avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Czas na przedszkole  

Jak zagrać z pająków

11.04
2015

Zamieszczam tekst artykułu, który ukazał się w numerze 5/2009 czasopisma PCO „Origami w Terapii i Edukacji”. Postaram się poszukać zdjęć, które go ilustrowały. Mam nadzieję, że jest tu choć część odpowiedzi na pytania, które pojawiły się w innych wątkach.

—————————

JAK ZAGRAĆ Z PAJĄKÓW

To była zwykła zabawa ze zbieraniem żółtych i czarnych pieniążków-kółek do pudełek, które zostały złożone z prostokątnych kartek papieru. Dzieci w parach dobierały kółka i w różnych ilościach – przy założeniu, że razem będzie ich sześć – układały w swoich pudełkach (czyli 1+5, 3+3, 2+4 itp.). Potem liczyły, ile jest w dwóch pudełkach razem, w trzech, kto ma więcej, mniej i o ile.

Gdy następnego dnia przyszły do przedszkola spostrzegły pudełka zawieszone na tablicy. Kółka stały się guziczkami muzycznej maszyny – i znów w parach próbowaliśmy wyklaskać, wystukać, zagrać na bębenku i kołatce rytm – zgodnie z ilością kółek żółtych lub czarnych. Pudełka zmieniały miejsce, powstawały coraz to inne układy, nowe utwory zaproponowane przez dzieci.

A trzeciego dnia… na środku dywanu czekało pięknie zapakowane pudełko, a w nim białe pojemniki, ukrywające w swym wnętrzu prawdziwy instrument – flażolet.

Metalowe rurki z sześcioma otworami, które wystarczyło przykryć palcami zgodnie z ilością kropek umieszczonych wcześniej w pudełku. I dmuchnąć!

Tak 5-latki z grupy Tygrysków same stworzyły i odkryły muzykę.

 

Od tego dnia codziennie choć 10 minut zajmowało nam granie wg wzorów z pudełek, a po tygodniu dzieci zagrały pierwszy utwór – „Marysia ma małego baranka”. Oczywiście w pudełkowym układzie pojawiły się puste, które sugerowały odpowiednio długie trwanie dźwięku, właściwe odczytanie tego sama zagrałam dzieciom. Potem pojawiła się składana jak wachlarz tabulatura.

I nowe możliwości – piosenka, której nauczyliśmy się śpiewać i tańczyć okazywała się także utworem możliwym do zagrania. Tak kolejno dzieci poznały Siała baba mak, a potem specjalnie dobraną na uroczystość choinkową w przedszkolu kolędę Mizerna cicha. Dla babć i dziadków w styczniu utwór zagrały piosenkę Przy świetle księżyca.

Dlaczego flażolet? Trochę z potrzeby sprawdzenia, czy uda się wykorzystać ten instrument w pracy przedszkola. Bo choć lubię śpiewać i tańczyć, i od zawsze robiłam to z moimi przedszkolakami, wydawało mi się niemożliwe zagranie z nimi czegoś więcej niż rytmu na tamburynie lub marakasach. Moje pierwsze próby własnego flażoletowego muzykowania podczas kursu trenerskiego „Edukacja przez ruch” nie były imponujące – piszczało gdy nie trzeba, trudno było zdążyć z zakrywaniem otworów fletu, melodie wydawały się za trudne do zagrania. Dziś cieszą umiejętności dzieci, a flażolet wykorzystany w przedszkolnej edukacji muzycznej uważam za strzał w dziesiątkę.

 

Flażolet, nazywany też „flecikiem polskim” to prosty instrument dęty, sześciootworowa piszczałka. Składa się z mosiężnej rurki i plastikowego ustnika. Melodie zapisuje się w postaci tabulatury, graficznego przedstawienia wymaganej do zagrania dźwięku ilości otworów. W grze używa się palców wskazującego, środkowego i serdecznego lewej i prawej dłoni, każdy palec przykrywa tylko jeden, przypisany sobie otwór. Podstawową tonacją jest D.

Wykorzystanie go w działaniach planowanych zgodnie z systemem „Edukacja przez ruch” jest naturalnym uzupełnieniem aktywności dzieci o zagadnienia edukacji muzycznej. Muzyczne elementy zajęć spełniają wiele zadań. Piosenka lub pląs bywają narzędziem integrującym treści, służą porządkowaniu sytuacji o różnym natężeniu emocji, wyciszeniu i koncentracji. Sprzyjają – poprzez integrację dźwięku i rytmu rozwijaniu sprawności artykulacji, intonacji, umiejętności czytania. Sprzyjają eksploracji, nabywaniu doświadczeń i podejmowaniu prób samodzielnej kreacji w innych rodzajach działalności artystycznej.

Melodia towarzysząca zabawie ruchowej, ćwiczeniom grafomotorycznym daje się zagrać na flażolecie; warunkiem jest odpowiednio dobrany utwór, aranżacja sytuacji edukacyjnej i powstająca karta pracy. Zagrać można z guzików bałwanków, motyli na łące, szyszek na świerkowej gałęzi. Można tak zaplanować działania, aby muzykowanie stało się efektem jednego działania lub nawet kilkudniowej zabawy. W grudniu 2008 roku w Przedszkolu Miejskim nr 149 w Łodzi wszystkie dzieci – od maluchów po zerówkę bawiły się w oparciu o wiersz Doroty Dziamskiej „Jak niedźwiadek choinkę ustroił.” Dzieci kolejno wykonywały choinkę z wykreślonych niepełnych wiązek, dekorowały ją ozdobami wykonanymi techniką origami i kirigami płaskie z koła. Do stajenki przedszkolaki podążyły razem z niedźwiadkiem za aniołami – których zgubione włosy pomogły zebrać i nawinąć na kłębki pająki. Dopiero obejrzana z większej perspektywy praca dzieci – które znakomicie bawiły się kreśląc fale w rytm muzyki, tnąc papier, rysując i kolorując, przeliczając, porównując – dała im powód do odkrycia: Przecież to jest „Mizerna, cicha…”! I z  radością zagrały kolędę dla kolegów z przedszkola na koniec zabawy.

 

W pierwszym roku nauki wykorzystywałam najpierw takie systemowe karty pracy, zastępując je potem dużą tabulaturą, dzięki której łatwo pokazywać dzieciom odpowiedni dźwięk do zagrania. Dziś umiejętności dzieci są na takim poziomie, że wystarczają wydrukowane tabulatury zbierane przez przedszkolaki w specjalnych skoroszytach. Wykorzystuję także podkłady muzyczne opracowane przez Wojciecha Wietrzyńskiego lub nagrane przez nauczycielkę rytmiki prowadzącą zajęcia w przedszkolu. Zawsze naukę gry zaczynamy od poczucia utworu całym ciałem np. w zabawie ruchowej, pląsie. Następnie uczymy się go śpiewać; jeśli jest to utwór bez tekstu robimy to na sylabach. Dopiero na końcu wprowadzam tabulaturę – też ze śpiewaniem, wystukiwaniem kolejnych układów na tabulaturze, aby ułatwić dzieciom orientację w strukturze utworu. Gra na flażolecie jest ostatnim elementem, wprowadzanym gdy utwór jest już poznany i „oswojony”.

Po ponad roku wspólnego muzykowania – realizowanego w niewymuszony sposób niemal codziennie w przedszkolu – dzieci znają prawie 20 utworów. Chętnie same w wolnym czasie doskonalą swoje umiejętności, biorąc po prostu skoroszyt z tabulaturami i flażolet; do dwojga dzieci, które zasiądą z instrumentami na dywanie dołączają kolejne i po kilku chwilach koncert gra niemal cała grupa.

Dodatkowym efektem jest rozwój zainteresowań muzycznych w ogóle – podczas takich improwizowanych koncertów z pudełek wyskakują tamburyno, grzechotki, tarka, trójkąty – wszystko niemal co mamy w kąciku muzycznym, ostatnio także dzwonki. Po uzgodnieniach, kto na czym i co gramy zazwyczaj pada prośba – „proszę nam włączyć Marysię, Dans de L’Ours, Deszczyk…”

Pojawiają się także własne próby muzyczne, zapisywane jako tabulatura, które dzieci przynoszą do przedszkola i z dumą prezentują; próbujemy je także zagrać razem.

 

Od czerwca 2008 roku bierzemy udział w spotkaniach Klubu Miłośników Flażoletu – nieformalnej struktury stworzonej przez nauczycielki ze Szkół Podstawowych nr: 3, 14, 35 i 162 oraz Przedszkola Miejskiego nr 49, uczestniczą w nich także ze swoimi nauczycielkami dzieci ze Szkól Podstawowych 65 i 149. Odbyły się trzy wspólne spotkania, podczas których każdorazowo ponad setka dzieci razem grała, tańczyła, śpiewała, składała origami. Sukcesem okazał się koncert kolęd w Archikatedrze Łódzkiej, zagrany 10 stycznia 2009 roku. Odbiór ze strony Proboszcza Katedry, rodziców, dziadków, zgromadzonej publiczności zaowocował zaproszeniem do zorganizowania wspólnego kolędowania w roku następnym.

 

Podczas każdej z tych imprez większość dzieci podejmowała próby zagrania utworów których nie uczyliśmy się razem, a które przygotowali ich starsi koledzy. Chcieli grać ze wszystkimi i wierzyli, że im się to uda.

Co zadecydowało o sukcesie? Utrafienie w potrzeby dzieci – potraktowanie ich poważnie poprzez stworzenie możliwości gry na prawdziwym instrumencie. Poczucie siły, że potrafią same zagrać prawdziwą melodię. Osiąganie wewnętrznej harmonii dzięki oddziaływaniu muzyki. Radość, że grają razem z kolegami i koleżankami, tworząc prawdziwą orkiestrę.

Literatura:

Dziamska Dorota: Jak niedźwiadek choinkę ustroił [w:] Opowieści z papierowego pudełka, MAG, Poznań, 2001

Dziamska Dorota: ZBIERAM POSZUKUJĘ BADAM. Program nauczania klas I-III, MAG, Poznań, 2000

Wietrzyński Wojciech: Flażolet – najprostszy sposób na miłe muzykowanie, MAG, Poznań, 2000.

Wietrzyński Wojciech: Materiały kursu nauki gry na flażolecie z metodyką, Listopad 2008 – kwiecień 2009, Łódź.

 

Podziel się ze znajomymi

9 komentarze do “Jak zagrać z pająków

  1. Kopiuję ciekawy komentarz Ksawerego z innego wątku, tu tematycznie pasujący:

    Xawer 11 kwietnia 2015 o 17:09 napisał:
    A ja przy okazji tych flażoletów z moim stałym apelem — żeby przy tym zwrócić uwagę (bez żadnego nacobezu i niekoniecznie konkluzywnie) na fizykę tego flecika.
    Niech dzieciaki zauważą (wystarczy, żeby mieli tego świadomość), że im dłuższa otwarta rura, tym dźwięk niższy. Zatykamy dziurki — rura robi się długa, dźwięk niski. Otwieramy dziurki — rura „kończy się” już nie na końcu, ale tam, gdzie jest pierwsza odkryta dziurka — rura krótsza, dźwięk wyższy. Czy dobrze mi się wydaje, że we flażolecie wszystkie dziurki zatkane, to najniższy ton, zatkane wszystkie, poza ostatnią (najbliżej końca), to następny wyższy, puszczone dwie ostatnie, to kolejny, etc., dopiero najwyższe to kombinacje zatykania dziurek blisko ustnika, zostawiając dalsze otwarte? Nigdy nie grałem na flażolecie, ale fizyka mi podpowiada, że tak być musi…

    A o falach stojących to podyskutują za kilka lat…

    W ogóle bardzo warto zwrócić dzieciakom uwagę, że we wszelkich instrumentach działa ta sama prawidłowość: im coś większe (dłuższa struna, dłuższa rura, większa blaszka w cymbałkach, większy dzwonek, etc.) tym dźwięk jest niższy. Kocia mama miauczy altem, a mały kociak sopranem. Duży pies szczeka basem, mały pies tenorem. Dzieci mają wyższy głos, niż dorośli.

    O fizyce za tym stojącej z przedszkolakami trudno dyskutować na ilościowym poziomie, ale niech mają to i jako intuicję i jako uświadomioną zależność, a nie tylko jako palcówkę na fleciku.

  2. Moje ulubione instrumenty do pokazywania dzieciakom (w najróżniejszym wieku) tych zależności to gitara i fletnia Pana. Na obu można bardzo łatwo pokazać je ilościowo. Ale sądzę, że i z flażoletem można by było dla starszych pociągnąć to ilościowo.

    Bardzo fajne i dla dzieci zaskakujące jest pokazanie, że dźwięk z otwartej rury (jak flet czy flażolet) jest dokładnie o oktawę wyższy, niż z tej samej długości rury zatkanej na jednym końcu (we fletni Pana). Oczywiście, we flecie odległość trzeba mierzyć od otworka przy ustniku do pierwszej otwartej dziurki. Dzieciaki są jeszcze bardziej zdumione, gdy mierząc ich instrument potrafię powiedzieć, jaki ton zagra.

    Czy dobrze zgaduję ;) że na flażolecie, żeby zagrać ${\rm a}^2$ odległość od otworka przy ustniku do najbliższej otwartej dziurki, to ok. $19\,{\rm cm}$? A z kolei $19\,{\rm cm}$ rurka we fletni Pana gra ${\rm a}^1$?

    Ze strunowymi instrumentami już nie da się zrobić takiej prostej sztuczki — tu już nie tylko długość się liczy.

  3. Ja właśnie po „obchodach” prawosławnej Wielkanocy. Jestem kiepski w muzyczne klocki zarówno pod względem ukrytej za tym matematyki, jak jakichkolwiek talentów. Ksawery, sprostuj mnie, proszę, ale…

    Kiedy sam słucham cerkiewnej muzyki, niezupełnie umiem w to uwierzyć, ale rosyjską cerkiewną liturgię (zreformowaną przy protestach starowierów) Piotr I podobno zamawiał u duńskich kompozytorów. Zlecenie obejmowało stworzenie „kawałków”, które każdy będzie w stanie zaśpiewać. I podobno tak jest, że to jest do śpiewania łatwe (nie dla mnie, ja tylko powtarzam za innymi). Faktem jest, że chóry cerkiewne fałszują zdecydowanie mniej niż to słychać w kościołach łacinników, a kiedy się spojrzy w ten uproszczony zapis, którym one się posługują, to tam rzeczywiście fajerwerków nie ma. Jest za to precyzyjnie rozpisana… — nawet nie wiem, jak to się fachowo nazywa, bo polifonia raczej co innego oznacza, mam na myśli podział na głosy.

    Nie wiem, czy to jest w przedszkolu osiągalne w grze na flażoletach, ale wydaje mi się, że w zasadzie powinno być. Żeby dzieciom te tabulatury rozpisać na sekcje. Natomiast matematyczne intuicje o tym, kiedy dźwięki grają, a kiedy nie — są jasne. Sześć dziurek? A pozostałe dwa dźwięki w oktawie? Ja bym to próbował na liczby jednak poprzekładać, jak sądzisz Ksawery?

  4. Oj, Ja od muzyki jestem żaden autorytet. Ty przynajmniej nie boisz się śpiewać, a ja nawet tego nie potrafię. Popytaj rodziców dzieci z Twojej szkoły — tam są prawdziwi muzycy. A ja tyle tylko, że chyba rozumiem fizykę ćwierćfalowego rezonatora (fletnia Pana), półfalowego (flet…puzon), półfalowych strunowców, a nawet umiałem kiedyś (nie jestem pewien, czy umiałbym to z marszu powtórzyć dziś) rozwiązać drgania bębna i talerza — one są podobne, ale nie tak całkiem, bo warunki brzegowe są takie, że bęben ma węzeł drgań na obwodzie, a strzałkę w środku, a talerz dokładnie na odwrót).

    Z chórami, to chyba jest jakaś zdecydowanie polska przypadłość. Jeśli posłuchasz łacinników, śpiewających na mszy w Bawarii albo Austrii, to nie fałszują ani trochę. Luteranie we Szwecji też nie.

    Sześć dziurek to siedem dżwięków… Zatykasz 0..6 kolejnych. A jak otworzysz tylko tę jedną najbliżej ustnika, a zatkasz pozostałe, to ta część od pierwszej do końca fujarki rezonuje niemal o oktawę wyżej, niż wszystkie zatkane — i to chyba da się wyrównać wielkością dziury. Musiałbym to policzyć… A nie jest tak, że pierwsza (od ustnika licząc) dziura jest większa od innych?
    – widzę, że tak jak ja wkręciłeś się w teoretyczne projektowanie fujarek, nie umiejąc na nich grać i nie mając ich nawet w ręku :)

    Na liczby tak, ale przecież nie dla czterolatków Grażki. A ze starszymi, to już można nie tylko liczby za Pitagorasem, ale rozwiązywać równanie fali stojącej.

    Swoją drogą — że tez Pitagoras zauważył tę harmonię liczb tylko w długościach strun, a nie w piszczałkach i fletach…

    A czy ktoś zauważył, że fletnia Pana układa się w wykres funkcji wykładniczej? I że ma to najgłębsze harmoniczne uzasadnienie?

    • A, fakt, siedem… Prawdziwi muzycy z mojej szkoły nie mają pojęcia, pytałem oczywiście ;) Na mój gust fałszować powinny dźwięki, które mają mianowniki względnie pierwsze, nie? To się musi dać wykorzystać — to powinno być intuicyjnie wyczuwalne, jak parzystość albo liczby pierwsze dla dzieci, które nie umieją liczyć.

    • Nie, no z tymi względnie pierwszymi mianownikami to nie… O tym jest cała teoria muzyki przecież. Od Pitagorasa idąc. Takie dźwięki jak 1/2 i 2/3 brzmią pięknie. Problem jest dopiero, gdy są mało współmierne.
      Tak przynajmniej pamiętam z teorii muzyki i zajęć, jakie dla pewnej dziewczynki prowadziłem wspólnie z jej nauczycielką muzyki — męczyliśmy dwie identyczne struny, tak samo naciągnięte na gitarze, ale trzymane na różnych progach, a nawet między progami. Miałem do tego nawet oscyloskop. Dla tej nauczycielki muzyki było to chyba jeszcze większe odkrycie i wielkie oczy, niż dla naszej uczennicy.
      Tu właśnie weź któregoś z tych muzyków do pomocy, bo jeśli nie masz miernika częstotliwości, to ktoś ze słuchem absolutnym się przydaje. A jeśli jeszcze do tego umie nazwać wszystkie te częstotliwości i ich proporcje w muzycznej terminologii, to tym lepiej.

      • Majcinie, jakiś nadmiernie nowoczesny jesteś ;)

        Christian Doppler, gdy badał efekt Dopplera, czyli wpływ wzajemnej prędkości źródła i odbiornika dźwięku na jego wysokość, to używał muzyków z Filharmonii Praskiej: jeden grał nutę z okna pociągu, a drugi, stojący na peronie, mający słuch absolutny, określał jej wysokość.

        A jego sławny pokaz polegał na tym, że Keiser Ferdinand i jego dworzanie siedzieli na peronie dworca w Pradze, a orkiestra grała z przejeżdżającego pociągu, prędkość była tak dobrana (70km/h), że tonacja zmieniła się o ton, gdy pociąg mijał słuchaczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*