avataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Głos rodzica

Dwa nurty edukacji. Część I – dziwna wojna.

20.01
2018

UWAGA: To nie jest tekst o tym “jaka szkoła była i już nie będzie”, o tym jak powinna wyglądać edukacja. Tu jest napisane o tym, jak ludzie próbują coś zmieniać mniej lub bardziej skutecznie. To jest tekst o procesie zmieniania, a nie o treści zmian.
_______________________

W Polsce i w świecie można zaobserwować istnienie dwóch nurtów oświatowych. Jeden, to edukacja tradycyjna, drugi – nowatorski, postulujący odejście od tradycyjnego nauczania. W tej części postaram się przedstawić jak przebiega walka między edukacją starą i nową, oraz jakie są możliwe scenariusze. Druga część artykułu będzie próbą opisu obu nurtów.
Wolałbym, żeby ten post został napisany przez parę fachowców: antropologa i socjologa. Wolałbym, żeby był oparty na solidnych badaniach naukowych.

Pytania podstawowe z pozycji człowieka spoza klubu, nie zaangażowanego.
Dlaczego zmiany przebiegają tak wolno i cicho ? Czy proces reformacji jest skazany na sukces ? Czy istnieje możliwość zatrzymania postępu lub cofnięcia się ? Jakie czynniki mogłyby pomóc entuzjastom w działaniach reformatorskich ? Czy można ukierunkować i przyspieszyć proces zmian ? Czy działania oddolne i spontaniczne wystarczą do zmiany świadomości nauczycieli, decydentów, rodziców – czyli całego społeczeństwa ?

Dlaczego “dziwna wojna” ?
Po pierwsze, ‘nikt’ o niej nie wie. Zapytajmy …. (wpisz liczbę) przypadkowych osób – ile z nich słyszało o postulatach reformatorskich, o argumentach przeciw szkole standardowej, o debatach i sporach, fascynujących wynikach badań i niezwykłych pomysłach ? Ilu z nich wie o istnieniu szkół nowatorskich ? W powszechnej świadomości można spotkać znajomość trzech rodzajów szkół: duża – mała, stojąca w rankingu niżej lub wyżej, publiczna lub niepubliczna (ludzie mówią “prywatna = płatna”). Ważnym elementem obrazu edukacji dziecka jest opowieść o nauczycielach. Najczęściej używanymi opisami są: fajny – nie fajny, dobrze uczy-i-tłumaczy – robi to źle. Żadne z tych kryteriów nie odnosi się do sposobu działania: po staremu czy po nowemu. Po drugie, nowe nurty edukacji nie są w polu zainteresowania mediów publicznych, które, choćby nam się to nie podobało, mają olbrzymi wpływ na wiedzę potoczną i świadomość społeczną. Na stronach gazet i w okienkach telewizyjnych stale obecne są informacją tylko o jednym nurcie, o edukacji standardowej. Druga strona nie istnieje, ewentualnie pojawia się jako ciekawostka. Po trzecie, wpisuję w Google hasła “szkoły nietypowe”, “szkoły nowatorskie”, “szkoły rekomendowane”, … i widzę chaos. Natomiast gdy wpiszę ranking szkół, pojawia ład i porządek, oferta dla każdego. Tu jest tylko jeden świat, jeden nurt. Po czwarte, politycy i partie polityczne ….. . W tym miejscu spuśćmy zasłonę milczenia i przejdźmy dalej. Po piąte, wojna jest dziwna, ponieważ aktywna = walcząca jest tylko jedna strona. Druga nie robi nic, to znaczy robi swoje, dzisiaj robi to co robiła wczoraj i nie przejmuje się krytyką, postulatami i działaniami “wąskiej grupy entuzjastów”. Co ciekawe, nie słychać obrońców nurtu tradycyjnego, edukacja standardowa nie ma swoich apologetów, debat, konferencji, w przeciwieństwie do nurtu reformatorskiego, w którym aż kipi od publikacji, dyskusji i działań. Trzeba się sporo natrudzić, żeby znaleźć nazwiska zwolenników i twórców współczesnej szkoły “dziewiętnastowiecznej”. Mówiąc o nurcie tradycyjnym, krytycy i reformatorzy używają określeń: skała, beton. Te słowa dobrze definiują stronę bierną w dziwnej wojnie. O nurcie reformatorskim mówi się: niszowy, eksperymentalny, początkujący, oddolny, podziemny.

Jak wygląda wojna dwóch światów ?
Widok z daleka.
Z zewnątrz widać niewiele, prawie nic. Ponieważ aktywnie walczy tylko strona reformatorska, musisz najpierw ją odszukać, żeby zaczerpnąć wiedzy u źródła. Tu dochodzimy do paradoksu: jak mam dowiedzieć się o sukcesach reformatorów, skoro nie wiem o ich istnieniu, bo nie docierają do mnie informacje o toczącej się wojnie ? Natomiast informacje o działaniach strony betonowej sączą się z mediów publicznych systematycznie i bez przeszkód: pierwszoklasiści, Dzień Nauczyciela, testy, studniówki, matury, sukcesy olimpijczyków, coraz lepsze wyniki PISA, itp., itd., i wszystko jest okej.
Widok z bliska – obóz tradycjonalistów.
[………………]
Widok z bliska – obóz reformatorów.
Tu widać przede wszystkim olbrzymi entuzjazm, energię, otwartość i życzliwość ludzi. Widać niezwykłą różnorodność wizji, pomysłów i działań, które funkcjonują sprawnie i przynoszą pozytywne efekty. Są nauczyciele i dyrektorzy pracujący “po nowemu”. Są szkoły odcinające się od tradycji dziewiętnastowiecznej, stosujące nowe metody, odwołujące się do aktualnej wiedzy pedagogicznej i nowoczesnych wizji edukacji.

Jakie są wyniki wojny = jakie są postępy w reformowaniu ?
Nie wiadomo. Dotychczas nie spotkałem solidnej odpowiedzi na to pytanie. Entuzjaści mówią, że jest dobrze i będzie coraz lepiej. Wzrasta liczba nauczycieli i szkół nowatorskich. Inni twierdzą, że edukacja nowatorska ma charakter niszowy i taką będzie zawsze. Jedni i drudzy nie podają na czym opierają swoje przekonania.

Perspektywy, czyli możliwe scenariusze.
1. Nurty reformatorskie pokonają nurty tradycyjne i będą dominować. 2. Ilość nowatorów osiągnie pewien pułap, na przykład 20%, i dalej nie wzrośnie. 3. Siła zmian będzie tak słaba, że nowatorzy rozpłyną się w oceanie tradycjonalistów. 4. Efekt falowania: po wzroście może następować regres nurtów nowatorskich, itd. 5. ….

Wnioski, wątpliwości, rozważania.
Częstym argumentem entuzjastów jest “kropla drąży skałę”. Czy rzeczywiście to powiedzenie sprawdza się w procesach społecznych, masowych ? Jest bardzo efektowne i inspirujące, ale czy słuszne ? Czy nie jest tak, że zmienianie wymaga połączenia dwóch procesów: ciągłego-kropelkowego i skokowego ? Chciałbym usłyszeć odpowiedzi socjologa, antropologa i historyka.
Warunkiem sukcesu na jakimkolwiek polu jest wiedza. Czynnikiem opóźniającym i utrudnieniem dla działań entuzjastów nowej edukacji jest brak wiedzy w dwóch obszarach – zewnętrznym i wewnętrznym. Miliony Polaków nic nie wie o wojnie oświatowej, o działaniach “wymyślających szkołę od nowa”. Natomiast obóz reformatorski nie wie ilu jest reformatorów, ilu nowych przybywa lub ubywa, jaka jest percepcja ich działań w społeczeństwie. Wszyscy nie wiemy, ilu żołnierzy liczą obie armie i jakie mają zaplecze poparcia.
Jacek Strzemieczny postuluje ‘deprywatyzację’ procesu nauczania wewnątrz szkoły. Warto byłoby przenieść to hasło do szerszej przestrzeni: deprywatyzacja reformowania edukacji.
Istotnym katalizatorem procesów masowych jest klimat społeczny. Czy mamy odpowiedni klimat dla tworzenia “szkoły nowej generacji”. Jaki robi się dobry klimat ? Jak można tworzyć dobry klimat dla edukacji ? – warto zastanowić się nad odpowiedziami.
Ktoś napisał, że tylko nauczyciele i rodzice nie są w stanie zmienić edukacji, do tego potrzebne jest coś więcej. Co jest potrzebne ? – to kolejne pytanie warte solidnego rozważenia. Potrzebne są nowe(?) mechanizmy ułatwiające zmienianie. Te mechanizmy należałoby stworzyć, ale nie koniecznie przy udziale entuzjastów-reformatorów, którzy zajęci są wspaniałą pracą u podstaw. Potrzebne są działania wspólne. Potrzebne jest wejście na teren polityków. Co jeszcze jest potrzebne ? …. W tej kwestii można spotkać opinię krytyczną: nie ma mechanizmów, nie ma systemu, nie ma społeczeństwa – są tylko pojedynczy ludzie, którzy mogą zmienić się od środka. Zmiana kultury edukacji będzie wynikiem przemiany wewnętrznej, duchowej jednostek.

Może warto byłoby rozejrzeć się dokoła, poza pole edukacyjne, żeby przyjrzeć się jak przebiega/ły procesy zmian (wojny), na przykład: o równouprawnienie kobiet lub ludzi ciemnoskórych, o likwidację wojen, o ochronę środowiska, o ograniczenie smogu. Przyjrzeć się i wyciągnąć jak najwięcej wniosków.

[Źródła osobowe: Witold Kołodziejczyk, Marzena Zylinska, Marianna Blockchain Kłosińska, Jan Szomburg, Jarosław Pytlak, Danuta Sterna, Jacek Strzemieczny, Zosia Grudzińska, Wojtek Gawlik, Jacek Galus, Tomasz Tokarz, Ola Miegoń, Stanisław Dylak, Bogusław Śliwerski, Alina Kozińska-Bałdyga, Paulina Suszka, Łukasz Turski, Beata Zwierzyńska, Katarzyna Radolińska Janusz …]

Podziel się ze znajomymi

11 komentarze do “Dwa nurty edukacji. Część I – dziwna wojna.

  1. Wiesławie, zdecyduj się, czy “jak mam dowiedzieć się o sukcesach reformatorów, skoro nie wiem o ich istnieniu”, czy “w nurcie reformatorskim aż kipi od publikacji, dyskusji i działań”?
    Czyżby te publikacje były tak bełkotliwe i mętne, że czytasz, czytasz, czytasz i nadal jesteś ciemny jak tabaka w rogu i nie wiesz nic?

    Jeśli nie wiesz o istnieniu czegoś, to o czym piszesz? O aniołach i różowych niewidzialnych jednorożcach, które wyraźnie są autorami tej kipieli publikacji?

    Zdecyduj się też, czy “nowatorzy” to “aktywna = walcząca tylko jedna strona”, nazywająca innych “skałą i betonem”, czy są to ludzie przepełnieni “życzliwością i otwartością” wobec innych?

    Doprawdy z Twojego tekstu nie sposób zrozumieć niczego, poza tym, że cenisz słowo “nowatorstwo” i wojenną retorykę, a nie lubisz “tradycji” i dowolne “nowatorskie” jest dla Ciebie lepsze od “tradycyjnego”, niezależnie od tego co te słowa znaczą.

    Myśl nowa blaski promiennemi
    Dziś wiedzie nas na bój, na trud.
    Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata;
    Przed ciosem niechaj tyran drży!
    Ruszymy z posad bryłę świata!

  2. Nie ma sprzeczności między stwierdzeniami:„jak mam dowiedzieć się o sukcesach reformatorów, skoro nie wiem o ich istnieniu” oraz „w nurcie reformatorskim aż kipi od publikacji, dyskusji i działań”. Pierwsze odnosi się do rodziców, którzy pod przymusem sytuacji (dziecko idzie do szkoły) zaczynają nieco interesować się oświatą, albo do tych, którzy mają tylko własne wspomnienia szkolne i uważają, że wiedzą wszystko, co trzeba. Drugie dotyczy sporego środowiska nauczycieli, rodziców, badaczy i działaczy, dla których edukacja, jej systemy i metody, należą do spraw najważniejszych. Między tymi grupami nie ma przepływu informacji. Tak rozumiem główną myśl Autora wypowiedzi. Sama należę do drugiej grupy i często cierpię, wypowiadając się w światłych gronach należących do grupy pierwszej, widząc jak niewiele uwagi poświęcają oświacie i szkołom. Uważają mnie za osobę nienormalnie zafiksowaną na jednym temacie, nawet wtedy, gdy mówię o rzeczywistych osiągnięciach zbiorowych i indywidualnych oraz podaję konkretne przykłady szkół, osób, metod, absolwentów.

    • Dlatego też, nie do przecenienia jest świadomość zasięgu zjawiska oraz zaakceptowanie faktu, że, podobnie jak sam proces edukacyjny, dyskusja nad jego kształtem może być udziałem ludzi, którzy się nim interesują, a nie “pospolitego ruszenia”, uzbrojonego w hasła, których nie rozumie. Skoro “Między tymi grupami nie ma przepływu informacji.”, to znaczy, że jeszcze zbyt małej liczbie ludzi na nim zależy – nie widzą takiej potrzeby. Ci, którzy taką potrzebę odczuwają mają pełny dostęp do wszelkich informacji – edukacja, za którą tęskni Autor nie jest żadnym oświatowym podziemiem. Może być niszą, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że czasy monolitów idei już się skończyły i nie ma raczej powrotu do masowej, ogólnie obowiązującej narracji w jakiejkolwiek dziedzinie. Dobra edukacja nie musi być, i raczej nie będzie, masowa.

    • “Między tymi grupami nie ma przepływu informacji.”
      Zapewne. Jednak brak przepływu informacji wynika z jednej strony z arogancji “reformatorów”, w ogóle nie interesujących się rodzicami, a z drugiej z braku zainteresowania rodziców tym, co “reformatorzy” mają do przekazania. Rodzice nie chcą czytać, to nie czytają. Tak, jak Wiesław nie jest zainteresowany prawem Archimedesa, to nie wie co to jest ani on, ani nikt z jego bliskich.
      Ale wiedza jest powszechnie dostępna. Żyjemy w czasach bez cenzury, z powszechnością nie tylko publicznych bibliotek, ale dostępnością większości publikacji na kliknięcie.

      Pytanie “jak mam wiedzieć” jest więc po prosu źle postawione: każdy, kto chce wiedzieć, może dostać tę informację za darmo. Za koszt kilku kliknięć w mysz. To nie jest cena prohibicyjna.
      Jeśli ktoś nie wie, to dlatego, że go to nie interesuje i czytać mu się nie chce. Niech do nikogo, poza sobą samym, nie ma o to pretensji.
      Najwyżej druga strona – Pani – może ubolewać, że inni ludzie mają głęboko gdzieś jej przekaz i ani nie czytają ani nie słuchają.

      • Istotnie, ubolewam, bo bardzo chciałabym, żeby jak najwięcej dzieci poznało radość uczenia się. Żeby nie było fobii szkolnej i żeby indywidualne możliwości uczniów zawsze zostały trafnie rozpoznane. Nie godzę się na tak powszechną ignorancję w dziedzinie oświaty. Najlepszym momentem, w którym można trafić do niezorientowanych, jest czas, gdy ich własne dzieci idą po raz pierwszy do szkoły. Może należałoby organizować dla rodziców “pierwszaków” zajęcia o zasadach dobrej edukacji (żeby przynajmniej nie mówili dzieciom o szkole jako o czymś, przed czym trzeba je ratować, i żeby nie pytali tylko o stopnie). Pożytek z takich szkoleń odniosłoby zwłaszcza środowisko nauczycielskie, ponieważ w każdej szkole należałoby wyłonić edukatora/edukatorów, zbudować przekonującą argumentację, podać przykłady, słowem – zaangażować się. Ale wprowadzenie takiego mechanizmu podnoszenia poziomu wiedzy w szkołach publicznych wymaga woli decydentów, za którą pójdą dyrektorzy, kuratoria itp. Czyli wymaga woli politycznej. Tak, niestety. Podobnie rzecz się ma z edukacją obywatelską i innymi tematami.

      • Wymagałoby to nie tylko woli politycznej.
        O ile decydenci polityczni mogą zdecydować o tym, co mówi się na lekcjach dzieciom, o tyle nie mają żadnej możliwości doprowadzenia do tego, by rodzice uczestniczyli w jakichkolwiek szkoleniach, a tym bardziej, by zaakceptowali głoszone tam treści normatywne i próby zmiany ich własnych przekonań. Opinii “o konieczności ratowania malucha” też się nie zmieni żadną pogadanką ani deklaracjami za szkoleniu, tylko sami muszą się przekonać o tym z ust własnego dziecka, relacjonującego, co w tej szkole się działo i czego się nauczyło. Podejrzewam, że odsetek zainteresowanych takimi szkoleniami o “dobrej edukacji” byłby równie niski, co wykładami z prawa Archimedesa na uniwersytecie otwartym. Zapewne nawet niższy. W dodatku dzieci rodziców, którzy sami lubią uczyć się i czytać na różne tematy, raczej znają już dobrze radość z uczenia się i im szkoła może uczenie się najwyżej obrzydzić trywializując je – raczej nie do nich adresowana jest “nowatorska pedagogika”.

  3. Na wstępie przepraszam, że mimo że nie jestem socjologiem, antropologiem i historykiem, wyrażę swoje wątpliwości, co do ujęcia tematu. Po pierwsze, jeśli piszesz o wojnie, którą prowadzi tylko jedna strona konfliktu (pominę tu militarną retorykę, bo nie o to w szkole szacunku i dialogu chodzi), to oznacza to albo, że siły stron są tak niewspółmierne, że narracja “postępowa” się nie przebija do świadomości społecznej, albo też prowadzi ona wojnę sama z sobą. Wiesz, że obydwie opcje są nieprawdziwe, bo np. ty i ja o niej wiemy, internet kipi od “obudzonej wiedzy”, a wszyscy reformatorzy to przecież potulne owieczki, które niezdolne są do konkurencji i nieszanowania innych.

    Pytanie, które od lat wzdragasz się zadać, brzmi: Dlaczego ludzie mają głęboko “reformatorów” i ich “wojnę”? Nie chcesz go zadać otwarcie, bo musiałbyś przyznać, że oświata w ogóle nie jest społecznym priorytetem i, z małymi wyjątkami, obchodzi ludzi dorywczo i oportunistycznie. Nikogo nie interesuje, co Jasio wie, ale dlaczego nie ma piątki, a jeżeli ma, to dlaczego nie bezstresowo, jednym słowem, poszukuje się sposobu realizacji postulatu Krzaklewskiego. Już samo to skazuje takie w/w dążenia na niepowodzenie, ale tego argumentu też pewnie nie zaakceptujesz.

    Kolejne pytanie, którego nigdy nie zadaje sobie “obudzona strona, atakująca beton”, to kwestia, dlaczego ta wspaniała edukacja alternatywna nie jest w stanie zdobyć przewagi, skoro jest z nami co najmniej od lat siedemdziesiątych i dysponuje taką znaczną przewagą merytoryczną, ba, moralną wręcz? Czy reformatorom w ogóle przychodzi do głowy, że ich oferta wcale nie jest tak atrakcyjna, jak im się wydaje? Że być może ze wszystkimi tymi metodami karmienia chorych kotów coś jest nie tak? Że może model atrakcyjnie zorganizowanej świetlicy, w której podprogowo sączy się do półświadomych mózgów złuda wewnętrznej motywacji, nie jest tym, co zachwyca i urządza mózgi świadome, zdolne ten model propagować?

    W swoich wpisach konsekwentnie nie chcesz także pogodzić się z socjologią i antropologią właśnie. Nie uznajesz prawdy, którą obydwie nauki promują – wszelki postęp (jakkolwiek go nie definiować i po której stronie by nie stać) zależy od etapu rozwoju społecznego i drogi jaką społeczeństwo obiera dla realizacji swoich potrzeb. Tu nie chodzi o to, kto ma słuszność, ale o realia, które nie zawsze dowolnemu rozwojowi sprzyjają. Nie podejmuję się ich zanalizować, ale rzeczywistość, która ci się nie podoba, dowodzi, że satysfakcjonujący cię efekt nie napotkał jeszcze na swój moment. Osobiście jestem w tej mierze pesymistą, ale z zupełnie innych względów, które wielokrotnie tu wymieniałem. W swoim następnym tekście (zupełnie przypadkowo polemiczny do twojego) rozważam podobne kwestie w sposób mniej ogólny i bardziej przyziemny – być może będzie wtedy okazja podyskutować o szczegółach.

    Póki co, jeszcze kilka szczegółów, które, jak zwykle uważasz za pewniki, a mnie one się takimi nie zdają.
    “To jest tekst o procesie zmieniania, a nie o treści zmian.” – chęć rozważania tych kwestii osobno, dowodzi tendencji w oświacie, które mnie odstręczają. Niestety, jest to trend powszechny, który przy okazji, przyczynia się do klęski niektórych działań sensownych.

    “Dlaczego zmiany przebiegają tak wolno i cicho?” – Jeśli kogoś one interesują, to nie może narzekać – inicjatyw jest mnóstwo i pełno ich w odpowiednim, ogólnie dostępnym przekazie, nadal marzy ci się prime time w TVP? Chcesz dialogu, czy agitki dla mas?

    “Po drugie, nowe nurty edukacji nie są w polu zainteresowania mediów publicznych, które, choćby nam się to nie podobało, mają olbrzymi wpływ na wiedzę potoczną i świadomość społeczną.” – Mylisz chyba informację z propagandą.

    “Po pierwsze, ‚nikt’ o niej nie wie.” – Bo nie chce. Wolna wola podobno istnieje, przynajmniej na rozpatrywanym piętrze świadomości.

    “Po trzecie, wpisuję w Google hasła „szkoły nietypowe”, „szkoły nowatorskie”, „szkoły rekomendowane”, … i widzę chaos.” – Czyja to wina? Może reformatorów, którzy nie bardzo potrafią nazwać to, czego chcą, jeśli nie liczyć często sprzecznych, niespójnych i oderwanych od rzeczywistości emanacji chciejstwa?

    “Co ciekawe, nie słychać obrońców nurtu tradycyjnego, edukacja standardowa nie ma swoich apologetów, debat, konferencji, w przeciwieństwie do nurtu reformatorskiego, w którym aż kipi od publikacji, dyskusji i działań.” – Mam sobie częściowo odpowiadasz na zadawane pytanie. Może ta kipiel publikacji, dyskusji i działań (o których nikt nie wie?!) jest niewiele warta?

    “Druga nie robi nic, to znaczy robi swoje, dzisiaj robi to co robiła wczoraj i nie przejmuje się krytyką, postulatami i działaniami „wąskiej grupy entuzjastów”.” – Jak zwykle generalizujesz i demonizujesz. Cały też czas oczekujesz, by ludzie zatrudnieni przez pewien system otwarcie go kontestowali, nie mając ani narzędzi, ani “rządu dusz”.

    “Trzeba się sporo natrudzić, żeby znaleźć nazwiska zwolenników i twórców współczesnej szkoły „dziewiętnastowiecznej”.” – Może nie ma ich wielu? Przecież w zasadzie wszyscy aktywni zawodowo nauczyciele musieli zetknąć się z nowymi nurtami? Poza tym retoryczna figura “szkoły dzięwiętnastowiecznej” jest grubą przesadą.

    “Tu widać przede wszystkim olbrzymi entuzjazm, energię, otwartość i życzliwość ludzi. Widać niezwykłą różnorodność wizji, pomysłów i działań, które funkcjonują sprawnie i przynoszą pozytywne efekty.” – Przecież właśnie na brak efektów narzekasz? Jak jest tak wspaniale, to dlaczego jest tak kiepsko?

    “akie są wyniki wojny = jakie są postępy w reformowaniu ?
    Nie wiadomo. Dotychczas nie spotkałem solidnej odpowiedzi na to pytanie.” – Żaden proces społeczny nie przebiega liniowo. Masz dziewiętnastowieczny, niedarwinowski pogląd na rozwój. Ty nie oczekujesz wcale dialogu, ale rewolucji, która zmieni “oblicze tej Ziemi”.

    “Są szkoły odcinające się od tradycji dziewiętnastowiecznej, stosujące nowe metody, odwołujące się do aktualnej wiedzy pedagogicznej i nowoczesnych wizji edukacji.” – A co to jest ta “aktualna wiedza pedagogiczna”, bo ja jakoś nie widzę niczego, co nie byłoby szamańskim recyklingiem?

    ” Natomiast obóz reformatorski nie wie ilu jest reformatorów, ilu nowych przybywa lub ubywa, jaka jest percepcja ich działań w społeczeństwie. Wszyscy nie wiemy, ilu żołnierzy liczą obie armie i jakie mają zaplecze poparcia.” – Wydawało mi się, że byłeś świadkiem odliczania się wojska i zwierania szeregów. Chyba wziąłeś nawet w nim udział…

    “Może warto byłoby rozejrzeć się dokoła, poza pole edukacyjne, żeby przyjrzeć się jak przebiega/ły procesy zmian (wojny), na przykład: o równouprawnienie kobiet lub ludzi ciemnoskórych, o likwidację wojen, o ochronę środowiska, o ograniczenie smogu.” – Wierz mi, ze dokładnie tak samo jak procesy, które nas interesują. I cały czas przebiegają, nie trwają pięć lat i wbrew pozorom, nigdy się nie kończą.

Dodaj komentarz