Oś Świata/Wolność naszych dzieci

Śmierć mózgu

30.03
2015

Pora umierać…

  1. Nie cenzuruje się komentarzy i nie odmawia własnym wyznawcom dostępu do argumentów oponentów.
  2. Nie ukrywa się niewygodnych faktów i nie manipuluje się odbiorcami.
  3. Nie ignoruje się argumentów i nie powtarza tez, które przy ich pomocy skutecznie sfalsyfikowano.
  4. Nie wygrywa się własnych racji przez wspieranie intelektualnego lenistwa odbiorców.

Nie chcę uczestniczyć w przedsięwzięciu, w którym tych zasad się nie przestrzega. Bo wtedy tego rodzaju praktyki kompromitują również mnie. Tego rodzaju praktyki odbierają również wszelki sens wysiłkom, które sam tu podejmuję – w końcu w jakimś celu. Powodują więc nie tylko naruszenie pryncypiów, ale i zwyczajną stratę czasu. A mam go tak cholernie mało, że strata jest dla mnie dramatyczna.

Jest mi bardzo przykro. I przede wszystkim jestem zniesmaczony. Piszę oczywiście o awanturze o „Neurodydaktykę” i o tej podobno bezprzykładnej napaści, która miała przybrać formę donosu na odważną, otwartą, skłonną do dialogu i oddaną idei otwartej szkoły Marzenę Żylińską, popełnionego przez niegodnych edukacyjnych ksenofobów, którzy w dodatku tchórzą, unikając konfrontacji i rzetelnej wymiany argumentów. Cóż – życie aż tak prostym schematom się nie poddaje, podobnie jak edukacja, która nijak nie chce się pomieścić w kilku prostych prawdach proponowanych w „Neurodydaktyce”. Powinienem był to wiedzieć – i to zanim napisałem, co sądzę o etycznych kwalifikacjach „donosicieli”. Napisałem być może nieprawdę. Bardzo przepraszam tych, których przedwcześnie, prawdopodobnie niesłusznie i wyjątkowo nierozważnie oskarżyłem o donosicielstwo.

Nie będę tu wchodził w merytoryczną treść sporu. Interesują mnie tylko sposoby jego prowadzenia i kwestie fair play. Oto zatem, czego udało mi się w tych sprawach dowiedzieć.

Uniwersytet Wrocławski od ok. 40 lat organizuje cykliczną imprezę konferencyjną o „Problemach Dydaktyki Fizyki”, z której mają korzystać szkolni nauczyciele tego przedmiotu. Marzena pojawiła się na tej konferencji w 2010 roku z wykładem „Obecny model edukacyjny w świetle badań nad mózgiem”. W 2012 roku w programie tej samej konferencji znaleźli się obok siebie zajmujący się neuronaukami Marzena Żylińska i Jerzy Mozrzymas:

9.30 – 10.30 Marzena Żylińska (NKJO Toruń) „Fizyka przyjazna uczniowi. Jak uczyć fizyki?”

10.30 – 11.30 Jerzy W. Mozrzymas (UWr.) „Neurobiologia poznania jako próba syntezy osiągnięć nauk przyrodniczych, psychologii i filozofii”.

(Program dostępny na:

http://www.pdf20.ifd.uni.wroc.pl/program_szkoly_szczegolowy.pdf)

Nie znam oczywiście przebiegu tej konferencji i dyskusji, która na niej nastąpiła – nawet nie wiem, czy taka dyskusja rzeczywiście miała miejsce. Wiem jednak i nie umiem sobie wyobrazić, żeby nie wiedziała o tym Marzena, że od tego czasu prof. Mozrzymas na tym samym forum nie opowiadał już o neurobiologii poznania, nie rysował już próby syntezy wielu różnych dyscyplin, wreszcie nie formułował postulatów dotyczących nauczania fizyki, jak to miał uprzednio w zwyczaju, tylko raczej zajmował się tą szczególną syntezą, której próbkę usłyszał od Marzeny. Jego wykład na dwóch kolejnych edycjach tej konferencji odnosił się już wyłącznie do neurodydaktyki i miał charakter polemiki z twierdzeniami Marzeny.

(Program jednej z kolejnych konferencji dostępny na:

http://www.wfa.uni.wroc.pl/?sc=3370)

Nie jest wobec tego prawdą, że atak Mozrzymasa spadł na Marzenę nagle, nie był zapowiadany i poprzedzony próbami rzetelnej dyskusji – co nam Marzena sugerowała. Prof. Mozrzymas – okazuje się – próby dyskusji podejmował. I to latami.

Nie jest również prawdą, że przygotowując swój „donos” Mozrzymas nie zadał sobie trudu, żeby Marzeny „Neurodydaktykę” przeczytać. Przeciwnie – jego dostępny tekst (nie ten wszakże, który przytacza Marzena, ale ten, którego ślady systematycznie usuwa ze swojego bloga i nawet z sąsiednich) świadczy dowodnie, że nie tylko przeczytał, ale również przenalizował cytowane przez Marzenę lektury – słowem, przemyślał rzecz gruntownie, co oczywiście samo w sobie nie gwarantuje jeszcze, że prawidłowo. Gwarancje, które z tego wynikają, dotyczą nieco innej rzeczy – mianowicie rzetelności dyskusji, albo nawet i kłótni, niech będzie. Marzena z całą pewnością wiedziała i wie świetnie, że ma do czynienia z przemyślaną i dobrze uzasadnioną polemiką, a nie ze stekiem nierzetelnych pomówień.

Nie dowiemy się też od Marzeny, jak rzeczywiście wyglądała dyskusja, spór, czy kłótnia dotycząca meritum sprawy, ponieważ Marzena dawkuje nam informacje, posuwając się do usuwania niewygodnych dla siebie komentarzy, jak to się przez wiele dni działo z tekstami odsyłającymi do wspomnianego obszerniejszego tekstu Mozrzymasa, który da się przeczytać tutaj:

http://www.cen.uni.wroc.pl/Pliki/Wydawnicza/22_fragment.pdf

Sam czytałem ten tekst z rosnącym zdumieniem, ponieważ zawiera on fragmenty, których nie spodziewałem się znaleźć u neurobiologa. Dotyczą one nie tylko wiedzy, jaką o fizjologii procesów poznawczych zdołała zdobyć neurobiologia, ale również tego, co jest przedmiotem procesów poznawczych, których dotyczy szkolna dydaktyka. A więc np. fizyki i matematyki. Prof. Mozrzymas podaje tu – ku mojemu zdumieniu – te same argumenty i niejednokrotnie te same przykłady, które uporczywie i bez najmniejszego skutku podawaliśmy Marzenie z Ksawerym i Robertem, próbując wyperswadować jej co bardziej kuriozalne pomysły np. matematyki w lesie jako czegoś, co zniweluje genetycznie warunkowane różnice w intelektualnych kompetencjach dziewczynek i chłopców, albo postulaty zerwania z abstrakcją na rzecz namacalnego konkretu, samodzielnego odkrywania wszystkich praw przyrody, które dziecko poznaje w szkole itd. W tych dyskusjach, tu na Osi Świata, Marzena demonstrowała ową charakterystyczną dla siebie, unikalną zdolność do ignorowania argumentów skutecznie falsyfikujących jej tezy i uporczywego powtarzania tych tez pomimo ich dowodnego obalenia.

Śmiem podejrzewać, że argumentację prof. Mozrzymasa mógł spotkać los podobny, że wobec tego widząc rosnący wpływ fałszywych teorii, zdecydował się spróbować go powstrzymać pisząc, co napisał, i informując o tym tych wszystkich adresatów, których lista tak nas tu wszystkich oburzyła.

Nie zawiera całej prawdy Marzeny argumentacja o tym, że przecież zaznacza cytowaniami własną relację cudzych poglądów, że sama deklaruje dialog i potrzebę badań, a nie ogłasza prawd, które jej zdaniem są pewne, co imputują jej niegodni oponenci. Cóż – ani nam tutaj, ani w swojej „Neurodydaktyce” Marzena nie zechciała sprawozdać znanych sobie głosów krytycznych wobec tez, które głosi i dzisiaj bardzo dba o to, żebyśmy się o nich nie dowiedzieli.

Wydawało mi się zawsze, że w najbardziej generalnych kwestiach dotyczących szkoły, w tym zwłaszcza w postulacie żywego, osobistego zainteresowania ucznia studiowanym problemem, widzianym jako warunek skutecznej nauki, zdecydowanie bliżej mi do Marzeny niż do wielu uznanych akademików – w tym do prof. Mozrzymasa. On jednak uznaje, że proponowane przez Marzenę idee są w istocie dewastujące. Nie dziwię mu się wcale. Z niekłamanym przerażeniem patrzyliśmy tu z Ksawerym na Marzeny propozycje dotyczące matematyki i fizyki. To rzeczywiście za każdym razem była po prostu katastrofa. Prof. Mozrzymas to zdecydowanie nie moja bajka. On np. lubi prezesa Kaczyńskiego, którego ja uważam za niszczyciela wszystkiego, co w życiu publicznym wartościowe. Nie lubi gender studies, odmawiając im dorobku, co wyraża przez określenie „tak zwane”, któremu jeszcze koniecznie musi towarzyszyć cudzysłów. Przeciw ideom otwarcia w szkole wytacza argumenty zdecydowanie wykraczające poza własną specjalizację i w moim przekonaniu często podobnie nieuprawnione, jak sam to zarzuca Marzenie. Itd. W żadną z tych kwestii nie zamierzam tu wchodzić. Niezależnie bowiem od możliwych ideowych sympatii: żadne ideowe pokrewieństwo nie uzasadnia tolerowania fałszu i udawania nieobecności racji drugiej strony, żadne nie uzasadnia cenzury wypowiedzi w imię słusznej sprawy.

Jestem zły, bo muszę dziś stawać w obronie faceta, z którym najwyraźniej dzieli mnie wszystko, a dyskusję z jego poglądami uważam za ważne zadanie dla siebie i wolałbym zajmować się raczej tym. Zasady powinny być jednak przestrzegane. Odstępstwa widzę przede wszystkim u Marzeny. Są bardzo poważne. Nie godzę się na nie.

Kiedy dzisiaj patrzę na „wyznania wiary” zwolenników neurodydaktyki, rozumiem lepiej motywy rzekomego donosu prof. Mozrzymasa, choć sam zastanowiłbym się jeszcze pięć razy, zanim cokolwiek napisałbym akurat do MEN. No, tyle, że Mozrzymas jednak miał się kiedy zastanawiać i miał ku temu mocne powody.

P. Agnieszka Pieniążek, która jest wyznawcą i która do tekstu „Neurodydaktyki” wraca wielokrotnie, pyta w kontekście projektowanych przez Marzenę zmian „co mamy do stracenia.”  Ano, właśnie.

Rozum – pozwalam sobie przestrzec. Nie tylko własny, ale również dzieci.

 

118
Dodaj komentarz

34 Comment threads
84 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
25 Comment authors
avataravataravataravataravatar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
avatar
Gość

Tym, którzy wolą słuchać radia, niż czytać, polecam podcast rozmowy z dr. Tomaszem Witkowskim w RRC (nie jest to moje ulubione radio, na co dzień zdecydowanie wolę Tok-FM). Możemy tu posłuchać opinii o całej aferze, a też o naukowej metodologii w psychologii, z punktu widzenia nie neurobiologa, ale psychologa. Psychologa, próbującego od lat przeciągać psychologię z domeny szamaństwa cargo cult science do domeny real science.

http://tomwitkow.wordpress.com/2015/03/29/neuromarketing-neurodydaktyki-audycja-w-rdc/

Ubiegłeś mnie, Pawle, z publikacją pełnego artykułu na ten temat — jak tu się nie powtarzać?

avatar
Gość
Robert Raczyńskir

Mnie również nie pozostaje nic innego, niż przeprosić profesorów za bezpodstawne, jak się okazuje, oskarżenie ich o nagonkę i pamflet, mimo zgody z ich zastrzeżeniami.
Mnie również sporo dzieli z prof. Mozrzymasem (przynajmniej sądząc z treści przekazanych przez niego w referacie), niemniej jednak, zgadzam się z nim w kwestii charakteru podejścia naukowego i oceny postmodernizmu jako zaprzeczenia tego podejścia.

Paweł, powiedziałeś wszystko, nie mam w tej kwestii nic do dodania.

avatar
Gość
Ewa K.

Panie Robercie, chapeau bas.
Niestety, większość obrońców pani dr Żylińskiej to ofiary strategii konfirmacyjnej (? http://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_potwierdzenia).
Szkoda.

avatar
Gość
majcin

Cieszę się, że wreszcie została przerwana ta dziwna sytuacja, w której moderator „polował” na linki prowadzące do tekstu prof. Mozrzymasa. Rozumiem, że p. Żylińska chce bronic swojej koncepcji, która wniosła sporo ożywczego spojrzenia na system oświaty, ale tych metod nie jestem w stanie zrozumieć. To znaczy, nie jestem w stanie zrozumieć, jeśli chodzi o tworzenie i programowanie koncepcji pedagogicznej. Bo jeśli celem było tworzenie sekty wyznawców neurodydaktyki a la Żylińska, to metody stosowane na blogu były adekwatne. Artykuł prof. Mozrzymasa może pomóc w oddzieleniu w koncepcji p. Żylińskiej elementów wątpliwych i fałszywych od prawdziwych, wynikających z wiedzy od ideologicznych. Pozostaje… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Dodam jeszcze, że wysłałem prośbę nieco „wyraźniejsze” zalinkowanie artykuł Mozrzymasa zarówno do samego profesora jak i do sekretarza KN PAN, na obie prośby otrzymałem odpowiedź w ciągu kilku godzin, co nieco podważa tezę o izolacji luminarzy nauki.

avatar
Gość
monikasz

Bardzo to przygnębiająco wygląda… Po tych wszystkich męczących dyskusjach tutaj, w których Paweł, Robert, a zwłaszcza Ksawer „czepiali się” „złośliwie” oraz „cynicznie”, „stawiali mury” i tak dalej… Możnaby zacząć wszystko od początku. Tłum pełnych entuzjazmu wyznawców nie zechce tego słuchać. Żadnych wątpliwości, zastrzeżeń, prób falsyfikowania. Paweł, nie chciałbyś takiej popularności. Twoje propozycje naprawdę są niszowe, czy popatrzymy na nauczycieli, czy na rodziców, czy na urzędników, czy na reformatorów wreszcie. Dzieci głosu nie mają. Cieszę się, że moje już mniej więcej odchowane, a wnuków jeszcze nie mam, bo następne reformy, które przyjdą mogą nam dopiero dać popalić…

avatar
Gość

„Gonił komara, stłukł żyrandol”. Mamy do czynienia ze różnicą zdań, sporem, konfliktem. Tych czynników i procesów nie ma tylko na cmentarzu. Różnice i sprzeczności są motorem życia i wszelkich działań ludzkich. Sprzeczność 1. Neurodydaktycy walczą o lepszą szkołę. PAN walczy z neurodydaktykami. Marzena zainspirowała wielu nauczycieli i rodziców do myślenia i działania inaczej niż wymaga od nich dziewiętnastowieczna szkoła. Działalność Autorki pobudziła ruch oddolny i dialog w szkołach. PAN stara się wyhamować te działania. Jakie mogą być z tego korzyści, a jakie straty ? Wygra nauka, przegrają ludzie ? A może uczenie PAN chcieliby przyłączyć się do działań pedagogów i… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Róża

Wiesławie, a czy czytałeś tekst prof. Mozrzymasa zalinkowany przez Pawła?

Zbytni pośpiech może spowodować wylanie dziecka z kąpielą, a przecież nie o to chodzi.

avatar
Gość

Czytałem i właśnie obawiam się Profesor wyleje dziecko z kąpielą. Mnóstwo dzieci, które nie mają szansy na zetknięcie się z edukacją przyjazną i fascynującą dla człowieka.

avatar
Gość

dodam jeszcze: wylewanie, a raczej olewanie dzieci w III RP trwa już ponad 25 lat. Czy wystąpienie Profesora pomoże im ?

avatar
Gość
Róża

Pomoże zdecydowanie. Bo może nie będą na nich przeprowadzane wątpliwe eksperymenty, którym brak naukowych podstaw, a takie podstawy się im przypisuje. To, że edukacja do tej pory była traktowana po macoszemu, nie daje nikomu prawa do działań nieprzemyślanych, nagłych i chaotycznych. Pod pozorem naukowości w dodatku. Bo może się uda. A jak nie? A jak się uda,to skąd będziemy wiedzieć, dlaczego się udało? A jak się uda tylko w niektórych przypadkach? A może to, że nauczyciele zauważają zmiany w uczniach, nie ma związku z metodami, a z faktem, że sami nauczyciele dostali zastrzyk energii po lekturze (efekt nowości) i z… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Al

Nie rozumiem, dlaczego ludzie tacy jak Marzena Żylińska nie piszą o szkole po prostu przyjaznej uczniowi, nie mózgowi. Przecież o to nam wszystkim chodzi. Idea jest słuszna, ale jeśli ma się opierać na nauce, to muszą to być fakty zgodne ze stanem tej nauki, nie może to polegać na wybieraniu z niej tego, co pasuje i przekształcaniu pojęć na takie, jakie chcielibyśmy, żeby były (albo takie, które zrozumie ogół nauczycieli). Jeśli podwaliny idei, nawet słusznej, są nierzetelne naukowo, to cała idea traci wiarygodność. Jeśli da się książce zarzucić nierzetelność naukową, to naprawdę nie ma znaczenia, ile osób się przejęło ideą.… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Róża

„Nie rozumiem, dlaczego ludzie tacy jak Marzena Żylińska nie piszą o szkole po prostu przyjaznej uczniowi, nie mózgowi.” Bo jak powinna wyglądać szkoła przyjazna uczniowi, wiadomo już od lat. I nic z tej wiedzy nie wynika, a nowego też niewiele można w tej materii wymyślić. Który nauczyciel z entuzjazmem usiądzie do swoich studenckich podręczników metodyki i psychologii, żeby poszukać tam czegoś, co pomoże mu prowadzić ciekawe i efektywne lekcje? A temat neuro i rozwoju mózgu jest ostatnio modny i pisząc w tym duchu można zwrócić uwagę innych. I wszystko byłoby ok, gdyby te teorie miały faktycznie naukową podbudowę. Ja sama… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Różo, „neurobiologiczne aspekty uczenia się” są przedmiotem intensywnych badań specjalistów (robię sobie właśnie gruntowny rachunek sumienia w temacie), niestety, ich ogromna większość nie wyszła poza etap obrazowania czynności neuronów i ich sieci oraz doświadczeń na zwierzętach. Stąd są całe lata świetlne do rozwiązań dających się zastosować w klasie. Niemniej jednak, można się nimi kierować i antycypować wnioski – tego nikt nie broni, chodzi o to by potencjalnie słusznych działań nie wywodzić z fałszywych lub zbyt uproszczonych przesłanek.

avatar
Gość

Mówiąc o neurobiologicznych aspektach uczenia się, trzeba pamiętać, że pod potocznym pojęciem „uczenie się” rozumiane są (co najmniej?) trzy różne zjawiska. Czym innym jest – uczenie się zawiązywania bucików albo jazdy na rowerze; – uczenie się, którędy najkrócej dojść z domu nad rzekę; – uczenie się geometrii, historii albo mechaniki kwantowej. Uczymy się wykonywać pewne czynności, zapamiętujemy pewne fakty i uczymy się prowadzić rozumowania. To są zupełnie różne rzeczy i zupełnie inaczej reprezentowane w mózgu. Doświadczenia neurobiologiczne (z tego co wiem) nawet te na ludziach obejmują dotąd tylko dwa pierwsze z tych zagadnień. A edukacja dotyczy przede wszystkim tej trzeciej… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Róża

Nie doprecyzowałam, moja wina. Mówiąc o uczeniu się, miałam na myśli to trzecie rozumienie podane przez Ksawerego. Jakkolwiek moja wiedza na ten temat nie jest specjalnie obszerna, to jednak trochę czytałam i na studiach, i potem, i też nie widziałam wielu badań odnoszących się do uczenia się w rozumieniu, powiedzmy umownie, szkolnym. Te, które widziałam, przeprowadzane na ludziach, najczęściej dotyczyły pamięci. Szczurki, psy i gołębie, a nawet małpy to dla mnie trochę zbyt daleko, żeby przewidywać przebieg procesu świadomego uczenia się/zdobywania wiedzy u siedmio- i osiemnastolatka. Oraz sześćdziesięciolatka na uniwesytecie trzeciego wieku. Badania na ludziach dotyczą pojedynczych fragmentów tego złożonego… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Gdyby istniała jakaś metoda uczenia matematyki (na przykład przestrzenna vs słowna) znacząco lepsza od innych, to można by to stwierdzić bez dokładnych badań mózgów.

avatar
Gość

Są takie metody. Choć dotyczą trochę innych jej kawałków, czy też trochę innego spojrzenia na to, czym matematyka jest.
Jedna to klasyczna szkolna metoda przez nauczenie się definicji, tabliczki mnożenia, wzorów, etc.
Druga to metoda wyjścia od geometrii, praktykowana przez 2000 lat aż do czasów pruskiej szkoły, oparta na Euklidesie i jego rozumowaniach. Bardzo pięknie przedstawiona w (przywoływanym tu już kilkakrotnie) „Lamencie” Lockharta.
Nie ukrywam, że ta druga metoda nie tylko jest mi bliższa, sam mam tego typu edukację matematyczną za sobą, ale też uważam ją za stokroć efektywniejszą. Nawet, jeśli za miarę efektywności rozumie się tylko te szkolne trywialne umiejętności.

avatar
Gość

To zresztą jest to chyba do zbadania na poziomie psychologii, bez wchodzenia w neuro-.
Spróbuj prostego testu: jaki masz w umyśle obraz, ilustrujący $3\times 5$ ?
Większość ludzi po piagetowskiej edukacji szkolnej wyobraża sobie trzy talerzyki po pięć orzechów na każdym, albo coś w tym stylu. Ja wyobrażam sobie tabliczkę czekolady na trzy kostki szeroką i na pięć długą.

avatar
Gość

Ale dlaczego ma być albo-albo ? Jeżeli kogoś przekonuje neurodydaktyka, to niech rozwija edukację w oparciu o nią. Jeśli nie przekonuje, to niech rozwija inną ? Niech działają jedni i drudzy, niech „rywalizują”, niech pokażą efekty swoich działań edukacyjnych. Dlaczego mamy okładać się cepami, oskarżać o szkodliwość i nawoływać do zakazu ? Tyle głupot jest w szkole, tyle szkodliwości, a Pan Profesor walczy z zagrożeniami, które „być może będą”. Mi i innym ludziom wiele rzeczy nie podobało się w „Solidarności” w latach osiemdziesiątych. To dlatego powinienem był pisać listy i publicznie nawoływać do krytyki ? Po co ? Żeby przedłużyć… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

„Pan Profesor” przedstawił konkretne zarzuty dotyczące podstaw neurobiologicznych oraz dydaktyki przedmiotów ścisłych. Puszczam w niepamięć zatajanie tego faktu, banowanie, usuwanie komentarzy. Czekam na odpowiedź.

avatar
Gość

„Jeżeli kogoś przekonuje neurodydaktyka, to niech rozwija edukację w oparciu o nią.”

Bardzo słusznie.
Tylko musisz zapytać, co go do tej neurodydaktyki przekonuje. Jeśli stojący za nią autorytet nauki (neurobiologii), to trzeba mu uświadomić, że padł ofiarą oszustwa i niech jeszcze raz się zastanowi, czy nadal jest do tego przekonany.

A jeśli jest przekonany do tych tez niezależnie od prawdziwości stojących za nimi argumentów, to krytyka prof.Mozrzymasa przecież nie ma dla niego żadnego znaczenia.

avatar
Gość
Małgorzata

Dziękuję Panu za uczciwe potraktowanie problemu publikacji p. M. Żylińskiej, po tym jak pojawiła się możliwość przeczytania obszernej recenzji J.W. Mozrzymasa. Tak się złożyło, że najpierw dane nam było przeczytać odpowiedź na ten tekst pani M.Ż. Czytałam te 26 stron recenzji z coraz większym zdumieniem. Bo odpowiedź i zarzuty autorki książki były w/g mnie wręcz kłamliwe – zarówno wobec formy recenzji jak i jej merytoryki. Pani M.Ż.miała pełne prawo opublikować swoje koncepcje, pomysły na szkołę – nawet te najbardziej wątpliwe (np. dot. nauczania przedmiotów ścisłych), ale doklejanie do nich podstaw nibynaukowych w tak nieudolny, wybiórczy, tendencyjny sposób to po prostu… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Piszę głównie w odpowiedzi a tezy p. Mariańskiego. 1. Nie wiem czy system szkolny jest dobry czy zły. Wole oceniać różne jego elementy o ewentualne alternatywy. Ale z całą pewnością odpowiada on „uśrednionym” oczekiwaniom społeczeństwa. A kompromis ma to do siebie,że nikt nie jest w pełni usatysfakcjonowany. Przykładem sztandarowym jest powracająca co jakiś czas dyskusja o kanonie lektur, albo krytyka jaka spotkała decyzja MEN o odejściu od obowiązkowego chronologicznego kursu historii dla wszystkich uczniów liceów. Zmiany w powszechnym systemie edukacji mogą zachodzić w takim tempie jak przemiany świadomości społecznej i to raczej je goniąc niż wyprzedzając. 2. Nie jest prawdą,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Lukasz

Dziękuję Małgorzacie, Marcinowi, Róży, Monice, Robertowi, Ksaweremu Ewie i innym za to, że odzywają się mówiąc rzeczy niepopularne. Oto mój wkład: 1. komitet neurobiologii to 45 osób, a autorka przedstawia go jako konflikt z jedynie z profesorem Morzymasem (a propos, jego krytyczna recenzja jej „Neurodydaktyki” to 25 stron z bibliografią na 21 pozycji; chyba nie można mówić o pochopnie podjętej przez niego opinii) 2. autorka skrytykowanej pracy obecnie przedstawia sytuację jako opór skostniałego środowiska przeciwko zmianom w edukacji, a przecież wszystko bierze się z wytkniętej jej osobiście niekompetencji (nikt nie twierdzi, że zmiany w edukacji dzieci nie są potrzebne lub,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Ewa K.

Dziękuję.

avatar
Gość
Patrycja Stępień

Ja również przyłączam się do publicznych podziękowań dla Panów Pawła i Ksawerego oraz wszystkich komentujących, którzy nie pozostawiają wydarzeń ostatnich dni pod zasłoną milczenia. Odnosząc sytuację do referatu prof. Mozrzymasa i propozycji cytowanego tam Komentatora: pomińmy błędy milczeniem i po prostu nie zapraszajmy dr Żylińskiej na konferencje naukowe. Mam wrażenie, że dr Żylińska uprawia teraz dokładnie ten sam proceder na swoim blogu: pomija każdy argument odnoszący się do jej a) kompetencji i wiedzy b) sposobów działania (cenzura) i prezentowanych tym samym przez nią postaw (nieuczciwość), sprowadzając wszystkie możliwe zarzuty pod jej adresem do „napastliwych żądań”, co dla mnie sugeruje, że… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Agnieszka Pieniążek

To co piszecie pod adresem dr Marzeny Żylińskiej i napisanej przez nią książki jest obrzydliwe. Czy Wam za to ktoś płaci?
Rozumiem już, jak działała inkwizycja w średniowieczu.

avatar
Gość
majcin

A mogę prosić o jakieś merytoryczne uwagi?
Chętnie podyskutuję.
O inkwizycji mogę podyskutować. O wolności wypowiedzi. O manipulacji. Na tym blogu jest to łatwiejsze, bo tu mogę komentować nie muszę odliczać po ilu minutach moje wpisy zostaną usunięte.

Ale najchętniej merytorycznie podyskutuję o wychowaniu i edukacji.
Powyżej jest sporo merytorycznych uwag, proszę się do nich odnieść.

avatar
Gość
Monika Gryboś

Nie rozumiem tego cynicznego szafowania słowami „sekta” i „sekciarstwo”. Jako była studentka dr Marzeny Żylińskiej nie uważam się na członka jakiejkolwiek sekty. W tym miejscu wyrażam uznanie dla pracy Marzeny, za trud włożony w zdobywanie obcojęzycznych materiałów, za przybliżanie ich polskiemu czytelnikowi, za ciekawość poznawczą i za życzliwość. Metody proponowane w Twojej książce, Marzeno, okazują się bardzo przydatne w pracy polonisty. Mam nadzieję, że nie zaprzestaniesz swojego dydaktycznego trudu, że nauczyciele będą czytać Twoją książkę i traktować ją jako inspirację dla rzetelnie prowadoznego i interesuącego procesu uczenia-nauczania. Mam przed sobą książkę Juliana Piotra Sawińskiego (doktor nauk przyrodniczych, nauczyciel biologii i… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Monika Gryboś

Panie Pawle, dziękuję za wyjaśnienia. Nadal nie uważam, żeby „złamanie zasad jakiejkolwiek dyskusji” usprawiedliwiało nazywanie osób, które opowiadają się za postulatami Marzeny jako „sekciarzy” było na miejscu. Podałam Państwu treść blurba z książki Juliana Piotra Sawińskiego, publikacji zrecenzowanej pozytywnie przez prof. PAN. Jako przykład osoby, ktora w swoich wykładach powołuje się na hasło „Neurodydaktyka” mogę podać prof. Głodkowską z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Na temat neurodydaktyki ukazał się numer „Kwartalnika Edukacyjnego”, który jest czasopismem punktowanym przez Ministerstwo. Przecież ktoś te artykuły recenzował, ktoś ze stopniem naukowym. Nie jestem członkiem sekty, a z podanych przeze mnie przykłądów wynika, że środowisko… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Monika Gryboś

Panie Łukaszu!

Mój wpis nie dotyczy tekstu, który Pan podesłał. Podałam wyraźnie nazwisko recenzenta. Napisałam, że sprawa nie dotyczy czasopisma.

avatar
Gość
EwkaK

Panie Pawle i Panie Robercie, jak się Panowie łatwo domyślą, postulowałabym wszystko, tylko nie dolewanie oliwy do ognia. W sprawie mitygowania, które bym zalecała zawsze, piszę jednak celowo w tym miejscu — a nie pod Panów wymianą zdań. Tu wyżej, w komentarzu Pana Pawła, jest rodzaj streszczenia tego tekstu, jak się domyślam. Komentarz jest dwuczęściowy i tę pierwszą część Panowie Ksawery i Paweł podsumowali wystarczająco dobrze. Chodzi o etyczną stronę sporu, o to, kto tu kogo napadł, godnie, czy niegodnie, co kto przeczytał, co kto przemilczał, zignorował, zataił. To strasznie przygnębiający obraz. Równie ostro, o ile nie ostrzej nawet, zapowiada… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Nikt na tym blogu nie odmawia koncepcji p. Żylińskiej jakiejkolwiek wartości. Chodzi tylko o to, by w ramach jej rozwijania poznawać i uwzględniać także jej ograniczenia, a z tez, które kilka lat temu wydawały się prawdziwe, a w świetle obecnej wiedzy są wątpliwe, wycofać.
Nie ma też wątpliwości, że część dotycząca podstaw neurobiologicznych powinna być skonsultowana z neurobiologami (ewentualnie można z niej zrezygnować poprzestając na samej części dydaktycznej).

I na koniec, trudna dla mnie osobiście jest koncepcja bezpośredniej transmisji odkryć neurobiologicznych do dydaktyki z całkowitym pominięciem zagadnień psychologicznych.

avatar
Gość
Krzysztof

A to ciekawe, bo w swojej książce Pan dr (biologii!) J. P. Sawiński w rozdziale o neurodydaktyce powołuje się na „wiecznie żywą” jak się okazuje – kinezjologię edukacyjną. Strasznie mnie to rozczarowało w tej publikacji!

avatar
Gość
Małgorzata

ktoś tam panią M. Ż. do Kopernika porównał…..
teraz inkwizycja i płatne pachołki Ktosia (???!!!)
Nie wierzę,że to czytam …
w dyskusji na temat książki o dydaktyce
Czy tak „budzą się szkoły”, czy …sekty?

avatar
Gość
majcin

Proponuje nieco mniej emocjonalnie, a bardziej merytorycznie, np: „Nie jest prawdą, że neurodydaktyka nie zawiera odkrywczych dla edukacji stwierdzeń. Cytowane przez dr Żylińską, za prof. Bauerem wynika badań nad neuronami lustrzanymi zawierają rewolucyjne wskazówki dydaktyczne (tu źródło)” albo: „Badania nad wpływem stresu na proces nauki wykazały, że optymalny poziom kortyzolu wynosi 0 (w nawiasie źródło)” lub „Badania nad przebiegiem procesu dydaktycznego wykazały, że optymalne jest nieustanne pobudzenie układu nagrody” Wtedy pochylę czoło i ukorzę się za swe blednę, wynikające z moejej niewiedzy wpisy. Nie pogardzę też wyjasnieniem, czemu p. Żylińska blokowala dostep do artykułu prof. Mozrzymasa, np. „Dr Żylińska analizuje… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Bożena Będzińska-Wosik

Trudno dyskutować z kimś, kto ma na celu jedynie niszczyć. Przekraczacie Państwo granice dobrego smaku. Śmieszne te polemiki, każdego dnia różne punkty widzenia… I to nieustanne bicie piany! Żałosne!

avatar
Gość
Małgorzata

jednak …sekty 🙁

avatar
Gość
majcin

Każdego dnia różne punkty widzenia?
Cóż, były to dnie akurat bardzo bogate w wydarzenia.
Najpierw dotarł do nas (bo stwierdzeni, że dotarliśmy byłoby przejawem pychy) artykuł prof. Mozrzymasa. Potem przekonaliśmy się, że p. Żylińska ze wszystkich sił chce uniknąć jego upublicznienia.
Mam nadzieję, że zrozumie Pani, że punkt widzenia mógł się zmienić.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Pani Bożeno, nie wiem, czy jest coś, co przeraża mnie bardziej, niż osoby, które nigdy nie zmieniają zdania. Rozumiem, że dla wielu jest to wydarzenie traumatyczne. Chciałbym jednak zauważyć, że osoby, którym zależy na zmianie wizerunku szkoły, powinny rozumieć, że zmiana, często intuicyjnych, przekonań jest absolutną podstawą procesu uczenia się. Tak również uczy się mózg na elementarnym, komórkowym poziomie (cognitive errors) i jest to potwierdzone badaniami, do których nikt nie blokuje dostępu. Ja nie wstydzę się przyznać, że czegoś się nauczyłem i lekcję tę nieprędko zapomnę. Niestety, wydaje mi się, jeśli wolno mi jeszcze raz zastosować ten niefortunny skrót myślowy,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Tak off topic.
Czy czas przy komentarzach wyświetlany jest wg UMT, czy to tylko mój komputer przekłamuje? Normalnie pewnie bym nie zwrócił uwagi, ale ostatnie dyskusja tak nabrała tempa…

avatar
Gość
majcin

oczywiście miało byc czas UTC

avatar
Gość
Mariusz K.

Szanowni Państwo, również długo nie zapomnę tej lekcji! Jest mi wyjątkowo przykro. Tak się składa, że patrzę na książkę Żylińskiej, ale także (a może bardziej) Spitzera czy Hüthera – jak na szansę. Pani Marzena Żylińska prawdopodobnie popełniła określone błędy merytoryczne (nie znam się na dziedzinie wiedzy reprezentowanej przez prof. Mozrzymasa) i w swoich zapędach popularyzatorskich posłużyła się sformułowaniami uważanymi przez specjalistów za niemerytoryczne lub po prostu fałszywe. Chcę tylko zauważyć, że książkom z niemieckiej strefy językowej, poświęconym dyskutowanemu problemowi, poświęcono stosunkowo mało miejsca i czasu. Czemu? Nie są warte wzmianki i uwagi? A może również i w nich roi się… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Mariusz K.

Przepraszam za ewidentne błędy! Tak to jest, gdy emocje biorą górę!

avatar
Gość
majcin

1. Pani Żylińska opiera się na publikacjach głównie niemieckojęzycznych, które nie są publikacjami naukowymi a w najlepszym przypadku popularyzatorskie, w związku z tym nie podlegają rygorom publikacji naukowej, oprócz cytatów z tychże publikacji zawierają opinie i oceny autorów. Publikacje stworzone na ich podstawie, są już wnioskami z wniosków i opiniami z opinii, błędy i niedomówienia się nawarstwiają. Kilka takich przypadków wytknął prof. Mozrzymas, inne zauważyłem sam porównując „Neurodydaktykę” ze źródłem, na które się powołano. Uczciwość kazałaby odnieść się do tych uwag, sprostować nieścisłości w kolejnych wydaniach. 2. Czy nam się to podoba, czy nie językiem dyskusji naukowej jest angielski, trudno… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Mariusz K.

Rozmawiamy o procesie zmian w systemie edukacji, czy o zjawisku tworzenia skansenów mentalnych? Pytam o to z pełną odpowiedzialnością! 1. Nauczanie np. języka polskiego stało się w wielu szkołach ponadgimnazjalnych nędzną propedeutyką. Ma tak zostać? 2. Nauczanie matematyki na poziomie wczesnoszkolnym jest katastrofą. Co z tym zrobimy? 3. Nisza niemiecka nie jest merytorycznie gorsza tylko dlatego, że Pan tak napisał. Nie chodzi mi o Żylińską, a o neurologów zawodowo się tym zajmujących. 4. Nauczyciele uczący w różnych szkołach Polski doskonale widzą braki systemu. Przychodzą na Żylińską nie po to, by być świadkiem rewolucji lub skandalu, lecz po to, by szukać… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Odniosę się do poszczególnych punktów: 1. Nauczenie j. polskiego jest typowym przykładem, gdzie edukacja jest wypadkową oczekiwań społecznych. Wystarczy przypomnieć jak wygląda dyskusja o kanonie lektur. 2. Jak rozumiem unika pan ogólników? 3. Nie neguję dorobku niemieckich neurologów, tak jak nie neguję francuskich, japońskich, koreańskich, chińskich, itd., natomiast wszystkie liczące się publikacje z tej dziedziny (i większości innych) publikowane są w języku angielskim, w angielskojęzycznych czasopismach. 4. I taka właśnie jest jej rola, a nie tworzenie jedynego słusznego, wynikającego z jedynych prawdziwych przesłanek, systemu. Problemem nauczycieli jest to, że nawet w ramach obecnego systemu mogą pracować lepiej, jeśli tylko chcą,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Pozwolę sobie skopiować swój apel z blogu Xawera: Uważam, że w kwestiach, które poróżniły platformę, powiedziano już wszystko. Ci, którzy uważają, że nic się nie stało, wdają się w polemikę albo dla sportu, albo też, wbrew swoim deklaracjom, czują, że coś jest nie w porządku i zakrzykują sumienie. Myślę, że trzeba tej „polemiki” zaprzestać i dać uczestnikom ochłonąć. Czas wydaje się potrzebny przede wszystkim samej Marzenie, bo niezależnie od wartościowania tego, co się stało, serdecznie jej współczuję tego, czego teraz doświadcza. Choć nic nie będzie już takie samo, jest jeszcze dużo do uratowania. Nie chodzi o żadne publiczne posypywanie głowy… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Mariusz K.

Szanowny Panie Robercie Nasze spory nie dotyczą zakrzykiwania sumienia, bo intencje w tym przypadku, a więc i sumienie, u większości z nas były i są czyste. Dyskusja rzeczywiście staje się bezprzedmiotowa, bo ujawnia nasze przekonania i urazy bardziej niż troskę o meritum. Mimo to stała się ważna, ponieważ z jednej strony ma bronić autorytetu nauki i naukowca (autorytetów coraz bardziej nam brakuje), z drugiej ujawnia elementarne słabości całego systemu, w którym i naukowiec łatwo może zostać poddany nieuprawnionej „weryfikacji”, i popularyzator ośmieszony i spostponowany. Boli to, że system edukacji w swej funkcji podstawowej od dawna już nie działa sprawnie. Źle… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Panie Mariuszu, Pan naprawdę nie rozumie, o czym my mówimy? Nie wierzę, bo przecież dostrzegł Pan jałowość sporu. Nowe wątki otwarte tu przez Pawła i Ksawerego nie dotyczą niemal w ogóle problemów oświaty, do jakich dyskutowania przywykliśmy na tym forum (jeśli zada Pan sobie trud prześledzenia choć kilku wątków, przekona się Pan, że od trudnych tematów nie stronimy i w wielu sytuacjach nasze poglądy były zbieżne z wyobrażeniami dr Żylińskiej). Kreowanie wizji zamachu na potrzeby, dążenia, ba, ideały środowiska polskiej szkoły, polskich nauczycieli prących podobno do konstruktywnych zmian, a ponadto argumentowanie, że „zwykły nauczyciel” nie zrozumie innej retoryki i argumentacji,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majka

Pozwolę sobie odnieść się do ostatniego akapitu powyższej wypowiedzi i stanąć w obronie naukowców, najwyraźniej uważanych przez pana za niezainteresowanych, cytując polityków, „zwykłymi ludźmi”. Otóż każdy naukowiec, począwszy od doktora, aż do profesora, poddawany jest co dwa lub cztery lata rygorystycznej ocenie efektywności, w której liczy się wyłącznie liczba wyprodukowanych publikacji naukowych (podręczniki do nich nie należą), czy też liczba zdobytych grantów na prowadzenie badań. Zdobywanie punktów jest dla naukowca sprawą podstawową, decydującą o jego zatrudnieniu. Przygotowanie dobrego, podręcznika to rok pracy i całkowite zaniedbanie pracy naukowej. Czytanie mnóstwa publikacji naukowych, bo szanujący się naukowiec nie pisze podręcznika w oparciu… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Mariusz K.

Panie Robercie, naprawdę nie rozumiem. Może to sprawa miejsca, w którym się od pewnego czasu znajduję, a może braku inteligencji? 🙁 Nikogo, oprócz czasami siebie, nie uważam za pożytecznego idiotę. Poza tym opacznie interpretuje Pan moje intencje! Samo myślenie w kategorii „Wy – zamachowcy na ideały”, imputuje mi je Pan, jest fałszywe. Powiem tak: na fałszu badawczym nie zbudujemy prawdy dydaktycznej. To akurat rozumiem. Fałszowanie lub przemilczanie niewygodnych przesłanek jest w nauce przestępstwem i oszustwem. Nigdy nie będę tego pochwalał! Przykro mi, Pan naprawdę uważa, że tak myślę? Skoro powiedziało się „a”… Rzeczywiście żyjemy w stanie zaawansowanej hipokryzji. Dotyczy ona… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Lukasz

„Widziałem jednak setki osób na spotkaniach z Żylińską. To oczywiście w Pana mniemaniu przypadek? A może manipulacja cynicznych organizatorów podobnych konwentykli?” Na Kaszpirowskiego też przychodziły tłumy; dodajmy też widzów przed telewizorami. Tomasz Witkowski, mówiąc o „Neurodydaktyce” Żylińskiej w audycji radiowej (https://tomwitkow.wordpress.com/2015/03/29/neuromarketing-neurodydaktyki-audycja-w-rdc/comment-page-1/#comment-270) zwraca uwagę, że część „neuro-” jest jaka już wiemy z recenzji PANu, zaś w części dydaktycznej nie ma tam nic nowego czy szczególnego. Zwraca też uwagę, że autorka cały czas mówi o (uczeniu się) mózgu, jakby mówiła o czymś siedzącym w słoju z cieczą a nie o uczeniu się dziecka. Moja odpowiedź na powyższe pytanie jest taka: jeżeli zaprosimy… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Nie wiem oczywiście, jaki jest subiektywny odbiór uczestników tego forum, ale zawsze starałem się unikać optyki „czerni i bieli”, wygodnych dualizmów i „strzelania do jednej bramki”. Wręcz przeciwnie, protestowałem, jeśli takie widzenie rzeczywistości zadawało się dominować. Zdziwiony więc jestem, że zwolennicy poglądu „E, to deszcz pada”, usiłują skierować dyskusję na zupełnie inne tory, odwracając uwagę od zjawiska zdecydowanie nie mającego podłoża meteorologicznego. Przyznam szczerze, że mam już dość naprowadzania oponentów na sedno problemu; jeśli mam na serio traktować Pana deklaracje, proszę jeszcze raz przeczytać cztery punkty, od których swoją wypowiedź rozpoczął gospodarz tego wątku: to powinno ograniczyć zakres polemiki, jeśli… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Małgorzata
avatar
Gość
Mariusz K.

Tak.

Przeczytałem.

Złudzeń nie mam. Nie mam też złych intencji…

Myślę tylko, jak po tym wszystkim będziemy mogli w sposób uczciwy budować platformę dialogu w środowisku pedagogów? Jak odbudujemy zaufanie? Co musi się stać, by myślenie o edukacji i szkole stało się wspólną sprawą różnych środowisk, a nie elementem polityki czy też obstalunku własny interes (zysk) mający na względzie?

avatar
Gość
Maria

Szanowni dyskutanci, którzy przejawiają faktyczną troskę o przyszłość polskiej edukacji, kiedy ze sceny publicznej zniknie autorka nieszczęsnej ”Neurodydaktyki” Dostrzegam zaangażowanie M.Ż. w sprawy naszej oświaty, ale bez przesady: sama wybrała taką formę publicznego dyskursu, która ją dyskwalifikuje jako rzetelnego ambasadora spraw ważnych. A oświatą i neurodydaktyką zajmują się też inni i robią to może z mniejszym przytupem, ale za to bardziej sumiennie. M.Ż. zyskała szerokie zainteresowanie z powodu wydanej książki, ale nie była wcale pierwsza, która o neurodydaktyce mówiła. Popatrzmy może, co mają do powiedzenia inni (np. dr M.Kaczmarzyk) i zamiast płakać po kimś, kto po prostu nadużył społecznego zaufania,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Mariusz K.

Panie Robercie,

ostatnie zdanie jest oczywiste. W systemie powinien istnieć naturalny wymóg doskonalenia zawodowego, w którym istotną rolę odgrywa Uniwersytet.

avatar
Gość
Mariusz K.

Aha! Zdarzają się także 42-letni nauczyciele. Statystycznie wyraźnie rzadziej jednak. W odpowiedzi na tę podpuchę dedykuję Panu dwa wiersze: 1. Z. Herbert, „Kołatka” Są tacy, którzy w głowie hodują ogrody a włosy ich są ścieżkami do miast słonecznych i białych łatwo im pisać zamykają oczy a już z czoła spływają ławice obrazów moja wyobraźnia to kawałek deski z za cały instrument mam drewniany patyk uderzam w deskę a ona mi odpowiada tak – tak nie – nie innym zielony dzwon drzewa niebieski dzwon wody ja mam kołatkę od niestrzeżonych ogrodów uderzam w deskę a ona podpowiada suchy poemat moralisty tak… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

W kwestii doskonalenia zawodowego, uważam, że jest to kwestia indywidualna i w pewnych przypadkach, nawet gdyby uniwersytety oferowały szkolenia na wysokim poziomie w formie obwoźnej, w niczym nie zmieniłoby to sytuacji. To prawda, że jakość oferowanych szkoleń jest marna. Mitem jest jednak, że nawet te dobre zmienią prymitywnego urzędasa w nauczyciela – to system kształcenia i rekrutacji nauczycieli szwankuje, a nie późniejsze leczenie cholery lewatywą. Dobrze wykształcony (a później dobrze opłacany) nauczyciel sam zadba o swój warsztat. Bałem się, przyznaję, że w zdaniu, o które pytałem, pobrzmiewa ironiczna troska o troglodytów (płci obojga) w średnim wieku, za jakich nauczycieli uważa… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Szczepan

Rozczaruję? Nic podobnego. Nie oczekuję od Pana potwierdzania lub nie moich „oczekiwań”.

Widzi Pan, sprawa jest bardziej subtelna. Ja nie śpię, a Pan się z tego śmieje…

avatar
Gość

Ktoś u Xawerego napisał, że to nie naukowcy mogą zmienić polską szkołę. W pełni zgadzam się. Bo to nie ich zadanie. Naukowcy mogą pokazać kierunki, mogą pomóc. Mogą też przeszkodzić. Dlaczego doszło do aż tak wielkiej awantury ? Ponieważ zderzyły się ze sobą dwa spory: jeden, o aktualny stan wiedzy o mózgu i drugi, o aktualny stan dziecka i nauczyciela w szkole. Wygląda na to, że uczeni z PAN świetnie znają się na nauce i na neurobiologii, ale nie rozumieją mechanizmów i procesów społecznych i psychologicznych. To naturalne, przecież nie mogą znać się na wszystkim. Świadczą o tym poniższe słowa:… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Widzę,że cały cas wierzysz, że nurodydaktyka zbawi polską oświatę. Nie zbawi, bo: -jej podstawa teoretyczne okazała się zwykła blagą, poprzekręcanymi złotymi myślami z poradników i książek popularnonaukowych, bez oparcia w rzetelnej wiedzy; -bez solidnych podstaw jest zwykłym zestawem wskazówek metodycznych, jakich wiele powstało w ostatnich latach i nie może dowodzić swojej uniwersalności; -jeśli odrzucimy wątpliwe podstawy neurobiologiczne, pozostaną wskazówki niewiele odbiegające od postulowanych od dawna „metod aktywizujących”; – w swej istocie nie dotyka najważniejszych problemów polskiej oświaty (obowiązek szkolny, jednolite podstawy dla wszystkich, brak mechanizmów promujących dobrą pracę nauczycieli, przerost biurokracji, itp.); -oparta jest na doświadczeniu w nauczaniu języków obcych,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

„[…]zderzyły się ze sobą dwa spory: jeden, o aktualny stan wiedzy o mózgu i drugi, o aktualny stan dziecka i nauczyciela w szkole.” – Wiesław, dość dziwną przyjmujesz perspektywę, a przy różnej optyce, trudno prowadzić rzeczową dyskusję. Nie chodzi mi o ożywczą różnicę zdań, lecz o postawione priorytety. Jawisz się tutaj jako rzecznik dialogu, porozumienia ponad podziałami i konieczności przeprowadzenia zmian. Zapominasz jednak, że dialog nie polega na potakiwaniu i poklepywaniu się po plecach. Mam wrażenie, że zadowala cię już sama idea dialogu, a jej sens, treść i zakres konsensusu są dla ciebie jakimś migotliwym abstraktem. Powiedziałbym, że to optyka… Czytaj więcej »

avatar
Gość

majcin, Paweł – rozumiem Wasze intencje i zastrzeżenia, jednak czy kierunek jest dobry ? Przecież każda propozycja, każde działanie, czy każda „cudowna recepta” napotka na głosy przeciwne. Jeśli udałoby się wprowadzić słuszne projekty Pawła, to natychmiast znajdą się oponenci, którzy, idąc drogą PAN, napiszą list do MEN i kuratoriów informujące o niesłuszności i szkodliwości oraz z apelem o zablokowanie. W taki sposób można oprotestować każdą próbę radykalnych zmian.
Jest też propozycja, żeby nie robić radykalnych zmian, żeby zmieniać oświatę pomału i ewolucyjnie. Jest to dobry pomysł dla proponujących, ale czy dla podmiotów edukacji również ?

avatar
Gość
majcin

Ale czy neurodydaktyka jest propozycją radykalnych zmian?
Bo ja widzę w niej zestaw postulatów głoszonych w pedagogice od dawna, możliwych do zastosowania bez przebudowy systemu (chyba właśnie tak się aktualnie dzieje) ubranych w pseudonaukową otoczkę. I to właśnie ta otoczka budzi największy sprzeciw.
Drugą sporną kwestią jest wysnuwany z pseudonaukowych podstaw rzekomy uniwersalizm metody p. Żylińskiej

avatar
Gość

Może byś wreszcie Wiesławie zrozumiał, że wszystkie „cudowne recepty” napotykają protest właśnie dlatego, że są „cudownymi receptami”, a nie przemyślanym, uzasadnionym działaniem, przynoszącym efekt, jaki obiecują. W tym właśnie objawia się rozsądek społeczeństwa (resztkowy już w dzisiejszych czasach), że odróżnia skuteczność medycyny od „cudownych recept” znachorów. Jeśli chcesz w edukacji zmian radykalnych, to propozycji tu nie brakowało, zaczynając od zniesienia przymusu szkolnego, zniesienia monopolu państwa na prowadzenie edukacji, etc. Te zmiany jakoś nie wywołują w Tobie zapału do ich poparcia. Choć radykalność ich jest dużo dalsza od radykalności neurodydaktyki, a ich pozytywne skutki dowiedzione są w niszach, które to już… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Natalia

Przeczytałam. Wszystko na tej stronie. Niezły „koktajl” dla mózgu laika. (O tym laiku na wstępie, żeby mi nikt czasem braku kompetencji nie wytknął, a już w szczególności PAN) Abstrahuję od „zachowań” Marzeny- to Wasza prywatna wojenka, (jak na podwórku, gdzie „chłopacy” idą za blok pobluzgać na koleżankę, bo ona się na to u siebie nie godzi)choć z prawdziwym zdziwieniem obserwuję zachowanie Pawła, bo kiedyś miałam głębokie przekonanie, że z Marzeną dogadują się cudownie. O losie! Nie należę do „sekty”, żadnej, o ile mi wiadomo, ale może należę do tych naiwnych, niewykształconych, nieznających się, dyletantów, na których (podobnie jak na ich… Czytaj więcej »

avatar
Gość
majcin

Pani Natalio!
Czy przeczytała Pani w „Neurodydaktyce” rozdział o autyzmie i telewizji jako jego przyczynie? Czy uważa Pani, że poważny człowiek może cytować bezkrytycznie wynika badań „Waldmana”? Czy wierzy Pani, że różnice między płciami są wynikiem neuroplastyczności i należy wyrównywać, zamiast korzystać z naturalnych predyspozycji dzieci?

Czy czytała Pani „Wszystkie dzieci są zdolne” Huntera? I na prawdę uważa Pani,że ta książka może być podstawą do jakiejkolwiek sensownej pracy z dzieckiem?

Czy uważa Pani, że każdą wątpliwość można rozwiać cytując Spitzera?

Jeśli te zagadnienia na prawe Pani nie niepokoją, to rzeczywiście spór, który tu toczymy może być dla Pani kłótnia w piaskownicy.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Jest postęp: Spitzera goni Vetulani…

avatar
Gość
Marzena

Spitzer-nie, Hüther-nie, Bauer-nie, Robinson-nie, Vetulani-nie, to może podadzą Panowie autorytety, którymi członkowie ogłoszonej przez Panów neurodydaktycznej sekty mogliby podeprzeć się w dyskusji, tak żeby nie zostać wyśmiani?

A nie, głupie pytanie, zapomniałam, przecież wiem, prof. Mozrzymas.

avatar
Gość
Iga

Proponuje zamiast autorytetow uzyc wlasnego mozgu. Zaczynajac od prostego cwiczenia, czyli porownania definicji z ksiazki dr Zylinskiej z podrecznikiem do gimnazjum. I sprawdzenie czym wg obu zrodel jest synapsa czy oslonka mielinowa. Potem nalezy sie zastanowic, czy rzeczywiscie osoba nie majaca wiedzy na poziomie gimnazjum moze popularyzowac jakiekolwiek neuro. Wymienione przez Pania autorytety, na ktore zreszta prof Mozrzymas sie nie zamachiwal, nie popelnialy takich bledow. Problem polega na tym, ze dr Zylinska usiluje popularyzowac ich poglady bez zrozumienia materii o jakiej pisze. Przeraza mnie, ze nie przeszkadza to nauczycielom i klasyfikuja to jako urocze bledy bez znaczenia. Przepraszam ze tak… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Marzena

Ale ja w swoim poście nie wspominałam o pani Żylińskiej. Ale skoro już Pani o niej wspomniała, to pragnę nadmienić, że przeczytałam przy użyciu własnego mózgu książki wymienionych przeze mnie profesorów, Spitzer’a i Hüther’a w oryginale, wysłuchałam wielu wykładów i uważam, że Marzena Żylińska popularyzuje ich wiedzę z ogromnym zrozumieniem.

avatar
Gość
Marcin Wojtczak

A konkretnie jakie to były książki. Bo możliwe, że moja ocena wynika z nieudolności tłumacza i polskiej redakcji, a nie jest winą autora.
Czy np. „Wszystkie dzieci są zdolne” w oryginale zawiera przypisy i bibliografię (oraz czy też jest wydrukowana czcionką dla słabowidzących?

avatar
Gość
Robert Raczyński

„PRZERAŻA mnie brak szacunku dla wiedzy i faktów wśród nauczycieli.” – Mnie też. Myślę, że jest to pochodna przechodzenia od podstawowej funkcji edukacji, czyli procesu budowania obrazu świata, do szeroko pojętej „świetlicy”. Tutaj wiedza i fakty raczej przeszkadzają i staje się to taką inicjatywą oddolną, przystosowaniem (często nieświadomym) do wygodnej filozoficznej konwencji postmodernistycznej nieokreśloności. Kierunek entropii pozostał oczywiście ten sam, ale dziś nauczyciel nie zmaga się już z niezrozumieniem świata, ale raczej stara się ułatwić równomierne i bezbolesne wyparcie potrzeby jego rozumienia. Wszystko w imię „dialogu i współpracy”. Wiem, powtarzam się z tym „dialogiem”, ale niewiele rzeczy mnie tak drażni,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Marcin Wojtczak

Tak się składa, że czytałem książki wszystkich tych autorów. I mogę odpowiedzieć: 1. Spitzer przytacza spora ilość badań naukowych, ale wysnuwa z nich daleko idące wnioski. Wniosków tych nie potwierdzają naukowcy polscy (patrz Mozrzymas, który wbrew temu co pisze się an blogu p. Żylińskiej zajmuje się m.in. neurobiologicznymi podstawami dydaktyki), a i w samych Niemczech uchodzą za bardzo kontrowersyjne. Reasumując Spitzera jak najbardziej, ale tam gdzie powołuje się na konkretne wyniki badań i tylko w zakresie tym badaniom odpowiadającym. 2. Huther -po polsku ukazała się książka „Wszystkie dzieci są zdolne” -wydawnictwo niezawierające jakichkolwiek naukowych podstaw, składająca się wyłącznie z bzdur,… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Robert Raczyński

Pani Marzeno, odpowiem pani tutaj, bo na blogu dr Żylińskiej, oczywiście nie z przyczyn sekciarskich, ale z dbałości o wolność intelektualną, nie mogła pani jeszcze przeczytać mojego uzasadnienia powyższego zdania. Od razu uprzedzę, że kierowałem się jedynie recenzją wykładu, którą pani przytoczyła: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/wyklad_profesora_vetulaniego_o_zwiazkach_rozwoju_mozgu_ze_sztuka_302389.html i nie było moim zamiarem ani zaprzeczanie korzystnemu sprzężeniu zwrotnemu między kontaktem ze sztuką, a funkcjonowaniem układu nerwowego, ani deprecjonowanie niczyjego dorobku naukowego. Moim zdaniem jednak, stosowanie takich tanich chwytów, skierowanych do bardzo niewymagającej publiczności, nie pomaga w utrzymaniu wiarygodności. Poniżej mój oryginalny komentarz. Pozdrawiam. „Pani Marzeno, nie mam autorytetu, jakim cieszy się prof. Vetulani, ale nie… Czytaj więcej »

avatar
Gość
Marcin Wojtczak

Jeżeli uprawianie muzyki tak bardzo poprawia zdolności matematyczne, to nie rozumiem czemu ciągle pojawia się przykład Einsteina.
Przecież równie dobra ilustracją byłaby krotochwilna anegdota o skrzypku, który spóźnił się na koncert, bo nie mógł się oderwać od analizowania przebiegu zmienności szczególnie ciekawej funkcji, albo łzawa opowieść o fleciście, który nie może się rozwijać, bo aby związać koniec z końcem musi nocami trzaskać analizy statystyczne dla banków i nie ma czasu ćwiczyć.

avatar
Gość
Robert Raczyński

Bo Einstein jest już częścią neuro-popkultury. Bo miał duży mózg. I coś tam sobie liczył i mu względnie wyszło. I można używać jego zdjęcia lub karykatury do ilustrowania zajęć z „wczuwania się w rolę szalonego naukowca” ala absolutyzm Ludwika XIV. I jeszcze na skrzypcach koleś rzępolił, dasz wiarę?
A na serio, to nikt jakoś nie chce reagować na sugestię, że odwrotna zależność (tj. np. wpływ uczenia się języków, albo wirtuozerskiej gry w Quake’a na poczucie rytmu i melodii) jest równie uprawniona…