk, w nadziei, że zgrabne przemianowanie to coś więcej niż zaklinanie rzeczywistości – przykład był celowo przerysowany. Cała nowomowa edukacji służy maskowaniu faktu, że dla pewnych kwestii nie ma uniwersalnych rozwiązań. Nie dobrych, ale uniwersalnych. Polityczno-poprawna biurokracja zawsze uważa, że jesli zebrało się jakies „ciało”, to z definicji musi „zbawić cały swiat”. Dlatego biurokracja nigdy nie rozwiązuje problemów, tylko tworzy nowe. W tym konkretnym przypadku, dobrze byłoby zastanowić się nad kilkoma konkretami, a nie mysleć o kolejnej ustawie, którą może kiedys ktos wprowadzi, a pomoże ona jak… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Według mnie koalicja idzie obok tematu. Temat ocen jest ważny, owszem, ale załatwianie go ustawą oznacza kontynuację procesu, w którym państwo rości sobie pretensje ingerowania w całość relacji w szkole. Nie zgadzam się, że sprawa oceniania nie ma znaczenia. Są całe systemy (np. fiński), w którym ocen nie ma aż do np. końca gimnazjum i skutki tej polityki są podobno błogosławione. Nie chodzi o zastępowanie stopni buźkami, ale o głębszą filozofię – czy uznajemy, że dziecko, które umie „połowę” zdaje, czy chcemy żeby umiało „wszystko”, czy w sytuacji „braków” wartościujemy dziecko, czy może nauczyciela. Itd. „Ocena kształtująca” jest rozwiązaniem, które… Czytaj więcej »

avatar
Gość

„Chodzić powinno o to, żeby ustawa regulowała możliwie jak najmniej.” Idziesz pod prąd wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że pewne rzeczy nie mogą być regulowane rozporządzeniami i zarządzeniami ministra i nie podlegającymi żadnej publicznej kontroli decyzjami CKE, ale wymagają właśnie uregulowania ustawowego. Rozumiem jednak o co Ci chodzi i, paradoksalnie, podzielam pogląd zarówno Twój jak Trybunału. Podzielając Twój pogląd, że edukacja jest w Polsce przeregulowana, zgadzam się jednak z Trybunałem, że póki w ogóle istnieją takie rzeczy, jak centralne matury (mające kluczowe znaczenie), czy egzaminy gimnazjalne (mające równie praktyczne znaczenie), czy nawet roczne świadectwa, to powinny one być bardzo precyzyjnie… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Czy w państwowej można nie zdać — może jest trudniej niż w niektórych (skrajnych chyba) przypadkach edukacji domowej, ale w klasach I-III nie zdaje dziecko, które ma jakiś bardzo poważny problem i może tu chodzić o (patologiczny) dom albo jakieś rozwojowe problemy. Teoretycznie „zasady klasyfikacji” w edukacji domowej i „zwykłej” mają być te same (regulowane rozporzędzeniem jeszcze z czasów Hall). Ale to są wszystko duperele. Masz rację po wielokroć. Dopóki istnieje praktyka ocen, podstaw programowych, centralnych egzaminów itd. — wszystkie te rzeczy muszą być regulowane ustawami. Masz również rację — nie zauważyłem rzeczywiście możliwej premedytacji — co do ocen w… Czytaj więcej »

avatar
Gość

„Teoretycznie „zasady klasyfikacji” w edukacji domowej i „zwykłej” mają być te same (regulowane rozporzędzeniem jeszcze z czasów Hall)” Z tą tylko drobną różnicą, że jeśli dziecko w szkole państwowj uzyska kwalifikację niedostateczną, to i tak jest promowane do następnej klasy. A jeśli zostanie tak sklasyfikowane w edukacji domowej, to jest to podstawa, by zabrać je rodzicom i oddać szkole. Jeśli dziecko w domowej edukacji „nie zda” egzaminu, to oznacza zawrócenie dziecka do szkoły państwowej. Zdarza się to bardzo rzadko, ale prawnie jest to możliwe i rodzice się tego boją. W państwowej szkole nie ma siły, żeby dziecko, które nie zna… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

To mi się wydaje świetnym pomysłem.

avatar
Gość
Robert Raczyñski

Ależ jest już inicjatywa oddolna :). Niektóre „uczelnie” chciały wprowadzić „rok zerowy” dla tych chętnych uiścić czesne, którym na tegorocznej maturze powinęła się noga. Wydaje się to po prostu skokiem na kasę, ale pierwszy krok poczyniony! Ciekawe, czy ktoś tam wpadnie na pomysł, żeby oprócz czesnego, inkasować jeszcze forsę z kursy przygotowujące delikwentów do matury, która uprawni ich do płacenia za I semestr roku następnego…

avatar
Gość

Nie do końca o takie „na studia bez matury” mi chodziło.
Raczej o to, żeby każda uczelnia miała swoje własne kryteria przyjęć, w których jakikolwiek państwowy egzamin nie miałby żadnego znaczenia, a państwo w ogóle nie wtrącałoby się w proces rekrutacyjny. Przykład Oxfordu i MIT, które dziwnymi wyjątkami od prawa nie wymagają ani euro-matury, ani amerykańskiego testu.

Oczywiście, jeśli są uczelnie, które za czesne są chętne do rekrutowania analfabetów, to na zdrowie im!

avatar
Gość
Robert Raczyński

Jasne, że na zdrowie… Tyle, że w naszej rzeczywistości „mgr”=mgr i ktoś, kto zainwestował w swoje wykształcenie coś więcej niż czesne, najczęściej jest wypierany z rynku, bo bardziej się ceni. Oczywiście winę za to ponosi chory rynek pracy, który niedługo będzie potrzebował „wyżejwykształconych” rozdawców ulotek, a nie „uczelnia”, która wykorzystuje niszę, ale fakt pozostaje faktem.

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

Tak się przy okazji zastanawiam nad możliwą „bazą” tej lub innej koalicji. Blog z linku poniżej dostarcza fantastycznie świeżych, bo pisanych z mieszaniną dystansu i własnego zaangażowania, obserwacji na temat zarówno szkolnych zwyczajów, jak i ich postrzegania — a to wydaje mi się nawet ważniejsze. http://warsawdad.wordpress.com/2014/11/05/school-rankings-part-two-the-negative-selection/ Szkoła bez stopni — wiele razy była tu o tym mowa — najwyraźniej nie jest czymś, czego oczekują rodzice, bardzo często domagający się ocen, poszukujący rankingów itd. Próbując się oderwać od anegdot, a zbliżyć do danych – zjawisko jest widoczne nawet w danych PISA, jeśli się im przyjrzeć nieco uważniej. Wiemy już dobrze o… Czytaj więcej »

avatar
Gość

„Wychodzi na to, że polskie szkoły pogłębiałą „naturalne różnice” podczas gdy fińskie je spłaszczają.” Niekoniecznie. Żadnego spłaszczającego wpływu szkoły tu nie musi być i zapewne nie ma — to najprawdopodobniej jest artefakt statystyczny. Taki sam efekt wynikałby z tego, że w Finlandii do szkół chodzi mieszanka dzieci z różnych rodzin, a w Polsce dzieci z rodzin o różnym kapitale kulturowym są silniej rozseparowane do różnych szkół. Wiąże się to zarówno z przymusową rejonizacją w Finlandii (A.Pezda pisała o tym, jak bardzo Finowie muszą kombinować, żeby przenieść dziecko do lepszej szkoły, posuwając się aż do fałszywego meldowania się w innym miejscu… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Paweł Kasprzak

No, tu trochę wchodzimy w oceny, których bym chciał uniknąć. Ale nie – kapitał kulturowy, mierzony według współczynika PISA, ale też obserwowany według surowych danych i zmiennych, które się wlicza, jest w Finlandii nieznacznie ale wyraźnie bardziej zróżnicowany niż w Polsce. Mówię oczywiście o próbkach uczniów uwzględnionych w badaniach. Korelacja między kapitałem kulturowym (tu akurat niara ESCS używana przez PISA) a wynikami testów jest w Finlandii wyższa niż w Polsce. Konsekwencją jest oczywiście większy rozstrzał wyników indywidualnych tam niż tu. Natomiast wyniuki szkół są w Finladii rozstrzelone znacznie mniej. Kiedy więc liczyć średnie dla szkół, następuje zjawisko dość zaskakujące. Uśrednienia… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Kilka dni temu prof. B.Śliwerski na swoim blogu (http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2015/01/o-fakultatywnosci-ksztacenia-dzieci-bez.html) przejechał się po tej inicjatywie, jak po burej suce.

Nie to, żebym podzielał poglądy B.Śliwerskiego, to nie jest pedagog/nauczyciel z mojej bajki i nie zamierzam mu adwokatować. Ale jednak liczyłbym na podjęcie polemiki i ustosunkowanie się do jego uwag, z których przynajmniej część wydaje się być zupełnie uzasadniona.

Dyskusja na tematy publiczne może mieć sens tylko wtedy, gdy się odpowiada na zarzuty (nawet, jeśli są niesłuszne i niesprawiedliwe).

avatar
Gość
Robert Raczyński

Przyznaję, że będąc przeciwny nic nie wnoszącej ustawie, nie wziąłem pod uwagę okoliczności opisywanych przez B. Śliwerskiego. Jak nie wiadomo, o co chodzi… B. Śliwerski:”Dlaczego jednak afirmatorzy rzekomej zmiany nie dociekają rzeczywistych powodów w/w stanu rzeczy, tylko obciążają nauczycieli winą za to, że nie potrafią właściwie oceniać swoich uczniów?” – Ja sobie to pytanie zadaję nie tylko w odniesieniu do oceniania. Jest to główna przyczyna, dla której „zmiana” nic nie zmienia… Kiedy zwracam uwagę, że u nas zainteresowanie zmianami w oświacie jest pozorne, spotykam się albo ze świętym oburzeniem (zwolenników „wszystkiego najlepszego” oraz „średniej dla wszystkich”) albo z politowaniem (wiedzących… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Ciekawy artykuł. Ciekawa jestem też co z tego wyniknie. Co prawda moje dzieci już skończyły szkołę, ale wnuki jeszcze nie zaczęły.