avataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravataravatar
Oś Świata/Do przyszłości

Anarchist(k)a w szkole

12.04
2012

Anarchokomuniści mawiali „Od każdego według jego zdolności, każdemu według jego potrzeb”. Jestem anarchokomunistką. Przynajmniej w szkole. Chociaż, czy tak właśnie nie być powinno w idealnym świecie? Sceptycy powiedzą: „No, ale te potrzeby! Niektórzy maja baaardzo duże.”
Zajmę się zatem szkołą. I człowiekiem w niej.
Jakie ten człowiek uczniem zwany ma potrzeby? Najpierw te najprostsze, bez których zaspokojenia trudno przeżyć: zaspokojone pragnienie i głód, ciepło i sen spokojny. I to jest zadaniem rodziców, nie zawsze rzetelnie wykonywanym. Więc czasami trzeba tego człowieka zrozumieć, że głodny jest albo niewyspany i może podzielić się drugim śniadaniem. Zaraz potem – bezpieczeństwo. Życie bez strachu. A zatem akceptacja, opieka. Jak to jest z tym bezpieczeństwem w szkole? Nie myślę wcale o fizycznym, bo tu dbamy bardzo o to, żeby dziecku nic się nie stało, w każdym razie nic, za co moglibyśmy stać się odpowiedzialni. Ale już psychiczne… z tym bywa różnie. Przede wszystkim powinniśmy przestać mówić i myśleć „uczeń”, „dziecko”. Mamy do czynienia z człowiekiem. I czasami zapominamy o tym. Prosty przykład – czy tak, jak odnosimy się do dziecka w klasie, potraktowalibyśmy dorosłego? Podnosimy głos, wytykamy błędy, oceniamy na każdym kroku stopniem, chmurką lub słoneczkiem, znaczkiem czerwonym lub zielonym, pochwała lub naganą. To jest dobre, a to złe. Tak wolno , a tak – nie. Bez szczegółowych wyjaśnień często, bez rozmowy, bo dziecko ma słuchać i być grzeczne. I jak tu ma się rozwijać poczucie bezpieczeństwa i zaufanie do innego człowieka, tego dorosłego przewodnika. Oczywiście, granice i zasady są potrzebne, jednak powinny wynikać z potrzeb dzieci, a nie nauczyciela. A więc powinny być wspólnie ustalone i uzasadnione. Poczucie bezpieczeństwa, a zatem akceptacji, to zrozumienie i akceptacja osobowości człowieka. Rozumiem osobowość jako „zbiór względnie stałych, charakterystycznych dla danej jednostki cech i właściwości, które wyznaczają jej zachowania i pozwalają odróżnić ją od innych, zespół warunków wewnętrznych” niezależnych od woli i działań jednostki. Rozumiejąc osobowość nauczyciel może mieć wpływ na kształtowanie charakteru. Wprawdzie często charakter uznaje się za jedną z cech osobowości, podobnie jak temperament, ja jednak wolę przyjąć na użytek swoich przemyśleń nieco inne podejście – osobowość jest właściwością niezależną od woli, a charakter – podlega wpływom woli. Nie sądzę, by sangwinik mógł nagle stać się osoba zrównoważoną, spokojną i monotematyczną w swoich zainteresowaniach (osobowość), jednak może tak pracować nad sobą, by rozpoczęte działanie doprowadzić do końca. W ten sposób kształtuje w sobie cechę charakteru jaka jest wytrwałość i konsekwencja w działaniu. Kształtowanie charakteru to pierwsze zadanie nauczyciela, i w dodatku wcale niełatwe. Jednak żeby do tego doszło, żeby wpływ nauczyciela na ucznia był rzeczywisty, niewymuszony, autentyczny a nie pozorny, konieczna jest więź, jaka wytwarza się między małym a dużym człowiekiem poprzez akceptację, zrozumienie, ufność. Szczerze mówiąc mam prawo domniemywać, że każdy nauczyciel boryka się z pewnym wstydliwym problemem: jednych uczniów lubimy bardziej, innych mniej – to wynika z osobowości nauczyciela i ucznia. Bliżej nam do tych, w których znajdujemy odbicie siebie samych. I jest to całkiem naturalne. Nie mamy się czego wstydzić! Praktyczną radą, jaką mogę dać nauczycielom jest jedno moje doświadczenie: usiądź obok tego dziecka, weź je za rękę, spójrz mu w oczy, porozmawiaj. Zapytaj, jak się czuje, czy jest wyspane, czy dobrze mu w klasie, z kim lub i się uczyć, jak lubi spędzać wolny czas. Nawet jaką lubi zupę i co sądzi o szpinaku. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że tak powstają neurony lustrzane, które sprzyjają budowaniu więzi i zrozumienia. Dużo wcześniej jednak doświadczyłam tej rodzącej się więzi w praktyce.
Relacja z nauczycielem oparta na zaufaniu jest warunkiem bezpieczeństwa ucznia, warunkuje więc jego/jej samopoczucie, dobrostan i chęć uczenia się. Jak zdobyć a potem nie stracić tego cennego daru? Wspólne ustalanie zasad i norm zachowania w szkole, o którym pisałam wcześniej jest procesem, w którym najważniejsze jest uważne słuchanie i umiejętne zachęcanie do wyrażania opinii i ujawniania myśli przez dzieci i młodzież. Powstrzymanie się od osądów, krytyki i oceny wypowiedzi drugiego człowieka dla wielu dorosłych nie jest łatwe. Wymaga przede wszystkim zrozumienia siebie: znajomości własnych przekonań i wartości, umiejętności zdystansowania się od nich i akceptacji odrębności dziecka i jego prawa do posiadania własnego zdania. I nie warto obawiać się, że dzieci same nie dojdą do takich rozwiązań, które najbardziej pomogą im w uczeniu się w szkole. Bo dziecko chce się uczyć, poznawać, odkrywać, rozumować.
No cóż, w ten sposób dopiero zaczęłam rozwodzić się na temat anarchokomunizmu, piramidy potrzeb i ucznia jako człowieka. Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi.

Podziel się ze znajomymi

10 komentarze do “Anarchist(k)a w szkole

  1. 1. Ewo, napisałaś wspaniale i od razu nasuwa się pytanie, jak zawsze to samo: co robić żeby szkoła stawała się takim miejscem ? Lubię krótkie i soczyste odpowiedzi: robić tak, żeby osoby, które mówią i piszą takie rzeczy, zostawały dyrektorami szkół. To nie jest postulat, to jest moje żądanie, jako rodzica.
    2. To co napisałaś jest oczywiste od ponad dwóch tysięcy lat (a może dłużej ?). Ale dla kogo jest oczywiste ? Było, jest i zawsze będzie oczywiste tylko dla części ludzi. Problem jest w tym, w jakim stopniu ludzie, którzy rozumieją te oczywistości, mają wpływ na działanie danego systemu. Różnie to bywało w historii. Stąd moje żądanie: patrz 1.
    3. Nie jest lekko.
    Mówisz „uczeń = człowiek”. Na radach pedagogicznych i przed testami tak się nie mówi. Uczeń to ktoś do urobienia-udoskonalenia-naprawienia, to problem, a czasem kłopot. Jeśli powiemy sobie w szkole, że uczeń = człowiek, to narobimy sobie problemów. Będziemy musieli zastanawiać się jaki jest ten człowiek, a my nie mamy na to czasu !
    Mówisz „ciągle oceniamy człowieka, podnosimy głos, wytykamy błędy”. Tak samo jest po szkole – właśnie tak wyobrażają sobie Polacy „zarządzanie zasobami ludzkimi” w pracy zawodowej. Dopiero otwarcie granic pozwoliło nam na otwarcie naszych głów i zobaczenie, że zwierzchnicy jakoś inaczej odnoszą się do swoich podwładnych w Danii, Norwegii, Finlandii, Holandii.
    „Kształtowanie charakteru to pierwsze zadanie nauczyciela”. Ewo droga, cóż to za dyrdymały wypisujesz ? Wszak wszyscy wiemy, że podstawowym zadaniem nauczyciela jest dobrze nauczyć i przygotować do testów. Prawdziwa z Ciebie anarchistka ! Idziesz pod prąd, niezgodnie z zasadami, celami i praktyką obowiązującego systemu. Moim marzeniem jest aby moje dziecko trafiło na taką anarchistkę.
    Mówisz coś o „akceptacji, zrozumieniu, ufności” między nauczycielem i uczniem. Trudne zadanie, gdy te relacje nie dominują pomiędzy nauczycielami i dyrektorami.
    „usiądź obok tego dziecka, weź je za rękę, spójrz mu w oczy, porozmawiaj”. Ostrożnie ! Dożyliśmy czasów, w których dotykanie człowieka jest niebezpieczne. Oj niedobrze … .
    Powstrzymanie się od osądów, krytyki i oceny wypowiedzi drugiego człowieka dla wielu dorosłych nie jest łatwe. Wymaga przede wszystkim zrozumienia siebie: znajomości własnych przekonań i wartości, umiejętności zdystansowania się od nich i akceptacji odrębności NAUCZYCIELA i jego prawa do posiadania własnego zdania. I nie warto obawiać się, że NAUCZYCIELE I UCZNIOWIE sami nie dojdą do takich rozwiązań, które najbardziej pomogą im w UCZENIU I UCZENIU-SIĘ w szkole. Bo NAUCZYCIELE chcą się uczyć, poznawać, odkrywać, rozumować. Obecny system, jego zasady i sposób zarządzania bardzo utrudniają im takie działania.

    • Witajcie anarchiści
      Temat buzuje we mnie od momentu, gdy zaczęłam uczyć. Pamiętam, gdy uczyłam na PW i student przyszedł mi powiedzieć, ze nie będzie pisał kolokwium, bo się nie przygotował. Zawrzało we mnie, to ja mam drugi raz dla niego układać zadania i z nim siedzieć? A zaraz się okazało, że student siedział kilka dni przy chorym (swoim) dziecku i nie miał głowy do nauki.
      Wtedy sobie pomyślałam: Uważaj ludzie , których uczysz mają swoje sprawy i swoje życie.
      Wiem, zaraz ktoś i powie, że nie miał chorego dziecka, tylko chciał skorzystać z sytuacji, babcię by uśmiercił, aby się usprawiedliwić. Może, ale lepiej się pomylić i wyjść na frajera niż na bezduszną maszynę.
      Uczniowie też mają swoje sprawy i kłopoty, warto brać je pod uwagę, nie tuczymy wiedzą gęsi (fuj, co za przykład), tylko spacerujemy z uczniami po krainie wiedzy.
      Danusia

  2. Ewo,

    pięknie to napisałaś! Podoba mi się, może dlatego, że piszemy o tym samym, tylko z nieco innych punktów widzenia. I Wiesławowi się podoba, bo on też o tym pisze i Danusi …. Po prostu podobnie myślimy i czujemy. Uczeń też człowiek, choć jeszcze mały! I do szkoły przychodzi nie tylko jego głowa, ale cały człowiek, z sercem z uczuciami, problemami i wątpliwościami.
    Często mówię moim studentom na zajęciach z metodyki, że nie można być dobrym nauczycielem, nie będąc dobrym człowiekiem. A gdy pytają, jak mają się zachować w takiej czy innej sytuacji, odpowiadam: Potraktuj ucznia tak, jak sam chciałbyś być potraktowany. Chcesz mieć drugą szansę, gdy coś ci się nie uda, to daj tę szansę innym! Chcesz, żeby ciebie wciąż nie pouczano i nie oceniano, to nie pouczaj i nie oceniaj. Chcesz, żeby szef dał ci czas na nauczenie się czegoś nowego, czy chcesz być od razu oceniany?
    To przecież takie proste! I znane od dawna, bo Kant sformułował tę zasadę jeszcze w oświeceniu.
    W każdej klasie siedzą głodne dzieci, w każdej są takie, które nie mogły się wyspać, bo pijany tata się awanturował, a może i bił mamę. Ale nauczyciel surowym głosem mówi, żeby uważać, bo … sprawdzian, klasówka, test. Ilu nauczycieli interesuje się problemami tych małych, bezradnych ludzi, a ilu zainteresowanych jest głównie tym, żeby zrealizować program? Czasami myślę sobie, jak mało o nich wiemy i jak bardzo ułatwiamy sobie życie koncentrując się realizacji programu. I myślę również, że w szkole mówi się o układzie oddechowym żaby i wydalniczym wypławka białego, ale milczymy na temat emocji, z którymi mali ludzie sami muszą dać sobie radę, nawet wtedy, gdy to ich przerasta. Coraz częściej myślę też, że o tym, co najważniejsze, w szkole w ogóle się nie mówi.

  3. Ewo :)
    najpierw powiem – ciepło bije od tekstu i troska, a potem, za P. Wiesławem i Marzeną „napisałaś wspaniale”.
    Ciepło, to wrażliwość na Drugiego Człowieka ujawniająca się w rozumieniu jego potrzeb.
    Uczenie się,(efekty) o jakie nam wszystkim chodzi (rodzice, nauczyciele, system?), w piramidzie A. Masłowa jest oparte na wielu (zdrowych lub nie) ułożonych hierarchicznie fundamentach.
    Na dziś nie znajduję innego uzasadnienia sukcesów lub problemów (porażek) w edukacji dzieci.
    Wszystko ,o czym wspominasz:
    - granice i zasady..
    - więź..
    - akceptacja..
    - uważne słuchanie.. prawo do własnego głosu, pomysłu…
    - powstrzymywanie się od osądów, krytyki…
    - relacja oparta na zaufaniu,
    w tym się mieści
    i tak dotyczy rodziców jak i nauczycieli.
    Moim zdaniem, bez tych pierwszych, drugim się nie uda, bez tych drugich,
    pierwsi mogą być w kłopocie.
    A w środku – są ONI- przecież NAJWAŻNIEJSI – w obustronnych oddziaływaniach.
    Tak różni! A na plecach „bagaż”, bywa wór „rozbitego dzieciństwa”, i własnej trudnej konfrontacji ze światem wymagań ludzi dorosłych. Nie zawsze „autorytetów’
    Na ile szkoła pomaga rozumieć SIEBIE (i co to znaczy?) w zderzeniu z INNYM ( i kto i co to jest?) I czemu, właśnie, szkoła?
    Za swoim przekonaniem powiem, jeśli nie pochylimy się z troską nad dzieckiem w przedszkolu (rodzice, nauczyciele =współdziałanie, w sytuacjach koniecznych) to szanse na „lepszą edukację, w tym wychowanie”, w ślad za tym – wyposażanie w siły życiowe ( wszak to jest istota wychowania ?) będą malały.
    Dziś samorządy (szkoły, MEN) prześcigają się w zachętach, by 6latki poszły do szkoły.
    Zapewniają – „radosne” place zabaw, dywaniki, kąciki…”dziecko będzie się „uczyć”,
    a nie „bawić” , jak w przedszkolu. Choć metody „zabawowe” są akcentowane.
    Kto chwali się „dobrym klimatem” wspierającym wychowanie, czyli „wspomaganiem w wyposażaniu w siły życiowe”? I na czym to w danej instytucji oświatowej polega?
    Faktycznie, nie w deklaracjach „programu wychowawczego”.
    Dlaczego, tak wiele młodych ISTNIEŃ nie widzi „światła w tunelu” i nadcina żyły, by ból fizyczny zagłuszył inny ból?
    Patologia? I tak można określić. Ale oni chodzą (nie chodzą do szkoły).
    Często całkiem „zdolni”.
    Szkoła takich nie lubi. Najlepiej „przepchnąć”, niech idą, nie ważne, co ze sobą dalej zrobią.
    „Jeśli nie widzisz problemu, sam stajesz się problemem” (-) .Działa w każdą stronę.
    Chwała wszystkim nauczycielom, którzy, jak Ty Ewo, potrafią być wrażliwi na potrzeby ludzkie każdego ucznia.
    Zapewne, nie jest to łatwe w codzienności szkolnej. Ale…najłatwiej robić rzeczy łatwe…

    Dopowiem jeszcze – kto nie doświadczył bólu, nie pojmie wagi problemu.
    N.

  4. Dziekuję, największym ciepłem odpłacaja dzieci – i otwarciem się. Czasami trudnym, bo co powiedzieć, jeśli dziecko pyta o konkretne rady dotyczące rodziców? Chociaż czasami bywa zabawnie. Nie dalej jak wczoraj pewna trzecioklasistka zdefiniowała pocałunek dorosłych „ciągnę się ustami za usta” – uff.

  5. Ewo anarchistko!
    Napisz choć o tym Niemcu, który chciałby, aby nasze idee z blogów wyjrzały do MEN.
    Danusia

    • No cóż, o Niemcu. Niech będzie – tym razem krótko, bo ostatnio zarobiona jestem. Otóż pewien Niemiec polskiego pochopdzenia, więc rozumiejący po polsku, przeczytał nasze wypowiedzi na blogu – czytał cała noc, a rano piowiedział tak:
      „Ewo, dlaczego Wy nie rządzicie tym krajem! Tacy wspaniali ludzie, takie madre rzeczy piszą i co? Nic z tego nie wynika!”
      A jeszcze przedtem przesłał smsa: „Poczytałem troszkę i myślę, że powinnaś budować ten kraj. Czas na politykę”
      Szkoda, ze wejście w politykę to niestety unurzanie się w czymś brzydkim. A może się mylę?

      • Czasem trzeba się unurzać w czymś brzydkim, żeby potem mieć więcej świeżego powietrza na co dzień :)

  6. Pięknie napisane i fajnie, że odczarowałaś anarchokomunizm. Pozwól, że ja podobnie uczynię z nazizmem. Bo jestem takim szkolnym faszystą – w oświęcimskich piecach spalam smutne minki uczniów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*