avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Przepis na szkołę
15.07
2015

Nowoczesne przestrzenie to za mało

Miejsce, w którym odbywa się edukacja, ma ogromne znaczenie - mówią eksperci, promując nowoczesne rozwiązania architektoniczne. Są również tacy, którzy twierdzą, że przestrzeń nie ma istotnego wpływu na uczenie się i pracę nauczyciela, bo prawdziwe znaczenie nadają dopiero ludzie, sposób ich myślenia, postrzeganie świata, wartości i przekonania. Uważa się, że zajęcia w nowocześnie zaprojektowanych przestrzeniach przełamują dotychczasowy model organizacji uczenia i wychowania. Tworzą środowisko sprzyjające zarówno pracy indywidualnej, jak i zespołowej, ułatwiają komunikację i współpracę. To z kolei dyskusję, wspólne lub indywidualne oglądanie materiałów multimedialnych i pracę w zespołach nad konkretnymi problemami. W takiej przestrzeni i w takiej atmosferze przygotowujemy przyszłych obywateli - odpowiedzialnych, samodzielnych, zmotywowanych i zaangażowanych. Tak zaplanowany proces sprzyja kreatywności, stymuluje poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań, kształtuje wrażliwość estetyczną. Często jest też inaczej. Do nowych przestrzeni wprowadzamy dotychczasowe modele organizacji pracy ucznia. Nie potrafimy wykorzystać potencjału miejsca i jego nowych funkcji. To są przykłady typowych działań pozorowanych. W szkołach można spotkać ich przecież wiele. Nadal bowiem obowiązuje edukacja jednego rozmiaru. Dla wszystkich to samo, tak samo i w tym samym tempie. Szkoły w nowych przestrzeniach mogą nadal przypominać w charakterze funkcjonowania więzienie. Regulaminy z licznymi zakazami, ochroniarze i kamery oraz rozbudowany monitoring nie sprzyjają w budowaniu zaufania, współpracy i otwartej komunikacji. To wszystko uniemożliwia pracę również w futurystycznych, wielofunkcyjnych obiektach. Więzienie w Leoben w Austrii jest jednym z najnowocześniejszych. W niczym nie przypomina więzienia. To bardziej sale klubowe, czy pomieszczenia socjalne w nowoczesnych biurowcach i osiedlowym placem rekreacyjnym (spacerniakiem). Ale to nadal więzienie z przypisaną sobie funkcją resocjalizacji. A jakie funkcje nadajemy miejscom w tworzonych przestrzeniach w szkole? Cieszy fakt, że wokół nas jest coraz więcej przedszkoli, szkół i uczelni, których przestrzeń potrafi zachwycać. Przybywa szkół z nowoczesną architekturą, atrakcyjnym dizajnem z wyspecjalizowanymi salami i ich nowymi funkcjami. To dowód na przełamywanie niemocy i stereotypów w postrzeganiu przestrzeni edukacyjnej. Tylko, czy te "ładne" przestrzenie są autentycznym pretekstem i punktem wyjścia do zmiany pracy ucznia i nauczyciela, a na ile pozostają jedynie "ładnymi". Czy te przestrzenie zmieniają środowisko pracy i wykorzystują swój potencjał? Czy nie jest mitem twierdzenie, że w tak zorganizowanych przestrzeniach szkoła jest lepszym, bardziej przyjaznym miejscem wszechstronnego rozwoju dziecka? Czy nowa architektura miejsc definiuje na nowo funkcję i rolę nauczyciela, zmienia sposób funkcjonowania uczniów? Berlińska "budząca się szkoła" już na wejściu nie robi dobrego wrażenia. "Jest obskurna" - mówią ci, którzy tam byli. A jednak potrafi inspirować. Do niej organizowane są wycieczki nauczycieli i dyrektorów. Na wizytę należy się umówić z dużym wyprzedzeniem. Niewiele w niej "ładnego", za to jak się tam pracuje, uczy, doświadcza i rozwiązuje problemy. Autorzy koncepcji szkoły odpowiedzieli sobie na najważniejsze pytanie: "po co w ten sposób projektujemy przestrzeń uczenia się uczniów?” W najnowszym numerze czasopisma N@uczyciel obok fotograficznej relacji i polskich przykładów nowoczesnych przestrzeni edukacyjnych, znalazłem tylko jeden -  dotyczący przedszkola, w którym określono dydaktyczne funkcje, choć nie mam pewności, czy również model pracy. Wierzę, że tak. Więzienie w Leoben w Austrii Szkoła Vittra w Szwecji Kolejność myślenia o nowej szkole jako miejscu przyjaznemu uczeniu się jest następująca: najpierw pomysł na model pracy ucznia, a potem tworzenie, testowanie i pełne wdrożenie nowych rozwiązań. Prawidłowy model w planowaniu strategicznym powinien rozpoczynać się od pojedynczych liderów i ich wyjątkowej wizji podzielanej przez całą szkolną społeczność. Model ten można zidentyfikować również w polskich szkołach, odnoszących spektakularne sukcesy. Sukcesy zdefiniowane indywidualnie - w zależności od celu, który wyznacza autorska koncepcja. Doskonałym przykładem jest szkoła w Radowie Małym. I rzecz nie w nowoczesnej przestrzeni, ale w nowoczesnym myśleniu o edukacji. W ESSA Academy w Bolton przez dwa lata twórcy innowacyjnego modelu pracowali nad projektem architektonicznym szkoły, który odpowiadałby jej autorskiej filozofii. Każdy z elementów jest przemyślany i realizuje konkretne funkcje dydaktyczno-pedagogiczne. Im się udało. Podobnie było w jednej ze szkół Steve Jobs School w Amsterdamie. Pomysł na szkołę, jej model pedagogiczny, zarówno w Amsterdamie, w Berlinie, w Bolton, czy Radowie Małym, stał się podstawą projektu przestrzeni - tych nowoczesnych w formie, jak i tradycyjnych. Oczywiście, ważne jest miejsce, bo ono kształtuje wrażliwość, zobowiązuje do określonych zachowań, często nobilituje i podnosi aspiracje do lepszego życia, bardziej szlachetnego i wartościowego, ale najważniejsze jest, jaką energią miejsce to wypełnią ludzie. Pamiętajmy, dziś edukacja nie odbywa się tylko w akademickich salach. Otwarte przestrzenie sprzyjające uczeniu są nie tylko w szkołach. To również parki, centra nauki, szkolne stadiony i place, ale też księgarnie z kawiarniami, biblioteki, a nawet muzea i galerie z nowymi edukacyjnymi funkcjami. To miejsca, w których uczniowie lubią przebywać. Tam dyskutują, grają, słuchają muzyki, czytają i pracują, wysyłają maile, relacjonują i komentują bieżące wydarzenia. No i jest jeszcze jedna otwarta przestrzeń. Otwarta najbardziej ze wszystkich i dla wszystkich. W niej również uczymy się i tworzymy wspólnie projekty. To przestrzeń wirtualna, która obok akademickiej i społecznej tworzy wyjątkową synergię. To potencjał, którego nadal nie potrafimy wykorzystać w kreowaniu środowiska dla spersonalizowanej edukacji. Oczekuję, że to właśnie innowacyjne w formie miejsca wykreują nowe zachowania, relacje, sposób uczenia się, pracy, otwartość i skuteczną komunikację oraz budowanie osobistej wiarygodności. Uczniowie sami odnajdą w nich swoje miejsca, w których lubią przebywać, rozmawiać, przygotowywać się do lekcji i pracować.
23.09
2013

Essa Academy

Wierzę, że każdy z nas rodzi się z wyjątkowym do realizacji celem. Wierzę, że każdy z nas ma zadanie pozostawienia po sobie świata lepszym, niż go zastał. I każdy z nas ma swoją osobistą misję do spełnienia. Tak mówi Showkat Badat - dyrektor Essa Academy w Bolton koło Manchesteru i dodaje: nie mówimy, że każdy z naszych uczniów może odnieść sukces, ale każdy odniesie sukces. Szkoła, w której jeszcze kilka lat temu tylko 28% uczniów zdawało egzaminy, już po kliku latach wprowadzonych zmian osiągnęła po raz pierwszy stuprocentową zdawalność. Wiara w sukces uczniów jest widoczna w każdym elemencie funkcjonowania szkoły. Znana i podzielana przez wszystkich filozofia, świadomość celu i misji jest manifestowana przez całą jej społeczność. Tyle radości, satysfakcji i dumy z przebywania, uczenia się i nauczania w szkole dawno nie wiedziałem. Trzy rzeczy zdecydowały o tym wyjątkowym sukcesie. Po pierwsze, nowoczesna przestrzeń z nowymi funkcjami i formalnymi rozwiązaniami. Po drugie, powszechny dzięki mobilnej technologii dostęp do zasobów edukacyjnych. I po trzecie, ale i najważniejsze, świadomi swojego wpływu i odpowiedzialności nauczyciele. Gdybym miał wymienić trzy wartości, które stały się podstawą funkcjonowania systemu w tej szkole to byłyby to: demokracja, współpraca i wiara w sukces każdego ucznia i nauczyciela. Wszystkie one przejawiają się w organizacji pracy uczniów i nauczycieli oraz w tworzeniu i wykorzystaniu przestrzeni, w której odbywa się codzienna nauka z zastosowaniem nowoczesnych technologii. Uczniowie uczęszczający do Essa Academy wywodzą się z ubogich rodzin, często zagrożonych bezrobociem i wykluczeniem. Wzbudzało to niepokój władz oświatowych i samorządowych. Brak postępów i pogarszające się co roku wyniki stały się powodem do poszukiwania nowych, skutecznych rozwiązań. Determinacja, wiara w sukces i konsekwencja sprawiły, że dziś na wizytę do szkoły trzeba się zapisać. Chcących poznać tajemnicę jej spektakularnego sukcesu są setki i to nie tylko ci zainteresowani edukacją, ale również przedstawiciele organizacji biznesowych. Na pewno jest wiele podobnych szkół, ale niezwykłość Essa Academy polega na tym, że jej twórcy posiadają jasną i spójną wizję koncepcji dydaktyczno - wychowawczej opartej na wartościach. Celem stało się zapewnienie warunków do odnoszenia przez każdego ucznia sukcesu, rozwijania własnego potencjału i odkrywania osobistych talentów. System nagród i ocen daje uczniom szanse na sukces w wybranej przez siebie dziedzinie. Każdy odkrywa w tej szkole swoją indywidualną siłę i swój osobisty potencjał. Od czego rozpoczęto tworzenie tej niezwykłej szkoły? Każda zmiana, tak i ta w Essa Academy zaczęła się od pojedynczego człowieka. Jej dyrektor, wywodzący się z podobnego co jej dzisiejsi uczniowie środowiska, rozpoczął od zarażenia swoją wizją władze oświatowe i samorządowe, a dopiero potem zaczęto tworzyć koncepcję budynku, zaplanowano jego funkcje podporządkowując innowacyjnej dydaktyce i nowym wyzwaniom. To pierwsza znana mi szkoła, której budynek zaprojektowano od początku w sposób uwzględniający założenia dydaktyczno - wychowawcze. To, co uderza każdego odwiedzającego szkołę, to nowoczesna bryła budynku, ogromne przestrzenie, czyste formy, spokój i cisza - nawet podczas przerw. Większość pomieszczeń jest wspólna zarówno dla uczniów jak i nauczycieli. Zaprojektowano duże sale lekcyjne, bibliotekę, pracownie przedmiotowe, sale kinowe, gimnastyczne i wielofunkcyjne boiska. W zajęciach uczestniczy jednocześnie 50 uczniów. Prowadzi je dwóch nauczycieli. Dziennie każdy uczeń ma dwa przedmioty w trzygodzinnych blokach przedzielonych przerwą śniadaniową i lunchem. Pomieszczenia lekcyjne rzadko przypominają nasze szkolne klasy. Atrakcyjnie zorganizowane miejsca pracy, mobilne stoły, kanapy, a na ścianach duże ekrany telewizyjne, przypominają bardziej klub, kawiarnię, czy też futurystyczne przestrzenie biurowców, niż typową salę lekcyjną. Mimo że w szkole nie ma ani jednej tablicy interaktywnej i jest zaledwie kilka projektorów multimedialnych, to technologia cyfrowa obecna jest niemal w każdym miejscu szkoły i wykorzystywana na każdych zajęciach. O sukcesie szkoły zdecydowało umiejętne połączenie przemyślanej koncepcji podporządkowanej misji szkoły z organizacją przestrzeni i powszechnym dostępem do technologii i zasobów edukacyjnych w sieci oraz tych tworzonych przez samych nauczycieli. To oni stanowią o sile szkoły. Zaangażowali się na każdym poziomie jej funkcjonowania: zarządzania i kierowania, dydaktyki i wychowania. Przykład szkoły w Bolton uświadomił mi, że o sukcesie nie decydują ani incydentalne działania kilku nauczycieli podążających za innowacjami technologicznymi, ani dostęp do zasobów i mobilnych urządzeń na wybranych lekcjach, ani też nowoczesne przestrzenie w projektowanych dziś szkołach. To za mało, bo tylko realizacja podzielanej przez wszystkich misji szkoły jako odpowiedź na wyzwania zdefiniowane w środowisku społecznym stały się gwarancją sukcesu w Essa Academy. To wokół niej stworzony został system doboru nauczycieli, wychowania, oceniania, doskonalenia i zarządzania szkołą, a także wykorzystania nowoczesnych technologii. Wspólnie określone wartości wyrażają się poprzez konkretne i zdefiniowane przez wszystkich zachowania. To one zdecydowały o projektach sal, sposobie ich urządzenia, wyborze konkretnych rozwiązań technologicznych i wykorzystania zasobów edukacyjnych. Znam nowoczesne szkolne budynki i znakomitych nauczycieli wykorzystujących cyfrowe technologie. A mimo to, szkoły to nie zmienia. Nie zmieniają jej ani technologie, ani wolny dostęp do zasobów sieci, ani też zaangażowani nauczyciele. Nie ma znaczenia sposób zamieszczenia tablic, czy ilość technologii i cyfrowych zasobów. Brakuje podstawowej odpowiedzi na pytanie: po co to wszystko robimy, jaki cel chcemy osiągnąć, jaki model wychowawczy jest ważny dla danej społeczności? Komu w konkretnym środowisku potrzebna jest szkoła? Istnienie wyższego celu jest podstawą sukcesu każdej organizacji. W szkole nadal brakuje pasji, zaangażowania i radości. To czego jej potrzeba to jasnej koncepcji i konsekwencji w realizacji. Brakuje pomysłu na szkołę. Brakuje idei, która byłaby podstawą tworzenia misji i systemowych rozwiązań. Dziwią mnie dyskusje na temat wyższości jednej technologii nad drugą. Zdumiewa mnie bezgraniczna wiara w sprawczą moc aplikacji i programów komputerowych. Brakuje działań, które staną się podstawą stworzenia systemowego rozwiązania realizującego jasno określoną misję szkoły. Brakuje refleksji o przyczynach braku skuteczności obecnej edukacji i niepokoi bezgraniczna wiara w moc technologii. Ważniejszym od niej staje się dziś odpowiedź na pytanie, co zmienia naszych uczniów, co poprawia jakość funkcjonowania obywateli i co zrobić, aby lokalne samorządy stały się bardziej autonomiczne i odpowiadały na rzeczywiste potrzeby swoich mieszkańców? Sukces Essa Academy zawarty jest w odpowiedzi dyrekcji, nauczycieli i władz samorządowych na trudną sytuację lokalnej społeczności zamieszkującej okolice Bolton. To odpowiedź na niski poziom życia jej mieszkańców i niższą od średniej długość życia. To wreszcie odpowiedź na pytanie, co zrobić, aby dzieci mieszkańców odniosły w przyszłości sukces. Tym samym wszyscy zainteresowani są zaangażowaniem w realizację wyzwań. Dzięki temu nauczyciele, dyrekcja i pracownicy Essa Academy mają świadomość, że uczestniczą w czymś wyjątkowym. Pomagają uczniom odnieść w przyszłości prawdziwy sukces. Tak sformułowane zadanie sprawia, że każdy zaangażowany w budowę szkolnego systemu ma okazję dotknąć przyszłości już teraz uczestnicząc w tworzeniu lepszego świata. Na pewno w ten sposób dużo łatwiej jest zaangażować nauczycieli niż koncentrując się na rankingach szkół i przygotowaniu uczniów do testów.
27.03
2012

W szkole jak w operze

Opera może być nudna i zachowawcza, ale może też przybrać nowoczesną, inspirującą i intrygującą formę. W tym ogromna rola projektantów, choreografów, scenografów i oczywiście reżyserów. Coraz częściej pojawiają się produkcje, które swoją wyjątkowością zachwycają publiczność teatrów operowych na całym świecie. Czy opera może mieć coś wspólnego ze szkołą? Opera szuka otwarcia, dopływu świeżej krwi, a śmierć gatunku – ogłaszana od czasu do czasu – na szczęście nie następuje. A to dzięki poszukiwaniom nowych form. Dzisiejsza szkoła też już się przeżyła i nadal trwa w swojej skostniałej formie. Stworzyliśmy w niej przede wszystkim miejsce na tropienie błędów uczniów, nauczycieli jak i samych dyrektorów. Ten ostatni odpowiada przed wizytatorem, który próbuje pokazać jego pomyłki, dyrektor odtwarza model „wspierającego” nadzoru w stosunku do nauczycieli. Na końcu jest uczeń, który przyłapany dowiaduje się, że nie wie, nie umie, nie potrafi, źle zrobił, błędnie obliczył, znowu się pomylił i jak zwykle zapomniał. Do tego nieustannie się wierci, rozmawia i nie słucha. Kogo w ten sposób kształcimy i wychowujemy? Dziś wydawać by się mogło, że szkoła to instytucja, która sens swojego istnienia znajduje właśnie na egzaminowaniu, testowaniu i przepytywaniu. Przygotowujemy do egzaminu i zdawania testów. Uzasadniamy sens uczenia się tylko dlatego, bo przyda się na egzaminie, bo może być na teście. Do tego powołano za pieniądze podatników instytucję centralną z regionalnymi oddziałami. Stworzono system, który co jakiś czas ujawnia małe i duże skandale. Czy można to zmienić? Wracam do opery i jej analogii ze szkołą. Mariusz Treliński- znakomity reżyser, w tym najsłynniejszych inscenizacji operowych mówi, że otwarcie na najróżniejsze poszukiwania – to szansa zaproszenia nowego pokolenia znakomitych artystów, zdolnych do odświeżenia gatunku. Dzisiejsza szkoła również poszukuje nie tylko nowej krwi, nowej formy i nowego pokolenia nauczycieli, ale też otwartego, odważnego oraz rozważnego dyrektora-reżysera, który ma ambicję robienia nowych rzeczy. Rodzice już poszukują nowej formy dla edukacji, innej szkoły, która przygotuje ich dzieci do przyszłości, a nie tylko zadawania egzaminów. Niedawno uczestniczyłem w dyskusji o modelu szkoły przyszłości. Wyróżnia ją od dzisiejszej różnorodność treści, form, metod pracy oraz organizacja przestrzeni szkolnej. Od hierarchicznej struktury i systemów klasowo-lekcyjnych, poprzez modele pracy projektowej aż do aktywności w sieci i w wirtualnej szkole. A wszystko odbywa się z zastosowaniem nowoczesnej dydaktyki wykorzystującej technologie i zasoby cyfrowe. Szkoła przyszłości ma nową formułę, sięgającą z jednej strony do jej sedna i podstawowej funkcji (uczenie się), z drugiej podejmuje wyzwania ery informacyjnej otwierając szerzej drzwi na innowacje. Obok publiczności konserwatywnej jest w niej miejsce dla wszystkich interesujących się przyszłością swoich dzieci i kształceniem postaw opartych na charakterze. Zaprośmy do naszych szkół młodą generację twórców, autorów portali społecznościowych, grafików 3D, pracowników agencji interaktywnych i specjalistów budowania wizerunku w sieci. To rozszerzy krąg naszych widzów i wniesie nową jakość. Jak zareaguje społeczność na tę propozycję, czy chętnie weźmie udział w jej współtworzeniu i aktywnym uczestnictwie w różnorodnych przestrzeniach edukacyjnych: szkolnej, wirtualnej i publicznej? Wierzę, że to szkoła dla nowego pokolenia zarówno uczniów, rodziców jak i nauczycieli. Nie boję się marzyć, bo nasza najnowsza historia pokazuje, że to, co jeszcze niedawno było niemożliwe może być całkiem realne!
19.03
2012

Czy celebryta może być autorytetem?

Rację ma Jan Wróbel, kiedy pisze, że szkoła przyszłości to nauczyciel, tablica i kreda. Czyli tak jak ten, którego opisałem w ostatnim poście. W szkołach mamy nauczycieli, mamy tablicę i kredę. Mamy też tablice interaktywne, a kredy zastępują elektroniczne pisaki. „Szkoła nie musi mieć supersprzętu, a nauczycielki nie muszą mieć iPodów. Gadżety są fajne i sam ich używam, ale to są tylko gadżety w pełnym znaczeniu tego słowa, to są takie zabawki, które mają wywołać przelotne zainteresowanie lekcją. Ciekawy jest tylko nauczyciel.”* Racja, ciekawy jest tylko nauczyciel. A ciekawy to taki, który potrafi porwać swoich uczniów, zarazić entuzjazmem, pasją. To mistrz. Tylko, jak wskazują badania, mamy ich niewielu i coraz częściej zastępowani są przez celebrytów. Niedawno usłyszałem z ust socjologa, że nie powinniśmy ich ignorować, a raczej uważnie obserwować. Na pytanie psychologa, czego możemy się od nich nauczyć, ów socjolog odpowiada, że są przykładem niezgody na kłamstwo, walczą o prawa zwierząt, uczestniczą w społecznych kampaniach... Z uwagą przysłuchiwałem się ważnej i potrzebnej debacie organizowanej w ramach Gdańskiego Areopagu. Tym razem dotyczyła autorytetu. Rozmawiali ze sobą psycholog, socjolog, duchowny i lekarz. Padły ważne pytania i ważne wnioski, a apel był wspólny:potrzebujemy kompasu na całe życie, potrzebujemy zasad i jasnych systemów wartości. Brakuje w szkołach nauczycieli - mistrzów, którzy mają świadomość, że do szkoły chodzi przyszły lekarz, prawnik, minister, nauczyciel. To oni przejmą po nas władzę i rolę, które pełnimy dziś my. Nie chciałbym zastępować autorytetów celebrytami. To meteory, które są i zaraz znikają. Nauczyciel - autorytet ma świadomość, że przygotowuje przyszłe pokolenie, które będzie kierować naszym światem. To jak go nam urządzą dzisiejsi uczniowie w dużej mierze (a może przede wszystkim) będzie zależało od nauczycieli, jacy są w naszych szkołach. Mądry mistrz przewiduje skutki swojego działania i wyzwala w swoich uczniach najlepsze cechy charakteru. „Nie idealizuję – pisze Jan Wróbel - współczesnego polskiego środowiska nauczycielskiego. Mamy wśród nas różne typy. Jednak największym sojusznikiem polskiej szkoły jest całkiem liczna grupa dobrych samodzielnych nauczycieli. Jednym z ich zmartwień jest zapewnienie na swoich lekcjach ładu w taki sposób, aby Władze nie miały do nich pretensji o nadmiar autorytaryzmu. Innym ich zmartwieniem jest zaciekawienie uczniów swoim przedmiotem – ale tak, aby Władze nie zgłosiły zastrzeżeń, ze nie jest realizowany program nauczania.” Z nauczycielami jest podobnie jak z uczniami, którym planuje się wszystko i jednocześnie oczekuje od nich kreatywności, samodzielności i odpowiedzialności. Z jednej strony poszukuje się twórczych nauczycieli, z drugiej ustala reguły ile, jak i kiedy. Pytanie retoryczne, ale czy dobre szkoły są dobrymi, bo mamy świetnych ministrów, kuratorów i wizytatorów? Czy o tym, że szkoła odnosi sukcesy decydują kolejne ustawy i rozporządzenia i pomysły naszych władz oświatowych? Kto sprawia, że szkoły są dobre, kto decyduje, że edukacyjna wartość dodana kwalifikuje szkołę wśród takich, które nie marnują potencjału swoich uczniów i nauczycieli, że rozwijają talenty i budują w uczniach siłę? No kto?   * Jan Wróbel, Nauczyciele, supermani i poczciwe niezguły [w:] Szacunek, Gdański Aeropag 2010
12.03
2012

Nauczyciel przyszłości

Odwiedziłem w Toronto szkołę, w której jest zakaz korzystania na zajęciach z telefonów komórkowych, tabletów i laptopów. W klasach lekcyjnych nie ma Wi Fi! Nikogo to nie dziwi i nie irytuje. Sieć dostępna jest w wyznaczonych miejscach, tak jak i komputery w dużych pracowniach. To nie brak środków, ani wiedzy o stylu życia dzisiejszych uczniów sprawił, że szkoła robi wrażenie archaicznej. To świadomy wybór i konsekwencja w myśleniu o znaczeniu autorytetu nauczyciela w szkole. Długo nie mogłem wyjść z podziwu dla tych, którzy mając w klasie do dyspozycji jedynie kredę i czarną tablicę potrafią być dla uczniów prawdziwym mistrzem. W Bishop Allen Academy w Toronto nauczyciel wyjaśniał uczniom podczas lekcji, jak powstają fronty atmosferyczne, skąd bierze się w Toronto arktyczna zima, a latem czujemy się w nim jak w tropikach. Opowiadał, jak tworzą się w Kanadzie wielkie huragany, a w Kalifornii pojawiają nagłe przymrozki. Wyjaśnił, dlaczego podróż z Kanady do Europy trwa krócej niż w przeciwnym kierunku i jak przemieszczają się w oceanie ogromne ławice ryb. Potrzebował tylko kredy i zwykłej tablicy. Miał wiedzę, umiejętności, pasję i szacunek dla uczniów. Słuchaliśmy go z ogromnym zainteresowaniem, bez jakiegokolwiek znużenia, obserwując jego wyjatkową zdolność publicznej prezentacji. Nauczyciel miał COŚ do powiedzienia i wiedział JAK to zrobić. Miał osobowość. Nie korzystał z iPada, komputera, multimedialnego projektora. W tej szkole nikomu to nie przeszkadzało, bo nie ma powodu, dla którego uczeń musiałby się zajmować przeglądaniem stron w internecie, czy wysyłaniem smsów, bo się nie nudzi. W szkole ma okazję być z przyjaciółmi, których lubi. Może rozmawiać z nauczycielami, którzy go szanują i potrafią zainteresować. Takich nauczycieli spotkałem z moimi uczniami w Toronto wielu. W szkole językowej, do której uczęszczaliśmy przez miesiąc, w ogóle nie korzysta się z komputerów podczas zajęć. Uczniowie nie mogą korzystać z telefonów, ani elektronicznych słowników. Są za to duże sale komputerowe oblegane przez uczniów w czasie przerw. Poprosiłem moich uczniów, aby wskazali trzy pomysły, które warto przenieść do Polski. Wszycy jednym głosem krzyknęli: NAUCZYCIELI. Dlaczego? Bo są otwarci, przyjaźni, mają wiele różnorodnych zainteresowań, podróżują,  uprawiają sporty, piszą wiersze, pasjonują się życiem i fantastycznie uczą. Pokazują świat z perspektywy własnej pasji i doświadczenia. Potrafią zainteresować i zarazić do poszukiwani nowej wiedzy. Nauczyciele wiedzą, że nie każdy musi zostać geografem, matematykiem, czy znawcą literatury, ale każdego z nich można zarazić pasją badawczą, poszukiwaniem odpowiedzi, stawianiem pytań i uczynić wrażliwymi na wiedzę.  Nauczyciel nie konkuruje z nową technologią, jest KIMŚ, bo ma COŚ, czego jej brakuje. Dlatego pozwala uczniom wybierać. szukać, popełniać błędy i na nich się uczyć. Jest cierpliwy i przyjazny. Lekcje z takimi nauczycielami są prawidzwą przygodą. Taka szkoła na pewno nie jest archaiczną, nienowoczesną i nieprzyjazną uczniom. To szkoła przyszłości, która przywraca nadzieję, że przebywanie z drugim człowiekiem rozwija i pozwala stać się lepszym. W niej uczy się współpracy, komunikacji, rozwiązywania konifliktów. To jest prawdziwa szkoła XXI wieku. Podzieliłem się tą obserwacją z Aleksandrą Pezdą, dziennikarką specjalizującą się tematyką edukacyjną. Skwitowała krótko: Przecież o tym wiemy. Wiemy, ale dlaczego tak mało podobnych nauczycieli mamy w Polsce? Stephen Covey powiada: aby działania stały się nawykiem muszą wystąpić trzy elementy: wiedza, umiejętność i wola działania. Jeżeli któregokolwiek elementu zabraknie nie możemy liczyć, że coś zmieni. Wiele chciałoby innej szkoły. Czego w niej brakuje? Woli i chęci zmiany, a może wiedzy o tym, co zmienić, czy raczej umiejętności funkcjonowania w rzeczywistości odmiennych stylów życia dzisiejszego pokolenia?