Dwie dość typowe historie
W ostatnią niedzielę słuchałam audycji w Radiu Olsztyn z udziałem byłego naczelnego Gazety Olsztyńskiej - Tomasza Śrutkowskiego. Pani redaktor zapytała go, czy to prawda, że chodził do dwóch liceów w Olsztynie. Pan Tomasz przytaknął i wyjaśnił, że stało się to za sprawą nauczycielki matematyki (tu padło nazwisko), która tak go zgnębiła, że musiał zmienić szkołę. Zaczął z zapałem rozwijać historię pani profesor od matematyki, ale pani redaktor zmieniła temat. Pan Tomasz jest w słusznym wieku, a jednak ta historia sprzed lat nadal w nim żyje, pomimo że główna aktorka – nauczycielka matematyki już odeszła (o tym zdołał nas jeszcze pan Tomasz poinformować, zanim pani redaktor mu przerwała).
Byłam na spotkaniu jubileuszowym szkoły, której byłam przez pewien czas dyrektorką. Spotkałam jedną z absolwentek, która zdawała maturę 14 lat temu. Teraz jest szczęśliwą matką dwóch córek, skończyła studia i zarządza własną firmą. Wspomniała nauczycielkę matematyki: „Ta Pani to mnie nienawidziła, stale mi powtarzała, że się nie nadaję i nie zdam matury”. Ot takie wspomnienie ze szkoły, które jest żywe po 14 latach.
Mam pytanie: Czy warto był, tak się zapisać w pamięci uczniów?
Jeśli nie tylko testy, to co?
Zostawmy choć na moment testy. Znamy ich wady i nieprzyjemne konsekwencje. Zastanówmy się, po co są egzaminy, po co w ogóle sprawdzamy?
Rzucę kilka propozycji, choć na pewno nie wyczerpię wszystkich możliwości.
czytaj więcej...
Po co szkoła?
Dobre pytanie. Nie zadaję go, aby kwestionować sens szkoły, ale aby zastanowić się, po co jest ona potrzebna nam – społeczeństwu. Wydajemy na nią większość naszych pieniędzy, więc warto wiedzieć, za co płacimy i czego powinniśmy wymagać. Niektórzy mogą powiedzieć, że to pytanie z oczywistą odpowiedzią. Potrzebna, aby kształcić ludzi. Ale po co nam wykształceni ludzie? Czy wszyscy muszą mieć wykształcenie i jakie ono ma być? A może potrzebni nam są ludzie mający odpowiednie kompetencje? Ale do czego mają służyć ich kompetencje?
Niestety to pytanie nie jest rozpatrywane. Uznaliśmy, że szkoła jest potrzebna, posyłamy tam dzieci, oceniamy uczniów, nauczycieli i szkoły. Jednak nie za bardzo wiemy, co mamy oceniać. Ktoś wymyślił podstawę programową, uznaliśmy, że ona ma być realizowana, ale dlaczego właśnie taka? Może powinna być całkiem inna, aby zrealizować cel szkoły? Tylko jaki on jest?
Chciałabym, abyśmy coś w tej sprawie ustalili.
Testomania wiosenna
Trudno jest mówić o testach bez pytania: po co nam one? Pytanie wydaje się obrazoburcze. Jak to po co? Aby porównać wyniki i dać przepustkę do lepszych szkół. Nie widzę sensu porównywania uczniów, nie wpłynie to na ich większą wiedzę i umiejętności. Bliska mi jest zasada - od mierzenia krowy nie przybywa jej mleka. Testomania wiosenna (czyli mierzenie krowy) zatrudnia wielu ludzi i jest bardzo kosztowna, czy na pewno nas na to stać? czytaj więcej...
Próbny sprawdzian szóstoklasisty (29 marca 2012 roku, „Gazeta Wyborcza”)
Rekomenduję każdemu rozwiązanie testu i zastanowienie się nad tym:
Co sprawdza ten test, o czym świadczą jego wyniki?
Czy i na ile trzeba przy rozwiązywaniu testu myśleć?
Czy test sprawdza wiedzę uczniów zawartą w podstawie programowej?
Test zawiera 25 zadań, z czego (zdaniem autorów) 19 zadań jest zamkniętych i reszta otwartych, do nich zamieszczony jest schemat punktowania.
Kilka moich uwag, niestety krytycznych, dotyczących stopnia trudności zadań, niejednoznaczności odpowiedzi, pomyłek w odpowiedziach i sensu proponowania tego typu zadań.
czytaj więcej...
Otwarte drzwi klas
Kto ma otworzyć drzwi klas, dlaczego w ogóle mamy je otwierać i po co?
Dużo mówi się ostatnio o profesjonalizacji zawodu nauczycielskiego. Przestajemy traktować pracę nauczyciela jako działanie samotnego indywidualisty, choć jest ona bardzo twórcza. Znajdujemy więcej analogii z zawodem medycznym, szczególnie z pracą lekarzy w szpitalu, gdzie grupa medyków robi codziennie obchód, omawiając każdy przypadek oraz ucząc się od siebie nawzajem i wspólnie podejmując decyzje. Widać tu duże podobieństwo do pracy zespołu nauczycieli. Studia przygotowujące do pracy lekarza czy nauczyciela nie wyposażają przyszłego profesjonalisty w wiedzę dotyczącą wszystkich przypadków, z którymi się zetknie. Konieczne są konsultacje, korzystanie z dobrych przykładów, dyskusje w gronie specjalistów.
czytaj więcej...
Testy po raz n-ty
Trudno, znowu będzie o testach. Poruszył mnie wywiad w Metrze, 20 marca 2012 – Gimnazjaliści myślą, nie kują. Rozmówcami byli: profesor Michał Federowicz (szef IBE) i profesor Jolanta Choińska- Mika (kierująca zespołem przygotowującym „Diagnozę”) – decydenci w sprawach egzaminu.
Wywiad dotyczył egzaminu gimnazjalnego próbnego i tego, który czeka uczniów w tym roku. czytaj więcej...
Pole dowodowe
Dużo się mówi w edukacji o szukaniu i przedstawianiu dowodów uczenia się uczniów (w szkole).
O czym mówimy? Nasuwa się przypuszczenie, że chodzi o oceny wystawiane uczniom. Ale czy to są dowody na to, jak nasi uczniowie uczą się podczas lekcji?
Czy jeśli uczeń otrzymuje wysoką ocenę, a w szczególności dobry stopień, to czy świadczy to o tym, że się nauczył czegoś na lekcji? A może nauczył się poza szkołą, może na korepetycjach, może od kolegi, może z internetu? Może szkoła i, o zgrozo, nauczyciel nie byli mu do tego potrzebni?
Dowody potrzebne są nam (nauczycielom) do tego, aby ocenić naszą pracę z uczniami. czytaj więcej...
Dzieci chcą odpowiadać na pytania
Jedna z przyjaciółek poprosiła mnie o radę w sprawie frustracji jej synka przedszkolaka, spowodowanej brakiem możliwości odpowiedzi na pytanie zadane przez panią wychowawczynię. Nikt nie dopuszcza go do głosu, pani o odpowiedź prosi inne dzieci.
W przedszkolu nauczycielka zadaje pytanie i dzieci, niektóre nawet przed jego końcem, podnoszą rękę, że są gotowe do odpowiedzi. Pani prosi któreś z dzieci, ale nigdy nie trafia na synka mojej koleżanki i on stale zostaje ze swoją odpowiedzią sam. Wraca do domu smutny.
Problem dotyczy nie tylko przedszkola, ale wszystkich miejsc, w których człowiek uczy się w grupie.
Zastanówmy się, dlaczego tak się dzieje i spróbujmy temu zaradzić.
czytaj więcej...
Przekazywanie wartości
Byłam na spotkaniu z Panią Haliną Bortnowską zorganizowane przez IPN. Bardzo cenię Panią Halinę, więc biegłam jak na skrzydłach i się nie zawiodłam. Nie zdam relacji ze spotkania, bo obawiam się, że nie podołałabym zadaniu. Zajmę się tylko fragmentem spotkania. Jedna z Pań (zajmująca się między innymi edukacją wnucząt przez dziadków) zapytała Panią Halinę – w jaki sposób najlepiej przekazywać dzieciom wartości. Pani Halina odpowiedziała, że nie zalecałaby „przekazywania”. Raczej wolałaby, aby dorośli stwarzali młodym przestrzeń na doświadczanie wartości, zachęcałaby do sytuacji, w której młodzi „wyciągają” z nas, dorosłych, tę wiedzę. W szkole nastawionej na PRZEKAZYWANIE zabija się zainteresowania uczniów, odbiera się czas przeznaczony na zabawę i utrudnia doświadczanie.
Bardzo mi się spodobała odpowiedź Pani Haliny. Pomyślałam, że wszystko zależy od tego, jaki mamy cel. Bo jeśli chcemy, aby dziecko zdało egzamin, to warto mu przekazywać wiedzę, ale jeśli pragniemy, aby się nauczyło, to lepiej dać mu przestrzeń na doświadczanie. Fakt, że może wtedy mniej przerobimy albo nie przygotujemy go do egzaminu, ale coraz bardziej myślę, że dwa w jednym nie jest możliwe.
Pani Halina powiedziała też takie zdanie: „Lepiej czegoś nie zrobić, niż zrobić marnie”.






