Oś Świata/Ocena opisowa

Co jest w szkole najważniejsze – Mirka Rokicka

06.08
2014

Jestem zwykłą nauczycielką, która przeżyła już wiele reform i zmian. Obserwowałam przez wiele lat jak my, nauczyciele, gubimy w gąszczu coraz to nowych rozporządzeń to, co w szkole najważniejsze – uczenie się uczniów.

Obserwowałam, jak nauczyciele zamykają się w swoich klasach i każdy uczy po swojemu – nie twierdzę, że źle, ale często słyszałam użalanie, że mało skutecznie. A przecież powinniśmy uczyć skutecznie, nie tylko dla satysfakcji uczniów, rodziców i władz państwowych, ale też dla nas samych. Poczucie sukcesu daje nam przecież siłę do pracy, bez niego szybko się wypalamy.

Tylko jak uczyć skutecznie? Dla mnie drogą do sukcesu okazało się ocenianie kształtujące, zresztą nie chodzi tu o nazwę tylko o logikę takiego sposobu nauczania i uczenia się. Bo czy można kogoś uczyć skutecznie, jeśli nie:

1. powiemy mu lub wspólnie ustalimy, czego i po co chcemy go nauczyć, dlaczego teraz i na jakiej posiadanej wiedzy lub umiejętnościach będziemy bazować;

2. przekonamy się, że uczeń na pewno wie, po czym pozna, że osiągnął cel, jakie są konkretne i mierzalne kryteria jego sukcesu dostosowane do danej lekcji w danej klasie – nie fragment planu wynikowego skopiowany z wydawnictwa;

3. stworzymy w klasie takiej atmosfery, w której błąd będzie traktowany jako normalny etap uczenia się, poszukiwania właściwego rozwiązania, a nie coś wstydliwego, w której będzie bezpieczny czas na uczenie się bez stawiania stopni i czas na sprawdzian ze stopniem;

4. będziemy z uczniem w ustawicznym dialogu (wymiany informacji zwrotnych w procesie uczenia się), żeby na każdym etapie osiągania kryteriów sukcesu wiedział co zrobił dobrze, a do czego jeszcze ma lub może dążyć;
5. wskażemy mu lub nie ustalimy wspólnie, jak to dążenie może osiągnąć;

6. pokażemy, że uczenie się jest ustawicznym procesem i osiągnięcie celu jednej lekcji jest warunkiem skutecznego uczenia się na kolejnej;

7. nauczymy go konstruktywnej samooceny poprzez konsekwentne udzielanie nauczycielskich informacji zwrotnych opartych na jasnych kryteriach;

8. zrozumiemy, że każdy uczeń wie lepiej od nas jak dużo i w jaki sposób jest w stanie się nauczyć, więc powinniśmy brać to pod uwagę podczas organizacji i przebiegu lekcji;

9. odkryjemy, że lekcja jest dobra, jeśli to uczeń a nie nauczyciel wychodzi z niej zmęczony i usatysfakcjonowany osiągnięciem celu;

10. uwierzymy, że nasz uczeń, którego przyzwyczailiśmy wcześniej do pracy z celami, kryteriami, informacją zwrotną i dialogu z nauczycielem oraz innymi uczniami może z naszym niewielkim wsparciem sam decydować o przebiegu lekcji.

Lekcja ma tylko 45 minut? Wiem, nagrałam i dzięki temu uważnie obserwowałam wiele swoich lekcji, zanim wypracowałam sobie sposoby na unikanie marnowania czasu, np. nietrafionymi zadaniami, mało uczącymi, nieprzemyślanymi pytaniami, złym doborem metod do celu lekcji, mało komunikatywnym językiem, brakiem informacji na temat wiedzy każdego ucznia przed lekcją, nieumiejętnym reagowaniem na różne sytuacje w klasie. Na własnych błędach nauczyłam się coraz lepiej wykorzystywać dany mi czas i zobaczyłam, że mogę i powinnam uczyć inaczej, bo każda z 45 minut jest ważna w procesie osiągania celu lekcji i nie mogę jej zmarnować.

Nauczyłam się też, że więcej treści na lekcji wcale nie oznacza skutecznego uczenia się, wręcz przeciwnie – mniej znaczy lepiej. Bez szkody dla podstawy programowej. Jako praktyk wiem już z całą pewnością, że każdy z powyższych punktów mojego prywatnego dekalogu jest nie tylko możliwy, ale konieczny do osiągnięcia, żeby i uczniowie, i rodzice, i nauczyciele uwierzyli, że to uczenie się a nie stopień szkolny jest istotą szkoły. Oczywiście łatwiej jest postawić stopień niż sprawić, żeby uczeń wyszedł z klasy ze świadomością, czego się nauczył i jak ma pokonać ewentualne trudności. Uczniowi łatwiej powiedzieć w domu „dostałem trójkę”, czwórkę lub szóstkę, a rodzicowi łatwiej to zrozumieć. Tylko czy to służy skutecznemu uczeniu się? Czy rodzice nie powinni pytać po przyjściu dziecka ze szkoły „Czego się dziś nauczyłeś?” zamiast „Co dostałeś?”. Czy można do takiej sytuacji doprowadzić w naszym społeczeństwie?

Mnie w mojej małej lokalnej społeczności się udało, więc myślę, że każdy polski nauczyciel, jeśli zechce, może w ten sposób pracować. Niby pracujemy z celami, kryteriami i informacją zwrotną od zawsze, ale w praktyce okazuje się, że tylko „niby”. Mamy w kraju wielowiekową kulturę stopnia szkolnego jako fetysza, bata i nagrody. To nieprawda, że nie można tego zmienić na kulturę przyjemnego uczenia się z czasem na poszukiwania, odkrywanie, ćwiczenia i z czasem na sprawdzanie, co się udało osiągnąć.

A takiej kultury nie da się osiągnąć bez dialogu z uczniem opartym na informacji zwrotnej. I nikt mnie nie przekona, że ocenianie kształtujące opóźnia realizację podstawy programowej, wręcz przeciwnie – świadomość ucznia, którą osiąga się pracując w myśl tej idei, pomaga zrealizować podstawę szybciej i lepiej. Pomaga też we współpracy z rodzicami. Skąd to wiem? Z własnych doświadczeń, z rozmów z moimi uczniami i ich rodzicami, z wyników sprawdzianów wreszcie. Te doświadczenia są dla mnie ważniejsze, niż potwierdzające je wyniki badań prof. Johna Hattiego, które znam i cieszę się, że skuteczność sposobu w jaki uczę jest naukowo potwierdzona, ale przekonała mnie moja własna polska praktyka.

Trzymam kciuki za nowy projekt MEN, który traktuję jako pierwszy krok do szkoły moich marzeń – szkoły bez lub z mniejszą ilością stopni, a za to z większą świadomością i decyzyjnością uczniów.

Mirka Rokicka
do 2013 r. nauczycielka przyrody w Publicznej Szkole Podstawowej im. Jana Pawła II w Grabowcu

14
Dodaj komentarz

11 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
avataravataravataravataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość

Trzymam kciuki za takich nauczycieli jak Mirka – zastanawiających się, wątpiących, wrażliwych, poszukujących, nastawionych na dialog i wsparcie.

Pytania do Mirki:
– od kogo otrzymałaś/otrzymujesz wsparcie dla swoich działań ?
– od kogo potrzebowałabyś wsparcia, a jednak nie otrzymujesz ?
– czy Twoje działania rozszerzają się i stają się coraz bardziej „wasze” ?

avatar
Gość
Mirka Rokicka

Panie Wiesławie, takich nauczycieli jak ja jest wielu i to głównie wymiana doświadczeń z nimi i wspólne zmaganie się z trudnościami jest dla mnie wsparciem. „Formalne” wsparcie otrzymałam od CEO, bo tu mogłam uczestniczyć w kursie Lider oceniania kształtującego, podczas którego inaczej spojrzałam na swoją wtedy kilkunastoletnią nauczycielską praktykę i zaczęłam stosować narzędzia OK, ale ideę OK i wagę pracy ze strategiami OK zrozumiałam dopiero dzięki udziałowi w ceowskich projektach: Rozwijanie Nauczania i Uczenia się oraz Laboratoria Praktyki Edukacyjnej. W ramach tych projektów odkryłam siłę nauczycielskie wspólnoty, razem ze szkolnymi grupami nauczycielskimi pracujemy nad tym, co w polskiej szkole okazuje… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Olga

„Panie Wiesławie, takich nauczycieli jak ja jest wielu ”
Niby tak, ciągle to słyszymy, a i tak przez ostatnie 12 lat, czyli odkąd dwoje moich dzieci wstąpiło w mury szkół, w żadnej z 5 różnych szkół nie spotkaliśmy żadnego z nich. I to jest pewnie typowe doświadczenie paru milionów rodziców w naszym kraju.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Mirka: „… uważam, że pojedynczy nawet najlepszy lider czy świetny nauczyciel nie jest w stanie zmienić jakości nauczania i uczenia się całej szkoły.” Olga: „…w żadnej z 5 różnych szkół nie spotkaliśmy żadnego z nich.” Kluczowe konstatacje. Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie, dlaczego tak jest. Odpowiedzieć jest trudno, bo odpowiedzi jest mnóstwo. Od banalnych – dobrych nauczycieli jest mało (tak, jak dobrych lekarzy, dobrych architektów, dobrych sprzątaczek, etc.), jeśli już są, to kiepsko im się płaci, po mniej oczywiste – niesprzyjające środowisko pracy, dyktat urzędniczy, itd., itp. Po wielu latach pracy, dotarło do mnie, że nawet likwidując jeden, czy drugi mankament… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Ooops! Przepraszam, rozmowa gdzieś zniknęła. Pewnie Marzena posprzątała off-topics :).

avatar
Gość

Pani Mirko, dziękuję serdecznie za obszerną odpowiedź. Najpierw kilka słów na temat „dlaczego pytam”. – Po pierwsze, aby wesprzeć Panią i Pani działania. Chciałbym spotykać takich nauczycieli na drodze, którą kroczą moje dzieci i wnuki. Na wywiadówki do takich nauczycieli jak Pani pędziłbym z entuzjazmem. – Po drugie (w szkole zawsze powinno być „po drugie”, anie jest !), nurtuje mnie problem: dlaczego działania takich nauczycieli jak Pani, są skuteczne tylko w mikroskali i nie wpływają na zmianę kierunku rozwoju nie tylko polskiej oświaty, ale nawet pojedynczych szkół ? „aby nauczyciel nie był w poprawianiu swojego warsztatu pracy samotny” – uważam… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

To ja jeszcze o przyczynach… Wiesław piszesz: „W normalnej firmie kierownictwo promuje pracowników pomysłowych, bo to przynosi wyższe zyski całej firmie, a więc również zarządowi. Dlaczego tak nie jest w poszczególnych szkołach i w całym systemie edukacji powszechnej?” – Ergo edukacja nie jest „normalną firmą” i to z wielu przyczyn, a najbanalniejszą z nich jest ta, że nie przynosi ona żadnych zysków ani szeregowym pracownikom ani zarządowi. Mówię oczywiście o zyskach wymiernych, a te są tu decydujące. Mniej oczywistym czynnikiem jest znowu potoczne (dość idealistyczne) rozumienie działania dużej firmy – gwarantuję ci że menadżer w VW albo Carrefour ma dużo… Czytaj więcej »

avatar
Gość

A ja z drbnym uzupełnieniem — w pełni podpisując się pod Roberta wywodem o różnicach pomiędzy manufakturą Maserati sprzed stu lat, a dzisiejszym koncernem Volkswagena (choć akurat VW nie znam, ale mogę tu podstawić sobie Siemensa) Po raz kolejny, Wiesławie, porównujesz szkołę państwową z komercyjnym przedsiębiorstwem. To błąd! Nie można porównywać państwowej instytucji, finansowanej z podatków, z „kapitalistycznym przedsiębiorstwem”. Powinieneś ją raczej porównywać z Urzędem Skarbowym, Narodowym Funduszem Zdrowia, Wojskiem Polskim albo Sanepidem. Szkoła państwowa nie jest komercyjnym przedsiębiorstwem, zainteresowanym w osiąganiu zysku, a jest państwową strukturą urzędniczą. Nie występuje w niej pojęcie zysku, występuje za to pojęcie podpadnięcia przełożonym… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Niezależnie od słuszności czy niesłuszności wszelkich porównań, uważam, że podstawowym problem polskie szkoły jest nie funkcjonowanie zasady „lepsze jest wrogiem gorszego”. Dobre pomysły i praktyki nauczycieli nie są implementowane (przepraszam) przez innych nauczycieli, szkoły, dyrektorów i decydentów. Nie są wspierane. Wręcz są wypierane przez dyrektorow-urzędników, programatorów sprawozdawczości i autorów programów testocentrycznych. Ciekaw jestem co sądzi o tym Pani Mirka. Z relacji polskich emigrantów i wizyt ekspertów wynika, że w obcych krajach jest inaczej, lepiej, odwrotnie. Jeśli tak jest, to znaczy , że rośnie przepaść miedzy Polską a „Zachodem”. Xawery ma rację, w szkołach obowiązują dwie fundamentalne formuły: unikajmy kłopotów +… Czytaj więcej »

avatar
Gość

” Dobre pomysły i praktyki nauczycieli nie są implementowane… ” Tu znów musisz wrócić do pytania aksjologicznego, czyli o definicję tego, co jest „dobre”. Ponieważ szkolnictwo nie ma ma jednoznacznie zdefiniowanego celu, to tak samo, jak nie można mówić o „skuteczności”, tak samo nie można uznać pewnych praktyk za „dobre”, a innych za „złe” bez określenia aksjologicznego kontekstu. Stawiając takie pytania i problemy, nie da się uciec (choć wielu ludzi uparcie usiłuje) od określenia kontekstu aksjologicznego. Nawet w tak wąskim gronie, jak tutejsze, te rozbieżności są bardzo duże: czy „dobrym celem” jest doprowadzenie do tego, by każdy pamiętał wzór $x=\frac{-b\pm\sqrt{b^2-4ac}}{2a}$?… Czytaj więcej »

avatar
Gość

Zatem wypada postawić pytanie: kto i dlaczego decyduje o tym co złe, gorsze, dobre lub lepsze w oświacie, w edukacji, w szkole ?
A za tym nasuwają się kolejne pytania: dlaczego poszczególni ludzie i instytucje „mający inne zdanie” mają tak mały wpływ na to co dzieje się z oświatą od 25 lat ? Co więcej, dlaczego głos tych ludzi i instytucji, jest prawie niesłyszalny w mikro- i makro-przestrzeni społecznej ? Przykładem jest działalność CEO.

avatar
Gość

Nikt o tym nie decyduje. Albo każdy na swój osobisty użytek. I chwała Bogu, że tak jest! Co jedni uważają za dobre, dla innych jest złe — to sprawa ich indywidualnych sumień i systemów wartości. Nie ma powszechnie obowiązującej wykładni ani consensusu w tej mierze. Nie byłoby z tym najmniejszego problemu, gdyby oświata była pluralistyczna i nieregulowana, a każdy wybierał dla siebie (swojego dziecka) to, co jemu pasuje najbardziej. Problemem jest faktyczny monopol państwa na prowadzenie oświaty. Monopol pozbawiony jakiejkolwiek aksjologii (bo cele deklarowane to czyste ozdobniki). Ale (patrz moje rozliczne dysputy z Pawłem Kasprzakiem, panią Ewą i Agnieszką Kłakówną)… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Szanuję pomysłowość i ideowość poszczególnych ludzi, ale jak wojny boję się grupy owładniętej ideą z pozorami konsensusu… Wiesław, w społeczeństwie w miarę demokratycznym, środowiska, które wymieniasz mają teoretyczną szansę na decyzyjność (edukacyjną). Dlaczego, do tej pory, tak sie nie stało, pisałem już wiele razy – nawet zakładając, że daje się ustalić wspólny kierunek działań (utopia),w społeczeństwie jest zbyt mało poparcia, a raczej realnego zainteresowania problemem. Łatwiej wyobrazić sobie małe, samodzielne, samorganizujące się ośrodki, działające według własnego pomysłu, niż „grupę pod wezwaniem”, narzucającą (choćby w najlepszej wierze) swoją opcję reszcie społeczeństwa. Kultura nie jest pochodną czyjegoś „widzimisię” – po prostu, nie… Czytaj więcej »

avatar
Gość

„Nikt nie decyduje”.
A jednak ktoś wymyśla i rozwija testomanię, rankingi, sprawozdawczość. Nauczyciele i uczniowie są zasypywani coraz głupszymi (?) wymaganiami, zarządzeniami, programami i testami. Samo się to nie rodzi.
Tak, sprzyja temu niezdrowy klimat.

„Łatwiej wyobrazić sobie małe, samodzielne, samorganizujące się ośrodki, działające według własnego pomysłu, niż „grupę pod wezwaniem””.
No właśnie: wyobrazić. To chyba Kapuściński zanotował tę różnicę: w tamtych społeczeństwach wyobrażenia prowokują działania, my żyjemy wyobrażeniami. Taki mamy klimat. Szkoda … .