Na kłopoty – szkolenie
Przedwczoraj telewizja podała, że większość skarg na lekarzy dotyczy komunikacji z pacjentami. A uczeni podchwycili, że należy poświęcić więcej uwagi szkoleniu w tym zakresie – studentów medycyny i już praktykujących lekarzy.
Lepsze to, niż nic.
Od przedszkola, aż po studia, szkoła ćwiczy i utrwala w młodym człowieku złe nawyki z zakresu komunikacji.
W szczególności, system edukacji ćwiczy systematycznie i dokładnie „nieprowadzenie” dialogu oraz „nieokazywanie” szacunku.
Szkoła nie tworzy kultury komunikacji, dialogu i szacunku. Zamiast tego, system edukacji może zaproponować terapię zastępczą: szkolenia.
To tak, jakby przez piętnaście lat zabraniać dzieciom wchodzić do wody, a następnie powiedzieć: teraz czas na naukę pływania.







Panie Wiesławie,
), własny brak umiejętności w tym zakresie. To może być ciekawe doświadczenie konfrontacji z samym sobą.
ale od czegoś trzeba zacząć!
Jeśli „szwankuje” komunikacja, dialog – to są gdzieś tego przyczyny. Nie ma wiedzy (słaba) z czym się to wiąże, brak (niedostateczne ) umiejętności. A już na pewno ich niedosyt w rozwiązywaniu sytuacji skomplikowanych, trudnych, w jakie obfituje życie „oświaty”.
Z umiejętnością komunikacji się nie rodzimy, nabywamy w procesie bycia/życia wśród ludzi (dom, przedszkole, szkoła…). Czegośmy doświadczyli, to oddajemy (jeśli dobrze rozumiem Marzeny „neurony lustrzane”).
Swego czasu pojawiły się szkolenia dla nauczycieli z zakresu „umiejętność komunikacji” – tak to w skrócie nazwę.
Przyznam, że dla mnie (i dla wielu nauczycieli) były wtedy odkrywcze.
Istotnym, okazała się umiejętność zamiany komunikatu z „TY”, na „JA”.
By, w rozmowie (dialogu ) nie naruszać godności Osoby, należy odnosić się, oceniać postępowanie, a nie Osobę, jako taką.
I trzeba się było „łapać się za język”, by nie mówić: „Jasiu ty znowu nabroiłeś”, „przez ciebie…”, „jesteś niegrzeczny”, „to twoja wina”.. A zamiast tego zastosować FUO – Fakty: widzę, słyszę, doświadczam że…Uczucia: martwi mnie, złości, niepokoi, cieszy…Oczekiwania: oczekuję, że..poprawisz, zastosujesz, zrobisz, wyeliminujesz..Oczywiście z wysłuchaniem racji Drugiego.
Biorąc pod uwagę nawyki wielu rodziców i nauczycieli (pewnie i lekarzy) myślę, że trzeba/warto korzystać z takich szkoleń, przynajmniej wtedy, jeśli odczuwamy (byle się do tego przyznać
Dialog – tak potrzebny wszystkim, to „słuchanie dla słyszenia” . Obecność. Otwartość. Zaufanie . Mówię, ale i słucham. Bo Drugi, też jest ważny.
Abyśmy tworzyli kulturę komunikacji, dialogu, szacunku, musimy się od Kogoś uczyć. Inaczej – nie urzeczywistnimy tego w życiu.
Uważam, że super trafny komentarz! Porównanie do nauki pływania – znakomite. Z pływaniem jest jeszcze tak, że gdy ktoś RAZ nauczył się pływać NIGDY już tego nie zapomina.
Są 2 sprawy:
1. Lepiej późno niż wcale. Jeśli chodzi o lekarzy, to już dawno marzę, aby moim lekarzem był weterynarz mojego psa. Odnosi się do niego z taką miłością i do tego wszystko mi tłumaczy co robi.
Lekarz rodzinny wypada słabo w tym porównaniu.
Może więc nauczą czegoś przyszłych lekarzy, np że chcę wiedzieć co mi jest….
2. Szkolenia i ich skuteczność. Różnie bywa, szczególnie jeśli są wykładem. Np wykład o dobrej komunikacji, dobre, co?
A „komunikatu ja” powinni uczyć już w przedszkolu.
Danusia
Melduję, że uczymy
ekstra! D
grażka – wspaniale ! Może opisz tutaj lub gdzieś jak to robicie.
Problem w „szkoleniu komunikacji” widzę tak: działamy doraźnie czy systemowo, przypadkowo czy programowo, indywidualnie czy zespołowo, chaotycznie czy spójnie, głośno czy po cichutku ?
W drugich przypadkach możemy powiedzieć: jest dobrze, lepsze to niż nic.
Kiedy można mówić o działaniu systemowym w szkole, nie tylko w sprawie komunikacji ?
Temat komunikacji jest PRIORYTETEM, a to oznacza, że wszyscy (nauczyciele, rodzice, uczniowie, władze i media) WIEDZĄ o tym, że zajmujemy się „szkoleniem komunikacji”.
Jeśli wiedzą, to posługują się pojęciami: komunikacja, dialog, wysłuchać, emocja, itp. Zwłaszcza rodzice – oni mogą na początku nic z tego nie rozumieć, ale WIEDZĄ, że ta szkoła zajmuje się czymś takim. Tak jak u Motessori – nie wiem co to jest inteligencja emocjonalna, ale wiem, że oni „takie coś robią”, „tym się zajmują codziennie”. Co więcej – wiem, że moje dziecko o tym wie i posługuje się tym pojęciem.
Jeśli wszyscy posługują się pojęciem ‘komunikacja’, to robią to codziennie i w różnych sytuacjach szkolnych. Owszem, można i tak: polonista uczy i rozwija umiejętności komunikacji, a chemik wręcz przeciwnie. Powiemy wtedy: lepsze to niż nic. Ale trzeba mieć świadomość, że produktem ubocznym takiej sytuacji jest frustracja + agresja. Normalne, gdy ciągniemy w dwóch przeciwnych kierunkach.
Jeśli mówienie o komunikacji, to praktyka powszechna i codzienna w naszej szkole, to mamy koordynatora-opiekuna tego zagadnienia. Oficjalnego i znanego wszystkim. To może być dyrektor, psycholog, pedagog lub nauczyciel, który jest w tym najlepszy.
Jeśli takie lub inne działanie ma charakter systemowy w szkole, to jest to widoczne na zewnątrz. Cała okolica wie o tym. Taką szkołę w Anglii opisała Danusia. Taką szkołę prowadzi Zosia.
Działanie systemowe, zawierające opisane wyżej składniki, nie oznacza że mamy do czynienia z idyllą. Tu też pojawią się niedoróbki, kłopoty, wpadki, konflikty, elementy chaosu, itp. Ale system ułatwia utrzymać właściwy kierunek, korygować, współpracować. Działanie systemowe jest zawsze szersze, głębsze i skuteczniejsze. Daje więcej satysfakcji, czyli więcej pozytywnych emocji i dopaminy w mózgach.
Poproszę o prezentację takiej szkoły, w której jakiś priorytet (nie koniecznie komunikacja) jest rozwijany systemowo.
A wracając do lekarzy i fali szkoleń. Zapraszamy na seminarium-szkolenie dotyczące walce z nałogami. W pierwszej części wykłady, w drugiej ćwiczenia. O godz. 12.30 przewidujemy przerwę na papierosa.
Czytam tekst Wiesława i komentarze i myślę sobie, jak wygląda dziś kształcenie nauczycieli: konspekty, progresja celów, formułowanie celów nauczania (koniecznie operacyjne – ale czy ten czasownik jest dość „operacyjny”? – , tworzenie grubych teczek praktyk, analiza podstawy programowej, przygotowanie do testów, itd.
Przygotowuje się ich do roli urzędników produkujących góry papieru, a potem oczekuje się, że będą umieli stworzyć dobre relacje. Kolejny brak spójności systemu.
A nauczanie bazuje na komunikacji między uczniami a nauczycielem, bez dobrych relacji nie może być efektywne.
Z kształceniem nauczycieli jest jak z pływaniem