avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Głos rodzica

Prawo Archimedesa

07.01
2018

Teza. Nauczyciel może nauczać prawa Archimedesa czterema sposobami.
1. Nauczyciel opowiada, rysuje, tłumaczy, dyktuje. Opcja: uczeń ma sam przeczytać rozdział w podręczniku przed lekcją.
2. Nauczyciel wykonuje eksperymenty, objaśnia, dyktuje – uczniowie obserwują.
3. Nauczyciel prezentuje film pokazujący eksperymenty, objaśnienia i wnioski.
4. Uczniowie, podzieleni na 2-4 osobowe grupy, wykonują pod nadzorem nauczyciela eksperymenty, zapisują wyniki, opowiadają, zadają pytania, wyciągają wnioski.

Pytania osoby dorosłej.
Który sposób jest najczęściej stosowany ? Który jest najlepszy ? Który jest najskuteczniejszy ? Który jest najwygodniejszy, który najbardziej kłopotliwy ? Jakie czynniki mają wpływ na wybór sposobu ? Jakie są efekty nauczania prawa Archimedesa i innych, od czego są zależne ? Czy warto zastanawiać się nad tym, czy nie lepiej przerobić temat i przejść do następnego ?

Pytania ucznia.
Po co każecie mi uczyć się tego ? Do czego to potrzebne ? Jak nie poznam prawa Archimedesa, to coś mi grozi lub czegoś mi ubędzie ? Sprawdziłem: w mojej rodzinie nikt nie zna tego prawa, nikt nie wie o co chodzi, a wszyscy żyją dobrze i przyzwoicie. Dlaczego na piątkę muszę napisać/powiedzieć treść prawa tak jak w książce, dlaczego nie mogę powiedzieć własnymi słowami ?

Podziel się ze znajomymi

7 komentarze do “Prawo Archimedesa

  1. Teza jest źle postawiona.

    Po pierwsze dlatego, że nie są to absolutnie rozdzielone opcje. Nie sposób, żeby uczniowie wykonywali jakiekolwiek eksperymenty, ani nawet, żeby nauczyli się czegokolwiek z obserwacji, jeśli nie jest to poprzedzone wersją 1.

    Po drugie, proporcja opowiadania/lektury do eksperymentu zależy bardzo silnie od wieku, dojrzałości i charakteru uczniów. Ilustracje eksperymentalne mają sens wyłącznie dla przedszkolaków i dzieci wczesnoszkolnych. Ale nie dla licealistów. Prawo Archimedesa jest w III etapie edukacyjnym. Piętnastolatkom nie trzeba w ogóle takiego eksperymentu, nawet jako ilustracji.

    Po trzecie, jeśli już uczniowie mają robić eksperymenty, to indywidualnie a nie w jakichś grupkach czy parach. „Eksperymenty” w grupkach kończą się tym, że eksperyment robi jeden, a pozostali korzystają jeszcze mniej, niż patrząc na prowadzony przez nauczyciela.

    Po czwarte, nawet przedszkolak jest w stanie zrozumieć prawo Archimedesa, a za eksperyment wystarcza mu kilka słów komentarza do kąpieli w wannie albo basenie. Jest to powszechne doświadczenie każdego człowieka, a nawet świeżo wyklutego kaczątka, i nie ma potrzeby go powtarzać na lekcji.
    Kiedyś opisałem tu zabawę wakacyjną w ogródkowym baseniku dla małych dzieci. Nie „lekcję”, ale właśnie zabawę uboczną przy okazji taplania się w nadmuchiwanym ogródkowym baseniku w upalne lato.

    Po piąte, używając elementu „dyktuje” deprecjonujesz wszystkie tezy, w których je umieściłeś, jako całkowicie bierne i odstręczające, a eliminując ze swojej listy formy prowadzenia dyskusji nie powiązanej z żadnym „eksperymentem”.

    „Który jest najskuteczniejszy?”
    Dla piętnastolatka? Pierwszy. Nie ma co temu zjawisku poświęcać więcej, niż kilka minut na uporządkowanie znanych faktów. Na uwagę zasługuje wyłącznie dyskusja, otoczka filozoficzna i umiejscowieniu tego prawa w całej strukturze fizyki i matematyki. Której, oczywiście, w żadnym „eksperymencie” nie ma. „wyciąganie wniosków” nie wymaga przeprowadzenia „eksperymentu”, równie dobrze może opierać się na powszechnych i znanych obserwacjach. Tak, jak lekcja o ruchu obrotowym Ziemi nie wymaga czekania do nocy, żeby zobaczyć, że Słońce zachodzi, tak nie trzeba jechać na wycieczkę do Gdańska, żeby zobaczyć, że statki pływają po wodzie, a nie toną. Wręcz robienie takich „eksperymentów” wyłącznie rozprasza, bo uwaga skupia się w naturalny sposób na rozchlapanej wodzie.

    „Jakie są efekty nauczania prawa Archimedesa i innych”
    Żadne, nie licząc zniechęcenia. Patrz Twoja anegdota o rodzinie.

    „Czy warto zastanawiać się nad tym?”
    Warto, ale szkoła tego nie robi. Jako oderwane od reszty struktur fizycznych prawo, nie ma żadnego znaczenia. Ale jako element całej struktury – jak najbardziej tak i warte jest dłuższych i głębszych dyskusji, tudzież eksperymentów, ale takich, w których prawo Archimedesa jest jedynie drobnym elementem składowym znacznie bogatszego zjawiska.

    „Po co każecie mi uczyć się tego?”
    Nie używaj liczby mnogiej. To jest pytanie do Ministra Edukacji. Nie „po co” a „dlaczego”. Bo tak jest zapisane w podstawie programowej i jest to wymagane na maturze (do tej pory na egzaminie gimnazjalnym). Pytanie poniekąd również do tych, co pracują w szkole i bezkrytycznie realizują podstawę programową. Zahaczasz mocno o temat Danusi „uczeń traktowany podmiotowo”.

    „Jak nie poznam prawa Archimedesa, to coś mi grozi?”
    Oblanie egzaminu.

    „w mojej rodzinie nikt nie zna tego prawa, nikt nie wie o co chodzi”
    Znają, mając poprawne intuicyjne rozumienie, zapewne nie pamiętając jego nazwy. W przeciwnym razie nie byliby w stanie ugotować pierogów na obiad, utopili niemowlę w czasie kąpieli i nie byli w stanie pływać ani wpław ani łódką, nie mówiąc nawet o wyciągnięciu z wody złowionej ryby, no i regularnie zalewali mieszkanie kąpiąc się w wannie, nie umieli wypuścić noworocznego balonika pod sufit ani w niebo, etc.
    Natomiast znajomość nazwy prawa, zwyczajowego sformułowania, czy związanych z tym obliczeń, nie jest nikomu do niczego potrzebna – poza nielicznymi inżynierami.

    „dlaczego nie mogę powiedzieć własnymi słowami?”
    Możesz. Ale nie musisz nawet tyle. Na egzaminie gimnazjalnym/maturze wymagane jest, byś rozwiązał jakieś trywialne zadanie, a nie formułował prawo.

  2. Osoba dorosła (intelektualnie) zna odpowiedzi na pytania retoryczne.

    Uczniowie, którzy świadomie stawiają takie pytania i oczekują sensownych na nie odpowiedzi, też zdolni są w końcu sami na nie odpowiedzieć, choć nie jest to etap rozwoju umysłowego, który wszyscy muszą osiągnąć. Osoba, która nie zdaje sobie sprawy ze znaczenia zdobywanej wiedzy, oraz taka, która nie rozumie, że „własne słowa” nie zawsze są trafną parafrazą, nigdy go nie osiągnie. Podstawową rzeczą wartą rozumienia (etapem rozwoju intelektualnego) jest pojęcie wielości znaczeń, zastosowań i możliwości. Podstawową zasadą, dobrowolność.
    Jeśli nie chcesz, nic, co ci „każą”, nie ma znaczenia, bo i tak będzie nieskuteczne, jako rzecz ci zbędna. Jeśli wiedza o prawach przyrody nie jest ci potrzebna, świat pewnie się z tym pogodzi. Cały problem w tym, że, na ogół, ludzie, którzy odpuścili sobie prawo Archimedesa (i całą resztę) nie godzą się ze światem. Uważają, że nie mając żadnej konkretnej wiedzy, mają prawo wypowiadać się autorytatywnie w każdej dziedzinie i każdej kwestii, choćby fizyki lotu i spadania. Na własnej ignorancji budują system wartości, jednocześnie negując wartość wiedzy i żądając jej bezstresowej i powszechnej dostępności. Z uznania tego systemu, wziął się postulat maksymalnego wysiłku po stronie nauczyciela i minimalnego, lub żadnego, po stronie ucznia – rzecz, historycznie rzecz biorąc, be precedensu, dziś kojarzona z postępem.
    Tymczasem, zdobywanie wiedzy nie jest żadnym obowiązkiem tucznej gęsi, lecz przywilejem. Prawem każdego (na odpowiednim etapie rozwoju) jest przywilej ten odrzucić, ze wszystkimi konsekwencjami. Na ogół, konsekwencje są niewielkie. Mniej więcej takie same jak podporządkowanie władzy sądowniczej politykierom – też bezpośrednio dotknie stosunkowo niewielkiej części populacji, a jeszcze mniejsza będzie zdawać sobie sprawę z przyczyn swojej sytuacji – wiedza, Wiesławie, to gorzka pigułka, nie dziw się, że większość wcale nie chce jej przyjmować. Bez matury, bez magisterki, ba, bez świadomości realiów, można żyć. Często lepiej niż z nią. Takiej odpowiedzi nie da się zignorować, ani przebić żadną obietnicą – żadna „mądra” odpowiedź na postawione pytania nie załatwi sprawy po twojej myśli.

  3. Swoją drogą: spróbuj napisać własnymi słowami treść prawa Archimedesa, a uczciwie Ci oddam, że jeśli będzie to kompletne prawo i przedstawione niewiele mniej zwięźle i jasno, co w klasycznym ujęciu, to zasłużysz na dużo więcej, niż na piątkę.

  4. „Dlaczego na piątkę muszę napisać/powiedzieć treść prawa tak jak w książce, dlaczego nie mogę powiedzieć własnymi słowami?”

    To co słychać ze sformułowaniem go Twoimi własnymi słowami?

  5. Wiesławie, moim zdaniem najlepsza metoda, to samodzielne dochodzenie do rozwiązania, ale ono zajmuje bardzo dużo czasu, a PP naciska.
    Też kiedyś zrobiłam taki przegląd – co mi się przydaje w życiu z informacji szkolnych. MAŁO. Ale to chyba nie jest dobrze postawione pytanie, bo jednym się przydaje to, a innym coś innego.
    Mam problem z tym, co musimy wiedzieć, aby potrzebną wiedzę wyczytać np z internetu?
    Danusia

    • Wyekstrahowałaś tu zawoalowaną tezę zasadniczą: Nauczyciel naucza rzeczy niepraktycznych i zbędnych. O jej prymitywizmie i przyczynach atrakcyjności już kiedyś pisałem, więc ograniczę się tu do hipotezy, że jest ona bardzo wygodna dla wszystkich, którzy popierają postulat „wszystkiego powyżej średniej dla wszystkich”…
      Ktoś poprzestający na na nędzy pragmatyki i łatwiźnie edukacji rozdawniczej, nigdy nie będzie zdolny niczego „wyczytać” z internetu.

  6. Gdyby kogoś interesowało jednak prawo Archimedesa, to polecam oryginał. Bardziej, niż dochodzenie praw samemu na podstawie doświadczenia przeprowadzonego w parach pod nadzorem nauczyciela.
    Choć muszę przyznać, że czyta się ciężej, niż Euklidesa, Arystarcha, czy Eratostenesa. Archimedes miał chyba mniejszy talent literacki. A może tłumacz zawinił? Mój grecki jest śladowy, więc znam ich tylko w tłumaczeniach…
    W każdym razie komplet prac Archimedesa we współczesnym tłumaczeniu (well, angielski sprzed 120 lat) jest dostępny:
    https://ia800404.us.archive.org/0/items/worksofarchimede00arch/worksofarchimede00arch.pdf

    „Prawo Archimedesa” to dwie ostatnie księgi „On Floating Bodies” (str. 253)

    Naprawdę warto kiedyś przeczytać i przemyśleć rozumowanie Archimedesa, a nie tylko nauczyć się na pamięć podręcznikowej formułki.
    Ale jeszcze bardziej warto przeczytać i zrozumieć jego fascynację kulą i stożkiem…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*