avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Głos rodzica

Polacy nie lubią Polaków

12.02
2017

Od wielu lat obserwuję zjawisko „wielu Polaków nie lubi ludzi wykształconych i ludzi sprawujących władzę”. Nielubiani są: lekarze, pielęgniarki, sędziowie, prokuratorzy, adwokaci, notariusze, nauczyciele, doktorzy habilitowani, księża, pracodawcy, dyrektorzy, prezesi, urzędnicy wysokiego szczebla, urzędnicy niskiego szczebla. Nie ma sztywnego podziału na lubianych i nielubianych, nielubienie jest procesem dynamicznym. Bywa tak, że nauczyciel nie lubi prawników, prawnik nie lubi lekarzy, a lekarz nie lubi nauczycieli. Moim zdaniem owo „”odgrywa bardzo ważną rolę w życiu osobistym i społecznym Polaków, na przykład w pracy, w edukacji lub w polityce. Jeśli tak jest rzeczywiście, to niedobrze, bowiem oznaczałoby to, że myślenie negatywne jest bardzo ważnym elementem działania nas, Polaków. Oczywiście warto zadać sobie pytanie: skąd takie zjawisko, jakie są przyczyny ? Kolejne pytanie: jak duże jest to zjawisko, ilu Polaków odczuwa niechęć w stosunku do wymienionych ludzi ? W obecnej chwili oceniam tę liczbę, na podstawie sondaży ogłaszanych w mediach, na około 35-40% naszego społeczeństwa.
_______________________________________________
Nie lubię … takich tekstów. Nie ma w nim cytatów ani bibliografii. Autor głosząc swoje diagnozy lub wnioski nie odwołuje się do wyników badań naukowych. Dobrze byłoby żeby zjawisko „nielubienia elit” było badane. A może już są publikacje na ten temat ?

Podziel się ze znajomymi

1 komentarz do “Polacy nie lubią Polaków

  1. W przedostatnim wpisie, podobną obserwację wytłumaczyłem sobie „zaburzeniami podmiotowości”. Mamy nieszczęście być społeczeństwem, które zostało pozbawione elit i, z różnych przyczyn, nie jest zdolne ich odbudować. Przyczyny główne są dwie: Przeogromny bagaż kompleksów (czyli tęsknota za byciem elitą, lub choćby otarciem się o elitarność, przy jednoczesnej niechęci pozbycia się złogów słomy w butach) i gra na kompleksach, czyli wygrywanie jednych przeciw drugim przez akurat będących u steru. W rezultacie połamane puppets mają takich masters, na jakich zasługują i z błędnego koła nie widać wyjścia.

    Spójrz choćby na bieżący przekaz medialny. Kronika wypadków (czyli dowolny serwis informacyjny) na ogół obywa się bez danych osobowych, jeśli jednak jazda po pijaku zdarzy się sędziemu, przemoc nauczycielowi, kochanka profesorowi, to zawsze zostanie to umiejętnie zaakcentowane, tak by suweren dostał czytelny przekaz, które to grupy społeczne są gremialnie odpowiedzialne za całe zło. Wydawałoby się, że jest jeszcze dużo ludzi, którzy powinni pamiętać ten mechanizm, żywcem przejęty z masowego przeczołgiwania syjonistów, wykształciuchów i studentów epoki słusznie minionej. Suweren nie pamięta, bo to nie jego przeczołgiwano, tylko sąsiada. A skąd taki miał na M-3 i malucha?

    W poprzedniej, niedokończonej zmianie, winni byli lekarze. Wymiar sprawiedliwości będzie cienko piszczał przez lata kolejne – wszystko zależy od zestawu kompleksów przypadkowego, małego cwaniaczka i jego prostych sposobów na suwerena. Większość „inteligenckich” zawodów ma swoje pięć minut grillowania, ale jest grupa, którą (nie mylić z konstruktywną krytyką) kopie się chętnie, stale i ku uciesze gawiedzi, niezależnie od realiów politycznych. Na jeżdżenie po nauczycielu jest zapotrzebowanie i przyzwolenie społeczne. Nasz suweren ma to w genach – nie cierpi (nawet teoretycznie) mądrzejszych od siebie. Ale jest na to sposób: pauperyzacja i sprowadzenie zawodu do mianownika równego średniej krajowej. To już się dokonało, ale kompleks trwa. Paradoksalnie, temu klimatowi sprzyja demokratyzacja, antyautorytarne trendy i upowszechnienie edukacji, wszystkie przeradzające się w w parodię i groteskę, a w najlepszym razie, w chciejstwo i myślenie życzeniowe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*