avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Patrząc na … szkołę
26.01
2012

Winny? DYREKTOR!

Z pewnością są źli lekarze, źli dziennikarze, źli tramwajarze, źli nauczyciele, źli uczniowie, źli dyrektorzy (i to nie tylko dyrektorzy szkół). Ale są też wspaniali lekarze, bezkompromisowi dziennikarze, kochający swoją pracę tramwajarze, są fantastyczni nauczyciele, którzy bez głębszego namysłu „wyliczą” nie tylko 40-godzinny tydzień pracy, są uczniowie, którzy przysparzają szkołom radości, są też dyrektorzy, którzy utożsamiają się ze swoją szkołą, pracują znacznie więcej niż  40 godzin tygodniowo  i kończą kolejne studia podyplomowe nie dla awansu (którego najwyższy stopień już dawno osiągnęli), ale dla wiedzy i po to, by pełnić swoją powinność jak najlepiej. czytaj więcej...
10.01
2012

Polska szkoła 2012. Szkoła musi być źródłem rozwoju

             „Każdy ma prawo do nauki. Nauka do 18. roku życia jest obowiązkowa. Sposób wykonywania obowiązku szkolnego określa ustawa”. To fragment art. 70 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. I można by dalej kroczyć drogą poszukiwań w kolejnych aktach prawnych i znajdować potwierdzenie tego, że każdy młody człowiek trafiający do publicznego sektora usług pedagogicznych powinien otrzymać porównywalną, osadzoną na solidnych podstawach usługę edukacyjną świadczoną w taki sposób, by został spełniony naczelny cel edukacji, sprowadzający się do tego, że każdy młody człowiek powinien zostać skutecznie wyposażony w wiedzę i umiejętności pozwalające mu na dalsze funkcjonowanie w systemie kształcenia, na rynku pracy oraz w społeczeństwie. I gdybyśmy nadal chcieli pozostać w sferze rozważań ogólnych, nasuwa się tu w sposób bezpośredni możliwość przywołania powszechnie znanych tzw. filarów oświaty, sformułowanych w raporcie Delorsa: I - Uczyć się, aby żyć wspólnie; II - Uczyć się, aby wiedzieć (podkreśla rolę wykształcenia); III - Uczyć się, aby działać (akceptacja cech, autonomiczności, komunikatywności, odporności na stres, kreatywności); IV - Uczyć się, aby być. Akcja „Polska szkoła 2012”: Jacek StrzemiecznyUczenie się w szkole ... Danuta Sterna (...) moje nadzieje Marzena Żylińska Po co do szkoły? Witold Szwajkowski Cele edukacji Wiesław Mariański CHCĘ INNEJ SZKOŁY Ewa Borgosz Kilka pytań ... Ksawery Stojda (...) deregulacja Czas na przedszkole „Celowy” problem Zofia Godlewska Szkoła musi być źródłem rozwoju Strona główna blogów Oś świata Na tym etapie wystarczy odpowiednio dopasować cele kształcenia sformułowane w podstawie programowej dla kolejnych etapów edukacyjnych, by uzyskać pełny katalog celów edukacji. Powstanie zestawienie bardzo obszerne, cóż z tego, jeśli cele te są w praktyce szkolnej realizowane w bardzo różnym stopniu, a niektóre z nich nie są realizowane wcale. Nie ma dobrego, jednoznacznego miernika, który pozwoliłby na jednoznaczną ocenę stopnia realizacji celów. Wystarczy wsłuchać się w głos nauczycieli na kolejnych poziomach edukacyjnych, by usłyszeć, czegóż to nie zaniedbali koledzy pracujący na poziomie niższym. Wystarczy przeczytać różnorodne „alarmy w sprawie kształcenia”. Wystarczy wreszcie posłuchać uczniów, rozgoryczonych rodziców, wystarczy zajrzeć do szkoły A i do szkoły B. Bo tak, jak ktoś podzielił Polskę na Polskę A i Polskę B, tak w polskiej szkole dokonała się segregacja i podział szkół, w których praca różni się bardzo ze względu na skalę problemów dydaktycznych i wychowawczych, a efekty działań, pomimo często tytanicznego trudu grupy nauczycieli, są bardzo zróżnicowane, gdyż zdeterminowane np. możliwościami i indywidualnymi predyspozycjami uczniów czy trudnym lub często wręcz niemożliwym współdziałaniem z rodzicami. Prowadzona jeszcze przed kilku laty akcja „Polityki” – „Dzieci – śmieci” mogłaby być z powodzeniem kontynuowana, gdyż problem ten niepokojąco narasta. Zwiększa się krąg ludzi niezadowolonych z efektów pracy szkół. Na tegorocznym Forum Obywatelskim Prezydent Komorowski również odniósł się krytycznie do zagadnienia, stwierdzając m.in., że mimo wzrostu nakładów na oświatę, efekty nie są zadowalające. Wymagania w zakresie zwiększenia skuteczności nauczania określa też rzeczywistość, w której żyjemy. Wzrasta zapotrzebowanie na ludzi wykształconych. Dramatycznie brakuje nam inżynierów i specjalistów od zaawansowanej techniki. Kierunki techniczne zachęcają w różnorodny sposób do podjęcia nauki. Kierunki nauczycielskie przygotowujące do pracy nauczycieli przedmiotów przyrodniczych w niektórych ośrodkach akademickich mają ogromne trudności z naborem. Problem możliwości przekwalifikowania się w okresie aktywności zawodowej powinien być dziś czymś oczywistym, natomiast praktyka jest w tej mierze bardzo niezadowalająca. Owszem, są ludzie, którzy sobie dobrze radzą, ale są i tacy, którzy nie akceptują konieczności uczenia się przez całe życie. Poziom wykształcenia oraz liczba ludzi wykształconych nie przekładają się bezpośrednio na    uczestnictwo w kulturze (zakup i czytanie książek, uczestnictwo w życiu teatralnym, muzycznym itd.). Problemem jest nierówność szans uczniów już nie tylko w relacji wieś – miasto, lecz często w obszarze tego samego miasta. Dlatego mam wrażenie, że tworzenie „elitarnych” i pozaobwodowych gimnazjów, jak również gimnazjów w zespołach szkół ze szkołami ponadgimnazjalnymi, jest zaprzeczeniem idei, jaka przyświecała powstaniu gimnazjów, a którą było wyrównywanie szans edukacyjnych. Brak jest też systemu, który pozwalałby na łączenie  i wykorzystywanie wszystkich możliwych aspektów kształcenia formalnego i nieformalnego, brak pomysłów na zwiększenie udziału organizacji pozarządowych w systemie oświaty. Spotkać można twierdzenia, że szkoła powinna w większym zakresie kształcić umiejętności ucznia w sprawności korzystania ze źródeł informacji. Niewątpliwie tak, bo jest to wyzwanie czasu w dobie informatyki i Internetu. Z tej powinności szkoły wywiązują się w bardzo różnym stopniu; zależy to od wielu czynników, wyposażenia w komputery i sprzęt specjalistyczny, poziomu przygotowania, jaki reprezentują nauczyciele informatyki itp. Jednak uważam, że ten aspekt jest wtórny, ma charakter czysto techniczny, który powinien być podporządkowany zasadniczej kwestii –  zdobywaniu wiedzy. Same umiejętności i sprawności tego typu nie wystarczą, uczeń musi posiąść określony zasób wiedzy, bo inaczej nie będzie wiedział po co, do czego i kiedy użyć tych narzędzi, w które go wyposażymy. Wszyscy cieszymy się, że poprawiamy wyniki w badaniach PISA. Ale mówimy tu o średnich wynikach, natomiast w przedziale wyników najwyższych liczba uczniów je osiągających spadła w ciągu trzech lat o 10 %. Jak więc zrealizować naczelny cel edukacji, jakim w mojej ocenie powinno być skuteczne uczenie i wychowanie? Chciałabym przeprowadzić ten wywód, wskazując jednocześnie na to, co przeszkadza w realizacji celów, co spowalnia zmiany bądź je krępuje. Na wstępie odwołałam się do czterech filarów oświaty sformułowanych w raporcie Delorsa. Dla potrzeb poniższych rozważań chciałabym się odnieść do szkoły, jako do instytucji, którą tworzą cztery integralnie ze sobą powiązane organizmy (filary): Uczniowie, nauczyciele, rodzice, szeroko rozumiana administracja oświatowa – funkcjonujące razem. Optymalnym rozwiązaniem byłoby, gdyby to funkcjonowanie było zsynchronizowane a kolejne podmioty wsłuchiwały się w  swoje potrzeby i oczekiwania po to, by efekt współdziałania był jak najlepszy, aby osiągano pewnego rodzaju synergię nakierowaną na dobro ucznia. Nie można generalizować; są szkoły i są gminy, w których współdziałanie potwierdza głębokie zrozumienie potrzeb edukacyjnych. Jednak nie jest to reguła. Mam wrażenie, że ciągle zbyt mało ludzi widzi w szkole źródło rozwoju. Mam też świadomość, że w wielu przypadkach szkoła zawodzi oczekiwania społeczne i jest w niej wiele spraw, które należy jednoznacznie określić, doprecyzować. Uczniowie Ideałem byłoby nawiązanie do tradycji starożytnej Grecji, w której szkoła była wolnym od stresów miejscem sprzyjającym rozwojowi jednostki. Uwzględnienie współczesnych definicji szkoły nie stoi z nim w sprzeczności. A więc celem powinna być szkoła, która będąc miejscem planowego uczenia się, pozostanie miejscem rozwoju twórczej aktywności dzieci i młodzieży. Uczeń nauczy się (każdy w swoim tempie), jeśli będzie wiedział, czego się ma nauczyć, jeśli mu wskażemy drogę, a w przypadku błędów poradzimy, jak je może pokonać. Uczeń będzie się uczył, gdy będzie mobilizowany i motywowany, a jego wysiłek i efekt pracy – należycie oceniony (niekoniecznie oceną). Uczeń dostrzeże sens  kolejnych działań, gdy będzie wiedział, że to, czego się w szkole uczy, jest spójne, że swoje zdobyte umiejętności i wiedzę będzie mógł wykorzystać na kolejnych przedmiotach (a także  w życiu codziennym, co byłoby swego rodzaju ideałem). Uczeń będzie pisał poprawnie, jeżeli nauczyciel będzie zainteresowany sprawdzaniem poprawności. Uczeń będzie czytał kanon lektur, gdy nauczyciel będzie przekonujący w swoim twierdzeniu o konieczności znajomości literatury, a na wcześniejszych etapach edukacji umiejętnie przyczyni się do rozbudzenia nawyku czytania. Uczeń będzie poznawał świat przyrody, jeżeli nauczyciel stworzy mu do tego warunki, dopuści do wykonywania doświadczeń,i eksperymentów, wyjdzie z nim z murów szkolnych dla dokonywania obserwacji w naturze, rozbudzi w uczniu ciekawość młodego eksploratora. Uczeń posiądzie myślenie matematyczne, jeżeli nauczyciel sam nie zniechęci ucznia do tego przedmiotu i nie sprowadzi matematyki do techniki rachowania i stosowania algorytmów. Uczeń nie dołączy do grupy demolujących wszystko, co się da kiboli w rocznicę odzyskania niepodległości, jeśli nauczyciel będzie autentyczny w swoich opowiadaniach o przeszłości, a słowo patriotyzm będzie używane zarówno w kontekście zdarzeń  z przeszłości, jak i we współczesnym rozumieniu. Uczeń podejmie działania samorządowe, jeżeli autentycznie będziemy uczyć w szkole samorządności, dając uczniom prawa i egzekwując odpowiedzialność, co w roku Janusza Korczaka jest godne przypomnienia. Tak oceniam cele edukacji dla ucznia. Optymalne byłoby tu włączenie ogólnego myślenia o potrzebach ucznia w zmieniających się warunkach. Coraz więcej uczniów wykazuje zaburzenia zachowania, a nadruchliwość szczególnie zauważalna u dzieci w młodszym wieku szkolnym, także na etapie gimnazjum przysparza wielu problemów, szczególnie nauczycielom z niewielkim doświadczeniem w zakresie pracy z dziećmi o różnorodnych potrzebach. Biorąc pod uwagę sposób pracy poznawczej poprzez doświadczenia i eksperymenty, rzeczywiste zaangażowanie w wykorzystanie technologii informacyjnych, może w okresie niżu demograficznego zamienić myślenie typu „czy likwidować” szkoły i które, na myślenie typu „wreszcie powstaje możliwość mniej licznych klas”, szansa na skuteczniejsze uczenie itd. Uważam, że taka zmiana myślenia per saldo byłaby opłacalną inwestycją w edukację, pomimo niesprzyjającej obecnie sytuacji ekonomicznej. Może należałoby oczekiwać głębokich reform całego systemu, które pozwoliłyby zareagować właściwie na sytuację kryzysową, nie tracąc jednocześnie z oczu dobra ucznia. Nauczyciele Aby zrealizować skuteczne uczenie uczniów, musimy mieć skutecznych nauczycieli. Nauczyciel musi znać cele kształcenia, ale musi się tą wiedzą podzielić z uczniem. Nauczyciel jest tym, który stawia sobie i uczniom cele do osiągnięcia za pomocą konkretnych zadań, ćwiczeń i innych form aktywności. Rzecz w tym, aby nauczyciel nie zakładał realizacji wyłącznie poprzez użycie podręcznika i zeszytu. Nauczyciel musi wskazywać uczniom cel, do którego zmierzają, a uczeń musi otrzymać od nauczyciela konkretną informację, jak pokonać określone trudności. Cele edukacyjne zrealizuje tylko ten nauczyciel, który jest mistrzem, który umiejętnie wykorzysta wiedzę i umiejętności ucznia zdobyte na różnych przedmiotach i, subtelnie rozpoznając możliwości  ucznia, stymuluje jego rozwój. Mistrzem jest ten nauczyciel, który jest świetnym specjalistą w zakresie swojego przedmiotu, ale nie zasklepia się tylko w nim. Mistrzem jest ten nauczyciel, który podejmuje formy doskonalenia z ciekawości z poznawczej, z chęci „doposażenia” swojego warsztatu metod. Twórczy nauczyciel potrafi współpracować w zespole, wykorzystać wiedzę swojego kolegi do własnych potrzeb. Jeżeli projekt edukacyjny, czyli konkretna metoda pracy, został wprowadzona jako obowiązkowa strategia ministerialnym rozporządzeniem, to może obowiązkowa praca zespołowa nauczycieli, np. w zakresie dopracowywania elementów/treści wspólnych dla kilku przedmiotów lub np. doskonalenie matematyczne tych nauczycieli, którzy wykorzystują elementy matematyki na swoich lekcjach, byłaby należytym krokiem w kierunku podnoszenia wspólnej odpowiedzialności za efekty kształcenia.  Bardzo często nauczyciele ograniczają znajomość podstawy programowej wyłącznie do swego przedmiotu. Rzeczywistość powinna być jednak inna. Nauczyciele powinni znać cele edukacji szkolnej w zakresie poszczególnych przedmiotów kształcenia oraz umieć samodzielnie operacjonalizować te cele, to znaczy interpretować je, konkretyzować i przekształcać w sytuacje dydaktyczne, w tym także sytuacje pomiarowe. Brak współpracy między nauczycielami powoduje brak zrozumienia istoty szkoły jako miejsca, w którym następuje wszechstronny rozwój ucznia. Skutecznie będą uczyć tylko dobrze przygotowani do pracy nauczyciele. Praca w szkole to ciągle coś więcej niż wykonywany zawód. Tymczasem system kształcenia nauczycieli w mojej ocenie wciąż nie jest satysfakcjonujący. Nie tworzy nauczycieli dobrze przygotowanych do pracy w szkole. Jeżeli nawet w zakresie przygotowania merytorycznego absolwent jest świetny, to ma problem w zakresie organizacji pracy na lekcji, radzenia sobie z problemami wychowawczymi, często „spala się na wejściu”. Praktyki studenckie trwają zbyt krótko, zniknęły tzw. szkoły ćwiczeń. Doskonalenie nauczycieli też nie spełnia w wielu przypadkach oczekiwań. Środki finansowe na doskonalenie często są wydatkowane mało efektywnie. Nie ma sposobu rzetelnej weryfikacji szkoleń. Wiele z nich jest „przegadanych”, mało konkretnych, rozmijających się z oczekiwaniami. Podobnie ze studiami podyplomowymi. Sposób podnoszenia kwalifikacji poprzez studia podyplomowe również przynosi bardzo zróżnicowane efekty. Przy podjęciu decyzji, czy uczyć kolejnego przedmiotu, do którego kwalifikacje zostały nabyte poprzez studia podyplomowe bez własnej pracy, poszerzenia, zaangażowania, dużo może zdziałać zmysł samokrytyczny nauczyciela, ale gdy on zawodzi? Gdy nauczyciel podejmuje się uczenia przedmiotu, do którego jest nie najlepiej przygotowany? Szczególne miejsce w kwestii realizacji celu, jakim jest skuteczne nauczanie, są nauczyciele kształcenia zintegrowanego i system ich kształcenia. Podejmując decyzję o takich studiach, trzeba mieć świadomość ich konsekwencji, tzn. że w perspektywie staniemy przed dziećmi i wprowadzać je będziemy w tajniki wiedzy, że będziemy rozbudzać ich zainteresowanie światem. I dotyczy to całego spektrum wiedzy, od matematyki po muzykę, od kształcenia artystycznego po język polski. Jest tu potrzebne ogromne wyczucie i delikatność, trzeba mieć świadomość że zgodnie z psychologicznym „prawem pierwszych połączeń” nauczyciel może ukształtować całościowe podejście dziecka do nauki, ciążące być może na całym jego życiu, może ukształtować w nim otwartą postawę lub trwale je zniechęcić. To ogromna odpowiedzialność! I nie można sobie pozwolić na luksus pozostawienia czegoś „na potem”, na stwierdzenie, że może to coś, w czym „nie czuję się najlepiej” zrobią za mnie na dalszym etapie kształcenia. Jest to straszny i niewybaczalny błąd. W skutecznym kształceniu niezbędny jest złoty środek. Chcemy nowoczesnej szkoły, chcemy powszechnego stosowania technologii informacyjnych, chcemy szybkiego dostępu do informacji. I w tym pędzie do nowoczesności zapominamy o obserwacji przyrody, o czytaniu książek, nie wszyscy weryfikujemy, czy praca ucznia nie jest czasem „ściągnięta”, zanika sztuka starannego pisania (ręcznego), przesyłanie informacji mailowo sprawiło, że zapominamy nauczyć adresować koperty itd., itd…. Kto, oprócz polonistów i nauczycieli kształcenia zintegrowanego, sprawdza zeszyty uczniowskie? Zanika potrzeba chodzenia z uczniami do filharmonii, teatru i kina – bo drogo, bo za daleko, bo… (a jeżeli i nauczyciele nie mają takich potrzeb, to jak mają wiarygodnie wymagać czegoś w tej mierze od uczniów). Jak wycieczka – to taka, której organizację zlecimy biuru podróży, a biwak za miastem za nieduże pieniądze jakoś nie cieszy się popularnością. Rola dyrektora w tworzeniu zespołu nauczycielskiego jest bardzo ograniczona. Ograniczeniem jest także Karta Nauczyciela. Trudno jest w oparciu o nią wyegzekwować czas pracy. Mamy nauczycieli przedmiotów „niszowych”, którzy swoje 18 godzin realizują w 3 szkołach, ale mamy takich rekordzistów, którzy pracują w 2–3 szkołach, ale łącznie w tygodniu wypracowują nawet trzydzieści parę godzin dydaktycznych. Tylko tak naprawdę nauczycielem której szkoły jest taki człowiek, problemy których uczniów są dla niego ważne? W szkołach istnieje podział na nauczycieli pozytywistów i nauczycieli realizujących pensum dydaktyczne. System dokonywania oceny pracy nauczyciela ze skalą trójstopniową również nie jest motywujący. Awans zawodowy i zdobycie kolejnego stopnia jest w moim przekonaniu wręcz demotywujący. Znacznie bardziej różnicowały nauczycieli stopnie specjalizacji zawodowej, znacznie trudniej było je zdobyć, przy jednocześnie znacznie niższej niż obecnie (wręcz symbolicznej) gratyfikacji finansowej. Dziś, po osiągnięciu najwyższego stopnia, u większości twórcza aktywność się kończy. Choć oczywiście nie wolno generalizować. Jednak negatywne oceny kierowane są pod adresem całego stanu nauczycielskiego. Jednakowo „obrywa” się tym, u których bez trudu doliczymy się 40-godzinnego tygodnia pracy, jak i tym, którzy wykażą się tylko realizacją pensum. Nie będzie dobrym i skutecznym nauczycielem realizującym cele dydaktyczne i wychowawcze człowiek, który nie jest autorytetem. Potencjalny uczeń pozostaje w zakresie zainteresowań nauczyciela jako odbiorca wiedzy. Aspekt wychowawczy zaczyna nas bardzo często interesować dopiero wówczas, gdy uczeń sprawia kłopoty. Szkoła ma ograniczoną kontrolę nad procesem wychowania, gdyż uczeń ogromną część dnia funkcjonuje poza szkołą. Wychowaniu poświęcamy mniej czasu niż nauczaniu. Jednakże są nauczyciele, dla których sprawa szeroko rozumianego wychowania jest priorytetowa. W czasach, kiedy tak trudno współpracuje się z rodzicami, a skala problemów wychowawczych rozrasta się gwałtownie – dobry wychowawca musi wykazać się nie lada talentem, by ta sfera jego działań była owocna. Przy tak dużej odpowiedzialności, jaka wynika z oddziaływań wychowawczych, praca wychowawcy nie jest ani należycie motywowana, ani gratyfikowana. Niektórzy nauczyciele angażują się niezmiernie głęboko w tę sferę. Może należałoby rozważyć znaczne wzmocnienie finansowe tych działań? Może nie najlepiej wykorzystywane środki przeznaczone na doskonalenie skierować na rzeczywiście satysfakcjonujące dodatki za wychowawstwo, a funkcje wychowawcy powierzać tylko tym, którzy to zadanie wypełnią z pełną odpowiedzialnością? A może zamiast płacić w określonych sytuacjach „dodatki wyrównawcze” wszystkim nauczycielom na poszczególnych stopniach awansu, raczej zmienić zasady przyznawania dodatków motywacyjnych, żeby tych nauczycieli, którzy pełnią swoją misję w szkole, ucząc skutecznie i wychowując z zaangażowaniem, nagradzać w sposób szczególny? O dwóch pozostałych „filarach” i ich roli w skutecznym kształceniu wspomnę znacznie krócej, gdyż są to obszary wymagające wnikliwej analizy w oparciu o bardzo konkretne przykłady. Rodzice W poprzednio obowiązującej podstawie programowej znajdował się zapis mówiący o tym, że zadaniem szkoły jest wspieranie wychowawczej roli domu. Jeżeli – jak ustaliliśmy na wstępie – szkoła opiera się na uczniach, rodzicach, nauczycielach i instytucjach wspomagających oświatę, to niewątpliwie z tej konfiguracji wynika, że wsparcie rozwoju ucznia powinno następować ze strony nauczycieli i rodziców w klimacie sprzyjających przepisów i rozwiązań prawnych proponowanych przez wspomniane instytucje. Niewątpliwie współdziałanie na płaszczyźnie szkoła – rodzice w ostatnich latach znacznie osłabło i to z pewnością z powodu obopólnych zaniechań. Ilość pracy, obowiązków, przekonanie, że gimnazjalista to już nie dziecko spowodowały, że w wielu przypadkach kontakty szkoły z rodzicami, a więc także wzajemny przepływ informacji, są bardzo ograniczone, co przynosi bardzo złe skutki zarówno w sferze dydaktycznej, jak i wychowawczej. Nie można więc w tej dziedzinie poszukiwać sposobów na wzmocnienie efektywnego kształcenia i wychowania, gdyż jedna i druga wymaga systematyczności. Niestety, system doraźnych kontaktów nie sprzyja kształceniu ani wychowaniu. Pojawia się tu jeszcze inny problem utrudniający współpracę w grupie tych rodziców, którzy utrzymują częstszy kontakt ze szkołą. Nazwałabym to „szumem informacyjnym” i „niewłaściwym rozpoznaniem potrzeb” adwersarza. Z tego powodu częstokroć mimo wzajemnych kontaktów obie strony nie są usatysfakcjonowane. Zebrania dla rodziców, na których zaproszeni zajmują miejsca w ławkach, a nauczyciel prowadzi swój monolog z wysokości „katedry” nauczycielskiej – nie wyzwalają wzajemnego zaufania. Organizowane przez niektóre szkoły spotkania „pedagogizujące” spełnią swój cel, jeśli zmienimy ich przebieg. Nie może to być gromadne pouczanie. Popełniliśmy w szkołach wiele błędów na płaszczyźnie współpracy z rodzicami, a część z rodziców z kolei przyjęła powszechne negatywne postrzeganie szkoły. Kiedy pojawia się problem dziecka – jedna strona pyta „gdzie była szkoła”, druga „gdzie byli rodzice”, a brakuje tu myślenia: dlaczego dziecko było w takim miejscu, o którym nie wie ani jedna, ani druga strona. Moją myślą przewodnią w pracy szkole jest zdanie, które często powtarzam : jeżeli w sporze o dziecko dwie strony: rodzic i szkoła spierają się o rację , to z pewnością nie mają na względzie dziecka i jego dobra. W tym zakresie potrzebna jest głęboka zmiana prowadząca powoli do odbudowywania zaufania i atmosfery współdziałania, wzajemnego wspierania się w oddziaływaniu na dziecko. Instytucje W  tym obszarze nasuwa się właściwie jedno stwierdzenie: konstrukcja przepisów prawnych powinna zmierzać w takim kierunku, by sprzyjały one również skutecznemu uczeniu. Aby tak było, system prawny powinien być w miarę stabilny. Często zmieniające się przepisy, ogrom permanentnych zmian mają negatywny wpływ na pracę szkół. Źle się stało – w mojej ocenie – że tak znacznie zostały uszczuplone zadania organu nadzoru pedagogicznego i przekazane zostały organom prowadzącym. Niestety, nie da się ocenić pracy szkoły wyłącznie przez wynik ekonomiczny i punkty z egzaminu zewnętrznego. Ujęcie kontekstowe zjawisk, o którym zapewniano, że będzie uwzględniane np. przy medialnej prezentacji wyników egzaminów zewnętrznych, nie zawsze jest brane pod uwagę. Dokumentacja szkolna – ta obowiązkowa, jak i ta, która powstaje częstokroć w celu uzasadnienia określonych działań – rozrasta się. Wielekroć dotychczasowe niezłe i sprawdzone rozwiązania zostają zastąpione innymi, rośnie lawinowo ilość pisania, opisywania, sporządzania raportów, sprawozdań itp., które tak naprawdę nie przełożą się na jakość kształcenia. Czy lekarz jest zobowiązany do tego, by opisywał jak leczy, czy też ma on to po prostu robić skutecznie? Brak zaufania do szkoły, zdeprecjonowanie jej roli, ogólne (a szczególnie medialne) postrzeganiu szkoły jako miejsca, w którym rzadko dzieje się coś dobrego – to wszystko powoduje, że instytucja ta, która powinna być w powszechnym mniemaniu stabilna i pożyteczna, jest najczęściej przedmiotem ataków. Zarówno w odbiorze społecznym, gdzie tematem numer jeden jest niskie pensum nauczycielskie i ich długie wakacje, jak i w przekazach medialnych, gdzie na zasadzie sensacji upowszechniane są i często uogólniane jednostkowe przypadki agresji czy patologii. Najczęściej wszystkie szkoły „wrzucane są do jednego worka”;  brakuje wnikliwego spojrzenia na mechanizmy działania szkoły, na rozmaite i często bardzo trudne uwarunkowania jej pracy. Brakuje rzetelnej analizy wysiłku nauczycieli, którzy  w danej zbiorowości i w określonych warunkach, pomimo ogromnych i różnorodnych starań, nie zawsze zdołają wypracować odpowiednie standardy. Opinia publiczna nie wnika dogłębnie w realia pracy szkoły, poprzestając na powierzchownych relacjach mediów; jeszcze zaś chętniej korzysta z układanych w tejże prasie rankingów szkół. Taki ranking jest bardzo często krzywdzący; mechanicznie rejestruje wyniki według kryteriów wyznaczalnych, pomijając zupełnie inne, nie mniej ważne aspekty pracy w szkole:  przyjazną atmosferę, zaangażowanie nauczycieli, ogrom skutecznych działań wychowawczych. Zdaję sobie sprawę, że praca z uczniem zdolnym jest sporym wyzwaniem i wymaga od nauczyciela różnorodnej aktywności jednak sukces w tej pracy jest łatwiejszy do zdobycia, a spektakularne osiągnięcia uczniów zapewniają takiej szkole w opinii społecznej wysokie miejsce. Praca z uczniem słabym, pochodzącym ze środowiska, w którym przekonanie o konieczności posiadania wiedzy i wykształcenia nie jest oczywistością, przebiega znacznie wolniej. Jeżeli dochodzą do tego braki wiedzy i umiejętności z poprzednich etapów edukacyjnych, przy jednoczesnych np. zaburzeniach zachowania – rzecz staje się trudna, a praca żmudna. Efekty tej pracy są mierzone zupełnie inaczej i bardzo trudno przekładają się na wynik egzaminu zewnętrznego lub znaczące miejsce w konkursie przedmiotowym. Blogi Oś świata: Jacek Strzemieczny Oś świata Jacka ... Danuta Sterna Moja oś świata Marzena Żylińska Neourony w szkolnej ławce Witold Szwajkowski Prawo do rozumienia Wiesław Mariański Głos rodzica Ewa Borgosz Do przyszłości Ksawery Stojda Kolokolo Bird Anetta, Grażyna Czas na przedszkole Zofia Godlewska Patrząc na ... szkołę Strona główna blogów Oś świata Reasumując: cel edukacji to skuteczne uczenie i wychowanie w atmosferze sprzyjającej twórczemu rozwojowi dziecka, prowadzone przez dobrze rozumiejących swoją rolę nauczycieli, przy współudziale zaangażowanych rodziców, a wszystko w klimacie sprzyjających uregulowań prawnych. Ta idea jest do spełnienia wówczas, gdy pomiędzy elementami tej konstrukcji następować będzie rzeczowa, a nie emocjonalna wymiana myśli, doświadczeń i wskazywanie kierunków rozwoju. Inicjatywa zmian nie zawsze musi iść z góry. Głosy niezadowolenia uczniów, nauczycieli, rodziców powinny stać się punktem wyjścia: ustalenia priorytetów i kierunku pożądanych zmian, które są nieodzowne. Mówimy o kształceniu i wychowaniu. Mówimy o tych aspektach naszego wspólnego życia, które będzie determinowało naszą przyszłość. Szkoła, która nie jest postrzegana jako wspólne dobro, chciałoby się rzecz – jako wspólny, narodowy interes – nie ma szans na funkcjonowanie w atmosferze otwartości (w obie strony: szkoła – środowisko, środowisko – szkoła), nie ma możliwości korzystania z tego, co jej przynależne, a jednocześnie dzielenia się ze środowiskiem efektami swojej pracy. Strona główna blogów Oś świata
26.11
2011

Ocenianie w kl. I-III

Analizy szkolnej rzeczywistości można dokonywać w różnych aspektach. Można dotykać spraw o różnym ciężarze gatunkowym.  Konstatacja jest jedna: niezależnie od tego z jakiego punktu spoglądamy na szkołę (co pokazują wypowiedzi Autorów „Osi świata”), widzimy potrzebę wielu zmian – od wielkich, niezbędnych,  systemowych, do tych na niewielką skalę, zależnych od każdego, kto ma (bądź mieć powinien) wpływ na skuteczne uczenie i wychowanie dzieci w szkole. W latach dziewięćdziesiątych zmienił się przepis dotyczący oceniania dzieci na etapie nauczania początkowego (kl. I –III ). Zwykłe stopnie szkolne zostały zamienione na ocenę opisową  i to obowiązuje  do dziś.  W obecnie obowiązującym Rozporządzeniu w sprawie warunków i sposobu oceniania(…) [Dz.U. z 2007 r., Nr 83, poz. 562 z późn. zm.]  w § 11   ust. 4 czytamy : „Klasyfikacja roczna w klasach I-III szkoły podstawowej polega na podsumowaniu osiągnięć edukacyjnych z zajęć edukacyjnych i zachowania ucznia w danym roku szkolnym oraz ustaleniu jednej rocznej oceny klasyfikacyjnej z zajęć edukacyjnych i rocznej oceny klasyfikacyjnej zachowania, zgodnie z § 13 ust. 3  i § 15 ust. 4.” A § 13 ust. 3 mówi, że „W klasach I-III szkoły podstawowej śródroczne i roczne oceny klasyfikacyjne z zajęć edukacyjnych są ocenami opisowymi”. Podobnie kolejne odesłanie informuje, że ocena zachowania również jest oceną opisową. Aby ocena opisowa spełniła swoją rolę musi być bardzo precyzyjnie napisana, powinna odnosić się do poszczególnych umiejętności wskazanych w podstawie programowej oraz określać stopień opanowania tychże. I tutaj często pojawiają się określenia : bardzo dobrze, dobrze, nie najlepiej itd. Czy nie prościej przekazać zwięzły komunikat, taki jak w ocenie wyrażonej stopniem, skoro  i tak od klasy  IV szkoły podstawowej uczeń przed tym sposobem, póki co, nie ucieknie. Wielu Rodziców po przeczytaniu oceny opisowej nie wyławia sedna z natłoku informacji  i pyta, „na ile” dziecko umie.  A iluż Rodziców tej oceny wcale nie czyta, bo przecież ,niezależnie od tego, co tam będzie napisane, uczeń i tak będzie promowany ( przywołane rozporządzenie określa warunki, w których można nie promować ucznia w klasach  I-III). Mam wrażenie, że ocena opisowa powoduje w wielu przypadkach uśpienie czujności wszystkich zainteresowanych. Dziecko oceny nie czyta, Rodzic – jak wyżej, dla nauczyciela jest to ogrom pracy ( w zależności od tego jaką posiada  umiejętność syntetycznego  formułowania osądu – tworzy ocenę bardziej lub mniej trafną ) , dla dyrektora narzędzie mało czytelne w ocenie skuteczności uczenia.  Na tym etapie kształcenia dziecko powinno mieć rozbudzoną chęć obserwowania i poznawania świata , ale też musi być wyposażone w elementarne umiejętności, bez których na kolejnych etapach będzie mu niełatwo, a początkowe małe trudności przerodzą się  w wielkie, które później jest bardzo trudno pokonać. Uważam, że komunikat : „umie” lub „nie umie” musi być w klasach I – III bardzo precyzyjny, a możliwości dziecka maksymalnie wykorzystane.  Kontynuacja uczenia na kolejnym etapie edukacyjnym będzie  w pełni  możliwa, wtedy, gdy  rozpoczynając III etap edukacyjny nauczyciele nie będą musieli w pracy z uczniami  cofać  do pierwszego etapu edukacyjnego. Blogi Oś świata: Jacek Strzemieczny Oś świata Jacka ... Danuta Sterna Moja oś świata Marzena Żylińska Neourony w szkolnej ławce Witold Szwajkowski Prawo do rozumienia Wiesław Mariański Głos rodzica Ewa Borgosz Do przyszłości Ksawery Stojda Kolokolo Bird Anetta, Grażyna Czas na przedszkole Zofia Godlewska Patrząc na ... szkołę Strona główna blogów Oś świata  
14.11
2011

Kto jest dobry, a kto nie…, czyli o rankingach szkół

Był początek listopada, sobotnio – niedzielne wydanie lokalnej gazety, a w niej tak ni stąd ni zowąd  ranking szkół gimnazjalnych i towarzyszący mu spory artykuł. W przywołany artykule  wszystkie szkoły i ich wyniki  wymieniane są kolejno bez wskazania, które są placówkami  niepublicznymi , które pozaobwodowymi, które w zespołach szkół przy renomowanych, dużych liceach ogólnokształcących. O rankingach szkół napisano już wiele, dokonano bardzo zróżnicowanych ocen, niektórzy są ich gorącymi zwolennikami, inni uważają, że są krzywdzące. Każdy ma prawo do własnych ocen!  Nie należę do entuzjastów rankingów. Uważam , że żeby porównywać należy stworzyć podmiotom porównywanym zbliżone warunki. Jeśli natomiast w okresie niżu demograficznego zostają „uwolnione” rejony, jeżeli tworzone są kolejne gimnazja pozaobwodowe, które ściągają młodzież  z najwyższą średnią, to siłą rzeczy wiemy, że pozostałym szkołom niezwykle trudno zająć znaczące miejsce          w rankingu choćby nie wiem z jaką skutecznością „wyrównywały szanse edukacyjne” (do czego zostały powołane).              Z ogromną uwagą śledziłam przed kilku laty artykuły jakie pojawiały się  w „Polityce” w związku z prowadzoną przez to czasopismo akcją „Dzieci – śmieci”  ,    w ramach której toczyła się zakrojona na szeroką skalę dyskusja na temat segregacji w polskich szkołach. Zróżnicowane oceny rankingów pokazują zarówno wypowiedzi dyrektorów szkół, pedagogów, nauczycieli, jak i posty czytelników pod artykułami. I tak np. do tekstu „Czy rankingi są potrzebne?” – na opublikowanych 25 wypowiedzi 6 jest zdecydowanie „za”, 16 – zdecydowanie „przeciw”, a 3 wypowiedzi  wskazują na potrzebę istnienia rankingów, jednakże uważają, że inne powinny być kryteria. Być może wspomniany  artykuł nie wywołałby  pewnych emocji gdyby nie wspomniane już wyżej wymieszania wszystkich szkół bez wskazania szczególnych warunków niektórych z nich. Ponadto zamieszczona została wypowiedź dyrektora szkoły gimnazjalnej (pozaobwodowej funkcjonującej w zespole szkół, do których kryteria przyjęć są ściśle określone). Dyrektor stwierdza : „Ktoś mógłby powiedzieć, że tak dobre wyniki  to stąd, że szkołą jest pozaobwodowa i że uczęszczają do nas najbardziej uzdolnieni  młodzi ludzie. Trzeba jednak pamiętać o tym, że aby podtrzymać rozwój uzdolnionej młodzieży trzeba ogromnych nakładów pracy nauczycieli”. Chciałabym się upomnieć w tym miejscu o „ogromne nakłady pracy” nauczycieli w tych szkołach, do których trafia ogół młodzieży. W wielu przypadkach ci sami nauczyciele pracują w tych samych gimnazjach od początku ich istnienia, a od pewnego czasu wyniki egzaminów zewnętrznych mają tendencję spadkową. Czy to znaczy, że ci nauczyciele zaczęli nagle gorzej pracować?   Czy rozwoju młodzieży mniej zdolnej nie trzeba podtrzymywać? Czy niepotrzebne są  nakłady pracy nauczycieli by zaległości wyrównać, braki uzupełnić, a dopiero potem uczyć skutecznie na miarę możliwości uczniów  i także rozwijać indywidualne zainteresowania. Jeżeli już rankingi są, to przynajmniej nie wypowiadajmy takich zdań, które są krzywdzące  i dzielą środowisko. Kto pracuje/ pracował w szkole, w której 1/3 to uczniowie z opiniami, jest  grupa uczniów skierowanych do kształcenia specjalnego w szkole ogólnodostępnej, a kolejna grupa to uczniowie z rodzin wymagających różnorodnego wsparcia, ten wie, o jakich nakładach pracy mowa  i jakie efekty stanowią sukcesy, które cieszą . Mówmy wprost to, o czym wiemy. Jeżeli w kilku szkołach zgromadzimy najlepszą  i najzdolniejszą młodzież, to ta pozostała część młodzieży będzie się uczyć w pozostałych szkołach.   O ile łatwiej przyjmuje się słowa dyrektora innej renomowanej szkoły z innego miasta, który powiada o swoje szkole  „To tu trafiają prymusi…”, „kształcimy najzdolniejszą i wyselekcjonowaną młodzież”. I wszystko jest jasne, bo przecież wiemy, że tak jest. A jeżeli tak jest, to mówmy o tym wprost. Każdą informację można przekazać z klasą i każdą można przyjąć z klasą. Zwłaszcza, że mówimy o szkole, a szkołę wypełniają uczniowie i Nauczyciele, a kontekst tworzą Rodzice   i środowisko. Jeżeli szkoła jest świetna, to świetni są uczniowie, Nauczyciele, wspierają nas Rodzice  i środowisko.  A jeśli szkoła nie jest świetna to……….(?) A tak w ogóle to myślałam sobie, że szkoły publiczne mają zapewnić taką samą (porównywalną) usługę edukacyjną, zwłaszcza, że szkoły podstawowe i gimnazja objęte są obowiązkiem szkolnym. Blogi Oś świata: Jacek Strzemieczny Oś świata Jacka ... Danuta Sterna Moja oś świata Marzena Żylińska Neourony w szkolnej ławce Witold Szwajkowski Prawo do rozumienia Wiesław Mariański Głos rodzica Ewa Borgosz Do przyszłości Ksawery Stojda Kolokolo Bird Anetta, Grażyna Czas na przedszkole Zofia Godlewska Patrząc na ... szkołę Strona główna blogów Oś świata
12.11
2011

Coraz trudniej „różnić się pięknie”… Refleksje po 11.11.11.

Są takie obszary pracy szkoły i sprawowanego w niej nadzoru, które nie przekładają się   ( i bardzo dobrze! ) na żaden aspekt „mierzalny” , nie są przyporządkowywane poziomom określonym w ewaluacji. Tą sferą jest swoisty klimat szkoły, który trzeba wypracować i na który trzeba zapracować często wieloletnią pracą wypełnioną zarówno porażkami jak i sukcesami w sferze wychowawczej.  Jest to rzecz trudna do zdefiniowania, lecz każdy, kto kieruje choćby najmniejszą zbiorowością wie, jaką satysfakcję osiągamy wówczas, gdy pewne nasze koncepcje i wyobrażenia wsparte pomysłami innych, weryfikowane we wspólnych działaniach – spełniają się, gdy po kolejnych wspólnych latach pracy powszechna jest świadomość, że Rada Pedagogiczna i dyrektor szkoły grają w tej samej drużynie. Kilka ostatnich dni w szkole (gimnazjum) wypełniły zwykłe szkolne wydarzenia, które pozwoliły  nabrać  przekonania, że systematyczne  kreowanie określonego systemu wartości ma sens i przynosi efekty. W przeciwieństwie do okresu sprzed 1989 r. kiedy rytm roku szkolnego wyznaczały uroczystości i  akademie z okazji „naszych” i „nie – naszych” świąt, obecnie  rocznic państwowych wpisanych w kalendarz uroczystości szkolnych jest znacznie mniej.  Zależy mi na tym, by w świadomości młodzieży pozostawało coś więcej niż tylko to, że  11 listopada to dzień wolny od zajęć ,          a 3 maja -  wydłuża majowy weekend. Kilku nauczycieli wykorzystało króciutki film archiwalny o wydarzeniach z 11.11.1918 r., w dziennikach – tematy „rocznicowe”  i na godzinach wychowawczych,  i na lekcjach historii, w salach – subtelne dekoracje, czasem tylko data, nazwa wydarzenia i biało – czerwony akcent. W czwartek 31.10. wychodziliśmy ze szkoły z bibułkowymi biało - czerwonymi kotylionami, które zrobiły „pierwszaki” na zajęciach technicznych odpowiadając na apel Pana Prezydenta. Był nastrój, było przygotowanie bez uderzania w szczególnie wysokie, patriotyczne tony. Chyba po raz pierwszy po kilku latach był to „ruch oddolny”, były mądre rozmowy i ciekawe pytania, miałam wrażenie, że to jeden z tych sukcesów wychowawczych, na który pracuje się latami, że udało się nam coś ważnego właśnie w sferze kształcenia obywatelskiego i patriotycznego.     A teraz – po weekendowych doniesieniach medialnych o zajściach w Warszawie – jak w poniedziałek wytłumaczyć młodym ludziom co tam się wydarzyło i dlaczego w taki właśnie sposób ? Można i trzeba się różnić, to z dialogu rodzi się postęp. Ale różnić „można się pięknie”.  Pan Adam Szostkiewicz       w „Polityce” (Nr 46) pisze : „Jedność zdarza się od wielkiego dzwonu historii. W sytuacjach ekstremalnych: wojny, powstania narodowego, wielkiej klęski żywiołowej czy cywilizacyjnej, a i to nie zawsze. Są dobra wspólne : język ojczysty, kultura, obyczaj, doświadczenie dziejowe, niepodległe państwo, rządy prawa, wolności i prawa obywatelskie. To są wartości rzeczywiste. Tak jak patriotyzm, wspólnota, tożsamość. Ale można z nich różnie korzystać, różnie rozumieć, różnie kultywować, byle w granicach prawa”. Dlatego właśnie powiem swoim uczniom, że ściąganie rzeszy młodzieży do Warszawy pod agresywnymi hasłami, atakowanie innych to najzwyklejszy bandytyzm .  
08.11
2011

Cała Polska liczy z dziećmi

To trawestacja wszystkim dobrze znanego hasła „Cała Polska czyta dzieciom”. A pomysł odnalazłam w trakcie lektury sporego materiału, jakim jest raport badań PISA 2009 r. Dwa zdania sformułowane przez dr hab. Michała Federowicza, szefa polskiego zespołu przeprowadzającego badania PISA 2009, wydały mi się przejmującym wołaniem : "W kraju Banacha i Tarskiego stać nas na więcej niż utrwalanie przeciętności. Potrzebny jest Program Powszechnego Rozwoju Umiejętności Matematycznych, albo działania pod hasłem: „Cała Polska licząc na dzieci, liczy z dziećmi”.  Autor sugeruje alternatywę. A może koniunkcja – i program, i akcja. A wzorce są doskonałe. Bieżący rok szkolny to 10 rok trwania kampanii  społecznej, rozpoczętej w czerwcu 2001 przez Fundację "ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom". Właśnie ruszyła kolejna, zakrojona na szerszą skalę „Cała Europa czyta dzieciom” („All of Europe Reads to Kids”). Na stronie internetowej akcji www.cpcd.pl załączony jest filmik, w którym Pan Jerzy Buzek – Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, inaugurując tę akcję, mówi tak ciepło i przekonująco, że wręcz nie sposób… po prostu nie wziąć książki i nie czytać dzieciom. Podczas lektury badań PISA zamarzyła mi się  równoległa akcja, właśnie taka, jaką postuluje pan M. Fedorowicz. Marzy mi się objęcie tej akcji patronatami przez ważne i znaczące osoby. Lista osób, które objęły patronatem Jubileusz 10- lecia akcji czytania, Komitet Honorowy Jubileuszu – jest imponująca. Jestem przekonana, że bez trudu plejada niekwestionowanych autorytetów wsparłaby akcję, której cel jest oczywisty. Imponujące są  efekty kampanii „Cała Polska czyta dzieciom”, cieszy różnorodność pomysłów. Marzy mi się hasło o liczeniu z dziećmi w każdym przedszkolu i w każdej szkole, na każdym etapie edukacyjnym, w każdym urzędzie zawiadującym oświatą…. Czytajmy i liczmy, słuchajmy audiobooka z fantastycznie czytaną przez Edytę Jungowską „Pippi Langstrumpf”, ale wcześniej : liczmy, sumujmy, przeliczajmy, szacujmy, bilansujmy…. Blogi Oś świata: Jacek Strzemieczny Oś świata Jacka ... Danuta Sterna Moja oś świata Marzena Żylińska Neourony w szkolnej ławce Witold Szwajkowski Prawo do rozumienia Wiesław Mariański Głos rodzica Ewa Borgosz Do przyszłości Ksawery Stojda Kolokolo Bird Anetta, Grażyna Czas na przedszkole Zofia Godlewska Patrząc na ... szkołę Strona główna blogów Oś świata
04.11
2011

„W tym kraju” czy „w moim kraju”?

Około 70% respondentów sondażu przeprowadzonego przez „Rzeczpospolitą” w 2008 roku odpowiedziało, że „oddałoby życie w  obronie ojczyzny”. Natomiast badania prowadzone przez panią profesor Hannę Świdę- Ziębę pokazały, że  studenci, hierarchizując wartości, umieścili patriotyzm na 78 spośród 80 pozycji. Dlaczego przytoczone na wstępie wyniki badań tak bardzo odbiegają od siebie? Czy w sondażu,  stając twarzą w twarz z pytającym dziennikarzem nie wypadało odpowiedzieć inaczej? Czy wszyscy autorzy odpowiedzi byli do końca świadomi odpowiedzialności za wypowiedzianą deklarację?  Profesor Jacek Kurzęba w „Portrecie socjopsychologicznym współczesnej młodzieży” prezentuje z kolei wyniki badań prowadzonych wśród młodych ludzi w Warszawie, Piotrkowie Trybunalskim i małym środowisku wiejskim. Badani wskazują: przyjaźń, miłość i rodzinę wśród najistotniejszych wartości. Patriotyzmu wśród nich brak. Czyli wyniki tych badań oscylują w tym samych obszarach , co badania p. prof. Zięby. Może problem tkwi w tym, że nie wszyscy posługują się taką samą definicją patriotyzmu, może sens tego słowa wypełniamy różną treścią w zależności od naszej wiedzy, doświadczeń, domowej tradycji, zaangażowania w sprawy publiczne… W większości szkół trwają przygotowania do obchodów rocznicy odzyskania niepodległości. Rodzi się pytanie czy  wszyscy, którzy mamy (bądź powinniśmy mieć wpływ) na kształtowanie postaw młodzieży robimy w tej mierze wszystko, co można?  Czy potrafimy uczyć patriotyzmu w realiach współczesnego świata? Czy wiemy jak to robić by ta sfera oddziaływań szkoły byłą wypełniona mądrą treścią przy pełnej świadomości sytuacji gospodarczej i nie zawsze łatwego startu młodzieży w dorosłość? Czy wykorzystujemy dostępne środki, by nasze starania w tej mierze były skuteczne? I zastanawiam się także nad tym, dlaczego w tzw. minionym okresie (część z nas doskonale ten czas pamięta) życie szkolne biegło w rytm akademii i uroczystości, niekoniecznie i nie zawsze upamiętniających ważne dla nas – Polaków  wydarzenia i rocznice. Przez całe dekady w listopadzie nie wszyscy pamiętali  o rocznicy 11 listopada, natomiast wszyscy (bądź większość)  uczestniczyła w akademiach z okazji rocznicy rewolucji październikowej, ze ścian naszych szkół spoglądały  twarze wodzów rewolucji, a młodzież wygłaszała  straszne teksty zapewniające o uczuciu do wodza rewolucji i o wierze w internacjonalizm. Wśród najczęściej spotykanych odpowiedzi na pytanie „czym jest patriotyzm” młodzież odpowiada – jest to miłość ojczyzny, potem znajdują się odwołania do czasów minionych, bohaterskich powstań, walk w obronie ojczyzny, wszystkie te wypowiedzi odnoszą się do przeszłości, spowite są pewną nostalgią. Patriotyzm to pojęcie wieloznaczne. Czas w ujęciu historycznym, określona sekwencja zdarzeń  i wreszcie sami ludzie wypełniają to pojęcie treścią. Uczmy, że patriotyzm to rzeczywiście miłość ojczyzny,  dajmy młodzieży obiektywny ogląd przeszłości, nauczmy, że nie wszystkie oceny wydarzeń są łatwe i jednoznaczne. Współczesny patriotyzm polega na kształtowaniu świadomości przeszłości przy jednoczesnym poczuciu zbiorowej odpowiedzialności. Dobrze jest formować u młodych ludzi przekonanie, że nie zawsze samo dobro działo się i dzieje się w ojczyźnie, ale każdy z nas w tym miejscu, w którym jest, pełniąc tą a nie inną rolę społeczną może przyczynić się do tego, żeby było lepiej. I nie trzeba wielkich słów i wzniosłych poematów. Można uczyć patriotyzmu tak jak Antoni Słonimski w wierszu „Polska” (I cóż powiedzą tomy słowników,/ Lekcje historii i geografii,/ Gdy tylko   o niej mówić potrafi/ Krzak bzu kwitnący i śpiew słowików. / … Pytasz się synu, gdzie jest i jaka?/W niewymierzonej krainie leży./ Jest w każdym wiernym sercu Polaka…. Myślę, że przed nami sporo pozytywistycznej pracy. Myślę, że spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność, żeby słowu „patriotyzm” nadać należny mu sens, zarówno w kontekście historycznym jak i sens dopasowany do realiów współczesnego świata. I nie uczmy ich łatwych ocen przeszłości, bo takich ocen nie ma i być nie może bez rzetelnej wiedzy.  Ale uczmy, że patriotyzm, to słowo, które funkcjonuje także i dziś, mówmy im o społeczeństwie obywatelskim, o odpowiedzialności każdego za zaangażowanie w sprawy swojego środowiska, swojej miejscowości, swojej Ojczyzny. Starajmy się pokazać im różnicę pomiędzy odstręczającym a jakże często spotykanym powiedzeniem „w tym kraju” a  sformułowaniem - „w moim kraju”. Czasem zastanawiam się, czy to nie anachronizm. Szkoła powinna być miejscem, które wyposaży ucznia także i w taką wiedzę. Natomiast to , co uczeń z tą wiedzą zrobi i jak ją wykorzysta – jest uzależnione w ogromnej mierze od czynników,  na które nie mamy wpływu.     Blogi Oś świata: Jacek Strzemieczny Oś świata Jacka ... Danuta Sterna Moja oś świata Marzena Żylińska Neourony w szkolnej ławce Witold Szwajkowski Prawo do rozumienia Wiesław Mariański Głos rodzica Ewa Borgosz Do przyszłości Ksawery Stojda Kolokolo Bird Anetta, Grażyna Czas na przedszkole Zofia Godlewska Patrząc na ... szkołę Strona główna blogów Oś świata
28.10
2011

Zgorzkniali jeszcze „nie – wyborcy”

Czy niska frekwencja wyborcza to cena demokracji i możliwości decydowania o swoim w nich udziale? Czy ta „apatia” obywatelska wynika z ciągłego odreagowywania przymusu wyborczego poprzedniej epoki? Temu ostatniemu pytaniu należałoby przyporządkować odpowiedź negatywną, bo jak wskazują statystyki ta część społeczeństwa, która doświadczyła…. minionego okresu - na wybory chodzi.                Po czerwcowych wyborach 1989 roku można było zakładać, że takie święto/ festiwal demokracji już się nie powtórzy. Ale nie myślałam, że tak krótko będziemy się cieszyć samorządnością, że tym, co motywuje wyborców będzie świadome głosowanie „na kogoś” , a nie „przeciw komuś”. Przed ostatnimi wyborami kilkakrotnie można się było natknąć w telewizji na informację o obowiązujących w Belgii karach za brak udziału w wyborach.  Szukając informacji, która pozwoliłaby mi porównać frekwencję wyborczą w krajach europejskich napotkałam ciekawy artykuł Adama Szostkiewicza zamieszczonego (09.10.2007 r.) w „Polityce”. Autor przytacza za L. Ungerem ocenę sytuacji w Belgii: „Ludzie idą głosować, bo to jest część funkcjonowania demokracji, a ewentualnych kar nikt nie traktuje poważnie.” Gdyby tak u nas…… Za cztery lata w kolejnych wyborach parlamentarnych obecni  uczniowie klas II i III gimnazjów będą (w większości) już pełnoprawnymi  wyborcami. Kiedy wsłuchiwałam się w ich wypowiedzi po 9 października zastanawiałam się, czy uda się nam pozytywistyczną pracą w obszarze „wychowanie dla społeczeństwa” zniwelować przenoszone z domu hasła pełne apatii, braku zainteresowania tą sferą życia społecznego. W jakim stopniu jesteśmy w stanie przełamywać bariery? Dlaczego powszechniejsze jest nie chodzenie na wybory niż chodzenie? Mówić, tłumaczyć, dawać przykłady mądre i pociągające, łamać stereotypy, także i te, którymi epatują media, stwarzać warunki do samorządności, odważnie sięgać po zakrojone jak najszerzej projekty społeczne autentycznie angażujące uczniów i środowisko do wspólnego rozwiązywania problemów, traktować samorządność uczniowską szerzej niż tylko w aspekcie organizacji życia kulturalnego i społecznego w szkole.  Nikt nigdy nie zdjął z nas, nauczycieli obowiązku wychowania patriotycznego, wychowania obywatelskiego. Przywołany wyżej artykuł kończy fragment wypowiedzi publicysty i politologa, pracownika Wyższej Szkoły  Biznesu w Nowym Sączu „ zamiast obowiązku wyborczego widziałbym pracę edukacyjną w szkołach i mediach (ale przedtem i one musiały się podciągnąć) na rzecz rozwijania postaw obywatelskich”, gdyż w jego ocenie „Poziom ignorancji przeciętnego absolwenta szkoły średniej w sprawach polityki jest potworny, co oznacza niezrozumienie mechanizmów demokracji”. Przed nami – spore wyzwanie. Zobaczmy, co już udało się nam w naszych szkołach, a co jeszcze mamy do zrobienia. Blogi Oś świata: Jacek Strzemieczny Oś świata Jacka ... Danuta Sterna Moja oś świata Marzena Żylińska Neourony w szkolnej ławce Witold Szwajkowski Prawo do rozumienia Wiesław Mariański Głos rodzica Ewa Borgosz Do przyszłości Ksawery Stojda Kolokolo Bird Anetta, Grażyna Czas na przedszkole Zofia Godlewska Patrząc na ... szkołę Strona główna blogów Oś świata
21.10
2011

Czy „IPET” poprawi nam szkołę?

Nie mam, jak dotąd, przekonania, że nawet najlepiej przemyślane, skomponowane i wypełnione „IPET”-y , „KIP”-y (to popularne nazwy dokumentacji szkolnej dotyczącej uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych) poprawią nam szkołę lub przynajmniej, że w konkretny, wymierny sposób ją zmienią. Nauczyciel wie (lub nie wie) , że musi swoją pracę dostosować do indywidualnych potrzeb ucznia, musi zapoznać się z opinią Poradni (jeśli dziecko taką opinię posiada), musi opracować system tzw. dostosowania metod i form pracy do potrzeb dziecka, musi wreszcie wpisać do dziennika plan/ program zajęć wyrównawczych (lub korekcyjno-kompensacyjnych, rewalidacji indywidualnej lub innych). I musi mieć jeszcze kwalifikacje do prowadzenia tych zajęć. I przede wszystkim musi być Nauczycielem, czyli tym, dla którego każde dziecko jest indywidualnym problemem. I tak do tej pory ta sfera działań funkcjonowała, a różnorodne działania były dokumentowane. Jeżeli nauczyciel nie chce/ nie może/ nie potrafi / dostrzec w tych wszystkich działaniach najistotniejszego – tzn. Dziecka - nie pomogą ani nowe przepisy, ani nowa dokumentacja- choćby najdoskonalsza. Mamy tu sytuację podobną jak ta, która czasem pojawia się przy awansie zawodowym nauczyciela. Wiemy, że jest świetny, twórczy, kreatywny, a tymczasem przedkłada nam sprawozdanie ze stażu skromne, lakoniczne. I sytuacja odwrotna: nauczyciel, który mieści się w wykonywaniu podstawowych obowiązków pisze sprawozdanie, które „powala”, można by mieć wrażenie, że tym jasnym nauczycielem cała szkoła stoi. Czy ktoś każe lekarzowi pisać i dokumentować swoje działania w takim kierunku, aby uzasadnił, że podejmował kroki – w swoim przekonaniu i zgodnie ze swoją wiedzą – najlepsze, najskuteczniejsze, czy będzie wymieniał i uzasadniał kolejne decyzje? Od lekarza oczekujemy skutecznego leczenia, od nauczyciela oczekujmy – skutecznego uczenia, a nie pisania o tym, jak uczy. A tymczasem mijają kolejne miesiące od wprowadzenia w życie pakietu przepisów regulujących kwestie pomocy psychologiczno – pedagogicznej oraz w szkole oraz wprowadzające rozstrzygnięcia dotyczące uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Nauczyciele piszą, piszą….. , a my czytamy, czytamy…. te „nowobrzmiące” (a znane nam ze swej istoty) dokumenty. Natomiast pojawiły się rzeczywiste problemy - musimy w niektórych przypadkach decydować o sprawach, o których powinni decydować specjaliści. Utworzyliśmy zespoły uczniów na zajęcia, a zabrakło nam już godzin na ich prowadzenie z art. 42 KN, brakuje nam nauczycieli z określonymi kwalifikacjami do prowadzenia zajęć….. A może trzeba „spe” (specjalne potrzeby edukacyjne) przeanalizować inaczej, dosłownie. Jak wskazuje słownik Kopalińskiego (słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych) „in spe” oznacza „w przyszłości”, „spodziewany”, a w dosłownym tłumaczeniu z łaciny „w nadziei”. Może trzeba mieć nadzieję, że efektu należy spodziewać się w przyszłości. Blogi Oś świata: Jacek Strzemieczny Oś świata Jacka ... Danuta Sterna Moja oś świata Marzena Żylińska Neourony w szkolnej ławce Witold Szwajkowski Prawo do rozumienia Wiesław Mariański Głos rodzica Ewa Borgosz Do przyszłości Ksawery Stojda Kolokolo Bird Anetta, Grażyna Czas na przedszkole Zofia Godlewska Patrząc na ... szkołę Strona główna blogów Oś świata
18.10
2011

Między wyborami a Kongresem Obywatelskim – rozważania o szkole

Już niebawem, 5 listopada 2011 r. w gmachu Politechniki Warszawskiej odbędzie się kolejny – VI. Kongres Obywatelski pod hasłem „Jaki rozwój, jaka edukacja w XXI wieku? – wielkie przewartościowanie”.  Gościem honorowym będzie Prezydent RP – pan Bronisław Komorowski.  Nazwiska osób występujących, moderatorów, zaproszonych gości -  pokazują rozległość zagadnienia               i głębię jego potraktowania. Czytając  szczegółowy program, analizując tematy poszczególnych (ośmiu) sesji tematycznych, zwracają uwagę te zagadnienia, na które  należałoby położyć zdecydowanie większy nacisk w naszych codziennych rozmowach w szkole i o szkole, na każdym bez wyjątku kolejnym etapie kształcenia. Tak, jak napisano we wstępie do jednego z podręczników wiedzy obywatelskiej propagowanego przez CEO – nie każdy uczeń będzie prawnikiem, lekarzem, nauczycielem, ale każdy będzie obywatelem. Ostatnie wydarzenia związane z wyborami parlamentarnymi kolejny raz dały dowód na to, że bardzo dużo mamy jeszcze do zrobienia w zakresie kształcenia obywatelskiego. Średnie i młode pokolenie generalnie nie uczestniczy w wyborach , bo jakby nie ma  ukształtowanego przekonania, że rządzi nie tylko ten, kto został wybrany, ale także ten , który wybierał. Starsze pokolenie na wybory chodzi albo dlatego, że tak zostało nauczone , albo głosuje przeciw  komuś/czemuś, albo, żeby wybrać mniejsze zło. Kiedy po wyborach 9 października rozmawiałam z uczniami – slogany, które padały na usprawiedliwienie absencji wyborczej rodziców – porażały. Wśród tematów sesji na Kongresie czytamy m.in.  (1) Po co nam społeczeństwo ?; (5) Szanse młodego pokolenia – czas na strategie zbiorowe;  (8) Potencjał edukacji pozaszkolnej. W tym miejscu same rodzą się hasła – budujmy od podstaw społeczeństwo obywatelskie, od najmłodszych lat – w przedszkolach, szkołach podstawowych, gimnazjach itd. , uczmy  odpowiedzialności za siebie i innych, dajmy uczniom szansę na samorządność, a nie tylko uczmy                       o niej, stwórzmy warunki tworzenia takich struktur, w których będą sami mogli wykorzystać swój twórczy ( a nie tylko odtwórczy) potencjał. I wreszcie temat sesji, który skłania do pokornego pochylenia się nad szkołą, nad jej skutecznością i efektywnością – „Czy potrzebujemy przewrotu kopernikańskiego w edukacji?”. Debata podczas kongresu ma przynieść odpowiedź m.in. na pytanie – jakiej edukacji i jakich kompetencji potrzebujemy, aby zrealizować  „filozofię” rozwoju społeczno – gospodarczego. Z niecierpliwością czekam na publikacje materiałów kongresowych i zastanawiam się jak przenosić i propagować treści, które pojawiają się w dyskusjach środowisk naukowych  w codziennej , pozytywistycznej pracy w szkole.